Nie było mnie tu...wieki. I nic nie mam na swoje usprawiedliwienie. Ale powoli zaczynają się wakacje i to opowiadanie również zaczyna powracać. Postanowiłam podzielić ten rozdział na dwie części, ponieważ będzie on bardzo długi, zresztą, chciałam wam WRESZCIE coś dać. Mam nadzieję, że mi wybaczycie i wciąż będziecie śledzić to opowiadanie ;)
Pozdrawiam.
Rozdział 10 cz. I
Draco czuł się dziwnie. Przez całą drogę, nikt nie odezwał się ani słowem, a ciężka atmosfera, która panowała w środku była nie do zniesienia. Był zmartwiony reakcją taty Harry'ego. Może jednak nie powinien z nimi jechać? Może powinien wrócić do domu?
Sam już nie wiedział, co o tym myśleć. Był podekscytowany jazdą samochodem, bo w swoim życiu robił to tylko raz, ale w takiej sytuacji nawet to nie sprawiało mu żadnej radości. Zerknął na bruneta. Wydawał się być jakiś nieobecny i zamyślony.
Na jego twarzy pojawił się brzydki grymas. Miał coraz więcej wątpliwości.
Zajechali pod duży dom, znajdujący się w jednej z mugolskich dzielnic na przedmieściach Londynu. Blondyn rozejrzał się. Wszystko było tak inne od tego, co miał w Malfoy Manor. Dom był duży, w kolorze ekri z granatowym dachem, choć w porównaniu z jego rodzinnym pałacem, był niczym. Ogród był nieduży, a rośliny niedokładnie przystrzyżone, przez co wytworzył się tam mały gąszcz. Podwórko też było małe, zupełnie bez porównania z ogromną posiadłością należącą do jego rodziny. Na jego usta wypłynął szeroki uśmiech. Wszystko tutaj było takie...lepsze. Miał tylko nadzieję, że przynajmniej pani Potter okaże mu choć trochę życzliwości. Albo chociaż nie wyrzuci go z domu zanim zdąży się chociażby odezwać.
Odwrócił się w stronę bruneta. Ten uśmiechnął się do niego i złapał za rękę, ciągnąc do środka.
- Chodź, poznasz moją mamę. Jest naprawdę miła. - powiedział wesoło, choć było widać, że jest zdenerwowany.
- Poczekaj. - zatrzymał się. Harry spojrzał na niego pytająco. - Jesteś pewien, że mogę tu być, a twoja mama nie wyrzuci mnie z domu?
Brzmiał trochę żałośnie i wiedział o tym, ale nic nie mógł poradzić na to, że czuł się dość niepewnie. Nie chciał wracać do domu. Wiedział, że jeśli tylko by to zrobił, czekałaby go straszna kara. Aż się wzdrygnął na samą myśl.
- Spokojnie, Draco. Zobaczysz, przekonają się do ciebie. - uśmiechnął się lekko i poczochrał jego idealnie ułożone włosy, na co ten posłał mu wściekłe spojrzenie. Nikt nie dotyka jego włosów! Tylko Harry...czasami...
Potter zaśmiał się szczerze i wciągnął go do środka. Już od progu poczuli przyjemny, słodki zapach pieczonego ciasta.
- Cześć mamo! - krzyknął, a już po chwili w drzwiach prowadzących zapewne do kuchni, pojawiła się niska, rudowłosa kobieta o pięknych, zielonych oczach i przyjaznym uśmiechu. Draco zauważył, że Gryfon odziedziczył po swojej rodzicielce nie tylko piękne, szmaragdowe oczy, ale również delikatne rysy twarzy.
Pani Potter przytuliła swojego syna i pocałowała w policzek. Blondyn poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku. Jego matka nigdy nie okazywała mu takiej czułości.
- Mamo, to jest mój przyjaciel, Draco Malfoy. Draco, poznaj moją mamę. - brunet przedstawił ich szybko. Szarooki ucałował dłoń kobiety, na co ta zaśmiała się wesoło, choć wydawała się trochę zdezorientowana. Chyba wciąż nie wiedziała, co się dzieje.
- Mam nadzieję, że nie będę sprawiał państwu kłopotu swoją obecnością. - powiedział nieśmiało, a Gryfon aż zapatrzył się na niego, nie dowierzając.
- Ależ skąd! Harry, zaprowadź naszego gościa do sypialni na górze. - zaszczebiotała i pognała wzdłuż korytarza, szukając swojego męża. Chciała wreszcie dowiedzieć się o co chodzi.
Brunet zachichotał i złapał dłoń Ślizgona, ciągnąc go na górę po drewnianych schodach. Po raz kolejny, poczuł przyjemne ciepło rozlewające się w jego wnętrzu, gdy Harry go dotykał. Zganił się w myślach. Nie powinien myśleć w tych kategoriach, bo serce bruneta nie należało do niego. Był tylko jego przyjacielem.
Zielonooki otworzył drzwi do jednej z sypialni i wciągnął go do środka. Już od progu, uderzył go kolor pomieszczenia. Większość rzeczy znajdujących się w środku była...biała. Ściany, łóżko, dywan... Jedynie czarne meble i fioletowa kołdra, nadawały tej sypialni innych barw. Rozchylił usta w zaskoczeniu. Tego się nie spodziewał. Mimo nadmiaru bieli, wszystko wydawało się idealnie ze sobą współgrać, a niska postać bruneta w jakiś dziwny sposób pasowała do tego miejsca.
- To twój pokój? - zapytał.
- Yhym.
- Jest... zaskakujący. - powiedział szczerze.
- Wiem - zaśmiał się cicho - Zapewne spodziewałeś się jakichś gryfońskich barw, czyż nie?
Draco zakłopotał się nieco, wiedząc, że chłopak ma rację. Skinął jedynie głową i jeszcze raz rozejrzał się po wnętrzu. Było w nim coś... niesamowitego i uspokajającego.
- Chodź, pokaże ci twój pokój - Harry ruszył w stronę drzwi, których blondyn wcześniej nie zauważył, ponieważ zlewały się z kolorystyką ścian. Podążył za nim. Drzwi skrzypnęły, a oni znaleźli się w...typowym, ślizgońskim pokoju. Zielono - srebrne ściany, brązowe meble i jasny dywan. Duże łóżko, pokryte srebrną pościelą, aż kusiło, aby zatopić swoje ciało w jego miękkim wnętrzu. Ślizgon uśmiechnął się.
- Ładnie tu - mruknął - Ale nie sądziłem, że gustujesz w ślizgońskich barwach. - podniósł do góry jedną brew. Harry wzruszył ramionami.
- Lubię zielony - uśmiechnął się szeroko - I nigdy tak naprawdę nie podobał mi się czerwony. - mrugnął do niego jednym okiem.
- A teraz chodź, pokażę ci resztę domu.
Draco nie był zaskoczony. Dom Harry'ego okazał się taki, jak wyobrażał sobie na początku. Był duży, przestronny i emanował jakimś niezwykłym ciepłem, jakby miał świadomość, że mieszka w nim naprawdę szczęśliwa i kochająca się rodzina. Był kompletnym przeciwieństwem Malfoy Manor i właśnie to urzekło go najbardziej.
Niestety, całe oczarowanie związane z niezwykłym, a jednocześnie całkowicie zwyczajnym domem bruneta, uleciało z niego w zaskakująco szybkim tempie, gdy dowiedział się, że rodzice Pottera czekają na nich z kolacją. Oczywiście, był świadomy, że ten moment nadejdzie, ale gdzieś w swojej podświadomości, miał nadzieję, że rodzina Potterów nie jada razem posiłków. Jednak nic z tego.
I właśnie dlatego, schodził teraz po schodach, idąc tuż za przyjacielem, a serce w jego piersi omal nie wyskoczyło ze zdenerwowania. Przecież rodzice Harry'ego nie musieli go polubić. Wystarczyło, że będą go tolerować. A jednak, gdzieś w głębi swego umysłu, pragnął, by było inaczej. Chciał być kimś ważnym dla Gryfona oraz jego rodziny. Choć raz chciał być kochany. I z niezrozumiałych dla siebie powodów, pragnął, by to właśnie ten dom okazał się jego miejscem na ziemi. Dom Harry'ego.
Weszli razem do średniej wielkości jadalni, od razu ściągając na siebie spojrzenia dwójki dorosłych czarodziejów. Rudowłosa kobieta, gdy tylko ich spostrzegła, uśmiechnęła się zachęcająco i skinęła dłonią, by zajęli swoje miejsca. Ku przerażeniu Draco, jego krzesło znajdowało się akurat na wprost Jamesa Pottera, który wpatrywał się w niego przenikliwym wzrokiem. Blondyn niemal czuł, jak te piwne oczy wwiercają się w niego, przenikając jego duszę. To było... przerażające. Spuścił wzrok i usiadł na swoim miejscu.
- Smacznego. - Lily Potter uśmiechnęła się szeroko i zaczęła nakładać pieczone ziemniaki na talerz męża, jednocześnie posyłając mu znaczące spojrzenie.
Harry uśmiechnął się z wdzięcznością i zwrócił twarz ku blondynowi.
- Draco, spróbuj pieczeni. Mama robi ją po mistrzowsku. - puścił oczko kobiecie, która zaśmiała się perliście.
- Jestem pewien, że jest wyborna - na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Jego ręce trzęsły się lekko, gdy nakładał sobie jedzenie, ale postanowił to zignorować. Przez chwilę jedli w milczeniu, każdy pochłonięty swoimi myślami. W końcu ciszę przerwał wyraźny, męski głos:
- Od dawna jesteście przyjaciółmi?
Szarooki rzucił szybkie spojrzenie brunetowi i odpowiedział powoli:
- Jakoś od początku roku szkolnego, proszę pana.
- Doprawdy? Harry jakoś nie wspominał o tobie w swoich listach. - złośliwa nuta w głosie mężczyzny sprawiła, że blondyn zmieszał się nieco, ale jego twarz pozostała niewzruszona.
- Czy moja obecność jest jakimś problemem? Nie chciałbym się narzucać i psuć państwu świąt. - powiedział spokojnie.
Gryfon rzucił nerwowe spojrzenie swojej mamie.
- Ależ skąd, Draco. Cieszę się, że mój syn zyskał kolejnego przyjaciela. - uśmiechnęła się szeroko. Uwadze Draco nie uszedł nikły grymas, jaki pojawił się na twarzy Jamesa Pottera. Zmarkotniał.
Skinął tylko głową i wrócił do swojej pieczeni, która nie smakowała mu tak bardzo, jak jeszcze przed chwilą. Ku jego rozpaczy, nie był to jeszcze koniec przesłuchania. Tym razem starszy czarodziej skierował swą uwagę na swojego syna.
- Jak tam w szkole, Harry? Masz jakąś dziewczynę? - brunet zamarł z widelcem w powietrzu, a następnie rzucił blondynowi spłoszone spojrzenie, na co ten odpowiedział mu iście morderczym wzrokiem. Potter czasami był takim idiotą. Natomiast jego ojciec... Draco odniósł wrażenie, że nigdy nie zapomni tak bladego oblicza mężczyzny... był wręcz kredowobiały, a jego oczy ślizgały się pomiędzy nimi, chcąc znaleźć jakieś racjonalne wytłumaczenie. Nie udało mu się. Wstał pośpiesznie i tłumacząc się nagłą chorobą, opuścił pośpiesznie pomieszczenie.
Malfoy otworzył usta, chcąc jakoś wytłumaczyć tę sytuację skoro jego przyjaciel nie zamierzał się odzywać, ale zanim zdążył coś powiedzieć, został pociągnięty przez zielonookiego w stronę schodów. Brunet krzyknął jeszcze do mamy, że już się najedli, a następnie wbiegł po schodach, ciągnąc go za sobą. Już u szczytu, Draco wyszarpnął się i spojrzał na niego morderczo.
- Czyś ty oszalał?! Wiesz, jak to wyglądało?! - warknął. Zielonooki spuścił wzrok i poruszył się nerwowo.
- Wiem - szepnął - Po prostu nie wiedziałem, jak im to powiedzieć... A spojrzałem na ciebie, bo szukałem wsparcia... - mruknął.
- Szukałeś wsparcia... - sarknął - Szkoda tylko, że twój ojciec sądzi teraz, że się pieprzymy!
- Przepraszam! - powiedział szybko, a na jego brzoskwiniowych policzkach pojawiły się delikatne rumieńce, gdy dotarła do niego wzmianka o seksie. - Jutro to naprawię.
- Mam nadzieję... - mruknął jeszcze, ale emocje zaczęły już opadać. Spojrzał na Gryfona, który stał taki skulony i skruszony i aż nie mógł się nie uśmiechnąć na ten widok. Przyciągnął zaskoczonego chłopaka do siebie i objął ramionami. Przez chwilę stali tak w ciszy, aż w końcu brunet zaczął szeptać:
- Aż tak bardzo brzydzi cię m-myśl...że m-mógłbyś z-ze mną...? - przerwał i poczerwieniał jeszcze bardziej.
Draco aż sapnął i odsunął go na długość ramion, spoglądając na niego przenikliwie.
- Oczywiście, że nie. Po prostu jesteśmy przyjaciółmi i nie chcę, by inni myśleli inaczej. Wiem, że podoba ci się ktoś inny i ty jemu...
- Wiesz?! - krzyknął i spojrzał na niego z przerażeniem.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Oczywiście, że wiem. Nie jestem ślepy. A teraz wybacz, ale jestem zmęczony i chciałbym iść spać. Dobranoc. - i odszedł, pozostawiając za sobą zdezorientowanego chłopaka.
Harry'ego przebudziły jakieś dziwne, bliżej niezidentyfikowane dźwięki. Otworzył powoli oczy i ze zdezorientowaniem rozejrzał się po ciemnym pokoju. Nic nie widział. Wyciągnął różdżkę i rzucił krótkie Lumos, a nikłe światło oświetliło pusty pokój. Zmrużył oczy i jeszcze raz obrzucił sypialnię uważnym spojrzeniem.
Dźwięki powtórzyły się i z zaskoczeniem stwierdził, że pochodzą z pokoju obok. Wstał powoli i ciężkim krokiem skierował się w stronę drzwi, które były ukrytym przejściem pomiędzy jego sypialnią, a pokojem, który zajmował Draco. Wszedł cicho do środka i z przerażeniem spojrzał na Ślizgona, który rzucał się na łóżku i krzyczał coś niezrozumiale.
W dwóch krokach znalazł się koło łóżka i położył dłonie na ramionach przyjaciela, potrząsając nim lekko. Z zaskoczeniem stwierdził, że jego dotyk w jakiś sposób zaczął uspokajać blondyna.
- Draco - powiedział głośno i potrząsnął nim mocniej. Musiał go obudzić.
Po kilku minutach pełnych niepowodzeń, Malfoy wreszcie zaczął się budzić. Otworzył powoli oczy i spojrzał ze zdezorientowaniem w jego zielone tęczówki.
- Co się stało? - szepnął.
- Nie pamiętasz? - zapytał z zaskoczeniem - Miałeś koszmar. Krzyczałeś.
- Ohh... - mruknął - ...nie chciałem cię obudzić.
- Nic się nie stało. - posłał mu lekki uśmiech. - Chcesz może jakiś eliksir?
- Nie... - pokręcił głową - ...ale...mógłbyś ze mną zostać? - był wdzięczny za półmrok, który panował w pokoju, bo czuł jak jego policzki zaczynają płonąć. Harry zmieszał się nieco, ale w końcu westchnął tylko i położył się obok chłopaka, który niepewnie przysunął się bliżej i położył głowę na jego nagiej klatce piersiowej.
- Mogę?
- Tak - przyciągnął go bliżej i złożył delikatny pocałunek na jego jasnych włosach. Dla niego Draco był jak młodszy brat, którym musiał się zaopiekować. A jeśli właśnie tego teraz potrzebował, on mu to da.
Szarooki odetchnął głębiej i zamknął oczy, szczęśliwy, że może być tak blisko ukochanego. Nigdy nie sądził, że będzie mógł spać z nim w jednym łóżku i dotykać jego nagiej, silnej klatki piersiowej. Czuł się dobrze w jego ramionach i nie pragnął niczego więcej, niż by ta noc trwała jak najdłużej.
Na jego ustach pojawił się delikatny uśmiech. A jednak koszmar może okazać się całkiem przyjemny...
Draco przebudził się, czując czyjąś obecność w pokoju, który został mu przydzielony. Powoli zaczął sobie przypominać wydarzenia z nocy, a na jego ustach pojawił się bezwiedny uśmiech. Przysunął się jeszcze bliżej ciepłego ciała i aż zamruczał, gdy poczuł pod wargami skórę bruneta. Nie odważył się jednak na żaden pocałunek, ponieważ bał się, że mogłoby to przebudzić Gryfona.
Zmarszczył brwi, gdy do jego uszu dotarło głośne chrząknięcie. Otworzył powoli oczy i omiótł spojrzeniem pokój, natrafiając na nieznajome, piwne tęczówki, które patrzyły na niego przenikliwie. Tuż przy łóżku stał wysoki mężczyzna o czarnych włosach do ramion i zmrużonych oczach. Kpiący uśmieszek na jego twarzy był aż nad wyraz wymowny i jasno mówił, co sądził o tej sytuacji.
Draco otworzył szerzej oczy i spojrzał na swojego przyjaciela, który spał w najlepsze. Szturchnął go. Cholera! W całym swoim życiu nie czuł się tak niezręcznie.
- Potter! - warknął i wbił łokieć w żebra bruneta. Ten zmarszczył brwi, a z jego ust wydobył się cichy jęk:
- Tom?
- Żaden Tom, ty kretynie! - syknął - I chyba powinienem się obrazić... - Gryfon otworzył szeroko oczy, a jego policzki zapłonęły czerwienią.
- Och, Draco... przepraszam, po prostu...
- Zakochany idiota... - mruknął pod nosem. Coś ścisnęło go w środku, ale postanowił to zignorować.
Kolejne chrząknięcie sprawiło, że tym razem to Harry się rozejrzał, a natrafiając na spojrzenie piwnych oczu swojego ojca chrzestnego, zbladł.
- Harry... - mężczyzna uśmiechnął się nieszczerze. - Możesz mi powiedzieć, co robisz w jednym łóżku z Malfoyem?
