Steele wpatrywała się w delikatne, drobne dłonie Delyn, naznaczone śladem czasu. Kobieta położyła na okrągłym stoliku mapę. Na pergaminie barwnymi farbami nakreślono zarys krain.
Z karty spoglądały miasta, rzeki, morza. Córka Goriona znała tę linię brzegu, kształt jezior, położenie grodów. Candlekeep, Wrota Baldura, Trollowe Wzgórza. Miejsca, które zwiedziła w przeszłości, albo przynajmniej wiedziała, gdzie się znajdują. Delyn wyjęła z fałd kieszeni drewnianą, sześciościenną kostkę i rzuciła na mapę. Toczyła się z cichym stukiem. Na oczach elfki, z powierzchni karty podniosła się miniaturka budowli. Powstała przy jeziorze szlaku Uldon. Mała konstrukcja, oddająca w odpowiedniej skali prawdziwy budynek, ze wszystkimi detalami. Steele spojrzała pytająco na starszą kobietę.

- Ponad dwadzieścia lat temu... - zaczęła mówić Harfiarka.- Wyznawcy Bhaala, Boga Mordu zajęli opuszczoną świątynię. Szalał wtedy Czas Niepokoju. Bogowie zeszli na ziemię. W świątyni odbywały się orgie. Bhaal, pod ludzką postacią obcował ze swoimi kapłankami. Chciał spłodzić jak najwięcej dzieci, by w przyszłości pomogły mu powrócić na boski tron. Gdy Bhaal odszedł, w przybytku zaczęły się walki o władzę. Poddani Pana Mordu knuli intrygi i spiski, walczyli między sobą. Dzieci, potomstwo Bhaala, trzymano w strasznych warunkach. Wyznawcy chcieli zatruć im umysły nienawiścią. - Delyn wykonała ruch dłonią. Po blacie stołu potoczyły się tym razem dwie kostki.

- Pierwszy urodził się chłopak. - kontynuowała wyjaśnienia Harfiarka - Z ludzkiej matki. Druga dziewczynka. Z elfickiej matki. Oboje spłodzeni przez Bhaala. Ty i chłopiec, który pojawiał się w twoich snach. Nie nadano im imion. Ten sam ojciec, ale obleczony w inny kształt. Dwie różne matki...- kostki przestały toczyć się po blacie stołu. W miejscu gdzie się zatrzymały, tuż obok maleńkiej świątyni uformowały się kolejne miniaturki. Postać dziewczynki i chłopca, połączonych czerwoną nicią.

- Zarazem rodzeństwo i nie spokrewnieni. Związani ze sobą od dnia narodzin. Czemu od początku się sobą opiekowali, gdy inne dzieci walczyły o przetrwanie? Tak było im pisane.

- Ale pewnego dnia...- na stół znów ze stukiem upadla drewniana kostka. - grupa poszukiwaczy przygód, dowiedziała się o świątyni Bhaala i jego dzieciach. Wyruszyli, by położyć kres kultowi. Podczas bitwy wyznawcy Pana Mordu, w szale podłożyli ogień pod budynek. - na słowa Harfiarki miniaturową budowlę objęły płomienie, maleńkie ogniki tańczące na stole. - Uratowało się tylko dwoje dzieci. Dziewczynka i chłopiec...

Delyn nie ruszyła dłonią, ale dziecięce postacie nagle znalazły się na dwóch krańcach stołu. Łącząca je czerwona nić, rozciągnęła się i naprężyła.

- Dziewczynką zaopiekował się dobry człowiek, mag imieniem Gorion. Nadał jej imię Steele. Chłopiec cudem uszedł z życiem z pożaru... Najpierw błąkał się bez celu, potem trafił do podłego, niegodziwego człowieka. Nadano mu imię Sarevok. Od dzieciństwa nie zaznał nic oprócz przemocy, głodu i brudu.

Na oczach Steele maleńkie dziecięce postacie nabierały cech dorosłych. Dziewczynce wyostrzyły jej się rysy, urosła i wyszczuplała. Miniaturowy chłopiec z dziecka przeistoczył się w miniaturowego mężczyznę.

- Dziewczynka dorastała w bezpiecznej ochronie murów Candlekeep. Chłopiec musiał walczyć o przetrwanie. Dowiedział się o swym pochodzeniu. Odkrył, że jest dzieckiem Bhaala. I postanowił zająć miejsce ojca na boskim tronie. Chciał sam zostać bogiem. Budował swoją pozycję przez krew i przemoc. To okrutne, ale nie znał innego życia. Zabijał inne dzieci Pana Mordu, wierząc, że zbliży go to do boskiego tronu. Ale gdzieś głęboko, tkwiła w nim pamięć o dziewczynce, z którą rozdzielił go ogień. Dowiedział się, gdzie przebywa. I postanowił ją zabić. Nie udało mu się, ale zabił jej przybranego ojca.

Steele patrzyła jak figurki samoistnie, nie ruszone ludzką ręką suną po stole i zbliżają się do siebie. Obie znalazły się przy punkcie, tuż nad Morzem Mieczy oznaczającym na mapie Candlekeep. I wtedy maleńka kobieca postać gwałtownie odskoczyła w bezpieczne, zielone miejsce na karcie mapy.

- Co działo się potem z tobą wiesz, a on... Zabijał kolejne Dzieci Pana Mordu, umacniał potęgę Żelaznego Tronu. Ale nawet przez chwilę o tobie nie zapomniał, bo jesteście ze sobą związani na zawsze. Powinien cię kochać, tak było wam przeznaczone. Ale jego umysł był zatruty. To co czuł nie było ani miłością, ani nienawiścią. Czymś pomiędzy.

Obie figurki przemieściły się tam, gdzie niebieską wstęgą rzeka Chionthar uchodziła do Morza Mieczy. Prosto do miejsca gdzie punkt czarnej barwy oznaczono na mapie jako Wrota Baldura. Czerwona nić, łącząca postacie, samoistnie okręciła się wokół nich, spajając je razem jeszcze mocniej.

- Sarevok zamordował w końcu Jona z Asbravn. Dziecko Bhaala, ukochanego naszej biednej Renshu. Chłopca o miłym uśmiechu i kędzierzawych włosach. Jego głowę już widziałaś. I właśnie wtedy wkroczyłam ja. - Delyn zatrzymała wzrok na twarzy Steele, ponad mapą i figurkami.

- Bardzo, bardzo starym zaklęciem sprawiłam, że Sarevok przyjął wspomnienia Jona jako swoje. Uwierzył, że nie jest nowym Panem Mordu, a awanturnikiem, synem płatnerza z Asbravn. Musisz wiedzieć, że jeśli Sarevok spróbuje sięgnąć po boski tron, nikt nie zdoła go zatrzymać. Nasz świat, nawet świat bogów utonie we krwi. A tylko ty możesz sprawić, że myśli o Tronie Bhaala nie powrócą do jego głowy. - Delyn dalej wpatrywała się w twarz starszej córki Goriona . - Sarevok nie znalazł się przypadkiem w tym burdelu. Ani ty nie trafiłaś tam przypadkiem. Może nawet śmierć biednego Jona nie była przypadkowa. Ani to, że tuż pod Cynamonową Dziewczyną zaatakowali was wynajęci przez Zhentarimów zabójcy, żeby pozbyć się dziedzica Żelaznego Tronu. Dzięki temu, zaczęliście podróżować razem.

Umysł Steele starał się przetworzyć to, co usłyszała i nie popaść w obłęd. Rozpacz, złość, niedowierzanie buzowały w jej głowie jak w tyglu. Nie, to niemożliwe. Niemożliwe. Im mocniej czuła, że to prawda, tym bardziej chciała usunąć słowa Delyn ze świadomości. Nie słyszeć tego, co się do niej mówi Harfiarka. Zapomnieć.

- Oszalałaś... - wykrztusiła tylko elfka.

- Jon, którego znasz jest tym, kim miałby szansę stać się Sarevok. Gdyby jego życia od początku nie zatruły nienawiść i przemoc. Ty też jesteś Dzieckiem Bhaala. Także nosisz w sobie zło. Ale ciebie uczono, by je kontrolować, a jego by mu ulegać. - Harfiarka sięgnęła do kieszeni swojej fioletowej szaty. Wyjęła stamtąd srebrny dukat. Obracała go w palcach, metal mienił się w jej dłoni. - Jesteście jak dwie strony tej samej monety. Dwa różne życia, choć cały czas połączone.

- Nie wierzę ci. - Steele próbowała zaprzeczyć, wyprzeć ze świadomości to, co usłyszała. Oparła dłonie o blat stołu. Zacisnęła palce na karcie mapy. Przed oczami miała dwie figurki. Miniaturowe podobizny siebie i Jona, splecione ciasno purpurową nicią. Tak ciasno, że stanowiły teraz jedną postać. Powtarzała w myślach. Nie! Nie! Nie! - Jeśli ci z Żelaznego Tronu rozpoznają Jona, jako pieprzonego Sarevoka, to ci uwierzę. - córka Goriona podniosła wzrok znad mapy, wbiła go w starszą kobietę. Gorączkowo broniła swojego świata. Świata, który na jej oczach wymykał się jej z rąk i rozpadał w pył. - A potem go zabiję.

- Nie oddam go z powrotem w ręce Tronu. Chcieliby znowu zrobić z niego potwora. Jon z Asbravn, którego znasz, to Sarevok syn Żelaznego Tronu. Wiesz, że mam rację. - w głosie Delyn brzmiała straszna, ostateczna pewność. - Wiesz, że to prawda.

- Czyli to Jon jest tym skurwysynem, który zabił mi ojca?

- Był nim. Zanim odwróciłam monetę. - Harfiarka trzymała w palcach srebrny dukat. - Odwróciłam monetę by porzucony chłopiec nie stał się nowym Panem Mordu.

- Czemu... - składanie słów przychodziło Steele z taką trudnością. - ..czemu po prostu go nie zabiłaś, żeby się nim nie stał?

- On ma żyć. Tak jest mu przeznaczone. - tak często to powtarzała. Skąd do cholery mogła wiedzieć, co jest im przeznaczone?

- Ten skurwysyn zabił mi ojca! - elfka wybuchnęła gniewem. Jeśli to wszystko była prawda...

- Jest dla ciebie tylko skurwysynem, który zabił ci ojca?- zapytała Delyn.

Świat na chwilę zamarł, czekając na odpowiedź Steele. Ale ona nie była w stanie wykrztusić słowa. Czuła jedynie opór, przed zaakceptowaniem tego, co usłyszała. Wściekłość, ból i żal. Kurewski, potworny żal, że najgorszy sen, jaki mogła sobie wyśnić, na jej oczach staje się prawdą.

Co miała powiedzieć Imoen? Że spała z zabójca Goriona? Że na myśl o zemście na Jonie świat usuwa jej się spod nóg? Nie, to nie mogła być prawda, była zbyt okrutna. Pierdoleni Harfiarze kpili sobie z niej, grając w swoje gierki. Wyciągnie stąd Jona i resztę, a potem zniszczą Żelazny Tron.

I właśnie wtedy dotarły do nich odgłosy walki, rozgrywającej się gdzieś na dole.