Bardzo was przepraszam, ale przez prawie miesiąc nie miałam internetu, więc nie było jak dodać ;c

Ale plus jest taki, że mam już skończony następny rozdział, więc na pewno będzie on już na czas ;)

atramentowa358 - bardzo dziękuję za komentarz. Jeśli chodzi o Draco i Harry'ego...Malfoy raczej nie będzie chciał rezygnować z tej przyjaźni, mimo swojego uczucia, więc nie masz się czym martwić ;)

Pozdrawiam.


Rozdział 8

Minęły trzy dni od kiedy Harry uciekł z gabinetu profesora Riddle. Od tego czasu starał się unikać nauczyciela. Coś wewnątrz niego nie pozwalało mu na spojrzenie w oczy mężczyzny.
A może chodziło o te sny, które nawiedzały go od tamtego pamiętnego wieczora? To było bardzo prawdopodobne. Gryfon dobrze pamiętał pierwszy poranek, gdy obudził się z pełną erekcją i obrazami ze snu, które wypełniały jego umysł, przyprawiały o szybsze bicie serca i rumieńce na policzkach. Zimny prysznic zrobił swoje, ale następnego dnia sytuacja znów się powtórzyła, co było dla niego przerażające i upokarzające. Niestety to nie był koniec, bo gdy wyszedł spod prysznica, Ron zapytał, kto mu się śnił. Jego sugestywny uśmieszek sprawił, że zielonooki niemal umarł ze wstydu. Przez pół dnia chodził poddenerwowany i zażenowany, a rudzielec posyłał w jego stronę wszystkowiedzące uśmieszki. Harry'emu przez myśl przeszło, co Weasley powiedziałby, gdyby dowiedział się kto jest obiektem jego snów erotycznych. Ta myśl tak go rozbawiła, że omal nie parsknął śmiechem na transmutacji. Na szczęście, zdołał się w końcu powstrzymać.
Zresztą to nie był jego jedyny problem.
Gryfon czuł się ciągle śledzony przez brązowe oczy swojej przyjaciółki, które wręcz nie odstępowały go na krok. To było frustrujące i gdy Harry zapytał się wreszcie o co chodzi, ta wypaliła: "Co robisz na spotkaniach z profesorem Riddle'em?"
I Potter wiedział, że w tej chwili musiał wyglądać niczym dojrzały burak, ponieważ przez jego umysł przewinęła się sytuacja sprzed dwóch dni. Przez chwilę patrzył na nią powiększonymi oczyma, aby w końcu się zreflektować i bez namysłu opowiedzieć o dodatkowych zajęciach, które miały zwiększyć jego wiedzę. Jednakże szybko pożałował tego, co powiedział, bo Hermiona z podekscytowaniem poprosiła go, aby porozmawiał z profesorem i pozwolił jej uczęszczać razem z nim. Zielonooki miał ochotę coś zniszczyć. Przecież to były ICH zajęcia, poza tym oni wcale nie uczyli się jakichś tam zaklęć, tylko odrabiali razem prace domowe. Po prostu spędzali ze sobą czas. Zazgrzytał zębami i uśmiechnął się sztucznie.
Od tego czasu chodził jeszcze bardziej zdenerwowany i przygnębiony. Czuł, że złotooki chce z nim porozmawiać, ale nie ułatwiał mu tego i uciekał, gdy tylko go widział. Tak bardzo się wstydził! Wiedział, że zachowywał się jak niedojrzały nastolatek z problemami, ale nie potrafił inaczej.

Właśnie zmierzał ze swoimi przyjaciółmi do lochów.
Eliksiry były dzisiaj pierwszą lekcją i to na pewno nie było czymś, co mogłoby poprawić jego beznadziejny nastrój. Gdy tylko znaleźli się niedaleko sali, ujrzeli przed sobą Parkinson, Zabiniego i Dracona stojących nieopodal. Uśmiechnął się krzywo w stronę blondyna i kiwnął głową na jego towarzyszy.
- Potter, możemy pogadać? - zapytał szarooki.
Gryfon wzruszył tylko ramionami i ruszył za oddalającym się Ślizgonem. Zatrzymali się zza jednym z zakrętów i spojrzeli na siebie. Mina Draco była poważna i brunet poczuł się skonsternowany.
- Co się z tobą ostatnio dzieje? - zapytał bezbarwnym głosem. Zielonooki ponownie wzruszył ramionami, co wywołało grymas niezadowolenia na przystojnej twarzy blondyna. Przez chwilę się nie odzywał, aż w końcu położył dłoń na szczupłym ramieniu towarzysza i powiedział:
- Harry, ostatnio jesteś ciągle albo przygnębiony, jakby ci się świat walił albo zaczerwieniony, jakbyś się czegoś wstydził. O co chodzi? - jego głos był troskliwy i przyjemnie ciepły, co mimowolnie wywołało uśmiech na twarzy zielonookiego. Malfoy rzadko zrzucał swoją maskę i okazywał tę lepszą stronę siebie. Gryfon już otwierał usta, by odpowiedzieć, ale chrząknięcie tuż za nimi zwróciło jego uwagę. Odwrócił się w stronę dźwięku i ujrzał Postrach Hogwartu stojący przed nim z rękoma założonymi na piersi.
- Proszę, proszę...pan Malfoy i pan Potter... - na jego twarzy pojawił się ten okropny, kpiący uśmieszek. - A wydawałoby się, że niektórzy preferują towarzystwo starszych... - spojrzał znacząco w stronę bruneta. Ten zmarszczył brwi, a w jego oczach pojawiło się nieme pytanie. Czarnowłosy spojrzał na niego z jakimś dziwnym błyskiem w oku i wyminąwszy ich, ruszył w stronę sali.
- Nie myśl, że odpuściłem. - mruknął blondyn i podążył za nauczycielem. Harry stał tam jeszcze chwilę, dopóki nie zorientował się, że lekcja już zapewne się zaczęła. Gdy wszedł do sali, wszyscy zajęli już swoje miejsca, a Mistrz Eliksirów stał oparty o biurko i mierzył wszystkich nieprzychylnym wzrokiem.
- Minus dziesięć punktów za spóźnienie, panie Potter. - posłał w jego stronę jeden z tych słynnych uśmieszków, które doprowadzały go do szału. Zacisnął zęby i ruszył w stronę swojej ławki, opadając na krzesło z westchnieniem. Ten dzień stawał się coraz gorszy.
- Będziecie przygotowywać eliksir umożliwiający oddychanie pod wodą. Radzę się przyłożyć, bo niektórzy przetestują je na sobie... - spojrzał znacząco w stronę Harry'ego. - ...a nikt nie zechce sprzątać waszych zwłok z tej sali.
Lekcja mijała zielonookiemu bardzo wolno. Nie potrafił skupić się na eliksirze, więc dodawał pierwsze lepsze składniki, które sprawiły, że zawartość jego kociołka śmierdziała jak zgniłe jajka, a wyglądała jeszcze gorzej. Przetarł twarz rękoma. Po raz kolejny zawalił zadanie praktyczne z tego przedmiotu.
- Panie Potter... - cichy pomruk tuż obok niego, sprawił, że Harry podskoczył na krześle i rozejrzał się z przerażeniem. Ujrzawszy znienawidzoną twarz Mistrza Eliksirów, zazgrzytał zębami i posłał mu ponure spojrzenie. - ...rozumiem, że pana...myśli, mogą krążyć wokół...zupełnie innego pomieszczenia w tym zamku, ale byłoby miło, gdyby raczył się pan wreszcie skupić i nie wysadzić nas wszystkich w powietrze. - powiedziawszy to, ruszył w stronę Ślizgonów, a Gryfon podążył za nim wzrokiem, zastanawiając się jakie pomieszczenie miał na myśli. Miał wrażenie, że mężczyzna zachowywał się dziś bardzo dziwnie i wszystkie jego uwagi skierowane w stronę Harry'ego zawierały jakiś dziwny, niezrozumiały podtekst.
Spojrzał na zegar i westchnął. Zostało jeszcze trzydzieści minut istnej katorgi.

***

Tom siedział w swoim gabinecie i starał się sprawdzać eseje, ale w ogóle mu to nie wychodziło. Ciągle rozmyślał o tym, co wydarzyło się trzy dni temu. Co go podkusiło, żeby spróbować pocałować Harry'ego? Przecież wiedział, że to nie jest dobry pomysł, a jednak zachciało mu się demonstrować swoją zazdrość w taki sposób! Miał ochotę uderzyć głową w blat stołu. Gryfon na pewno się przestraszył. Nie było innego wytłumaczenia, ponieważ od dwóch dni starał się z nim porozmawiać i nigdzie nie mógł go znaleźć. To było jasne, że ten go unika i raczej szybko nie przestanie. Choć złotooki miał nadzieję, że uda mu się porozmawiać z nim po lekcji, która miała się odbyć za dwa dni. To wydawało się Tomowi wiecznością. Ciągle o nim myślał. Nie potrafił się skupić na żadnym zajęciu, a na uczniów po prostu warczał. Niektórzy chyba zaczęli uważać go za wariata...
Pukanie do drzwi otrzeźwiło go nieco z tych uciążliwych myśli, przenosząc swój kierunek na zupełnie inne tory. Ruszając w stronę wejścia, zastanawiał się któż to mógł zechcieć go odwiedzić, gdy miał taki podły humor. Jakież było jego zdziwienie, gdy po otwarciu drzwi, ujrzał przed sobą zielonookiego młodzieńca, który z lekko zaróżowionymi policzkami i błyszczącymi oczami, spoglądał na niego niewinnie. Tom omal nie westchnął na ten widok, ale w porę się opanował i z uśmiechem na twarzy, wpuścił swojego gościa do środka. Wskazał krzesło stojące przed biurkiem, a sam zasiadł na swoim, by następnie wbić swoje złote oczy w bruneta.
- Ja...ja przepraszam, że tak wtedy uciekłem, ale...ja...em... - Gryfon miotał się wyraźnie, unikając wzroku profesora, więc ten westchnął tylko i powiedział:
- Harry, nic się nie stało. - uśmiechnął się lekko, widząc jak te zielone tęczówki wreszcie spoglądają wprost na niego.
Potter odchrząknął tylko i skinął głową. Przez chwilę siedział cicho, jakby zastanawiając się nad czymś, by wreszcie powiedzieć:
- Hermiona pytała o nasze spotkania i ja tak jakby powiedziałem, że...że uczy mnie pan dodatkowych zaklęć.
Tom uniósł brew.
- Dlaczego nie powiedziałeś jej, że masz u mnie korepetycje z eliksirów, bo Snape raczej nie jest do tego skory?
- Uh...nie wiem... - mruknął, a jego policzki pokryły delikatne rumieńce. Złotooki uśmiechnął się kpiąco na ten widok. Gryfon w jego obecności ciągle się czerwienił. To było zabawne, ale w pewien sposób również ujmujące.
- W takim razie powiedz jej, że z chęcią będę ją uczył, ale nie będziecie odbywać razem zajęć, bo każdy z was reprezentuje zupełnie inny poziom.
Zielonooki spojrzał na niego z zaskoczeniem.
- Chcę pan ją uczyć?!
- Oczywiście. - w jego złotych oczach pojawił się dziwny blask. - Może w środy?
- Ale wtedy my się spotykamy! Dwa razy w tygodniu! Zapomniał pan? - brunet wydawał się być wstrząśnięty i Tom gratulował sobie w duchu tego pomysłu.
- Mówi się trudno, panie Potter. Za błędy trzeba płacić.
Harry fuknął pod nosem. To mu się w ogóle nie podobało.

***

Harry przeszedł szybko przez dziurę za portretem Grubej Damy i skierował się ku wejściu do dormitoriów chłopców. Nadal był dziwnie zirytowany faktem, iż profesor Riddle chciał uczyć Hermionę. Na dodatkowych zajęciach. Zamiast spotkań z nim. To było, cholera, wkurzające!
- Harry! - ciepły głos przyjaciółki sprawił, że zęby bruneta zacisnęły się mocno. Zatrzymał się i automatycznie odwrócił w stronę foteli znajdujących się koło kominka. Na jednym z nich siedziała brązowowłosa, a na jej kolanach leżała książka. Gdy podszedł bliżej, dostrzegł tytuł i zagryzł język, żeby nie powiedzieć czegoś uszczypliwego. Obrona przed czarną magią. Oczywiście.
- Cześć Hermiono. - uśmiechnął się sztucznie i zasiadł naprzeciwko. Sam nie wiedział zbytnio, czemu to wszystko tak bardzo go frustrowało. Przecież Riddle nie był jego prywatnym nauczycielem, czy coś, a Granger była jego najlepszą przyjaciółką, więc nie miał pojęcia w czym rzecz.
- Pytałeś profesora o te zajęcia?
- Taa... - mruknął i skupił swój wzrok na ogniu trzaskającym w kominku. Odetchnął. - Powiedział, że w środy może cię uczyć. Ale nie możemy mieć zajęć razem, ponieważ każde z nas przedstawia swoimi umiejętnościami inny poziom...
- Och...dobrze. - uśmiechnęła się szeroko.
- Yhym. - mruknął i wstał. - Jestem zmęczony. Dobranoc.

***

Dwa dni minęły Harry'emu nadzwyczaj szybko i nim się spostrzegł, już siedział w fotelu w środowy wieczór i czekał na powrót Hermiony. Był poddenerwowany. Jego myśli ciągle krążyły wokół mężczyzny, zastanawiając się, jakie wrażenie zrobi na nim dziewczyna. Powoli docierało do niego, że był zazdrosny. Te prywatne lekcje z brązowowłosą skracały ich wspólny czas, który spędzali na odrabianiu lekcji i zwykłych rozmowach o niczym.
Obok niego siedział Ron, któremu też nie podobały się te lekcje. Sam musiał przyznać, że nauczyciel obrony był przystojny i bał się, że Hermionie może on się spodobać. Niby byli ze sobą, ale Weasley nigdy nie był pewny tego związku, a w głębi siebie był bardzo zakompleksioną osobą. Wiedział, że nie może się równać z takim mężczyzną, czy chociażby ze swoim najlepszym kumplem, który zawsze miał większe powodzenie u dziewczyn.
Z rozmyśleń wyrwał ich odgłos odsuwanego portretu. Ich oczy jak na komendę podążyły w tamtym kierunku, zauważając brązowooką dziewczynę, która szła w ich kierunku z szerokim uśmiechem. Harry zacisnął zęby, a rudzielec przełknął głośno ślinę. Nie podobał mu się wyraz twarzy jego dziewczyny.
- Harry, Ron, było wspaniale! Profesor Riddle jest świetny! Tak dużo wie i tyle można się od niego nauczyć... - rozmarzyła się, opadając na jeden z foteli. - Przerabialiśmy dzisiaj zaklęcia umysłu. Powiedział, że nauczy mnie oklumencji! To takie fascynujące! Muszę jutro udać się do biblioteki i trochę o tym poczytać, bo to podobno jest strasznie trudne... - paplała dalej, a zielonooki warknął pod nosem i wstał szybko, ignorując zdziwione spojrzenia swoich przyjaciół. Miał dość słuchania o tym jaki to Riddle jest wspaniały. Dobrze o tym wiedział. I to właśnie było frustrujące, bo czuł jakąś dziwną zaborczość względem mężczyzny i nie potrafił tego kontrolować. Wszedł do dormitorium i rozebrał się szybko, darując sobie wieczorny prysznic. Miał ochotę paść na łóżko i zasnąć szybko, żeby nie pogrążać się bardziej w swoich dziwnych przemyśleniach. Niestety nie było mu to dane, bo gdy tylko ułożył się pod przyjemnie miękką kołdrą, do jego głowy napłynął obraz uśmiechającego się nauczyciela. Na jego ustach pojawił się mimowolny uśmieszek, a nieznane dotąd ciepło rozlało się w jego wnętrzu. Leżał tak, szczerząc się jak głupi, dopóki w jego głowie nie pojawiła się kolejna myśl...
Aż usiadł z wrażenia. Prawdziwość wniosku, do którego właśnie doszedł była wręcz przytłaczająca.
Cholera! Podobał mu się Tom Riddle!

***

Następnego dnia Harry schodził na śniadanie z posępną miną. Świadomość, że jego orientacja seksualna stanęła pod znakiem zapytania, nie napawała go zbytnim entuzjazmem. Nie zdążył jednak dotrzeć do Wielkiej Sali, bo ktoś złapał go za nadgarstek i pociągnął za sobą. Zaskoczony, spojrzał na napastnika i ujrzał długie palce o nieskazitelnie jasnym odcieniu skóry. Uśmiechnął się lekko pod nosem i warknął:
- Malfoy!
Ten zatrzymał się nagle, sprawiając, że brunet omal nie wpadł na niego. Szare tęczówki spoczęły na nim, a intensywność ich spojrzenia wywołała w Gryfonie dziwną nerwowość.
- No co? - burknął zniecierpliwiony, gdy blondyn tylko tak stał i na niego patrzył. To było krępujące!
- Nic. Tylko zastanawiam się, co cię gryzie... - mruknął i puścił jego nadgarstek, wkładając dłonie do kieszeni swojej czarnej szaty.
- Nic takiego. - mruknął. Nie chciał mówić Draconowi o swoich przemyśleniach odnośnie nauczyciela obrony. Nie wiedział zbytnio jak Ślizgon na to zareaguje. W końcu to nie była całkiem normalna sytuacja, a bał się odrzucenia. Mimo krótkiego czasu, zdążył się przywiązać do szarookiego i uważał go za swojego przyjaciela.
- Potter! - warknął w końcu, nie wytrzymując. - Dlaczego mi nie powiesz, co?! Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi!
- Bo jesteśmy! Ale nie mogę ci powiedzieć...
- Bo? - Harry zagryzł wargę.
Mówić, czy nie mówić...
- Chodź. - mruknął i ruszył przed siebie, podążając schodami ku górze. Blondyn warknął coś pod nosem, ale ruszył za nim. Nie odzywali się do siebie, póki nie dotarli na piąte piętro, tuż pod Pokój Życzeń.
- Co my tu niby robimy?
- Zaraz. - Gryfon machnął tylko ręką i przeszedł trzy razy przed ścianą, myśląc intensywnie nad życzeniem. Po chwili pojawiło się przed nimi wejście do tajemniczego pokoju. Harry otworzył drzwi i wszedł szybko do środka, ciągnąc szarookiego za sobą.
- Potter! - warknął i wyszarpnął dłoń z uścisku. - Chyba masz coś z głową...
Brunet pokręcił tylko głową i usiadł na prostej, beżowej kanapie, która pojawiła się w pomieszczeniu.
- Wiesz... - zaczął niepewnie. - ...chyba odkryłem, że jestem gejem...
Malfoyowi opadła szczęka. Dosłownie. Po raz pierwszy zielonooki ujrzał Draco w takim stanie. Z szeroko otwartymi ustami i rozszerzonymi źrenicami, blondyn nie wyglądał na opanowanego arystokratę, jakiego znał Gryfon.
- C-co? - wydukał i usiadł obok Pottera. Ten zarumienił się lekko i spuścił wzrok.
- Jestem gejem. - mruknął, a jego ramiona opadły w geście bezradności. Z nieznanych powodów, Draco poczuł się rozczulony na ten widok i w natchnieniu, przyciągnął drugiego chłopaka do siebie, zamykając go w swoich ramionach. Harry otworzył szerzej oczy, ale wtulił się bardziej w ciepłe ciało przyjaciela. Cieszył się, że został zaakceptowany.
- I...i to jest ok? - zapytał cicho.
- Tak, Harry. Jest dobrze. - szarooki złożył delikatny pocałunek na kruczoczarnych włosach Gryfona i położył podbródek na jego głowie. Musiał przemyśleć parę spraw.

***

Gdy w piątkowy wieczór Harry szedł do profesora Riddle, był zrelaksowany. Mówiąc Draco o swojej orientacji, nawet nie zdawał sobie sprawy, jak duży ciężar zrzucił ze swoich bark. Teraz, gdy jeden z jego przyjaciół znał tę tajemnicę, mógł odetchnąć.

Chłopak zapukał do drzwi i nie usłyszawszy odzewu, zapukał raz jeszcze. Po pewnym czasie, gdy nikt nie odpowiadał, Harry nacisnął niepewnie klamkę i ze zdumieniem stwierdził, że drzwi są otwarte. Wszedł do środka i jak zwykle znalazł się w pustym gabinecie profesorskim. Ruszył dalej, przechodząc do prywatnego salonu, w którym również nie było nikogo. Zawahawszy się, w końcu ruszył do kolejnych drzwi, które prowadziły do sypialni nauczyciela. Przekroczył próg i ujrzał duży pokój w butelkowym kolorze z ogromnym, dwuosobowym łóżkiem stojącym na środku. Krwisty rumieniec pojawił się na jego brzoskwiniowych policzkach, gdy wyobraził sobie siebie na TYM łożu. Odetchnął głęboko i potrząsnął głowę, żeby odgonić niechciane myśli. Ujrzawszy wejście do następnego pomieszczenia, podszedł do niego szybko i ujrzał ogromną bibliotekę, a w niej wysokiego mężczyznę, który aktualnie stał do niego tyłem i przeglądał swój księgozbiór. Harry odchrząknął lekko.
Złote oczy zwróciły się w jego kierunku, a uśmiech od razu pojawił się na przystojnej twarzy brązowowłosego.
- Ach, pan Potter. Najwidoczniej nie słyszałem pukania. Poczekasz w salonie?
- Jasne. - Gryfon uśmiechnął się lekko i pośpiesznie wrócił do największego pomieszczenia, zasiadając na jednym z foteli. Przywołał różdżką mały stoliczek i rozłożył na nim książki. Po pięciu minutach do salonu wkroczył starszy czarodziej i Harry dopiero teraz mógł się dokładnie przyjrzeć jak mężczyzna wygląda. Ubrany był w granatowe spodnie od garnituru, które idealnie opinały jego pośladki i zgrabne nogi, do tego śnieżnobiała koszula z dwoma rozpiętymi guzikami, które ukazywały kawałek jego mlecznobiałej skóry. Przełknął ślinę. Riddle był taki przystojny!
- Wybacz, że musiałeś czekać, ale potrzebowałem tych książek. - złotooki zasiadł w drugim fotelu, naprzeciwko Harry'ego. - Mógłbyś je przekazać pannie Granger?
Potter poczuł jak coś mu się przewraca w żołądku.
- T-tak, jasne. - wydukał i pośpiesznie wziął książki i schował je do torby. - Więc...co pan myśli o Herm?
Złotooki założył nogę na nogę i uśmiechnął się szeroko.
- Och, wspaniała dziewczyna. Inteligentna, ciekawa życia i z dużymi umiejętnościami magicznymi. Po prostu wymarzona uczennica. - czarodziej z przyjemnością obserwował jak wargi bruneta zaciskają się w wąską linię. Zaśmiał się kpiąco w duchu. To była taka przyjemna gra...
- Doprawdy... - mruknął zielonooki, a na jego twarzy pojawił się gorzki uśmiech. Jakoś dziwnie mu się zrobiło. Chyba znowu był zazdrosny...sam już nie wiedział.
- Ale dobrze, koniec gadania na temat panny Granger. Czas zacząć naukę. Więc jak tam nasze eliksiry?
Ku zdumieniu Toma, Gryfon spuścił wzrok.
- Oblałem...znowu. - powiedział cicho i omal nie umarł ze wstydu, gdy zdał sobie sprawę, że to był jeden z tych eliksirów, które przerabiał z Riddle'em na ostatnim spotkaniu. Jak mógł tego nie zdać? Czuł się strasznie.
- Och... - mężczyzna zrobił zdziwioną minę. - ...ale ostatnio pokazywałem ci jakie proporcje będą odpowiednie...
- Tak, wiem...przepraszam. Po prostu byłem rozkojarzony, a dziwne uwagi Snape'a wcale nie pomagały...przepraszam.
Harry czuł się zażenowany. I to bardzo. To wyglądało tak, jakby w ogóle nie słuchał profesora, co oczywiście nie było prawdą, bo ten bardzo mu pomógł i Gryfon nie mógł sobie darować tej porażki. Spojrzał niepewnie na nauczyciela, ale ten jak zwykle w jego towarzystwie, uśmiechał się szeroko i brunet po prostu nie potrafił nie odpowiedzieć mu tym samym.
- Spokojnie. Zapewne miałeś zły dzień. Bierzmy się do roboty, ok?
Potter skinął tylko głową. Riddle był nieoceniony.