8. Bo próbuję zapomnieć

Po dotarciu na miejsce Naruto bez zastanowienia rzucił się na łóżko z ogromnym, miękkim materacem i zatopił się w tej puszystej pościeli. Po prawie pięciu godzinach jazdy czuł się przyjemnie wykończony, więc potrzebował chwili odpoczynku, żeby móc na spokojnie rozprostować obolałe nogi. Nie wyobrażał sobie, żeby ot tak, od razu po podróży, gdzie odpuścił jakikolwiek postój, byleby tylko szybciej dojechać, miał wyruszyć na podbicie gorących źródeł Akiu. Choć, taka kąpiel zapewne okazałaby się o wiele bardziej relaksująca niż bezczynne leżenie i wgapianie się w sufit hotelowego pokoju. Mimo że wycieczka miała wyglądać kompletnie inaczej, to i tak na ustach Uzumakiego błąkał się pełen zadowolenia uśmiech. Zupełnie inaczej niż rano, gdy przyszło mu wstawać o zabójczej dla ludzkości porze.

Naruto źle wspominał pobudkę. Bardzo źle.

Kiedy mężczyzna z bólem wyłączał kolejne, a zarazem ostatnie przypomnienie, dopiero wtedy niechętnie otworzył oczy. Chwilę zajęło mu rozeznanie się w sytuacji i przyzwyczajenie wzroku do stopniowo ustępującej szarości. W pierwszym odruchu chciał wstawać i szykować się do pracy, ale szybko zdał sobie sprawę, że poprzedniego dnia zaczął się weekend, przynajmniej dla aktorów z teatru nō. Też jakby z lekkim opóźnieniem dotarło do niego, że to właśnie tego dnia wyjeżdżał do Sendai. Kiedy tylko dopuścił do siebie tę myśl, miał ochotę skakać z radości, mimo że zaledwie tydzień wcześniej pokłócił się z Sasuke. Aktualnie nieprzyjemny incydent odszedł w zapomnienie, bo Naruto, pierwszy raz od tak dawna, ponownie zdecydował się wziąć czynny udział w celebracji Hanami. W przeciwieństwie do poprzednich lat w tym roku nie przejdzie obojętnie obok przekwitających drzew wiśni. Jak po wyjeździe rodziców przestał zwracać uwagę na spadające płatki, tak tym razem świadomie będzie cieszył się świętem.

Spakował nawet aparat, żeby ewentualnie pochwalić się znajomym z pracy, co było mu dane zobaczyć w tak krótki weekend. I… chciał też wysłać kilka zdjęć rodzicom, aby widzieli, co stracili, kiedy postanowili opuścić Japonię.

W każdym razie, mimo morderczej pobudki o piątej nad ranem Uzumaki nie mógł przestać się szczerzyć. W końcu zrobił to, na czym w przeszłości mu bardzo zależało, a od czego odciął się w chwili wyjazdu rodziców z ojczyzny. Nie potrafił pojąć, jakim cudem z taką łatwością porzucił zwyczaj urządzania pikniku na świeżym powietrzu w cieniu drzew wiśni. Choć momentami pogoda wręcz zniechęcała, to wiele rodzin zdawało się nie zwracać na to uwagi i po prostu cieszyło się czasem spędzonym z bliskimi. I Naruto też się cieszył, że miał obok rodziców, którzy go wspierali, pomogli mu przywyknąć do życia w Japonii, przesiąknąć jej kulturą i poznać niezwykłych ludzi. Pomimo wieku, dorosłości i samodzielności, mężczyzna odczuł tę samotność, która dopadła go nagle, tuż po tym, jak jego rodzice wyjechali. Przywyknął do tego, że mógł przyjść do nich z każdym problemem i wspólnie szukali rozwiązania, że po prostu miał kogoś, komu ufał. Na miejscu, nie na innym kontynencie.

Niemniej jednak Naruto nie został kompletnie sam w kraju. Miał jeszcze kogoś, ale ten ktoś mieszkał właśnie prawie czterysta kilometrów od Tokio. Niestety ze względu na pracę Uzumakiego, nie mogli pozwolić sobie na częste odwiedziny. Właściwie, mężczyzna miał zobaczyć go dopiero po raz pierwszy…

Z zamyślenia wyrwało go pukanie do drzwi. Jako że Naruto nie spodziewał się żadnych gości w postaci hotelowego pracownika, zerwał się z łóżka niczym oparzony i chaotycznie rozejrzał się na boki. Zaklął pod nosem, gdy zdał sobie sprawę, że prawdopodobnie przysnął. Kiedy dźwięk się powtórzył, z lekkim ociąganiem skierował się w stronę wejścia do pokoju.

— Idę, idę! — krzyknął, a dopiero po chwili uświadomił sobie, że jeśli był to ktoś z obsługi, to nie powinien się tak wydzierać. No, cóż. Formalności.

Uzumaki nacisnął klamkę i niemal od razu odskoczył, gdy od zewnętrznej strony ktoś popchnął drzwi, które otworzyły się na całą szerokość.

— Naruto! — zawołał przybysz.

Uzumaki stał i po prostu bezczelnie gapił się na wysokiego mężczyznę, którego białe włosy przypominały ostry, bujny krzew. Jednak przede wszystkim w oczy rzucał się srebrny ochraniacz zdobiący czoło gościa. Naruto zlustrował go od góry do dołu, nie wierząc w to, co widział.

— Jiraiya? — wydukał, patrząc, jak ten mruży niebezpiecznie oczy, pod którymi rozchodziły się namalowane, czerwone, pionowe linie. To był kolejny element, na który Uzumaki zwrócił uwagę.

— A myślałeś, że kto, dzieciaku? — odparł pytaniem i w mig doskoczył do mężczyzny, żeby zamknąć go w silnym uścisku. A Naruto zwyczajne stał i dawał się dusić. Czyżby to był jego chrzestny? Ten wielki pisarz Jiraiya, o którym wielokrotnie opowiadali mu rodzice?

Tym kimś, kto został Uzumakiemu w Japonii, był właśnie Jiraiya, ale wcześniej Naruto nie miał okazji się z nim spotkać. Nawet wtedy, gdy jego rodzice jeszcze się nie przeprowadzili do Stanów Zjednoczonych. Kushina z Minato wspominali mu, że jego ojciec chrzestny od zawsze był zabiegany, roztargniony, ale ogólnie był dobrym, pozytywnym człowiekiem. Mówili też, że na pewno prędzej czy później obaj znajdą czas, aby w końcu się spotkać i chyba mężczyzna nie był w stanie uwierzyć, że to już, tak niespodziewanie na siebie natrafili.

— No… nie wiem — odparł szczerze, po czym się zaśmiał. — I puść mnie, dattebayo! — krzyknął, a kiedy zdał sobie sprawę z tego, co powiedział, miał ochotę zapaść się pod ziemię. Zapomniane nawyki z dzieciństwa ostatnio dość często dawały mu się we znaki.

— Może wyglądasz jak ojciec, ale charakter to zdecydowanie masz po matce! — Zaśmiał się głośno i w końcu puścił chrześniaka.

— Tak właściwie… — zaczął Naruto, nie mogąc oderwać wzroku od chrzestnego. Jiraiya wydawał mu się dość interesującym człowiekiem, mimo że nie zrobił obiecującego pierwszego wrażenia. A może to przez fakt, że stała ekipa teatru preferowała raczej eleganckie, proste ubrania w stonowanych kolorach. Natomiast ten mężczyzna zdawał się nie zwracać uwagi na to, czy budził swoim strojem podziw, zaskoczenie czy zmieszanie. W końcu Uzumaki zdążył przywyknąć do szarości, garniturów czy choćby sztywniackich koszul, bez których nie było mowy o poruszaniu się w teatrze. Całe szczęście, że łaskawie pozwolili im ćwiczyć w luźnych ubraniach.

— Tak właściwie co? — podpytał Jiraiya, widząc, że Naruto się zamyślił.

— Skąd wiedziałeś, że tu jestem? — wydukał ostatecznie, samemu zastanawiając się, jakim cudem mężczyzna dowiedział się o jego pobycie w Sendai.

— Nie doceniasz mnie, dzieciaku! — Zaśmiał się głośno. — Ale może pogadamy w bardziej sprzyjających warunkach, co? — rzucił.

— Bardziej sprzyjających? — powtórzył cicho Uzumaki, kompletnie nie mając pojęcia o co takiego mogło chodzić. Skinął głową na znak, że się zgadza i cofnął się w głąb pomieszczenia, aby zabrać klucz. Przecież nie zostawi otwartych drzwi! Ledwo przekręcił zamek, a kiedy się obrócił, spostrzegł, że Jiraiya nie zważał na jego obecność i szedł w stronę recepcji.

— Szybciej, bo się zgubisz — krzyknął jeszcze chrzestny Naruto, zanim zniknął za zakrętem.

Jako że Uzumaki nie miał innego wyjścia, pognał za mężczyzną, licząc na to, że te „bardziej sprzyjające warunki" naprawdę się takie okażą. Jakby nie patrzeć planował odpocząć po przyjeździe, a krótka drzemka wcale mu nie pomogła. Wręcz przeciwnie — w dalszym ciągu czuł się zmęczony i chciał przed wyjściem na miasto skorzystać z gorących źródeł.

VvV

Kiedy tylko Naruto dogonił chrzestnego, szybko pojął w jakim kierunku szli i nie mógł powstrzymać uśmiechu cisnącego się na usta. Przyjemne z pożytecznym — tego oczekiwał!

— Skąd wiedziałeś, że chciałem tu przyjść? — zapytał Naruto, kiedy wyszli na zewnątrz i udali się do innego budynku, w którym mieściły się łaźnie i gorące źródła, zwyczajowo zwane onsenami. Ośrodek spa również należał do właścicieli hotelu, a poza nim na terenie kurortu znajdowały się również inne atrakcje, jak otwarty w okresie letnim basen, pole do gry w tenisa, restauracja z tarasem (który według Uzumakiego był przepiękny!). Dla samego widoku rzędów kwiatów rosnących między niewielkimi, ozdobnymi drzewami mężczyzna gotów byłby jeść tutaj każdy posiłek w ciągu dnia. I chyba zdecyduje się na lunch, ale aktualnie ważniejsza była kąpiel.

— Nie wiedziałem — odparł szczerze, śmiejąc się pod nosem. — Sam planowałem małą wycieczkę do łaźni w celach badawczych — dodał, nie przejmując się, jak mogło to zabrzmieć.

Natomiast Naruto na chwilę przystanął, czując się zbity z tropu. Cele badawcze? Że niby po cholerę? Rodzice wspominali mu o zawodzie chrzestnego, ale nie wyobrażał sobie, żeby ten pisał o japońskich łaźniach czy innych tradycyjnych zwyczajach. Po prostu nie pasowało to do wyglądu jego chrzestnego.

— Nie ociągaj się tak! — krzyknął Jiraiya, po czym zniknął w drzwiach budynku.

Uzumaki wznowił chód, ale słowa mężczyzny nie dawały mu spokoju. Póki co zbagatelizował sprawę i postanowił wypytać o tę kwestię później, jak już chrzestny wyjaśni, skąd miał informacje o jego przyjeździe.

Kiedy Naruto również wszedł do ośrodka, jęknął z zachwytu. Recepcja, w której wydawane były ręczniki, została urządzona w iście japońskim stylu. Mężczyznę urzekło przede wszystkim to, że wnętrze nie uginało się pod przepychem nowoczesnych gadżetów, nie odstraszało wyglądem, ale wręcz przeciwnie — pozwalało się zrelaksować, wyciszyć i cieszyć chwilą przyjemności. A w tym momencie zdecydowanie potrzebował takiego odcięcia się od przytłaczającej rzeczywistości i zapomnienia o problemach.

— Dzień dobry — przywitał się Naruto, po czym ułożył ręce po boku ciała i ukłonił się lekko.

— Już nie bądź taki formalny — stwierdził Jiraiya i jak gdyby nigdy nic podszedł do kontuaru. — Shizune, to Naruto, mój chrześniak — powiedział, wskazując ręką na mężczyznę.

— Miło mi cię poznać, Naruto — odparła kobieta i delikatnie się uśmiechnęła.

— Odwiedza biednego, starego wujka dopiero po tylu latach — żalił się Jiraiya.

— Nieprawda! — krzyknął Uzumaki. — I też mogłeś nas odwiedzić!

— Z szacunkiem, dzieciaku, z szacunkiem! — upomniał go, na co Naruto miał ochotę się roześmiać. Czy aby przypadkiem mężczyzna sam mu nie mówił, żeby darował sobie sztywne zwyczaje?

— Jiraiya — zwróciła się do niego Shizune. — Już nie rób z siebie takiego poszkodowanego, chyba że chcesz, aby Tsuna…

— Nie mieszaj tej jędzy do tego — wtrącił się. Widząc jej zaskoczoną minę, dodał szybko, aby uniknąć sprzeczki z przyjaciółką Tsunade: — Będziemy się zbierać, jak możesz, młodemu też daj jakieś ręczniki — rzucił i, jakby goniło go stado dzikich psów, zniknął za kolejnymi drzwiami.

— A tego co ugryzło? — mruknął pod nosem Naruto, a następnie zbliżył się do kobiety, żeby odebrać wspomniane wcześniej przedmioty.

— Proszę — powiedziała Shizune, jednocześnie odnotowując coś w dzienniczku. — Jiraiyą się nie przejmuj, on tak już ma — wyjaśniła.

— Nie żebym go znał, bo w sumie widzę go pierwszy raz, ale wydaje się… dziwny — stwierdził, patrząc na przejście, w którym zniknął jego ojciec chrzestny.

— Kwestia przyzwyczajenia — odparła.

Uzumaki mruknął coś pod nosem i, dziękując za ręczniki, również skierował się w stronę szatni. Kiedy przekroczył drzwi, przez które dosłownie przeleciał Jiraiya, skręcił w część łaźni przeznaczoną dla mężczyzn. Nie miał problemu z wyborem określonego kierunku, bo obszar wydzielony dla kobiet oznaczono kotarą w kolorze czerwonym, a dla płci przeciwnej — niebieskim. Nie zdziwił go taki podział, bo właśnie najczęściej spotykanymi łaźniami były te, które miały charakter rozdzielnopłciowy. Rzadko kiedy można było jeszcze zobaczyć strefy, w których mogły przebywać zarówno panie, jak i panowie. Zdecydowanie kilkadziesiąt lat temu takie praktyki były niemal na porządku dziennym, ale w obecnych czasach raczej stawiano na większą prywatność, przez co powstawały głównie osobne łaźnie dla kobiet i osobne dla mężczyzn.

Naruto po chwili znalazł się w szatni, która również była bardzo prosto urządzona. W pomieszczeniu znajdowały się jedynie szafki do przechowywania odzieży i drobnych przedmiotów oraz drewniane ławki. Mężczyzna przez moment nie ruszał się z miejsca, nie bardzo wiedząc, co powinien zrobić. Pierwszy raz widział, aby w zamki od szafek zostały włożone kluczyki przyczepione do bransoletek, które można było zapiąć na ręce.

— I… co teraz? — zaryzykował pytanie. Przecież nie miał zamiaru stać w szatni cały dzień, marzył już o gorącej kąpieli!

Jiraiya, słysząc pytanie chrześniaka, ponownie głośno się zaśmiał. Trochę trwało zanim opanował atak śmiechu, ale kiedy się uspokoił, spokojnie zwrócił się do Naruto:

— Nowość, co? — rzucił luźno. — Wybierz, którą chcesz. Wszystko jedno, tylko później zabierz kluczyk — dodał, kiedy sam był w trakcie wrzucania ubrań do środka szafki. Owinął się w pasie mniejszym ręcznikiem, a większy zostawił razem ze swoimi rzeczami.

Uzumaki skinął głową, po czym podążył w ślad za chrzestnym i niemal po chwili również był gotowy, aby przejść do łaźni. W pomieszczeniu mieściły się stanowiska do mycia na siedząco i niewielki basen z gorącą wodą, jeśli ktoś nie miał ochoty na odpoczynek na świeżym powietrzu. Naruto trochę irytował fakt, że przed wzięciem kąpieli w gorących źródłach musiał najpierw się umyć, ale wiedział, że to konieczne. W Stanach Zjednoczonych życie zdecydowanie wydawało mu się czasami prostsze, ale za nic w świecie nie wyjechałby z Japonii. Poza tym w ciągu tych trzynastu lat zdążył przyzwyczaić się do niekiedy naprawdę dziwnych zwyczajów, rytuałów czy Bóg wie czego jeszcze.

Otóż kąpiele w Japonii różniły się od tych tradycyjnych zażywanych choćby w Europie czy w Ameryce. W Kraju Kwitnącej Wiśni ta czynność miała służyć chwili relaksu, odprężeniu się po ciężkim dniu pracy czy zwyczajnemu wygrzewaniu się w ciepłej wodzie. Dlatego też, zanim przystępowano do wzięcia kąpieli, Japończyk najpierw dokładnie się mył, a dopiero później mógł w spokoju cieszyć się zasłużonym odpoczynkiem. Czasami Naruto to przeszkadzało i wydawało mu się niepotrzebną stratą czasu, ale nie wyobrażał sobie, żeby koniec końców wylegiwać się w brudnej wodzie z mydlinami.

Niemniej jednak, mając w głowie wizję przyjemnej kąpieli, Uzumaki czym prędzej się umył, dokładnie spłukując z siebie pianę. Równie szybko wytarł się ręcznikiem, po czym niedbale przewiązał się materiałem w pasie i spokojnie ruszył w kierunku przejścia na zewnątrz łaźni, gdzie mieściły się gorące źródła.

Na miejscu okazało się, że Jiraiya zajęty był rozglądaniem się na boki, jakby poza tym nie dostrzegał niczego innego. Naruto chwilowo zignorował dziwne zachowanie chrzestnego, a sam odłożył ręcznik przy brzegu, na który również rzucił bransoletkę z kluczykiem, i powoli wszedł do gorącej wody. Tego mu było trzeba — kiedy zanurzył się aż po brodę, odetchnął z ulgą, czując się, jakby trafił do raju. Zdecydowanie częściej powinien wybierać się w takie miejsca! Przymknął oczy, delektując się otaczającym go ciepłem i zwyczajnie ciesząc się z tak prostej rzeczy, która sprawiała mu ogromną radość. Uwielbiał wszelakie gorące źródła, ale przez ostatni okres nie miał czasu, aby urządzać sobie wycieczki w celach relaksu. Liczyła się jedynie praca, a w wolnym momencie był… Sasuke. Kiedy przypominał sobie o tym, co wydarzyło się między nim a Uchihą, zaczynał żałować, że pojechał bez mężczyzny, ale nie potrafił zapomnieć o feralnej sobocie oraz o Sakurze — narzeczonej byłego kochanka. Poznanie prawdy spektakularnie zepsuło wizję perfekcyjnie zaplanowanej wycieczki.

— A ty coś tak przygasł, hm? — zagadał Jiraiya, wyrywając go z krótkiego zamyślenia.

Naruto nieco nieprzytomnie spojrzał na niego i pokręcił głową, chcąc odgonić natłok zbędnych myśli. Przed wyjazdem wyznaczył sobie główny cel i postanowił się go trzymać — nic, ale to nic, nawet wspomnienia o kochanku nie mogły zepsuć mu zabawy. To był jego weekend. I w pełni chciał się nim cieszyć.

— Mogę wiedzieć, co właściwie robisz? — odparł pytaniem, chcąc uniknąć odpowiedzi. Zapomniał też o tym, o co wcześniej miał wypytać, ale palnął byle co, aby nie musieć się tłumaczyć. Bo niby co miał powiedzieć chrzestnemu? Pieprzyłem się z kolesiem, który, jak się okazało, ma narzeczoną? Odpada. Ano i nie poznał jeszcze na tyle dobrze mężczyzny, aby mieć pewność, czy ten, aby przypadkiem, nie okazałby się kolejnym homofobem i nie kopnąłby go w tyłek, każąc już nigdy więcej się nie pokazywać.

— Badania, mówiłem przecież. Mówiłem? — zamyślił się.

— Ta, coś wspominałeś — stwierdził Naruto. Z każdą upływającą sekundą czuł się coraz przyjemniej w tej gorącej wodzie i dziwił się, że Jiraiya tak długo ociągał się przed wejściem. — A co to za badania? — drążył dalej.

— Do następnej książki — odparł, po czym zbliżył się do drewnianego płotu oddzielającego łaźnię męską od tej damskiej. Przez moment przemieszczał się wzdłuż ścianki, szukając odpowiedniego miejsca i przystanął dopiero, kiedy znalazł niewielką lukę. Idealną, aby móc rzucić okiem na drugą stronę.

Naruto spoglądał z niedowierzaniem na poczynania chrzestnego, nie wiedząc jak zareagować, że ten najzwyczajniej w świecie robił za podglądacza! Co jak co, ale takiej zagrywki się nie spodziewał. W mig przyszło olśnienie, do jakiej tematyki mogły nawiązywać książki mężczyzny.

— Piszesz pornole? — rzucił, zanim zastanowił się nad odpowiednim doborem słów, ale tak już miał. Zazwyczaj najpierw palnął jakąś głupotę, a później musiał znosić tego konsekwencje — niestety, najczęściej w obecności Sasuke.

Jiraiya natychmiast obrócił się w jego stronę, a żyłka na jego skroni niebezpiecznie zapulsowała.

— Jakie pornole?! Kpisz sobie ze mnie, dzieciaku?! — wrzasnął. Jednak zaraz ściszył głos i niepewnie zerknął przez szparę, sprawdzając, czy przypadkiem nie usłyszały go kobiety. Ku jego uldze na szczęście nie i panie zdawały się nie przejmować jakimikolwiek krzykami, z ochotą korzystając z gorących źródeł. — To są poważne książki! — dodał znacznie ciszej niż wcześniej.

— Jasne — prychnął pod nosem. Już on wiedział, jak odnieść sposób przeprowadzania tych badań do „poważnych książek". Ten człowiek nie miał za grosz wstydu! I on niby miałby mu zaufać i zwierzyć się ze swojego problemu? W życiu! Prędzej cały pobyt w Sendai będzie zamartwiał się wspomnieniami o kochanku, aniżeli cokolwiek piśnie chrzestnemu. Jiraiya musiałby go upić, żeby puścił parę z ust, innego wypadku nie widział. Choć… nie miał zamiaru pozwolić też na taką sytuację — domyślał się, że z tym konkretnym facetem picie mogłoby skończyć się znacznie gorzej niż był to sobie w stanie wyobrazić.

— A w ogóle czytałeś którąś z moich książek, że tak bezczelnie się odzywasz? — zapytał, raz po raz zerkając na Uzumakiego. Doprawdy wyglądał jak Minato, zupełnie jakby był jego młodszą kopią.

— Yy… nie?

— To nie oceniaj! Rodzice cię tego nie nauczyli?! — zarzucił mu i powrócił do jakże interesujących obserwacji.

— Od moich rodziców to ty się odczep — burknął. — W ogóle się nie odzywałeś, co ty, telefonu nie masz?

— I kto to mówi — brnął Jiraiya. — Nie było kiedy — wyjaśnił w końcu.

— Ta, może masz rację. — Naruto zgodził się i ponownie przymknął powieki, pragnąc chociaż przez chwilę nacieszyć się gorącem wody i spokojem. Tak więc nie drążył już tematu, bo nie widział takiej potrzeby. Kiedy trochę się zrelaksuje, wypyta chrzestnego skąd wiedział o jego przyjeździe i ruszy podbić miasto. Chciał zobaczyć mnóstwo miejsc, ale przez brak odpowiedniej ilości czasu musiał wybrać konkretne lokalizacje, inaczej zakręciłby się i ostatecznie cały pobyt przesiedział w hotelowym pokoju. Gorące źródła Akiu mógł odhaczyć na liście „rzeczy do zwiedzenia", a kolejnym punktem były tereny wokół Sakunami. Czytał, że ponoć właśnie tam drzewa wiśni sprawiają niezwykłe wrażenie otoczenia i upiększają krajobraz. Jednak bardziej, niż Hanami, zainteresował się wyglądem drzew jesienią, bo ponoć wyglądało to jeszcze lepiej niż kwitnące wiśnie. Nawet odrobinę żałował, że była obecnie kalendarzowa wiosna, bo z ochotą sprawdziłby teorię o różnych barwach liści podczas tej deszczowej, ponurej pory roku. Chociaż, z drugiej strony, może w jesieni również wybrałby się na krótką wycieczkę, kto wie? Po przyjeździe do Sendai wiedział, że na tej jednej podróży nie poprzestanie. Prędzej czy później zwiedzi Japonię wzdłuż i wszerz!

Jednak w trakcie pobytu w Sendai miał zamiar również wybrać się na małą wycieczkę w okolicę wodospadów Hōmei[7], które znajdowały się niedaleko Sakunami. Ponoć dźwięk spadającej wody przypominał krzyk feniksa i stąd też taki dobór nazwy. Teoretycznie było to jedynie miejską legendą, stworzoną przez starożytnych mieszkańców, którzy zamieszkiwali te tereny. Mimo wszystko Naruto chciał przekonać się na własnej skórze, czy widok faktycznie zapiera dech w piersiach. Poza tym przyda mu się, krótkie, bo krótkie, przebywanie na świeżym powietrzu i integrowanie się z zielenią i przyrodą. Będzie stanowić to miłą odmianę od zabudowanego po brzegi Tokio.

Uzumaki jeszcze przez dobre kilka minut relaksował się w gorącej wodzie, po czym ostatecznie uchylił powieki. Widok, jaki ujrzał, w ogóle go nie zaskoczył, mało tego, spodziewał się, że Jiraiya w dalszym ciągu będzie poświęcał się w celu „zbierania materiałów do książki". Piękne określenie dla zwyczajnego podglądania, naprawdę, Naruto był pełen podziwu. Szkoda, że nie poznał chrzestnego, kiedy jeszcze zajmował się aktywnym spędzaniem czasu z Sasuke, bo wtedy poprosiłby mężczyznę o naukę jakże wyszukanych synonimów. W końcu każdego kiedyś mogą znudzić określenia typu „dupek", „drań" czy chociażby „gbur", a Jiraiya niewątpliwie by się wykazał w odpowiednim nazewnictwie.

— Czy ty naprawdę przyszedłeś tylko podglądać? — zapytał spokojnie Uzumaki, zwracając tym na siebie uwagę chrzestnego.

— Zbieram materiały, nie podglądam — poprawił go. — I nie, nie tylko.

Naruto w zdziwieniu uniósł brew, z niedowierzaniem przyglądając się mężczyźnie. No cóż, zwyczajnie mu nie wierzył. Sam spędził już chyba z pół godziny w wodzie, a Jiraiya jak tkwił przy płocie, tak stał aż do tego momentu i nie sprawiał wrażenia, jakby miał zaraz skończyć. Zapewne wyćwiczył cierpliwość na poprzednich „badaniach".

— Jakoś ci nie wierzę. — Uzumaki postanowił na głos wyrazić swoje zwątpienie, czym nie zaskarbił sobie sympatii chrzestnego. Trudno.

— To zabawne, bo brzmisz jak ta stara jędza, Tsunade — stwierdził i wrócił do obserwacji przez lukę w płocie.

— Tak w ogóle, to kto to, ta cała Tsunade? — zapytał, przypominając sobie, że to imię również padło w rozmowie z tą recepcjonistką, Shizune.

— Wynająłeś pokój i nawet nie wiesz u kogo? Nieźle, dzieciaku. — Zarechotał cicho pod nosem, uważając, żeby nie zostać zdemaskowanym. Po prostu nie mógł się powstrzymać i musiał okazać na głos swoje rozbawienie. Naruto, mimo tego że był już dorosły, wciąż wydawał mu się roztargnionym dzieciakiem.

— Nie mów do mnie „dzieciaku", mam ćwierć wieku na karku, nie trzynaście lat — fuknął pod nosem. Dziwnie się czuł, gdy chrzestny zwracał się do niego „dzieciaku", bo dawno przestał być dzieckiem. Był dorosły, pracował, utrzymywał sam siebie, a ten wyskakiwał z „dzieciakiem", jakby to było najnormalniejszą rzeczą pod słońcem.

— Kiedy jesteś dzieciakiem, ale mniejsza z tym — machnął ręką, nawet nie patrząc na niego. — Wracając do Tsunade. Ta jędza jest współwłaścicielką hotelu — wyjaśnił, wzdrygając się na samą myśl o kobiecie. Na wspomnienie tego, jak kiedyś go przyłapała na podglądaniu, aż ciarki go przeszły na całym ciele i to bynajmniej nie z zimna. Tak się wciągnął w zbieranie materiałów do książki, że zupełnie nie przeszkadzał mu chłodny wiatr, mimo że miał jedynie przewiązany w pasie ręcznik.

— A ten, znacie się? — Właściwie to domyślał się, że musiały tę dwójkę łączyć jakieś relacje, inaczej Jiraiya raczej nie miałby powodu, aby nazywać kobietę „jędzą".

— Jak łyse konie — odparł. — Ta sama szkoła - przedszkole, podstawówka, wyższa, kilka lat, ku mej boleści nie rozdzielili nas przy nowym semestrze, to było straszne — wyznał. — A ponoć kobiety to łagodne stworzenia — mruknął pod nosem, ale Naruto i tak usłyszał.

Sam Uzumaki dość niepewnie podchodził do płci przeciwnej. Nie żeby bał się rozmawiać z kobietami, co to to nie! Przez jego otwartość i przyjazne nastawienie nie miał większych problemów w utrzymywaniu z nimi kontaktów, tyle tylko, że nigdy nie posunął się do przekroczenia relacji czystko koleżeńskich. Jako świadomy gej nie chciał bawić się uczuciami niewinnych osób, zwyczajnie takie zajęcie było nie dla niego. Mimo niechęci do kobiet, nie przyznał się w pracy do odmiennej orientacji, właśnie ze względu na homofobię szefa. Wolał się kryć po kątach ze swoimi uczuciami, niż miałby zostać wyrzucony na zbity pysk jedynie przez ograniczony pogląd na osoby homoseksualne. Rzecz jasna momentami dusił się w toksycznym związku z Sasuke i średnio by go obeszło, gdyby prawda wyszła na jaw. Jednak tylko w przypadku, gdyby był jedyną osobą, jakiej by się oberwało. Wiedział, jak ważna dla Uchihy była praca w teatrze, nienaganna opinia i nie chciał, aby przez swoje widzimisię miał zniszczyć życie ważnej dla niego osobie. Ostatecznie i tak sprawa sama się rozwiązała, czy też raczej Sakura pomogła, mając w tym duży udział.

— Ponoć — powtórzył Naruto. — W sumie będę się zbierać — rzucił, powoli wychodząc z wody. Szybko zgarnął bransoletkę z kluczykiem, po czym jako tako wytarł się ręcznikiem, który później owinął sobie wokół bioder. Mimowolnie zadrżał na całym ciele, gdy poczuł powiew chłodnego wiatru.

— Mhm, ta, idź, idź, może wpadnę wieczorem, to pokażę ci okoliczne bary — zaproponował, nawet nie zerkając w stronę Uzumakiego.

Naruto wzruszył ramionami, bo i tak nie miał planów na wieczór, więc był gotowy przyjąć propozycję. Ruszając już w stronę wejścia do łaźni, rzucił jeszcze:

— Zgoda.

Liczył, że mimo wszystko nie pożałuje tej decyzji i wieczór okaże się przyjemny. Może udałoby mu się dowiedzieć co nieco o życiu chrzestnego, trochę go poznać, bo, jakby nie patrzeć, aktualnie Jiraiya był jedyną osobą z rodziny, która mieszkała w Japonii. Tak więc możliwe, że miałby kogo odwiedzić na jesień, z czego chętnie by skorzystał.


VvV

7 — nazwa Hōmei dosłownie oznacza krzyk feniksa