- Żałuję, że nie znałem go lepiej – powiedział Harry. Utrata Hermiony i Rona w ostatniej bitwie z Voldemortem przyćmiła wszystko inne, nawet śmierć Albusa Dumbledora.

Snape przytaknął. Gdy ich oczy się spotkały, nastał moment idealnego porozumienia między nimi, gdy dzielili tą stratę.

Ta niespodziewana bliskość zszokowała go niemal tak bardzo, jak sekret Snape'a, który poznał w poniedziałek.

- Jest jedna rzecz, która nie daje mi spokoju od kiedy dowiedziałem się prawdy o tobie – powiedział Harry, musząc wyrazić swoją złość.

Snapie spytał obłudnie:

- Tylko jedna?

- Zwłaszcza ta jedna. Na moim trzecim roku ujawniłeś naturę wilkołaka u Remusa Lupina całej szkole, rujnując jego szanse na zatrudnienie w Magicznym Świecie.

- Tak – odpowiedział Snape tonem, którym inny człowiek powiedziałby, że wypuścił psa na zewnątrz.

- Nie sądzisz, że to czyni z ciebie hipokrytę? - Harry domagał się odpowiedzi, usiłując zapanować nad gniewem. Sprzeczanie się nigdy nie szło im za dobrze i był wystarczająco rozsądny, by zdawać sobie sprawę, że wściekanie się na wygłodzonego wampira nie było najprawdopodobniej najmądrzejszym pomysłem. - Mam na myśli, że obaj mieliście podobne tajemnice, które mogły was zniszczyć, a mimo to zdradziłeś jego sekret.

- Nie sądzę, by Gryfon to zrozumiał – odparł Snape.

- Usiłuję zapanować nad swoimi emocjami. Komentarze takie jak ten mi w tym nie pomagają – ostrzegł spiętym głosem. - Jak mogłeś mu to zrobić, będąc w dokładnie takiej samej sytuacji?

- Zrobiłem to właśnie dlatego, że byłem w dokładnie takiej samej sytuacji – odpowiedział Snape.

- Co to ma niby znaczyć?

- To znaczy, że zapomniał wziąć eliksir, który umożliwiał mu bezpieczne obcowanie ze społeczeństwem. Pozwolił na zmienienie się w śmiertelne zagrożenie, gdy wszystko, co musiał zrobić, to wypić lekarstwo, które miał w swoim posiadaniu – powiedział Snape.

- Zapomniał tylko raz – ostro bronił Harry. - W noc, w którą dowiedział się, że jego najlepszy przyjaciel nie zabił jego pozostałych najlepszych przyjaciół. To były nadzwyczajne okoliczności. Remus popełnił błąd. Każdy mógł to zrobić.

- Ludzie tacy, jak twój przyjaciel Lupin i ja, nie mogą sobie pozwolić na błędy. Gdy popełniamy błędy niewinni umierają – powiedział Snape głosem niczym stal. - Gdyby Black nie pojawił się tamtej nocy ty i twoi przyjaciele bylibyście ofiarami „błędu" Lupina.

- Więc twierdzisz, że jedynym powodem, dla którego to zrobiłeś, była chęć chronienia nas? Że nie miałeś żadnej osobistej satysfakcji ze zniszczenia go? - zakwestionował Harry, który znał małostkowość mężczyzny.

- Przyznaję, że to co zrobiłem, dało mi perwersyjną przyjemność. Nie mam wymówek. Lupin udowodnił, że jest niegodnym szansy zagrożeniem i czy ci się to podoba, czy nie, nie mógł się ukrywać w szkole pełnej niewinnych dzieci. - Snape napotkał jego wzrok i dodał:

- Moje rewelacje były ryzykowne. On również mógł ujawnić mój sekret społeczeństwu, gdyby chciał się zemścić.

- Remus wiedział czym jesteś? - spytał ogłuszony.

- Jego zmysły były równie czułe, co moje. Nie rozmawialiśmy o tym nigdy, ale musiał wiedzieć – odparł Snape.

- Więc dlaczego nikomu nie powiedział? - zastanawiał się Harry na głos, a ta część niego, która była nadal wystarczająco dziecinna, pragnęła by Remus jednak wszystkim to obwieścił. Może wtedy Snape nie byłby taki cholernie świętoszkowaty. Oczywiście, gdyby Remus zdradził tajemnicę Snape'a, kosztowałoby go to życie.

- Lupin i ja usiłowaliśmy dokonać tego, co udaje się niewielu z naszych gatunków – wtopić się niezauważalnie w tłum. Żyliśmy swoim życiem, wiedząc, że każdego dnia sama nasza obecność stanowi zagrożenie dla wszystkich dokoła nas… tych na których nam zależy. Podjęliśmy świadomą decyzję, by nigdy nie pozwolić sobie na skrzywdzenie ludzi, z którymi żyjemy, nieważne ile nas to kosztuje. Musieliśmy być swoimi własnymi Aurorami i strażnikami więziennymi, gdy trzeba. Lupin wiedział, że popełnił błąd, zawiódł zaufanie Albusa i zagroził jego uczniom. Nie mogę być pewny, ale myślę, że nie wyjawił mojej tajemnicy, bo wiedział, że postąpiłem słusznie.

- To co mu zrobiłeś wciąż nie brzmi w porządku – nalegał Harry.

- Uważasz, że powinniśmy współczuć Lupin'owi, przyznaję, że okoliczności, przez które zaniedbał wzięcie eliksiru były bardzo stresujące, ale byliśmy w trakcie wojny z Czarnym Panem. Okoliczności nigdy nie miały stać się mniej stresujące; jeśli już to raczej mogło być tylko gorzej. Jak powinienem według ciebie postąpić? Milczeć i mieć nadzieję, że następnym razem, gdy będzie miał jakieś stresujące doświadczenie w czasie pełni księżyca, uczniowi, na którego się napatoczy, uda się uciec bez szwanku? Czy masz pojęcie jak blisko ty i twoje przyjaciele byliście utraty człowieczeństwa, a może nawet życia?

- Byłem tam. Wiem jak… niebezpieczny był tamtej nocy – odparował Harry.

- W takim razie mogę zadać ci pytanie? - poprosił Snape w dziwnie oficjalny sposób.

Zaciskając żeby, przytaknął. Wiedział, że nie spodoba mu się to co mężczyzna miał do powiedzenia.

- Jesteś teraz dorosły, jesteś Aurorem. Codziennie ciąży na tobie odpowiedzialność na tysiące żyć. Gdybyś był nauczycielem, odpowiedzialnym za bezpieczeństwo dzieci w tej szkole, czy chciałbyś aby wilkołak, który zapomniał wziąć Tojad – z jakiegokolwiek powodu – uczył tutaj? Gdybyś był mną, czy milczałbyś, wiedząc, że gdy następnym razem twój współpracownik będzie miał ciężki dzień, któryś z uczniów może tego nie przetrwać?

Hary otworzył usta, mając zamiar bronić Remusa i zaprotestować, że niczego by nie powiedział, bo to by się więcej nie zdarzyło, ale… był teraz Aurorem. Jedną z rzeczy, którą nauczyło go dwunastoletnie utrzymywanie porządku w Magicznym Świecie, było to, że jeśli ktoś złamał prawo raz, to istniało wysokie prawdopodobieństwo, że znów to zrobi w przyszłości. Snape patrzył na porażkę Remusa w ten sam sposób, w który nauczono Aurorów postrzegać swoją pracę, z dokładnie tego samego powodu. Bardzo chciał zbagatelizować argumenty Snape'a, ale nie mógł, bo gdyby się pomylił, to uczniowie Hogwartu zapłaciliby cenę.

- A więc, gdybyś był mną, to co byś zrobił? - zażądał odpowiedzi Snape, jak gdyby wyczuł niepewność u Harry'ego. Możliwe, że tak właśnie było.

- Nie wiem – odparł w końcu. - Chciałbym móc powiedzieć, że dałbym Remus'owi jeszcze jedną szansę, ale…

- Gdybyś się pomylił mogłoby umrzeć dziecko – dokończył Snape, rzucając mu znaczące spojrzenie.

- Tak – przyznał niechętnie. Patrząc na Snape'a mógł dostrzec, że bezpieczeństwo uczniów miało dla niego, w tamtej okropnej sytuacji, ogromne znacznie.

- Nie będę udawał, że nie sprawiło mi to osobistej satysfakcji, ale i tak było to niezbędne.

- Co nie znaczy, że musi mi się to podobać – powiedział Harry.

- Nie, nie znaczy. Teraz masz doskonałą okazję, by zemścić się za Lupina i wszystkie te błahe utarczki z przeszłości – powiedział Snape spokojnie, patrząc mu oczy.

- Tu nie chodzi o zemstę – stwierdził ostro Harry.

Wpatrywał się w Snape'a, usiłując ocenić go jako dorosły. Wszystkie te okropne rzeczy, które sądził o swoim nauczycielu eliksirów, wciąż zdawały się być prawdziwe. Dwoma z najbardziej przeważających cech charakteru Snape'a były sarkazm i złośliwość. Ogólnie rzecz biorąc, Snape był najbardziej odpychającym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek znał.

Jednak pomimo tego, że bardzo drażniło go przyznanie tego, to Snape był także jednym z najodważniejszych i najbardziej honorowych ludzi, jakich spotkał. Siedział tu umierając z głodu i dyskutując o bezpieczeństwie swoich uczniów. To wymagało niezwykłej kontroli. Harry widział co wampiryzm zrobił z człowiekiem, w tamtej tylnej uliczce w poniedziałkową noc. Snape był prawie antytezą tamtego obłąkanego potwora. Wszystkim, co ich rozdzielało, był ich charakter i wybory, których dokonali.

Jego były profesor został wrzucony w beznadziejną sytuację, która odebrałaby rozum i moralność większości ludzi, a mimo tego, trzydzieści lat po zarażeniu, Severus Snape wciąż siedział tu zdrowy na umyśle i względnie stabilny. Harry nie mógł nie podziwiać męstwa i godności u mężczyzny.

Snape był specyficzną mieszanką pozornie wykluczających się cech – okrucieństwo i honorowość, małostkowość i godność, fizyczna nieatrakcyjność i wysoka moralność. Harry wiedział, że gdy był młodszy, nie potrafił zobaczyć nic innego niż wady nieprzyjemnego mężczyzny, ale dziś dostrzegał w profesorze Snape'ie skomplikowanego indywidualistę. Przyszło mu do głowy, że po raz pierwszy widzi Severusa Snape'a, którego znał i któremu ufał Albus Dubledore.

Gdy cisza trwała już długo, Snape w końcu zapytał:

- Czy coś jeszcze chciałbyś wiedzieć?

- Ja, er, widziałem kilka wampirów będąc na służbie. Wszystkie podręczniki szkolne mówiły, że przestają się starzeć gdy… stają się wampirami. Większość wampirów, które spotkałem wyglądała dość przerażająco, gdy się nimi zajmowałem, ale niektórzy mieli setki lat, a wyglądali na trzydzieści. Jednak, jeśli nie ma pan nic przeciwko, pan zawsze wyglądał na swój wiek. Dlaczego?

- Wydaje się, że wampir się nie starzeje, gdy karmi się ludzką krwią – regularnie, raz na dzień. Starzejemy się, ale w bardzo wolnym tempie. Badania pokazują, że jeśli żywimy się regularnie, to posuwamy się w latach o jakiś rok w ciągu wieku. Ograniczyłem jedzenie do absolutnego minimum by przeżyć – raz na dwa tygodnie. Gdybym odżywał się częściej, zmiana w moim wyglądzie byłaby dość drastyczna.

- Oh – powiedział Harry. - Im więcej dowiadujesz się o wampiryźmie tym dziwniejszy się wydaje. Większość faktów ma niewielki sens.

- Istnieje teoria, według której wampiryzm nie ma sensu, bo stworzyła go magia, a nie natura – stwierdził Snape.

- Dlaczego ktokolwiek miałby wykorzystywać magię by zostać wampirem? - spytał Harry.

- Oczywiście, nikt nie stworzyłby wampiryzmu celowo. Nawet jako klątwa nie jet zbyt praktyczny – powiedział Snape.

- Więc jak… ?

Czarne oczy spoglądały na niego, jak gdyby był tak niekompetentny, jak Snape zawsze mu powtarzał.

- Podejrzewam, że jakiś głupiec o większej mocy niż rozumie, usiłował stać się nieśmiertelny, ale jego zaklęcie wyszło opacznie. Gdyby w przeszłości ktoś tak potężny jak Voldemort, próbował zmienić składniki chemiczne w swoim ciele, by zdobyć wieczne życie, mógłby przez przypadek stworzyć taką formę. Studiowałem te właściwości od trzydziestu lat i wampiryzm ma o wiele więcej wspólnego z pomyłką magiczną niż naturalnymi przypadłościami.

- Jak wilkołactwo – powiedział Harry.

- Nie bardzo – poprawił go. - Wilkołactwo jest zgodne z naturą. To infekcja wirusowa, która przenoszona jest przez płyny ustrojowe, gdy wilkołak znajduje się w formie wilka. Lykanotropia nie ma żadnych niewyjaśnionych naukowo efektów ubocznych, w przeciwieństwie do wampiryzmu – takich jak brak odbicia w lustrze.

- Oh.

Harry nigdy nie przepadał za długimi, teoretycznymi debatami. Nie mógł nic poradzić na ostry ból straty, gdy przypomniał sobie, że teoretyzowanie było jedną z mocnych stron Hermiony. Chcąc wrócić w dyskusji do praktycznych zagadnień, spytał:

- Co teraz zrobisz, gdy już nie możesz żywić się w Londynie? - starał się by jego głos był płaski, wyrażał ciekawość, a nie oskarżenie. - Zafiukasz do Aberdeen albo Liverpoolu?

Prorok napisał, że instalują te czujniki na wampiry w sieci fiuu – odparł Snape.

Kontrolował wyraz swojej twarzy, ale jego głos zdradzał zmartwienie.

- Prorok usiłował uspokoić spanikowany Londyn. Masz pojęcie ile kosztowałoby zainstalowanie tych czujników na całej sieci?

- Więc wciąż jest bezpiecznie? - zapytał Snape.

- Tak. - Harry spojrzał na ubranego na ciemno, pospolitego mężczyznę naprzeciw niego. Kolor Snape'a był tak fatalny, że nie wyglądał jak wampir, którym był, ale wręcz jak zombie albo jakieś inne szkodliwe stworzenie polujące nocą.

Niedobrze. Obecna panika związana z wampirami zmniejszyła się dzięki ostatnim nocom bez trupów, ale nerwowość była wciąż obecna w Brytanii. Czytał raporty Aurorów z wielu miast. Dostawali więcej alarmów o wampirach w ciągu ostatnich tygodni, niż przez cały poprzedni rok. Jeśli Snape wyszedłby aby zdobyć towarzystwo i krew, zostałby zgłoszony szybciej niż zdążyłby uciec z jakiegokolwiek miejsca, do którego zafiukał.

- Ale? - Jego zaskoczenie musiało odbić się na jego twarzy, bo Snape użył ostrego tonu, jak zwykle pokazując wybuchowy charakter. - Jak udaje ci się pracować z tak wyrazistą mimiką pozostaje dla mnie zagadką. Czego nie chcesz mi powiedzieć?

- Moja twarz nie jest teraz problemem. Czy widziałeś jak wyglądasz? - spytał.

Szara twarz ścisnęła się i nabrała twardego wyrazu.

- Nie w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Usiłujesz żartować?

- Oh, wybacz, zapomniałem. - przeprosił szybko. To wyjaśniało wiele na temat wyglądu Snape'a.

- Co próbujesz mi powiedzieć?

- Szczerze? - spytał Harry, usiłując znaleźć dyplomatyczny sposób na zakomunikowanie tego. Gdy Snape skinął głową, ociągając się, wyjaśnił:

- Kolor twojej skóry jest okropny. Nie wygląda pan po prostu na chorego. Wyglądasz… nienaturalnie. Obserwowałbym cię od momentu, w którym tylko bym cię zobaczył podczas patrolu, a teraz, gdy od dwóch tygodni wszyscy są tacy wystraszeni…

- Rozumiem co masz na myśli – powiedział Snape.

- Może glamour mógłby…

- Nie zadziała, gdy mój system jest tak niestabilny, podobnie jak eliksir Wielosokowy – stwierdził Snape.

- Czy krew gryzoni przywróciłaby trochę koloru? - spytał powoli, nie chcąc go obrazić.

Snape wydawał się zbyt zatopiony w myślach, by martwić się o delikatność i konwenanse. Potrząsnął głową.

- Skonsumowałem już tak dużo zwierzęcej krwi, jak tylko śmiałem.

- Mówiłeś, że istnieją eliksiry, które mogłyby pomóc.

Czarne oczy napotkały jego. W bezdennych głębinach czerni, mógł wyczytać ból i zmartwienie, gdy Snape niechętnie odpowiedział:

- Już przekroczyłem limit eliksirów odżywczych i wzmacniających, które moje ciało może wchłonąć. Przyszedł ten moment, w którym nie mam już alternatyw i po prostu muszę się pożywić. Niestety, to było dwa dni temu.

- Więc głodujesz od dwóch dni – powiedział zarówno do siebie jak i Snape'a.

Snape odpowiedział rozdrażniony:

- Głoduję od trzydziestu lat. Mam kryzys od dwóch dni.

- Czy kiedykolwiek obywałeś się tak długo… - Harry szukał odpowiedniego słowa, aż wreszcie pozostał przy: - … bez wyżywienia?

Snape potrząsnął głową.

- Zawsze czekałam najwyżej dwa tygodnie. W przyszły poniedziałek miną trzy tygodnie od ostatniego karmienia.

- To niedobrze – stwierdził cholerną oczywistość. - Nie możesz funkcjonować w ten sposób bez końca. Wcześniej czy później będziesz…

- Nie zrobię nic, by nadszarpnąć zaufanie Minervy albo skompromitować szkołę – uciął Snape głosem niczym stal. - Tak czy inaczej, poradzę sobie z tym nie polując.

Rozwiązanie problemów profesora płynęło, oczywiści, przez jego własne żyły, podczas gdy rozmawiali; Harry był zaskoczony, gdy zdał sobie z tego sprawę. Fakt, że ten pomysł przyszedł mu do głowy dopiero teraz, był albo wyrazem poprzedniej animozji w ich relacjach, albo potwierdzeniem niskiej oceny Snape'a o jego inteligencji. W każdym razie, był zdumiony, że ta myśl nie przyszedł mu do głowy wcześniej.

Oczywiście, teraz gdy sobie to uświadomił, nie wiedział czy mógłby to zaproponować. Widział co głodny wampir robił z ludźmi. Nie chciał skończyć jak biedna Ellie, wyssana do cna. Poza tym, była także kwestia tego, że gardził tym mężczyzną przez większość swojego życia.

Ale czy cokolwiek z tego miało znaczenie, gdy ktoś głodził się na śmierć? Czy jego lęki i antypatia były warte życia Snape'a? Czy był aż taki małostkowy i słaby?

Harry zdał sobie sprawę, że był także większy problem do przezwyciężenia, niż jego własna niechęć.

Nawet, gdyby był takim idiotą, za jakiego uważał go Snape, Harry był wystarczająco mądry, by wiedzieć, że jego były nauczyciel nie zgodzi się na ten pomysł. W każdym razie nie od razu. Przekonanie Snape'a do pójścia za głosem rozsądku będzie wymagało cholernie ciężkiej walki. Musiał się jednak zmierzyć z mężczyzną, który był wygłodniały na śmierć. Wcześniej czy później Snape będzie musiał poddać się temu, co konieczne.

W jego żołądku coś szarpnęło, na samą myśl o zaproponowaniu swojej krwi wampirowi, nawet jeśli wiedział, że Snape nic nie jadł od trzech tygodni. Nawet jego żelazna kontrola musiała mieć ograniczenia. Nie było gwarancji, że jeśli zaoferuje Snape'owi swoją pomoc, to mężczyzna nie straci kontroli i nie wyssie całej krwi.

Ale czy chciał, by ktoś inny zajął jego miejsce? Jakaś biedna prostytutka, która nie byłaby w stanie walczyć ze Snape'em, gdyby utracił panowanie nad sobą? Ta myśl była równie odpychająca, co pomysł nakarmienia Snape'a. Pomimo tego, że sama propozycja była odrażająca, to miała w sobie pewną poetycką sprawiedliwość, która wydawała się przemawiać do Gryfońskiego ducha Harry'ego. Kto powinien podjąć ryzyko, zamiast Aurora, który uwolnił wampira? I, odrzucając fałszywą skromność, kto będzie lepiej przygotowany niż on, gdyby sytuacja wymknęła się spod kontroli?

Znał głębie i siłę swoich mocy. Nie lubił zbyt wiele o tym myśleć, ale prawda była taka, że w tej chwili na świecie nie istniał czarodziej, który mógłby go pokonać.

Był zupełnie zdrowy. Jego krew była odpowiednia do tego zadania. Jego moc była odpowiednia, by go ochronić. Jedyną rzeczą, której mu brakowało, była odwaga. Było coś odrażającego w pomyśle żywienia Snape'a. Tylko bóg wiedział, że ten mężczyzna był fizycznie wystarczająco odrażający by sprawić, że drżał na samą myśl o dotykaniu go, nie mówiąc o byciu wystarczająco blisko, by pozwolić mu zatopić zęby w jakiejkolwiek części swojego ciała.

Ale to był jego obowiązek. W końcu to on był odpowiedzialny za jego problemy, więc on musiał je rozwiązać.

Jego strach był duży, ale jego wola była silniejsza. W jakiś sposób znalazł wewnątrz siebie siłę, by przyznać, że to była odpowiednia decyzja w tej trudnej sytuacji. Odsunął od siebie uczucia, nie mógł pozwolić Snape'owi umrzeć. To było najważniejsze. Wszystko inne będą musieli rozpracować.

Wziął głęboki wdech i zażądał odpowiedzi:

- Jak zamierzasz sobie z tym poradzić, jeśli nie możesz ryzykować bycia zauważonym?

- Słucham? – spytał ostro Snape.

- Przyznałeś, że wykorzystałeś już wszystkie sztuczne metody. Więc co zamierzasz teraz zrobić? Poprosić w jakimś domu publicznym w Hogsmeade, by przysłali ci dziwkę do szkoły, żeby ci usłużyła?

- Nie bądź śmieszny – odparł Snape.

- Czy jest ktoś tutaj, w szkole, kto w przeszłości ci pomagał? - zapytał łagodnie Harry. - Minerva…

- Odpowiedź brzmi nie, na oba pytania. Nikt inny nie wie, a nie mógłbym jej o to prosić, nie po tym wszystkim, co dla mnie zrobiła.

- Więc zostaje tyko jedna opcja. - powiedział.

- Wiem, Potter. Nie ma co tego wałkować tego tematu. Przygotowałem komnatę w nieużywanej części lochów. Gdy już tam wejdę, drzwi zatrzasną się za mną i nie otworzą przez następny miesiąc – stwierdził Snape.

Bogowie, Snape planował się zabić! Przypuszczał, że w związku z okolicznościami, był to bardziej honorowy sposób na śmierć, ale to przeczyło wszystkiemu, w co Harry wierzył. Nie mógł też uwierzyć, że Snape uważał go za na tyle szyderczego, że mógłby się cieszyć na sugestię jego samobójstwa, nieważne jak bardzo się nie lubili.

- To nie była opcja, którą miałem na myśli - szybko zaprotestował Harry. - Nie ocaliłem twojego tyłka tylko po to, żebyś umarł z głodu.

- A więc co proponujesz? Wizytę w mugolskim banku krwi? - spytał sarkastycznie Snape.

- Czy to by zadziałało? - zapytał Harry, rozproszony pomysłem. To nie był kierunek, który rozważał, ale byłoby to proste do zrobienia.

- Nie. Krew musi być świeża i w temperaturze ciała.

Teraz albo nigdy. Harry wziął głęboki wdech i powiedział tak spokojnie, jak tylko mógł:

- Moja krew jest świeża i w temperaturze ciała.

- To wcale nie jest zabawne – stwierdził Snape, a gdyby jego wzrok mógł zabijać…

- Nie miało być.

- Absolutnie nie – odmówił Snape.

- Słuchaj, to jedyna możliwość, która ma sens. Nie możesz iść się pożywić wyglądając w ten sposób. Jestem tutaj i proponuję…

- Nie będę się u ciebie zadłużał jeszcze bardziej – nalegał Snape.

- Więc co zrobisz? Zamkniesz się w grobie i umrzesz powolną śmiercią? Jaka to logika? - spytał Harry.

- To nie twoja sprawa – powiedział Snape.

- A właśnie, że to jest moja sprawa! Skazałem cie na ten los, kiedy interweniowałem w poniedziałek. Nie mogę pozwolić ci zagłodzić się na śmierć!

- Dlaczego w ogóle ci zależy? - zakwestionował Snape.

- Bo znałem cię całe moje życie!

- Nienawidziłeś mnie całe swoje życie – poprawił go.

- Oh, do kurwy nędzy! Byłem dzieciakiem. Ty byłeś najzłośliwszym z moich nauczycieli. Teraz mam prawie trzydzieści lat. Nie będę stał i patrzył jak ktoś, kogo znam, ponosi straszliwą śmierć, tylko dlatego, że nie lubiłem go w czasach szkolnych – argumentował. - Nie chcesz umrzeć – nie w ten sposób. Nikt by nie chciał. Profesorze, proszę. Pozwól mi sobie pomóc?

- Nie pozwolę się nad sobą litować – piorunujący wzrok, który towarzyszył tym słowom, zabiłby odwagę w większości mężczyzn.

Harry stawiał czoła temu złowrogiemu spojrzeniu przez siedem lat w Hogwarcie. Zezłościło go ono tak samo, jak wtedy.

- Tu nie chodzi o litość, ty głupi durniu. Znam cię i nie pozwolę ci po prostu się zabić, bo zaakceptowanie pomocy obraża twoją dumę. Czy pomyślałeś kiedyś, jak twoja śmierć wpłynie na osoby, które się o ciebie troszczą?

Parsknięcie Snape'a było ostatnią kroplą przepełniającą czarę.

- Słuchaj, ty samolubny dupku. Minerva McGonagall cię potrzebuje. Wiesz lepiej niż inni, jak bardzo rzadcy są Mistrzowie Eliksirów w dzisiejszych czasach. Gdzie znajdzie kogoś na twoje zastępstwo? A nawet jeśli tak się stanie, to nowy pracownik nie weźmie na siebie obowiązków Głowy Domu Slytherinu. Czy ci się to podoba czy też nie, jesteś tu potrzebny.

- Czy sugerujesz, że powonieniem żyć, bo jestem przydatnym dla innych narzędziem?

- Chociaż nie wiem dlaczego, Minervie na tobie zależy. Była bardzo zmartwiona tym wszystkim. Przez dziesięć minut nakłaniała mnie do obiecania, że cię nie skrzywdzę, zanim pozwoliła mi iść na dół i się z tobą spotkać – powiedział Harry.

Snape zdjął jedną z rąk z oparcia fotela i przesunął palcami po tłustych włosach, wiszących nad jego czołem.

- Wiem, że... naprawdę się martwi. Nie powinienem tego bagatelizować.

- Nie myślisz jasno – powiedział miękko. - Jesteś wygłodzony i cierpisz. Mogę ci pomóc. Jeśli mi pozwolisz.

Snape na chwilę spuścił wzrok na migotliwe płomienie, następnie odwrócił się, napotkał oczy Harry'ego i spytał:

- Czy wiesz co proponujesz? To nie jest jakaś heroiczna Gryfońska przygoda, którą rozpoczynasz. Zapraszasz mnie do wypicia krwi ze swoich żył.

Harry przełknął ślinę pod ciężarem jego wzroku i rzeczywistości.

- Wiem. Wciąż chcę to zrobić. Nie chcę żebyś umarł, nie jeśli mogę zrobić coś, co temu zapobiegnie.

- Chcę… żyć – cicho wyznał Snape. Brzmiał jak gdyby przyznawał się do ogromnej wady charakteru, zamiast największego z dogmatów życia.

Harry zadrżał, gdy zdał sobie sprawę, że walka się skończyła. Wygrał argumentację, tak jak się spodziewał. I teraz… wampir będzie pił jego krew.

Ledwo kontrolując impuls do panikowania, wziął głęboki wdech i niepewnie spytał:

- Jak… jak to zrobimy?

Snape wydawał się równie zdenerwowany i zakłopotany jak on.

- Jeśli jesteś zupełnie pewien, że chcesz kontynuować, to najlepiej, by nam było wygodnie. Sofa jest prawdopodobnie lepszym wyborem niż te fotele.

- W porządku – Harry podniósł się i ruszył w kierunku długiej, szarej kanapy, tępo zniżając się na wyściełaną poduszkami powierzchnię.

Snape ruszył za nim wolniej. Usiadł blisko niego, ale nie w niekomfortowej odległości.

Harry poczuł zapach swojego towarzysza, gdy wziął kolejny głęboki oddech. Dziwne, bo Snape nie był atrakcyjnym mężczyzną, ale pachniał bardzo dobrze. Był to ciepły, bardzo ziemisty zapach, słodki, ale nie sztuczny.

- Co teraz? - Harry spytał mężczyzny obok, który w widoczny sposób ociągał się.

- Możemy to zrobić na dwa sposoby. Mogę użyć noża do przecięcia skóry na twoim ramieniu i pić stamtąd. Albo… bardziej tradycyjną metodą. Każde z nich ma swoje plusy.

- Ramię brzmi… lepiej – powiedział Harry, zaczynając się trząść. Pomyślał, że da radę. Musiał tylko wyciągnąć ramię i pozwolić Snape'owi wyssać krew. To zapewniłoby minimum kontaktu.

Snape przytaknął i dodał:

- Muszę cię ostrzec, że ta metoda jest bardzo bolesna dla dawcy. Moja ślina ma właściwości powodujące drętwienie i sprawiające, że to doświadczenie staje się przyjemne. To nie będzie mogło mieć miejsca, jeśli użyjemy noża.

- Czy nie mógłbyś… pożywić się jednak z mojego ramienia? – zapytał, mając wrażenie, że coś mu umyka.

- Jeśli celem żywienia się z twojej ręki ma być zmniejszenie… intymności, to użycie moich zębów w jakikolwiek sposób temu przeszkodzi.

- Nie rozumiem – powiedział, obserwując niezdrowo wyglądającą twarz, by dostrzec jakąkolwiek wskazówkę i zrozumieć, co Snape chciał mu przekazać.

Mężczyzna westchnął.

- Mówiąc dosadnie, moja ślina zachowuje się jak bardzo silny afrodyzjak. Jeśli dostanie się do twojego krwioobiegu, zostaniesz seksualnie pobudzony. Jedynym sposobem aby temu zapobiec, jest użycie noża i wyssanie krwi z twojej skóry, zamiast z żyły. Jednakże, to… bardzo nieprzyjemne doświadczenie.

- Oh – powiedział Harry, czując się jak ostatni idiota. Poczuł jak jego twarz staje się gorąca i podejrzewał, że gdyby Snape miał się lepiej, to też by się zaczerwienił.

Mistrz eliksirów spojrzał mu w oczy i cicho zaoferował:

- Jeśli zmieniłeś zdanie, to całkowicie cię rozumiem.

- Nie, robimy to – nalegał Harry, usiłując wziąć się w garść. - Masz nóż?

Snape przytaknął niechętnie.

- Tak.

Strach Snape'a był tak namacalny, że prawie mógł go dotknąć. Wampir o zabarwionej szaro skórze, siedzący obok niego, patrzył tak, jakby oczekiwał, że Harry skorzysta z noża do zrobienia mu wiwisekcji, zamiast na odwrót.

- Co? - spytał Harry, wyciągając rękę by położyć ją na ramieniu Snape'a, w najprawdopodobniej pierwszym dobrowolnym kontakcie fizycznym, jaki kiedykolwiek miał z tym mężczyzną. Część niego oczekiwała, że zawartość jego żołądka znajdzie się w gardle, ale to była tylko ciepła tkanina pod jego dłonią. Nie czuł zgrozy dotykając Snape'a, pomimo jego początkowego wstrętu na samą myśl. Minęło tak dużo czasu odkąd kogoś dotknął, poza obowiązkami w pracy albo szybkim uściskiem na przywitanie, że sprawiło mu to przyjemność.

- Potter… prosiłbym cię o… ponowne zastanowienie się.

- Nie możesz… chcieć żebym, er… - Słowa go zawiodły. Rumienił się tak mocno, że był pewien, że pęknie mu żyła, a wtedy nie byłoby potrzeby kłócenia się ze Snape'em dalej.

Usłyszał jak Snape wyjątkowo głośno przełyka i mówi z oczywistą trudnością:

- Dajesz mi dar życia, dzieląc swoja krew ze mną. Gdybyś był mną, czy chciałbyś odwdzięczyć się za taką szczodrość bólem? - patrzyli na siebie, a Snape kontynuował:

- Wiem, że jestem pewnie ostatnia osobą na świecie, z którą chciałbyś wejść w… intymną relację. Przyrzekam ci, że… podczas tego, w ogóle nie musisz mnie dotykać w seksualny sposób. Proszę tylko byś nie zmuszał mnie do zrobienia ci krzywdy. Ja… ja nigdy wcześniej nie spowodowałem nikomu bólu podczas żywienia się. Nie chciałbym dziś tego zmieniać.

Harry przełknął ślinę na tą szczerą prośbę.

- Ja… ja po prostu...

Co miał zamiar zrobić – powiedzieć Snape'owi, że był trzydziestoletnim prawiczkiem? Nie był może dosłownym prawiczkiem, ale był tego tak blisko, że to nie miało znaczenia. Snape wyśmiałby go i wyrzucił z pokoju. Jego żałosna sytuacja była wystarczająco upokarzająca bez informowania o niej.

Harry próbował znaleźć sposób, by to wyjaśnić, ale słowa nie chciały przyjść pod intensywnym, głodnym spojrzeniem. Jego własne problemy emocjonalne wydawały się trywialne, gdy porównał je do cierpień Snape'a. Mężczyzna umierał z głodu, ale wciąż był na tyle uczciwy, by martwić się o zapewnienie dobrych doznać partnerowi. Snape nie starał się o szybki numerek ani zrobienie mu czegoś lubieżnego. Mężczyzna po prostu prosił o to, by nie musiał czuć się większym potworem, niż teraz, z powodu swoich potrzeb.

- Wiem. To jest… zawstydzające dla nas obu. - Głęboki, kulturalny głos Snape'a był prawie hipnotyzujący, gdy powiedział:

- Pokazałeś wielką odwagę i współczucie w swoim postępowaniu w stosunku do mnie. Nie zmuszaj mnie do wynagrodzenia ci tego bólem. Przyrzekam, że sprawi ci przyjemność to, co oferuję Harry Potterze, być może większą niż ta, której zaznałeś w całym życiu.

To nie będzie trudne, skoro moje doświadczenia było dość samotne – podsunął mu spanikowany mózg.

- Ja…

- Masz moje słowo, że nie wykorzystam cię, ani nie użyję przeciw tobie w żaden sposób niczego, co stanie się między nami dziś w nocy. Pozwól mi sprawić, że będzie to znośne dla nas obu, proszę?

Prawie nie mogąc oddychać ze zdenerwowania, Harry przytaknął niemo.

- Dziękuje – wyszeptał Snape. - Mam twoje przyzwolenie na kontynuowanie?

Znów przytaknął i zamknął oczy, gdy poczuł jak Snape porusza się na kanapie. Oddech stanął mu w piersi, gdy Snape złapał go za ramiona, poruszając nim, aż jego plecy znalazły się w rogu sofy. Snape przesunął się obok. Sapnął, gdy jego nogi zostały uniesione i położone na poduszce. Tego się nie spodziewał.

- Wszystko w porządku. Rozluźnij się – powiedział Snape. Jego głos uspokajał; ciężko było zignorować jego sugestię.

Trochę zmartwiony, Harry zastanawiał się czy Snape używał na nim swoich hipnotyzujących mocy, które podobno wampiry wykorzystywały na swoich ofiarach. Jeśli tak było, to stawiało to jego uległość w nowym świetle.

Otworzył oczy i poczuł jak Snape siada przy jego boku. Przesuwał wzrokiem po mocno zarysowanej, niezdrowej twarzy, usiłując dostrzec ślady manipulacji, ale po raz pierwszy odkąd pamiętał, wyraz twarzy Snape'a był otwarty. Wydawał się… zatroskany o niego, gdy tak spoglądał.

- Wygodnie ci? - spytał Snape.

- Tak wygodnie jak tylko może być mężczyźnie, nad którym pochyla się wampir – zażartował Harry.

Ku jego zaskoczeniu cienkie, pozbawione krwi wargi Snape'a uniosły się w uśmiechu, w którym nie było ani śladu złośliwości.

- Jesteś odważnym mężczyzną Harry Potterze – Snape zatrzymał się nad nim, a ich twarze były ułożone w linii, jak gdyby do pocałunku. Snape zdawał się niemal tak samo wytrącony z równowagi jak on.

W jakiś sposób ta wiedza mu pomogła. Fakt, że to nie było proste do wykonania także dla Snape'a, zmniejszał jego nerwy wystarczająco, by mógł powiedzieć:

- Zwykłeś mówić, że jedyna różnica pomiędzy odwagą a głupotą to dom, do którego się zostało przydzielonym.

Snape parsknął. Jego twarz wciąż pełna była napięcia i bólu, ale coś na kształt humoru iskrzyło w obsydianowych, błyszczących oczach.

- Nikt nigdy nie żartował ze mną w ten sposób… To… pomaga w złagodzeniu… stresu.

Stresu? Zaskoczony Harry zdał sobie sprawę, że to musi być trudne dla Snape'a, być może nawet bardziej, niż dla większości innych mężczyzn. Patrząc w jego oczy mógł prawie ujrzeć to, w jaki sposób jego życie wyglądało dotychczas, jak bardzo tego nienawidził. I dlaczego nie miałby tego nienawidzić? Snape był bardzo prywatną osobą i nie lubił, gdy się go dotykało, a żeby przetrwać potrzebował intymności z rzeszą prostytutek, który najprawdopodobniej nie znały nawet jego imienia.

- No dalej. Wszystko w porządku – powiedział Harry, a jego współczucie przyćmiło nawet strach. Jego usta wyschły zupełnie, jego serce tłukło się jakby znów patrzył na Lorda Voldemorta, ale miał na myśli to, co powiedział. Zaproponował to z własnej nieprzymuszonej woli. Nie powinien sprawiać, że Snape'owi będzie trudniej, niż już teraz było, nie gdy mężczyzna, którego nienawidził przez tyle lat, był tak łaskawy i ostrożny w stosunku do niego.

Harry widział drżenie, które przebiegało przez chudą jak szczapa sylwetkę Snape'a, odkąd wszedł do pokoju, widział jak Snape ściskał oparcia fotela całą noc. Nie mógł pojąć jak wielki ból Snape musiał odczuwać, skoro nie jadł od trzech tygodni. Jego krew musiała być pokusą dla wampira w Snape'ie od momentu, w którym wszedł do jego komnat, ale jego były nauczyciel utrzymał ścisłą kontrolę i Harry nigdy by nie podejrzewał, że jego towarzysz się do tego zmuszał.

Patrzył jak dłoń Snape'a sięgnęła do jego szczęki. Jego palce były stanowcze, ale dotykały go delikatnie. Te palce były chłodniejsze niż u większości ludzi, ale nie w sposób niekomfortowy czy nienaturalny.

Jego perspektywa zmieniła się, gdy Snape odchylił jego brodę tak daleko w tył, jak się dało i ostrożnie manewrował nim, dopóki jego głowa nie oparła się o ramie kanapy, a jego gardło nie było wygięte w łuk i odsłonięte.

Harry poczuł, że Snape znów się przysuwa. Ciepły oddech połaskotał go w szyję, powodując dreszcze. Był silnie świadom wzrostu Snape'a, gdy mężczyzna nachylił się nad nim, by zbliżyć się do odkrytego gardła. Był przyciśnięty do sofy, zupełnie bezbronny. Gdyby Snape zdecydował się rozerwać mu gardło, jak to zrobił potwór z Ulicy Nokturnu z biedną dziwką w poniedziałkową noc, to nic nie byłby w stanie na to poradzić. Umarłby, zanim by się zorientował, co się dzieje.

Dziwnie przyjemny zapach Snape'a był dokoła niego, ciężki w powietrzu. Harry zastanawiał się czy w nim też znajdowały się jakieś feromony.

Jego serce biło tak głośno, że dla wampira musiało brzmieć ogłuszająco. Słowa „nie" i „stój" utkwiły mu w gardle, czekając aż zbierze dostatecznie dużo śliny, by je wykrzyczeć. Nie mógł tego zrobić. Mylił się. Nie był wystarczająco odważny. To było…

Coś mokrego i ciepłego dotknęło jego szyi, pokrywając jego ciało gęsia skórką. Harry zadrżał, gdy zdał sobie sprawę, że Snape lizał skórę u góry żyły szyjnej.

Snape go lizał. Jego umysł ofiarował głośne „fuj", ale jego ciało miało zupełnie inną reakcję na delikatny dotyk. Oczekiwał kłów – jeszcze ich nawet nie widział, pomyślał rozproszony – które rozerwą skórę. Nie spodziewał się, że to będzie takie… zmysłowe.

Jego stęsknione za dotykiem ciało nie było w stanie się przed nim bronić.

O gwiazdy, to było cudowne, wcale nie okropne jak się spodziewał. Ale przecież nigdy nie wyobrażał sobie liżącego go Severusa Snape'a. To powinno być obrzydliwe, ale… te zręczne starania były wspaniałe. Gorąco rozprzestrzeniło się w jego brzuchu gdy Snape lizał wciąż to samo miejsce raz po raz, jak kot myjący kocie.

Z własnej woli podniósł rękę i umieścił ją w tłustych włosach Snape'a. Pozwolił by jego palce przebierały przez lepkie pasma, na których leżały. Włosy Snape'a rzeczywiście były dość… brudne. Dziwnym było, że mężczyzna pachniał tak czysto i wspaniale, a jego włosy były tak zaniedbane. Maleńka część jego mózgu, która wciąż funkcjonowała, zasugerowała, że może Snape nie mył się celowo. Może feromony, które musiały być powodem, dla którego każdy oddech sprawiał, że Harry'emu było coraz bardziej gorąco, narastały. Zupełnie się nie znał na takich rzeczach, ale być może im silniejszy jest naturalny zapach wampira, tym łatwiej mu uwieść ofiarę.

Harry poczuł jak ciało Snape'a tężeje nad nim. Myśląc, że pewnie był zmartwiony, że zmienił zdanie i chciał go odepchnąć, Harry cicho szepnął:

- Cii. Wszystko w porządku. Czuje się… wspaniale. Naprawdę wspaniale.

Snape wzdrygnął się na jego słowa, ale kontynuował lizanie jego gardła, a to było wszystko, o co Harry dbał w tym momencie. Energetyzujące ciepło zdawało się zatapiać w jego skórze, przyspieszając oddech i bicie serca. Choć nie miał z czym tego porównać, reakcja jego ciała wydawała się o wiele silniejsza niż powinna, na samo lizanie. Jego zmysły zaczynały wirować, gdy cudowne wrażenie pobudzającego letargu spłynęło na niego. To było interesujące, taka absurdalna mieszkanka przeciwieństw. Harry niemal nie mógł się ruszać z odurzenia, ale czuł się żywy, tak bardzo żywy.

Nagle zaczął rozumieć jak Snape został przekonany do wypicia krwi nieznajomego lata temu. Snape nie był jakąś zboczoną, rozwiązłą dziwką. Był tylko człowiekiem. Tak idealna rozkosz nie była przewidziana dla śmiertelnych ludzi.

Pamiętał, jak Snape powiedział mu, że jego ślina stanowi afrodyzjak i zastanawiał się czy mężczyzna lizał go, by ją rozprowadzić. Prawdopodobnie powinno mu to przeszkadzać, że ta przyjemność była sztucznie stymulowana, że to były tylko przygotowania do ułatwienia sobie żywienia, ale nie mógł tak naprawdę zmobilizować się do martwienia się o to, nie gdy odczucia były tak wspaniale.

Mrowiąca rozkosz na jego gardle rozszerzyła się, poruszając się niżej. Choć Snape ostrzegł go dyskretnie, że to się stanie, Harry wciąż czuł się bardzo skrępowany, gdy jego penis stwardniał. Starał się sprawić, że zmięknie siłą woli, ale te wszystkie odczucia, które wciąż płynęły przez jego organizm, sprawiły że jego erekcja stawała się coraz większa.

Prawa dłoń Snape puściła jego ramię. Chociaż wciąż lizał jego gardło, to jego ręka zawędrowała niżej po jego swetrze. Harry wydał z siebie stłumiony krzyk, gdy te wędrujące palce zahaczyły o naprężony lewy sutek. Nawet przez grubą, czarną wełnę swetra, dotyk był elektryzujący.

Jednak dłoń Snape'a nie została tam. Kontynuowała podróż w dół, delikatnie dotykając jego muskularnej piersi i płaskiego, osłoniętego jeansami brzucha, zatrzymując się, gdy dotarła do pulsującego ciała, które usiłowało wydostać się przez duszący je zamek błyskawiczny. Zakwilił, gdy gorąco dłoni Snape'a osiadło na pełnej potrzeby wypukłości i ścisnęło go przez gruby dżins.

Harry wciąż kołysał biodrami pod odurzającymi falami, jakie wywołało to ściśnięcie, gdy poczuł coś bolesnego i ostrego na szyi. Przez moment ból był oślepiający, tak samo mocny jak przyjemność, ale wtedy kły Snape'a przebiły się przez ciało i znalazły to, czego szukały, a dyskomfort się zmniejszył.

Wraz z ugryzieniem nadszedł kolejny wybuch rozkoszy, która eksplodowała w jego organizmie. Były jak fale, które czuł, gdy Snape go lizał, ale o wiele intensywniejsze. Każda komórka Harry'ego zdawała się płonąć w tej samej chwili.

Zdał sobie sprawę, że poza własnym, chrapliwym oddechem, słyszy delikatny dźwięk ssania i zrozumiał, że Snape się pożywia. Ten obszar wydawał się prawie uśpiony. Nie czuł bólu, żadnych wrażeń, gdy krew była siłą wyciągana z jego żył – nic poza ogromną rozkoszą przepływającą przez niego.

Harry nie miał pojęcia jak długo Snape wysysał jego krew. Nie odczuwał upływu czasu. Był zatrzymany w ekstazie, jak gdyby zamrożony w czasie. Nie doszedł, ale każda sekunda wydawała się być orgazmem. Nie mógł myśleć. Nie mógł oddychać. Wszystko co mógł, to czuć. Czuć i kwilić.

Pod walącym, ogłuszającym biciem jego serca, mógł usłyszeć proszące krzyki, które wydawał. W tej chwili zrobiłby wszystko, by zatrzymać te odczucia. Gdyby Snape otworzył swoją żyłę i przycisnął mu ją do ust, wypiłby, dokładnie tak, jak młody Ślizgon trzydzieści lat temu.

Ale Snape nie zrobił nic niegodziwego. Po prostu się pożywał, co dla Harry'ego trwało wieczność.

Harry był tak schwytany w erotycznych skłębionych uczuciach, że prawie nie zauważył, gdy ostre jak brzytwa kły zostały wyciągnięte z jego żyły. Poczuł jak język Snape'a przez moment znów liże jego szyję, a potem wszystko ustało.

Harry otworzył oczy i ujrzał bardzo zmienionego Snape'a przyglądającego mu się. Nie było już szarego zabarwienia skóry. Jego policzki były zaczerwienione i błyszczały zdrowo. Oczy nie były już zapadnięte, a żywe i nasycone. Nawet włosy Snape'a zdawały się być bardziej lśniące.

Gdy tak na siebie patrzyli, na twarzy Snape'a pojawiła się niepewność.

Ciało Harry'ego wciąż stało w ogniu, a zmysły zagubione były w oszołomieniu, które spowodowało karmienie się Snape'a. Jego erekcja nadal żyła własnym życiem, drgając w desperacji, gdy to, co dostarczało przyjemności w tamtym zawieszonym stanie, przestało działać.

Mała część jego umysłu wiedziała, że to był koniec. Snape się pożywił. Harry spełnił swoją funkcję. Nic więcej się pomiędzy nimi nie stanie. Ale… ale umrze, jeśli nie dojdzie...

Snape zdawał się zakończyć rozważania, które sprawiły, że zamarł. Zwątpienie zniknęło z jego twarzy, zastąpione nienaturalną czułością.

Harry spoglądał na żółto zabarwione palce, które rozsuwały zamek błyskawiczny jego niebieskich jeansów. Metaliczny pisk, który wydał zamek, gdy Snape powoli go opuszczał nad wypukłą erekcją, zabrzmiał bardzo głośno.

Snape ściągnął jego jeansy poniżej bioder, razem z bielizną. Harry sapnął czując nagłą wolność, gdy gniotące go spodnie zostały zdjęte.

Gdy jeansy i majtki znalazły się na wysokości kolan, Snape ponownie na niego spojrzał.

To wyglądało tak, jak gdyby Snape czekał, aż Harry każe mu przestać, ale tego słowa nie było dłużej w jego słowniku.

Snape także zdał sobie z tego sprawę. I wtedy jego prawa dłoń sięgnęła po pragnącą erekcję Harry'ego.

Nie mógł nie zaskomleć, czując po raz pierwszy inną dłoń, niż jego własna, na nagim członku. Wtedy głowa Snape'a, wraz z migocącą zasłoną czarnego jedwabiu, zniżyła się nad jego penisa. Świat Harry'ego zatrząsł się w posadach po raz drugi tej nocy.

Wampiry naprawdę dobrze ssały. W jego głowie tłukła się taka myśl, gdy Snape zaczął go ssać. Ze strony Snape'a nie było żadnej niepewności, czy niezręczności. Zajmował się jego fiutem jak maestro swoją sztuką, udowadniając, że jego umiejętności bardzo wykraczały poza tworzenie eliksirów.

On mógł tylko jęczeć, gdy przyjemność zalewała jego już wcześniej przytłoczone zmysły. To nie mogło być zbyt przyjemne dla Snape'a. Harry był tak napięty, że wytrzymał raptem dwa ssania, zanim jego sperma nie wypełniła ust Snape'a.

Jednak mężczyzna nie wydawał się zaskoczony jego słabą wytrzymałością. Snape nie ruszył się i wyssał do końca ostatnie krople, które pozostały, gdy Harry leżał zwiotczały pod jego zdolnym językiem.

Ostatnią świadomą rzeczą, którą zapamiętał, był Snape unoszący głowę znad jego genitaliów. Czerń zamknęła się nad nim, tak łaskawa jak przyjemność, która zrzuciła go w objęcia snu, mogącego pozostać wiecznym.