Rozległ się huk, trzask i nagle drzwi wyłamały się pod naporem uderzenia. Wypadł przez nie mężczyzna. Po chwili przez rozbite podwoje wyczołgał się następny. Dotarł do schodów i tam został, zagradzając je, jak nikomu nie potrzeby balast. Zza tych kilku desek, które pozostały z drewnianych drzwi dobiegły odgłosy walki. Krzyki, strzępy inwokacji, szczęk broni. Wybuch, który ostatecznie zniszczył futrynę i wyrzucił ostatniego mężczyznę wprost na korytarz odsłonił to, co znajdowało się po drugiej stronie holu. Kobiece sylwetki, elfki i dziewczynę. Dwie z nich wciąż wyciągały dłonie, po rzuceniu zaklęcia, trzecia dzierżyła w ręku krótki miecz. Ciemnowłosa elfka, o bladej skórze dała towarzyszkom sygnał.
- Znikamy stąd!
Zbiegły po schodach, usiłując dostać się do wyjścia. W burdelu zapanował chaos. Półnagie dziewczęta wybiegały ze swoich pokoi i zderzały się z klientami. Przerażeni mężczyźni bez spodni porzucali kobiety, które udawały, że to co robią, sprawia im przyjemność. Wrota może i były metropolią, ale ten burdel nie był szczególnie wielki, czy luksusowy. Ot podrzędne miejsce gdzie niezbyt zamożni mężczyźni przychodzili zaznać kilku chwil przyjemności. Prostytutki o przeciętnej urodzie, w przeciętnych szatach, lub bez ubrań. Ciasny, zbyt wąski korytarz, prowadzący na górę, do pokoi dziewcząt. Dwaj grubiańscy, spoceni ochroniarze pilnujący wejścia i niemiła dama z solidną nadwagą na recepcji. Nic, co mogłoby się równać choćby z Przybytkiem Zaspokajania Żądz Intelektualnych w Sigil.
Haer'dalis widział to wszystko.
Pobiegł z resztą strażników na górę, gdzie przed chwilą toczyła się walka. Złapali dziewczyny na półpiętrze. Stanęły plecami do siebie, każda z bronią w ręku. Haer'dalis nie znał ich twarzy. Krzyczały, żeby je wypuścić, żeby dać im przejść. Ale Haer'dalis i jego ludzie mieli rozkazy. Wyciągnęło się już wiele rąk gotowych zagarnąć dla siebie zamtuz, czy ściągać z niego haracze. Pomniejsze gildie złodziei i rzezimieszków, czy zwykłe gangi. Strażnicy mieli chronić to miejsce. W kierunku intruzów skierowały się miecze i piki. Ale gdy pierwszy ze zbrojnych skończył z nożem w barku wszyscy się cofnęli. Haer'dalis był jak zawsze pewny siebie. Zaatakował. Zwarł miecz z ciemnowłosą elfką. Rozpoczął swój taniec. Taniec szermierza, błyskały ostrza, szczękały zwierające się o siebie klingi. Tańczył tak wiele razy w tej sferze i innych. Zazwyczaj przeciwnicy kończyli z rozplatanymi brzuchami i wywleczonymi wnętrznościami. Ale elfka dotrzymała pola, była równie szybka i zwinna jak on. Cios za cios, blok za blok. Jej ostrze spóźniło się o sekundę. Miecz Haer'dalisa był na najlepszej drodze, żeby odłączyć głowę elfki od reszty ciała. I wtedy znalazł się w ogniu magicznych pocisków. Wyładowania energii uderzały w niego raz za razem. Upadł na kolana, broń wypadła mu z reki. Na koniec dosięgnął go promień energii, krwistoczerwonej barwy wysysający z niego wszystkie siły. Zobaczył dziewczynę o płomiennych włosach i twarzy usianej piegami, jedną z trzech osaczonych. To ona rzuciła na niego zaklęcia. Nad nim stała ciemnowłosa elfka, z którą stoczył pojedynek. Wzniosła miecz, błysnęła klinga. Chciał się podnieść, walczyć, ale siły go opuściły. Przed oczami stanęły mu wszystkie miejsca, które widział. Wszystkie kobiety, które zapadły mu w pamięć. A ostatnia była twarz dziewczyny o płomiennych włosach.
- Przestańcie! - zza pleców strażników wyszła niska, drobna sylwetka. Kobieta, a właściwie dziewczynka. Wyglądała najwyżej na czternaście lat. Miała na sobie skromną, długa suknię, ciemne włosy upięte w kok. Poważny strój dziwnie kontrastował z jej bladą, dziecięcą twarzą. Patrzyła na strażników surowym wzrokiem. Przeniosła spojrzenie na Steele, Imoen i Viconię. - Kim jesteście, co tu się dzieje!
- Rzucili się na nas! - czarodziejka wskazała na zbrojnych. - Prosiłyśmy, żeby dali nam przejść, żeby nas przepuścili! Wcześniej kilku dupków wzięło nas za dziwki! Gdzie my jesteśmy?
- Masz mnie za idiotkę? - spytała dziewczynka. - Prowadzą tu tylko jedne drzwi, nie wiecie gdzie weszłyście? - w jej głosie dało się słyszeć mieszaninę niedowierzania i ironii. Był pozbawiony dziecięcej naiwności. Brzmiał chłodno i rzeczowo jak ton dorosłego.
- Pani... - zaczęła Steele. W myślach szukała odpowiednich słów. - ... przeniesiono nas tutaj. Nie wiemy co to za miejsce. - spojrzała na strażników. Podnosili ze schodów mężczyznę, z którym walczyła, a którego pokonały czary Imoen. - Nie wiemy gdzie jesteśmy...
Dziewczynka wpatrywała się w trójkę awanturniczek z niedowierzaniem, wypisanym w jej dużych, ciemnych oczach.
- W „Cynamonowej Dziewczynie". W burdelu.
Teleportowały się. Viconia przekręciła pierścień na palcu i nagle znalazły się tutaj. W dusznym, ciasnym pokoju. Z trzema obcymi mężczyznami. Mężczyźni byli pewni, że są ich atrakcją na ten wieczór, magicznie sprowadzoną. Nie pomogły tłumaczenia, przekonywania. Zadziałało dopiero kilka solidnych kopniaków i rzuconych czarów. Pechowi nieznajomi musieli być najemnikami. Uzbrojeni po zęby i znający zaklęcia. A potem dopadli do nich strażnicy zamtuza. Każdy chętny, żeby wypruć im flaki. Dopiero ta drobna dziewczynka ich powstrzymała. Pani Nin, tak nazywali ją podwładni. Była właścicielką burdelu.
Nie wiedziały, czy kupiła ich wyjaśnienia. Strażnicy przyglądali się im podejrzliwie. Przekonywały, tłumaczyły. Nie, nie nasłali nas bandyci. Nie, nie jesteśmy od konkurencji. Wyjdziemy, zapłacimy za szkody i zapomnimy o sprawie. W końcu szefowa zamtuza zgodziła się je wypuścić. Steele nie mogła przestać myśleć, o tym że Kivan i Renlav zostali za murami. Pewnie czeka ich więzienie. Miała nadzieję, że złodziej potrafi uruchomić swoje kontakty, żeby się stamtąd wydostać. Ale myśl o Kivanie zamkniętym w ciasnej celi dręczyła ją przez cały czas. Zresztą, czy Renlav w ogóle zadba o to, żeby pomóc łowcy? A Shar- Teel i Kagein? Czy przedarli się do miasta? Czy może są już skuci i związani w celi? Albo martwi, zadźgani przez strażników?
Zmierzali do wyjścia. Pani Nin zgodziła się zapomnieć o sprawie w zamian za mieszek monet. Mężczyzn, których poturbowały na początku, dyskretnie usunięto z lokalu. Steele, ani Imoen nigdy wcześniej nie widziały takiego miejsca. Całość robiła o wiele mniej oszałamiające wrażenia, niż domy publiczne opisywane w awanturniczych romansach. Dziewczęta o pospolitej urodzie, na ścianach tanie reprodukcje obrazów, wytarte pąsowe dywany, ciasne korytarze. Klienci to przeważnie stateczni panowie z brzuszkiem. Pewnie okłamujący żonę, że wychodzą do kolegi na partię kart. Albo niedorostki, którzy nigdy w życiu nie byli z kobietą. Ale „Cynamonowa Dziewczyna" musiała cieszyć się powodzeniem. Tych podtatusiałych panów i młodzików przyszło tu wielu.
- Zejdźcie mi z oczu. - rzuciła właścicielka zamtuza, otwierając przed nimi solidne drewniane drzwi. Za nimi rozbrzmiewał gwar ulicy.
- Oczywiście pani, już nas nie ma. - Steele rozpływała się w uprzejmościach.
- W Menzoberanzan domy rozkoszy mają po kilka pięter i można w nich wybierać młodych samców, którzy zrobią wszystko, co każesz. - sarknęła Viconia, kolejny raz porównując Podmrok z życiem na Powierzchni.
Nagle powietrze rozdarł przeraźliwy krzyk, dochodzący z wnętrza budynku. Drobna dziewczyna i strażnicy rzucili się w tamtą stronę. Steele skinęła na swoje towarzyszki, pobiegły razem z nimi. Krzyk dochodził zza drzwi jednego z pokoi. Klucz, którym pani Nin usiłowała otworzyć drzwi utkwił w zamku. Szarpała nim nerwowo, ale nie pozwalał się ruszyć nawet na milimetr.
- Daj mi to. - odepchnęła ją starsza z córek Goriona. Dzieciństwo w Candlekeep, gdzie jedyną rozrywka poza wyścigami na korytarzach było otwieranie dla zabawy najbardziej skomplikowanych zamków, nie poszło na marne. Mechanizm ustąpił pod naporem jej wytrychów Za drzwiami panowała cisza. Spojrzały po sobie z towarzyszkami. Uchyliła drzwi.
Zobaczyła ciemny, ciasny pokój, pewnie typowy dla tanich domów rozkoszy. Na skromny wystrój składały się purpurowy buduar i lustro, którego chyba już nie da się doczyścić. Większą część pomieszczenia zajmowało solidne łóżko z ciemnego drewna. Na pewno klienci wiele razy z niego korzystali. Na podłodze, twarzą do ziemi leżał postawny, półnagi mężczyzna. Na środku pomieszczenia stała kobieta w średnim wieku, drobna, niepozorna. Skrzyżowała spojrzenie ze wzrokiem Steele. W oczach nieznajomej pojawił się błysk.
- Uratuj go, tylko ty możesz. - wyszeptała. Wzniosła ręce, wypowiedziała kilka słów. Elfka złapała za broń. Sylwetka kobiety zaczęła rozpływać się w powietrzu. I zniknęła.
