Atramentowa358 - bardzo dziękuję za komentarz ;) Oczywiście, tutaj wszystko jest możliwe ;) Jeśli chodzi o Draco to cóż...on raczej nie będzie z Harry'm. Nawet na trochę.

Bardzo przepraszam was za tak długi okres mojej nieobecności, ale muszę szczerze przyznać, że ten rozdział pisało mi się koszmarnie. Sam początek pisałam z 10 razy, soł...

Z następnym postaram się uporać wcześniej ;)


Rozdział 7

- Malfoy, skup się! - Harry był zły. Naprawdę bardzo, bardzo zły. Siedzieli tutaj już kilka godzin, a jedyne, co Ślizgon potrafił wyczarować to delikatną mgiełkę, która znikała po kilku sekundach. I zielonooki nie miałby mu tego za złe, gdyby dopiero zaczynali, ale ćwiczyli już od tygodnia, po kilka godzin, a efekty nadal się nie pojawiały. Potter mógłby zrozumieć fakt, że Draco nie ma wystarczających umiejętności magicznych, by wykonać to zaklęcie, ale obaj wiedzieli, że to nieprawda.
- Jakie jest twoje szczęśliwe wspomnienie? - blondyn otworzył szerzej oczy i spojrzał na niego z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Widać było, że nie spodziewał się tego pytania. Szybko się jednak zreflektował i jego twarz znów przybrała obojętny wyraz, którego Harry tak bardzo nienawidził.
- Mój pierwszy lot na miotle. - chyba mimo woli, kąciki jego ust uniosły się lekko ku górze. Zielonooki też się uśmiechnął. Pamiętał, że gdy zaczynał naukę, wybrał takie samo zdarzenie. Widać było, że Malfoy naprawdę kochał ten sport. To jednak było za mało.
- To dobre wspomnienie, ale zbyt słabe. Wiem to z własnej autopsji. Wybierz coś innego. - Gryfon posłał w jego stronę delikatny uśmiech, ale gdy zobaczył minę Draco, od razu się zmieszał. Ten wydawał się być zasępiony i zamyślony, jakby usilnie starał się coś znaleźć w swoim umyśle, ale niezbyt mu się to udawało. Harry położył dłoń na ramieniu Ślizgona i pochylił się lekko w jego stronę.
- Draco...?
Ten mruknął coś pod nosem i wstał. Chwilę chodził po pomieszczeniu, aby w końcu zatrzymać się przed Gryfonem i powiedzieć:
- Nie mam szczęśliwych wspomnień.
Potter uniósł na niego swoje zielone tęczówki, w których można było dojrzeć zrozumienie i przyjaźń. Uśmiechnął się do niego lekko. Zawsze wydawało mu się, że Malfoy musi mieć wspaniałe życie. Jednakże, patrząc teraz na blondyna, musiał przyznać, że chyba pomylił się w ocenie Ślizgona. Przecież nic nie jest takie jak nam się wydaje. Draco był tego najlepszym przykładem.
- Chcesz mi opowiedzieć...? - zapytał cicho.
Szarooki zrobił trochę nerwową minę, co tylko kolejny raz zaskoczyło Gryfona i powiedział:
- Kiedyś... - Harry skinął tylko głową i nic więcej już nie mówił. Szarooki usiadł obok niego i również zamilkł. Słowa były tu zbędne. Gryfon chciał być dla Draco przyjacielem, a Ślizgon pragnął być kimś ważnym dla Harry'ego. A gdzieś tam, głęboko, pomiędzy nimi, krążyła myśl, że Malfoy naprawdę nie zda jutrzejszego egzaminu.

Złotooki mężczyzna z kpiącym uśmieszkiem spoglądał na szóstą klasę Gryfonów i Ślizgonów, siedzącą przed nim. W ręku trzymał plik arkuszy. Z przyjemnością wspominał ich miny, gdy na poprzedniej lekcji zamiast sprawdzianu praktycznego z zaklęcia Patronusa, zrobił im sprawdzian teoretyczny z ogólnej wiedzy, obejmujący ostatnie sześć lat ich nauki. Te przerażone miny, spojrzenia... aż się uśmiechnął. A teraz miał przy sobie ich marne oceny i z radością przyglądał się wzrastającemu napięciu, które malowało się na ich twarzach. No tak, nie wiedzieli, czego mogą się po nim spodziewać. Dlatego mógł się jeszcze nad nimi troszkę poznęcać...
- Mam wasze sprawdziany. - wymruczał cicho. - I muszę z przykrością przyznać, że wasza wiedza jest wręcz powalająca...
Brązowowłosy położył sprawdziany na biurku i machnął dłonią, a te uniosły się i powędrowały do odpowiednich uczniów. Tom z przyjemnością oglądał mimikę ich twarzy, gdy otrzymywali swoje testy. W większości było to: załamanie, rezygnacja i niepokój. Cóż, nic dziwnego, skoro postawił tylko pięć pozytywnych ocen w klasie liczącej prawie dwadzieścia osób.
- Szczerze, spodziewałem się czegoś lepszego po słynnej "Gwardii Dumbledore'a". Niestety, zawiedliście mnie. Może pan Potter nie był tak dobrym nauczycielem jak słyszałem. - uśmiechnął się kpiąco i spojrzał wprost w zielone tęczówki, które obecnie ciskały w niego, gromy. Zmrużył oczy.
- A może to wy po prostu jesteście beznadziejni...niemniej jednak, jestem tutaj, aby czegoś was nauczyć, więc bierzmy się do roboty. Wybrana przeze mnie osoba musi wyczarować pełnego patronusa. Mam nadzieję, że ćwiczyliście, bo będziecie to robić, póki wam się nie uda. Miejmy tylko nadzieję, że pójdzie wam lepiej, niż z teorią. - wykrzywił wargi w parodii uśmiechu i zasiadł za biurkiem. Ławki zostały dziś ustawione w taki sposób, aby pomiędzy nimi, a biurkiem nauczyciela pozostała dość duża przestrzeń.
- Zapraszam panie Potter.
Brunet drgnął lekko i wstał pośpiesznie, wychodząc na środek sali. Złotooki dokładnie obserwował poruszającego się chłopca, kontemplując jego brzoskwiniową skórę i przydługie, kruczoczarne włosy. Dopiero po chwili zorientował się, że Gryfon wyczarował już swojego jelenia, który obecnie hasał po klasie, a chłopak spogląda na niego pytająco. Tom potrząsnął głową ze zrezygnowaniem. Co się z nim dzisiaj działo?
- Ach, tak. Bardzo dobrze. Może pan już iść. - uśmiechnął się do niego lekko.
- Nie, zostanę z przyjaciółmi. - odpowiedział i ku zaskoczeniu mężczyzny, jego policzki poróżowiały. Złotooki poczuł drgnięcie w spodniach na ten widok. Odwrócił szybko głowę i wymamrotał:
- Hermiona Granger.
Miał ochotę zadać sobie mentalnego kopa. Musiał się opanować!
Brązowowłosa dziewczyna wyszła na środek i szybko wypowiedziała odpowiednią formułkę. Z końca jej różdżki wystrzelił strumień światła, z którego wyłoniła się srebrzysta wydra. Tom kiwnął głową na znak pochwały, a jego oczy obrzuciły wszystkich uczniów poważnym spojrzeniem, zatrzymując się na chłopaku o włosach tak jasnych, że wręcz białych.
Jego oczy zabłysły.
- Draco Malfoy.

Draco przełknął ciężko ślinę i zacisnął dłonie w pięści. Czuł się koszmarnie. Właśnie miał się upokorzyć przed całą klasą. Merlinie, nawet Longbottom potrafił wyczarować tego pieprzonego patronusa!
Szarooki kątem oka zauważył delikatny, pokrzepiający uśmiech Harry'ego. Jakoś tak... poczuł się trochę lepiej. Przeszedł szybko na środek sali i spojrzał na wszystkich. Czuł na swoich plecach to drażniące spojrzenie złotych oczu, które tylko zwiększało jego zdenerwowanie. Draco zagryzł wargę i skupił wszystkie swoje myśli na swoim jedynym, szczęśliwym wspomnieniu. Wyciągnął różdżkę i powiedział głośno:
- Expecto Patronum!
Nikłe światło wydobyło się z jego krótkiej różdżki, by po chwili zgasnąć wraz z nadzieją na lepszy wynik. Już nawet widział przed oczami ten kpiący uśmieszek, który zapewne pojawił się na twarzy profesora. Westchnął. Chciałby mieć to już za sobą. Uniósł wysoko głowę, przecież nie może pokazywać, że się poddał. Malfoyowie się nie poddają. Spojrzał w intensywnie zielone tęczówki, które wpatrywały się w niego z zatroskaniem i wtedy pewne wspomnienie samoistnie napłynęło do jego umysłu, wywołując na jego twarzy ledwo zauważalny, uśmiech.
Wyciągnął powtórnie swoją różdżkę i z całą mocą wypowiedział formułkę zaklęcia. Już po chwili pojawił się przed nim srebrny lis, który przebiegł obok nauczyciela, by następnie pobiec dalej i zatrzymać się tuż przed czarnowłosym Gryfonem. Harry uśmiechnął się szeroko i krzyknął:
- Udało ci się!
Blondyn odpowiedział lekkim uśmiechem i poczekał, aż jego patronus zniknie. Następnie odwrócił się w stronę profesora i posłał mu tryumfujący uśmiech.
- Siadaj! - warknął złotooki, a Malfoy ruszył w stronę ławki w doskonałym humorze.
Reszta lekcji minęła mu spokojnie. Oczywiście, pomijając pełne nienawiści spojrzenia, posyłane przez Riddle'a w jego kierunku. Szarooki nadal nie wiedział o co chodzi mężczyźnie. Właśnie kierował się ku drzwiom, aby opuścić salę, bo tak jak niektórzy, postanowił zostać do końca, ale nim do nich dotarł, został pociągnięty przez czyjąś rękę i wylądował w silnych ramionach, które okazały się należeć do Pottera. Spojrzał na niego zdezorientowany. To było... niespodziewane. Ale dziwnie przyjemne. Harry chyba również wydawał się tym zaskoczony, jakby zrobił to zupełnie nieświadomie, bo jego policzki zaróżowiły się lekko. Blondyn przełknął ślinę. Potter wyglądał teraz niesamowicie... uroczo.
Merlinie, o czym on myślał.
- Gratuluję Draco. Udało cię się. - uśmiechnął się do niego. - O czym pomyślałeś?
Ślizgon zmieszał się nieco. Nie chciał mówić Harry'emu, że jego szczęśliwym wspomnieniem okazał się moment, w którym Gryfon wyciągnął do niego dłoń i zaproponował przyjaźń.
- Em, coś mi się tam przypomniało... - burknął cicho. Czarnowłosy spojrzał na niego z konsternacją, ale nic nie powiedział. Kiedyś to wyciągnie ze Ślizgona, na pewno. Gryfon uścisnął jeszcze raz blondyna i odsunął się.
- Chodź na obiad. - powiedział wesoło i ruszył przodem. Draco zanim jednak wyszedł, odwrócił się jeszcze i wtedy to zobaczył. Riddle stał oparty o biurko, z dłońmi zaciśniętymi w pięści, a jego oczy były tak ciemne, że szarooki odniósł wrażenie, iż były wręcz bordowe. Wzdrygnął się i szybko opuścił pomieszczenie.

Draco Malfoy nigdy nie należał do ludzi najodważniejszych, ale nigdy też nie uważał się za jakiegoś wielkiego tchórza. Teraz chyba jednak musiał zmienić zdanie o samym sobie. Był przerażony. Nawet jego ojciec nigdy nie wywołał u niego takiego strachu, jak nauczyciel obrony. Mężczyzna był szalony. O ile wcześniej chciał mu pokazać, że jest kimś i nie da sobą pomiatać, teraz zamierzał sprawić, by ten się do niego przekonał.
Draco mógł być nazywany tchórzliwą fretką, ale ta fretka była również rozsądna. I chciała żyć.

- Jak tam wasze oceny z testu? - Harry usiadł na swoim stałym miejscu w Wielkiej Sali i spojrzał na dwójkę swoich najlepszych przyjaciół. Ron nagle przestał się na niego boczyć i rozmawiali ze sobą tak jak dawniej, choć zielonooki nadal miał wrażenie, iż rudowłosy nie wybaczył mu jego relacji z Malfoyem. Wiedział również, że tę nagłą zmianę w zachowaniu Weasleya zawdzięcza tylko i wyłącznie, Hermionie. Dziewczyna była naprawdę niesamowita.
- Koszmarnie. - mruknęła brązowowłosa i wróciła do dziobania swojej sałatki jajecznej.
- Taa. Dostałem 'N'. - wymamrotał chłopak, pomiędzy kolejnymi kęsami kiełbaski. Czarnowłosy skrzywił się lekko. Czasami Ron potrafił być taki obrzydliwy...
- A mi całkiem dobrze. Lepiej niż przypuszczałem. - uśmiechnął się wesoło. Był dzisiaj w naprawdę dobrym humorze.
- Tak? Co dostałeś? - zapytała ze szczerym zainteresowaniem.
- Powyżej Oczekiwań. - wyszczerzył się.
- To tak jak ja. - powiedziała z westchnieniem. - Powinnam jeszcze raz zajrzeć do książek o wampirach. Musiałam na pewno coś pominąć...
Gryfonka skupiła się na rozmyślaniu o przeczytanych tekstach, a Harry wywrócił tylko oczami i spojrzał na rudzielca.
- Udało nam się wyczarować patrousa za pierwszym razem. Fajnie, nie? - rudzielec wyszczerzył zęby.
- No. - przytaknął. Był zadowolony z rezultatów swojej pracy. Wszyscy jego uczniowie należący do Gwardii, zrobili to bez najmniejszych problemów. To było dobre.
Swoją drogą, zielonooki zastanawiał się nad wspomnieniem Draco. Był ciekawy, co tak bardzo uszczęśliwiło Ślizgona, że udało mu się wyczarować patronusa. Lisa. Cóż...Malfoy był w końcu bardzo chytrą i cwaną osobą. Potter uśmiechnął się do swoich myśli. Taka postać patronusa idealnie pasowała do Dracona.
- Stary, gramy dzisiaj w czarodziejskie szachy? Ostatnio nie miałeś jakoś czasu, więc... - delikatna nutka goryczy wkradła się do wypowiedzi Rona. No tak, ostatnio nie miał zbyt wiele czasu, bo albo odrabiał prace domowe, albo trenował, albo uczył Draco. Tak naprawdę nie miał nawet czasu na rozmowy z przyjaciółmi, a co dopiero na jakąś wspólną grę, czy coś podobnego.
- Jasne. - uśmiechnął się. - Ale o dwudziestej jestem zajęty, więc musimy jakoś wcześniej.
Rudzielec skinął głowę, ale po chwili spojrzał na niego jakoś tak...podejrzliwie i zapytał:
- A co zamierzasz robić?
- Profesor Riddle chciał coś ode mnie... - burknął cicho. Nie chciał mówić przyjaciołom, że zamierza odrabiać lekcje ze swoim nauczycielem. Z bardzo przystojnym nauczycielem. W jego prywatnych komnatach.
To mogło brzmieć dwuznacznie.
Zielonooki poczuł jak na jego policzki występują nikłe rumieńce. Nie powinien myśleć o profesorze Riddle w takich kategoriach!
Weasley uniósł jedną brew.
- Nie wiesz, co on może chcieć od ciebie?
Harry wzruszył jedynie ramionami i pokręcił przecząco głową. Nie chciał kłamać, ale wiedział, że musi. Tymczasem rudzielec był zadowolony z odpowiedzi przyjaciela. Myślał, że ten zamierza spotkać się z tą tchórzliwą fretką, ale skoro tak nie było, to nie miał się czym przejmować. Był zazdrosny o Harry'ego i wiedział o tym, ale nie potrafił inaczej. To był jego najlepszy przyjaciel i nie zamierzał się nim dzielić. A już na pewno nie z Malfoyem.

Hermiona Granger była inteligentną dziewczyną i wszyscy o tym wiedzieli. Jednakże jej rozległa wiedza nie pochodziła tylko z ton przeczytanych książek, ale również z obserwacji. Brązowowłosa była dobrą obserwatorką. Potrafiła zauważyć wiele interesujących rzeczy, następnie złożyć je w logiczną całość i wysunąć wnioski. Patrząc teraz na swojego czarnowłosego przyjaciela, który rumienił się na wspomnienie o swoim spotkaniu z profesorem Riddle'em, była pewna, że coś jest nie tak. Poza tym już samo takowe spotkanie było zastanawiające. Skoro to nie był szlaban...to co innego?
Zresztą nie umknęło jej również zachowanie nauczyciela na dzisiejszej lekcji. Była pewna, że nikt inny tego nie zauważył, ale ona tak. To jak mężczyzna spoglądał na Harry'ego, nie było normalne. Hermiona widziała w oczach profesora coś, co napawało ją lękiem i sprawiało, że pragnęła chronić przyjaciela. W złotych tęczówkach mężczyzny, ujrzała najprawdziwsze pożądanie.

Harry wszedł niepewnie do ciemnego gabinetu. Tak jak ostatnio, mężczyzny nie było w środku, a jedyne światło jakie znajdowało się wewnątrz to blask wydobywający się zza otwartych drzwi, prowadzących do prywatnych komnat, profesora. Zielonooki przekroczył ich próg i znów znalazł się w dużym, jasnym salonie. Riddle siedział na kanapie i czytał jakąś książkę. Nawet na niego nie spojrzał.
- Profesorze...? - mruknął.
- Siadaj i bierz się do roboty. - warknął.
Harry spojrzał na niego z zaskoczeniem. Złotooki wydawał się spięty i zdenerwowany, a zaciśnięta szczęka i palce wbite w okładkę tylko to potwierdzały. Mimo wszystko, usiadł na jednym z foteli i wyciągnął podręcznik do eliksirów. Miał nadzieję, że Riddle pomoże mu w zrozumieniu paru kwestii. Teraz nie był już tego taki pewny. Zawahał się.
- Proszę pana...? - zwrócił się do brązowowłosego. Ten drgnął lekko, ale nie spojrzał na niego. - Mógłby mi pan pomóc?
Czuł się dziwnie, prosząc o pomoc swojego nauczyciela. W pewien sposób jego gryfońska duma nie pozwalała na takie pytania, ale jakoś udało mu się przełamać. Tylko, że teraz, patrząc na mężczyznę, który wcale nie garnął się do odpowiedzi, poczuł się źle. Myślał, że profesor Riddle jest osobą, w której może mieć oparcie. Chyba się pomylił.
- Tak. - odpowiedział zdawkowo i odłożył książkę na bok. Wstał i podszedł powoli do Harry'ego. Ten przełknął głośno ślinę. Jego zielone tęczówki szybko przesuwały się po ciele mężczyzny, który był ubrany w idealnie dopasowane, czarne spodnie i białą koszulę. Dwa pierwsze guziki były odpięte, więc Potter miał idealny widok na kawałek bladej skóry nauczyciela. Prawie jęknął z zażenowania, gdy jego penis drgnął lekko. Zaczerwienił się. Miał nadzieję, że to wszystko nie skończy się jego pełnym wzwodem i wyśmianiem przez Riddle'a.
Na twarzy brązowowłosego pojawił się kpiący uśmieszek.
- Czego tym razem nie rozumiesz? - zapytał, a w jego głosie można było wyczuć groźną nutkę. Brunet zmrużył oczy.
- E...zastanawiałem się nad wykorzystaniem oczu traszek w eliksirze pamięci... Żadna książka, którą wypożyczyłem nie mówi o tym jednoznacznie... - mówiąc to, starał się nie myśleć o ciepłym ciele czarodzieja, który pochylił się nad nim, aby móc z bliska przyjrzeć się treści jednej z książek.
- To nic trudnego. Sam ci to wyjaśnię. - mruknął, a Harry'ego owiał zapach alkoholu. Zmarszczył brwi i skinął głową.
Dwadzieścia minut później, Gryfon znał już odpowiedzi na wszystkie swoje pytania, a jedyne co mu pozostało, to napisanie eseju. Uśmiechnął się lekko.
- Dziękuje. - mężczyzna skinął tylko głową i przeciągnął się. Zielonooki nadal miał wrażenie, że coś go trapi. Postanowił jednak się nie wtrącać, bo przecież to nie była jego sprawa, więc wziął się od razu za pisanie. Nie skończył jeszcze pisać wstępu, gdy poczuł ciepły oddech zakrapiany nutką alkoholu tuż koło swojego ucha. Zadrżał.
- Dlaczego pomogłeś Malfoyowi? - zapytał w miarę spokojnie, choć choć jego głos zadrżał niebezpiecznie przy nazwisku Ślizgona.
- To mój przyjaciel, więc to raczej oczywiste.
- Nie dla mnie! - warknął niespodziewanie i złapał podbródek bruneta, odwracając jego głowę w swoją stronę.
Potter poczuł jak jego puls przyśpiesza, a spodnie robią się zdecydowanie za ciasne. Przełknął ślinę. Złote tęczówki były teraz bliżej niż kiedykolwiek. Harry po raz kolejny musiał przyznać przed samym sobą, że były naprawdę piękne. W ich wnętrzu kryła się teraz jakaś dziwna emocja, ale Gryfon nie potrafił jej rozpoznać. Spojrzał szybko na kształtne usta swojego nauczyciela. Były takie... kuszące. Oszołomiony swoimi myślami, zerwał się z fotela, odtrącając dłoń mężczyzny i pośpiesznie zebrał książki, wrzucając je do torby.
- Mu-muszę j-już iść. - wybełkotał i najzwyczajniej w świecie, uciekł.
Wybiegł z gabinetu i oparł się o ścianę. Miał zaczerwienione policzki i szkliste oczy. Wybrzuszenie w jego spodniach było więcej niż widoczne i Harry, aż jęknął z zażenowania. Jak mogło do tego dość? I co tak naprawdę Riddle zamierzał? Czy chciał go... pocałować?
Ostatnia myśl wydała mu się tak absurdalna, że miał ochotę uderzyć głową w ścianę. Przecież to było nieprawdopodobne.
Przetarł twarz dłońmi. Na drżących nogach ruszył korytarzem, udając się w stronę toalet. Musiał załatwić swoje potrzeby.
Zerknął w dół, na swoje spodnie.
Jęknął. To było takie zawstydzające!

Tom jeszcze przez parę minut stał w miejscu, spoglądając na drzwi, za którymi zniknął zielonooki Gryfon. Znowu wszystko zepsuł. Po co mu to było? Po cholerę pokazywał, jak bardzo jest zazdrosny o tego blond lalusia? Teraz zapewne, Harry nie będzie chciał się z nim widywać. W końcu tylko trochę brakowało, aby Riddle go pocałował!
Warknął pod nosem i uderzył z całej siły w stolik. Znowu wszystko spieprzył!

Ciemne oczy dokładnie obserwowały czarnowłosego Gryfona, który znikał właśnie za zakrętem. Kpiący uśmieszek wypłynął na wąskie wargi wysokiego mężczyzny. Teraz miał haka nie tylko na Pottera, ale również na profesorka. Kto by pomyślał, że Riddle jest w stanie uwieść jednego ze swoich uczniów...