Przepraszam, że tak długo czekaliście na ten rozdział. Mam naprawdę mało czasu i dużo na głowie, jednakże w końcu udało mi się go skończyć ;)
Rozdział 6
- Ginny?
Harry patrzył z niedowierzaniem na ognistorudą dziewczynę, która stała przed nimi z zaciętą miną i oczami, które mogłyby ciskać gromy.
- Coś się stało? - zapytał niepewnie.
- Tak! Stało się! - warknęła. - To się stało, że zachowałeś się jak ostatni dupek!
- S-słucham? - wydukał.
- Jak mogłeś mi to zrobić, Harry?! Jak?! Byłam dla ciebie naprawdę dobra, słuchałam cię, gdy zawsze miałeś problem, troszczyłam się o ciebie...a ty odpłacasz mi się czymś takim?! Jak możesz mnie z nim zdradzać?!
- C-co?
- W czym on jest lepszy ode mnie? No w czym?! - krzyczała coraz głośniej, przyciągając uwagę chyba wszystkich obecnych w Wielkiej Sali.
- Ginny, dobrze się czujesz? - zapytał z troską i zrobił niepewny krok w stronę dziewczyny, a szarooki nie wytrzymał i parsknął śmiechem. Opanował się dopiero, gdy zobaczył mordercze spojrzenie zielonych oczu.
- To wszystko twoja wina! - krzyknęła w stronę jasnowłosego czarodzieja. - On był mój!
Wargi Ślizgona wykrzywiły się w drwiącym uśmiechu. Zdezorientowany Harry został nagle przyciągnięty przez silne ramiona, które objęły go ciasno, nie pozwalając na jakikolwiek ruch.
- Malfoy, puść mnie! - syknął, ale ten zignorował go i spojrzał pełnym wyższości wzrokiem na rudowłosą.
- Pomijając to, że jestem piękny, wspaniały i inteligentny, posiadam coś jeszcze, coś czego ty nigdy nie będziesz mieć. - mruknął drwiąco.
- Niby co?!
- Penisa. - wyszeptał, a na widok jej wytrzeszczonych oczu i zaczerwienionej ze złości twarzy, zaśmiał się lekko. Tymczasem na twarzy zielonookiego bruneta wykwitł krwistoczerwony rumieniec.
- Malfoy! - warknął.
- Ty..! - Weasley zrobiła krok w stronę szarookiego, ale w tym samym momencie jej ciało stężało, upadając z głuchym łoskotem na podłogę.
Czarnowłosy mężczyzna o obsydianowych oczach opuścił różdżkę i niczym niezrażony, powrócił do swojego posiłku. Nie zwrócił uwagi na pełne oburzenia spojrzenia, które zostały posłane w jego kierunku przez niektórych uczniów, a w szczególności przez nauczycielkę transmutacji.
- Severusie, nie wiem, czy wiesz, ale używanie magii na uczniach jest zabronione! - warknęła.
- Oczywiście...lepiej żeby ten uczeń wydrapał oczy innemu? - zapytał, a widząc jej wściekłą minę, dodał: - Spokojnie, następnym razem dostosuje się do twojej rady. - posłał w jej stronę kpiący uśmieszek. Kobieta sapnęła i podniosła się szybko ze swojego miejsca, ruszając w stronę trójki uczniów.
- Chodźmy stąd. - cichy szept tuż przy uchu bruneta skutecznie go otrzeźwił. Zielonooki wzdrygnął się lekko, wciąż czując obejmujące go ramiona. Westchnął ciężko. Po raz pierwszy był wdzięczy za coś Snape'owi. Gdyby nie on, sytuacja mogłaby wyjść spod kontroli. Ginny zachowywała się nieobliczalnie i Harry z przykrością musiał stwierdzić, że to zdecydowanie nie było normalne. A przecież nigdy nie dawał jej nadziei na coś innego prócz przyjaźni. Ba, rudowłosa była dla niego niczym siostra, której nigdy nie miał. Na jego twarzy pojawił się smutny uśmiech. Czy ten dzień mógł być jeszcze gorszy?
Harry, widząc zmierzającą w ich stronę opiekunkę Gryffindoru, kiwnął głową na zgodę i złapał rękę blondyna, ciągnąc go do wyjścia. Gdy przekroczyli próg Wielkiej Sali, a drzwi zamknęły się za nimi z głośnym hukiem, zielonooki puścił jego dłoń i warknął:
- Nie powinieneś jej tego mówić!
Blondyn spojrzał na niego z rozbawieniem, jednocześnie posyłając mu kpiący uśmieszek.
- Czego dokładnie? Tego o swoim penisie? - brunet zmieszał się lekko widząc ten przenikliwy wzrok szarych oczu i spuścił głowę, czując jak na jego policzki wkrada się gorący rumieniec.
- Tak... - mruknął niewyraźnie. Nastąpiła chwila ciszy. Jednakże na niezbyt długo, bo już po chwili Ślizgon zaczął:
- Potter...
- Co? - ten spojrzał na niego pytająco.
- Rumienisz się. - zaśmiał się cicho, widząc wściekły wzrok Gryfona i czerwone plamy na jego policzkach.
- Zamknij się, Malfoy! - warknął i wyprzedził śmiejącego się czarodzieja. Czuł się zażenowany, a zarazem zirytowany. Najchętniej zrobiłby coś temu lalusiowatemu blondynkowi...tak...zdecydowanie to interesujący pomysł...
Chłopcy stanęli na boisku i rozejrzeli się wkoło. Drzewa znajdujące się w pobliżu mieniły się różnymi odcieniami czerwieni i złota, a lekki, jednak zimny wiatr owiewał ich drobne sylwetki wywołując niechciane dreszcze. Młodzi czarodzieje wezwali swoje miotły za pomocą prostego zaklęcia przywołującego i zasiedli na nie, posyłając sobie wyzywające spojrzenia. Blond włosy wyciągnął z kieszeni srebrny znicz o pięknych zdobieniach i wypuścił go z dłoni. Błyszcząca piłeczka poleciała ku górze i już po chwili zniknęła im z oczu. Szarooki podleciał bliżej bruneta i wyszeptał:
- Dzisiaj to ja będę górą. Przygotuj się, Potter. - dwuznaczne słowa sprawiły, że zielonooki zawisł na chwilę w miejscu, nie będąc w stanie wyjść z szoku, ale gdy wreszcie zorientował się, że został sam, wykrzyknął:
- Możesz pomarzyć, Malfoy!
Wzbił się w górę, czując jak nieprzyjemnie chłodne powietrze dmucha mu w twarz, a palce na rączce kostnieją z coraz większej ilości zimna. Harry nie spodziewał się, że będzie aż tak chłodno, przez co założył na siebie tylko bluzę przywołaną z wieży Gryffindoru. Zmrużył oczy i rozejrzał się wkoło, szukając wzrokiem swojego rywala. Widząc, że ten ma podobne problemy z pogodą, uśmiechnął się lekko i z lepszym humorem począł przeszukiwać boisko w poszukiwaniu srebrnej kulki. Zrobił parę pętli w powietrzu i omiótł wzrokiem całą przestrzeń, ale niestety nie dostrzegł zupełnie nic. Dopiero po chwili, jakby coś zaświtało mu w głowie, odwrócił wzrok w stronę jednej z bramek znajdującej się, ku jego nieszczęściu, koło Ślizgona, gdzie dostrzegł znicz. Zaklął pod nosem i wystrzelił przed siebie niczym armata. Z całej siły zacisnął palce na rączce miotły i wychylił się jeszcze bardziej do przodu starając się przyśpieszyć. Mknął niczym kometa, z każdą kolejną sekundą zbliżając się do upragnionego celu, gdy kątem oka spostrzegł, że nie tylko on jeden zauważył błyszczącą piłeczkę unoszącą się tuż nad jedną z bramek. Ale był już tak blisko...jeszcze chwila i ją zdobędzie. Wyciągnął prawą rękę i szarpnął się gwałtownie do przodu. Zachwiał się niebezpiecznie i z trudem utrzymując się na miotle, podniósł prawą dłoń w geście zwycięstwa, tak aby Draco mógł zobaczyć srebrny znicz trzepoczący przezroczystymi skrzydełkami. Zielonooki zleciał na dół i zsiadł z miotły, czekając na swojego towarzysza. Rozłożył się na zimnej glebie, ale nie zwrócił na to zbyt dużej uwagi. Spoglądał na przystojną twarz blondyna, którą wykrzywiał grymas niezadowolenia i jakby...rezygnacji? Tak, to zdecydowanie było to.
Uniósł się na łokciach i posłał Ślizgonowi lekki uśmiech. Ten jakby się wahał przez chwilę, ale w końcu odpowiedział tym samym i opadł obok Gryfona, krzywiąc się z niesmakiem.
- Arystokracji nie przystoi leżeć na zimnej ziemi. - mruknął cicho. Harry posłał w jego stronę spojrzenie pełne rozbawienia.
- Nieźle grałeś, Potter. Ale nie martw się, następnym razem cię pokonam. - pełen wyższości ton szarookiego sprawił, że brunet wybuchł głośnym śmiechem. - Ej! Nie śmiej się! Kiedyś cię pokonam i wtedy nie będzie ci do śmiechu! - warknął i uderzył go w ramię, by po chwili ostentacyjnie unieść wysoko głowę i odwrócić się niczym niezadowolona księżniczka. To sprawiło, że Harry znowu parsknął śmiechem.
Gdy już się trochę uspokoił, dźgnął blondyna w żebra i zacmokał:
Oj Malfoy, Malfoy...musisz w końcu pogodzić się z porażką... - uśmiechnął się wesoło i ułożył wygodnie na ziemi. Usłyszał tylko ciche prychnięcie, ale nie zwrócił na nie większej uwagi. Z przyjemnością oglądał chmury błądzące po błękitnym niebie. Na jego wargach błąkał się delikatny uśmiech wyrażający całkowitą przyjemność.
Leżeli tak okołu dziesięciu minut, milcząc i słuchając szumu drzew. Słowa w tamtej chwili były zbędne. Nie musieli nic mówić. Czuli się w swoim towarzystwie naprawdę dobrze i ta myśl tak zadziwiła bruneta, że aż podniósł się do siadu z wrażenia. Od początku dnia nie pokłócił się ani razu z Malfoyem, ba, nie zrobił tego od ponad tygodnia. To było...zaskakujące. Zielonooki przyjrzał się dokładnie szarookiemu. Blond kosmyki rozłożone wokół głowy niczym aureola anioła, opuszczone powieki z długimi, ciemnymi rzęsami, alabastrowa cera odbijająca promyki słońca i wysportowana, dobrze zbudowana sylwetka. Draco prezentował się nieziemsko. I Harry musiał przyznać, że nie tylko jego wygląd był niesamowity. Blondyn miał naprawdę interesujący charakter i Gryfon uznał, że mógłby się z nim nawet zaprzyjaźnić.
Wyciągnął rękę w stronę swojego towarzysza i powiedział głośno:
- Harry Potter. - Ślizgon drgnął lekko i spojrzał na niego z zaskoczeniem. Wydawało mu się, że ma coś w rodzaju deja vu.
Zielonooki przygryzł wargę w oczekiwaniu na ruch blondyna. Bał się, że tym razem to on zostanie upokorzony i odtrącony. Nic takiego się jednak nie stało. Młody wąż uścisnął rękę Gryfona i powiedział wesoło:
- Draco Malfoy.
Złote oczy uważnie obserwowały dwójkę chłopców siedzących na boisku. Niebezpieczne, czerwone błyski co rusz pojawiały się w jasnych tęczówkach, gdy te rejestrowały kolejny uśmiech na twarzy bruneta wywołany przez tego lalusia.
Tom warknął pod nosem. Jak on śmiał łasić się do JEGO Gryfona? No dobrze, może faktycznie Potter nie należał jeszcze do niego, ale Riddle zaprzysiągł sobie, że to się zmieni. Zdobędzie Harry'ego Pottera.
Na pewno.
Harry wraz z Draco wracali właśnie do zamku, gdy zauważyli wysoką postać stojącą przy wejściu. Jasnowłosy chłopak spiął się lekko. Wiedział, że ten mężczyzna nie pała do niego sympatią, ale nie miał pojęcia dlaczego. Przecież nawet dobrze go nie znał...
- On mnie nie lubi. - mruknął Ślizgon.
- Racja. I dlatego musisz mu udowodnić, że potrafisz wyczarować Patronusa.
- Łatwo ci mówić, Potter! - warknął.
- Pomogę ci. - wesoły głos Gryfona sprawił, że Draco zatrzymał się w miejscu.
- Słucham? - wydukał.
- Pomogę ci. Musisz pokazać mu na co tak naprawdę cię stać. - puścił mu oczko i ruszył przed siebie. Po chwili szarooki pojawił się koło jego boku. Resztę drogi przeszli w milczeniu.
Gdy doszli do drzwi, zatrzymał ich tak dobrze im znany głos:
- Panie Potter, mam nadzieję, że pamięta pan o naszym dzisiejszym spotkaniu. - Harry odwrócił się w jego stronę, a zaskoczenie wymalowane na jego twarzy było idealną odpowiedzią.
- Czyli jednak pan zapomniał... - Tom westchnął teatralnie. Bawiła go ta cała sytuacja. Zastanawiał się tylko kiedy młody zorientuje się, że ich spotkanie miało odbyć się za tydzień...
- A..tak..oczywiście, zapomniałem... - mruknął, starając się przypomnieć sobie o domniemanym zdarzeniu.
- Świetnie. Widzimy się o dwudziestej. - brązowowłosy uśmiechnął się olśniewająco w stronę bruneta, a następnie zerknął w bok i posłał blondynowi tryumfujące spojrzenie. Ten zmarszczył jedynie brwi. Na twarzy Toma pojawił się kpiący uśmieszek. Odwrócił się szybko i wszedł do szkoły pozostawiając za sobą dwójkę zdezorientowanych nastolatków.
To nie tak miało być. Draco stał się tego świadomy już w chwili, gdy poznał smak ust Pottera. To dziwne ciepło w jego podbrzuszu, które wcale nie wiązało się z podnieceniem i przyśpieszone bicie serca nie było wcale dobre. Nie znał tego uczucia nigdy wcześniej i nie podobało mu się to. Poza tym był zawstydzony. Jeszcze nigdy nie dostał wzwodu od zwykłego pocałunku! No dobrze, może to był NIEZWYKŁY pocałunek, ale mimo wszystko był tym mocno zażenowany.
Za to teraz, gdy wracał do swoich komnat po spotkaniu z Gryfonem nie czuł nic innego poza zwyczajną dezorientacją. Potter proponujący mu zakopanie toporu wojennego i przyjaźń był nadzwyczaj dziwnym zjawiskiem. Potter proponujący mu pomoc był jeszcze gorszy. Za to Tom Riddle okazał się najdziwniejszym człowiekiem na ziemi. O co mu tak właściwie chodziło? Przecież Draco nie zrobił nic na jego lekcjach, co mogłoby wywołać aż taką nienawiść. Choć jakby spojrzeć na to z drugiej strony, Severus Snape też nie miał podstaw, by nienawidzić Harry'ego, a jednak to robił i uprzykrzał mu życie przez ostatnie sześć lat. Jedynym pocieszeniem dla szarookiego było to, że ten człowiek z pewnością w jakiś dziwny i niewyjaśniony sposób zostanie wyrzucony z tej szkoły pod koniec roku szkolnego. Zawsze było tak samo. Jeszcze żaden nauczyciel tego przedmiotu nie wytrzymał w Hogwarcie dłużej niż rok. Draco miał ogromną nadzieję, że z Riddle'em będzie tak samo.
Westchnął. Dzisiejszy poranek był zaskakujący, ale równocześnie wyczerpujący. Blondyn dopiero teraz zaczął odczuwać skutki tak długiego siedzenia na dworze. Było mu zimno i jedyne czego pragnął to gorącej kąpieli. Może wtedy uda mu się uporządkować wszystkie myśli, bo jak na razie nie bardzo mu się to udawało.
Wieczorem, Harry spakował wszystkie książki potrzebne do odrobienia prac domowych i skierował się ku wyjściu z wieży. Był zdezorientowany. Gdy wrócił do komnaty po spotkaniu z Draco, wszystko zaczęło mu się przypominać. Wcale nie umawiał się z profesorem na dzisiaj, a na za tydzień. Więc czego ten mógł chcieć? Przecież nic nie udało mu się przygotować przez jeden wieczór i Harry wątpił, by złotooki też znalazł coś ciekawego. Więc po co to wszystko?
Gryfon nie mógł nie przyznać przed sobą, że cieszył się ze spotkania z profesorem. Lubił go. Mężczyzna był interesującym człowiekiem, dobrym nauczycielem, a poza tym był nieziemsko przystojny. Jednakże z drugiej strony Potter obawiał się tego spotkania, a także wszystkich następnych. Jego strach wywoływała obawa o jego własne uczucia. Bo co by się stało, gdyby Harry zauroczył się mężczyzną? Przecież to był jego nauczyciel, a on był uczniem. To nie miało racji bytu. Zresztą ktoś taki jak Riddle nigdy nie zwróciłby uwagi na przeciętnego bruneta z Gryffindoru. Zielonooki był tego pewien w stu procentach.
Harry zapukał do gabinetu nauczyciela obrony i czekał chwilę na zaproszenie. Gdy to dotarło do niego, pchnął drzwi i wszedł niepewnie do środka. We wnętrzu panował półmrok, co wydawało się brunetowi dziwnie intymne. Zarumienił się lekko na tę myśl.
Podszedł do biurka mężczyzny i rozejrzał się wkoło. Nigdzie nie zobaczył jednak profesora. Jedyne co dostrzegł to lekko uchylone drzwi znajdujące się po prawej stronie, które zapewne prowadziły do prywatnych komnat nauczyciela.
- Profesorze...? - odpowiedziała mu głucha cisza. Zagryzł wargę i niepewnie podszedł do drzwi. Zapukał cicho, a słysząc odgłos zbliżających kroków, nieporadnie wycofał się w głąb gabinetu. Drzwi otworzyły się z cichym łoskotem, a w progu pojawił się brązowowłosy mężczyzna. Na jego ustach błąkał się tajemniczy uśmieszek.
- Dobry wieczór, panie Potter. - wymruczał i dłonią wskazał Harry'emu, aby ten wszedł do jego prywatnego salonu. Ten wahał się przez chwilę, ale w końcu mruknął coś niezrozumiale i przekroczył próg wchodząc na zakazany teren. Rozejrzał się niepewnie. Ściany w kolorze ciemnej zieleni, duża kanapa stojąca na środku pokoju i dwa fotele znajdujące się niedaleko ogromnego kominka. Całą ścianę za kanapą zajmował regał wypełniony przeróżnymi księgami z różnych dziedzin magii, od zielarstwa aż po (co zaskakujące) wróżbiarstwo.
Zielonooki spojrzał z dezorientacją na swojego nauczyciela i zapytał:
- Po co chciał się pan ze mną spotkać?
Tom mruknął coś niewyraźnie i podszedł do swojego barku, nalewając sobie szklaneczkę whisky. Postanowił grać dalej.
Potter za to przyglądał się swojemu profesorowi, a jego zdziwienie z każdą kolejną sekundą rosło coraz bardziej. Mężczyzna nie był ubrany w swoją zwyczajną szatę. Miał na sobie obcisłe, ciemne jeansy, które idealnie opinały się na jego zgrabnych pośladkach i długich nogach, granatową koszulę z rękawami podwiniętymi do łokci i odpiętymi dwoma pierwszymi guzikami, przez co Harry mógł dostrzec kawałek gładkiego torsu złotookiego. Zapatrzył się chwilę i ku jego zażenowaniu, poczerwieniał lekko. Odchrząknął.
Tom tymczasem bawił się wyśmienicie. Z przyjemnością obserwował jak wzrok młodego Gryfona błądzi po jego odsłoniętym ciele. Urocze rumieńce, które pojawiły się na jego opalonych policzkach były tylko dowodem na to jak reaguje na obecność swojego profesora. Brązowowłosy usiadł na jednym z foteli i dostojnym ruchem założył nogę na nogę.
- Nie krępuj się, siadaj.
Brunet niepewnie wypełnił ni to polecenie, ni to prośbę i usiadł na brzegu kanapy. Po raz kolejny wbił pełen wyczekiwania wzrok w swojego nauczyciela, starając się nie myśleć o jego pociągającym wyglądzie.
- Więc... - zaczął niepewnie, ale widząc uniesioną brew i pełne politowania spojrzenie mężczyzny, zamilkł. Marvolo postanowił jednak ulitować się nad nastolatkiem i powiedział:
- Przecież byliśmy umówieni w sprawie badań, czyż nie?
- Ale nie dzisiaj...tylko w piątek, za tydzień. - Harry uśmiechnął się lekko, ale nie mógł ukryć swojego zdenerwowania wywołanego obecnością profesora.
Co się z nim działo? I dlaczego było mu tak gorąco? Co stało się z jego pewnością siebie?
Złotooki wzruszył jedynie ramionami i mruknął wymijająco:
- Najwidoczniej mi się pomyliło. Przepraszam.
Brew bruneta powędrowała ku górze. Doprawdy? Harry jakoś nie wierzył, że ten perfekcyjny mężczyzna ot tak zapomniałby o spotkaniu dotyczącym czegoś, co zdecydowanie bardzo go fascynowało. Więc o co tu chodziło?
To było dziwne i Harry nie miał zamiaru zostać tutaj nawet chwili dłużej. Podniósł się szybko z kanapy i powiedział:
- W takim razie ja już pójdę.
- Nie, możesz zostać. Tutaj jest cicho, a jestem pewien, że właśnie tego potrzebujesz, żeby odrobić prace domowe. - złotooki spojrzał znacząco na torbę trzymaną przez bruneta. Ten odchrząknął lekko i zamyślił się. Tak właściwie to nie był taki zły pomysł, choć cała sytuacja wydawała się być mocno krępująca. Poza tym Potter zastanawiał się czy uda mu się skupić, gdy będzie przebywał w tym samym pomieszczeniu, co starszy czarodziej.
- Nie chciałbym przeszkadzać... - mruknął.
- Daj spokój. Po prostu usiądź i weź się do roboty. - posłał mu olśniewający uśmiech, na co żołądek Gryfona wywinął koziołka, i szybko wyczarował stolik na książki dla zielonookiego. Dla siebie przywołał jakąś książkę i zagłębił się w lekturze, przestając zwracać uwagę na cokolwiek poza jej treścią. Potter westchnął cicho i począł wyjmować podręczniki. Już po chwili pisał referat z zielarstwa.
Godzinę później Harry miał dość. Właśnie po raz trzeci czytał treść rozdziału dotyczącego eliksiru prawdy i nic nie rozumiał. Naprawdę był beznadziejny z tego przedmiotu. Jednakże wiedział, że koniecznie musi dzisiaj to skończyć. Nie miał tylko pojęcia jak to zrobi... Po raz kolejny z jego ust wydobyło się ciche westchnienie.
Tom aż sapnął z frustracji. Od pięciu minut czytał jedną i tę samą stronę i w ogóle nie mógł się skoncentrować, bo pewien uroczy nastolatek postanowił sobie powzdychać i powydawać dźwięki świadczące o swoim kompletnym braku wiedzy. Brązowowłosy odesłał książkę na swoje miejsce i wstał, przeciągając jednocześnie wszystkie swoje mięśnie. Następnie podszedł do wpatrującego się w niego bruneta i pochylił się nad nim, spoglądając na książkę, którą czytał. Eliksiry. Cóż, złotooki był kiedyś naprawdę dobry z tego przedmiotu. Może nie był mistrzem jak Snape, ale potrafił uwarzyć poprawnie większość eliksirów. Przetarł rękoma zmęczone oczy i mruknął:
- Przesuń się.
Potter spojrzał na niego z dezorientacją, ale wykonał polecenie. Zaraz jednak pożałował swojej decyzji, gdy zorientował się, że mężczyzna siedzi obok niego i to tak blisko, że ich uda stykały się ze sobą. Zielonooki przełknął głośno ślinę i zarumienił się. W jednej chwili zrobiło mu się strasznie gorąco. Wbił wzrok w tekst podręcznika i z nerwów zaczął bawić się swoimi palcami. Złotooki wywrócił tylko oczami, choć w środku aż skakał ze szczęścia, że tak działa na Gryfona. Pochylił się nad stolikiem i zaczął tłumaczyć:
- Veritaserum tak naprawdę nie jest skomplikowanym eliksirem. Może się wydawać, że tak duża ilość składników... - Harry z zaskoczeniem stwierdził, że ciepły i spokojny głos profesora sprawiał, że te wszystkie informacje dotyczące wywaru nabierały większego sensu i szybciej do niego docierały. Czterdzieści minut później, zielonooki miał już skończony cały referat i NAPRAWDĘ coś umiał. To było niesamowite. Zazwyczaj odrobienie pracy domowej z tego przedmiotu okazywało się dla niego trzygodzinną katorgą. Brunet musiał przyznać, że Riddle był naprawdę świetnym nauczycielem. I nawet jego bliskość nie wytrąciła zielonookiego ze stanu pełnego skupienia. Niewiarygodne.
Potter wstał z kanapy i rozciągnął obolałe mięśnie. Spojrzał na zegarek i mruknął z niezadowolenia. Było już dawno po ciszy nocnej i znowu będzie musiał tłumaczyć się Hermionie, gdzie też o tej godzinie przebywał. A raczej wątpił, by ta ucieszyła się z informacji, że Harry odrabiał prace domowe w prywatnych komnatach swojego profesora.
Spakował szybko swoje książki i spojrzał na brązowowłosego. Mężczyzna wyglądał na naprawdę wykończonego i brunet wcale mu się nie dziwił. Podszedł do drzwi i zanim wyszedł, powiedział:
- Dziękuję za pomoc, profesorze. Dobranoc. - ten tylko uśmiechnął się lekko i położył na kanapie. Na twarzy zielonookiego pojawił się delikatny uśmiech. Naprawdę polubił tego człowieka. Ciekaw był tylko, dlaczego rzeczownik "lubić" w jego myślach nabierał całkowicie innego znaczenia...
