12. Bo będę tuż obok ciebie. Zawsze

Główna próba przed premierą również przebiegała bez żadnych zakłóceń czy niespodzianek — chór do perfekcji opanował zgranie z muzykami tak, że całość brzmiała po prostu pierwszorzędnie. Aż miło było słuchać jak z cichej, spokojnej melodii, nagle utwór zmieniał wydźwięk, a brzmienie było cięższe, mocniejsze, bardziej przerażające i mroczne. Ta niespodziewana zmiana miała towarzyszyć zakończeniu pierwszej części spektaklu, podczas której shite popełniał seppuku. Później na scenę wbiegało dwóch innych aktorów, aby odegrać krótką farsę i dać czas głównej postaci na wycofanie się do pokoju lustrzanego. Tam Sasuke zakładał inny strój, aby powrócić na podwyższenie jako duch zmarłego wojownika.

Ogólnie program spektaklu, który wystawiali, skupiał się wokół dwóch głównych scen i jednego przedstawienia kyōgen[11]. Nadchodząca premiera wchodziła w skład serii „Cień wiatru" i stanowiła jedną z jej trzech części. Na całość składały się „Pięć stopni do…" — opowieść o kapłance, która zawdzięczała życie samemu bogu śmierci, „Między zmierzchem a świtem" — historia demona uwięzionego w ludzkim ciele, oraz dramat opowiadający o duchu przeciętnego wojownika, który do końca pozostał wierny własnym przekonaniom — „Tatsuya — droga bez powrotu". Właśnie tę ostatnią sztukę doprowadzali do perfekcji, żeby podczas nieubłaganie zbliżającego się wieczoru, jak najlepiej zaprezentować Narodowy Teatr Nō, żeby ludzie jeszcze długo mówili o tym występie, żeby było o nim głośno i każdy dobrze wspominał czas spędzony na publiczności.

Młody Uchiha z utęsknieniem wyczekiwał momentu wycofania się za kulisy, żeby móc chociaż przez chwilę odsapnąć. Na generalnej próbie występowali w oficjalnych strojach, żeby się do nich przyzwyczaić, co jedynie tylko nieznacznie utrudniło im pracę. Przynajmniej mu, bo teatr nō słynął z wystawnych kostiumów — przebrania były szyte ręcznie z największą dokładnością, a ich zdobienia prezentowały się niezwykle efektownie. Nie miało znaczenia to, jaką pozycję społeczną zajmowała dana postać, bo nawet strój ubogiego staruszka wyglądał imponująco i zdecydowanie nie pasował do wizerunku biednego, zmęczonego życiem człowieka. Z kolei całkiem inaczej przedstawiała się kwestia dodatków, bo te były, w porównaniu do kostiumów, zdecydowanie skromne. Najważniejszy okazywał się wachlarz, a jego ruchy były istotne z tego względu, że mogły symbolizować dosłownie wszystko, o czym niestety Sasuke musiał pamiętać — miecz, atak czy nawet imitować drżenie gałęzi na wietrze. Oczywiście przedmiot został ozdobiony odpowiednim malowidłem pasującym do stroju aktora. Dodatkowo shite mógł dzierżyć prawdziwą broń, chociażby katanę czy łuk, w zależności od odgrywanej roli.

Tyle tylko, że to nie kostium irytował młodego Uchihę, bo było coś, co bardziej mu doskwierało, ale się nie skarżył. Jako główny aktor musiał nosić zarówno maskę, jak i perukę, żeby się wyróżniać na scenie. Niestety. O ile zlepek tych sztucznych włosów mu nie przeszkadzał, tak drewniane przykrycie twarzy stanowiło pewien dyskomfort. Jakby miał na coś narzekać, to zdecydowanie byłyby to zbyt małe otwory na oczy. Wiedział, że do zakończenia drugiej części zdoła się przyzwyczaić, ale tak czy inaczej nie był zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Jednak nie pierwszy raz mierzył maskę, więc nie przejmował się ewentualną wpadką, bo to po prostu nie wchodziło w grę. Nie był typem, który burzył się, gdy coś utrudniało mu osiągnięcie sukcesu — najzwyczajniej w świecie pozbywał się przeszkody. I tak też zamierzał zrobić tym razem; nie zwróci najmniejszej uwagi na nieznaczny dyskomfort, ale w pełni się skupi, żeby nie przynieść rodzinie wstydu. W końcu to aktualnie najbardziej się liczyło — zdawał sobie sprawę z reakcji ojca, gdyby pomylił kwestię lub kroki. Fugaku prawdopodobnie wściekłby się bardziej niż gdyby dowiedziałby się, że jego młodszy syn był gejem. Jakby nie patrzeć to teatr był dla mężczyzny takim oczkiem w głowie, o które dbał i się troszczył, więc nie było mowy o jakimkolwiek potknięciu. Jak również Sasuke nie mógł pozwolić sobie na popełnienie błędu w obecności byłego kochanka, który niemal od samego początku stał się jego scenicznym rywalem.

W ciągu trzech tygodni, podczas których prawda o narzeczonej wyszła na jaw, podczas których nie raz i nie dwa się pokłócili, podczas których Sasuke przeprosił Naruto, praktycznie nic nie uległo zmianie. Uzumaki od momentu, kiedy poprosił o czas do namysłu, nie odezwał się do niego, wręcz jakby znowu starał się go unikać. Chociaż tyle dobrego, że na scenie nie dał po sobie niczego poznać i wywiązywał się ze swojej roli. Mimo tego, co się wydarzyło, o dziwo wciąż potrafili się zgrać tak, jakby bezbłędnie odczytywali swoje ruchy z wyprzedzeniem kilku sekund. Nawet on nie mógł zaprzeczyć, że Naruto był cholernie dobrym partnerem, nie tylko tym scenicznym. Jak również nie przyznałby się, że rozmowa sprzed dwóch dni z Itachim co nieco mu rozjaśniła, dzięki czemu obeszło się bez izolowania w sypialni i zadręczania chaotycznymi myślami. Nie miał pojęcia, co zrobi, ale wiedział, że nie tylko zbliżająca się premiera będzie jego debiutanckim krokiem.

Sasuke kątem oka zerknął na stojącego obok niego mężczyznę — z postawy Naruto biła pewność siebie, nie wahał się, a niebieskie tęczówki błyszczały determinacją. Kiedy przez ten moment spojrzał w oczy byłego kochanka, dostrzegł w nich coś, czego z pewnością nie spodziewałby się zobaczyć. Niestety nie miał za dużo czasu na analizę, bo próba wciąż trwała, a on nie mógł sobie pozwolić na wcześniejszą przerwę.

Młody Uchiha upadł na kolana, w dłoni trzymając tantō — nóż do rytualnego samobójstwa. Przez chwilę starał się wyrównać oddech, doskonale będąc świadomym bliskości Uzumakiego. Naruto, który pełnił rolę kaishaku, stał tuż za nim i teoretycznie miał ukrócić jego męki poprzez ścięcie głowy.

Na sali zapanowała całkowita cisza — chór zdawał się już szeptać, a głosy poszczególnych osób stopniowo zanikały, żeby po chwili nie było słychać już nikogo. Również muzycy zaprzestali gry na instrumentach, w oczekiwaniu na kulminacyjny moment spektaklu. Sasuke wziął głęboki wdech, uniósł obie dłonie, w których dzierżył nóż i zanim wykonał ruch, zdążył poczuć, jak Naruto położył mu rękę na głowie.

Nagle w całym pomieszczeniu rozbrzmiała gwałtowna muzyka, do której dołączyły głośne, wyraźne słowa piosenki. Z oczywistych przyczyn cięcie nie doszło do skutku, ale na scenę właśnie wbiegli aktorzy występujący podczas kyōgen, tak więc shite mógł się niepostrzeżenie wycofać. Zanim jednak to się stało, rozległy się oklaski ze strony widowni, więc wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. Nie trwało to długo, bo Fugaku dosłownie przez kilka sekund wyraził swoje zadowolenie, ale po chwili zwrócił się do członków ekipy:

— Piętnaście minut przerwy, a później wznawiamy drugą część — powiedział spokojnie. — Moje gratulacje, zagrajcie tak wieczorem, a aplauz będzie głośniejszy — dodał. Dostrzegł zaskoczenie na twarzach pracowników, ale wynikało to jedynie z tego, że bardzo rzadko zdarzało się, żeby tak otwarcie chwalił ekipę. Niemniej jednak zasłużyli. Machnął jeszcze ręką, dając im znać, żeby się rozeszli i zajęli sobą, a on sam wdał się w dyskusję z choreografem. Orochimaru również był zadowolony z pracy aktorów, którzy do perfekcji opanowali wszystkie układy. Zapowiadał się wielki wieczór dla Narodowego Teatru Nō.

VvV

Uzumaki starał się przecisnąć między tłumem ludzi oczekujących na otworzenie drzwi do sali, w której odbywała się premiera. Domyślał się, że to był zły pomysł, aby na kilka minut przed rozpoczęciem spektaklu wyskoczyć po butelkę wody. A mógł siedzieć spokojnie na tyłku w garderobie i odliczać pozostały do występu czas. Szkoda, że dopiero w tym momencie wziął taką sytuację pod uwagę, ale musiał to niestety przeboleć.

Kiedy prawie udało mu się wydostać z tłumy, usłyszał, jak ktoś krzyczał jego imię.

— Naruto! — zawołał dziwnie znajomy głos. — Ej, Naruto, czekaj, dzieciaku!

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, bo tylko jedna osoba mogła go nazwać „dzieciakiem". Obrócił się, po czym zaczął wyszukiwać bujnej, białej fryzury chrzestnego na tle innych ludzi. Kiedy tylko zauważył Jiraiyę, ten dosłownie chwilę później stanął tuż przed nim, a Naruto wmurowało w ziemię, czym nie omieszkał się podzielić.

— Założyłeś garnitur — powiedział, nieco zaskoczony. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z obowiązkowego ubioru, bez którego dana osoba nie zostałaby wpuszczona na salę. Ale chyba nie spodziewał się, że chrzestny aż tak łatwo na to przystanie. Pamiętał jak poprzedniego wieczoru Jiraiya, kiedy w końcu dotarł do Tokio i zaległ na kanapie w mieszkaniu Naruto, narzekał na tak formalny strój. Marudził, że te całe garnitury nie są nikomu potrzebne, że to ciasne, że krępuje ruchy i ogólnie było to jakieś takie dla sztywniaków, więc trochę zwątpił w pojawienie się chrzestnego w teatrze. Cóż, miło się zaskoczył.

— Mam nadzieję, że się opłaci — burknął, ponownie poprawiając marynarkę. Och, jak bardzo miał ochotę ściągnąć irytujące okrycie, a najlepiej to założyć swój ulubiony, codzienny, luźny strój.

— Opłaci — zapewnił Naruto, mimowolnie się uśmiechając. — Gwarantuję ci to — dodał, pewny siebie. W końcu nie bez powodu tyle czasu ćwiczyli, przeszli przez mnóstwo prób, opanowywali scenariusz do perfekcji, żeby koniec końców ponieść klęskę. Opcja przegranej w ogóle nie wchodziła w grę i Uzumaki doskonale był tego świadomy.

— A jeśli…

— Nie będzie żadnego „jeśli" — przerwał mu. Czuł się wyjątkowo rozluźniony jak na to, że niedługo wchodził na scenę, a przed sobą będzie miał ogromną publiczność. Mimo wszystko wciąż nie odczuwał stresu, ale nie dlatego, że ufał własnym możliwościom. Tam, na podwyższeniu, nie będzie sam, ale będzie tworzył część całej grupy odpowiedzialnej za wynik końcowy spektaklu. A on wierzył w swoich towarzyszy, a już zwłaszcza wierzył w głównego bohatera przedstawienia — Sasuke.

— Zobaczymy — odparł. Przez moment wpatrywał się w chrześniaka, ale nie zauważył, aby ten się czymś przejmował. Tak więc również on się nieznacznie rozluźnił, bo nie mógł przecież panikować jak jakaś kobieta przeżywająca pierwszy występ swojego dziecka. Co to to nie. — Widziałeś gdzieś Orochimaru? Przywitać się chciałem z dawnym kumplem, to gdzieś go wcięło — mruknął niezadowolony. Kiedy przyjechał do teatru, zobaczył choreografa, który na jego widok zwyczajnie się ulotnił. Od tamtej pory nigdzie nie mógł go znaleźć, a tak bardzo chciał powspominać stare, szkolne czasy.

— Zapewne rozmawia z dyrektorem gdzieś za kulisami — odparł. — A co?

— Nic, nieważne, najwyżej później go złapię — wyjaśnił, a widząc niezrozumiały wzrok chrześniaka zaśmiał się nieco nerwowo, w głowie odtwarzając plan ewakuacji. Nie miał zamiaru zwierzać się Naruto, że jego plany w związku z postacią choreografa nie do końca były czysto koleżeńskie. Nie żeby chciał się rzucić na mężczyznę i odpłacić za poniżenie z lat szkolnych… po prostu był ciekawy, jak Orochimaru zareaguje na jego widok. — Ale zdaje się, że musisz iść — stwierdził, gdy drzwi do sali się uchyliły, a ludzie ustawili się w kolejce, żeby okazać bilety kontrolerowi.

— Tylko patrz uważnie na scenę, nie na żeńską część publiczności — upomniał go, na co Jiraiya udał, że się oburzył. — Pamiętaj: ten najlepszy, to ja! — zażartował i zanim chrzestny zdążył coś odpowiedzieć, obrócił się na pięcie i pobiegł w kierunku garderoby.

Na miejscu panował istny chaos — poszczególne osoby krzątały się w tę i z powrotem, dokonując ostatnich poprawek przy strojach czy fryzurach. Jednak Naruto nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi, bo aktualnie skupiał się na odnalezieniu konkretnego mężczyzny, którego niestety nie dostrzegł wśród członków ekipy. Nieco zdezorientowany przystanął niemal na środku pomieszczenia, nie przejmując się pytającymi spojrzeniami rzucanymi przez znajomych z grupy. To nie było istotne. Zastanawiał się, gdzie Sasuke mógł pójść, bo jeszcze przed rozpoczęciem spektaklu chciał z nim porozmawiać. Co prawda planował zrobić to tuż po próbie generalnej, ale wtedy Fugaku wraz z Orochimaru porwali shite, aby widocznie obgadać jakieś szczegóły. Nie wnikał, bo i tak stali za daleko, żeby mógł ich usłyszeć. W ostatecznym rozrachunku musiał przełożyć pogadankę na później i tylko w duchu dziękował sobie, że miał już na sobie kostium i nie musiał martwić się o takie detale.

Mężczyzna ruszył w głąb pomieszczenia, z którego wychodziło się prosto za kulisy. Zaciekawiony odchylił ciężki materiał i zauważył, że niemal wszystkie rzędy krzeseł były zajęte. Cóż, dyrektor wspominał, że będzie to premiera, że to ważny dzień dla nich oraz dla teatru, ale nie przypuszczałby, że spektakl ucieszy się takim zainteresowaniem. Jednak długo nie podziwiał publiczności, bo doskonale zdawał sobie sprawę z za szybko upływającego czasu. Przeszedł dalej, mijając członków ekipy, którzy w napięciu oczekiwali rozpoczęcia występu i zatrzymał się tuż przed drzwiami do pokoju lustrzanego. Niepewnie nacisnął klamkę i po chwili wahania wszedł do środka. Nie pomylił się — młody Uchiha trzymał w dłoni maskę, ale z racji tego, że stał do Uzumakiego plecami, ten nie mógł dostrzec wyrazu jego twarzy. Dopiero kiedy Naruto podszedł znacznie bliżej, zobaczył w odbiciu sylwetkę byłego kochanka. Stanął tuż obok niego, nic sobie nie robiąc z jego badawczego spojrzenia.

— Więc tu się zaszyłeś — powiedział, wpatrując się zarówno w swoje odbicie, jak i te Sasuke. W ciągu trzech tygodni zdążył przemyśleć nawet aż za dużo spraw, ale ostatnie czternaście dni okazało się niezwykle potrzebnych. Po tym, jak ledwo wrócił z Sendai i Uchiha wtedy do niego przyszedł, w jego głowie powstał jeszcze większy mętlik. Bo dzięki temu spotkaniu uświadomił jedynie sobie, że zwyczajnie brakowało mu obecności mężczyzny, że nie miał oporów w spędzeniu z nim kolejnej nocy, nawet jeśli wiedział, że ten ukrywał informację o narzeczonej. A przecież tak nie powinno być — powinien wyrzucić go za drzwi, kazać spadać gdzie pieprz rośnie i nigdy więcej się nie pokazywać, ale nie potrafił. Przez to, co czuł do Sasuke, zwyczajnie nie był w stanie ot tak zapomnieć o tym wszystkim, co ich łączyło. O tym, co wspólnie przeżyli, przez co przeszli i przez co mogliby przejść. Razem. Nie wiedziałby, jak przedstawiałaby się sytuacja, gdyby sam Uchiha nie okazał chęci współpracy.

Sasuke nic nie odpowiedział i tylko spoglądał na gładką taflę lustra, w którym odbijały się ich sylwetki. On już wcześniej zrobił ruch i oczekiwał jedynie na decyzję Naruto. W końcu nic więcej nie mógł zrobić, poza tym chyba nie wiedziałby co takiego mógłby uczynić, żeby ewentualnie przekonać do siebie byłego kochanka. A kolejne przeprosiny nie wchodziły w grę, wystarczy, że zdobył się na taki gest o jeden raz za dużo.

— Stresujesz się? — zapytał Uzumaki ni stąd, ni zowąd. Po prawdzie to nie było coś, co Uchiha chciał usłyszeć, wiec zmarszczył brwi w geście niezadowolenia i prychnął cicho pod nosem.

— Nie — odparł. Mimo że gdzieś na krańcu umysłu majaczyła myśl o banicji, to mówił prawdę. Nie widział powodu, przez który obawiałby się występu przed tak dużą publicznością, zwłaszcza że był przygotowany do takich sytuacji. Tego wieczoru po prostu nie popełni żadnego błędu, ale dumnie odegra swoją rolę od początku do końca. Jako główny aktor musiał reprezentować teatr na odpowiednim poziomie i nie mógł pozwolić sobie na pomyłki.

— Cóż, jeszcze przed chwilą też tak mówiłem — stwierdził Naruto, po czym się zaśmiał. Niemniej jednak nic się nie zmieniło — ewentualnie tylko nieznacznie odczuwał stres, ale było to dobre. Przynajmniej miał świadomość, że powinien wziąć się w garść i dać z siebie wszystko, poza tym to nie było nic złego. A przynajmniej on wychodził z takiego założenia, w końcu premiera nie była czymś, co ot tak można było przeskoczyć. Ważne okazywało się jedynie to, aby nie pozwolić się zjeść nerwom, cała reszta nie miała znaczenia. — A widziałeś już widownię? Cała sala zapełniona — wyznał.

— Super — prychnął. Nie interesowało go to, ile ludzi siedziało na publiczności. Przed występem chciał chociaż chwilę pobyć w samotności, aby się wyciszyć, ale jego plan zrujnował Uzumaki. Bo przyszedł. I gadał kompletnie nie na temat.

Naruto zamknął usta, które przed momentem rozchylił, zastanawiając się, jak powinien przejść do rozmowy o przyszłości ich niedoszłego związku. Nieważne jak bardzo był wściekły na Sasuke, jak ten go okłamał, bo wszystko to okazywało się nieistotne w obliczu wspomnień. Nie umiał wyrzucić z głowy obrazu chwil spędzonych w towarzystwie byłego kochanka, bo te sześć miesięcy, które wspólnie przeżyli, znaczyły dla niego bardzo, ale to bardzo wiele. I Uchiha mógł sobie udawać zamkniętego w sobie drania, mógł przybierać miliony masek i utrzymywać chłodną postawę ciała. Bo on i tak widział coś więcej, znacznie więcej dostrzegał w tych ciemnych tęczówkach. Zawsze, kiedy był tuż obok shite, zauważał zmianę w jego oczach, które patrzyły na niego z tęsknotą i pożądaniem. I Sasuke wielokrotnie mógł go zapewniać, że nie potrzebował miłości, że liczył się jedynie seks, ale zdradziły go własne oczy.

— Przemyślałem to — powiedział, otwarcie wpatrując się w lustrzane odbicia. Dzięki temu zdołał zauważyć minimalne spięcie ciała Uchihy, ale udał, że tego nie widział. Domyślał się, że nie powinien przedłużać, zwłaszcza że wcześniej dostał wystarczająco dużo czasu. Podczas tych czternastu dni Sasuke nie drążył sprawy, nie nachodził go, nie żeby spodziewał się nalotu z jego strony. Przypuszczał, że shite odpuści i da mu spokój i właśnie za to był mu wdzięczny. Pierwszy raz cieszył się z tego, że mężczyzna okazywał mu brak zainteresowania. Przynajmniej znacznie pomogło mu to w poukładaniu rozsypanych myśli. — Ale najpierw mam pytanie.

— Jakie? — Sasuke westchnął, bo spodziewał się wielu opcji, ale nie jakiegoś przesłuchania. Czas uciekał, do premiery było coraz bliżej, a Naruto nagle zapragnął bawić się w detektywa, no tak, do czegoś takiego zdolny był właśnie tylko Uzumaki.

— Zamierzasz coś zrobić z Sakurą?

— Pytasz, czy chcę się z nią ożenić?

— No… tak, w sumie to tak — odparł. Cóż… wcześniej wizja takiej rozmowy wydawała mu się znacznie prostsza, ano i ogólnie jakoś tak łatwiej było to rozegrać w głowie niż na żywo. W dodatku z udziałem Uchihy, który był nieprzewidywalny.

— Co jeśli powiem, że tak? — zapytał z czystej złośliwości.

— Że serio? — wydukał Naruto, momentalnie obracając się przodem do mężczyzny.

— A jak myślisz, młotku? — prychnął i również się przekręcił, żeby bez problemu patrzeć w błękitne tęczówki, które wyrażały szczere zaskoczenie. Jednak przez zdziwienie przebijała się również determinacja i tyle Sasuke zdążył zauważyć, bo w następnej sekundzie twarz Naruto znalazła się stanowczo za blisko jego własnej.

— Myślę, że wtedy będę musiał sięgnąć po kolejny argument — odparł i nie pozwolił mężczyźnie niczego odpowiedzieć. Uchiha ledwo uchylił usta, aby pokusić się o jakąś zgryźliwą uwagę, ale zaraz poczuł, jak Uzumaki chwycił jego dolną wargę między zęby. Wyglądało na to, że shitezure zgubił po drodze do tego pokoju swoją jakże ogromną cierpliwość. Jednak Sasuke odpowiedział na pocałunek, który był mocny, stanowczy, ale krótki. Jako że do pomieszczenia w każdej chwili ktoś mógł wejść, nie mogli sobie pozwolić na więcej.

— A jak powiem, że nie? — zapytał Uchiha.

— Wtedy… wtedy ja zapytam, jakie masz plany na dzisiejszy wieczór — odpowiedział, szeroko się uśmiechając.

— Głupek.

— Ale serio… — zaczął i na moment się zamyślił, jakby sam nie był do końca pewny, co chciał powiedzieć. W każdym razie nie miał zamiaru ot tak oddać Sasuke Sakurze, mimo że był w pełni świadomy konsekwencji swojego zachowania. Ano i tego, że taka zagrywka była bardzo nieczysta względem kobiety. Jednak gotów był zrobić wyjątek, złamać własne zasady, aby nie wciągać niewinnych osób w swoje miłosne problemy. Jakby nie patrzeć to zdecydowanie Haruno mogła oferować mężczyźnie znacznie więcej niż on sam: przyszłość u boku pięknej żony, założenie szczęśliwej rodziny i coś, co definitywnie dyskwalifikowało Uzumakiego — dzieci. Kobieta mogła wydać na świat jego potomków, tworzyć razem z nim obrazek klasycznego, kochającego się małżeństwa, a on… Cóż ze swojej strony mógł oddać shite jedynie siebie, ale zrobił to już dużo wcześniej. Tak samo jak był świadomy tego, że z Sakurą dzieliła go dość zasadnicza różnica — to z nim Uchiha spędził pół roku, a nie z nią. Pod tym względem Naruto wygrywał i chociaż nie powinien, to cieszył się z takiego obrotu sytuacji.

Teoretycznie z miejsca należało zakończyć tę marną imitację związku w chwili, gdy prawda o narzeczeństwie Uchihy wyszła na jaw. Teoretycznie Uzumaki już nigdy więcej nie powinien dopuścić do siebie byłego kochanka, bo przecież ten miał już kogoś, z kim mógłby spędzić resztę życia. Teoretyczne nie powinien pchać się w tak skomplikowaną relację, w której ktoś na pewno się sparzy. I wreszcie teoretycznie nie powinien kierować się egoizmem, żeby chociaż ten jeden raz być naprawdę szczęśliwym. Przynajmniej nie kosztem innej osoby, dla której przyłapanie narzeczonego na zdradzie też musiało być sporym zaskoczeniem.

Jednak nie mógł zaprzeczyć, że najzwyczajniej w świecie zakochał się w tym draniu i gotów był zrobić wszystko, aby zatrzymać mężczyznę przy sobie. Nawet jeśli ranił takim zachowaniem Sakurę, ale nie zmieniało to faktu, że to jego, a nie kobietę, wybrał Sasuke.

— Musimy iść — przypomniał mu shite, wyrywając go z tego krótkiego zamyślenia. — Zaraz się zacznie — dodał i powoli ruszył w kierunku wyjścia, ale zatrzymał go uścisk na nadgarstku.

— Zaczekaj — powiedział szybko Uzumaki i zmusił mężczyznę do cofnięcia się. — Nieważne co się wydarzy, bo tego wieczoru wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie…

— Co…

— Nie przerywaj! — upomniał go Naruto, w końcu decydując się powiedzieć na głos to, co od niedawna chodziło mu po głowie. Może nie tak powinno wyglądać zapewnienie kochanka o uczuciach, ale wiedział, że Sasuke nie chciałby usłyszeć „kocham cię". Przynajmniej nie na etapie, na którym tkwili od dłuższego czasu. — Wszyscy będą patrzeć tylko na ciebie, ale będę tuż obok i nie pozwolę ci upaść — wyznał, po czym w obie dłonie chwycił jego twarz. Nieznacznie się przybliżył, stanął na palcach i wycisnął krótki, mocny pocałunek na czole Uchihy.

Mężczyzna zdziwił się zachowaniem Uzumakiego, ale po chwili wykrzywił kąciki ust w niemal niewidocznym uśmiechu i skinął głową. Wiedział, że nie pozwoli, aby narzeczeństwo z Haruno przeobraziło się w małżeństwo, ale również zdawał sobie sprawę, że droga opuszczenia złotej klatki będzie niezwykle trudna. Niemniej jednak zamierzał podjąć się tego zadania, żeby zamiast odczuwania namiastki wolności, wreszcie móc zacząć decydować o własnym życiu, w którym ważną rolę odegra sam Naruto.

The end


VvV

11 — kyōgen — krótka, humorystyczna scenka; w odróżnieniu od nō, aktorzy kyōgen nie używają masek, nawet podczas odgrywania ról kobiecych