5. Bo jesteś pokusą

Sasuke zajechał na strzeżony, podziemny parking znajdujący się pod apartamentowcem, w którym mieszkał. Przekręcił kluczyk w stacyjce, po czym całkowicie opadł na siedzenie i przymknął oczy. Dopiero dochodziło za piętnaście dziewiąta, a on nie miał nawet siły, aby wysiąść z auta. Bardziej niż trening z wymagającym Orochimaru, wymęczyło go rodzinne, urocze spotkanie. Naprawdę nie spodziewał się, że ojciec wrobi go w kolację, na której będzie obecna jego narzeczona. Co prawda nie miał z nią najgorszych stosunków, pokusiłby się o stwierdzenie, że te kształtowały się na dodatnim poziomie, ale nie tak wyobrażał sobie spędzenie wieczoru. Chociaż noc jeszcze na dobre się nie zaczęła i miał plany, jak wykorzystać najbliższe kilka godzin. O ile prędzej nie zaśnie ze zmęczenia.

Mężczyzna ziewnął, nie kłopocząc się z zasłonięciem sobie ust dłonią, a następnie opuścił ciepłe wnętrze samochodu. Temperatura na parkingu była niższa niż w wygrzanym aucie, ale Sasuke zbytnio się tym nie przejął. Szybko pokonał drogę do windy, żeby czym prędzej dostać się na piąte piętro, gdzie mieścił się jego apartament. Całe szczęście, że nie mieszkał na samej górze, bo chyba zasnąłby podczas jazdy na wyższe części budynku.

Dźwig zainstalowany był po środku tylnej ściany apartamentowca, a oszklona konstrukcja windy pozwalała na podziwianie widoków w trakcie jazdy. Choć Uchiha uważał, że nie było czego oglądać — dookoła rozchodziły się jedynie mniejsze lub większe budynki, a w niektórych oknach paliły się światła. Niezwykle interesujący krajobraz w zabudowanym terenie znajdującym się niemal w centrum Tokio.

Kiedy winda się zatrzymała, z głośników rozległ się wyraźny, głośny komunikat: „Piętro piąte", po czym drzwi się rozsunęły. Sasuke odbił się od ścianki i w drodze do swojego mieszkania wyciągnął z kieszeni spodni portfel, gdzie trzymał kartę zbliżeniową. Spokojnie stanął pod drzwiami, przyłożył „klucz" do czytnika, a następnie nacisnął klamkę i wszedł do niewielkiego korytarza. Z racji minimalistycznego wystroju przedpokój sprawiał wrażenie znacznie większego niż był w rzeczywistości. W przejściu znajdowała się jedynie garderoba z lustrem i rozsuwanymi drzwiami.

Mężczyzna ściągnął buty, aktualnie nie przejmując się porzuceniem ich praktycznie na środku korytarza, i przeszedł w głąb mieszkania. Najpierw wstąpił do kuchni, która znajdowała się najbliżej i tam wstawił wodę w czajniku elektrycznym. Również z niewielkiej szafki wyciągnął kubek, opakowanie z zieloną herbatą i zaparzacz w kształcie srebrnej kulki, do której wrzucił ususzone liście. Musiał napić się czegoś mocnego, a o tej godzinie kawa jedynie by go zmuliła, tak więc postawił na niezawodną herbatę o nieco gorzkawym smaku. Kiedy tylko zalał naczynie wrzątkiem, niemal od razu skierował się do sypialni, aby ostatecznie pozbyć się garnituru. No cóż, niestety Fugaku wymagał od syna, aby ten prezentował się nienagannie na rodzinnej kolacji, a to, że było za ciepło i duszno jak na taki formalny strój, okazało się kompletnie nieistotne.

W każdym razie Sasuke ledwo zdążył zrzucić z siebie marynarkę, gdy po mieszkaniu rozległ się krótki dźwięk dzwonka. Zerknął smętnie na duże, wygodne łóżko i, żegnając się z wizją snu, poszedł sprawdzić kogo przywiało. Po otworzeniu drzwi dosłownie na moment go zamurowało, gdy zobaczył szczerzącego się Naruto. Kompletnie wyleciało mu z głowy, że mężczyzna miał do niego przyjść, mimo że na parkingu jeszcze o tym pamiętał.

— Cześć — przywitał się Uzumaki i, korzystając z okazji, że gospodarz się przesunął, wszedł do środka.

Uchiha najpierw zamknął drzwi, upewniając się, że są zablokowane, po czym dopiero zerknął na swojego gościa.

— Cześć — powtórzył po nim. Nie przejmując się obecnością kochanka, ponownie skierował się do kuchni, aby wyciągnąć zaparzacz z kubka. Stanął przodem do blatu i wykrzywił usta w niewielkim uśmiechu, gdy poczuł ciepłe ciało przylegające do pleców. Po chwili również dłonie Naruto znalazły się na szafce, idealnie osaczając go z obu stron. Konkretnie. I szybko. — Aż tak ci się spieszy? — zapytał i upił łyk herbaty, nieznacznie się krzywiąc — wciąż była za gorąca. Odstawił kubek na blat, zauważając, że jedna ręka Uzumakiego zniknęła, a kołnierzyk jego koszuli został niebezpiecznie odchylony. Parsknął śmiechem, gdy jego przypuszczenia się sprawdziły i był aż za bardzo świadomy dotyku gorących ust na swojej szyi.

— Może — odparł Naruto, nie przestając całować skóry Sasuke. Czarne kosmyki łaskotały go po twarzy, ale nie zwracał na nie uwagi. Ostatni raz spotkał się z Uchihą w zeszłym tygodniu, dlatego też chciał jak najlepiej wykorzystać okazję. — A jak kolacja?

Sasuke jedynie na moment cały zesztywniał na wspomnienie o kolacji i obecności narzeczonej i jej rodziny, co nie umknęło uwadze kochanka. Zaraz jednak się rozluźnił i okręcił w ramionach Naruto, aby móc patrzeć mu w oczy.

— Zbyt… formalna — stwierdził, śledząc wzrokiem mimikę twarzy Uzumakiego. Ten jednak nie sprawiał wrażenia zaskoczonego tą zdawkową odpowiedzią. Bardziej wyglądał, jakby na siłę powstrzymywał atak śmiechu. Można i w ten sposób.

— Zdziwiłbym się, gdyby twój ociec wybrał się do pierwszej lepszej knajpki ze śmieciowym jedzeniem — wyznał, lekko chichocząc, a po chwili cmoknął partnera w czubek nosa.

— Głupek — rzucił Uchiha i uderzył pięścią ramię mężczyzny. Cios nie był mocny, o czym świadczyła zadowolona mina Naruto, ale w końcu nie chodziło o to, żeby bolało. Bardziej miało przypominać to formę droczenia się i służyć jedynie za upomnienie.

Uzumaki uśmiechnął się szeroko, po czym, jakby było to najnormalniejszą rzeczą pod słońcem, przycisnął do siebie Uchihę, a dłońmi powoli zaczął gładzić mu plecy. Był nadzwyczaj rozleniwiony i aż nie miał ochoty ruszać się z kuchni, gdzie czuł się swobodnie.

— Już straciłeś zapał? — prychnął Sasuke, ale nie poczynił niczego, aby się odsunąć. Zwyczajnie stał, pozwalając się tulić i rozkoszując się leniwą pieszczotą. Mógłby nawet usnąć na stojąco, gdyby nie mężczyzna owiewający mu gorącym oddechem skórę tuż przy uchu.

— Skądże! — zaprzeczył nagle. — Po prostu, no… po prostu tak jest przyjemnie — mruknął, niemal czując jak policzki zachodzą mu czerwienią. Na pewno się wygłupił! Ale nie mógł nic poradzić na to, że czasami miał ochotę na choćby śladową ilość takich przyjemnych momentów jak ten. Och, oczywiście, że uwielbiał seks z Uchihą, ale nie był przecież robotem bez uczuć zaprogramowanym jedynie do regularnego pieprzenia się. Nie mógł obejść się bez odrobiny ciepła i akceptacji, a dzięki drobnym, z pozoru nic nieznaczącym gestom wmawiał sobie, że był potrzebny.

— Jak duże dziecko — szepnął Sasuke, ale posłusznie objął kochanka w pasie. Z niewiadomych mu przyczyn przed oczami stanął mu obraz, kiedy to z Sakurą spędzałby piątkowy wieczór. Nie wyobrażał sobie, żeby okazywał jakieś cieplejsze emocje kobiecie czy tulił się z nią w kuchni tak jak w tej chwili robił to z Naruto. Nie odczuwał potrzeby obdarzania drugiej osoby czułostkami, ale nie potrafił zaprzeczyć, że z Uzumakim było mu dobrze. Czy to w momencie, gdy uprawiali seks, czy kolejny raz kłócili się o kompletnie nieistotną rzecz czy po prostu wtedy, kiedy zmęczeni nocną aktywnością zasypiali obok siebie. To zdecydowanie nie powinno nic dla niego znaczyć, zwłaszcza z tego względu, że Naruto był jedynie jego kochankiem. Uchiha nigdy nie wszedł na niepewny grunt w rozmowie, aby jakoś określić relację, jaką dzielili. Zawsze zbywał mężczyznę, gdy ten poruszał temat ich rzekomego związku. Tak długo, jak mógł unikał deklaracji, bo zwyczajnie nie umiałby podjąć decyzji. Wiedział, że ojciec nie odpuści mu ślubu z Sakurą, a jeśli z nią by nie wyszło, to znalazłaby się inna partnerka. Fugaku o nic nie pytał, on po prostu dokładał wymagania, które Sasuke, jako przykładny syn, musiał spełnić.

— A ten, przemyślałeś już wyjazd? — zaryzykował pytanie Naruto. Niby Sasuke powiedział mu o treści karteczki i rodzinnej kolacji, ale wiedział, że z tym draniem niczego nie mógł być pewien.

— Tak jakby — odparł i westchnął cicho. Nie przyznałby tego głośno, ale wyjątkowo dobrze czuł się w towarzystwie Uzumakiego. Może momentami mężczyzna go irytował, potrafili pokłócić się o byle błahostkę, to ogólnie się dogadywali i praktycznie rozumieli się bez słów. W ciągu tych kilku miesięcy zdecydowanie aż za bardzo przywiązał się do obecności Naruto.

— Tak jakby? Draniu no, przecież to świetny pomysł! — stwierdził. — Pomyśl tylko, Hanami kontra seppuku! — ogłosił wesoło.

— Nie jestem pewny, czy chcę wiedzieć w jaki sposób doszedłeś do takich wniosków.

— No, normalnie, co nie? — lekko się oburzył, doskonale będąc świadomym, że Sasuke z niego kpił w tym momencie. — I nie nabijaj się ze mnie — dodał.

— Nie nabijam.

— Oczywiście, że nie.

— Mhm — mruknął Uchiha.

— A pomyślałem tak, bo, no… — zaczął się tłumaczyć. No szlag by trafił tego drania! — Bo fajnie będzie wyjechać gdzieś razem, a Hanami jest przed premierą w teatrze — próbował wyjaśnić. Jęknął, bo zdał sobie sprawę, że w głowie wyglądało to znacznie lepiej.

— No już, nie musisz się tłumaczyć, młotku — powiedział Sasuke, po czym nieznacznie się odsunął, żeby spojrzeć kochankowi w oczy.

Uzumaki wytrzymał czujne spojrzenie ciemnych tęczówek, a następnie puścił Uchihę. Koniec tego dobrego. Zrobił kilka kroków do tyłu i oparł się o szafki, które składały się na wyspę, przy okazji zaplatając ramiona na klatce piersiowej.

— Ale serio, w Sendai, no wiesz w prefekturze Miyagi…

— Wiem gdzie jest Sendai, Naruto — przerwał mu Sasuke.

— Nie mówię przecież, że nie wiesz — bronił się.

— Nie? A co to było, cytuję: „w prefekturze Miyagi", co?

— Draniu no — jęknął. A przed chwilą było tak dobrze! — Chyba nie chcesz się pokłócić przez głupią prefekturę? — zapytał.

Uchiha nic nie odpowiedział i jedynie prychnął, obracając się tyłem do mężczyzny. Sięgnął po kubek z herbatą i skrzywił się, gdy napój okazał się letni, prawie że zimny. Zdecydowanie wolał cieplejszą herbatę.

— No nie obrażaj się!

— Nie obraziłem się — wyjaśnił i upił kolejny łyk. Nie miał ochoty zaparzać kolejnej herbaty, a od biedy taką letnią wypije, w końcu świat się od tego nie zawali. — I nie mówię „nie" — dodał, kiedy ponownie stanął przodem do Naruto, przy okazji mrużąc niebezpiecznie oczy.

— Nie? Ale „nie", że co? — rzucił Uzumaki, całkowicie zbity z tropu. Tak nagle Uchiha wyskoczył z tym „nie", że nawet nie domyślał się, do czego mężczyzna mógł nawiązywać.

— Że nie mam nic przeciwko Sendai, młotku — prychnął, kręcąc z niedowierzaniem głową. Naprawdę czasami zastanawiał się, czy Naruto tylko udawał, czy faktycznie miał momentami problem z przyswojeniem wiadomości.

Twarz Uzumakiego momentalnie rozświetlił szeroki, szczery uśmiech. Mężczyzna miał ochotę krzyczeć z radości! W końcu z Hanami wiązało się tyle wspomnień, a tym razem, po tylu latach, znowu na spokojnie weźmie udział w celebracji tego święta. Wcześniej, gdy jego rodzice opuścili Japonię, przestał śledzić pory kwitnienia wiśni, bo podziwianie kwiatów tych drzew w samotności w ogóle go nie satysfakcjonowało. To nie było to samo co piknik z rodziną, odpoczywanie w gronie bliskich i cieszenie się ich obecnością.

— A na kiedy przewidziano prognozę kwitnienia w prefekturze Miyagi? — zapytał Uchiha. Musiał wiedzieć, czy ewentualnie nie kolidowałoby to z pracą, bo wtedy wyjazd zdecydowanie odpadał. A nawet trochę nastawił się na odpoczynek z dala od ojca.

Zapał Naruto nieco osłabł, gdy Sasuke brutalnie wyrwał go z zamyślenia.

— Czwartego kwietnia, w sobotę — ogłosił, dumny, że uprzednio się przygotował. Przynajmniej w tym przypadku Uchiha nie mógł mieć go za lekkomyślnego młotka, który jedynie rzuca pomysłami, oczekując, że inni dopilnują szczegółów. Co to to nie! Na pewno nie w tej sytuacji, gdzie wizja wyjazdu wraz z kochankiem była praktycznie na wyciągnięcie ręki. Pomyśleć, że będą mogli spędzić cały weekend poza Tokio i nie przejmować się pracą, nachalnym Orochimaru czy momentami ponurym humorem pracodawcy.

— Za tydzień… — Sasuke zamyślił się, jakby rozważał w głowie pomysł wyjazdu na dwa tygodnie przed premierą. W zasadzie krótki odpoczynek nie byłby zły, a wręcz korzystnie mógłby na nich wpłynąć. W końcu nie należało się przemęczać, a kiedy czas do głównego występu zbliżał się coraz bardziej, stres również rósł. Nawet nie chodziło o pomylenie scenariusza i wygłupienie się przed publicznością, bo ewentualnie zniosłoby się chwilowe poniżenie. Raczej wiązało się to z faktem, że właśnie takie pomyłki w najgorszym wypadku skutkowały banicją. Uchiha nie był w stanie wyobrazić sobie życia poza Japonią, mimo że wtedy zdecydowanie uwolniłby się od ojca. Tyle tylko, że pozostałby bez dumy, honoru, przynależności do klanu i bez możliwości powrotu w rodzinne strony. No, chyba że nie miał nic przeciwko przedwczesnej śmierci, gdyby zabili go jak podrzędnego przestępcę. Taka wizja wcale nie pocieszała i nie pomagała się zrelaksować.

— A za trzy premiera — dodał Naruto.

Sasuke przytaknął skinieniem głowy, wydając się trochę nieobecny. Wciąż rozważał „za i przeciw" związane z wyjazdem, bo przecież nie mógł tak łatwo się zgodzić, a później szukać byle pretekstu do odkręcania sytuacji. Jeśli coś już mówił, to mówił to na poważnie, a duma nie pozwalała mu łamać słowa. Nawet jeśli czasami okazywało się to dla niego samego niekorzystne.

— Nie daj się dłużej namawiać — jęknął Uzumaki. — Będziesz mógł prowadzić…? — podsunął, mimo że uwielbiał czynną jazdę samochodem. Takie bierne siedzenie na miejscu pasażera nie było dla niego, ale gotów był się poświęcić.

Uchiha uniósł lekko kąciki ust, uśmiechając się, w mniemaniu kochanka, przerażająco, po czym rzucił, jakby od niechcenia:

— Niech stracę. — Wiedział, że może żałować wypowiedzenia tych słów na głos. I nie pomylił się. Po chwili poczuł, jak jest wręcz miażdżony w silnym uścisku Naruto, który dosłownie w mgnieniu oka do niego doskoczył. O tyle dobrze, że zdążył odłożyć kubek na szafkę, bo nie uśmiechało mu się sprzątanie o takiej porze. — Du…sisz mnie, kretynie — wydukał. Uzumaki naprawdę mocno go trzymał, a sam nie miał możliwości wyswobodzenia się.

— A, no, nie chciałem. — Mężczyzna zaśmiał się i puścił kochanka, który odetchnął z ulgą. — Ale zobaczysz, nie pożałujesz! — zapewnił, w tym momencie nie był w stanie już dłużej powstrzymywać uśmiechu. Wyszczerzył się szeroko, po prostu ciesząc się z wyjazdu.

— Chyba już żałuję — odparł Uchiha. Mimo wszystko starał się podejść pozytywnie do kwestii Hanami. Jakby nie patrzeć sytuacja przedstawiała się w miarę stabilnie — Sakura następnego dnia wylatywała do Francji na kolejne pół roku, aby odbyć międzynarodowy staż w cenionej klinice, więc prędko znowu nie zobaczy narzeczonej. Jak również Fugaku przestanie go zamęczać tematem ślubu przez te kilkanaście tygodni, bo w końcu do tanga trzeba dwojga, a sam ze sobą się nie ożeni. Po prostu lepiej być nie mogło. W dodatku nowy układ, który zaprezentował im Orochimaru nie wydawał się taki zły i mimo niektórych złożonych ruchów dało się tego szybko nauczyć. Widocznie choreograf miał tę świadomość, że muszą przyswoić zmiany w ekspresowym tempie, więc ostatecznie nie poszedł na całość. No i pozostawała jeszcze skomplikowana relacja z Naruto — Sasuke wiedział, że decydując się na wycieczkę do Sendai, wcale nie sprawi, że oddali się od kochanka. Zdawał sobie sprawę, że w tym rzekomym związku zaszli z Uzumakim za daleko i pewne rzeczy wymykały im się spod kontroli. Póki żaden nie przyznał się głośno, że coś nie grało, to obaj mogli udawać, że wciąż tkwili w korzystnym układzie. Jednak Uchiha już dawno zauważył, że wcale tak nie było. Za bardzo przywiązał się do mężczyzny, tak samo jak ten do niego, co nie powinno się w ogóle wydarzyć. W końcu spotykali się jedynie dla seksu, dla chwili relaksu, żeby chociaż przez moment zapomnieć o otaczającej ich rzeczywistości.

W tym układzie nie było miejsca na uczucie. A już na pewno nie tak szczere i nieracjonalne, kiedy jeden nie mógł w pełni oddać się drugiemu. Kiedy to jeden drugiego okłamywał, zbywał wyrzuty sumienia drobnymi pieszczotami czy dawał nadzieję na coś, co nigdy nie będzie miało prawa się wydarzyć. Kiedy jeden traktował drugiego jako sposób na odreagowanie stresu, a nie wartościową osobę, która sprawiłaby, że w końcu stałby się szczęśliwy.

Ten układ już dawno powinien przestać funkcjonować, ale było coś, co trzymało Sasuke przy Naruto. Wielokrotnie mężczyzna próbował zakończyć tę imitację związku, wmówić sobie, że to ostatni raz, ale nigdy nie odniósł pożądanego efektu. Nie potrafił. Po ostatnim razie przyszedł kolejny i kolejny… i ciągnęło to się od sześciu miesięcy, podczas gdy początkowo miało to być jednorazowe spotkanie.

Za każdym razem, kiedy to Uchiha okłamywał nie tylko Uzumakiego, ale również siebie, mężczyzna zwyczajnie nie był w stanie odejść. Do tej pory mógł oprzeć się wszystkiemu z wyjątkiem pokusy[6]. A tą pokusą w życiu Sasuke stał się Naruto.

Uchiha przymknął na chwilę oczy, próbując odgrodzić się od nieprzyjemnych myśli. Wiedział, że był zbyt słaby, aby postawić się ojcu, aby wziąć życie w swoje ręce czy ostatecznie określić to, co wydarzyło się między nim a kochankiem. Nie raz i nie dwa zazdrościł Uzumakiemu lekkiego podejścia do problemów i ogólnej swobody lub nawet zdrowszych relacji z rodzicami. On tego nie miał, nie wiedział jak to jest podjąć dość istotną decyzję, która mogłaby okazać się sporym ryzykiem. Nie miał pojęcia jak walczyć o swoje. Jak zawalczyć o własne zdanie. Tkwił niczym kanarek w złotej klatce skazany na widzimisię ojca, który ułożył mu plan na najbliższe kilkanaście lat. A on sam biernie na to przyzwalał, bojąc się powiedzieć „stop", wyrwać spod opiekuńczych szponów i zacząć żyć.

Gdy Sasuke uchylił powieki, w zasięgu jego wzroku pojawiły się niebieskie tęczówki kochanka. Mężczyzna musiał zbliżyć się do niego, kiedy był pochłonięty przez myśli i analizowanie marnej namiastki życia. Chciał uciec, to było pewne. Tyle tylko, że nie umiał postawić pierwszego kroku. Nie sam. Wyciągnął rękę i dotknął policzka Naruto, delikatnie przesuwając palcami po cienkich bliznach. Zauważył, jak na ten gest Uzumaki zmrużył oczy, wręcz wtulając się twarzą w jego rękę.

W tym momencie żaden nie był w stanie się odezwać, ale znali się na tyle dobrze, że nie potrzebowali nic nieznaczących deklaracji. Sasuke przesunął dłoń niżej i chwycił dwoma palcami podbródek Naruto, przyciągając jego twarz jeszcze bliżej. Czuł ciepłe powietrze na swoich ustach i, nie czekając na reakcję kochanka, zrobił coś, na co obaj od dłuższego czasu mieli ochotę.

Pocałunek okazał się niezwykle leniwy i różnił się od poprzednich, które były bardziej gwałtowne, spontaniczne czy brutalne, kiedy to wręcz niemal do krwi przygryzali sobie wargi. W tej pieszczocie zabrakło obecnej wcześniej desperacji, gdy obaj nie byli pewni przyszłości „związku" i korzystali z ulotności chwili. Nie było też ogólnego pospiechu czy szaleństwa, jak gdyby bali się, że ktoś za moment mógłby ich nakryć.

— Chodź do sypialni — szepnął Uchiha w usta mężczyzny, kiedy tylko nieznacznie odsunęli się od siebie, aby zaczerpnąć powietrza. Zmęczenie całym dniem kompletnie odeszło w zapomnienie i liczył się jedynie stojący tuż przed nim Uzumaki. Wszystko inne było nieistotne. Świat się nie zawalił, czas się nie zatrzymał, a Sasuke nagle nie zapragnął zmienić swojego życia. Miał jedynie ochotę na to, aby kolejny raz ulec pokusie, która nie okazała się snem na jawie, ale była jak najbardziej rzeczywista.

Naruto był zapatrzony w kochanka jak w obrazek, ale wysilił się, żeby skinąć głową. Pokusił się nawet o złapanie dłoni Sasuke i dał się poprowadzić do innego pomieszczenia.

Na miejscu nie trudzili się z czymś tak nieistotnym jak zapalenie światła — obaj doskonale znali wyposażenie sypialni. Poza tym droga od drzwi do łóżka była banalnie prosta i szybko znaleźli się przy meblu. W ciemności nocy słyszeli jedynie swoje oddechy i widzieli zaledwie zarys sylwetek, ale żadnemu to nie przeszkadzało. Każdy ich ruch był do przesady spokojny, wyważony, przemyślany, jakby chcieli zapamiętać jak najwięcej z tej sytuacji, jakby na nowo poznawali ciało kochanka, badali nawet najmniejszą jego krzywiznę. W mroku nie było miejsca na wstyd, zażenowanie czy wycofanie się — wszystko już dawno zabrnęło za daleko.

Sasuke nie opierał się, gdy Naruto zabrał się za rozwiązywanie jego krawatu. Wręcz przeciwnie — w końcu odetchnął z ulgą, gdy ciasny węzeł przestał uciskać mu szyję. Może było to wygórowanym stwierdzeniem, ale odnosił wrażenie, jakby to uczucie stanowiło namiastkę wolności, a przynajmniej tak to odczuwał. Co jak co, ale akurat do tej sfery jego życia ojciec nie miał dostępu — młody Uchiha właśnie tylko podczas spotkań z Uzumakim mógł zerwać wszelkie więzy. Nie było żadnych ograniczeń, barier lub wymagań. Kochanek niczego nie żądał w zamian za wspólne spędzenie nocy, bo sam czerpał z tego przyjemność i między innymi dlatego Sasuke lubił z nim seks. Naruto po prostu był — tuż obok, praktycznie na wyciągnięcie ręki i gotów był się dla niego poświęcić. Szkoda tylko, że Uchiha nie potrafił tego docenić.


VvV

6 — „Mogę oprzeć się wszystkiemu z wyjątkiem pokusy" (I can resist everything except temptation) — Lady Windermere's Fan, Oscar Wilde