10. Bo cię pragnę

Kiedy Naruto wrócił do domu w niedzielny wieczór, od razu wpakował się pod prysznic, żeby zmyć z siebie zmęczenie, które aż za bardzo dawało mu się we znaki. Co prawda przez cały dzień zdążył pozbyć się uciążliwego kaca, ale jakoś tak jego samopoczucie się nie poprawiło. A powinno — w końcu przed wyjazdem obgadał z chrzestnym szczegóły, aby Jiraiya przyjechał do niego w piątek, dzień przed premierą, żeby móc jeszcze odpocząć po podróży. Cóż, naprawdę się cieszył, że mężczyzna będzie obecny podczas występu, zwłaszcza że jego rodzice nie byli w stanie przylecieć. Tak więc przynajmniej kogoś z rodziny będzie miał na widowni i samo to powinno wprawiać go w dobry nastrój. Zapewne tak by było, gdyby nie ta krótka wiadomość od Sasuke.

Szczerze mówiąc nigdy by się nie spodziewał, że Uchiha go przeprosi, mimo że podświadomie liczył na taki gest ze strony byłego kochanka. W końcu to on zawinił, to on przez pół roku ukrywał przed nim fakt posiadania narzeczonej, to on go okłamał. Ale też to właśnie on sprawił, że Uzumaki stracił głowę.

Dla niego.

W ciągu tych sześciu miesięcy Naruto nie raz i nie dwa zdążył utwierdzić się w przekonaniu, że najzwyczajniej w świecie zakochał się w tym wrednym dupku. W jego chłodnej postawie, w jego ciężkim charakterze, w jego tajemniczości, przez którą musiał się niezwykle natrudzić, aby odkryć poszczególne karty z życia Sasuke. Ale kochał to — kochał to wyzwanie, to, że życie z Uchihą nie było takie łatwe. Wręcz przeciwnie, po drodze zawsze czekały go jakieś przeszkody, które musiał pokonać, aby móc jeszcze bardziej zbliżyć się do byłego kochanka. Kochał też to rosnące między nimi praktycznie z dnia na dzień pożądanie.

A gdzie było pożądanie, tam był też ogień i można było się domyśleć, że prędzej czy później któryś z nich się poparzy.[9] Bez wątpienia zderzenie się z przykrą prawdą bolało, ale Naruto nie mógł powiedzieć, że nawet przez to byłby zdolny ot tak porzucić wspomnienia związane z Sasuke. Nie potrafił — ilekroć przypominał sobie o Sakurze, o brutalnym kłamstwie, to zawsze gdzieś przebijały się przyjemne, gorące chwile spędzone z Uchihą. I chociaż już dawno powinien uraczyć mężczyznę prawym sierpowym, całkowicie się od niego odciąć, to nie był w stanie tego zrobić. Najzwyczajniej w świecie brakowało mu bliskości z shite, któremu oddał całego siebie. Któremu ofiarował o wiele więcej niż jakiejkolwiek innej osobie. Z którym był szczęśliwy, mimo że nigdy nie mógł być niczego pewien. Jednak właśnie to ta niepewność jutra sprawiała, że imitacja związku z Sasuke stawała się jeszcze bardziej ekscytująca.

Naruto przekręcił kurek z wodą i wzdrygnął się, gdy po jego ciele zaczęły spływać zimne krople. Albo mu się zdawało, albo jego tymczasowa nienawiść do Uchihy stopniowo zaczęła zanikać, a na jej miejsce wkradała się niepewność. Czy postąpił słusznie, że nie dał się wytłumaczyć Sasuke? Czy wybuch złości był konieczny? Czy musiał pogrążać się w nienawiści do mężczyzny, tylko dlatego, że zawsze działał impulsywnie, a później nie chciał przyznać się do błędu?

Nie miał pojęcia, ale duży wpływ na jego zawahanie miała ta wiadomość od shite. No bo tak na dobrą sprawę, to wcześniej już z góry założył, że Uchiha nie poczyni żadnego kroku w kierunku pogodzenia się, a przede wszystkim — wyjaśnienia tej sytuacji. Niemniej jednak wyglądało na to, że Sasuke też potrafił zdobyć się na przeprosiny.

Po kilku kolejnych minutach Uzumaki ostatecznie skorzystał z prysznica jak należy, a nie tylko marnował wodę, gdy stał pod strumieniem wody i rozmyślał o przeszłości. I przyszłości, bo skoro Uchiha się odezwał, to znaczyło, że będą musieli w końcu sobie wszystko wyjaśnić. Plusem było chyba jedynie to, że spotkają się dopiero następnego dnia w pracy, w poniedziałek, więc pozostawało mu jeszcze kilka godzin na przemyślenia.

Naruto chwilę później skończył się kąpać, po czym zawiązał sobie tylko ręcznik wokół bioder i ruszył do pokoju. Skrzywił się, gdy zauważył na łóżku walizkę, ale czym prędzej się jej pozbył i w końcu mógł się położyć. I prawie, już niemal dotykał ciepłej pościeli, gdy w całym mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Przez głowę Uzumakiego przeszła szalona myśl, że to Jiraiya złożył mu wcześniej wizytę, bo sytuacja była identyczna jak ta w hotelu, ale prędko odrzucił ten pomysł. Był zbyt nierealny do wykonania, zwłaszcza że przecież chrzestny chwalił się planami na kolejne badania w onsenach znajdujących się bliżej centrum Sendai. Tak więc to nie mógł być on. Z rosnącym poczuciem niepewności Naruto ruszył do przedpokoju, żeby zerknąć przez wizjer. Niestety światło na klatce musiało już zgasnąć, bo zobaczył jedynie ciemność. Nieco zdezorientowany uchylił drzwi i praktycznie wmurowało go w ziemię, gdy dostrzegł swojego gościa.

— Jesteś — stwierdził Sasuke, a jego twarz jedynie przez ułamek sekundy wyrażała zaskoczenie, gdy Naruto otworzył drzwi.

Uzumakiego dosłownie zatkało, no bo… nie dość, że najpierw otrzymał przeprosiny od Uchihy, to jeszcze ten się do niego pofatygował. Pytanie tylko: po co? Jednak przez te niepotrzebne myśli przebijało się coś innego — dopiero widok Sasuke uświadomił mu, jak bardzo wciąż pragnął mężczyzny. Że nie miała znaczenia żadna Sakura, ani aranżowane małżeństwo. Również ojciec gardzący homoseksualistami odchodził w zapomnienie, bo liczył się tylko stojący przed nim były kochanek — osoba, którą pokochał, a która też sprawiła mu ból. W tym momencie walczyły w nim dwie tak skrajnie sprzeczne emocje, że był w stanie tylko patrzeć w te ciemne oczy i wyczekiwać ruchu ze strony Uchihy.

Jednak Sasuke również nie spieszył się z wyjaśnieniami, bo jedynie zamknął za sobą drzwi, po czym zbliżył się do Naruto. Podchodził powoli, zupełnie jakby czaił się na swoją ofiarę, przez co Uzumaki wręcz odruchowo cofnął się i zderzył ze ścianą. Uchiha wykrzywił kąciki ust w niewielkim uśmiechu, a w następnej sekundzie przyciskał mężczyznę do twardej powierzchni i z tak małej odległości wpatrywał się w niebieskie tęczówki. W oczy, które wyrażały w tym momencie niemal wszystko — zaskoczenie, zdezorientowanie, strach i ekscytację. Mężczyzna podjął grę i lekko się pochylił, żeby bez problemu móc pocałować byłego kochanka, na co ten mu zwyczajnie pozwolił.

W tej pieszczocie nie było żadnego zawahania — obaj tego pragnęli od dłuższego czasu i dawali jedynie upust pożądaniu, które wypełniło ich od środka. Całowali się zachłannie, tak, jakby w każdej chwili okazało się to jedynie sennym majakiem. Spragnione dotyku ręce błądziły po drugim ciele, żeby raz po raz wpleść dłonie we włosy i przyciągnąć drugą twarz jeszcze bliżej i bliżej, jakby chcąc zamknąć tę drugą osobę w mocnym uścisku.

Nie było też żadnych słów, które mogłyby zrujnować tę wyjątkową chwilę. Po złości, którą odczuwał Naruto, po chęci wyparcia faktu bycia tym trzecim z pamięci, przyszedł czas na racjonalną ocenę sytuacji. I chociaż wciąż nie widział w tym swojej winy, to nie mógł zaprzeczyć, że po prostu brakowało mu Sasuke. Że tęsknił za jego dotykiem, jego brutalnymi pocałunkami, momentami okazywaną władczością, nawet, cholera, za tą jego wrednością tęsknił!

Uzumaki z ledwością stłumił jęk, gdy Uchiha przeszedł z pocałunkami na jego szyję. Czuł ciepły język na skórze, który sukcesywnie przemieszczał się w górę, rejestrował dotyk chłodnych dłoni na biodrach i słyszał przyspieszony oddech Sasuke. Wariował i gdyby po chwili były kochanek nie przygryzł mu ucha, prawdopodobnie przypuszczałby, że faktycznie to wszystko okazało się jedynie snem. A bardzo by tego nie chciał.

— Pragnę cię — wyszeptał mu do ucha Uchiha.

Gorąco uderzyło w klatkę piersiową Uzumakiego, kiedy dotarł do niego sens tych dwóch słów. Zdecydowanie sytuacja była jak najbardziej realna i żeby móc ją w pełni wykorzystać, odrzucił w kąt przeszłość. Chciał skupić się tylko na tym dotyku, na odczuwaniu przyjemności, a niepotrzebne rozmyślanie mu to stanowczo utrudniało.

Naruto przeniósł obie dłonie na twarz Sasuke, żeby przyciągnąć go do kolejnego pocałunku. Nie odpowiedział na jego wyznanie, bo nie widział takiej potrzeby. Poza tym nie był pewny czy zdobyłby się na sklecenie sensownego zdania, kiedy wręcz czuł rozchodzący się pod skórą żar, który prosił się o ugaszenie. I dłużej nie miał zamiaru tego ignorować — skorzysta z okazji, a konsekwencjami będzie martwił się później, znacznie później.

VvV

— Śpisz? — mruknął Uzumaki, wsłuchując się w bicie serca Uchihy. Leżał z głową przyciśniętą do jego klatki piersiowej, ciasno obejmował go w pasie i zwyczajnie patrzył przed siebie. Prawie niczego nie dostrzegał w ciemności nocy, ale po prostu nie mógł zasnąć, nie po tym, co jeszcze niedawno robili. Cicho się zaśmiał, gdy odpowiedziało mu niewyraźne warknięcie — no cóż, Sasuke faktycznie mógł spać, a on go obudził, ale wciąż nie zdążyli wyjaśnić sobie paru kwestii. A Naruto jak najbardziej zdawał sobie sprawę, że w tygodniu nie będzie na to czasu, bo praca, kolejne próby, na których wielokrotnie Orochimaru będzie wyciskać z nich siódme poty. Tak więc nie mógł pozwolić, żeby najbliższa okazja rozmowy uciekła mu tuż przed nosem.

— Już nie — odparł. Chciał się przeciągnąć, ale przyklejony do niego mężczyzna uniemożliwiał mu to zadanie. Właśnie: Naruto… tak jakby był mu winny wyjaśnienia, ale nie planował przyjścia do niego. To nie tak miało być, bo już wystarczająco się ośmieszył, kiedy wysłał tego smsa z przeprosinami, ale Uzumaki nigdy nie miał się dowiedzieć o Haruno. Jakby nie patrzeć wszystko szło gładko, sprawnie, ot spotykali się, kiedy miał na to ochotę, nie musiał się bać, że Naruto zacznie namawiać go na założenie rodziny czy marudzić o wspólne zamieszkanie. Będąc z Naruto jednocześnie był wolny i to właśnie najbardziej pasowało mu w tym układzie. Bo Sakura przypominała mu o Fugaku, w końcu to ojciec był odpowiedzialny za wybór kandydatki na jego żonę. A Uzumaki, cóż, z Uzumakim było o wiele łatwiej, bo to z nim mógł sobie pozwolić dosłownie na wszystko, nie musiał się niczym przejmować, do nikogo się dostosowywać. Dlatego też nie chciał go stracić, mimo że sam dopuścił do jego odejścia.

Naruto podniósł głowę, żeby spojrzeć na twarz Sasuke i niemal sapnął z zaskoczenia, gdy wbił wzrok w ciemne tęczówki. Nie spodziewał się, że mężczyzna również będzie miał otwarte oczy i zwyczajnie odczuł lekki dyskomfort, jakby został złapany na gorącym uczynku.

— Rzeczywiście już nie śpisz — stwierdził, wpatrując się w Uchihę. Ten jedynie zmarszczył brwi, ale wcale nie było mu do śmiechu. Zdawał sobie sprawę, że kilka godzin wcześniej nie mieli problemu, żeby się do siebie zbliżyć, a zwyczajna rozmowa przychodziła im z trudem. Cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo?

— Ciężko zasnąć, jak cię ktoś dusi — powiedział. Chwilę nad czymś rozmyślał, po czym niespodziewanie złapał Naruto za ramiona i przewrócił go na plecy. Usiadł mu na biodrach, zupełnie nie przejmując się tym, że pościel zsunęła się z ich nagich ciał, a ręce przytrzymał mu po bokach.

— Oszalałeś, draniu?! — krzyknął zaskoczony Uzumaki. Nie spodziewał się tak nagłego ataku ze strony Uchihy, zwłaszcza że nie miał pojęcia co kłębiło się pod tą czarną czupryną. Gdyby nie światło ulicznych lamp przebijające się przez zasłony, prawdopodobnie nie dostrzegłby groźnego uśmieszku błąkającego się po jego ustach.

— To za to, że zwiałeś bez wyjaśnienia.

— Zwiałem? — oburzył się Naruto, próbując uwolnić nadgarstki, ale Sasuke trzymał go za mocno. Dodatkowo na jego niekorzyść działał fakt, że aktualnie mężczyzna znajdował się w lepszej pozycji i miał większy zakres ruchów w przeciwieństwie do niego. Patrzył na Uchihę z dołu, niczego sobie nie robiąc z jego groźnego spojrzenia. Przyzwyczaił się do powierzchownej złości byłego kochanka, bo tak naprawdę stanowiło to jedynie nieco skomplikowaną formę obrony. Jednak nawet on nie spodziewał się tak gwałtownych reakcji ze strony shite, więc nie do końca miał pojęcie, jak powinien się do tego odnieść. W pierwszej chwili całkowicie zaskakiwała go ta nagła zmiana zachowania Sasuke, ale w drugiej uświadamiał sobie, że przecież wciąż miał przed sobą jedną i tę samą osobę.

— Zwiałeś — powtórzył Sasuke. — Tak bardzo zabolała cię informacja o mojej, pożal się Boże, narzeczonej?

Zatem to o Sakurę chodziło. No cóż, jakby nie patrzeć, to Naruto w końcu dostał tę swoją wyczekiwaną rozmowę o Haruno.

— Jak tak, to co? — Wściekł się, bo źle odebrał ten kpiący ton głosu Sasuke. Jakby podczas tej jednej rozmowy mężczyzna nie mógł powstrzymać się od uszczypliwości, wiele by to ułatwiło.

— A to, że jesteś największym młotem, jakiego znam.

— Młotem… to żeś super sobie znalazł sposób na przeprosiny.

Uchiha wzmocnił uścisk na nadgarstkach i pochylił się, żeby móc z bliższej odległości spojrzeć Uzumakiemu w oczy. Faktycznie życie z tym młotkiem nie należało do niczego łatwego, ani, tym bardziej, nudnego.

— Naprawdę? Mam cię przepraszać za to, że wolę spotykać się z facetem niż spędzać czas z własną narzeczoną? Niskie mniemanie o sobie masz ostatnio, Uzumaki.

— Okła… — urwał, gdy dotarł do niego sens słów Sasuke. Och, oczywiście, że naszły go wcześniej takie myśli, ale sukcesywnie zduszał je w zarodku, zanim na dobre zdążyłyby zalać mu głowę. Uchiha nie sprawiał wrażenia kogoś, kto interesowałby się płcią piękną, a już zwłaszcza byłby skory do obsypywania partnerki różnymi prezentami, szykowałby nastrojowe kolacje czy szeptał czułe słówka. Mężczyzna zwyczajnie był zbyt szorstki w obyciu, żeby zdobyć się na gesty niczym bohater z jakiejś tandetnej komedii romantycznej. Niby Naruto sam lubił czasami drobne pieszczoty i wspólne leniuchowanie w łóżku, ale nie wyobrażał sobie, żeby Sasuke nosił go na rękach czy sto razy dziennie zapewniał o swojej miłości. Nigdy nie ukrywał, że połączył go z Uchihą seks, że od tego zaczęli znajomość, która z jego strony przerodziła się w coś głębszego. Niemniej jednak wciąż nie przyzwyczaił się do informacji o Sakurze, wciąż było to dla niego czymś, co najchętniej wyparłby z pamięci.

— Okłamałem — prychnął były kochanek. — Doskonale wiesz, że to miało być jednorazowe spotkanie — stwierdził Sasuke, nawiązując do początku ich znajomości.

— Miało — poparł go Naruto. I nagle jakby zdał sobie z czegoś sprawę — mężczyzna mówił prawdę, to ich pierwsze, prywatne spotkanie miało być jedynym, a jakoś tak wyszło, że przez te pół roku spotykali się regularnie. Poza tym w dużej mierze zależało to właśnie od Uchihy, który zawsze deklarował się, że to ostatni raz, żeby w przyszły weekend ponownie umówić się z Uzumakim. Czyżby nie tylko mu zależało?

— Naprawdę jesteś kretynem, Naruto — powiedział. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę również ze swojego błędu, ale nie znaczyło to wcale, że się do niego przyzna. Co to to nie. Wolał zostawić to nieporozumienie w spokoju i nie wracać do tej kwestii, niż kolejny raz odsłaniać przed Uzumakim tę słabszą stronę i go przepraszać. Może to się należało mężczyźnie, może był mu winien wyjaśnienia, ale nie zmieniało to faktu, że nie potrafił się przełamać. Od kiedy tylko pamiętał, zawsze brał wszystko to, czego zapragnął, nie musząc dawać niczego w zamian. Walczenie z samym sobą, żeby zrobić coś wbrew sobie, okazywało się sporym wyzwaniem. Nawet jak na niego. Dlatego też łatwiej było ponownie coś wziąć, zacząć coś od nowa, niż starać się ułożyć w całość ruiny czegoś, co zaprzepaścił. Pozostawało jedynie pytanie, czy Naruto mu na to pozwoli.

— A co z... jak jej tam było? Sakurą? — zapytał.

— Co niby ma być?

— No nie wiem? Tak jakby jesteś jej narzeczonym, jakbyś nie zauważył. A twój ojciec chyba oczekuje, że weźmiesz ślub. Mylę się?

Sasuke nic nie powiedział i Naruto już wiedział, że raczej nie doczeka się żadnej odpowiedzi. Trochę zdążył poznać Fugaku i bez dwóch zdań był to mężczyzna niezwykle staromodny, chociaż spora część społeczeństwa odcinała się od przeszłości. Niestety dyrektor teatru pozostawał wierny rodzinnym zwyczajom, przez co shite miał z góry zaplanowaną przyszłość. Życie byłego kochanka było tak inne od jego, mimo że byli rówieśnikami, to zostali wychowani w zupełnie różnej atmosferze — Naruto decydował sam za siebie, sam wybrał sobie zawód, rodzice niczego mu nie narzucali, wręcz przeciwnie, cały czas go wspierali. Natomiast Sasuke musiał być na każde skinienie ojca, na każde jego polecenie i prawdopodobnie niewiele miał do powiedzenia w kwestii, w której się nie zgadzał. Musiało to być zrobione natychmiast, bez narzekania, wykręcania się czy uciekania. To było przykre, że zdarzali się jeszcze ludzie, którzy w ten sposób krzywdzili własne dzieci, chcąc naprawić błędy ze swojej przeszłości. Chcąc, żeby potomkowie zrealizowali ich niespełnione marzenia czy cele. Zdecydowanie tak nie powinno być i Uzumaki jak najbardziej zdawał sobie sprawę, że ot tak nie można było się od tego uwolnić. Narzucone przekonania musiały wyryć się głęboko w psychice Uchihy, bo w innym przypadku nie przejmowałby się zdaniem ojca, nie byłby mu tak posłuszny.

Naruto przyjrzał się twarzy Sasuke, jakby chcąc doszukać się w niej jakichś emocji, czegoś, co pokazywałoby, że mężczyzna czuł się swobodnie w jego obecności. Nieco zabolało go, gdy nie dostrzegł niczego poza wybijającym się na pierwszy plan chłodem, ale nie przejął się tym. Wielokrotnie nawet przed nim Uchiha ukrywał swoje „drugie ja", bo uważał je za słabość, za wadę, która nie powinna być wystawiona na światło dzienne. Jednak to nic nie szkodziło, w końcu z nich dwóch to on był tym pogodniejszym, tym, który zawsze podnosił tego drugiego na duchu, mimo że nie raz i nie dwa spotykało się to z workiem kpiny i wiadrem wściekłego jadu. Przez te pół roku przywykł do tego, więc wiedział też, jak powinien działać w takich sytuacjach. Kolejny raz zrzucił swoje potrzeby na dalszy plan, chcąc najpierw uszczęśliwić kogoś, kto bardziej potrzebował uwagi.

— Puść — zażądał ni z tego, ni owego, wpatrując się z determinacją w ciemne tęczówki.

Jakby odruchowo Sasuke uwolnił nadgarstki Naruto i po chwili poczuł, jak ten przyciągnął go do siebie. Jako że nie spodziewał się tak gwałtownego ruchu ze strony byłego kochanka, niemal bezwładnie runął na niego całym ciałem. Przy okazji uderzając go czołem w nos. Mimowolnie parsknął śmiechem, kiedy usłyszał jęk Uzumakiego, jak również dostrzegł grymas na jego twarzy. No cóż, sam był sobie winien.

— Dupek — mruknął Naruto, ale po chwili wplótł dłonie we włosy Uchihy i przyciągnął mężczyznę jeszcze bliżej, żeby móc bez problemu go pocałować. Działał instynktownie, bazując na sytuacjach z przeszłości, nie przejmując się tym, że przecież praktycznie niczego nie wyjaśnili między sobą. Jednak deklaracja, że Sasuke wolał spędzać czas z nim niż ze swoją narzeczoną w jakiś sposób poprawiła mu humor. Cóż tu dużo mówić — przybił sobie mentalną piątkę, bo wreszcie poczuł się potrzebny. Chociaż nie powinien cieszyć się z nieszczęścia Haruno, to w tym przypadku zwyczajnie nie mógł się powstrzymać. Był o krok do przodu przed kobietą, bo ona nie potrafiła dać mężczyźnie tego, co on. Przede wszystkim ona nie była nim — osobą, którą jednak Uchiha obdarzył uczuciem. To nic, że aktualnie ani nie umiał się do tego przyznać, ani tego okazać. Na to przyjdzie jeszcze czas. Prawdopodobnie na dużo rzeczy znajdą chociażby chwilę.

— Wciąż cię nienawidzę za to, co zrobiłeś — szepnął mu do ucha i zauważył, jak Sasuke dosłownie na moment znieruchomiał. Kiedy powiedział to głośno, na spokojnie, a nie pod wpływem skrajnych emocji, w końcu odczuł ulgę. Potrzebował tego wyznania, żeby ostatecznie móc pogodzić się z wydarzeniami z przeszłości, które go naprawdę zabolały.

— Nie oczekuję miłości — odparł Sasuke, kiedy przetrawił tę informację.

— Wiem — powiedział. — Jak również wiem, że nawet gdybyś tego oczekiwał, to byś się do tego nie przyznał — dodał.

— Ni… — urwał, gdy Naruto nagle się od niego odsunął tylko po to, żeby sekundę później się przybliżyć i go pocałować.

Uzumaki nie pozwolił mężczyźnie niczego dopowiedzieć — brutalnie wpił się w jego usta, nie chcąc, żeby jakieś przekonanie Uchihy zniszczyło tę spokojną noc. Dłonie z jego policzków przesunął dalej, aby móc wpleść je w czarne włosy, które raz po raz przegarniał między palcami. Fakt, poznanie przykrej prawdy sprawiło, że poczuł do byłego kochanka nienawiść za to, że w taki sposób go oszukał, ale nie zmieniało to tego, że zwyczajnie chciał Sasuke. Tu i teraz. I w tym momencie ponownie zamierzał się niczym nie przejmować i wziąć to, czego od dłuższego czasu pragnął. Całkowicie zapominając o tym, co się wydarzyło, jeszcze tę jedną noc bez żadnych konsekwencji mógł oddać mężczyźnie. Nie miał pojęcia, co później zrobi, jak ich relacja będzie wyglądała, ale było to nieistotne. Zwłaszcza że Uchiha nie pozostał bierny i również przeszedł do działania, tak więc skończyło się rozmyślanie o niepotrzebnych rzeczach. Naruto skupił się na tym, aby odczuwać przyjemność, aby jak najdłużej nacieszyć się bliskością Sasuke. Dał się pochłonąć szaleństwu, zgubił się w tej marnej imitacji związku i być może będzie tego żałował, ale aktualnie liczył się tylko Uchiha.

VvV

Wczesnym rankiem głos Sasuke obudził Naruto, który domyślił się, że Uchiha prawdopodobnie rozmawiał z kimś przez telefon. Niechętnie otworzył oczy i wbił wzrok w nagie plecy mężczyzny, zauważając, że ten trzymał w jednej ręce telefon, a drugą starał się założyć spodnie. Biorąc pod uwagę niemal zawsze obecną byłemu kochankowi perfekcję, taki widok zwyczajnie go rozbawił. Parsknął śmiechem, a kiedy dostrzegł, że shite spojrzał na niego groźnie, starał się zamaskować swoją reakcję kaszlem. Z marnym skutkiem, rzecz jasna.

Chwilę później Sasuke pożegnał się i schował komórkę do kieszeni spodni, po czym już normalnie, bez pospiechu, dokończył doprowadzanie siebie do porządku. Następnie zerknął na Naruto, który jak gdyby nigdy nic obserwował go w najlepsze. Uniósł brew w geście zdziwienia i usiadł na skraju łóżka, żeby mniej więcej zrównać się spojrzeniem z Uzumakim.

— Co? — prychnął, poprawiając jeszcze mankiety koszuli.

— Nic — odparł i przesunął się, żeby bez problemu móc złapać byłego kochanka za szyję i przyciągnąć do ostatniego, leniwego pocałunku. Trwało to kilka sekund, zaledwie musnął usta Sasuke, żeby po chwili się całkowicie odsunąć. — Potrzebuję czasu — dodał, kiedy spoglądał prosto w ciemne tęczówki. Z trudem przyszło mu wypowiedzenie tych dwóch słów, ale wiedział, że bez tego po prostu nie da rady. Musiał sobie na spokojnie przemyśleć tę sytuację, oswoić się z prawdą i tym, że Uchiha wciąż go pragnął, mimo że miał narzeczoną. Zdawał również sobie sprawę z tego, że spędzenie tej nocy z byłym kochankiem jakoś tak pomogło im pogodzić się z rzeczywistością i rozwiać wszelkie wątpliwości. Ostatnią rzeczą, jaka im została, było podjęcie decyzji o dalszych losach imitacji związku. Chociaż… jak Uzumaki patrzył prosto w oczy mężczyzny, domyślał się, że ten już dawno zdecydował. W tym momencie ich wspólna przyszłość zależała jedynie od niego.

— A więc ci go dam — powiedział Sasuke i wstał z łóżka. Rzucił Naruto krótkie spojrzenie i ruszył w stronę wyjścia z sypialni. Zrobił nawet o krok za dużo w kierunku ratowania tego związku, ale też nie miał zamiaru nagle się wycofywać po tym, jak już się ugiął. Również nie planował niczego więcej od siebie dawać — jeśli chodziło o niego, to z jego strony sytuacja przedstawiała się czysto. Mimo że nie przyznał się do tego głośno, mimo że zawsze ciężko przychodziło mu powiedzenie o własnych uczuciach, to pokazywał wszystko gestami. I właśnie ubiegłej nocy dał Uzumakiemu do zrozumienia, że był gotów wejść drugi raz do tej samej rzeki. Całą resztę pozostawił w rękach… być może wcale nie tak bardzo byłego kochanka.


VvV

9 — nawiązanie do piosenki P!nk – Try