Jego ręce zacisnęły się na szyi elfki, na jej białej skórze. Szarpała się, walczyła, ale był silniejszy.

- Przestań skurwysynu! Co robisz!- charczała. Chwyt jego palców wydzierał jej następny oddech.

Ocknął się z poczuciem zagrożenia. Dookoła byli wrogowie. Wiedział to. Musiał ich zmiażdżyć, zabić, zniszczyć. Ogarnął go gniew. Wściekłość przyszła jak fala, nie zostawiająca miejsca na żadną myśl. Przez chwilę nie pamiętał kim jest. Jego świadomość zamarła w pustce, w nicości. Był tylko gniew nie do opanowania. I wtedy nagle trybiki jego umysłu wskoczyły na właściwe miejsce. Pamiętał twarz swojego ojca i małą mieścinę, gdzie się wychował. Zalew wspomnień dotarł do jego umysłu. Puścił elfkę i w tej samej chwili cios w głowę na moment go zamroczył. Nieznajoma wyrwała się z jego uścisku i zerwała się na równe nogi.

- Oszalałeś sukinsynu? - krzyczała. Jej białą szyję znaczyły czerwone ślady jego dłoni.

Steele rozmasowywała sobie szyję. Mężczyzna, którego znalazły nieprzytomnego w burdelu, rzucił się na nią, gdy tylko otworzył oczy. Teraz strażnicy trzymali go na odległość mieczy. Klęczał, rozglądał się dookoła zdezorientowany. Był półnagi, dookoła leżał jego ekwipunek, zbroja i broń. Wielki, umięśniony facet. Włosy miał ogolone niemal do gołej skóry, ciało poznaczone bliznami. Policzki pokrywał mu kilkudniowy zarost.

Chwilę trwało zanim się ocknął. Wcześniej pani Nin i jej ludzie przeszukali pokój.

Znaleźli nieprzytomną dziwkę. Niemal dziecko, o nalanej, pulchnej twarzy. Leżała zamknięta w szafie, prawie naga. Gdy udało im się ją docucić toczyła dookoła błędnym, rozkojarzonym wzrokiem. Nie, nie pamięta co się stało. Miała umówionego klienta, tutaj, w pokoju. Nie wie co było dalej. Na koniec zwymiotowała.

Znaleźli coś jeszcze. Ludzką głowę. Leżała obok łóżka.

Należała do młodego chłopaka. Miał grubo ciosane, ale sympatyczne rysy twarzy. Za grzywą kręconych, jasnych włosów pewnie kiedyś oglądały się dziewczyny. Ale ktoś oddzielił ją sprawnie od ciała. Szyja kończyła się krwawym kołnierzem porozrywanych mięśni i ciała.

Wybuchło piekło. Szefowa burdelu krzyczała na strażników. Jak to możliwe, że ktoś usypia jej dziwkę i zostawia w pokoju odciętą głowę. Sprowadzono goryli, którzy pilnowali drzwi. Pamiętali pozbawionego świadomości mężczyznę na podłodze. To klient, wchodził do budynku nie dalej niż kwadrans temu.

Steele nachyliła się nad nieprzytomnym. Nagle otworzył oczy, ale zanim elfka zdołała cokolwiek powiedzieć złapał ją za gardło. Dopiero cios wymierzony przez Imoen ostudził jego emocje.

- Kim do cholery jesteś? - wybuchnęła córka Goriona, patrząc na nieznajomego. Trzymała się na bezpieczna odległość, za mieczami strażników. Starała się złapać oddech. W pamięci wciąż brzmiały jej słowa odzianej we fiolet kobiety. Uratuj go, tylko ty możesz.

- Jon, syn płatnerza...- wciąż rozglądał się dookoła nieprzytomnym wzrokiem. - ...z Asbravn.

- Co tu robisz? - właścicielka zamtuza stanęła naprzeciwko mężczyzny. Chronił ją las mieczy jej ludzi.

- To burdel, tak? - zapytał. - To jasne, co tu robię.

- Znałeś go? - drobne dłonie pani Nin wynurzyły się zza jej pleców. Trzymała odciętą głowę chłopaka za bujne, jasne kędziory.

- Nie. - postawny mężczyzna zatrzymał wzrok na martwej twarzy. - Nie znałem go.

- Przychodzisz tu... do „Cynamonowej Dziewczyny"... - zaczęła dziewczynka. - Jej drobne ramiona drżały, ale dziecięca twarz była opanowana. - ...i znajduję ciebie nieprzytomnego, moją kurwę uśpioną i zamkniętą w szafie a w pokoju odciętą głowę ? Możesz mi wyjaśnić co tu się stało?

Nie wiedział. Pamiętał, że przyszedł do burdelu, zamówił pokój i dziwkę. Tego dzieciaka o pyzatej twarzy. Dalej w jego pamięci następowała czarna dziura. W pamięci dziewczyny też.

Wzrok pani Nin stężał. Odprawiła kurwę. Wysłała strażników, by pozbyli się głowy. Teraz wpatrywała się w Jona

- Więc nie wiesz co tu zaszło? - ciągnęła przesłuchanie. - Czemu oboje straciliście przytomność, a w pokoju była głowa tego chłopaka?

- Powiedziałem już do cholery, nie wiem. - warknął.

- Czemu mnie zaatakowałeś? - do rozmowy włączyła się Steele.

- Pamiętałem... pamiętałem, że z kimś walczyłem. Ciebie zobaczyłem, jak tylko się ocknąłem. Myślałem, że chcesz mnie zabić.

Stali w niewielkiej izdebce. Wyglądała na skromnie urządzony gabinet szefowej burdelu. Stolik, szafa, samotne krzesło. Na komodzie i stole leżały zwoje pergaminu. W równym rządku ułożono butelki z inkaustem, pióra i drewniane liczydła. Nie docierał tu mdlący, słodki zapach przyjemności. Pachniało pracą, zestawieniami cyfr i liter, uporządkowanym, kalkulującym umysłem. Wpatrywali się w siebie. Steele i to, co zostało z jej drużyny, Pani Nin i jej pomagierzy. I Jon. Napięcie gęstniało. Pytania, podejrzenia, domysły, na które nie było odpowiedzi. Głos Steele. przerwał ten pęczniejący balon emocji.

- Pani... - elfka pociągnęła właścicielkę burdelu za ramię. - możemy porozmawiać? Na... osobności.

Ich spojrzenia na sekundę się skrzyżowały. Ochroniarze zamtuza złapali za miecze. Jon przysunął się plecami do ściany.

- Dobrze... - dziewczynka zmierzyła starszą córkę Goriona wzrokiem. - Porozmawiajmy. - Steele wymieniła porozumiewawcze spojrzenia z Imoen i Viconią. Wszystko w w porządku. Wiem co robię.

Stuknęły zamykane drzwi, Steele i pani Nin wyszły na korytarz. Burdel wrócił do życia. Tętnił odgłosem śmiechów, jęków i dźwięku wydawanych pieniędzy. Potrącali ich klienci i prostytutki. Na twarzach dziewcząt była wypisana obietnica, a ich spojrzenia liczyły monety.

- Pani wypuść go. Zabierzemy go... ze sobą. - elfka spojrzała w ciemne oczy pani Nin. Wzrok właścicielki burdelu pozostawał nieprzenikniony, jej ciemne źrenice przypominały dwa kamienie. Jak takie dziecko mogło kierować zamtuzem? Chociaż, pewnie we Wrotach zdarzały się dziwniejsze rzeczy.

- Czemu chcesz go zabrać? O mało cię nie udusił. - dziewczynka splotła ramiona. Zacisnęła drobne, blade palce na grubym, granatowym materiale swojej sukni. Zza ściany było słychać jęki kurew, ale to zdawało się w ogóle jej nie peszyć. Któraś z pracownic zamtuza krzyczała wniebogłosy. Wrzeszczała jakby to, co się z nią działo sprawiało jej ból, a nie przyjemność. Może klient to lubił.

- Moja... drużyna się rozpadła. - mówiła dalej elfka. Ciężko było się skupić pośród westchnień i jęków. - Przyda mi się wojownik.

- Znasz go? - głos dziewczynki ociekał podejrzliwością.

- Nie. Powiedziałam już. Widzę go pierwszy raz w życiu. - odparła Steele.

- A ta kobieta, ta która zniknęła... znałaś ją? - elfka czuła, że młodziutka pani Nin nie ma do niej nawet krzty zaufania.

- Nie.

- Powiedziała coś ... zanim zniknęła? - dociekała dziewczynka.

- Nic nie powiedziała.

Wróciły do pokoju. Atmosfera nadal była napięta. Steele złożyła propozycję Jonowi. Czy chce wyruszyć z nimi? W drużynie przyda się silny mężczyzna. Nie zgodził się.

- Wybacz. - uciął. - Mam swoje sprawy. Nie dał się przekonać.

Zmierzali do wyjścia. Tłoczyli się wszyscy na wąskich, drewnianych schodach. Zderzali się z falą klientów. Viconia sklęła kilku, którzy podejrzewali ją o bycie egzotyczną atrakcję przybytku. Na twarzy pani Nin malował się przypływ ulgi, że pozbywa się nieproszonych gości. Nie zatrzymywała ich. Odprowadzali ich strażnicy. Widać było, że nie mogą się doczekać, kiedy niechciani przybysze opuszczą mury zamtuza.

- Czemu chciałaś, żeby on z nami został?- zapytała szeptem Imoen. Mierzyła wzrokiem potężną sylwetkę mężczyzny. Ubrał się, był w pełnym rynsztunku. Na plecach nosił ogromny, dwuręczny miecz, tors opinał mu napierśnik. Porządna robota, płatnerz musiał znać się na rzeczy.

- Później ci powiem. - wyszeptała Steele. Nie udało się. Nie zgodził się. O co chodziło tej kobiecie? Kim była? Czemu powiedziała, że tylko Steele może uratować wojownika? Kim on naprawdę jest? Nie wygląda na syna płatnerza.

Jon otworzył drzwi. Zasłonił je całą swoją imponująca postacią. Uderzył ich gwar miasta, jego dźwięki i zapachy. Na zewnątrz zapadał wieczór. Słońce skryło się za gęstwiną budynków. Niebo zaczynało nabierać barwy fioletu. Przytłumione światło, natarczywa woń kadzideł i olejków, śmiechy i jęki prostytutek sprawiały, że będąc w „Cynamonowej Dziewczynie" człowiek tracił poczucie czasu. Wyszli na ulicę. Między wysokie budynki, z cegieł i drewna. Od rzeki ciągnął chłód. Ogarnęło ich morze ludzi. Rzemieślnicy i kupcy o twarzach, na których wyryła się praca i pogoń za pieniądzem. Kilku wyglądało na awanturników, czy najemników. Wyróżniali się w tłumie, jak barwne, egzotyczne ptaki. Gdyby nie imponująca postura Jon z miejsca zniknąłby wśród ludzi.

- Uważaj! - zamaskowany mężczyzna, jak cień znalazł się za Jonem. Ciął sztyletem. Prosto w plecy olbrzyma. Steele była szybsza. Jej noże utkwiły w piersi zamachowca. Jon złapał go w uścisk, ale ranny osuwał się już na bruk, brocząc krwią.

- Co jest do cholery? - wybuchnęła Viconia. Spojrzała na syna płatnerza. - Czy ciebie chcą zabić najczęściej w całym mieście?

Nagle w ich kierunku poleciał grad strzał. Żadna nie trafiła. Nie widzieli przeciwników. Kryli się gdzieś w tłumie, czy w zabudowaniach. Steele dopadła do drzwi burdelu.

- Otwierajcie! - krzyknęła.

- Otwórzcie! - łomotała w deski Imoen.

Sekundy dłużyły się jak wieczność. Nagle drzwi otworzyły się. Zniknęli w środku. Z powrotem w „ Cynamonowej Dziewczynie".