Kivan nic się nie zmienił. Może trochę schudł, może cienie pod jego oczami zrobiły się głębsze. Ale za to na jego twarzy zagościł spokój. Steele miała mu to za złe.

Jameli nie posiadała się ze szczęścia. Przynieśli jej głowę Zeima. Zrobiła gest, jakby chciała ich uściskać. Jakby miała im się rzucić na szyję, za obcięcie głowy obcego mężczyzny. Pieniądze popłynęły szerokim strumieniem z jej ręki do ich sakiewek.

- Pójdziecie ze mną na spotkanie, członkowie Żelaznego Tronu chcą was poznać. - jasnowłosa wojowniczka puchła z dumy, zaróżowiły jej się policzki. Wyglądała, jakby umówił się z nią najprzystojniejszy chłopak na jej rodzinnym zadupiu. Snuła rozważania, jak bardzo jej pracodawcy będą z niej dumni. Dokładną datę spotkania z szefami organizacji miała im podać później.

- I jak, wszystko poszło... bez problemów? - zapytała jeszcze dla formalności.

- Bez problemów. - zakończył rozmowę Jon.

Tego samego wieczoru w umówionym miejscu, na tyłach tawerny o złej reputacji zjawił się Renlav. Towarzyszyli mu mężczyzna i chłopiec. Na spotkanie, z ostrożności przyszły tylko Steele i Imoen. Lepiej nie wzbudzać podejrzeń. Lepiej, żeby nikt z Tronu nie widział całej drużyny z wysoko postawionym członkiem gildii złodziei. Weszli na zaplecze tawerny, zaniedbane i cuchnące. Towarzysz złodzieja zdjął kaptur i wysypały się spod niego znajome czarne włosy, okalające znajomą twarz o surowym wyrazie. Kivan. Steele bała się, tego spotkania, bała się swoich drżących dłoni, miękkich kolan. Bała się, że powie o jedno słowo za dużo. Pomyślała, jakie to śmieszne. Tyle razy walczyła, patrzyła śmierci w oczy. A teraz bała się spojrzeć w twarz mężczyźnie, który raz ją pieprzył, a potem zniknął z jej życia. Żałosne.

Za to Imoen czekała miła niespodzianka. Chłopak, drugi kompan Renlava przypadł do niej i wtulił policzek w jej kaftan, na wysokości piersi.

- Jesteś!- niebieskie oczy Coala zatrzymały się na twarzy magiczki. Odgarnął z czoła jasne włosy, sztywne jak drut. Uśmiechnął się szczerbatym uśmiechem. - Tęskniłaś? - gapił się na jej piersi.

- Jasne. - czarodziejka potargała go po włosach.

- Awansowałem... - zaczął się przechwalać dzieciak. - Nie muszę już okradać kur domowych w Beregoście. Teraz kroję tłuste mieszczki z Wrót Baldura. Pieniądze wysypują im się z zadków. Niedługo pójdę w górę, będę regularnym wytrychem gildii. - młodsza córka Goriona znała to określenie. Wytrych znaczyło tyle co złodziej dostający stałą pensję od cechu.

- To świetnie. - przyznała rudowłosa.

- Jeszcze ze dwa lata i rozłożysz przede mną nogi. Teraz wydaje ci się, że jestem gówniarzem, ale za dwa lata będę już dorosły...

- Au! - Coal krzyknął, gdy Imoen trzepnęła go w ucho.

- Chyba coś ci się pomyliło. - czarodziejka spojrzała chłodno na niedorostka.

- Daruj mu, przez całe dnie mówi tylko o tobie. - zaśmiał się Renlav. - Coal...- skinął na swojego podopiecznego. - Wracaj do siedziby gildii.

- Sam sobie wracaj. - warknął chłopak.

- Coal... - jednooki nic nie zrobił, zmienił tylko odrobinę ton głosu. Mały, jak pies z podkulonym ogonem zatoczył wzrokiem po zapuszczonej izdebce i wyszedł.

Steele zatrzymała wzrok na twarzy Kivana.

- Dawno się nie widzieliśmy... - elf przytknął dłoń do piersi i skłonił głowę. - Cieszę się, widząc was w zdrowiu. - Imoen dopadła do niego i wyściskała go, jak starszego brata. Łowca speszył się, ale na jego twarzy pojawił się uśmiech. Steele nawet nie podała mu ręki.

- Co się z wami działo? - pytanie wyrwało się elfce za szybko, zbyt niecierpliwie. Pewnie każdy się domyśli, że mówi „z wami" a chodzi jej o niego. O Kivana.

- Najpierw wylądowaliśmy w więzieniu, potem uciekliśmy do gildii. - jednooki oparł się o ścianę.

- Tranzig nie żyje, zginął podczas ucieczki z więzienia. - dodał łowca. Przez chwilę wszyscy poczuli ciężar w sercach. Steele obiecała pomagierowi Tazoka wolność, powiedziała, że gdy dopadną półorka będzie mógł odejść.

- O Shar-Tel i Kageinie możecie zapomnieć. Informatorzy donieśli mi, że ona zaokrętowała się na statek i popłynęła na Wyspy Moonshae. Krasnolud najął się jako ochroniarz jakiegoś wielmoży i też opuścił miasto. - dodał złodziej. - Nie zawracajcie sobie dupy strażą miejską i Entarem Srebrną Tarczą. - kontynuował. - Pieniądze gildii załatwiły wszystko.

- Mamy spotkać się z przywódcami Tronu. Jameli powie nam kiedy. - Imoen przeszła do najważniejszej sprawy. Bruzdy na czole Renlava pogłębiły się od namysłu.

- Nie możecie tam wejść i zrobić jatki. - zaczął jednooki. - Tron jest znany i poważany w pewnych kręgach. - Najlepiej byłoby...

- Zdobyć dowody przeciw nim? - dokończyła rudowłosa. - Ale co właściwie mamy ich oskarżyć?

- Chcą przejąć władzę w mieście. Obalić Wielkich Książąt, a potem pomaszerować na północ do Waterdeep1 i na południe do Alkhatli2. Później sięgnąć po władzę, nad całym wybrzeżem. Dlatego ta cała historia z żelazem. Żeby zbić kapitał i rozpieprzyć handel na Wybrzeżu Mieczy. Zaczęli od Wrót, bo to największy port. Planują rozpocząć inwazję. - to co mówił Renlav wydawało się nieprawdopodobne, wyssane z palca. - Mam swoich informatorów. - przekonywał złodziej. - Tazok nie był jedynym agentem Tronu, którego wykończyliśmy. Widziałem mapy, plany, listy. Ale to wciąż za mało. To tylko śmieci znalezione przy bandytach. Tron zawsze może się ich wyprzeć. Trzeba ich trafić raz, a dobrze. Przypieprzyć im tak żeby się nie podnieśli.

- Czemu tak ci zależy, co się stanie z Wrotami? - zapytała bez ogródek Steele.

- Bo to moje miasto, a widziałem już wiele przewrotów i obalonych władców. I zawsze kończyło się na morzu krwi. Kogo bym okradał, gdyby wszyscy podrzynali sobie gardła zamiast zarabiać pieniądze?- zapytał Renlav z rozbrajającym uśmiechem.

- Wejdźcie do siedziby Tronu, spróbujcie zdobyć ich zaufanie, wyciągnąć informację. Wrota są ogromne, liczę na to, że jeszcze nikt nie doniósł Tronowi, że tu jesteście. Jeśli coś się spieprzy, albo nie da się inaczej... wyrżnijcie kogo się da. Tronem kieruje Rieltar, starszy gość, czarodziej. Ale może być czyimś figurantem. - mówił jednooki.

- Dlaczego gildia nie zaatakuje Tronu? - wypaliła czarodziejka. Wydawało się, że wprawiła tym Renlava w zakłopotanie.

- Bo nie wszyscy w cechu widzą to, co ja... - zaczął złodziej. - Nie wszyscy widzą, do czego zmierza Tron. Nie mogę działać bez zgody władz gildii. Wam będzie łatwiej zdobyć dowody przeciw Tronowi.

Przybrane córki Goriona posłały Renlavowi chłodne spojrzenia.

- Nie posyłam was na śmierć, do cholery. - żachnął się. - Przyślę kogoś, do was do gospody. Przyniesie kilka artefaktów. Mogą się wam przydać w siedzibie Tronu.

- Kivan, nie pójdziesz z nami?- zapytała rudowłosa. W jej oczach błyszczała radość. Naprawdę się cieszyła, z ponownego spotkania z łowcą. Szkoda, że Steele, nie mogła powiedzieć tego samego.

- Jameli nie zna Kivana, nie powinnyśmy wzbudzać podejrzeń. - ucięła starsza z córek Goriona. Znowu powiedziała to za szybko, zbyt twardym tonem głosu.

- Masz słuszność. - łowca skłonił głowę. Na pożegnanie dodał. - Dobrze was było znowu zobaczyć.

Nie, Steele nie pobiegła za Kivanem. Nie powiedział, że miło go widzieć. Nie wyznała mu miłości. Nawet się do niego nie uśmiechnęła.

Steele i Imoen leżały w balii, z gorącą wodą. Kolejnej atrakcji gospody, w której się zatrzymali. Za dodatkową opłatą można było tu zmyć z siebie brud po całym dniu. Za następnych kilka monet kelnerki z gospody myły plecy najemnikom, czy kupcom zażywającym kąpieli. Przeważnie kończyły w balii, w powodzi śmiechów i pisków. Teraz jednak w łaźni nie rozbrzmiewał wesoły chichot. Elfka próbowała się zrelaksować, leżąc w ciepłej wodzie, pijąc piwo i paląc skręconego papierosa. Imoen wcierała w rude włosy roślinny olejek. Obok balii stał zestaw kosmetyków zamkniętych w kamiennych i szklanych pojemnikach. Pachniały mlekiem, miodem, cynamonem i kwiatami. Łaźnia była ciemnym, drewnianym pomieszczeniem z niskim stropem. Wszędzie unosiły się kłęby pary, rozgrzane drewno wydzielało przyjemny zapach żywicy. Płonęła lampa oliwna, na zewnątrz było już ciemno. Elfka zaciągnęła się tytoniem i upiła łyk piwa. To powinno ją uspokoić. Nie pomogło.

- Steele... - zaczęła Imoen. Była cała w pianie, mokre włosy lepiły jej się do twarzy. Skórę miała zbrązowiałą od słońca. Odznaczały się na niej jasnymi pasmami blizny- świadectwo przygód i walk, które razem przeszły.- Jesteś zła na Kivana?

- Nie, nie jestem.

- Myślałam, że się ucieszysz, że znaleźliśmy jego i Renlava... - mówiła dalej rudowłosa.

- Renlav myśli tylko o tym, jak nas wykorzystać, a Kivan ma nas gdzieś. - w głosie elfki zabrzmiała gorycz.

Czarodziejka przez chwilę milczała. Steele odgasiła papierosa i dopiła piwo. Ostatni łyk.

- Coś było między wami, prawda? - zapytała młodsza z sióstr, wpatrując się w swoje kolana.

Elfka machnęła niedbale ręką, jakby usiłując zatrzeć wspomnienie.

- On myśli tylko o zmarłej żonie. - ucięła.

Imoen przysunęła się do siostry i delikatnie położyła jej rękę na ramieniu. Steele coś ścisnęło za gardło. Przez ostatnie miesiące próbowano ją, wykorzystać okraść, zabić. A teraz Imoen kładła jej rękę na ramieniu, tak delikatnie jakby była porcelanową lalką, która w każdej chwili może się stłuc. Objęła rudowłosą ramieniem.

- Wybieraj lepiej, niż ja. - zaśmiała się siostrze do ucha. Ale w tym śmiechu była ukryta gorycz. Nie zacierał jej ani papierosowy dym, rozchodzący się w płucach, ani szumiący w głowie alkohol.

- Rozmawiałaś z Haer'dalisem? - zapytała po chwili elfka. Ciepła woda przyjemnie rozgrzewała jej ciało. Widziała, że magiczka i diabelstwo w ostatnich dniach zbliżyli się do siebie.- Skontaktowaliśmy się w końcu z gildią. Czy teraz będzie chciał... odejść?

- Powiedział, że z nami zostanie. Załatwi to jakoś z Panią Nin. - rudowłosa uśmiechnęła się. Uśmiechem dziewczyny, która jest pewna swojego mężczyzny.

Znowu ogień. Płomienie obejmujące cele, spleśniałą słomę, dziecięce ciała. Znowu była w pożarze, z którego wynosiły ją obce, dorosłe ręce. Ale tym razem widziała jak płomienie sięgają po jej opiekuna, jej brata, jej chłopca. Krzyczała, wyrywała się, ale nieubłagane, dorosłe dłonie odciągały ją coraz dalej od tego miejsca. A on tam był, został sam w morzu ognia, w powodzi iskier.

- Uciekaj! - krzyczała. - Uciekaj!

Ręce ją krępowały, tkwiła w żelaznym uścisku. Nie mogła się wydostać. Jakiś głos wołał z oddali.

- Steele! Ocknij się, Steele!

Elfka obudziła się. Leżała na łóżku, w zmiętej, przepoconej pościeli. Nad nią pochylała się Imoen. Za ramiona trzymał ją Jon. Próbowała wstać, ale wyczerpana opadła na poduszki.

- Nie mogłam cię dobudzić. - zaczęła rudowłosa. - Jon usłyszał krzyki i przyszedł. Dopiero jak on tobą potrząsnął w końcu otworzyłaś oczy.

Wojownik puścił Steele. Cofnął swoje ogromne dłonie.

- Może ci zostać kilka siniaków. - powiedział. - Co ci się do cholery śniło?

- Nie pamiętam. - Steele podniosła dłoń do czoła. Zaschło jej w gardle. W głowie miała bolesną pustkę. Miała wrażenie, że oczymś zapomniała. O czymś cholernie ważnym.

Następnego wieczoru mieli niezapowiedzianą wizytę. Do gospody przyszedł Kivan. Towarzyszyła mu elfka. Wysoka, o długich, jasnych włosach i poważnej twarzy. Nosiła strój typowy dla złodziei i rzezimieszków. Płaszcz z kapturem i lekką zbroję, ale w ręku dzierżyła kostur.

- Jestem Avellana. - przedstawiła się. - Przysłała nas Renlav, mamy wam coś przekazać.

Wszyscy z drużyny zgromadzili się w pokoju, który dzieliły Steele, Imoen i Viconia. Avellana wyjęła z kieszeni dwa przedmioty, kamienie, przypominające jajka. Jeden miał barwę opalizującej czerwieni, drugi mienił się błękitnymi refleksami.

- Używajcie tego rozsądnie. - zaczęła niskim, poważnym głosem. - Ten kamień... - wskazała na czerwony. - Może was przenieść poza Wrota Baldura. Nie teleportuje więcej, niż sześciu osób. Użyjcie go, gdybyście musieli uciekać. Gdyby nie było dla was powrotu do miasta. Po użyciu zniknie.- Spójrzcie...- delikatnie nacisnęła na rysę, biegnącą przez środek kamienia i zaczęła przełamywać artefakt na pół. - Jeśli oddzielicie od siebie dwie połówki, kamień zadziała.

- Za to ten... - ważyła w dłoni niebieski kształt. - ...przeniesie was do sfery kieszeniowej w Zewnętrzu.- spojrzała na Haer'dalisa. - Renlav mówił, że będziesz wiedział, co to jest. - Złote oczy diabelstwa na moment zabłysły. - Musicie mocno nacisnąć na czubek. - wskazała palcem. - Jeśli będziecie chcieli wrócić przyciśnijcie w tym samym miejscu. Uważajcie, bo traficie z powrotem tam, skąd się przenieśliście. Sfera kieszeniowa może się jednak przydać, byście odzyskali siły.

Spojrzała na nich, grupę spojoną raczej przez przypadek, niż przez przeznaczenie i skłoniła głowę.

- Życzę wam powodzenia. - powiedziała. - Wiem, jak ważne jest to, co macie zrobić. Nie tylko dla gildii, ale dla całego miasta.

Steele powtarzała w myślach, żeby Kivan wyszedł, zamknął za sobą drzwi i żeby nie musiała go już więcej oglądać. Zamiast tego, gdy Avellana już się pożegnała niegdysiejszy towarzysz zatrzymał wzrok na elfce.

- Steele... - zaczął. - Możemy chwilę porozmawiać?

Wyszli na korytarz. Dochodziły ich stłumione głosy z sąsiednich pokoi. Hol gospody był czysty i schludny. W kamiennych ścianach ciągnęły się rzędem drewniane drzwi do kwater. Pod stopami szeleściły trzcinowe maty. Prawie wpadł na nich jakiś podpity, brzuchaty kupiec. Elf wydawał się zmieszany. Steele na początku starała się opanować nerwowe drżenie rąk, suchość w ustach. Nagle ogarnęła ją wściekłość. Nie da musatysfakcji.

- Chciałeś rozmawiać. - zaczęła ostrym, nieprzyjemnym tonem. W oczach łowcy zobaczyła smutek i na chwilę ścisnęło się jej serce.

- Chciałem cię przeprosić. - powiedział cicho. - Za to, co stało się wtedy u driad. To nie powinno nigdy...

- Wiem, że to nie powinno nigdy się stać. - zdradzał ją gniewny ton głosu, zaciśnięte usta, nerwowe ruchy. - Też tego żałuję. - powiedziała ostro. Na twarzy Kivana znowu cieniem odbił się smutek.

Przez chwilę po prostu przyglądali się sobie. Kiedyś połączeni tą niewidzialną nicią, a dziś sobie obcy.

- Zatrzymałeś się w gildii złodziei? - Steele specjalnie poruszyła obojętny temat. - Sądziłam, że nienawidzisz miasta.- nawet teraz elf wydawał się zagubiony w gwarze metropolii. Pamiętała jak swobodnie czuł się w leśnej głuszy.

- Bractwo złodziei chce obalić Żelazny Tron. Tazok należał do Tronu...- odparł łowca. - Gdy to wszystko się skończy odejdę z Wrót.

- Ta Avellana... jesteście razem? - nie powinna o to pytać, powinna udawać, że Kivan jest dla niej nikim.

- Nie... Ona była druidką, ale los rzucił ją tutaj. Uczy mnie... jak radzić sobie z tym co przemija...- odpowiedział cicho.

- Więc nich cię uczy dalej. - Steele spojrzała na Kivana ostatni raz i wróciła do pokoju.

Imoen siedziała na łóżku w pokoju i czytała notatki Haer'dalisa na temat Wieloświata. Steele ani Viconii nie było. Miała całą komnatę dla siebie. Może niezbyt dużą, ale przytulną i czystą. Z komodą, szafą i miękką pościelą. Z okna roztaczał się widok na schludne zabudowania dzielnicy kupieckiej i kępy drzew. Łóżko było wygodne. Lampa oliwna miło rozświetlała wieczorny półmrok. Nagle rozległo się delikatne pukanie do drzwi. Zobaczyła ciemne, potargane włosy, złote oczy i uśmiech pełen białych, ostrych zębów.

- Chcesz zobaczyć jak wygląda Zewnętrze? - zapytało diabelstwo.

Imoen odgarnęła włosy i utkwiła spojrzenie we wchodzącym mężczyźnie. Na jej twarzy malowała się mieszanka ekscytacji i niepokoju. Haer'dalis trzymał w dłoni błękitny kamień.

- To na pewno bezpieczne? - zapytała rudowłosa.

- Skarbie... to sfera kieszeniowa. Stworzono ją jako schronienie. Tam ma być bezpiecznie.

Ciekawość zwyciężyła. Czarodziejka zeskoczyła z łóżka i podeszła do sferotkniętego. Kamień zaskrzył się błękitem w dłoni diabelstwa.

- Dobrze, spróbujmy. - powiedziała rudowłosa.

Haer'dalis objął dziewczynę w pasie. Nacisnął kciukiem na szczyt kamienia. Przez chwilę nie działo się nic. A potem na sekundę pokój wypełnił rozbłysk światła, świetlana kula, która malała coraz bardziej, aż w końcu zniknęła. Razem z nią zniknęli i oni.

Steele piła. Najpierw jeden kieliszek, potem kolejny i jeszcze jeden. Świat zaczął zlewać jej się w oczach. Kształty traciły ostrość, kolory wyrazistość. Glosy przesiadujących w tawernie ludzi zbiegły się w nieprzyjemny jednostajny hałas. Dopiła ostatni łyk ze szklanki. Napój nieprzyjemnie palił ją w gardło. Tak naprawdę wcale jej nie smakował. Ale tak samo jak zaciemniał jej ostrość widzenia, tak tępił uczucia i emocje. Pozwalał zapomnieć.

- Która to już? - usłyszała znajomy głos. Alkohol zaciemniał też pamięć, więc minęła chwila zanim dotarło do niej czyj to głos. Jona. Opierał się o blat ławy, na którym stały wszystkie, pokonane przez Steele puste kieliszki.

- Nie pamiętam. - posłała mu znużony uśmiech.

- Nie pamiętasz, co? A za wszystkie zapłaciłaś?- warknął siedzący przy ławie obok mężczyzna, z długą, jasną brodą. - Wy, pieprzone elfy rozkradacie nasze pieniądze. A małe elfie kurwy, takie jak ty...- zmierzył spojrzeniem córkę Goriona. - … pierwsze rozkładają nogi, byle tylko dostawać wszystko za darmo.

- Wystarczy. - Jon złapał Steele za ramię i pociągnął za sobą. Wyrywała się, ale nachylił się nad nią i powiedział spokojnie. - Nie będę cię za pięć minut wycierał z rzygów, albo zbierał z podłogi. - Prowadził ją za sobą, tak jak jak dziecko ciągnie lalkę. Klienci gospody przypatrywali się tej scenie. Z bezpiecznego dystansu, z nosami w swoich kuflach, czy talerzach. Gdy Jon mijała brodatego mężczyznę, nagle, bez ostrzeżenia chwycił go za głowę i uderzył jego czołem o blat stołu. Trysnęła krew, brodacz z jękiem osunął się na ziemię. Z kącika ust pociekła mu strużka śliny, zmieszanej z krwią. Klienci gospody rozsądnie schowali nosy głębiej w kufle. Barman skinął na kelnerkę, żeby uprzątnęła ten bałagan.

Sfera kieszeniowa była nieprawdopodobnie mała. Przypominała rozmiarami leśną polanę. Aż chciało się poszukać drzwi, żeby się stamtąd wydostać. Jednak drzwi nie było. Miejsce okalały kamienne ściany. Wznoszące się coraz wyżej i wyżej, niknące z zasięgu wzroku. Całą sferę tworzył ten mały zakątek, pomiędzy kamiennymi murami, porośnięty roślinnością. Wił się bluszcz, rosły kwiaty. W maleńkiej sadzawce zgromadziła się woda. Nie świeciło słońce, ale nie panowała też ciemność. W powietrzu unosiła się mleczna poświata. Imoen biegała od jednego skraju tego miejsca, do drugiego, usiłując znaleźć wyjście, wyłom, szczelinę. Ale nie trafiła na nic takiego. Sfera była maleńkim, zamkniętym światem, uniwersum samym dla siebie.

- Jak powstają takie Sfery?- Imoen zadarła głowę ku górze, próbując zobaczyć gdzie zamykają się kamienne ściany. Ale w górze, u ich zbiegu widziała tylko półmrok.

- Ktoś musiał wykroić to miejsce z Zewnętrza. - odpowiedziało diabelstwo. - Albo je tu stworzył i powiązał z kamieniem teleportacyjnym. Sfery kieszonkowe są bardzo rzadkie, to idealne miejsce na schronienie.

Haer'dalis miał rację. Powietrze tu było inne. Kolory, dźwięki i zapachy wszystko było inne jakąś nieznaną, niewytłumaczalną obcością. Ale to nie przerażało Imoen. Raczej ciekawiło. Nagle do ich uszu dotarł dźwięk, jakby odległy zbliżający się podmuch burzy.

- Co to? - rudowłosa rozglądała się niepewnie. Sferotknięty przyciągnął ją do siebie i objął.

- Zaraz zobaczysz coś niezwykłego.

Sylwetki pojawiły się znikąd. Zwinne, szybkie, mieniące się wszystkimi kolorami tęczy. Imoen przylgnęła plecami do kamiennej ściany. Tuż przed nią sfera na moment wypełniła się niezwykłymi istotami. Zjawiały się z jednej strony mikroświata, a znikały z drugiej, pędząc w galopie. Niektóre zdawały się biec w powietrzu. Miały kształt koni, ale ich ciała, grzywy, ogony przybierały najróżniejsze barwy. Od błękitu, do srebra, czy fioletu. Musiały widzieć ją i diabelstwo. Galopowały na tyle daleko od nich, żeby nie zrobić im krzywdy. Żeby nie zginęli w nawałnicy kopyt.

- To Córki Epony, dzieci bogini koni. Mogą przemieszczać się poza Planami. - usłyszała głos diabelstwa. - Biegną gdzieś do innej Sfery.

Czarodziejka przyglądała się temu spektaklowi z otwartymi ustami i szeroko otwartymi oczami. Policzki jej pałały, z ekscytacji. Gdy ostatnie z niezwykłych stworzeń zniknęło uśmiechnęła się szeroko do swojego towarzysza. A potem go pocałowała.

W życiu Imoen, tak jak i Steele pojawiali się już chłopcy, potem młodzi mężczyźni. Zdarzało się złamane serce i przepłakana noc. Ale żadna z tych przygód jej nie zmieniła, nie zostawiła bagażu smutku, czy rozżalenia. Rudowłosa brała życie takim jakie jest. Nie planowała tego, co zaczęło się rodzić między nią, a diabelstwem. Nie układała w myślach przyszłości z Haer'dalisem. Ale też nie chciała odrzucać tego, co działo się między nimi. W tym momencie po prostu całowali się i było im razem dobrze. Tak dobrze, jak może być tylko dwójce młodych ludzi, którzy w tym momencie nie widza świata poza sobą.

Jon położył elfkę na łóżku, w kwaterze swojej i Haer'dalisa. Dał jej coś do picia. Pokój przez chwilę wirował i tańczył, potem się uspokoił. Podciągnęła się na łokciach i spojrzała na postawnego mężczyznę.

- Gdzie jest Imoen i reszta? - zapytała.

- Nie wiem gdzie są ruda i diabelstwo. Viconia wyszła, pewnie do swojego ulubionego burdelu.

Steele opadła bezwładnie na łóżko. Leżała bokiem na pościeli, wypowiadając słowa prosto w poduszkę. Powiedziała coś, czego nie mówiła od bardzo dawna.

- Dzięki...

- Po cholerę to było?- wojownik usiadł obok niej.

- Chyba z głupoty... - nie znajdowała lepszego wyjaśnienia.

Elfka dźwignęła się na łokciu. W pokoju było gorąco. Powietrze stało się ciężkie, lepkie, duszne. Powinna wstać i wyjść, ale po co. Lepiej zostać w cudzym pokoju, z obcym facetem na cudzym łóżku.

- Jeśli chcesz zapomnieć...- Jon pochylił się nad nią. - to jest lepszy sposób, niż upijanie się tym gównem, które mają w barze na dole.

- Skąd wiesz, że chcę zapomnieć? - spytała.

- Bo nigdy nie widziałem, żebyś tak piła.

Nagle sufit nad nimi zaskrzypiał znacząco. Z góry dało się słyszeć całą paletę odgłosów. Wzdychania, jęki i krzyki dziewczyny, która przeżywała właśnie miłosne uniesienia. Steele uciekła wzrokiem w bok, po ścianach, gdy w końcu jej spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem Jona. Krzyki nasilały się, przechodząc w cressendo.

- Właśnie taki. - uśmiechnął się.

Trudno powiedzieć, które wykonało pierwszy ruch. Ale po chwili Steele tkwiła plecami przy ścianie. Usta splecione z ustami Jona, język, z jego językiem. Trzymał ja na rękach, poczuła jak ściąga z niej bieliznę. A potem jak w nią wchodzi. Raz za razem. Coraz głębiej, coraz mocniej. Objęła nogami jego plecy. Do krzyków i westchnień dziewczyny z górnego piętra dołączył głos Steele. Byli sami. Była pijana. Kivan nigdy nie będzie jej. Było jej wszystko jedno. A Jon naprawdę wiedział co robi.

1Waterdeep - jedno z najbogatszych królestw Faerûnu. Jego stolicą jest miasto o tej samej nazwie.

2Alkhatla - miasto Faerûnu leżące w zachodniej części kontynentu na Wybrzeżu Mieczy. Jest to stolica Amnu - jednego z faeruńskich królestw