W głowie Harry'ego coś tak łomotało, jak gdyby dwanaście trolli górskich kłóciło się zażarcie w środku. Jego żołądek odczuwał mdłości i samo otwarcie oczu wystarczyło, by zagrozić, że wszystko zwróci.
Gapił się na gustowny, aksamitny, zielony baldachim nad głową, nie mając pojęcia, gdzie jest ani jak się tu dostał. Wszystko, co wiedział to to, że zaraz jego głowa wybuchnie, o ile nie uprzedzi jej żołądek.
Nie pił nigdy zbyt wiele. Z taką mocą nie mógł sobie pozwolić na utratę kontroli. Mimo to czuł, że ma kaca... albo jest chory. Przypuszczał, że mógłby być w szpitalu, gdyby nie to, że podczas swoich obowiązków spędził wiele czasu w Świętym Mungu przez ostatnie dwanaście lat i wiedział, że nie znajdują się tam łóżka z czterema kolumienkami i zielonymi aksamitnymi zasłonami.
Więc gdzie...? Jego bolący mózg wreszcie się obudził. Przypomniał sobie ostatnia noc. Przyszedł porozmawiać z profesorem Snape'em i... skończył...
Poczuł, jak jego policzki pokrywają się czerwienią, gdy przypomniał sobie co dokładnie robił ze Snape'em ostatniej nocy.
Boże, nakarmił swoją krwią wampira i potem...
Nie był pewien czy bardziej denerwuje go żywienie wampira czy uprawianie seksu z profesorem Snape'em. Oba stanowiły powód do zmartwień.
Jeśli rzeczywiście robił to, co myślał, że robił poprzedniej nocy, to to musiało być łóżko profesora Snape'a. I jego koszula nocna, bo on sam żadnej nie posiadał.
Cichy dźwięk poruszającej się tkaniny zwrócił jego uwagę. Jego wnioski potwierdził widok wysokiej, ubranej na czarno sylwetki, siedzącej na prostym drewniany krześle przy łóżku.
Te ciemne oczy spoglądały na niego, ale tego ranka nie były już zapadnięte ani wypełnione bólem. Pomimo tego, że jakaś nerwowość pojawiła się na ostrych rysach Snape'a, nie wyglądał już na zdesperowanego. Wprost przeciwnie, gdy Harry zauważył wszystkie zmiany, które zaszły od ostatniej nocy, pomyślał, że nigdy nie widział Severusa Snape'a wyglądającego tak dobrze. Jego skóra miałam zdrowy blask, włosy zdawały się być czyste i uczesane. Mistrz eliksirów nigdy nie będzie atrakcyjnym ani przystojnym mężczyzną, ale wyglądał elegancko i dziwnie seksownie.
- Dzień dobry – przywitał go Snape cichym tonem. Patrzył na niego tak, jakby oczekiwał jakiegoś wybuchu albo ataku.
- Jak się czujesz?
- Niezbyt dobrze – przyznał. - Wyglądasz… lepiej.
- I tak się czuję, dzięki twojej pomocy.
Rumieniąc się mocno, odwrócił wzrok od tego zbyt przenikliwego spojrzenia. Co miał powiedzieć? Zrobić? Nigdy z nikim nie spędzał ranka po wspólnej nocy, a co dopiero tak dziwacznego.
Gdy usiłował uspokoić szybko biegnące myśli, rozejrzał się po pokoju, w którym się znalazł. Podobnie jak w salonie, wystrój był minimalistyczny i elegancki. Mniejszy kominek znajdował się na ścianie naprzeciw łóżka. Ogień tańczył wesoło, ogrzewając pokój.
Szafki przy łóżkach, komoda i szafa pasowały do mahoniowego łóżka, podobnie jak półki wiszące na ścianach. Zdawało się, że gdziekolwiek Snape był, tam zbierały się książki.
Na stoliku nocnym, po pustej stronie łóżka znajdował się, sądząc po tytułach, stos książek o Czarnej Magii. Świeca wypalona w połowie stała obok starych, oprawionych w skórę tomów. Na szafce nocnej po lewej stronie stała nowa świeca, w pasującym świeczniku, więc pomyślał, że druga strona była miejscem, na którym Snape zwykle sypiał. Nie mógł nie zastanawiać się, czy Snape spał tu z nim, po tym jak stracił świadomość.
To sprawiło, ze znów wrócił myślami do tego, co wczoraj zrobił.
- Potter?
Odwrócił się na dźwięk głosu i drgnął z powodu bólu, który to spowodowało.
- Proszę wypij to. - Snape trzymał małą brązową buteleczkę. - To eliksir wzmacniający. Powinien pomóc na ból głowy i wzburzony żołądek.
Ich ręce zetknęły się, gdy wyciągnął dłoń po butelkę. Zadrżał na ten dotyk. Jego oddech stanął, a serce zaczęło bić szybciej. Być może ze względu na poufałość, jaką było siedzenie w łóżku Snape'a po tym, co stało się między nimi poprzedniej nocy, a co wciąż było tak widoczne na jego ciele i w umyśle. A może po prostu zaraz go zemdli.
Odkorkował butelkę i wypił jej gorzką zawartość. Dopiero, gdy Snape bez słowa podał mu szklankę soku z dyni, zorientował się na jak zmartwionego mężczyzna wyglądał.
- Coś nie tak? - spytał, biorąc łyk zbyt słodkiego soku.
- Pomimo, że to wydaje się dziwne, to jest pierwszy raz kiedy ktoś pamięta co zaszło, gdy się żywiłem. Ja… nie mogłem być pewien, że nie będziesz mieć wątpliwości, gdy się obudzisz.
Ten bogaty, ironiczny głos przeszył go w ten sam sposób, co dotyk języka Snape'a.
Chociaż mężczyzna nie zapytał wprost, to usłyszał nieme pytanie.
- Żadnych wątpliwości.
Ich spojrzenia znów się spotkały.
Harry patrzył mu w oczu jak długo mógł, potem przełknął ślinę i odwrócił wzrok. Zaskoczony zdał sobie sprawę, że czuł się lepiej.
- Cokolwiek mi dałeś, zadziałało. Już czuję się w porządku.
Nastała cisza, zanim Snape nie powiedział miękko:
- Dobrze. Dam ci eliksiry uzupełniające krew. Chcę, żebyś je brał każdego ranka i wieczora przez następne trzy dni.
- Dzięki – stwierdził, czując się niezręcznie i głupio. Nie wiedział, jak powinien teraz patrzeć na Snape'a. Nie wiedział co ma powiedzieć. Uprawiał seks z tym mężczyzną ostatniej nocy i, nawet jeśli nie powinien się zastanawiać nad tymi rzeczami, to za każdym razem gdy jego wzrok zatrzymywał się na Snape'ie, jego ciało przypominało sobie jak wspaniale mężczyzna sprawił, że się czuł.
- Ja… przypuszczam, że powinienem już iść – stwierdził.
- Twoje ubrania są na komodzie. Pozwoliłem sobie użyć czaru czyszczącego. Zmniejszyłem butelki eliksiru wzmacniającego i schowałem je do kieszeni twoich spodni, razem z instrukcją jak ich używać – powiedział Snape.
- Dzięki – stwierdził Harry. Podnosząc się, zakołysał się lekko, zanim nie odzyskał równowagi. Czując się jak idiota, zapytał:
- Er, gdzie jest toaleta?
- Za tamtymi drzwiami. - Znajdowały się tu dwie pary drzwi z prawej strony łóżka, naprzeciw kominka. Snape wskazywał na te, które były otwarte, a wewnątrz zapalono kinkiety.
Harry wziął starannie złożone ubrania z komody i czując wzrok Snape'a na swoich nagich nogach, poszedł do łazienki.
Wanna na nóżkach zajmowała większość małego pokoju. Poza tym znajdował się tu zlew z lustrem i toaleta z boku. To było pierwsze lustro, jakie zobaczył w komnatach Snape'a, co nie było zaskakujące, zważywszy na brak odbicia, które musiało ciągle przypominać mężczyźnie o jego przypadłości.
Spojrzał na wannę z tęsknotą, ale najważniejsza dziś była szybkość. Skorzystał z toalety, umył się i ubrał tak prędko jak mógł.
Zatrzymał się i spojrzał w lustro zanim wyszedł z kąpieli. Unosząc brodę obejrzał lewą stronę szyi, ale nie mógł zobaczyć ani śladu w miejscu, w którym Snape się wczoraj karmił. Zdał sobie sprawę, że mężczyzna musiał zaleczyć znaki. To miało sens. Snape nie mógł sobie pozwolić na pozostawienie za sobą szeregu prostytutek ze śladami na szyjach i brakującymi wspomnieniami. Profesor był przyzwyczajony do zacierania śladów.
Gdy już upewnił się, że nie ma żadnych fizycznych śladów tego, co zrobili, zapatrzył się długo i intensywnie na swoją twarz w lustrze. Myślał, że będzie inaczej wyglądał. Uprawiał wczoraj seks, prawdziwy, a nie niezręczne pieszczoty nastolatków. Z pewnością jego nowy status powinien być widoczny? Ale wyglądał zupełnie tak samo. Rozczochrane, kosmate, czarne włosy wyglądały tak samo, jak wczoraj. Jego oczy miały ten sam odcień zieleni, co kaczka *. Wciąż miał zadarty nos swojego ojca i nierówny policzek. Nadal był po prostu Harry'm.
Przypuszczał, że to dobrze. Biorąc pod uwagę kto, a raczej co, było osobą, z którą uprawiał seks ostatniej nocy, mógł obudzić się kilka dni później ze zrujnowanym życiem, tak jak Snape, gdy był młody. Lub mógł się już wcale nie obudzić.
Zostawił koszulę nocną złożoną na koszu na pranie w łazience – zdziwiło go, że wampir ma coś tak przyziemnego jak kosz na pranie – a potem wrócił do sypialni.
Snape wciąż siedział na krześle przy łóżku. Nadal wyglądał na eleganckiego i zmysłowego. Zdał sobie sprawę, że być może już nigdy nie będzie w stanie spojrzeć na Severusa Snape'a w ten sam sposób po ostatniej nocy.
- To ja już będę leciał – stwierdził niezręcznie, wciąż nie mając pojęcia co powiedzieć. Powinien podziękować Snape'owi? Powiedzieć coś o zeszłej nocy?
Nie, Snape w ogóle nie wspomniał o seksie. Powinien zachowywać się normalnie, jakby to się w ogóle nie zdarzyło.
Mężczyzna wstał i Harry znów przypomniał sobie jak niesamowicie wysoki był. Snape podszedł i dołączył do niego w otwartej przestrzeni pomiędzy łóżkiem a drzwiami do, jak założył, salonu.
- Kominek w salonie jest podłączony do sieci fiuu. Możesz wrócić tamtędy.
- W porządku. Dbaj o siebie. - Boże, brzmię jak kompletny idiota, pomyślał odwracając się by uciec.
- Potter!
Zatrzymał się i zwrócił w kierunku pokoju.
Snape wziął nerwowy, głęboki oddech i powiedział:
- Wiem, że nic nie mówiłem na ten temat, ale… dziękuje za to, co zrobiłeś wczorajszej nocy.
Ciepło na twarzy upewniło go, że pewnie znów rumieni się wystarczająco mocno, by rozjaśnić cały Zakazany Las.
- Er, nie ma za co.
Kolejna genialna wypowiedź. Zdecydowanie nie wywrze wrażenia swoimi błyskotliwymi komentarzami, na tym elokwentnym mężczyźnie. Pozostawało pytanie dlaczego chciał zrobić wrażenie na Severusie Snape'ie, którego postanowił nie analizować zbyt dokładnie.
- Mogę uczynić osobistą obserwację? - zapytał Snape nietypowym, niepewnym tonem.
Harry zebrał się w sobie, zastanawiając się, co Snape chciał powiedzieć. Czuł, że jego niedoświadczenie musiało być widoczne dla starszego mężczyzny. Bardzo w stylu Snape'a byłoby poinformowanie go, jak się skompromitował ostatniej nocy. Ale nie był tchórzem. Cokolwiek Snape miał do powiedzenia, wysłucha go. Więc skinął bez słowa głową i spiął się, przygotowując się do bycia rozdartym przez sarkazm.
- Masz w sobie rzadką szczodrość ducha. Jeśli uważasz, że to nie jest zbyt impertynenckie z mojej strony, to chciałbym ci powiedzieć, ze twój kochanek to szczęściarz. Dbaj o siebie, Harry Potterze.
Zanim zdążył zinterpretować słowa Snape'a, mistrz eliksirów już odwrócił się i zniknął za drzwiami znajdującymi się obok tych do łazienki, zamiatając podłogę falującą szatą.
Zszokowany, Harry po prostu stał tam patrząc na zamknięte drzwi. Musiał to przyznać Snape'owi, mężczyzna nadal potrafił kompletnie wytrącić go z równowagi.
Gdy stało się jasne, że Snape nie wróci w najbliższym czasie, zmusił się do przejścia do salonu i zafiukania do domu.
Harry siedział przy biurku w Ministerstwie, spoglądając na niewinną, białą kopertę, która Puchacz właśnie upuścił.
Dziwne było to, że nie nie dało się zapomnieć o pewnych rzeczach. Rozpoznałby płynne pismo Severusa Snape'a wszędzie, pomimo tego, że nie widział go od dwunastu lat, odkąd dostawał ręcznie pisane uwagi na pracach domowych i testach. Zdał sobie sprawę, że to mógł być też pierwszy raz, gdy zobaczył je niezapisane czerwonym atramentem i bez zjadliwej krytyki. Tylko jego imię, Harry Potter, na kremowo-białej kopercie.
W jego brzuchu coś zatrzepotało, gdy tak się jej przyglądał. To działo się regularnie, za każdym razem gdy pomyślał o Snape'ie albo przypomniał sobie co zrobili razem, dwa tygodnie temu. To, ile razy w ciągu dnia złapał się na myśleniu o swoim byłym nauczycielu, było żenującą, stąd postanowił napisać do mężczyzny dziś rano. To musiało się skończyć, w ten czy inny sposób. Nie mógł tak funkcjonować, marząc jak jakiś szóstoklasista.
Przypuszczalnie, biała koperta na jego biurku była odpowiedzią na jego prośbę o spotkanie ze Snape'em dziś wieczorem.
Zajęło mu dwa tygodnie zebranie się w sobie i napisanie do mężczyzny. Patrząc na to, jak się czuł, przeczytanie odpowiedzi mogło mu zając kolejne dwa.
Tracąc do siebie cierpliwość, rozerwał kopertę. Pojedyncza kartka białego papieru wypadła na biurko.
Harry ujrzał to samo, staranne pismo ręczne. Jego serce drgnęło nerwowo, gdy zauważył jak krótka była odpowiedz. Tylko dwie linijki. Prawie oczekiwał czegoś w stylu: „Potter, ty idioto. Z pewnością to żart?"
Gdy w końcu przeczytał zapisane słowa, prawie zemdlał z ulgi. To był typowy, lakoniczny styl, bez złośliwości. Wszystko co mówiła notka to: „Zafiukaj bezpośrednio do moich kwater, o ósmej trzydzieści, po szlabanach. Dodałem cie do osłon. S.S."
W końcu i jego list także nie był dłuższy niż trzy linijki, nerwowa prośba o kolejne spotkanie. Przynajmniej odpowiedź Snape'a nie była tak bardzo skrępowana, jak jego własna.
Ta część, o dodaniu jego imienia do osłon była zachęcająca. To mogło potwierdzać, że Snape ufał mu, może nawet sugerował, że oczekuje go więcej niż jeden raz. Chyba że, oczywiście, Snape miał na myśli, że dodał go tylko na ten jeden dzień.
Bogowie, to jest beznadziejne – pomyślał, przesuwając dłonią po swoich niesfornych włosach.
Jego dłonie pociły się na samą myśl o dzisiejszym wieczorze. Nie miał pojęcia jak do tego podejść.
Wszystko co wiedział, to to, że chciał więcej. Może nie było to czymś, co ktoś nazwałby typowym doświadczeniem seksualnym, ale karmienie się Snape'a było pierwsza rzeczą, która sprawiła, ze poczuł się żywy albo, że w ogóle coś poczuł, od jak miał wrażenie, wieków. Nie chciał wrócić do samotnego życia, do nie dotykania nikogo.
Spędził dwa tygodnie usiłując przekonać samego siebie, że Snape nie musi być tym, z którym będzie robił takie rzeczy. Mógł wyjść do klubu, poznać kogoś i spróbować wieść tak normalne życie, jak wszyscy inni zdawali się mieć.
Tylko, że wciąż był… złamany w środku. Ciężko było mu choćby rozważać związanie się z kimś, ale ten jeden smak pasji, który Snape mu dał, był także zupełnie niemożliwy do zapomnienia. Potrzebował… czegoś, czegoś więcej niż praca, czegoś na co mógłby czekać z radością.
Zniesmaczony, Harry zdał sobie sprawę, że szukał tego, co każdy kawaler w historii – seksu bez zobowiązań i emocjonalnego zaangażowania. Z tyłu głowy mógł usłyszeć reakcję Hermiony na takie zachowanie. Wiedział, jak płytkie było to, czego pragnął. Ale jej już tu nie było. Nikogo z nich nie było. Był tylko on, starający się pozostać przy zdrowych zmysłach.
W tym momencie zdrowie psychiczne oznaczało emocjonalny dystans. Wszyscy, których wpuścił do swojego serca, umarli – Ron, Hermiona, Syriusz, Albus, Remus… nawet biedny Neville. Lista nie kończyła się na tym. Był też Jared, który nauczył go jak być Aurorem. Pięć miesięcy po tym, jak został partnerem przystojnego, uśmiechniętego Jareda, jego pocieszenia i przyjaźń sprawiły, że poczuł, jakby pozostała dla niego jakaś nadzieja. Jared wziął na siebie Klątwę Zabijającą przeznaczoną dla Chłopca, Który Przeżył. Za każdym razem, gdy starał się zbliżyć do kogoś, ten ktoś kończył martwy. Harry nie mógł stracić już nikogo więcej.
Rozważał pójście do klubu, na jednonocną przygodę, tak jak to robili Sam i inni pracownicy Ministerstwa; ale jego rozpoznawalność sprawiała, że ciężko mu było wtopić się w tłum. Wiedział, co działo się gdy wychodził na ulicę. Nie chciał by jego prywatne życie, nawet tak żałosne jak było, pokazywano w nagłówkach Proroka każdego dnia.
Zawsze mógł pójść do mugolskiego świata. Nie było powodu, dla którego nie mógł iść do jednego z londyńskich klubów, poznać kogoś, kto nigdy nie słyszał o Chłopcu, Który Przeżył. Mógł uprawiać nieskomplikowany seks z obcym i więcej go nie spotkać. Tylko, że…
Spędził tyle lat strzegąc się przed atakiem, że wciąż nie mógł się rozluźnić wśród ludzi, których nie znał. Ale to było coś więcej, coś było z nim nie tak. Te kilka razy, które zmusił się by pójść do mugolskich klubów w ciągu lat, w chwili gdy inny mężczyzna podchodził o niego, zamierał w środku i odkrywał, że potyka się o własne nogi, byle uciec.
Tak więc, utknął w niemożliwej pozycji, chcąc anonimowego seksu i będąc zbyt ostrożnym w stosunku do obcych, by się w niego zaangażować.
To sprawiało, że egzystencja stawała się samotna i pusta. Praktycznie poddał się i robił to sam… i wtedy pojawił się Severus Snape, a jego życie się rozsypało. Mężczyzna był wampirem, byłym Śmierciożercą i najprawdopodobniej najbardziej nieprzyjemną z osób, jakie miał nieszczęście znać. Snape był także jedyną osobą, która sprawiła, że poczuł coś przez ostatnie dwanaście lat.
Zastanawiał się co takiego dokładnie Snape sprawił, że poczuł. Czysta, nieskrępowana ekstaza była tym, co przychodziło mu na myśl. Nie ważne, jak nieatrakcyjny Snape był, to co zrobił z jego ciałem było niemal niemożliwe do zapomnienia.
Oczywiście, jakikolwiek seks po tak długim czasie, mógł go przytłoczyć Ale mimo to, seks ze Snape'em był zupełnie niesamowity. Być może najbardziej zaskakującym aspektem był fakt, że nie bał się mężczyzny. Sprawiało to, że kwestionował swój intelekt. Snape był wampirem, byłym Śmierciożercą i najbardziej sarkastycznym, złośliwym draniem, jakiego kiedykolwiek spotkał. Ktoś z choćby śladowym instynktem samozachowawczym unikałby Snape'a jak plagi. Mimo to, Harry nie bał się go i co ważniejsze, ufał mu.
To te dwa fakty pomogły mu sformułować plan.
Im więcej o tym myślał przez ostatnie dwa tygodnie, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że Snape jest idealnym kandydatem do spełnienia jego potrzeb jako kochanek, który był i dyskretny i chętny, by dać mu uczuciowy dystans, jakiego potrzebował. Jeśli potrzebował dowodu dyskrecji Snape'a, to musiał tylko pomyśleć, że mężczyzna ukrywał swój wampiryzm przez trzy dekady; nie dało się być bardziej milczącym. Co do emocjonalnego zaangażowania… pomysł, że Snape mógłby chcieć związać się uczuciowo z synem Jamesa Potter'a, był zbyt śmieszny by go wypowiadać.
Nawet się nie lubili. Nie było szans, że się zaangażują, że Snape mógłby zbliżyć się do niego na tyle, że jego śmierć go zaboli. Był także dodatkowy plus w tym, ze mężczyzna był wampirem i dzięki temu prawie nie można go było zabić normalnymi sposobami.
To był idealny układ. Snape był tak zainteresowany romansowaniem z nim, jak on zaprzyjaźnianiem się ze swoim kłótliwym, byłym nauczycielem.
Jednak Snape potrzebował się karmić. Co dwa tygodnie. A Harry potrzebował poczuć się żywy.
Seks za krew. Wydawało się to dość uczciwą wymianą. Mężczyzna mógł się żywić, a on mógł się pieprzyć. Następnego ranka obaj wrócą do swoich żyć, bez niechcianych, uczuciowych komplikacji. Nie mogli prosić o lepszy układ.
Snape był racjonalnym mężczyzną. Harry miał nadzieję, że będą w stanie ustalić satysfakcjonujące dla obu stron warunki.
Nie dowie się aż do wieczora. Biorąc głęboki wdech, ostrożnie złożył list i włożył go z powrotem do koperty. Gdy schował go bezpiecznie do kieszeni szat, wyszedł na ulicę.
Randkowanie jest stresujące, o ile to, co będzie dziś robił, w ogóle można nazwać „randkowaniem" - pomyślał Harry stojąc naprzeciw lustra w sypialni, usiłując zdecydować czy założyć bardziej konserwatywny niebieski sweter, a pod niego białą koszulę, czy może wygodne jeansy z codzienną zieloną koszulą Henley, która sprawiała, że jego oczy błyszczały, i czarne spodnie, opinające go we wszystkich odpowiednich miejscach.
Zdecydował, że przyda mu się każda pomoc jaką może dostać i włożył Henley'a z obcisłymi spodniami.
Ironia tej sytuacji nie umknęła mu. Spędził ostatnią godzinę starając się wyglądać jak najlepiej dla mężczyzny, który nawet nie mył włosów.
Wkładając czarną skórzaną kurtkę, Harry zatrzymał się przed lustrem na wystarczająco długo, by zdecydować, że wygląda dobrze, ale nie na tyle, by jego tragiczne włosy zaczęły mu przeszkadzać. Umył je i uczesał, a wciąż wyglądały jak zarośnięte krzaki.
Pomijając jego włosy, nie wyglądał źle. Nie był tak wysoki jak Snape, ale urósł od czasów szkolnych. Nie był już karłem. Jego ramiona i pierś urosły. Wiedział, że jest dobrze umięśniony i ma świetną formę.
Nie wiedział tylko, czy cokolwiek z tego spodoba się Snape'owi. Rozumiał, że ich ostatnie spotkanie podyktowane było desperacją. Jeśli Snape nie byłby pod presją, mógłby się nie zgodzić. Harry wiedział także jak mocno mężczyzna nienawidził jego ojca. Ich wrogość w szkole związana była głównie z niemożnością oddzielenia go od ojca, którego tak przypominał i wtedy, i dziś. Nawet gdyby nie wyglądał zupełnie jak wróg z dzieciństwa Snape'a, to on i Snape nigdy nie mieli najlepszych relacji. Istniało wysokie prawdopodobieństwo, że zostanie wyśmiany i wygoniony z pokoju.
Ale przynajmniej będzie wyglądał najlepiej jak się da, gdy zostanie wyciągnięty za ucho.
Zdając sobie sprawę, że spóźni się, jeśli będzie się dalej ociągał, Harry wyszedł z sypialni i przeszedł przez zabałaganiony salon do kominka. Wziął garść błyszczącego proszku, wrzucił go w ogień i powiedział wyraźnie:
- Komnaty Severusa Snape'a, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Gdy ogień zmienił się na zielony, wszedł w niego. Skręcająca, ciemna jazda, jaką była podróż fiuu, jak zwykle wzburzyła jego żołądek. Choć potknął się wychodząc z kominka w salonie Snape'a, to zdołał utrzymać się na nogach.
Strząsnął nieunikniona sadzę i rozejrzał się po wygodnym pokoju, który widział ostatnio.
Snape siedział kilka stóp od kominka, w tym samym aksamitnym, szarym fotelu, co ostatnim razem. Ulżyło mu, gdy zobaczył, że cera Snape'a wygląda o wiele normalniej niż przy ostatniej wizycie. Mistrz eliksirów wciąż miał ziemisty odcień skóry, który pamiętał z czasów szkolnych, ale niezdrowy, szary kolor zniknął.
Harry nigdy wcześniej by tego nie zauważył, bo stało się to tak szybko, że było prawie niezauważalne, poza tym nie myślał tymi kategoriami, jeśli chodzi o Snape'a, jednak te ciemne oczy obejrzały jego ciało ukradkowo, gdy zdjął czarną, skórzaną kurtkę, prawie jak gdyby Snape nie mógł się powstrzymać.
To sprawiło, że już się tak nie denerwował, poczuł, że może ma szansę.
- Dobry wieczór – przywitał go mężczyzna swoim głębokim, kulturalnym głosem, tylko o jedno lub dwa uderzenia serca później, niż powinien.
Zachęcony zainteresowaniem Snape'a, którego ten nie mógł do końca ukryć, Harry uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Tak zawsze mówią wampiry w mugolskim kinie.
- Naprawdę? - spytał Snape.
- Tak, tylko zwykle maja jeszcze ten okropny rosyjski akcent.
- Rosyjski akcent? Dziwne – powiedział mężczyzna.
- Większość z legend opiera się na powieści Brama Stokera „Drakula". Jego wampir pochodził z Transylwanii.
- Czytałem to. – Długi nos Snape'a zmarszczył się w obrzydzeniu. - Kompletne bzdury.
- Czytałeś? - usiłował nie brzmieć na zaskoczonego, ale nie mógł wyobrazić sobie Snape'a czytającego horror. Wszystkie mugolskie książki, które widział na półkach należały do klasyki lub tekstów naukowych.
- Czytam wszystko dotyczące mojej… przypadłości. Czasem pomysł można znaleźć w najmniej spodziewanym miejscu.
- Szukasz lekarstwa? - Poczuł się jak idiota, gdy wypowiedział te słowa i szybko się poprawił:
- Wybacz. To było głupie pytanie. Kto nie szukałby lekarstwa?
- Wielu z mojego gatunku zaczęło cieszyć się swoją sytuacją – odpowiedział Snape bez swojej zwyczajowej złośliwość, po czym spytał:
- Czy chciałbyś napić się Ognistej Whiskey?
- Tak, poproszę.
Obserwował Snape'a przechodzącego na drugą stronę pokoju., gdzie stały butelki z alkoholami. Zaskoczony, zauważył z jaką gracja poruszał się mężczyzna. Gapił się na długą, szczupłą linię jego pleców. Nie mógł nie zastanawiać się jak wygląda ciało Snape'a pod tymi wszystkimi ubraniami.
- Czekasz na zaproszenie by usiąść? - spytał Snape, wciąż odwrócony do niego plecami, nalewając mu drinka. - Jeśli tak, to zrób mi ten zaszczyt i siądź. Doceniłbym także, gdybyś przestał się we mnie wpatrywać.
- Er, wybacz – powiedział Harry, zajmując drugi fotel. Jego duch się ożywił, skomentował więc z uśmiechem:
- To było naprawdę grzeczne. Wiesz, nie wydaje mi się żebyśmy kiedykolwiek byli razem tak długo bez obrażania się wzajemnie.
Snape przyniósł mu drinka.
Harry spojrzał na niego, wyciągając rękę i był zaskoczony, gdy zobaczył rozbawienie na ostrej twarzy. Usta mężczyzny się nie uśmiechały, ale jego ciemne oczy tak.
- Jesteś tutaj od mniej niż trzech minut.
- Zwykle zajmuje nam mniej niż trzydzieści sekund, by zacząć na siebie warczeć – stwierdził Harry.
- Nie martwiłbym się zbytnio – powiedział Snape, siadając na fotelu obok. Trzymał filiżankę z parującą herbatą z mlekiem, tak jak dwa tygodnie wcześniej, choć dziś rzeczywiście z niej pił. - Jestem pewien, że powiesz coś wartego obrażenia cię w ciągu następnych kilku minut.
Harry nie mógł powstrzymać się od zaśmiania się. Gdy się uspokoił, zauważył:
- Wyglądasz o wiele zdrowiej, niż gdy widziałem cię ostatnim razem.
- Kryzys jeszcze nie nadszedł – odparł Snape.
- Minęły dwa tygodnie odkąd… chyba, że…?
- Nie, nie żywiłem się – odparł Snape, a pierwsze tony złego nastroju znalazły się w jego głosie.
W ciężkiej ciszy, która zapadła, Harry usiłował znaleźć sposób na poruszenie tematu swojej propozycji. Wyraz twarzy Snape'a był tak niedostępny, że nie potrafił nie mieć wątpliwości co do swojego pomysłu.
Snape przerwał niezręczną ciszę, komentując tonem zarówno pojednawczym jak i zmieszanym:
- Muszę przyznać, że byłem zaskoczony, gdy otrzymałem twoją sowę dziś rano. Masz jeszcze jakieś pytania?
No był oczywisty wniosek, jaki mężczyzna mógł wyciągnąć.
- Nie, to znaczy tak… - Gdy te złośliwie rozbawione oczy spoczęły na nim, Harry przeklął:
- Cholera.
- Elokwentny i o tak jasnym umyśle, jak zawsze – powiedział Snape. - A więc tak czy nie? Więcej pytań, czy może twoje życie towarzyskie jest tak żałosne, że to twój pomysł na spędzenie nocy poza miastem?
Rzeczą, która sprawiała, że sarkam był tak brutalną bronią, był fakt, że często było w nim sporo prawdy. Słowa Snape'a bolały, ale za nic na świecie nie przyznałby się do drugiej z opcji. Widząc, że to była najlepsza z szans, jaką dziś dostanie, wziął głęboki wdech i powiedział jak najspokojniej potrafił:
- Właściwie, to jest coś, o co chciałbym cię spytać.
- Tak? Więc mów. Cokolwiek to jest, nie może być bardziej osobiste niż rzeczy, o jakie pytałeś ostatnim razem.
- To takie trudne, cholera. - ostro powiedział Harry, nienawidząc rumieńca, który pojawił się na jego policzkach.
- Trudne? - Ciało Snape'a napięło się w fotelu naprzeciw niego. Zmieszany, Harry spoglądał na swojego towarzysza, który ostrożnie odstawił filiżankę z herbatą na pobliski stolik. Następnie Snape spytał spiętym tonem:
- Czy jesteś tutaj oficjalnie?
- Co? - spytał zupełnie skonfundowany.
- Zmieniłeś zdanie co do pozwolenia mrocznemu stworzeniu, takiemu jak ja…
- Nie – uciął. - Przepraszam. Nie przyszedłem tu by cie aresztować. Naprawdę to chrzanię, czyż nie?
Zobaczył jak wąska pierś Snape wznosi się i opada w głębokim wdechu. - Obawiam się, ze nie rozumiem. „Chrzanisz" co dokładnie?
Czując się jak ostatni idiota, napotkał zmieszany wzrok Snape'a i wyjaśnił miękko:
- Przyszedłem spytać, czy… czy chciałbyś zrobić znowu to, co ostatnio. Czy chciałbyś się żywić mną… mam na myśli na mnie, ponownie?
Wszystkie emocje zniknęły z twarzy Snape'a.
- To wcale nie jest zabawne.
- Nie żartowałem – nalegał Harry. Usiłował nie kręcić się pod tym podejrzliwym wzrokiem, skupionym na jego twarzy.
- Nie możesz sugerować, że chciałbyś…
- Tak, właśnie to sugeruję – przerwał ponownie.
Ten intensywny wzrok zdawał się wnikać do jego duszy. Zobaczył moment, w którym Snape uwierzył mu, bo twarde linie na jego twarzy złagodniały. Zdziwiony, po chwili spytał:
- Dlaczego? Dlaczego młody, atrakcyjne mężczyzna taki jak ty, chciałby…?
Nie chcąc, by Snape był zmuszony mówić o sobie źle, wyjaśnił:
- Pomyślałem, że gdybyśmy robili to regularnie, to rozwiązałoby problemy nas obu.
- O czym ty mówisz? Problemy nas obu? Jakie z twoich problemów mogłoby rozwiązać żywienie wampira? Czy to twój nadpobudliwy Gryfoński honor zmusza cię do wzięcia na siebie odpowiedzialności za uwolnienie mnie? Jeśli tak jest, to zapewniam cię, że takie poświęcenie nie jest konieczne.
- Wiem, że nie muszę. Tu nie chodzi o honor ani o poczucie winy – zapewnił go szybko.
- Więc dlaczego?
Harry wziął łyk Ognistej whiskey i odpowiedział:
- Nie spotykam się teraz nikim i…
Była to prawda, nawet jeśli wprowadzała w błąd.
- I pomyślałeś, że zaproponujesz swoją krew wampirowi żeby zapełnić tą pustkę? - spytał Snape szydząc zjadliwie.
Chociaż nie podobało mu się, że mężczyzna tak bardzo wszystko utrudniał, to myślał, że cały ten pomysł musiał wydawać się nieprawdopodobny z jego perspektywy. Cholera, za każdym razem, gdy Harry rozważał swój zamiar z otwartym umysłem, jego zdrowy rozsądek krzyczał z rozpaczy nad jego zdrowiem psychicznym.
- Słuchaj, wiem, że to brzmi jak szaleństwo, ale… naprawdę podobało mi się… - jego policzki znów pałały czerwienią, ale na to nie mógł nic poradzić. - … co ostatnio ze mną robiłeś.
- Potter, naprawdę są łatwiejsze sposoby żeby znaleźć partnera do seksu – powiedział Snape. Gdyby nie wiedział lepiej, to powiedziałby, że jego były nauczyciel jest wstrząśnięty jego propozycją.
Ku jego przerażeniu, Harry zdał sobie sprawę, że był odrzucany. Przez głodującego wampira. Jak bardzo żałosne to było?
Desperacja Harry'ego zmusiła go do kontynuowania:
- Może dla ciebie tak, ale ja nie mogę skorzystać z publicznej toalety, żeby nie skończyć w nagłówkach Proroka Codziennego. Wydawało mi się, że to ma sens dla nas obu. Ty mógłbyś się karmić regularnie bez ryzyka zdemaskowania, a ja… mógłbym zabawić się z kimś, kto wie, jak utrzymać sekret.
- Mówisz poważnie – powiedział Snape.
To był pierwszy raz, gdy nie musiał usilnie szukać, by zinterpretować emocje inne niż złość u mężczyzny. Szok starszego czarodzieja był tak widoczny, że mógł go prawie dotknąć.
- Całkowicie – odpowiedział miękko, czując się obnażony. - Czy jesteś… zainteresowany?
Zdawało się, że Snape potrzebował chwili na zebranie myśli.
- Jak mógłbym nie być zainteresowany… towarzystwem, które ofiarowuje mi krew i którego wspomnień nie będę musiał usuwać po wszystkim? Jestem więcej niż zainteresowany; zgadzam się.
Teraz to Harry był zaskoczony.
- Myślałem, że będziesz… ostrożniejszy, że każesz mi… nie wiem, przeliterować czego chcę w zamian, zanim się zgodzisz na cokolwiek.
- Oferujesz mi życie wolne od upokorzenia i ryzyka – o co mógłbyś prosić, co nie byłoby tego warte? Zrobię, co tylko zechcesz.
Jego gardło zacisnęło się tak mocno, że prawie nie mógł oddychać. Jak zwykle w swoim życiu, Harry naprawdę nie przemyślał swojego planu. Teraz, gdy wypowiedział na głos swoją propozycję, widział jak zimna, jeśli nie wręcz okrutna, ona była. Snape tkwił w niemożliwej sytuacji, z którą radził sobie w najbardziej honorowy sposób, w jaki mógł. Mężczyzna potrzebował krwi by przeżyć, a on zmuszał go, by wymienił to za seks. Jaką osobą czyniło go to, że wycenił czyjąś tragedię? Jeżeli w tym pokoju był jakiś potwór, to nie był nim Snape.
- Ja… nie przemyślałem tego. To co chciałem zrobić nie jest w porządku. Nie powinieneś…
- Robić czegoś? - przerwał mu Snape. - Sprawić przyjemności pięknemu, młodemu mężczyźnie, który miał odwagę i zlitował się nade mną w mojej najczarniejszej godzinie? Nie zmuszasz mnie do niczego, Potter. Gdybym chciał, to bym odmówił i zaspokoił moje potrzeby gdzieś indziej. Zaproponowałeś mi pewną ofertę. Zgodziłem się. Nie ma w tym nic złego.
Ku jego irytacji, Harry zorientował się, że zupełnie rozproszył go komplement Snape'a. Prawie nie mogąc w to uwierzyć, spytał niepewnie:
- Uważasz, że jestem piękny?
Rozdrażnienie ściągnęło wąskie usta Snape'a, a jego odpowiedź sprawiła, że pojął, że Snape nie był zły na niego.
- Nie chciałem cię obrazić.
Te spięte słowa nie miały dla niego sensu.
- Obrazić? O czym ty mówisz?
- Nie potrzebuję lustra by wiedzieć, że tylko ludzie, tacy jak ci, którzy towarzyszyli mi przez ostatnie trzydzieści lat, mile widzą zainteresowanie… kogoś takiego jak ja, i to tylko wtedy, gdy im płacę – powiedział Snape przyciszonym głosem.
Po raz kolejny, słowa Snape'a ścisnęły coś w nim. Harry spojrzał na tego mężczyznę, którego reszta świata uważała za brzydkiego i poczuł, jak jego serce pęka ze smutku. Jakie to uczucie, uznawać siebie za tak odrażającego? Czy naprawdę Snape był aż tak brzydki? Tak, miał duży nos. Jego skóra i zęby były trochę żółtawe, ale gdy nie warczał, nie wyglądał tak źle. Zdecydował, że to głównie wyraz jego twarzy i złośliwość czyniły go tak nieatrakcyjnym.
- Profesorze Snape. Poprosiłem pana byś się ze mną przespał. Możesz tak mówić, jeśli tylko chcesz. Ale tak dla jasności, to uważam, że większość ludzi odstrasza twoje zachowanie, nie wygląd. Gdy nie szydzisz, nie jesteś taki zły.
- Wielka pochwała, doprawdy – powiedział Snape.
Harry rozluźnił się słysząc sarkastyczne tony w głosie mężczyzny. Naprawdę wolał to niż przygnębioną szczerość.
- I jeśli zamierzasz „przespać się ze mną", jak to elegancko ująłeś, zapewne powinieneś mnie nazywać inaczej niż profesorem Snape'em.
Ponownie Harry roześmiał się:
- Co proponujesz?
- Może moje imię?
- Jesteś sarkastycznym draniem Severusie – wypróbował. - Wiesz to, prawda?
- Nie, nie wiedziałem, ale dziękuje za poinformowanie mnie o tym fakcie.
Wciąż chichocząc, Harry potrząsnął głową i upił kolejny łyk.
Spoglądając w bok, zobaczył, że Snape mu się przygląda z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Gdy ich wzrok spotkał się, jabłko Adama u Snape'a poruszyło się, gdy spytał:
- Jak chciałbyś to zrobić?
Teraz, gdy podjęli decyzję o kontynuowaniu, Snape zdawał się być niepewny.
- Myślę, że musimy być trochę bliżej niż sześć metrów od siebie – powiedział Harry, wstając z fotela.
Rozważał podejście do kanapy i poczekanie tam na Snape'a, aż dołączy, ale mężczyzna wciąż wyglądał na zaskoczonego, co zdawało się zatrzymywać go w miejscu. Prawie jak gdyby nie będąc w kryzysie, nie wiedział co ma robić.
W szoku zdał sobie sprawę, że na swój własny sposób, Snape był tak niedoświadczony, jak on sam. Płacenie komuś za pozwolenie wypicia krwi nie liczyło się jako seksualne doświadczenie, nawet jeśli Snape zaspokajał swoich towarzyszy po, jak podejrzewał Harry. Snape używał ust zbyt dobrze ostatnim razem, by to mogło być jego pierwsze takie doświadczenie.
Ponownie, fakt, że jego kompan nie czuł się pewniej od niego samego, zmniejszył jego lęki.
Uśmiechając się nerwowo, Harry podszedł w kierunku fotela Snape'a i przyklęknął przed nim.
- Ostatnim razem było całkiem nieźle nam obu, prawda?
Snape, wciąż zdumiony, skinął głową.
Te ciemne oczy patrzyły na niego tak, jakby nigdy nie widziały nikogo takiego jak on.
* Mallard – odmiana kaczki
