6. Bo cię nienawidzę
Naruto przewrócił się na drugi bok, powoli wybudzając się z mocnego snu. Sięgnął ręką, aby chwycić kołdrę i ukryć się pod nią przed wścibskimi promieniami słońca, ale nie złapał nawet skrawka materiału. Niepewnie uchylił jedno oko i dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że praktycznie leżał bez żadnego przykrycia, które w całości musiał zgarnąć Sasuke. Zapewne stosunkowo niedawno, bo to właśnie odczuwalny na ciele chłód był czynnikiem, który w dość brutalny sposób obudził Uzumakiego. Rzucił śpiącemu kochankowi mordercze spojrzenie, z tęsknotą wpatrując się w ciepłą pościel, która była poza zasięgiem jego dłoni. No tak, pora wrócić do szarej rzeczywistości.
Mężczyzna niechętnie westchnął, ale po chwili bezczynnego leżenia, kiedy sytuacja nie uległa zmianie, w końcu z oporem zwlekł się z łóżka. Przeciągnął się, tylko nieznacznie się krzywiąc, gdy kości aż nieprzyjemnie strzeliły w ramach protestu. Oczywiście, że z ogromną ochotą rzuciłby się na materac i wylegiwał się jeszcze przez dobrych kilka godzin, ale głód okazał się silniejszy. Tak więc, chcąc nie chcąc, ruszył w stronę wyjścia z sypialni, aby przygotować jakieś prowizoryczne śniadanie. Co prawda mistrzem patelni nie był, ale co nieco zjadliwego potrafił przyrządzić. Zwłaszcza jeśli miał do dyspozycji różnorodność składników w uchihowej kuchni.
Zanim Uzumaki opuścił pokój, zgarnął jeszcze z podłogi swoją bieliznę. Wszystko robił najciszej jak potrafił, aby nie zbudzić śpiącego kochanka. Cóż, wyrwany ze snu Sasuke, to wściekły Sasuke, a po tak przyjemnym wieczorze Naruto naprawdę nie miał ochoty się sprzeczać. Właściwie to kłótnia była ostatnią rzeczą, o jakiej by pomyślał, kiedy w głowie wciąż przewijały mu się obrazy z nocy. Tak więc spokojnie wyszedł z sypialni, lekko zamykając za sobą drzwi, po czym odbił najpierw do łazienki. Długo tam nie zabawił — wziął szybki, orzeźwiający prysznic, niedbale wytarł ciało czystym, białym ręcznikiem i założył jedynie bokserki, które wcześniej zabrał z pokoju. Dopiero po tym względnym doprowadzeniu się do ładu, udał się w końcu do kuchni.
Naruto nie miał żadnego problemu, aby zlokalizować potrzebne rzeczy. Nie był u Sasuke pierwszy raz i wiedział mniej więcej w jakiej szafce schowane były naczynia, przyprawy lub suche produkty spożywcze. Z łatwością odnalazł patelnię i mały garnek, po czym oba przedmioty umieścił na blacie wyspy — przy jednym z jej węższych końców umieszczona była płyta indukcyjna, a przy szerszym boku stały trzy krzesła barowe w kolorze kości słoniowej. Niby sam nie miał takich luksusów u siebie w mieszkaniu, ale nie potrzebował nowoczesnej technologii, aby przyrządzić jadalny posiłek, ale i bez tego dawał sobie świetnie radę! Rzadko kiedy jadał na mieście, bo mimo że nie posiadał wybitnego talentu kulinarnego, to lubił gotować. To go odprężało i wprawiało w pozytywny nastrój, który niekiedy psuł kochanek, gdy obrażał się na cały świat. Bo ojciec. Bez dwóch zdań dyrektor teatru nie był najlepszym tematem do rozmów, bo nie dość, że Uchiha stawał się wtedy bardziej drażliwy, to jeszcze obrywało się też Uzumakiemu, choćby przez samo to, że chciał pomóc w szukaniu wyjścia z sytuacji. Nie przejmować się — źle, próbować załagodzić sprawę — również niedobrze. Jednak zdążył przywyknąć do zmiennych humorów mężczyzny, który koniec końców dawał się przekupić amatorskim przygotowaniem ulubionej potrawy — onigiri. Sasuke nie omieszkał się skomentować pierwszych efektów zmagań kochanka w wykonaniu tej jakże trudnej przekąski. Co tu ukrywać, Naruto nie grzeszył zdolnościami artystycznymi, a w połączeniu z brakiem wprawy w gotowaniu, zdarzało się, że danie nie zawsze prezentowało się najlepiej. Ale Uzumaki się starał! Jako że też przepadał za nadziewanymi kuleczkami ryżu, to dość często ćwiczył przyrządzanie tego dania, aby z czasem dojść do perfekcji. I zaimponować partnerowi, rzecz jasna. Chciał pokazać temu draniowi, że był w stanie zrobić idealne onigiri. Najlepsze, jakie Uchiha kiedykolwiek jadł. Tak czy inaczej nie doczekał się słów uznania, ale wiedział, że drugiemu mężczyźnie smakowało to, co gotował — w innym przypadku jedzenie nie zostałoby nawet tknięte. To mu w pełni wystarczyło i dlatego nie widział powodu, przez który nie mógłby skorzystać z kuchni gospodarza w celu przygotowania skromnego śniadania. Z miejsca podarował sobie ramen, bo kochanek nie lubił tej konkretnej zupy, więc postawił wszystko na równie tradycyjny ryż i smażoną rybę.
Naruto, zanim przystąpił do kucharzenia, uszykował sobie gorącą herbatę, bo — o dziwo — nie mógł znaleźć kawy. Dopiero po przyrządzeniu napoju zabrał się za szukanie ryżu, który na szczęście leżał na wierzchu i obyło się bez otwierania wszystkich szafek. Przestawił opakowanie na wyspę, aby mieć je pod ręką, a następnie w końcu przeprowadził bezwzględny atak na lodówkę gospodarza.
Na szybko przejrzał zawartość chłodziarki, w której na szczęście odnalazł główny element śniadania — rybę, po czym zabrał się za poszukiwanie przypraw. Potrzebne składniki na całe szczęście mieściły się w jednej szafce, dzięki czemu szybko i sprawnie mógł przystąpić do gotowania. Czując się jak u siebie, położył patelnię na płycie, polał jej powierzchnię olejem i czekał, aż tłuszcz się rozgrzeje. Kiedy w końcu kawałki węgorza wylądowały w naczyniu, Naruto w spokoju mógł dopić, zapewne już chłodny, napój. Nawet wysunął rękę, aby złapać w dłoń kubek, który odłożył na wyspie w nieznacznej odległości od kuchenki, ale nie wyczuł żadngo przedmiotu. Zdezorientowany przeniósł wzrok z patelni na drugi koniec blatu i dosłownie na ułamek sekundy zastygł, gdy zauważył siedzącego na stołku gospodarza domu. Zaraz jednak się zaperzył, kiedy spostrzegł, że Sasuke, jak gdyby nigdy nic pił jego herbatę!
— Drań jeden — fuknął pod nosem. Rozzłościł się jeszcze bardziej, gdy Uchiha wykrzywił usta w perfidnym uśmieszku. — Kto by pomyślał: wielki dupek, złodziej herbaty — rzucił, splatając ramiona na klatce piersiowej. Kątem oka zerknął na smażącą się rybę i dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę, że kompletnie zapomniał o ryżu. Chwilowo ignorując obecność Sasuke, szybko wypłukał ziarna, po czym w odpowiedniej proporcji umieścił je w garnku z wodą, do której dodał trochę masła. I gotowe! Przy najbliższej okazji powinien podziękować matce, że nauczyła go tradycyjnego gotowania tej potrawy, bo w żadnej szafce nie znalazł błyskawicznego ryżu w torebkach, które wystarczy włożyć do naczynia z zagotowaną wodą, a nie bawić się w jakieś odmierzanie, płukanie i inne, zajmujące czas, niepotrzebne czynności.
— Wyspałem się, dzięki że pytasz — odparł, zwracając na siebie uwagę partnera. Zachowanie Naruto w jakiś sposób go bawiło, ale jednocześnie sprawiało, że był w stanie zmienić swoje myślenie. Że mógłby naprawdę wziąć pod uwagę to, aby ta marna imitacja związku przestałaby być jedynie układem, w którym ograniczali się do nieregularnych spotkań. Bo z Uzumakim wszystko było proste — nawet takie zwyczajne poranki okazywały się niezwykle przyjemne i aż miało się ochotę wstać z łóżka, zjeść śniadanie o normalnej porze, a później… później wspólnie poleniuchować. Niemniej jednak nie wyobrażał sobie na miejscu kochanka kobiety, życiowej partnerki czy — o zgrozo! — żony. Aż wzdrygnął się na myśl, że kiedyś sytuacja może się właśnie tak przedstawiać, że to Sakura będzie przygotowywać mu posiłki, dbać o dom i sprawiać wrażenie zarazem idealnej gospodyni domowej, jak i przyszłej matki jego dzieci.
— No chyba coś nie bardzo — stwierdził Naruto, wyrywając go z zamyślenia. — Strasznie się krzywisz — dodał i sięgnął po drewnianą łopatkę, aby przewrócić rybę na drugą stronę. Czasami zastanawiał się, co kryło się pod tą czarną czupryną, czego Sasuke mu nie mówił. Był całkowicie pewny, że ten po prostu omijał wyznanie prawdy szerokim łukiem. Oczywiście mężczyzna nie miał bladego pojęcia o co mogło się rozchodzić, ale niekiedy mimika partnera utwierdzała go w tym przekonaniu. Uchiha nie raz i nie dwa krzywił się na usłyszenie najmniejszej wzmianki o ojcu, zbywał tematy odnoszące się do ich relacji, nie chciał rozmawiać o niestabilnej przyszłości z kochankiem na boku. Życie idealne, nie ma co.
Dlatego też Uzumaki domyślał się, co zaraz padnie.
— Wątpię, żebyś dalej się szczerzył jak głupek, mając takiego ojca — prychnął Sasuke.
No tak. Naruto wiedział, że właśnie po raz kolejny usłyszy jakieś marne kłamstwo z Fugaku w roli głównej. Widocznie partner nieco się przeliczył i nie brał pod uwagę, że Uzumaki mógł się już uodpornić na powtarzające się teksty o stanowczym i przywiązanym do tradycji ojcu.
— Uwierz, że także w to wątpię — mruknął, po czym nacisnął przycisk wyłączający płytę indykcujną. Czasami zapominał, że gotowanie na tym urządzeniu szło o wiele sprawniej niż na normalnej kuchence gazowej.
Uchiha nie skomentował odpowiedzi Uzumakiego w żaden sposób. Siedział i po prostu patrzył, jak mężczyzna krząta się po kuchni, przygotowuje dwie porcje śniadania, jak bezbłędnie odnajduje się w tym pomieszczeniu. Naruto nie sprawiał wrażenia tylko kochanka, ale kogoś, kto jednak zdołał wtargnąć do życia Sasuke i całkiem szybko i przyjemnie się w nim rozgościć. Zwyczajnie tutaj pasował.
Po dłuższej chwili Uzumaki w końcu położył przed Uchihą miskę ryżu i talerz z rybą, na co ten powiedział krótkie „dzięki", z pewną dozą ostrożności przyglądając się daniu. Nie widząc nic niepokojącego, rozłamał pałeczki, ale z jedzeniem zaczekał, aż Naruto zajmie miejsce. Dopiero kiedy mężczyzna usiadł tuż obok niego, w milczeniu zaczęli przeżuwać kolejne kęsy.
Pierwszy raz od dawna kompletnie nie wiedzieli, co mogliby powiedzieć, aby w jakiś sposób przerwać ciszę. Jakby nie patrzeć już poprzednie spotkanie miało być tym ostatnim, a tu proszę, w sobotni poranek siedzieli ramię w ramię w kuchni i w spokoju jedli śniadanie, jakby było to najnormalniejszą rzeczą pod słońcem.
Niestety nie było. I obaj doskonale zdawali sobie z tego sprawę. Mimo wszystko trudno było nagle porzucić coś, co trwało od sześciu miesięcy, a czego nie miało się ochoty kończyć. Gdyby było inaczej, Sasuke w życiu nie zgodziłby się na wyjazd do Sendai, aby jak jakaś normalna para zakochanych oglądać przekwitające drzewa wiśni. Gdyby było inaczej, Naruto nie pchałby się w związek z osobą, która na dłuższą metę nie mogła zapewnić mu niczego — nawet tego, że ponownie się spotkają. Ale Uzumaki chciał wierzyć, że będzie dobrze i póki nic nie wskazywało na dramatyczne zakończenie, tak właśnie myślał. W końcu Uchiha mu uległ, zdecydował się pojechać z nim do innej prefektury i wziąć udział w Hanami. Jako że Święto Kwitnącej Wiśni akurat dla niego znaczyło bardzo wiele, to tym bardziej cieszył się jak dziecko, że ponownie przyjdzie mu celebrować ten dzień w obecności bliskiej osoby. Choćby miało być to ich ostatnim, wspólnym wspomnieniem — a przynajmniej tak sobie Naruto wmawiał. W przeciwieństwie do Sasuke nie musiał spełniać kolejnych, kosmicznych wymagań ojca, nie musiał kontynuować historii klanu, nie musiał żyć rodzinną przeszłością. Mógł robić tylko to, na co naprawdę miał ochotę, z własnej woli, nie przymusu. Zdecydowanie się różnili pod tym względem.
Mimo tego Uzumaki nie żałował. Nie, kiedy wszystko wydawało się układać. Nawet wizja Fugaku gardzącego homoseksualistami nie była w stanie zepsuć mu dobrego humoru.
— I co się tak szczerzysz? — zapytał Uchiha.
Naruto zerknął na mężczyznę, a kiedy spostrzegł, że ten zjadł całą porcję, jeszcze bardziej się uśmiechnął.
— Po prostu — odparł i wgapił się w swój talerz z ledwo napoczętą rybą. Skubnął pałeczkami kolejny kawałek i wpakował sobie go do ust razem z porządną porcją ryżu.
— Tylko się nie udław — prychnął Sasuke, widząc pośpiech partnera.
— A co, martwisz się? — przekomarzał się, będąc aż za bardzo świadomym, że Uchiha i tak by się nie przyznał.
— Nie chcę mieć trupa w kuchni — stwierdził i wstał ze stołka, aby odłożyć puste naczynia do zmywarki.
— Wrzuć do zlewu — zaczął Naruto, kiedy przełknął kolejny kęs ryby. — Jak skończę, to pozmywam — dodał. Nie widział sensu w uruchamianiu zmywarki specjalnie dla dwóch talerzy i garnka, a przy sprzątaniu po posiłku przynajmniej trochę się porusza.
Sasuke skinął głową i zanim kochanek zdążył coś dopowiedzieć, opuścił pomieszczenie. Wcześniej poleniuchował w łóżku, zjadł nawet nie takie złe śniadanie, więc przyszedł czas na prysznic. Co prawda planował się wykąpać przed posiłkiem, ale że dość późno się obudził, a Naruto kończył gotować, odłożył tę czynność w czasie. Z niewielkim uśmiechem błąkającym się na ustach wszedł do łazienki. Wyglądało na to, że nic nie zepsuje wyjątkowo relaksującej soboty. Teoretycznie nie zepsułoby, gdyby tylko Uchiha sprawdził nieodebrane połączenia na telefonie.
Uzumaki wsłuchał się w ciszę panującą w kuchni, w kąt odrzucając myśli o tym, że z Sasuke nie mieli szans stworzyć normalnego związku. Samym zamartwianiem się i tak niczego by nie wskórał, a chyba nie miał sił po raz kolejny przechodzić przez rozmową, z której partner by się wykręcił. Łatwiej było po prostu cieszyć się ulotnością chwili tak jak spadającymi płatkami kwiatów wiśni.
Kiedy Naruto skończył maltretować swoje śniadanie, zgarnął z blatu naczynia i zmienił stanowisko. Stanął przy zlewie i mimowolnie wykonał gest, jakby chciał zakasać rękawy — cóż, zazwyczaj, gdy zmywał, nie robił tego w bokserkach. Przeważnie brał się za sprzątanie mieszkania dopiero po pracy, więc nic dziwnego, że z przyzwyczajenia próbował podwinąć bluzę. Pokręcił głową, po czym całkowicie skupił się jedynie na czyszczeniu tych kilku talerzy. Tak go to pochłonęło, że nie zarejestrował, kiedy kochanek wrócił do kuchni. Dopiero gdy mężczyzna usiadł na blacie szafki obok zlewu, Uzumaki zerknął na niego kątem oka. Zaraz jednak odwrócił wzrok, aby za bardzo się nie rozpraszać. Uchiha… uch, co za drań! Sasuke sprawiał wrażenie, jakby samym wyglądem chciał doprowadzić Naruto na skraj wytrzymałości i wystawić na próbę jego cierpliwość. Lekko potargane, wilgotne kosmyki nieznacznie przyklejały mu się do twarzy, ale i tak całą swoją uwagę skupiało to bijące pewnością siebie spojrzenie ciemnych oczu. Ale przez te kilka sekund Uzumaki zdążył przyjrzeć się torowi kropelek, które spływały z mokrych, czarnych włosów wzdłuż szyi… klatki piersiowej i ginęły w materiale niedbale zawiązanego szlafroka. Uparcie walczył ze sobą, żeby ponownie, tym razem bardzo dokładnie, nie zbadać wzrokiem sylwetki Sasuke, który zdawał się nie przejmować nagłym brakiem skoncentrowania u kochanka.
Drań. Prawdziwy, podły drań.
— Masz jakieś plany na popołudnie? — rzucił Uchiha, uważnie obserwując mężczyznę. Nie żeby specjalnie chciał go kusić, co to to nie! Po prostu czasami czerpał niezdrową satysfakcję z, rzecz jasna, niecelowego wprawiania Uzumakiego w zakłopotanie.
— A jeśli mam, to co? — odparł pytaniem Naruto, kiedy w końcu odłożył na prowizoryczną, składaną suszarkę ostatni talerz i zakręcił kurek. Wytarł dłonie w ręcznik kuchenny i dopiero wtedy zerknął na Sasuke, za wszelką cenę starając się utrzymać wzrok na wysokości jego twarzy.
Uchiha wzruszył ramionami i już miał zamiar pokusić się o jakąś kąśliwą uwagę, gdy, ku jego zaskoczeniu, rozległ się dzwonek.
— Spodziewasz się kogoś? — zapytał Uzumaki, szczerze zdziwiony możliwością wizyty jakiejkolwiek osoby. Jakby nie patrzeć nie minęła nawet dziesiąta, a była przecież sobota.
— Nie — stwierdził mężczyzna i zsunął się z blatu. Najchętniej nie przejąłby się dzwonkiem, ale jeśli to był jego ojciec, to by mu tego nie darował. Zdecydowanie. Najwyżej nie wpuści go do mieszkania. Zresztą, sam pewnie nie będzie chciał wejść, jeśli zobaczy nieogarniętego syna. — Nie ruszaj się stąd — dodał jeszcze, zanim wyszedł z kuchni.
Naruto tylko skinął głową i obrócił się przodem do wyjścia z pomieszczenia. Jak na szpilkach wyczekiwał momentu otworzenia drzwi, aby spróbować wyłapać głos przybysza. Niestety przeliczył się — głosu nie usłyszał, ale za to do kuchni, jak gdyby nigdy nic, wpadła kobieta.
— Sakura, nie… — Uzumaki usłyszał jeszcze krzyk Uchihy, a później odgłos towarzyszący trzaśnięciu drzwi, ale nie zwrócił na to uwagi. Co, do cholery, robiła tu kobieta?! — Mówiłem ci coś — wyjaśnił Sasuke, patrząc to na zaskoczoną Sakurę, to na zdezorientowanego Naruto. Pięknie, po prostu pięknie!
— Daj spokój, nic się nie stało — zbagatelizowała Haruno, przy okazji w lekceważącym geście machnęła ręką. Powoli zlustrowała sylwetkę kochanka narzeczonego, a Uzumaki odnosił wrażenie, jakby kobieta wręcz pożerała go wzrokiem. — Haruno Sakura — przedstawiła się, gdy podeszła do przeciwległej strony wyspy. Wychyliła się przez blat i podała rękę wciąż zszokowanemu Naruto.
— Ta, miło mi — wydukał, zastanawiając się co się w ogóle działo. Może jeszcze spał? Zaraz się obudzi i stwierdzi, że to tylko mało przyjemny sen? — Na… Uzumaki Naruto — poprawił się, omal nie popełniając gafy z dzieciństwa. — A pani to kto?
Sakura roześmiała się, słysząc to pytanie, i pokręciła głową.
— Nawet się nie waż — wysyczał Sasuke. Przecież nie mogła go ot tak wydać, mieli układ!
— Raczej to ja powinnam pytać, co niemal nagi, przystojny mężczyzna robi u mojego narzeczonego — wyznała, nie przejmując się gniewem Uchihy. I tak wylatywała do Francji na najbliższe pół roku i ani razu nie zobaczy przez ten okres przyszłego męża.
Naruto zatkało. Dosłownie. Słowo „narzeczony" krążyło mu nieprzyjemnie po głowie i miał ochotę zapaść się pod ziemię. To Sasuke miał narzeczoną?
— Sakura, wyjdź — warknął gospodarz. Nie spodziewał się takiej akcji po Haruno. Do tej pory wszystko wydawało się działać w najlepsze, nie utrudniali sobie życia, nie czepiali się o przygodnych kochanków, przecież i tak im na sobie nie zależało i nie mieli zamiaru szczerze się deklarować w aranżowane małżeństwo. A tymczasem…
— Przyszłam się z tobą pożegnać, kochanie — ostatnie słowo powiedziała aż za bardzo przesłodzonym głosem. — Ojciec stwierdził, że przed lotem powinnam się z tobą spotkać, więc mnie podwiózł. Nie dziękuj, że cię kryję — dodała i odwróciła się, po czym ruszyła do wyjścia z mieszkania, nie czekając na żadną odpowiedź.
Uchiha jedynie zarejestrował odgłos zamykanych drzwi, ale bardziej przejmował się tym, co aktualnie musiało dziać się w głowie Uzumakiego. Obszedł wyspę i stanął naprzeciw mężczyzny, opierając się o szafkę.
— Masz narzeczoną? — zapytał Naruto, z pozoru spokojnie, ale przez jego głos przebijał się ból.
Sasuke, trochę za szybko, wbił wzrok w niebieskie tęczówki, które w tym momencie wyrażały dosłownie wszystko: złość, gniew, rozczarowanie, smutek i niedowierzanie. Przecież specjalnie nie powiedział mężczyźnie o Sakurze, bo wiedział, jak ten zareaguje. W końcu miała to być przygoda tylko na jedną noc, a wyszło tak, że się przeciągnęło na znacznie dłużej.
— Mam — odparł.
To jedno słowo sprawiło, że serce Uzumakiego niemal się zatrzymało. Już od dawna wiedział, że nie powinien przywiązywać się do Uchihy, że było im razem aż za dobrze, że kiedyś, prędzej czy później, wszystko by się zepsuło. Tyle tylko, że nie wyobrażał sobie takiego efektownego zakończenia. Nie miał pojęcia czy bardziej miał ochotę rozryczeć się, o ironio, jak jakaś zdradzona panienka czy doskoczyć do Sasuke i pięścią wyrazić swój gniew. Nie wiedział nic. W głowie miał jedynie pustkę, zdawał się rejestrować tylko poszczególne wyrazy, a nie całe zdania.
— To nie tak… — zaczął tłumaczyć Uchiha. Zaklął pod nosem na Haruno, która w mało wyszukany sposób zniszczyła to, co pozwalało mu jako tako żyć i czuć chociaż namiastkę wolności od wymagań ojca.
— A jak, co?! — krzyknął Naruto. Mimo że to on był kochankiem, że koniec końców to Sakura powinna czuć się zdradzona, a nie on, to nigdy by nie przypuszczał, że Sasuke posunie się do takiego kłamstwa. Wzdrygnął się, kiedy mężczyzna ponownie się odezwał, zapewne, aby wcisnąć mu kolejne oszustwa. W tym momencie nienawidził go. Wydawało się, jakby wspólnie spędzone pół roku w mig odeszło w zapomnienie, całkowicie przekreślone przez poznanie prawdy. Nie liczyło się to, co między nimi było, bo tak na dobrą sprawę mogła to być jedynie jego nadinterpretacja. Jednak w końcu się dowiedział, dlaczego Uchiha zawsze zbywał tematy związku i nie chciał wdawać się w szczegóły ze swojego życia. Dlaczego zawsze urywał rozmowy związane z Fugaku, który to zapewne cieszył się, że syneczek znalazł idealną narzeczoną. Może przez cały ten czas Sasuke starał się zataić wszelkie fakty związane z Sakurą, aby w jakiś sposób go chronić, ale to nie było rozwiązanie problemu! Czy Uchiha niczego nie widział?!
Nienawidzę cię. Nienawidzę. Nienawidzę!
Te słowa odbijały się w głowie Naruto niczym echo, gdy ostatecznie dopuścił do myśli, że to on, przez cały ten czas, był „tym trzecim". W dalszym ciągu szeroko otworzonymi oczami wpatrywał się w swojego kochanka, nie mogąc pojąć, dlaczego Sasuke nic mu nie powiedział. Nawet w tym momencie zdawał się niczym nie przejmować i Uzumaki był niemal pewien, że nie usłyszy żadnych wyjaśnień. Nie od Uchihy. Nie od tego dupka. Nienawidzę cię! Naruto tak bardzo chciał wykrzyczeć Sasuke w twarz, co o nim myślał w danej chwili, ale ani jedno słowo nie potrafiło przejść mu przez ściśnięte gardło. Stał więc tak, w kuchni partnera, patrząc, jak ten przewiercał go na wskroś czarnymi tęczówkami.
— Naruto — zaczął ponownie spokojnie mężczyzna. Z jednej strony chciał wszystko wyjaśnić, zdradzić dlaczego ukrywał przed kochankiem informację o narzeczonej, ale z drugiej… przypuszczał, że Uzumaki i tak go nie wysłucha. Przez te sześć miesięcy zdążył przywyknąć do obecności Naruto w swoim życiu i praktycznie poznał jego różne zachowania. Dlatego też przypuszczał, że był u niego spalony. Instynkt podpowiadał mu, żeby walczył, a duma, żeby dał sobie spokój, bo czy od początku nie o to chodziło? Żeby ostatecznie zakończyli tę marną imitację związku i obaj zajęli się własnymi sprawami?
Dla Uzumakiego na chwilę obecną jego własne imię brzmiało w tych ustach jak obelga. Wzdrygnął się, zauważając, że Uchiha odepchnął się od blatu i zbliżył się do niego, a on sam mało dyskretnie cofnął się o kilka kroków. Następne kłamstwa?
— Ty… — fuknął Naruto, kiedy za plecami wyczuł szafki tworzące wyspę w kuchni Sasuke. Miejsce, w którym tyle razy był, które niejeden raz odwiedził, nagle wydawało mu się obce. Miał ochotę rozpłynąć się w powietrzu, byleby tylko nie musieć dłużej patrzeć w te ciemne oczy. Nie chciał widzieć Uchihy, nie w tym momencie, powinien najpierw wszystko ułożyć sobie w głowie, żeby później, już na spokojnie, załatwić tę sprawę z kochankiem… byłym kochankiem?
— Nigdy niczego ci nie obiecałem — wyznał prędko mężczyzna, jakby chciał się oczyścić z zarzutów i tego, że przez kilka miesięcy ukrywał przed kochankiem fakt posiadania narzeczonej. — To był jedynie przypadek — dodał jeszcze. Kiedy sam zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, zaklął, wiedząc, że nie zabrzmiało to za dobrze. Przynajmniej w jego sytuacji.
— Słucham? — zapytał Naruto, ale nie oczekiwał, że rozmówca powtórzy swoją wypowiedź. — Chcesz mi powiedzieć, że gdyby dzisiaj nie przyszła, to dalej byś mnie okłamywał? — rzucił, zaplatając ręce na piersi. Czuł się dziwnie, kiedy stał tak przed Sasuke praktycznie nago, bo założoną miał jedynie bieliznę. Pomyśleć, że dosłownie przed momentem sytuacja mogła skończyć się kompletnie inaczej, a oni, zamiast się kłócić, w całkowicie inny sposób wykorzystaliby wolny poranek.
— Tak bym tego nie ujął — odparł. Bo najlepszą obroną jest atak. Szkoda, że takimi zagrywkami nie zyska przychylności Uzumakiego. Tylko że… naprawdę nie potrafił zdobyć się na wyrażenie uczuć, których nawet do końca nie był pewien i o istnienie których nigdy by siebie nie posądził.
— To jak? Co? Może łaskawie wyjaśnisz, co to wszystko dla ciebie znaczyło czy znowu unikniesz tłumaczenia, bo jestem tylko głupim młotkiem? — warknął. Miał dość. Nie tak wyobrażał sobie leniwą sobotę, kiedy w końcu mogli odpocząć od prób i namolnego personelu, który skakał wokół nich, aby wszystko jak najlepiej dopracować przed głównym występem.
— Nie — powiedział, a jego głos ostatecznie pozostał chłodny i stanowczy. No tak, jak się wali, to po całości.
Uzumaki jedynie skinął głową na znak, że rozumie, po czym obojętnie wzruszył ramionami i rzucił:
— Jak sobie chcesz, będę się zbierać.
Ku niezadowoleniu Naruto, Sasuke jednak nic już nie powiedział. Cóż, nie to, żeby mężczyzna liczył na gorące wyznanie czy prośbę, aby został. Miał po prostu tę głupią nadzieję, że Uchiha mimo wszystko postanowi jakoś się wytłumaczyć, ale nie zrobił tego. Nie zrobił nic, by go zatrzymać. Dlatego też Uzumaki czym prędzej przeszedł do sypialni, w której odnalazł swoje rzeczy mało artystycznie rozrzucone na podłodze. Zaskakując nawet siebie szybkością, z jaką się ubrał, wyszedł z pomieszczenia, postanawiając na nic nie patrzeć. Równie sprawnie pokonał całą długość korytarza i, kiedy liczył na brak żadnej konfrontacji, zauważył w drzwiach od kuchni sylwetkę kochanka. Bez żadnego słowa minął go, a następnie założył buty i zarzucił kurtkę na plecy. Już miał wychodzić, gdy usłyszał jeszcze głos Sasuke.
— To nie musi się tak skończyć — powiedział mężczyzna.
Naruto zerknął na niego przez ramię i smutno pokręcił głową, za wszelką cenę tłumiąc histeryczny śmiech. Po krótkim ataku złości, kiedy najchętniej rzuciłby się na partnera z pięściami, przyszedł moment na niedowierzanie i wyparcie faktu bycia „trzecim" z pamięci. Wiedział też, że dopiero później będzie żałował przebiegu sytuacji, ale to nie w tej chwili. W dalszym ciągu przez szok przebijał się gniew, więc mruknął tylko nic nieznaczącą odpowiedź i opuścił mieszkanie kochanka, trzaskając drzwiami.
Oczywiście, że nie.
Nic nie musiało skończyć się w ten sposób, gdyby nie prawda, jaką zataił przed nim Uchiha. Jednak wielce prawdopodobne, że wtedy do niczego również by nie doszło. Uzumaki zaklął pod nosem, kiedy zbiegał ze schodów, od razu darując sobie jazdę windą. Musiał znaleźć ujście dla złości, żeby czasami nie wyładować się na niewinnej osobie.
Zdecydowanie inaczej wyobrażał sobie ten dzień.
