hulk12 jeśli chodzi o Alpharda to zostanie wprowadzony już wkrótce. Imiona już piszę bez ukośnikó do długości poprzedni tekst był pisany w pośpiechu. Jeśli chodzi o kolejne postaram się pisać minimum dwie strony.

Życzę wam rodzinnych i wesołych świąt. To już kolejny rozdział przygód naszych przyjaciół w innym czasie. Miłego czytania.

Rozdział 3

Przed klasą transmutacji zebrali się już uczniowie czekając na profesora. Harry razem z innymi chłopakami ze swojego domu rzucali do siebie piłeczkę tenisową wyczarowaną przez Oriona. Tom patrzył na bawiących się gryfonów z pogardą, nie rozumiał dlaczego korzystają z rozrywek stworzonych dla bezwartościowych mugoli było o wiele więcej szlachetnych zajęć stworzonych dla czarodziei. Hogwart był miejscem pełnym magii i dla niego taka zabawa było to kpiną .

-Confringo-

Abrax rzucił zaklęcie powodując eksplozję piłki która znajdowała się w pobliżu Rona.

-Coś się stało Taron?-zadrwił wąż.-Nie powinieneś bawić się...jak to się nazywa?-

-Granat, powinieneś uważać na zajęciach.-powiedział obojętnie Tom.

Rudzielec zamierzał iść w stronę blondyna lecz drogę zastąpił mu Harry.

-Spokojnie, nie warto wszczynać bójki.-

-Riddle zajmij się swoim zwierzątkiem.-powiedział Lucas.

-Brzmi jak groźba Potter.-syknął Tom. -O ile wiem to nie Abrax bawił się granatem tylko wy.-

-To była zwykła piłeczka szlamo.-Orion nie panował nad słownictwem.

-Panie Black gryfindor traci dziesięć punktów.-

Uczniowie nagle zbledli i spojrzeli nad chłopakiem. Zrezygnowany odwrócił się starając się przybrać niewinną minę.

-To nieporozumienie...-

-Panie profesorze Malfoy rzucił Confrigo w pobliżu Norberta.-powiedziała Hermiona.

Staruszek spojrzał na ślizgona i lekko westchnął, od zawsze były jakieś niesmaki między dwoma domami.

-Oboje dostajecie szlaban, będziecie sprzątać w sali z trofeami przez tydzień.-zdecydował profesor i otworzył drzwi do klasy.-Czas zacząć lekcje.-

Każdy z uczniów zajął swoje miejsca oprócz trójki nowych uczniów. Rozejrzeli się po klasie i dostrzegli tylko jedną wolną ławkę, po stronie ślizgonów i to przed przyszłym czarnym panem.

-To będzie długa lekcja...-szepnął Ron.

Zajęli wolne miejsce, Harry nie czuł się komfortowo lecz pocieszała go myśl że przed nim jest Dumbledore. Hermiona szybko przygotowała się do lekcji.

-Kujonka...-szepnął Malfoy.

Ron zamierzał się odwrócić lecz powstrzymała go przyjaciółka.

-Norbert nie.-szepnęła.-Nie chcę stracić punktów domu o tak nieważną sprawę.-

Profesor udał że nic nie widział i rozpoczął wykład o zaklęciu kameleona.

-Jest to zaklęcie niewerbalne które sprawia że zmienia się kolor skóry który podobny jest do otoczenia. Jest to bardzo trudne zaklęcie z którego często korzystają aurorzy. Pokażę jej działanie na mnie.-

Profesor skierował różdżkę na siebie. Znikł. Kiedy znów pojawił się przed uczniami usłyszał podziw nad zaklęciem.

-Panie profesorze skoro jest takie zaklęcie to jak nie dochodzi do włamań?-zadał pytanie jeden z gryfonów.

-Zna ktoś odpowiedź?-zapytał Dumbledor.

Hermiona wystrzeliła dłoń do góry, przyjaciele byli już przyzwyczajeni. Wśród niewielu osób znalazł się również Tom. Znał to zaklęcie od dawna lecz bywało bezużytecznie kiedy mogło być przydatne.

-Panna Lily.-

-Istnieje czar który cofa zaklęcie i jest rzucone w ministerstwie oraz w niektórych domach.-

-Poprawna odpowiedź,pięć punktów.-powiedział Dumbledor-Jeśli ktoś nie życzy sobie niechcianego gościa dobrze je rzucić na dom. To zaklęcie obowiązuje również w Hogwarcie lecz na czas zajęć zostało cofnięte. Cofnąć je może jedynie osoba która rzuciła dane zaklęcie.-

-A jeśli ta osoba zginęła?-zapytał Tom.

Na pytanie prefekta zwróciło szczególną uwagę kilka osób. Troje przyjaciół spojrzało na siebie i lekko zbledli. Dla Toma śmierć była jak zdmuchnięcie ognia ze świecy, świat nadal istniał i nic się w nim nie zmieniło. Profesorowi nie podobał się ton w jakim zadano to pytanie.

-Śmierć zawsze jest tragedią panie Riddle. Jedna rodzi efekt domino przynosząc cierpienie i nienawiść.-

-Tom nie pytał się co się dzieje po śmierci lecz czy ochrona nadal będzie istniała.-wtrącił jeden z wężów.-Też jestem ciekawy.-

Harry odwrócił głowę ciekawy kto wtrąca się w zajęcia razem z innymi uczniami. Chłopak był wysoki,szczupły z czarnymi włosami związanymi w kucyk.

-Albercie nie musisz mnie bronić.-powiedział Tom.-Wykłady profesora są zawsze interesujące-

-Odpowiadając na pytanie Toma i twoje Albercie efekt ochrony słabnie aż sam zanika. Zwykle w takich sytuacjach inna osoba je odnawia.-

Nic więcej nie zakłóciło lekcji. Przyjaciele nie przejmowali się głupim gadaniem Malfoya i w końcu ślizgon odpuścił. Tom skupił całą uwagę na plecach Kenta by podrażnić Pottera. Zadanie okazało się na tyle skuteczne że na korytarzu Lucas zasłonił chłopaka.

-Nic mi nie zrobił.-powiedział Harry.-Potraktuj go jak powietrze.-

-Mordercze powietrze.-dodał cicho Ron.

-Masz rację Norbert.-zgodził się krewny Rona.-Idźmy do miejsca by ewakuować się od tego trującego powietrza.

-Diffindo-szepnął Albert.

Torba Rona została złapana przez Harrego nim upadła na podłogę.

-Dzięki Dean.-

-Spoko.-

Zielonooki spojrzał na grupkę w której stał winowajca lecz nie posądził nikogo. Nie zamierzał doprowadzać do kolejnej sprzeczki, nie potrafił też powiedzieć kto dokładnie za to odpowiada.

W czasie przerwy między lekcjami Hermiona zaciągnęła przyjaciół do biblioteki.

-Czemu nie możemy spędzić wolnego czasu na dworze Miona?-jęknął Ron.

Na ich stoliku były książki poświęcone tajemniczym zaginięciom, czasowi oraz pokrewne tematycznie. Od zawsze dziewczyna szukała odpowiedzi w książkach.

-Chcę wrócić do swoich czasów, nie podoba mi się że jesteśmy zbyt popularni wśród ślizgonów.-

-Przejmujesz się gadką Malfoya?-zapytał rudzielec.-Ta rodzina ma większe ego niż cała rodzina królewska.-

-Ron w świecie czarodziejów nie ma królów ani książąt.-

-Powiedz to tym wężom.-

Harry instynktowne poczuł się obserwowany i spojrzał na drzwi. Zmysł go nie mylił, Tom był w towarzystwie chłopaka który wcześniej wtrącił się na zajęciach.

-Ron, Hermiona nie czas teraz na dyskusje, mamy towarzystwo.-

Tak jak chłopak się domyślił ślizgoni zamierzali podejść do ich stolika więc Hermiona wzięła kilka książek.

-Norbert pomóż mi.-

Tom z Albertem zajęli miejsca zwolnione przez przyjaciół Harrego.

-Hej Dean czemu siedzisz w wolnym czasie w bibliotece ?-zapytał Riddle.

-To trochę dziwne spędzać wolny czas tutaj.-dodał Albert.

Ron szybciej wrócił do przyjaciela i usłyszał pytanie.

-Niektórzy lubią czytać Riddle.-powiedział szybko.-Chodźmy Dean, Lily na nasz czeka.-

Tom potrafił poznać kto kłamie. Nie miał wątpliwości że Taron kłamie mu prosto w oczy.

-Też lubię czytać Norbercie. Powiedz czytałeś „Historię Hogwartu"?-

-Po co to czytać?...-Ron spojrzał na Harrego który dawał mu znaki.-Zdecydowałem zostawić tę pasjonującą lekturę na wieczory...dla relaksu.-

-Serio uważasz że to pasjonujące?-zapytał Albert.

-Lily nas woła.-powiedział Harry.-Do zobaczenia na lekcjach.-

Kiedy tylko troje przyjaciół odeszło Tom wypytał bibliotekarkę o książki które mieli gryfoni. Wieczorem chłopak siedział na fotelu w salonie węży bawiąc się pierścieniem który był jego dziedzictwem. Intrygował go wybór książek trójki nowych uczniów. Miał więcej pytań niż na początku lecz zamierzał poznać całą prawdę. Wiedział że im większa była wiedza o człowieku tym lepiej się nim manipulowało. Tom był mistrzem manipulacji.