3. Bo cię uwielbiam

Naruto siedział na kanapie i ledwo rejestrował fakt, że kolejne osoby opuszczały garderobę. Niedawno zakończyli próbę i, w odróżnieniu do pierwszej części sztuki, druga przebiegła bez żadnych komplikacji. Do tej pory Uzumaki nie potrafił pojąć, czym kierował się choreograf i z jakiego powodu Uchiha mu na to wszystko pozwalał. Im dłużej zastanawiał się nad zachowaniem shite, tym bardziej uzmysławiał sobie, że Sasuke tak na dobrą sprawę w dalszym ciągu stanowił dla niego zagadkę. A wydawałoby się, że już dawno rozgryzł kochanka. No cóż, widocznie się przeliczył i zapewne mężczyzna jeszcze nie raz i nie dwa go zaskoczy, ale to wcale nie oznaczało, że był zły czy coś w tym guście. Nieprzewidywalność była jedną z cech, które Naruto przyciągały do tego tajemniczego człowieka. Uwielbiał po kolei odkrywać różne karty osobowości Uchihy, czasami nie do końca wierząc, że tylko on może je widzieć. Tak, jakby widok Sasuke, który porzucał obojętność, jaką zwykle się otaczał, był zarezerwowany jedynie dla niego.

Niemniej jednak coś innego przebijało się przez wydarzenie związane z choreografem. W zasadzie wspomnienie rozmowy sprzed kilku godzin również wiązało się z Orochimaru, ale dotyczyło czegoś innego niż bezczelnego obłapiania syna pracodawcy. Naruto rzeczywiście się zdziwił, gdy dyrektor teatru wraz z choreografem (którego tak na wszelki wypadek postanowił mieć na oku i to nie dlatego, że był zazdrosny!) zawitali do garderoby, chcąc porozmawiać z nim i Sasuke. A jeszcze bardziej się zdziwił, gdy Fugaku oznajmił, że ot tak, na zaledwie miesiąc przed premierą, zmieniają scenę walki. Oczywiście nowy układ był trudniejszy i zawierał więcej skomplikowanych elementów od poprzedniego, bo jakżeby inaczej. Momentami naprawdę odnosił wrażenie, że z nieznanych mu powodów Orochimaru uwziął się na aktorów i specjalnie podkręcał wymagania. Jak nic testował ich limit, pytanie tylko: po co? Uzumaki nie znał odpowiedzi na tę zagrywkę choreografa, który zdawał się cieszyć z jego zaskoczonej miny na wieść o modyfikacjach w scenariuszu. Czasami miał dość tego konkretnego pracownika, który, ku jego niezadowoleniu, mimo wszystko był postawiony wyżej od niego i Naruto, chcąc nie chcąc, musiał się z nim liczyć. Frustrowało go to, że choreograf bywał bezkarny i pozwalał sobie na za wiele, ale przez jego pozycję, nikt nie potrafił się przełamać i zwrócić mu uwagi. Uzumaki jednak nie miał takich oporów i już dawno wygarnąłby Orochimaru, co o nim myśli, ale powstrzymywał go jedynie Uchiha, który zabronił mu samowolki w działaniu. Jak by nie patrzeć, takim zagraniem Naruto mógłby stracić pracę… a tego Sasuke nie chciał. Nie chciał innego partnera, a już tym bardziej nie miał zamiaru pracować z Nejim, który prawdopodobnie zostałby wciągnięty do ekipy, gdyby nie obecny shitezure.

Przez ogólne zamyślenie Naruto nie zauważył, że garderoba praktycznie opustoszała. Podniósł wzrok, który uparcie wbijał w podłogę, i zaskoczył go widok osoby, która stała kilka kroków przed nim. Zaraz jednak się opamiętał i już przytomniej przyjrzał się Sasuke.

— Co myślisz o tych zmianach? — Uzumaki nie mógł powstrzymać się od zadania tego pytania. Naprawdę. Nie żeby chciał na głos wyrazić swoje niezadowolenie, ale po prostu ciekawiło go zdanie Uchihy na ten temat. To też nie tak, że wątpił w siebie czy partnera, że nie podołają wymaganiom. Co to to nie. Był pewny, że zdołają z Sasuke opanować nowy układ, może nie w mgnieniu oka, ale zrobią to przed głównym występem.

Sasuke uniósł brew, po czym ledwo zauważalnie wykrzywił kąciki ust w parodii uśmiechu. Jednak nie odezwał się nawet słowem. Cały czas patrzył uważnie w niebieskie tęczówki, które z zapałem śledziły każdy jego ruch. Mężczyzna widział, jak Naruto szerzej otwiera oczy ze zdziwienia, gdy zaczął podchodzić do kanapy. Kiedy stanął dokładnie między nogami Uzumakiego, pochylił się i położył dłonie na oparciu wypoczynku. W tym momencie Naruto nie miał dużego pola manewru i właśnie o to chodziło Sasuke. Uśmiechnął się zaczepnie, po czym wychylił się jeszcze bardziej i cmoknął partnera w usta. Dopiero wtedy postanowił coś powiedzieć.

— Nie są złe — wyszeptał w jego wargi, owiewając je ciepłym oddechem. Z tak niewielkiej odległości spoglądał prosto w zaskoczone, ale również błyszczące podekscytowaniem oczy Naruto. — Poza tym mamy dużo wolnego czasu — dodał i ponownie pocałował Uzumakiego, ale tym razem głębiej, mocniej i intensywniej.

Mężczyzna jęknął mu w usta, ale za nic w świecie nie przerwałby tego pocałunku. Fakt, zdziwił się tą nagłą otwartością Sasuke, ale domyślał się, że prawdopodobnie nie było już nikogo, kto mógłby ich nakryć. Postanowił więc rozkoszować się chwilą i czerpać z niej jak najwięcej korzyści, póki Uchiha wykazywał się inicjatywą. Podobał mu się sposób, w jaki kochanek na niego patrzył, również to, jak shite górował nad nim i jasno dawał do zrozumienia, że w tym momencie to on rządził. A Naruto całkowicie się temu poddał, czując, że nie może doczekać się wieczoru. Och! Uwielbiał tego mężczyznę i zrobiłby dla niego wszystko, byleby móc tylko cieszyć się jego bliskością.

Po dłuższej chwili Sasuke nieznacznie się odsunął, ale wciąż nie zabrał rąk z oparcia kanapy. Po prostu stał, pochylony nad Naruto i patrzył mu w oczy z emocjami, o które nigdy by siebie nie posądził. Żałował, że ojciec wrobił go w spotkanie, na które wcale nie miał ochoty, bo wiązało się to z późniejszą wizytą Uzumakiego. Odnosił wrażenie, że nie tylko on z przyjemnością by się odstresował po tym męczącym dniu. Wiedział, że shitezure pragnął go tak samo i również nie mógł doczekać się wieczoru, kiedy to w końcu będą mogli chociaż na moment o wszystkim zapomnieć. O uprzykrzającym życie Orochimaru, o teatrze i rosnącej presji, o klanie, ojcu i… Jakby przez mgłę zarejestrował dotyk na policzku, tak więc prędko porzucił natrętne myśli i ponownie zogniskował wzrok na twarzy kochanka.

— Zamyśliłeś się — wyjaśnił mężczyzna, widząc nie do końca zrozumiałe spojrzenie Uchihy. Powoli przesuwał palcami po boku twarzy Sasuke, zwyczajnie czerpiąc przyjemność z okazywania pozornie błahego gestu. W swoim związku, który ciężko było formalnie nazwać związkiem, nie mieli za dużo czasu na takie drobnostki czy cieszenie się jedynie bliskością drugiej osoby. Przeważnie ich spotkania dość szybko kończyły się w łóżku, kiedy to spragnieni siebie nawzajem oddawali się wspólnemu uniesieniu. Mało kiedy mogli na spokojnie porozmawiać, nacieszyć się swoją obecnością czy poleniuchować na kanapie. Dlatego też, gdy już nadarzyła się okazja spotkania, wykorzystywali ją w pełni i najbardziej intensywnie jak potrafili. W końcu nie było wiadomo, kiedy ponownie udałoby im się wyrwać z szarej rzeczywistości i przynajmniej przez kilka godzin udawać, że sytuacja, w jakiej obaj tkwili, wcale nie okazywała aż tak bardzo niekorzystna. Przecież mieli oczy i byli świadomi, że takie relacje, jakie dzielili, nie do końca spotykały się z akceptacją społeczeństwa. A Naruto był nawet bardziej niż pewny, że Sasuke ostatecznie wybrałby rodzinę, nie mogąc odciąć się od tradycyjnego ojca. Dlatego tak się cieszył, gdy chociaż podczas takich spotkań zgodnie nie wspominali o tym, od czego momentami chcieli uciec.

— Muszę iść. — Uchiha westchnął, po czym niechętnie zabrał ręce i się wyprostował. Naprawdę nie miał ochoty przerywać tej istnej sielanki, ale czas „rodzinnej" kolacji zbliżał się nieubłaganie. Jeśli nie chciał stracić głównej roli w sztuce, to niestety musiał się na niej pojawić.

— Wieczór nadal aktualny? — zapytał Naruto, licząc na to, że kochanek nie zmienił zdania. Zależało mu na tym, aby się odprężyć, a nigdzie nie czuł się lepiej, jak w towarzystwie Sasuke. Może czasami się kłócili, nie najlepiej się dogadywali, ale dzięki temu jedynie utwierdzali się w przekonaniu, że mimo dzielących ich różnic potrafili obok siebie funkcjonować. Niekiedy wiązało się to z pójściem jednego na ugodę, ale bardzo łatwo wynagradzali sobie kompromisy. Coś za coś.

— Może — odparł, z rozbawieniem obserwując mimikę twarzy Uzumakiego. Jak dosłownie przed chwilą wydawał się wręcz rozmarzony, tak w tym momencie zabawnie marszczył nos i nadął policzki niczym małe, oburzone odmową dziecko. — Później dam znać — dodał, kręcąc z niedowierzaniem głową. Naprawdę czasami przestawał rozumieć, czy Naruto faktycznie miał tyle lat, na ile się zachowywał. Zwłaszcza gdy coś nie szło po jego myśli — wtedy partner bywał niezwykle zabawny, a Sasuke nie był w stanie mu tego odpuścić i wręcz dolewał oliwy do ognia. Ale inaczej nie potrafił. Jeśli Naruto się nie obrażał na cały świat, to psioczył pod nosem, warczał w kierunku shite, ale tak na dobrą sprawę były to jedynie pozory. W rzeczywistości Uchiha wiedział, jak niezwykle łatwo, a tym bardziej szybko, udobruchać kochanka, co nie zawsze od razu wykorzystywał. W końcu też musiał mieć co nieco z tej jakże uroczej zabawy.

— Znacznie lepiej — stwierdził Uzumaki, mimowolnie się uśmiechając. Zanim zdążył pomyśleć, złapał rękę Uchihy i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. No nie mógł mu pozwolić tak po prostu odejść! Tak się nie godziło, zdecydowanie!

— Młotek — prychnął Sasuke, ale bez sprzeciwu dał się pocałować.

— Przynajmniej nie jestem draniem — odgryzł się, jednak nie puścił ręki kochanka.

Uchiha wywrócił oczami, ale nic nie odpowiedział na ten przytyk. Zamiast tego poruszył inną kwestię, aktualnie ważniejszą.

— Jeśli się spóźnię — zaczął, patrząc sugestywnie na palce zaciskające się wokół jego nadgarstka — to będzie twoja wina.

— A właśnie! — krzyknął Naruto, jakby nagle go olśniło. — Mów co to za kartka była i gdzie nie chcesz się spóźnić! Ale już! — dodał pozornie groźnie. Miał nadzieję, że Uchiha nie obrazi się za ten rozkazujący ton i mimo wszystko uchyli rąbka tajemnicy. Tak sam z siebie, bo przecież nie musiał się zwierzać.

— A co z tego będę miał? — drążył, wiedząc, że Uzumaki nie grzeszył cierpliwością. Mężczyzna, jeśli musiał coś załatwić lub chciał się czegoś dowiedzieć, nie owijał w bawełnę i walił prosto z mostu. Wręcz przeciwnie zachowywał się Sasuke, któremu takie droczenie z partnerem sprawiało niemałą satysfakcję.

— Draniu! — jęknął Naruto, doskonale zdając sobie sprawę, że shite robił mu na złość i specjalnie przeciągał tę rozmowę. — Ponoć się spieszyłeś — rzucił, licząc, że to wszystko załatwi.

No, niestety. Nie załatwiło niczego.

— Idealne użycie czasu przeszłego, młotku — mruknął Sasuke, a kąciki jego ust nieznacznie powędrowały ku górze.

— Niech stracę — fuknął Uzumaki pod nosem. — Co byś chciał, co? — zapytał, uważnie przyglądając się powoli mrużącym się oczom Uchihy.

— Wykaż się kreatywnością — odparł.

Naruto patrzył prosto w ciemne tęczówki, zastanawiając się, co powinien wymyślić. Nie chciał rzucać jakimiś banałami lub Bóg wie czym. Wiedział, że Sasuke bywał niezwykle wybredny i na mało co się godził.

Kolacja? Seks?

Nie, nie to.

Romantyczny spacer?

Uzumaki, weź się w garść. To dobre dla baby, nie faceta.

Szalony wypad za miasto?

Nie… a, może!

— Co powiesz na Hanami[4]? — zaproponował Naruto, zadowolony ze swojego pomysłu. — Ale oczywiście nie w Tokio, co to to nie! To by było za łat…

— Wolniej, młotku — przerwał mu Sasuke, w głowie zastanawiając się nad pomysłem. Wcześniej jakoś za specjalnie nie przejmował się Świętem Kwitnącej Wiśni, a ten jakże radosny czas spędzał albo na nauce albo pracy, którą niestety musiał przenosić do domu. To było dziwne, że nawet największe korporacje zarządzały w tym okresie czas wolny, aby pracownicy wraz z rodzinami mogli udać się na piknik i w spokoju celebrować święto. Nigdy Uchiha tego nie zrozumiał, no bo co takiego niezwykłego było w kwitnącym drzewie? Niemniej jednak wizja wyrwania się z rodzinnego miasta kusiła, bardzo kusiła. Zwłaszcza, że wtedy naprawdę mógłby się oderwać od szarej rzeczywistości, a wszystko to, co wiązało się z oczekiwaniami ojca, zamknąć na czas wyjazdu w jakiejś szufladce.

— No weź, draniu! To doskonały pomysł! — przekonywał dalej Naruto. Pamiętał, jak on sam, gdy był młodszy, wraz z rodzicami przygotowywali piknik i na całe dnie udawali się do parku, aby odpocząć w cieniu kwitnących wiśni. To było niezwykłe, choćby ze względu na fakt, że przez takie zwyczajne leniuchowanie na trawie Uzumaki czuł, że nieważne co by się działo, to zawsze mógł liczyć na rodzinę. Z tych przyjemnych chwil spędzonych w gronie najbliższych zapamiętał, że warto mieć kogoś, z kim można dzielić szczęście. A od kiedy poznał Sasuke, był szczęśliwy jak nigdy przedtem i chciał pokazać temu draniowi, że życie nie kończy się tylko na pracy i czasami można pozwolić sobie na swobodę. Od odrobiny lenistwa świat się jeszcze nie zawalił.

— Na kartce był adres, jak już musisz wiedzieć — wyznał Uchiha, nie mając pojęcia czemu Uzumakiemu tak bardzo zależało na poznaniu zawartości świstka papieru.

— Znaczy, że się zgadzasz?! — Naruto od razu ożywił się, jedynie na krańcu świadomości rejestrując fakt, że Sasuke zdradził treść karteczki.

— Tego nie powiedziałem — bronił się, zupełnie jakby chciał zachować pozory swojego dystansu i chłodnego podejścia nawet do przyziemnych spraw.

— I tak mi to wystarczy — odparł Uzumaki, za wszelką cenę starając się powstrzymać szeroki uśmiech cisnący się na usta. Tak dawno nie brał udziału w Hanami i zwyczajnie tęsknił za rodzinnymi piknikami. Jednak kiedy podrósł i stał się samodzielny, jego rodzice z powrotem przeprowadzili się do Ameryki Północnej, a on został sam w Kraju Kwitnącej Wiśni. Co prawda mógł wracać z nimi, ale za bardzo pokochał Japonię, żeby po kilku latach, jak gdyby nigdy nic ją opuścić. I w tym momencie nie żałował podjętej decyzji, mimo że czasami brakowało mu obecności nadopiekuńczej matki i wyluzowanego ojca. Na samo wspomnienie o nich uśmiechnął się pod nosem, bo jego rodzice stanowili niezwykłą mieszankę wybuchową. Naprawdę odczuwał ich brak, ale wiedział, że w razie czego śmiało może wsiąść w pierwszy lepszy samolot i odwiedzić małą, rodzinną farmę. Kiedyś na poważnie będzie musiał pomyśleć o kilkudniowej wycieczce do Stanów Zjednoczonych. — A druga część? — zapytał, żeby w jakiś sposób odgrodzić się od napływających do głowy wspomnień. Kochał swoich rodziców i postanowił, że prędzej czy później zdecydowanie ich odwiedzi. Jednak Sasuke także był dla niego ważny i również mu chciał sprawić radość, mimo że zdawał sobie sprawę, że Uchiha nie angażował się w ten związek tak bardzo jak on sam. No cóż, trudno. Kushina zawsze próbowała wbić synowi do głowy, że za łatwo się przywiązywał do różnych ludzi i za bardzo poświęcał własne uczucia, żeby tylko kogoś uszczęśliwić. Ale Naruto taki już był, a że Sasuke obecnie z nim tworzył coś na miarę związku, to nie widział żadnych przeciwskazań, aby czerpać z tej sytuacji jak najwięcej się tylko dało. O konsekwencje pomartwi się innym razem.

— Druga część. — Uchiha się zamyślił, udając, że próbował sobie przypomnieć o co chodziło ojcu. Zdecydowanie grał na zwłokę i chciał jak najbardziej dopiec Uzumakiemu, ale ten wcale nie sprawiał wrażenia obrażonego czy zniecierpliwionego przedłużającym się czekaniem. — Rodzinna kolacja, nic ciekawego — odparł w końcu i westchnął, coraz bardziej czując, że naprawdę nie miał ochoty brać udziału w tej całej szopce z ojcem w roli głównej.

Naruto tylko odrobinę się skrzywił, zauważając zrezygnowanie Sasuke na wspomnienie o spotkaniu w gronie rodziny. Wiedział, że partner zdecydowanie inaczej podchodził do swojego klanu i nie czuł się związany z bliskimi tak jak on sam. Uzumaki kompletnie w inny sposób odnosił się do kwestii więzów krwi i dzielił z Kushiną i Minato prawdziwe, rodzinne relacje. Od zawsze był dla matki kochanym dzieckiem, które nie raz i nie dwa dawało jej popalić, ale kobieta nigdy nie ukrywała, że syn był dla niej oczkiem w głowie. Natomiast ojciec cieszył się, że miał komu przekazać wiedzę, kogo nauczyć gry w piłkę nożną czy jazdy samochodem albo zwyczajnego, domowego majsterkowania. Jednak jeśli chodziło o Uchihę, to Uzumakiemu wydawało się, jakby ten był dla Fugaku jedynie maskotką, którą mógł się pochwalić w snobistycznym towarzystwie. Że Sasuke ukończył taką a taką szkołę, że miał najlepsze wyniki, że został aktorem jak dziadek, wujek czy brat, ale nic więcej. Liczyły się jedynie osiągnięcia, a nie to, co młody Uchiha musiał przejść. Tego już nikt nie dostrzegał, a tym bardziej Fugaku zdawał się być ślepy na ciężką pracę syna i przeszkody, które musiał pokonać, aby dostać się tam, gdzie był — na sam szczyt.

Uzumaki oprzytomniał dopiero wtedy, gdy poczuł chłodne palce na swojej dłoni. W mig porzucił rozmyślanie o relacjach Fugaku i Sasuke, bo przede wszystkim nie miał prawa się wtrącać w sprawy rodzinne kochanka. Uśmiechnął się ciepło do partnera i wyznał cicho:

— Cieszę się, że mi o tym powiedziałeś.

Uchiha w odpowiedzi jedynie prychnął, udając, że w ogóle nie przejął się słowami Uzumakiego. Ponownie zerknął znacząco na rękę zaciskającą się wokół nadgarstka, czekając, aż Naruto zdecyduje się go puścić.

— Urwij się wcześniej, jak możesz — mruknął Uzumaki i wstał z kanapy. Cmoknął szybko Uchihę w usta, po czym dopiero zabrał dłoń z jego ręki.

— Wątpię, że się uda — odparł i przeciągnął się, prostując obolałe mięśnie. Za długo się pochylał, przez co w tym momencie odczuwał tego skutki. Spojrzał jeszcze przelotnie w niebieskie tęczówki, po czym zaczął zbierać się do wyjścia. Niestety, ale czasu miał coraz mniej, a musiał pojechać do domu, żeby jako tako ogarnąć się po próbie. — Do później, młotku — rzucił, zanim opuścił garderobę i zamknął za sobą drzwi.

— Tak, do później — odparł Naruto i zarzucił sobie torbę na ramię, a następnie także wyszedł z pomieszczenia. Wyglądało na to, że zostało mu kilka godzin, zanim pojedzie do Sasuke. Mimo tego w końcu uśmiechnął się szeroko, bo nie dość, że Uchiha wyznał mu cel wcześniejszej wizyty Fugaku w pokoju aktorów, to jeszcze czekał go przyjemny wieczór spędzony w towarzystwie kochanka. Lepiej być nie mogło. Po prostu.


VvV

4 — Hanami — Święto Kwitnącej Wiśni, ogólnie mam nadzieję, że ten substytut Wielkanocy wystarczy. W Japonii raczej ciężko o celebrację tego święta ze względu na odmienną religię, dlatego też wybrałam japońskie święto zbliżone czasowo do Wielkanocy