Witam to już drugi rozdział. Staram się ze wszystkich sił , kolejne rozdziały będą się ukazywać raz w tygodniu. Miłego czytania.
Rozdział 2
Następnego dnia Harry i Ron zostali obudzeni przez chłopaka łudząco podobnego do wybrańca lecz z niebieskimi oczami.
-Jak się tu znaleźliście?-
-Lucas daj im spokój, To że ktoś jest do ciebie podobny nie znaczy że jest z tobą spokrewniony.- rudowłosy chłopak spokojnie siedział na swoim łóżku. Był bardzo podobny do bliźniaków.-Ja nie szaleję że pojawił się ktoś o podobnym kolorze włosów.-
-Chłopaki przyzwoitość i dobre wychowanie każe się przedstawić. Nazywam się Orion Black a ci dwaj nie wychowani to Ron Weasley i Lucas Potter.-
Przyjaciele spojrzeli na siebie zaskoczeni.
-Jestem Dean Kent a to Norbert Taron. Przybyliśmy późno więc w gabinecie dyrektora tiara nas przydzieliła.-Harry ich przedstawił i podał historyjkę którą kazał opowiadać Dumbledor.-Jest z nami jeszcze moja kuzynka Lily Parker.-
-Fajne masz nazwisko Dean jak Superman.-zwrócił uwagę Orion.-Twoją słabością jest kryptonit?-
Harrego/Deana zaskoczyła wiedza u Blacka, skąd znał ten komiks skoro jego rodzina miała fioła na punkcie czystej krwi. Widocznie nie tylko Syriusz był czarną owcą w tej rodzinie.
-Nie, nie jestem też ze stali. Potrafię jednak latać tylko na miotle.-
-Dean jest niezłym szukającym.-Ron/Norbert wyjął z kufra ubranie na zmianę.-Co ty na to by zwracać się do ciebie Superman?-
-Nosisz nawet okulary Clark.-Black wziął przykład z Rona/Noberta.-Skoro już wstaliśmy wcześnie możemy iść na śniadanie a później na boisko by sprawdzić czy Dean jest tak dobry jak go chwali Norbert.-
-Nie mam miotły.-powiedział Harry/Dean.
-Zagramy szkolnymi.-machnął ręką Potter.
Kiedy chłopacy byli w pokoju wspólnym zastali kilka rannych ptaszków z Hermioną/Lily która znów coś czytała. Widok krewnych przyjaciół ją nieco zaskoczył. Kiedy tylko Harry/Dean przedstawił swoich współlokatorów pomyślała że to przeznaczenie sprawiło że Ron i Harry się zaprzyjaźnili jak ich dziadkowie. Weasley był bardzo podobny do bliźniaków. Zachowywał się jednak rozsądniej. Przed wejściem do dużej sali przeszli obok ślizgonów na których czele szedł Tom. Lucas niby przypadkiem trącił przyszłego czarnego pana.
-Uważaj jak chodzisz Potter.-powiedział blond chłopak z ulizanymi włosami.
-Mogę się założyć że to Malfoy.-szepnął Haremu/Deanowi przyjaciel.
-A nic nie powiesz na sam-wiesz-kogo?-zapytała Hermiona/Lily równie cicho.
Rudowłosy chłopak zadrżał więc dziewczyna postanowiła na osobności porozmawiać z nim by nie reagował tak za każdym razem skoro mogli go często spotykać. Zauważyła że Harry/Dean też jest lekko spięty. Tom powstrzymał wzrokiem Malfoya i na dłuższą chwilę spojrzał na zielonookiego.
Zbliżył się i dotknął blizny po zabójczym zaklęciu.
-Interesująca blizna.-
-Zostaw go.-Lucas zasłonił swojego wnuka.-Dean chodźmy do stolika.-
Gryfoni odeszli więc uczniowie z domu węża poszli do swojego stolika. Harry/Dean czuł w czasie posiłku złapał Toma na śledzeniu.
-Lepiej trzymać się od nich z daleka.-powiedział Orion.-Moja rodzina od zawsze była w slyhterine, postanowiłem złamać tradycję. -
-Jeśli Riddle będzie cię zaczepiał przyjdź z tym do mnie Dean.-
-Spoko wiem co robić.-
Po śniadaniu poszli na boisko, dołączył do nich jeszcze Alastor Moody oraz Fergus Simons. Fergus był wysokim wysportowanym blondynem z brązowymi oczami, przeciwieństwo Malfoya. Moody wyglądał na swoje przeciwieństwo. Ufny, przystojny , kochający sport oraz podrywacz. Hermiona/Lily czuła się dziwnie jak karmił ją słodkimi słówkami. Harry/Ron czuł się wspaniale będąc w powietrzu, chociaż miotała na której się znajdował nie była Błyskawicą. Do dziewczyny dosiadła się Sarah.
-Widzę że ci znów grają w Quddich, gdyby mogli spędzali by całe dnie na boisku.-
-Chłopaki i ich sport.-wzruszyła ramionami . Zamknęła książkę którą czytała.-Dzięki za wczorajszą pomoc.-
-To zadanie prefekta. Co czytasz?-
-Tajemnice magii.-Hermiona już wcześnie była w bibliotece.-Kiedy Dean i Norbert grali w Quddich zawsze czytałam. Niezbyt interesuje mnie sport.-
-Dean powinien grać w zespole, pogadam z Hektorem Lupinem...-Sarah nagle zamilkła.-A co robią ta te żmije?-
Hermiona/Lily spojrzała w tym samym kierunku i zdrętwiała. Malfoy z innymi ślizgonami mieli ze sobą miotły.
-Potter zagrajmy przeciwko sobie!-
-Nie zamierzam marnować czasu na was.-
Tom jako jedyny nie miał miotły, dla niego szkoda było czasu na coś co nie daje żadnego pożytku. Zainteresował go jednak nowy uczeń. Kiedy tylko dotknął blizny usłyszał głos kobiety „Proszę tylko nie Harry." a następnie błysk zielonego światła. Znał tylko jedno zaklęcie lecz ono było zabójcze. Musiał dowiedzieć się jak dzieciak przeżył i czemu twierdził że nazywa się Dean Kent. Nagle przypomniał mu się komiks który zabrał jednemu chłopakowi z sierocińca. Superman, dokładnie tak nazywał się superbohater którym był ukrywający się za okularami dziennikarz Clark Kent. Harry/Dean potraktował mecz zupełnie serio jak pozostali gracze. Szukającym ślizgonów był niski chłopak o szczurzej twarzy i wrednym uśmiechu Aleksander Pinch. Mecz towarzyski zainteresował pozostałych uczniów zapełniających trybuny. Drużyna gryfonów wygrała 200 do 50.
