- Jak to możliwe? - Steele wpatrywała się w metaliczną sylwetkę leżącą pod ścianą jaskini.- Czemu ona nie ucieknie, czemu ich nie zaatakuje?
- Nie może. - wyszeptała Amilai. Patrzyła na smoczycę. W jej wzroku malowało się ogromne przywiązanie i czułość. - Rzucili na nią geis.
Imoen znała to słowo. Oznaczało tyle co przysięga, lub obowiązek, magicznie przez kogoś narzucony. Siedzący przy ognisku ludzie musieli takim spętać smoczycę. Razem z siostrą chłonęły wzrokiem jaszczurę.
W głowie magiczki pojawiały się urywki z ksiąg o smokach, które niegdyś czytała. Ta smoczyca miała metaliczny blask i spiżowy odcień. Rudowłosa wiedziała, że spiżowe smoki lubią trzymać się blisko wody i są zazwyczaj przyjaźnie nastawione do ludzi. Ale to wszystko były słowa. Żadne z nich nie oddawało piękna i dostojeństwa tego stworzenia. Nawet teraz, gdy leżało magicznie spętane i upokorzone. Jaszczura musiała być młoda, nie osiągnęła jeszcze imponującego rozmiaru, właściwego dorosłym gadom. Podniosła łeb i powiedziała coś, do otaczających ją ludzi. Na jej słowa jeden z piratów wyjął z ognia płonącą żagiew i dźgnął bestię. W jej gardzieli zabulgotał warkot, przez pysk przebiegł grymas złości. Ale smoczyca nie ruszyła się z miejsca. Zgromadzeni ludzie śmiali się, rechotali donośnie. Zwłaszcza jeden, mag w czerwonych szatach.
- To on rzucił geis. - wzrok nereidy zatrzymał się na czarodzieju. Pirat znowu dźgnął jaszczurę płonącą żagwią. W jaskini po raz kolejny zagrzmiał śmiech. - Moja pani... była wyczerpana, po walce z grupą sahuaginów. Dotarła do brzegu, poprosiła tych ludzi o pomoc. - nimfa ciągnęła swoją opowieść. - A oni tak jej odpłacili.
- Każą jej nas zaatakować? - zapytała Imoen. Nie mogła oderwać wzroku od gada.
- Na pewno. - wyszeptała Amilai.
Wróciły do reszty drużyny. Nie mieli wiele czasu. Nie wiadomo, co piraci zamierzali zrobić ze smoczycą.
Zen'thai ogryzł kość z kurczaka i wyrzucił ja za siebie. Otarł usta i spojrzał na leżącą pod ścianą spiżową gadzinę. Przepełniała go duma. Podszedł smoczycę, magicznie zrobił z niej swego niewolnika. Nic dziwnego. Był przecież Czerwonym Magiem z Thay, chociaż na razie pracował dla tych irytujących parweniuszy z Żelaznego Tronu. Ale teraz, gdy jest panem smoczycy, jego pozycja z pewnością wzrośnie. Ciężko będzie sprzeciwić się komuś, kto wydaje rozkazy takiej bestii. Ci idioci, którymi dowodził, może i nadawali się do walki. Mieli twarde karki i czaszki, ale żaden nie potrafiłby uknuć takiego planu. Złapać smoka, w pułapkę swojej woli. Umieli tylko podpalać osady, napadać na statki, grabić i rabować. Mag rozwodził się w myślach, nad swoim geniuszem, gdy nagle do jaskini niespodziewanie wdarła się morska fala. Przewróciła jego i jego towarzyszy, zgasiła ognisko. Za falą wbiegli zbrojni. Usłyszał słowa inwokacji i w jego ludzi uderzyła ognista kula. Część uciekła, dwóch wybuch rzucił na ścianę jaskini. Już się nie podnieśli. Leżeli twarzami w wodzie, barwiącej się z wolna na czerwono. Zen'thai zerwał się na nogi. Skinął dłonią na smoczycę i gad poderwał się do walki. Chociaż mag czuł, jak bestia całą siłą woli buntuje się przeciwko niemu i jego rozkazom.
Amilai przypuściła pierwszy atak. Przywołana przez nią fala zmiotła piratów z nóg. Jon i Haer'dalis, dwa miecze, doskoczyli do nich. Steele posłała w kierunku przeciwników kilka pocisków z kuszy. Trafiły dwóch mężczyzn, w ramię i udo. Ale odbiły się od maga, jakby był chroniony niewidzialną tarczą. Viconia rzucała zaklęcia ochronne na swoją drużynę. Przywołała dwa szkielety. Rozpadły się na kupkę kości, pod uderzeniami smoczego ogona. Jaszczura przedarła się przez nieumarłych wojowników, coraz bliżej walczących wręcz diabelstwa i Jona. Mierzyli się w walce z przeciwnikami, których nie zdołało pozbawić życia zaklęcie ognistej kuli, posłane wcześniej przez Imoen. W gada uderzyły czary czarodziejki i kapłanki, ale zdawały się nie wyrządzać mu krzywdy. Wtedy usłyszeli dziwny, nieznany śpiew. To nereida nuciła tę pieśń. Wzniosła ręce i na środku jaskini wybiło źródełko. Woda trysnęła z niego strumieniem, wprost ku górze, gdy nimfę trafił jeden z czarów maga w czerwonej szacie. Amilai osunęła się na skaliste dno groty, skąpane teraz w wodzie. Od ścian odbił się ryk smoczycy. Ale gadzina, nie zaprzestała ataku, jej pazury ze zgrzytem odbiły się od miecza Jona. Wojownik upadł, odrzucony impetem. Sferotkniętego i walczących z nim mężczyzn powaliło na ziemię uderzenie skrzydeł bestii. Szła w ich stronę. Nagle źródło, wywołane przez wodną istotę ożyło. Przybrało kształt fali, stanęła między jaszczurą, a Jonem. Smoczyca zwarła się w walce z wodnym kształtem. Zęby i pazury z wściekłością trafiały w ciecz, ale wydawały się nie ranić wodnego żywiołaka. Imoen podbiegła do nereidy, odciągała ranną.
- Nie zróbcie jej krzywdy... - wyszeptała Amilai.
Dwóch piratów, zagradzających drogę do czarodzieja padło, pod ciosami mieczy diabelstwa i wojownika. Trzech wciąż stało na nogach. Spod wody wytrysnęły zielone pnącza, przywołane przez mroczną elfkę, by opleść Czerwonego Maga i go unieruchomić. Ale rośliny odklejały się od jego ciała i szat, jakby zostały posmarowane śliską substancją. Mężczyzna kontynuował inwokację. Na dźwięk znajomych słów wszyscy uświadomili sobie, że wiedzą co to za zaklęcie. Ognista kula.
Powietrze w jaskini rozdarł huk i żar. Czar był wymierzony w żywiołaka wody. Została po nim tylko kałuża. Nic już nie stało między Jonem i Haer'dalisem, a smokiem. Jon przygniótł kolanem jednego z piratów, którego powaliło uderzenie smoczych skrzydeł i poderżnął mu gardło. W drugiego trafiły bełty z kuszy Steele. Mężczyzna osunął się na kolana, z jękiem. Trzeciemu uderzeniem miecza rozpłatał mu głowę sferotknięty. Imoen złożyła dłonie, posłała kolejny czar w kierunku maga. Ale wiązki energii, które wystrzeliły z jej dłoni zdawały się z sykiem niknąć, przy zetknięciu z jego szatami. Bełt z kuszy znowu odbił się od ciała czarodzieja. Czy tak samo będzie z mieczem? Jon szedł w stronę sylwetki w czerwonej szacie, pokryty krwią swoją i przeciwników. Mag zaśmiał się, świadom swojej przewagi.
- Gińcie, głupcy. - wysyczał.
Wykonał nieznaczny gest rękoma, wyszeptał coś i zniknął. W jaskini zostali oni i smok.
Smocze pazury skrzypiały o kamienne dno groty, masywne spiżowe cielsko sunęło ku walczącym z pluskiem wody. Z paszczy gadziny wydobył się syk i nagle wszyscy zobaczyli, jak jaszczura obnaża zęby. W ich kierunku płynęła fala gadziego oddechu, skrzącego się od wyładowań elektrycznych. Przywarli do ścian, smoczy dech owionął tylko Haer'dalisa. Po jego ciele pełzały elektryczne iskry, upadł na ziemię w konwulsjach. Imoen chciała pobiec do diabelstwa, ale Steele niemal siłą wcisnęła ją w kamienną ścianę jaskini. Bestia zdawała się nabierać tchu po raz drugi. W kierunku drużyny, pomknęły ogniste pociski, trafiając Jona w udo, a Steele w ramię. Szczęśliwie tylko ich poparzyły, ich ubrania ani ciało nie zajęły się ogniem. Zaatakował mag, chroniony niewidzialnością. Ale jego czar niewidzialności był trwalszy, od eliksirów, które znała Steele. Mężczyzna rzucał zaklęcia, a dalej pozostawał ukryty przed ich wzrokiem. W jaskini słychać było tylko jego głos, wymawiający inwokację. Jon doskoczył do smoczycy zanim ta, zdążyła zaczerpnąć tchu. Jego miecz zderzył się najpierw ze szponami, potem z ogonem jaszczury. Pociski z kuszy elfki po raz kolejny odbiły się od gadzich łusek. Viconia, ubłocona, mokra, ze wściekłością wypisaną na twarzy wzniosła ręce ku stropowi jaskini. Gdy skończyła inwokację pieczara rozbłysła blaskiem i przed nimi zamajaczyła czerwona sylwetka maga. Steele rzuciła się w kierunku przeciwnika, zamachnęła sztyletem. Z dłoni czarodzieja trysnął strumień ognia, ale elfce udało się uniknąć płomieni. Dosięgła Czerwonego Maga. Ostrze jej sztyletu odbiło się od ciała przeciwnika, jakby składało się nie ze skóry, mięsa i kości, ale z najtwardszej skały. Za drugim ciosem klinga znowu ześlizgnęła się z ramienia mężczyzny. Steele kątem oka zobaczyła, jak Viconia rzuca uzdrawiające zaklęcia na wciąż leżącego Haer'dalisa, jak Jon nadludzkim wysiłkiem paruje cios smoczych pazurów i unika uderzenia ogonem. Widziała strach na twarzy Imoen, strach o diabelstwo i ogarnęła ją wściekłość. W furii rzuciła się na Czerwonego Maga. Nie mogła go zranić, ale przewróciła go na ziemię. Rozległ się plusk, gdy oboje wpadli do wody i walcząc przetaczali się po kamiennym dnie. Mężczyzna wyszarpnął dłoń z jej uścisku, wypowiedział zaklęcie i nagle elkę poraziło wyładowanie elektryczne. Steele wiła się w drgawkach, czuła jak słabnie jej oddech. Miała wrażenie, że krew przestaje krążyć w jej żyłach, a serce bić. Przez umysł przebiegła jej tylko ostatnia myśl. Kurwa mać, ale to spierdoliła. Zanim elfka zamknęła oczy dostrzegła, jak do czarodzieja podbiega nereida, wciąż ranna, kulejąca i dopada go z tyłu. Na sekundę straciła przytomność. Gdy ją odzyskała zobaczyła, że Czerwony Mag posłusznie klęczy, a Amilai przykłada dłoń do jego szyi. Z ust przeciwnika wylewała się woda, łapał powietrze krótkimi, płytkimi oddechami. Jak przez mgłę dotarł do niej głos wodnej istoty.
- Zdejmij geis z mojej pani, albo całkiem napełnię ci płuca wodą.
Mag szarpał się i siniał na twarzy.
- Nie mogę, to musi zrobić mój pan... nie mogę...- świadomość znowu przestała słuchać Steele.
Gdy odzyskała przytomność, Viconia przykładała uzdrawiające dłonie do jej ciała. Jon pomógł elfce wstać. Pojmany czarodziej wciąż klęczał. Nereida trzymała dłoń przy jego szyi, a Haer'dalis przytrzymywał go, żeby nie próbował się wyrwać. Wzrok Steele powędrował w stronę smoczycy. Jaszczura siedziała pod ścianą jaskini. Teraz wydawała się spokojna, ale starsza córka Goriona mogła się założyć, że gdyby tylko nimfa zdjęła dłoń z szyi Czerwonego Maga... Jon spojrzał na pojmanego mężczyznę i nachylił się nad elfką.
- Pierdoli bez sensu. - powiedział.
Czarodziej wpatrywał się w nich. Miał na twarzy wypisane błaganie i strach. Zupełnie inaczej, niż gdy omal ich nie zabił.
- Geis można zdjąć tylko krwią osoby, której służę... - przekonywał. - Ktoś z przywództwa Żelaznego Tronu musiałby swoją krwią skropić mnie i smoka, żeby je zerwać.
Spojrzeli po sobie. Znowu Żelazny Tron? Jak mieliby to zrobić? Dostarczyć tu Jameli? Ale ona była tylko zwykłą najemną na usługach organizacji. Nikim tak naprawdę ważnym.
- Pieprzenie. - warknął Jon. - Stanął nad klęczącym magiem, z obnażonym mieczem w dłoni. - Sam mogę upuścić swojej krwi, gnoju.
- To nic nie da!- głos mężczyzny przypominał raczej pisk.
- Ma być krew, będzie krew. - odparł wojownik. - Możemy też rozwiązać geis twoją juchą. - rzucił do czarodzieja wskazując znacząco na swój miecz.
- Wtedy ona...- obleczona w czerwony rękaw szata wskazała na smoczycę. - będzie musiała służyć Żelaznemu Tronowi, do końca swojego życia. A jeśli spróbuje złamać geis to się na niej zemści.
Steele i Imoen znały wiele legend o potężnych bohaterach, których przeznaczenie zmuszało do zerwania geis. Zawsze kończyło się to tragicznie. Steele spojrzała z powątpiewaniem na Jona. Nie chciało jej się wierzyć, żeby każda krew mogła złamać magię. Przeniosła wzrok na jaszczurę. W oczach bestii odbijał się wstyd, że została złapana w marną, ludzką pułapkę i musiała działać wbrew swej woli. Otworzyła paszczę. Przemówiła zdumiewająco łagodnym, kobiecym głosem.
- Wybaczcie. Nie wiem jak mogłam się wplątać w to wszystko. - wymieniła pełne ciepła spojrzenia z Amilai.
Jon skinął na bestię.
- Podejdź. - powiedział.
- Wiesz co robisz?- spytała Steele. Wojownik sprawiał wrażenie absolutnie pewnego siebie.
- On kłamie. - Jon wskazał na Czerwonego Maga. - Zobaczymy, ile warte są jego gówniane... czary.
Z pluskiem wody i chrzęstem pazurów smoczyca zbliżyła się do nich. Łuski na jej ciele mieniły się spiżem. Czarodziej struchlał.
- To się nie uda!- krzyknął. W jego głosie pobrzmiewała histeria.
- Przytrzymaj go. - rzucił Jon do diabelstwa.
Palce Haer'dalisa zacisnęły się na ramionach maga. Amilai trzymała swoją dłoń, o jasnej skórze i perłowych paznokciach, przy szyi przeciwnika, jak zatruty sztylet. Kap, kap, kap. Jon naciął przedramię sztyletem i krew zaczęła skapywać. Najpierw na twarz Czerwonego Maga, a potem, na ogromną smoczą głowę, którą skłonił gad. Purpurowa, lepka struga ściekała po spiżowych, łuskach. Zapadła chwila ciszy. Nic się nie stało.
-Widzicie... - odezwał się czarodziej, drżącym głosem. - To nic nie dało...
Smoczyca utkwiła spojrzenie swoich gadzich, zielonych oczu w człowieku, który ją spętał magią. Nagle, w ułamku sekundy odsłoniła ogromne zęby. Z jej gardła wydobył się warkot. Uderzyła. Złapała Czerwonego Maga w pół. Wyrywał się i krzyczał, ale zatopiła w nim kły. Krew trysnęła na boki. Mężczyzna wierzgał, szamotał się ale bezskutecznie. Jego głowa z niknęła w paszczy smoczycy. Cofnęli się. Żadne z nich nie pomogło czarodziejowi, ani też żadne nie ośmieliłoby się sprzeciwić się bestii. Zmiażdżone ciało z pluskiem wypadło na dno jaskini. Woda dookoła zaczęła barwić się na czerwono. Ogromna głowa podniosła się znad rozszarpanego trupa i zatopiła spojrzenie w Jonie. Mimo, że jaszczura nie osiągnęła jeszcze rozmiarów dorosłego smoka, wojownik wydawała się przy jej porośniętym łuską cielsku żałośnie mały. Wytrzymał wzrok gadzich oczu. Smoczyca zrobiła kilka kroków, podeszła do Jona i skłoniła przed nim głowę. Jej paszcza była czerwona od krwi.
- Udało ci się. - znowu zabrzmiał jej melodyjny głos. - Złamałeś geis.
