Ten tydzień minął Harry'emu w mgnieniu oka.
Następnego ranka nagłówki Proroka Codziennego ujawniały: „Chłopiec, Który Przeżył Kolejny Raz Uwalnia Świat od Zła". Artykuł obrazowo opisywał, jak został napadnięty w celach Ministerstwa Magii przez wampira, odpowiedzialnego za ostatnie morderstwa i był zmuszony zabić stworzenie. Znów atakowała go własna popularność.
Gdy artykuł taki jak ten pojawiał się, ludzie zatrzymywali go i nagabywali na ulicach przez tygodnie; w każdym razie nagabywali go bardziej niż zwykle. Przeważnie ktoś mu nadskakiwał. Czasem sprawiało mu to ból.
Choć Harry spędził kilka następnych dni pracując jak na szpilkach, oczekując na wezwanie na dywanik w sprawie tego, co zrobił, by pomóc Snape'owi uciec, to nikt go o nic nie pytał.
Różdżka, którą podmienił, została użyta do zidentyfikowania zabójcy, którym był Alexander Colmes z Brighton. Nikt nie wspomniał o fakcie, że różdżka, którą Biuro Identyfikacji sprawdzało, wykonana została z cisu, a według zapisu dowodowego, Lewis po złapaniu wampira, w pokoju dowodów umieścił mahoniową różdżkę.
Nikt z dowództwa nie spytał go o czym on i wampir rozmawiali przez szesnaście minut podczas których byli sami, zanim mężczyzna rzekomo go zaatakował. Nikt nie pytał, dlaczego wrócił do kwatery głównej po swojej zmianie zamiast iść do domu. Nikt nie pytał, dlaczego wampir w ogóle chciał się z nim widzieć.
Czy fiasko z przesłuchaniem w sprawie tego incydentu związane było z tym, że był Chłopcem, Który Przeżył, niszczycielem Vodemorta i zbawcą Magicznego Świata, czy tylko z lipną pracą policji, Harry nie wiedział. Wiedział tylko, że łatwość z jaką zrealizował swoje oszustwo, wytracała go z równowagi.
To nie powinno być takie proste. Wydawało mu się, że pracują lepiej.
Gdy w końcu nadszedł piątkowy wieczór, Harry był gotowy by wydostać się z Londynu. Przypuszczał, że mógłby po prostu aportować się do bram Hogwartu i pójść do lochów, ale jako Auror był świadom, że stanowiło to naruszenie obrony szkoły. Poza tym nie miał ochoty na robienie zamieszania wśród uczniów. Miał wystarczająco dużo uwagi w czasie tego tygodnia. Wysłał wczoraj sowę do Dyrektorki McGonagall i uzyskał pozwolenie na zafiukanie do jej gabinetu.
Minerva i Hagrid byli niemal jedyną dwójką osób z jego przeszłości, z którymi spotykał się regularnie. Co około miesiąc, widywał się z jednym z nich lub z dwojgiem w Trzech Miotach, na obiad.
Sieć fiuu jak zwykle sprawiała, że ściskał mu się żołądek. Gdy wyszedł z paleniska do gabinetu Minervy, który wciąż wyglądał jak ten należący do profesora Dumbledora, zalała go kolejna fala nostalgii.
Portret Albusa wisiał na ścianie za biurkiem Dyrektorki. Czarodziej w niebieskiej szacie i z szarą brodą uśmiechnął się, gdy wyszedł na dywan i otrzepał z siebie sadzę.
- Witaj Harry! Dobrze cię widzieć. Zdecydowanie minęło już zbyt wiele czasu – podobizna Dumbledora mrugnęła do niego.
Ze ściśniętym gardłem, Harry zmusił się do uśmiechu.
- Dobry wieczór panu. Tęsknię, znaczy, też za panem tęskniłem.
- Harry! - radosny głos Minervy powitał go z drugiej strony pokoju.
Starając się zapanować nad chwiejnymi emocjami, odwrócił się do niej z pierwszym, jak mu się zdawało, prawdziwym uśmiechem od dawna.
Wyglądała niemal tak samo jak za jego lat szkolnych. W jej ciemnych włosach było odrobinę więcej siwizny, ale jej oczy wciąż lśniły ciepłem, a jej szczupła figura mieściła masę nagromadzonej energii, przeczącej zazwyczaj sztywnemu i ostremu wyrazowi twarzy.
- Witaj Minervo – powiedział, oddając jej szybki uścisk.
- Dobrze cię widzieć – powiedziała.
- Tak, Albus też to właśnie powiedział – stwierdził. - Nie zdawałem sobie sprawy, jak długo nie było mnie w szkole.
Uśmiechnęła się.
- Jesteś tu teraz. Wiesz, że chętnie cię tu przywitamy i że Hogwart zawsze będzie twoim domem, jeśli tego chcesz.
Przełykając z trudem, przytaknął:
- Dziękuje. To wiele znaczy.
Jej oczy zrobiły się prawie smutne, gdy tak na niego patrzyła.
- Zdarzały się tu szczęśliwe chwile i dobre wspomnienia, Harry. Nie pozwól by straty spowodowały, że o nich zapomnisz.
Znów przytaknął.
- Wiesz, że znów będę szukała kogoś na stanowisko OPCM we wrześniu – powiedziała z uśmiechem.
- Nie znowu – zaśmiał się, z chęcią zmieniając temat. Był to stary żart pomiędzy nimi. Każdego roku, lub coś koło tego, proponowała mu pracę jako nauczyciel Obrony przed Czarną Magią.
- Niestety. Profesor Harlow opuszcza nas tego lata. Wiem, że robimy sobie z tego żarty, ale naprawdę chciałabym, żebyś się nad tym zastanowił. Nawet jeśli tylko po to, by ukryć się na chwilę przed zainteresowaniem.
- A więc widziałaś artykuł w Proroku Codziennym? - zapytał, obawiając się jej złości.
- Tak. Severus rozmawiał ze mną we wtorkowy poranek. Powiedział mi, co dla niego zrobiłeś. Wiem, że to nie było proste. Jestem ci bardzo wdzięczna.
- Opowiedział ci co się stało? - Harry był zaskoczony. Nie wątpił w słowa Snape'a, gdy ten powiedział mu, że Minerva wiedziała o jego stanie. Jednak nie oczekiwał, że Snape tak łatwo poinformuje ją o wydarzeniach poniedziałkowej nocy.
Skinęła głową.
- Martwił się, że szkoła mogłaby zostać uwikłana w skandal, gdyby… poniedziałkowy incydent ujrzał światło dzienne.
- Nie sądzę, że będą dalsze problemy. – Harry nie zamierzał rozmawiać na ten temat z Minervą, ale gdy już go poruszyła, nie mógł nie spytać:
- Jak długo… wiesz o nim?
- Prawie tak długo, jak go znam. Harry wiem, co Ministerstwo twierdzi o wampirach, ale Severus Snape nie jest potworem – stwierdziła tonem głowy domu.
- Sam mogłem to zobaczyć – powiedział, zdumiony jak bardzo broniła Snape'a i bała się o niego. - Nie przyszedłem tutaj oficjalnie Minervo. Jeśli miałbym jakieś wątpliwości, to nigdy bym mu nie pomógł.
Skinęła głową.
- Nigdy nie widziałam nikogo, kto by zmagał się tak bardzo ze swoją naturą. Cierpi, walczy odważnie. Nikogo nie skrzywdził…
- Nie zamierzam go aresztować ani oceniać – zapewnił ją. Chciałem tylko z nim porozmawiać. Nie mogłem uwierzyć, gdy zobaczyłem go siedzącego w tamtej celi. Jak to się stało?
Jej twarz się napięła.
- To on powinien ci o tym opowiedzieć. Nie znam szczegółów. Wszystko co wiem, to że był dość młody… został zmieniony rok po skończeniu szkoły. W końcu przyszedł po pomoc do Albusa i…
- Profesor Dumbledore dał mu pracę i bezpieczny dom – skończył za nią.
- Tak. Severus nigdy nie dał mnie ani Albus'owi powodów do niepokoju o bezpieczeństwo uczniów. Wiem, że go nie lubisz, ale on…
- Nie mam już dwunastu lat Minervo. Nie nie lubię go. W każdym razie, nie traktuję go w taki sposób jak kiedyś.
Przytaknęła, wyglądając na mniej zmartwioną.
- Nikt z pozostałych pracowników, poza mną i madam Pomfrey, nie wie o jego przypadłości.
- Jego tajemnica jest ze mną bezpieczna – obiecał jej. Nie podobało mu się, że tak się trapi… nim. - Przysięgam, że chcę z nim tylko tylko porozmawiać, nic więcej.
- Więc lepiej zejdź na dół. Był… bardzo rozproszony dziś – powiedziała.
- Biedne dzieciaki. Zwykle to oznacza dwa razy więcej szlabanów – zażartował.
Jej oczy wciąż wyrażały zmartwienie, ale uśmiechnęła się i zgodziła:
- Tak, tak mi się zdaje. Jego pokoje są na końcu korytarza lochów, w tym samym miejscu, co jego laboratorium.
- Dzięki. Masz czas na obiad w następną sobotę? - spytał, chcąc złagodzić nastrój.
- Bardzo chętnie – powiedziała. - Zapytam Hagrida i dam ci znać.
- Dobrze - uśmiechnął się, myśląc, że być może wszystko między nimi wróci do normy. Bojąca się go Minerva McGonagall nie była czymś, z czym mógł żyć. Nie obawiała się, gdy pokonał Czarnego Pana, ale teraz lękała się go w imieniu Severusa.
Po kolejnym uścisku, wyszedł z jej gabinetu. Ruchome schody z chroniącym je gargulcem przywróciły tysiące wspomnień.
Korytarze były niemal puste w piątkową noc o tej porze. Był zadowolony, że miał na sobie niebieskie jeansy i gruby czarny sweter pod szatą czarodzieja. W zamku było lodowato o tej porze roku, zwłaszcza w lochach.
Gdy Harry szedł przez znane, pełne portretów korytarze i schody, nie mógł przestać myśleć jak opiekuńcza była Minerva w stosunku do profesora Snape'a.
Nie był pewien co zamierza mu powiedzieć. Mężczyzna nie był mu winien żadnych wyjaśnień. Nie miał prawa wtrącać się w prywatne sprawy Snape'a w ten sposób, ale był ciekaw.
Spotkał niewiele wampirów w czasie dwunastu lat bycia Aurorem. Snape był jedynym, który nie stanowił zagrożenia dla społeczeństwa. Ale, jak ze wszystkim innym, jego praca stykała go tylko z tymi łamiącymi prawo. Jeśli istniały jakieś inne, chowające się wampiry podobne do profesora Snape'a, to nigdy ich nie spotkał.
To, co zrobił dla niego w poniedziałkową noc, nie było proste. Sumienie wciąż nie dawało mu spokoju. Snape miał rację, potrzebował zapewnienia, że nie popełnił błędu, który mógł kosztować życie niewinnych dzieci. Jednak wciąż nie był pewien, czy to daje mu prawo do naruszania prywatności mężczyzny, nawet jeśli ten mu na to pozwolił.
Zmartwienie Minervy o bezpieczeństwo Snape'a przy nim, zajmowało jego myśli sprawiając, że zaczął powątpiewać w to, jak mądrym pomysłem była ta wyprawa. Jeżeli ona była zatroskana, to jak musiał czuć się Snape? Nie zdawał sobie z tego sprawy aż do tej chwili, ale Snape musiał oczekiwać jego wizyty tak jak heretyk oczekiwał Inkwizycji.
W końcu naprzeciw niego pojawiły się grube dębowe drzwi do prywatnych pokoi mistrza eliksirów. Osłony Snape'a były tak silne jak jego własne, co miało sens, skoro większości z nich nauczył się od niego. Uświadamiając sobie, jak wiele umiejętności, które utrzymały go przy życiu przez te wszystkie lata, nauczył się od swojego niechętnego nauczyciela, poczuł się jak zdrajca. Zapukał do drzwi.
Otworzyły się natychmiast. Snape stał w cieniu przy otwartych drzwiach. W swoim zwyczajowym czarnym stroju, mistrz eliksirów wyglądał jak zwykle na wysokiego, tajemniczego i groźnego.
Doceniając, jak straszny mężczyzna może być naprawdę, jeśli tylko by chciał, Harry zmusił się do nerwowego uśmiechu i powiedział:
- Dobry wieczór.
- Potter. - Snape także go przywitał i spytał sztywno:
- Wejdź. Chciałbyś drinka?
Harry prawie nie słyszał pytania; był zaskoczony prawie przytulnym pokojem, w którym się znalazł.
- Tak, poproszę. Ognistą whiskey, jeśli masz.
Przyda mu się sztuczna odwaga.
- Oczywiście. Usiądź – zaprosił go Snape.
Sądził, że oschła grzeczność jest lepsza niż zwyczajowa wrogość. Być może te urazy były czymś, co pozostanie w przeszłości. Nie widział Snape odkąd był nastolatkiem. Mógł się zmienić przez dwanaście lat.
Pokój był ciepły, prawie zbyt gorący. Rozpiął szaty i spoglądał na niego ciekawie.
Gdy Snape podszedł do małego stolika przy lewej ścianie, który zdawał się funkcjonować jak bar, obserwował salon. Duży ogień buzował w palenisku naprzeciw niego. Jego ciepło rozlewało się, rozpraszając wilgotny chłód lochów wokół niego.
Na meble składała się długa, szara, tapicerowana kanapa z paroma pasującymi fotelami, stojącymi po jej bokach. Poza tym, stolik do kawy znajdował się naprzeciw kanapy, niskie stoliki tkwiły przy fotelach i pełno było szafek porozrzucanych po pokoju. Dywan pod stopami miał głęboki zielony kolor. Na ścianach pełno było półek zapełnionych książkami i magicznymi artefaktami, które pulsowały mocą.
Wygodny fotel po prawej stronie ognia miał na oparciu otwartą książkę. Stos podobnych tomów leżał na niskim stoliczku w pobliżu, obok parującego kubka, w którym była najprawdopodobniej herbata.
Pokoje Snape'a miał w sobie więcej osobowości niż jego własne mieszanie, zdał sobie trzeźwo sprawę. To gustownie urządzone mieszkanie nie było tym, czego oczekiwał od Severusa Snape'a, zwłaszcza po tym, czego się o nim dowiedział w poniedziałek. Oczywiście zdawał sobie sprawę, że wampiry nie sypiają w trumnach, jak to sugerowały mugolskie filmy i powieści, ale nie sądził, że żyją w tak zwyczajny sposób. W gruncie rzeczy „normalny" nie było słowem, które przychodziło na myśl w związku z czymkolwiek dotyczącym Snape'a. Jednak to miejsce było miłe i uspokoiło jego poszarpane nerwy.
Poproszony, usiadł w fotelu naprzeciw tego z otwartą książką i herbatą obok.
Gdy czekał aż Snape przyniesie mu whiskey przypominał sobie wszystko, co wiedział o wampirach. Większość pomysłów zebranych z mugolskiego kina była nieprawdziwa. Wampiry nie musiały spać w ojczystej ziemi albo w trumnie, nie bały się także czosnku ani krzyży. Nie zmieniały się w mgłę ani nietoperze – o ile wampir nie był animagiem, a nietoperz jego drugą formą. Wampiry nie rozbijały się w pył na słońcu, ale jak każde nocne stworzenie, nie lubiły jasnego światła. Mogły spożywać ludzkie jedzenie i picie, ale nie były w stanie przeżyć tylko na nich.
Dwa fakty z mugolskiego kina były prawdziwe, wampiry nie miały odbicia w lustrze i potrzebowały ludzkiej krwi by przeżyć. Teksty dotyczące Czarnej Magii, które sprawdzał w czasie ostatniego tygodnia, były niejasne co do ilości i częstotliwości potrzeb wampira na ludzką krew. To była jedna z rzeczy, o którą chciał zapytać Snape'a. Mężczyzna powiedział, że karmił się tylko raz na dwa tygodnie, ale książki, które czytał twierdziły, że nawet używając eliksirów, wampir potrzebował jeść co kilka dni by pozostać zdrowym.
Oczywiście, brak pożywienia mógł wyjaśnić tragiczną cerę Snape'a i jego kiepski charakter.
Jego rozmyślania zostały przerwane, gdy Snape przyniósł mu drinka jak każdy dobry gospodarz. Zachowywali się niemal jakby grali role – Snape łaskawego gospodarza, a on uprzejmego gościa. Wiedział, że to nie potrwa długo, ale w tej chwili był z tego zadowolony.
Harry wyciągnął dłoń po drinka, mając zamiar grzecznie podziękować. Gdy jego wzrok skupił się na twarzy Snape'a, prawie wypuścił chłodne szkło z ręki.
- Mój boże, co ci się stało? - sapnął, przytrzymując mocniej drinka.
Teraz gdy byli w pełnym świetle, mógł zobaczyć, że jego skóra nie miała już niezdrowego wyglądu. Była prawie szara.
Snape szybko odsunął się. Patrzył jak wysoka, szczupła postać podchodzi do paleniska i spogląda w dół na tańczące płomienie przez jakiś czas. Migotliwe światło nie poprawiło jego ostrego profilu, dodając Snape'owi złowieszczych krawędzi, gdy pomarańczowy blask przesuwał się po jego twarzy różnymi wzorami i cieniami.
Gdy już sądził, że Snape nie odpowie, głęboki głos niechętnie powiedział:
- Poniedziałkowa noc. Uniemożliwiono mi żywienie i już nie mogę iść w tamto miejsce.
- Och. - Wspaniale. Był tutaj z głodnym wampirem i w swojej normalnej Gryfońskiej głupocie, zapomniał przynieść kołek. Oczywiście, był na tyle potężny by zmienić coś w palik, ale to byłby kiepski sposób na dyplomatyczny początek wizyty.
Pełen obrzydzenia wyraz twarzy Snape'a i jego ton były mu na znajome od dawna, gdy jego nauczyciel niemal zadrwił:
- Nie martw się Potter. Mam całkowita kontrolę.
- Ale na jak długo? - Harry nie mógł powstrzymać się od zadania tego pytania.
Snape odwrócił się i spojrzał mu w oczy.
- Jak długo będzie trzeba.
Zrozumiał prawdę. Jedyną cechą wyraźniejszą od bycia niegrzecznym, była żelazna wola Snape'a. Ten mężczyzna mógł być bardziej uparty niż szesnastolatek, a to mówiło wiele.
- Jak źle jest? - spytał.
- Czy byłeś kiedyś głodzony Potter? Nie jak ominięcie jednego posiłku, ale gdy trwa to kilka dni, może tygodni?
Przełknął. Teraz dostrzegł wygłodniałe pragnienie w tych ciemnych oczach. Skinął głową.
- Moja ciotka i wuj zwykle karali mnie nie dając mi jeść.
- To właśnie tak. Tylko, że tysiąc razy gorzej, bo mogę dotknąć i poczuć substancję, która da ulgę agonii, płynącą przez żyły wszystkich dookoła mnie. Myślę, że to dlatego tak wielu z mojego gatunku łamie się i staje… drapieżnikiem. To ciągła tortura, a pokusa jest nie do opisania.
- A ty jesteś w stanie się temu przeciwstawić – powiedział Harry łagodnie.
- Jeżeli poddam się pokusie, to stracę siebie na zawsze. Moje wybory to jedyna rzecz, która dzieli mnie od tej odrażającej kreatury, którą zabiłeś w poniedziałek.
Odprężając się nieco, spytał cicho:
- Co zrobisz teraz, gdy już nie możesz odwiedzać Londynu? Hogsmeade…
- To za blisko. Zbyt łatwo byłoby mnie rozpoznać w pewnych częściach miasta. Nie zrobię nic, co zawstydzi szkołę lub skompromituje Dyrektorkę. Nie musisz się o to martwić, Potter.
- Tak naprawdę, to myślałem o tobie – poprawił go. Mógł dostrzec napięcie w naprężonym ciele, zobaczyć jak niedobrze Snape wyglądał. Jego oczy były zapadnięte i puste, prawie błyszczały bólem.
Snape zakpił:
- Cóż za altruista. - Wydawało się to wymuszone.
Ciężka cisza zapadła pomiędzy nimi. Po kilku momentach, Snape spytał znużony:
- Masz jakieś pytania?
- Tak, ale… mogą poczekać, aż poczujesz się dobrze – stwierdził Harry. Czuł się niekomfortowo nagabując mężczyznę, który cierpiał. - Mogę przyjść w lepszym momencie.
- Nie czułem się „dobrze" od ponad trzydziestu lat. Nie będzie „lepszego momentu". I jeśli zdaje ci się, że chciałbym się spotkać jeszcze raz, to jesteś większym idiotą niż myślałem. Więc zadaj swoje pytania, żebyśmy nie musieli dłużej przebywać w swoim towarzystwie.
Harry wciągnął oddech, zszokowany. Snape wciąż wiedział jak sprawić, by poczuł się jak uczniak. Ale nie był uczniakiem. Był Aurorem, a mężczyzna przed nim reprezentował zagrożenie dla całego świata.
- Po pierwsze, nie jestem już twoim uczniem, więc nie mów do mnie takim tonem. Jeśli myślisz, że chcę tu być, to się mylisz, bardzo się mylisz. Po prostu… muszę być pewny, że nie popełniłem błędu nocą w poniedziałek. Złamałem prawo i wystawiłem na niebezpieczeństwo i społeczeństwo, i swoją pracę pomagając ci. Moje wmieszanie się daje mi pewną odpowiedzialność za ciebie i twoje działania. Ja… muszę wiedzieć, że postąpiłem właściwie.
- To zrozumiałe. Jestem pewien, że moje obecne zachowanie nie uspokaja twoich niepokojów. - Snape brzmiał jakby ganił samego siebie.
- Właściwie, to tak – powiedział Harry. - Jesteś czarujący jak zawsze. Dokładnie takim cię pamiętam.
Snape wydał z siebie głośny, zirytowany dźwięk i usiadł w fotelu z książką na oparciu. Książka spadła na podłogę, gdy ramię Snape'a jej dotknęło. Mężczyzna zostawił ją tam, gdzie upadła i chwycił obręcze fotela.
- Ciężko nazwać to postępowaniem przekonywanie ciebie, że nie stanowię zagrożenia dla społeczeństwa. Sądziłeś, że jestem anty-Chrystem.
To była dziwna uwaga jak na czystokrwistego czarodzieja, ale nawet ze swojego siedzenia mógł zobaczyć, że wiele z książek na półkach było pochodzenia mugolskiego. Doceniając starania Snape'a, próbował się uśmiechnąć i stwierdził:
- To dlatego, że byłeś anty-Chrystem – dla swoich uczniów.
- I stwierdziłeś, że warto to ocalić? - Choć Snape'a ciężko było odczytać, to wydawał się być zdezorientowany.
- Bycie srogim i nie dającym się lubić to nie powody do egzekucji – odparł Harry.
- Ale bycie wampirem tak – przypomniał mu Snape.
- Prawo zostało stworzone do ochrony społeczeństwa przed takim typem zabójcy, jak ten, który zaatakował mnie nocą w poniedziałek. Ty nie pasujesz do tej kategorii.
- W oczach Ministerstwa owszem – sprzeciwił się Snape.
- W tej chwili nie musisz się martwić Ministerstwem – odparł.
Te słowa mogłyby być groźbą, ale nawet on mógł usłyszeć dziwne załamywanie się w tonie swojego głosu.
Snape przez moment patrzył na niego bez słowa, zanim spytał:
- Więc co chcesz wiedzieć? - W jego głosie brzmiało napięcie i wyczerpanie.
Usiłował zignorować to, jak mocno Snape ściskał oparcia fotela. Dłonie jego towarzysza miały poplamione na żółto, długie palce, które wyglądały niemal jak szpony orła. Przypominało mu to nieprzyjemnie o stworzeniu, z którym walczył w poniedziałek, stworzeniu, które miało tą samą przypadłość, co Snape.
Wspominając wcześniejsze wyznanie Snape'a, zastanowił się, czy mężczyzna siedzący obok czuł jego krew i powstrzymywał się od ataku.
- Potter, jeśli przyszedłeś tu tylko, żeby się na mnie pogapić, to wolałabym zostać sam – zganił go.
- Przepraszam – zebrał się w sobie. - Wiem, że to dla ciebie trudne.
- Nic nie wiesz! - warknął Snape w swoim normalnym obraźliwym nastroju.
- Więc mnie naucz – odparował Harry.
- Próbowałem tego dokonać przez siedem długich lat i zawiodłem – odparł.
- Profesorze…
- No więc, co chcesz wiedzieć? Już cię zapewniłem, że nie stanowię niebezpieczeństwa, że nie poluję by przetrwać. Cóż więcej mogę ci powiedzieć?
- Może… jak to się stało? - spytał ociągając się. - Jeśli to nie jest zbyt osobiste.
Snape prychnął.
- Jak myślisz, jak to się stało? Wampir ugryzł mnie w szyję, skłonił do wypicia jego krwi i… obudziłem się trzy dni później… zmieniony.
- Więc zostałeś zaatakowany? - spytał, nie mogąc się powstrzymać.
Nastała długa cisza, a potem Snape cicho powiedział:
- Nie. To rozgrzeszyłoby mnie z odpowiedzialności. Uwiedziony to lepsze słowo. Nie zastosował siły fizycznej. Przekląłem sam siebie tym przeznaczeniem przez moją słabość.
- To bardzo… bezlitosne – stwierdził Harry, zdziwiony gwałtownością Snape'a.
- To konsekwencje są bezlitosne. Byłem głupcem i płacę za moje szaleństwo każdego dnia od tamtej chwili.
Gdy Harry był młodszy, nigdy nie słyszał, by Snape karcił się za cokolwiek. Sprawiło to, że poczuł więcej sympatii do swojego byłego Nemezis, na tyle, że pozwoliło mu to spytać łagodnym tonem:
- Ile miałeś lat?
- Skończyłem Hogwart rok wcześniej. Sądzę, że osiemnaście. Właśnie zaczynałem uniwersytet.
- Jak spotkałeś tego wampira?
Snape napotkał jego wzrok i spytał przyciszonym tonem:
- Naprawdę chcesz to usłyszeć?
- Tak – powiedział Harry, a jego żołądek ścisnął się pod wpływem intensywnego spojrzenia.
- Dlaczego?
Sądził, że to sprawiedliwe pytanie. To, o co prosił, było bez wątpienia bardzo osobiste i nie miało nic wspólnego z jego martwieniem się o bezpieczeństwo kogokolwiek.
- Ja… ja chcę zrozumieć. To zatrzęsło moimi wszystkimi przekonaniami jakie o tobie kiedykolwiek miałem.
- Nie ma za wiele do rozumienia. Nie wyglądałem… ani trochę korzystniej, gdy miałem osiemnaście lat, niż wyglądam teraz. Byłem kompletnie niedoświadczony. Wampir… który mnie zmienił, był bez wątpienia najatrakcyjniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałem. Nie było szans, że byłbym w stanie mu odmówić.
Harry drgnął. Nie mógł sobie w ogóle wyobrazić tego samotnika w seksualnej sytuacji, a tym bardziej na tyle swawolnego, by wypić czyjąś krew pod wpływem chwili.
Snape zaśmiał się ostrym, pozbawionym humoru śmiechem obok niego.
- Kolejna iluzja pękła, Potter? Obraziłem twoje delikatne uczucia kolejną nienaturalną aberracją?
- Nie wiedziałem, że… preferuje pan mężczyzn – odparł, nie rozumiejąc, dlaczego fakt, że Snape był taki jak on spowodował, że jego serce zaczęło bić szybciej. Wziął głęboki wdech i spróbował się rozluźnić.
- Cztery dni temu nie wiedziałeś, że jestem nieumarłym. Nic o mnie nie wiesz.
- Zaczynam to rozumieć – odpowiedział łagodnie. - I tak dla jasności, nie obraziłeś moich delikatnych uczuć. To by czyniło ze mnie hipokrytę.
Nie wiedział, dlaczego powiedział to Snape'owi. Jego własne preferencje nie miały związku z powodem, dla którego tu był. Cholera, w ogóle nie miały związku z niczym.
Upodobania były ważne tylko wtedy, gdy postępowało się zgodnie z nimi. Był wystarczająco szczery, by wiedzieć na swój sposób, że był tak samo odizolowany i okaleczony uczuciowo jak Snape. Po prostu lepiej się krył.
- Rozumiem. - Brew Snape'a uniosła się w wiele mówiącym geście.
Chcąc zmienić temat rozmowy ze swojego żałosnego, nieistniejącego życia uczuciowego, Harry spytał:
- Co się stało z wampirem, który cię zmienił?
Snape wzruszył ramionami.
- Nigdy więcej go nie widziałem. Straciłem dziewictwo i nieśmiertelną duszę z nieznajomym, którego spotkałem na gali Halloween'owej u Malfoyów. Obudziłem się sam, trzy dni później, w piwnicy porzuconego domu, gdzie… się schroniliśmy.
„Schroniliśmy", nie „rżnęliśmy". Zauważył z jaką ostrożnością Snape posługiwał się słowami. Jego były nauczyciel mógł spowodować, że ta rozmowa stałaby się bardzo niekomfortowa, gdyby celowo używał brutalnego słownictwa. Choć Snape zdawał się być dość skrupulatny w opowiadaniu faktów, to także starał się przekazać swoją historię w łatwy do przetrawienia sposób. Nie mógł nie podziwiać jego samokontroli. Lata spędzone jako Auror pokazały mu, jak często ludzie usiłują manipulować faktami podczas opowiadania. Snape był pokrzepiająco dyskretny.
- Słuchaj, nie wiem zbyt wiele o wampiryźmie, ale to dość jasne, że nie utraciłeś duszy – zaprotestował Harry. - Jeśli byś ją stracił, to nie głodziłbyś się, tak jak to robisz i nie dbałbyś o przyniesienie wstydu szkole.
Snape zdawał się zbyt zszokowany, by móc coś powiedzieć. W końcu zażenowany stwierdził:
- To bardzo miło z twojej strony.
- To prawda – Harry zbagatelizował jego słowa i pytał dalej:
- Czy wiedziałeś co się z tobą stało, gdy się zbudziłeś?
Snape potrząsnął głową.
- Na początku nie. Myślałem, że mnie odurzono. Moje zmysły zachowywały się przerażająco nienaturalnie. Gdy się obudziłem, mogłem usłyszeć bicie serc szczurów, dokoła mnie w porzuconym budynku. Mogłem wyczuć zapach ich krwi, smak kurzu w powietrzu.
- Musiałeś być przestraszony – skomentował Harry bez zastanowienia się.
Snape wydawał się zaskoczony jego słowami. Po chwili przytaknął:
- Tak, ale to było też… porywające. Nigdy nie czułem się bardziej żywy ani potężny. To było zupełnie upajające – dopóki nie pojawił się głód i zrozumiałem co mi zrobiono.
- Jak…
Snape oszczędził mu konieczności skończenia tego niezręcznego pytania:
- Nie było więcej bijących serc wśród gryzoni, kiedy opuszczałem tamten dom.
Kiedyś byłby obrzydzony takim stwierdzeniem, ale w ciągu dwunastu lat służby Aurora, widział wiele. Mieszkańcy Śmiertelnego Nokturna zjadali gorsze rzeczy niż szczury.
- Nie mogłeś żywić się wyłącznie krwią szczurów – powiedział Harry, niemo wyrażając pytanie.
- Niezbyt długo. Ich krew nie ma odpowiednich składników odżywczych. Po jakimś czasie wampir, który żywi się tylko krwią gryzoni staje się niepełnosprawny umysłowo. Jego głód rośnie, a jego zdolność do oceny i kontrola maleją. To przepis na katastrofę.
- Co zrobiłeś, gdy opuściłeś tamten dom?
- Chyba… straciłem rozum na jakiś czas. Byłem… niepocieszony w moim gniewie i przerażeniu. Na szczęście miałem dość rozsądku, by wystrzegać się stania się zagrożeniem dla społeczeństwa. Rzuciłem się w swoje studia nad eliksirami, desperacko szukając lekarstwa. Wtedy, gdy byłem na Oxfordzie, zacząłem płacić dziwkom, pić ich krew i usuwać ich wspomnienia, by móc przeżyć. Nie dbałem o siebie, o swoją przyszłość, bo nie wierzyłem, że jakąś mam. Wpadałem coraz głębiej i głębiej w rozpacz, dopóki…
- Nie poszedłeś do profesora Dumbledora po pomoc? - zgadł Harry.
Snape wyprostował się w fotelu i odwrócił wzrok.
- Gdybym tylko był mądrzejszy. Nie, poszedłem do Lucjusza Malfoya. Werbował dla Voldemorta. Myślę, że resztę tej smutnej historii już znasz.
Harry przytaknął i spytał:
- Czy Voldemort i Malfoy wiedzieli kim jesteś?
Snape potrząsnął głową.
- Dochowanie mojego sekretu było jedyną mądrą decyzją, jaką podjąłem w tamtych latach.
- Co stało się potem?
Snape kontynuował łagodnym głosem:
Minął niemal rok, zanim odzyskałem rozsądek i zorientowałem się co się ze mną stanie, jeśli pozostanę w szeregach Voldemorta. Wtedy już przyjąłem mroczny znak. Nie wierzyłem, że ktokolwiek mi pomoże, dwa razy przeklętemu, wampirowi i Smierciożercy. - Gdy tak mówił, ton jego głosu zmieniał się, stawał się ożywiony. Harry miał wrażenie, że Snape chce opowiedzieć swoją historię. W końcu, nie miał nikogo z kim mógłby ją dzielić. To musiało być uwalniające uczucie, być w stanie w końcu opisać komuś przerażąjące rzeczy, które mu się przydarzyły. - W desperacji zwróciłem się do Albusa. Miałem nadzieję, że... zajmie się mną osobiście. Nie chciałem umrzeć z głodu w Azkabanie albo być zutylizowany w Ministerstwie. Były tylko dwa losy, które potrafiłem sobie wyobrazić, po tym wszystkim, co zrobiłem. Albus dał mi trzecią opcję, która dawała nadzieję i odkupienie. Nigdy nie pozwolił mi patrzeć na siebie jak na potwora ani nie traktował mnie jako takiego. Był… niesamowitym mężczyzną.
