POV Cullen, dodatek do poprzedniego rozdziału.
- Rozmawialiście już z nowym uczniem? – zapytał Jasper swoje rodzeństwo siedzące wokół niego podczas przerwy na lunch.
- Z człowiekiem? Oszalałeś?! – Ach, Rosalie. Wciąż nie traktuje dobrze ludzi. Po części spowodowane to jest przez jej zazdrość. Tak bardzo pragnie być znów człowiekiem. Mieć dzieci, patrzeć jak dorastają. Aż w końcu, w odpowiednim czasie, umrzeć z godnością, śmiercią naturalną.
Jej nie był pisany taki los. Wydawałoby się, że miała idealne życie. Szczęśliwa rodzina, przyjaciele. Uważana za najpiękniejszą kobietę w okolicy. Była narzeczoną Royce'a, który był uważany za najlepszego partnera. Bogaty, mądry, przystojny. Wydawać by się mogło, że ideał. Bynajmniej.
Tydzień przed ślubem, gdy Rose późno wracała od przyjaciółki Very, została zatrzymana przez narzeczonego, wraz z grupą jego przyjaciół. Wszyscy byli pod wpływem alkoholu. Royce chwalił się nią przed znajomymi. Skutkiem tego zdarzenia był grupowy gwałt na Rosalie z mocnym pobiciem. Zostawili ją na ulicy myśląc, że nie żyje. Mylili się.
Rose została znaleziona przez Carlisle'a, gdy poczuł zapach jej krwi. Przemienił ją i uczynił swoją adoptowaną córką. Mimo, że jest wdzięczna za to, to jednak jak sama twierdzi nie wybrałaby sobie takiego życia. Wiecznie tkwiąca w jednym, martwym punkcie.
- Rose – zaczął Edward – nie myśl o tym.
- Wybacz – przeprosiła blondynka. Te wspomnienia nie tylko były w jej głowie, ona skazywała Edwarda na to, by je zobaczył. – A ty, Jasper. Czyś ty oszalał? Chcesz, by znów powtórzyła się sytuacja z Bellą?
Ciągle muszą być ostrożni po tym jak Jasper niegdyś spotykał się ze córką szeryfa Swan. On myślał, że jest jego towarzyszką życia. Nie była. Jej krew śpiewała do niego, ale ten chwilowy związek to było jedynie pragnienie krwi – nie samej Belli.
- On nie pachnie jak normalny człowiek – oznajmił Jasper.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie pachnie jak normalny człowiek? – dopytywał Emmett.
- To nie jest jak z Bellą. – Skrzywił się na to myśl o niej. – Nie czułem żądzy krwi rozmawiając z Chrisem. Jego krew jest dla mnie całkowicie obojętna, mogę z nim rozmawiać nie bojąc się o to, że stracę kontrolę.
Edward mógł usłyszeć w jego myślach, że choć lubi towarzystwo rodziny, to jednak miłą odmianą było porozmawiać z kimś spoza. Zwłaszcza, że wszyscy inni byli połączeni w pary; Carlisle i Esme, Edward i Alice oraz Emmett i Rose. Podczas, gdy on był sam i potrafił wyczuć ich emocje. Wszystkie pary łączyła szczera i prawdziwa miłość. Choć nie chciał tego głośno przyznać, to żałuje, że nie ma nikogo, z kim mógłby dzielić życie.
- To dziwne – przyznała Rosalie. – Ciekawe dlaczego.
- Hej, mówią o nas – poinformowała Alice resztę rodziny kiwając głową w stronę Halliwella.
Ciekawe, co znowu wymyślą – pomyślała Rosalie. – Już widzę, jak ten nowy uczeń nas oczernia. Nie byłby pierwszy.
- Kto siedzi obok Jaspera? – usłyszeli pytanie Chrisa.
- Widzę, że już go znasz. Wiesz – zaczęła Stanley – on rzadko kiedy rozmawia z kimś innym. Nie żeby mi zależało, czy coś.
- Ta, nie zależy – przedrzeźniała ją Rosalie. – Ciekawe kto wręcz błagał o to, by mógł zająć miejsce razem z nami.
- Rose… – uciszył ją jej mąż.
- Blondynka to Rosalie. Ona jest z Emmettem, tym mięśniakiem. Obok nich siedzi czarnowłosa dziewczyna. To Alice, jest dziwna. – Słysząc te słowa, Edward warknął na nią, ale ona nie była w stanie usłyszeć jego reakcji. W końcu nie każdy ma super słuch, jak wampiry. - Jest z Edwardem, chłopakiem obok niej. Są razem, jak pary. Tylko Jasper jest sam, widocznie żadna dziewczyna nie sprosta jego standardom.
- A skąd, wiesz? Może spotyka się z kimś spoza szkoły? – spytał chłodno Chris.
- Nie pomyślałam o tym – przyznała Jessica. Ale się czepia – pomyślała. – Nie dość, że mu mówię jak jest, to on jeszcze narzeka. Myślałam, że będzie inny. Ale jak widać, taki typ ludzi, już tak ma. Edward skrzywił się słysząc o czym myśli. Czasem, aż nienawidził mieć tego daru. Wolałby nie wiedzieć co ludzie myślą, choć czasem to jest przydatne, by ocenić szczerość ich intencji. Niestety, gdyby dar Edwarda działałby na Bellę, zapewnie oszczędziłoby to kłopotów.
- Oczywiście – odpowiedział szyderczo.
Jest niesamowity – pomyślał Jasper, by za chwilę pacnąć się ręką w głowę, gdy przypomniał sobie, że jego brat wszystko słyszy. – Nic nie mów – rozkazał mu w myślach. On tylko zmrużył oczy i przytaknął głową.
– Tak, czy siak. Cullenowie i Hale'owie są rodzeństwem.
- Tak, ale są adoptowani. Państwo Cullen przyjęli ich wszystkich wiele lat temu. Carlisle ich ojciec jest lekarzem i pracuje w tutejszym szpitalu, a ich matka Esme projektuje domy. Nie sądzę, by mieli nawet trzydzieści lat – dopowiedziała Angela, która przez większość czasu była zajęta czytaniem książki, niż rozmawianiem na temat Cullenów.
- To miło z ich strony – powiedział Perry, a Jasper mógł wyczuć szczerość od niego.
- Oni nie mogą mieć dzieci – odezwała się Bella. Z jej twarzy można było wyczytać pogardę i nienawiść.
- Nie powinno cię to interesować! – usłyszeli głos Chrisa. Pierwszy raz słyszeli, jak ktoś broni ich rodzinę. I to zupełnie obca osoba. Może jednak jest dla niego nadzieja – pomyślała Rose.
W tej samej chwili oczy Alice zaszkliły się. Wszyscy Cullenowie wiedzieli, co to oznacza. Wizja. Po kilkunastu sekundach jej oczy znów stały się obecne, a ona uśmiechnęła się. Gdy Edward widział w jej myślach to, co zobaczyła na jego ustach również pojawił się uśmiech. Jasper poczuł od nich radość i podekscytowanie pewną sprawą. Ale czym dokładnie?
Tylko cicho – ostrzegła Alice swojego partnera w myślach.
- Co zobaczyłaś, Alice? – zapytał Jasper.
- Wkrótce wszystko się wyjaśni – oznajmiła, po czym wzięła tackę z nietkniętym jedzeniem i wraz z Edwardem odeszła od stołu pozostawiając resztę rodzeństwa w zdezorientowaniu. Jak oni nie lubili ich wspólnych tajemnic.
Dodanie do ulubionych i śledzących opowiadania, pozytywnie wpływa na wenę! Nie zapominać o tym, proszę. Może jakieś propozycje na dalsze rozdziały? Myślałam o mpreg, które swoją drogą uwielbiam czytać, ale wiem, że wielu osobom nie podoba się to. Co o tym sądzicie? Czy chcecie też wątek Czarodziejek, czy tylko samego Chrisa?
