Rozdział troszkę... ostrzejszy i tym razem dłuższy ;)
- Co… co lubisz? - spytał Harry, nie potrafiąc ukryć nerwowości. - A może… nie lubisz gry wstępnej?
To było coś, czego nie brał pod uwagę, że może potrzeby wampira mogą dotyczyć tylko krwi i żywienia. Cały seks mógł być dla Snape'a zbędny.
- Jestem otwarty na cokolwiek zechcesz. Nasza… umowa ma mieć obustronne korzyści.
To nie dawało odpowiedzi na jego pytania, poza poinformowaniem go, że Snape był gotowy na robienie tego, czego on chciał.
Myśląc, że brak zgryźliwości na twarzy naprawdę pasował do mężczyzny, Harry pochylił się i pocałował go. To było cholernie dziwne, robienie tego właśnie ze Snape'em ze wszystkim ludzi, ale pamiętał jak mężczyzna sprawił, że się czuł ostatnim razem, gdy byli ze sobą. Snape był najmniej prawdopodobnym kandydatem do uwodzenia, ale gdy tylko dotarł do niego zapach mężczyzny, to od razu stwardniał.
Przypuszczalnie było to związane tylko z feromonami i zdawał sobie z tego sprawę. Ale skoro było tak wspaniałe, to naprawdę o to nie dbał.
Snape położył rękę na jego piersi, tuż przed tym, zanim ich usta się spotkały. Spiął się, myśląc, że mężczyzna powstrzyma go, co byłoby upokarzające.
Harry mógł zobaczyć w oczach Snape'a, że mężczyzna jest zdziwiony tym, że chce go pocałować, a być może nawet wytrącony z równowagi. Dotyk był dziwny. To było prawie zbyt intymne, skoro musiał pochylić ciało i oprzeć się na Snape'ie by sięgnąć do ust wyższego mężczyzny. Ale pomijając ten jeden ruch, Snape nie próbował więcej go zatrzymywać.
To zdecydowanie nie był jego pierwszy pocałunek, ale prawie odczuwał go jako taki. Była w tym ta czarodziejska, pierwszorazowa niezręczność, w tym niepewnym sposobie, w jaki ich usta się zetknęły, która była bardzo poruszająca. Snape nie wiedział, w którą stronę powinien odwrócić głowę, gdy Harry pochylił się do przodu, co spowodowało bolesne zderzenie się ich nosów.
Harry wyciągnął dłoń i zanurzył ją we włosach Snape'a, które dzisiejszej nocy były w dotyku miękkie i czyste, i przytrzymał jego głowę w miejscu, gdy zmieniał kierunek własnej, by spróbować raz jeszcze.
Tym razem ich nosy minęły się. Gdy poczuł, jak ich usta się stykają, zaczął całować nieodpowiadające mu wargi.
Na początku to przypominało całowanie posągu. Snape wydawał się prawie zamrożony, jak gdyby czekał na jakiegoś rodzaju katastrofę lub uderzenie. Ale gdy nic nieprzewidzianego się nie wydarzyło, napięcie w jego ciele zmalało i wargi pod jego własnymi zaczęły oddawać pocałunki.
- Mmmm. - zamruczał Harry w aprobacie, gdy ich usta zaczęły poruszać się gwałtowanie naprzeciw siebie.
Ciekawy co się stanie, przeciągnął językiem po ciepłym wargach. Natychmiast się dla niego rozchyliły.
Usta Snape'a miały niewiarygodnie bogaty aromat. Gdy Harry badał te ciepłe, soczyste głębie, jego zmysły zaczęły kręcić się w odurzających wybuchach przyjemności. Mógł poczuć zupełnie niesamowite ciepło rozprzestrzeniające się po jego ciele, przyspieszające bicie serca i oddech. Słyszał tylko walenie w swojej piersi i ciche dźwięki przyjemności, których nie mógł powstrzymać. Zszokowany zdał sobie sprawę, że salon dokoła niego zdaje się wirować.
Dłonie Snape'a chwyciły jego głowę i stanowczo, choć delikatnie, odepchnęły go.
- Spokojnie.
Czując się raczej jakby miał zemdleć, zamiast być podnieconym, wykrzyknął:
- Fiu! Co się stało? Czuję się jak… pijany.
Czubki palców prawej reki Snape'a delikatnie głaskały jego policzek w rozpraszającej pieszczocie, która wydawała się być niezamierzona.
- Pamiętasz, mówiłem ci, ze moja ślina spełnia rolę afrodyzjaka. Z czasem przywykniesz do niej i będziesz w stanie wytrzymać dłuższy czas… o ile będziemy kontynuować ten układ, ale…
- Małe dawki na początek? - spytał Harry i uśmiechnął się zachęcająco, bo to „o ile będziemy kontynuować" i zachowanie Snape'a zdawały się sugerować, że mężczyzna oczekuje, że zmieni zdanie.
Skoro Snape dotykał jego twarzy, postanowił zrobić to samo. Wyciągając dłoń by pogładzić ogolony policzek i szczękę mężczyzny, spytał miękko:
- Mogę zadać ci osobiste pytanie?
Snape skinął głową, wciąż patrząc na niego tak, jak gdyby nie mógł uwierzyć, że tu jest.
- Gdy walczyłem z tym wampirem w zeszłym miesiącu, jego oddech był ohydny, naprawdę paskudny. Ale twój pachnie dobrze. Zauważyłem to też poprzednim razem. Jest prawie słodszy niż normalny – dodał Harry.
- Wypił właśnie całą krew z ofiary, czyż nie? - upewnił się Snape. Gdy Harry skinął głową, wyjaśnił:
- Tuż zanim ludzkie ciało umiera, wydziela pewne enzymy do krwi. Jeśli wampir żywi się do chwili, gdy zabije partnera, to te enzymy dostają się do jego ciała i oddziałują na jego system. Nigdy nie zabiłem przy karmieniu się, stąd moje ciało nie jest skażone w ten sposób.
- Oh. Mogę jeszcze o coś zapytać? - spytał Harry, przeciągając kciukiem po kąciku ust Snape'a. Ku jego zachwytowi, te wargi drgnęły lekko, jak gdyby powstrzymując się od uśmiechu. - Jak wiele z tego, co czuję to tylko ja, a ile jest rezultatem enzymów twojego ciała działających na mnie?
Snape parsknął.
- Podejrzewam, że to wszystko jest działaniem feromonów. Czym innym mogłoby być?
- Nie jesteś zbyt romantyczny, prawda? - narzekał Harry, pochylając się do przodu by pocałować Snape'a w policzek, zanim mężczyzna odpowie na jego retoryczne pytanie.
Dopiero gdy wypowiedział te słowa, zdał sobie sprawę jak nieodpowiednie one były. Tu nie chodziło o romansowanie. Snape chciał krwi, a on seksu. Romans nie miał tu nic do rzeczy.
Spiął się, czekając aż mężczyzna przypomni mu o tym w zdecydowany sposób, ale on tylko napotkał jego wzrok i cicho powiedział:
- Co stworzenie takie jak ja, miałoby wiedzieć o romansie? Chyba nie wierzysz, że ktokolwiek z moich płatnych kompanów pomyślał kiedyś o pocałowaniu mnie?
Wyczuwając ból ukryty pod sarkastycznym komentarzem, pocałował Snape'a w czoło i delikatnie przeciągnął palcami po silnie zarysowanej twarzy swojego towarzysza. Odrywając wargi, wyszeptał do jego ucha:
- Nie wiedzą co stracili. Jesteś w tym świetny.
By to udowodnić, znów otworzył usta. Harry nie kłamał. To nie była tylko dziwna chemia jego śliny. Mężczyzna naprawdę używał ust wspaniale, biorąc górną wargę Harry'ego pomiędzy swoje i masując ją.
Choć był to najprzyjemniejszy z tego typu kontaktów jaki pamiętał, to ten pocałunek był nawet bardziej obciążający fizycznie dla jego ciała. Ich obecna pozycja, on na kolanach pomiędzy długimi nogami Snape'a, była bardzo niewygodna.
Zanim mógł coś powiedzieć, mężczyzna po raz kolejny odsunął się i cicho ostrzegł:
- Ostrożnie, albo to skończy się szybciej niż się zaczęło.
Ponieważ pokój znów zaczął wirować, to nie mógł protestować. Starał się sięgnąć do włosów Snape'a, by przeciągnąć po nich dłońmi, ale kolana mężczyzny zagrodziły mu drogę i ograniczyły jego ruchy.
- To nie działa – obwieścił Harry i usiadł na kolanach Snape'a zanim ten zdążył mylnie zinterpretować jego słowa. Obaj wydali zaskoczone chrząknięcie, gdy usiadł okrakiem na jego biodrach i przód ich spodni zetknął się. - Tak jest o wiele lepiej. - Przytrzymał ręce na wąskich, ukrytych pod szatą ramionach, pochylił się i lekko pocałował go w czoło. - Myślę, że mamy wspaniałą chemię – powtórzył z ustami tuż przy chłodnej skórze.
- A ja myślę, że jesteś szalony – odpowiedział Snape, ale jego dłoń podniosła się i pogłaskała jego plecy zachęcająco, co przeczyło jego słowom. Potem Snape sięgnął i ostrożnie zdjął okulary Harry'ego, odkładając je na pobliski stolik, obok już zimnej filiżanki z herbatą.
Harry zamrugał z powodu krótkowzroczności, zanim rysy Snape'a znów nie odzyskały ostrości, choć wciąż pozostawały niewyraźne, ponieważ mężczyzna był tak blisko. Na co dzień niemożność widzenia bez rozmazanego obrazu przeszkadzała mu, ale w tej chwili on sam czuł się dość niewyraźnie.
Nigdy wcześniej nie siedział nikomu na kolanach. Jego własne znajdowały się po obu stronach wąskich bioder Snape'a, a jego tyłek pozostawał na kolanach kościstego mężczyzny. Snape był jak płonące ciepło pomiędzy jego udami. To było dziwne jak cholera i trochę niezręczne, bo wciąż nie znali się zbyt dobrze, ale to było gorące, tak bardzo gorące.
- Podoba ci się?- upewnił się Harry. - Nie jestem za ciężki?
- Tak i nie, w tej kolejności – odparł Snape, wciąż patrząc na niego z dużym zainteresowaniem.
Przyznanie się do tego, że Harry siedzący na jego kolanach sprawia mu przyjemność, było większym ustępstwem niż to, na które liczył. Chwilowo czując się zagubiony w tym, co powinien robić dalej, skoro całowanie musiało ustąpić na rzecz pozostania świadomym, wpatrywał się w twarz Snape'a. To było dziwne, ale zaczynało mu się podobać to nieugięte oblicze.
Ssanie śliny z ust Snape'a mogło być wykluczone, ale to nie znaczyło, że nie mógł go całować w inne miejsca, prawda?
- Czy przeszkadzałoby ci, gdybym...
- Zgodzę się na wszystko, poza wsadzenie mi kołka w serce. - Snape zdawał się rozważać swoje słowa przez chwilę, zanim ociągając się nie dodał:
- A jeśli poczekasz aż zacznę się karmić i to zaproponujesz, to może nawet i na to się zgodzę.
Czując się naprawdę szczęśliwy po raz pierwszy od wieków, pochylił się i obsypał twarz mężczyzny pocałunkami. Spędził długi czas poznając każdą krzywiznę, zmarszczkę i właściwość. Mógł stwierdzić, że Snape'owi podoba się jego zajęcie, bo mięśnie pod jego wargami stawały się coraz bardziej rozluźnione.
Po długiej chwili, podniósł głowę i uśmiechnął się do mężczyzny, o którym zaczynał myśleć jako o swoim pierwszym kochanku.
- Podoba ci się, co?
Patrząc mu w oczy, Snape skinął powoli głową, wydając się prawie zaskoczony tym faktem.
- Mnie też. Mogę cię znowu pocałować w usta? - poprosił żałośnie.
- Niezbyt długo, chyba, że chcesz abym się teraz żywił – ostrzegł go Snape. - Dopóki twój organizm się nie przyzwyczai, moja ślina spowoduje ogromną przyjemność, ale ograniczy też twoją, er… inicjatywę.
- A przecież nie możemy mieć ograniczonej inicjatywy, czyż nie? - zażartował lekko chropawym głosem i ponownie przysunął swoje wargi do ust Snape'a.
Ich pocałunek był tak samo słodki, jak ten pierwszy. Smak Snape'a spłynął po jego ciele jak narkotyk, silny i oczywisty. Przypomniał sobie ostrzeżenie mężczyzny i odsunął się, gdy tylko jego zmysły zaczęły wirować.
Harry'emu ulżyło, gdy zobaczył pierwsze iskry pożądania w tych ciemnych oczach. Nie był nawet pewien, czy wampir mógł doświadczać normalnego seksualnego podniecenia. Książki, które czytał, nie zawierały żadnych informacji o seksualności wampirów. Wampiry uważano za drapieżne, mroczne stworzenia. Nie powstało wiele badań na temat ich zwyczajów godowych.
Snape wciąż zdawał się niewytłumaczalnie zszokowany tym, co działo się pomiędzy nimi. Harry pamiętał, co mężczyzna powiedział o płatnych towarzyszach, nie chcących tracić czasu na całowanie go. Czy było możliwe, że przez wszystkie te lata, podczas których Snape wynajmował prostytutki, nikt nie zadał sobie trudu, by dotknąć go w ten sposób?
To wydało mu się zupełnie niesprawiedliwe, ale łatwo mógł zobaczyć, że tak zapewne było. Snape od początku był tak niedostępny. Harry nie mógł sobie wyobrazić, jak mężczyzna musiał się czuć w tej sytuacji, skoro tak bardzo nienawidził tych spotkań co dwa tygodnie.
Przypomniał sobie jak zaproponował Snape'owi umowę, która miała mu zaoszczędzić upokorzeń. Był pewien, że podchodzenie do prostytutek musiało boleć pełnego godności mistrza eliksirów. A w każdym razie sądził, że to Snape miał na myśli.
Mężczyzna bez wątpienia musiał robić znacznie więcej niż tylko podchodzić do nich, zdał sobie sprawę Harry. Ślina wampira z całą pewnością miała taki sam efekt na wynajmowanych towarzyszach jak na Harry'm i Harry zaczynał już na tyle poznawać Snape'a, by móc przypuszczać, że prawdopodobnie czuł, że jest winny swojemu partnerowi orgazm po. Harry sądził, że mężczyzna zajmował się tą sytuacją w ten sam sposób, jak to zrobił z Harry'm – tak jednostronnie i bezosobowo jak tylko mógł, karmił się i zajmował nieuniknionym podnieceniem towarzysza tak szybko jak się dało. Pomijając krew, której potrzebował by przeżyć, wątpił by Snape sprawiał przyjemność sobie.
To się zmieni tej nocy. Może był to tylko ogłupiający efekt feromonów i enzymów wampira, ale chciał sprawić, by Snape poczuł się tak dobrze jak on ostatnio.
Harry wiedział, że to niezupełnie pasowało do jego planu o nazwie: tylko-seks-bez-uczuciowego-zaangażowania, ale nie mógł nie chcieć dać Snape'owi choć trochę z radości, którą on mu dał. To nie znaczyło, że się wiąże. To było po prostu… grzeczne.
Zniżył usta do zachęcającego obszaru, jakim była białe gardło Snape'a, całując je i pieszcząc. Uzyskał pożądaną reakcję. Snape wydał miękki jęk, który brzmiał zarówno na zaskoczony jak i pełen przyjemności.
Harry lizał i całował delikatną, wrażliwą skórę, ku radości ciał ich obu. Ciało Snape'a było chłodniejsze w dotyku niż u zwykłych ludzi, ale nie nieprzyjemnie.
Harry czuł jak gwałtowanie poruszała się ta szczupła pierś oparta o jego własną. Jemu także ciężko było złapać oddech.
Potrzebując więcej, jego palce zahaczyły o kołnierzyk nad znaczną ilością ubrań, które Snape nosił.
Zamarł, gdy mężczyzna złapał jego ręce i przytrzymał je w miejscu.
Brzmiąc nieśmiało, Snape powiedział:
- Potter, nie musisz. To ja powinienem sprawiać przyjemność tobie.
Harry poruszył dłońmi w lekkim uścisku Snape'a, aż trzymali się za ręce i Snape go dłużej nie więził. Podniósł dłoń w swojej prawej ręce i potarł kostki mężczyzny o swój policzek.
- Czy nie możemy sobie wzajemnie sprawić przyjemności? Ja… chcę dotknąć twojej skóry. Całej. Powiedziałeś, że mogę z tobą robić, co tylko zechcę – przypomniał.
- Tak było – stwierdził Snape powoli, widocznie zażenowany.
- Więc jak mam to zrobić z tymi wszystkimi ubraniami? - zapytał w lżejszym tonie, chcąc przegonić cienie i napięcie z oczu i twarzy Snape'a. Mógł prawie dotknąć złych wspomnień przesuwających się w głowie mężczyzny.
- Całkowita nagość nie jest niezbędna. W przeszłości, gdy mężczyźni chcieli... penetrować mnie, gdy się pożywiłem, po prostu zdejmowałem spodnie i odwracałem się.
Zamarł, gdy Snape znów złapał jego ręce, przytrzymując je.
- I pozwalałeś im wkładać fiuta w siebie bez przygotowania? - Wracając myślami do tego, co powiedział, Harry zdał sobie sprawę, jak nieodpowiednie było jego zatrwożone pytanie, ale nie mógł go nie wypowiedzieć.
Dłoń Snape zacisnęła się na jego.
- Gdy się pożywię, jestem zupełnie rozluźniony. Prawie nie ma dyskomfortu. - Nie znał Snape'a aż tak dobrze, ale wyczuwał w tym wielkie kłamstwo. - Nie musisz przejmować się…
Powstrzymał to niemądre oświadczenie przez wykorzystanie ust Snape'a i przykrycie ich własnymi. Tak mocno starał się nie czuć niczego poza fizycznymi doznaniami, ale jego serce bolało przez tego mężczyznę.
Nie musiał martwić się, że nie robi krzywdy komuś, z kim uprawiał seks? Czy Snape naprawdę wierzył, że tak to będzie z nim wyglądało?
Pocałunek zdawał się rozproszyć uwagę ich obu i oddalić ich od dyskusji.
Nawet ze wszystkimi burzliwymi emocjami, których doświadczał, w chwili, gdy spróbował ust Snape'a, uderzyła w niego fala przyjemności. Afrodyzjak w ślinie rozprzestrzeniał się po jego krwi zmniejszając nerwowość, do czego bez wątpienia był stworzony. Gdy pokój znów zaczął się kołysać, podniósł głowę i wpatrywał się w te zaniepokojone czarne oczy.
- Lubię cie dotykać. Ty też lubisz, gdy cię dotykam. Widzę, że tak jest. Ze mną to... nie musi być zimne i bezosobowe. - Gdy wzrok Snape'a uciekł przed jego własnym, niemal z poczuciem winy, Harry poprosił:
- No co? Porozmawiaj ze mną, proszę. Powiedz mi o czym myślisz.
Snape wypuścił jego dłonie. Przytrzymując jego łokcie, mężczyzna poruszył nim, aż siedział na jego kolanach w taki sposób, że pomiędzy nimi pozostawało puste miejsce.
- Jedynym sposobem, w jaki byłem w stanie przetrwać to, co musiałem, było... nie pozwolenie sobie na uczucia. To co proponujesz jest niebezpieczne.
- Jak? Znam cie wystarczająco dobrze by wiedzieć, że nie stracisz kontroli i nie skrzywdzisz mnie – zaprotestował. Nigdy nie miał tak intensywnej dyskusji, skulony na cudzych kolanach. Intymność w ich pozycjach była niemal dziwna w porównaniu do niewidzialnej ściany, którą Snape usiłował pomiędzy nimi postawić.
- Nie niebezpieczna dla ciebie – doprecyzował Snape.
- Co to ma niby znaczyć? Jak chęć dotykania cię i sprawienia, że poczujesz się dobrze, może być niebezpieczna? - Harry nic nie rozumiał. Przecież nie prosił Snape'a o poślubienie go ani o nic równie absurdalnego.
- Harry Potterze, jesteś pięknym i bardzo kuszącym mężczyzną.
- A dlaczego to jest coś złego? - spytał ze słabym uśmiechem, nadal nie rozumiejąc.
Snape przeciągnął dłoń po swoich niedawno umytych włosach. Byli tak blisko siebie, że Harry mógł wyczuć ziołowy zapach jego szamponu.
- Byłoby… bardzo łatwo poddać się twojemu czarowi i pozwolić sobie… cieszyć się tym, co mi oferujesz z własnej woli.
- Nadal nie wiem gdzie tu jest jakiś problem – powiedział Harry.
- Nie zawsze tu będziesz. Tak naprawdę to będę zaskoczony, jeśli nasza umowa potrwa dłużej niż kilka karmień. Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli pozwalasz sobie polegać na czymś i potem to coś nie jest już dłużej dostępne, to ten brak jest o wiele bardziej odczuwalny niż początkowy stan ignorancji jego istnienia – wyjaśnił Snape.
- Więc nigdy nie pozwalasz sobie na odrobinę radości? Co to za logika?
Dopiero gdy wypowiedział te słowa, Harry zdał sobie sprawę, że równie dobrze mógłby mówić o sobie, nie Snape'ie. Czy nie robił tego samego po śmierci Rona i Hermiony? Czy nie zamknął się i nie ukrył przed światem?
- To jedyna logika jaką znam – sztywno wyjaśnił mężczyzna.
To odkrycie wstrząsnęło nim tak bardzo, że jego ręce trzęsły się, gdy wyciągnął dłoń i odsunął długie, czarne włosy ze zmarszczonego czoła Snape'a.
- Seks… nie powinien boleć.
Może i nie wiedział zbyt wiele, ale tego jednego był pewien.
- Mnie nigdy nie chodziło o seks. Jestem tu, by się żywić – powiedział Snape.
- Więc każesz siebie za karmienie się pozwalając swoim partnerom… krzywdzić cię? - zapytał, przerażony tą myślą.
- W większości przypadków zadowalają się moimi ustami – odpowiedział Snape. - To naprawdę nie jest teraz ważne. Czyż nie?
- Jest, jeśli sądzisz, że pozwolę ci spuścić spodnie i cię… wypieprzę. Wiem, że to… przerażające, próbować czegoś, ale nie możesz żyć w ten sposób. Nie jesteś potworem. Masz prawo by… dotykać, śmiać się i czuć. Obaj mamy – nalegał Harry.
Gwałtowność tego ostatniego stwierdzenia zdawała się pobrzmiewać echem w dziwnie cichych komnatach. Jedynymi dźwiękami był palący się ogień i ich chrapliwe oddechy.
- Naprawdę nie uważasz mnie za potwora? - w końcu spytał Snape.
- Czy chciałbym rozebrać się dla potwora? Czy zaproponowałbym mu swoją krew lub był zaniepokojony, gdy nie chciał jej wziąć? Nie jesteś potworem. Jesteś człowiekiem i masz prawo do... radości. Odmawianie sobie w ten sposób nie jest w porządku w stosunku do żadnego z nas.
- Jak to może nie być sprawiedliwe w stosunku do ciebie? - spytał Snape, jak gdyby sam pomysł, że ktoś może chcieć dotknąć jego nagiego ciała, był mu zupełnie obcy.
- To będzie słaba zabawa, jeśli nie będę mógł cię dotknąć. To sprawi, że będę się czuł… sam nie wiem… jakbyśmy robili coś brudnego – miękko wyjaśnił Harry.
Harry przełknął ślinę na widok wyrazu oczu Snape'a, jasno odczytując to, że mężczyzna był postrzegany jako brzydki i brudny przez całe swoje życie.
- Sugerujesz, ze moja wstrzemięźliwość będzie karą także dla ciebie? - ociągając się spytał Snape.
To nie było dokładnie to, co miał na myśli, ale była to prawda. Jeśli Snape odmówi zdjęcia ubrań i zrelaksowania się, to będzie się czuł tak, jakby zmuszał mężczyznę by uprawiał z nim seks.
- Jeśli pozostaniesz ubrany, to nie będę czuł się komfortowo zdejmując własne ciuchy. Nie bylibyśmy... równi. Bycie nagim, gdy ty nie będziesz, sprawi, że będę się czuł… w jakiś sposób tani. Nie chce się czuć jak dziwka Severusie.
Brwi Snape'a zmarszczyły się w skupieniu.
- Nie, oczywiście, że nie. Wybacz mi, to wszystko jest dla mnie nowe. Moi płatni towarzysze są zwykle zadowoleni, że mogą zostać ubrani. Ale potrafię zrozumieć, dlaczego to nie byłoby odpowiednie w tej sytuacji.
Harry wpatrywał się w zamyślona twarz, ale nie był w stanie zdecydować, co dokładnie Snape powiedział:
- To oznacza tak czy nie?
- To znaczyło tak – powiedział Snape, choć brzmiał jakby zgadzał się wbrew swojemu rozsądkowi. W każdym razie, czy moglibyśmy przenieść się do sypialni, żeby nam było bardziej wygodnie?
- Dziękuję – powiedział Harry, całując go szybko. - Możemy pójść gdzie chcesz.
Ostrożnie zszedł z kolan Snape'a. Obserwował jak jego towarzysz podnosi się z fotela. Musiał odchylić głowę, by patrzeć mu w oczy; mężczyzna był tak wysoki.
Z wyraźnym wahaniem, Snape poprowadził go do sypialni.
Harry przypomniał sobie ciężkie mahoniowe meble i zielone aksamitne zasłony, udrapowane na łóżku z czterema kolumienkami, które widział ostatnim razem. Jedyną różnicą w pokoju, którą mógł dostrzec, był niezapalony ogień i pościel w innym kolorze. Dziś kołdra i poszewki na poduszki miały ciemny, brązowy kolor.
Snape podszedł do szafy i zaczął się rozbierać. Jego twarz była tak spięta, że wyglądał jakby oczekiwał, że zostanie wysłany prosto do Jednostki Utylizacji Wampirów w Ministerstwie, gdy tylko skończą. Harry nie mógł nie zauważyć, że Snape nie obejrzał się w jego kierunku.
Tłumiąc westchnienie, zdjął koszulę przez głowę, ściągnął buty, a później spodnie, skarpetki i bieliznę. Myślał, że byłoby miło rozbierać się wzajemnie, ale dyskomfort jego towarzysza był tak namacalny, że zaczynał się zastanawiać nad tym, że może nie powinien był pozwolić im kontynuować w taki sposób.
Był nagi, zanim Snape skończył choćby rozpinanie guzików swojej kamizelki, więc Harry usiadł na kołdrze by poczekać i… obserwować.
Czarna kamizelka wreszcie została rozpięta. Snape powiesił ją ostrożnie na wieszaku w szafie. Harry patrzył na sztywną, białą koszulę na plecach mężczyzny, zdając sobie sprawę, że to był pierwszy raz, gdy zobaczył go w czymś innym niż szaty, kamizelka i kaftan. Te wszystkie części garderoby nadawały Snape'owi masy. Bez nich wydawał się szczupły i dziwnie wrażliwy.
Koszula zniknęła następna. Była, oczywiście, jeszcze jedna warstwa pod spodem, długi biały podkoszulek. Po krótkiej przerwie Snape ściągnął go i Harry wreszcie zobaczył kawałek skóry.
Przełknął ślinę na widok półdługich włosów Snape'a, opadających na nagie ramiona. Te ramiona były wąskie, a skóra na nich wyglądała jak białe, rozlane mleko. To było dziwne, zważywszy na to, jak ziemista była cera Severusa. Harry zastanawiał się, czy różnica w kolorze skóry wynikała z tego, które obszary wystawiano na słońce. Mówiło się, że wampiry były bardzo wrażliwe na światło słoneczne. Może ich skóra reagowała inaczej na promienie, niż ta zwykłych ludzi. Fakt, że dłonie Severusa były podobnie odbarwione zdawał się dowodzić, że ta hipoteza była prawdą.
Plecy Snape'a były długie i chude jak szczapa, ale miały tą samą, perfekcyjną skórę pokrywającą je, więc Harry był bardzo zadowolony.
Gdy mężczyzna pochylił się, by zająć się butami, Harry po raz pierwszy zobaczył jego ubrany w spodnie tyłek. Tak jak reszta Snape'a, ten obszar był szczupły, ale dobrze ukształtowany.
Mężczyzna wyprostował się. Tym razem przerwa była dłuższa, nim jego ręce poruszyły się by odpiąć spodnie.
Oddech uwiązł mu w gardle, gdy te ostatnie bariery zostały usunięte. Znów, cal po calu, pojawiła się ta sama, wspaniała skóra, gdy Snape schylił się by ściągnąć spodnie i bieliznę z długich nóg. Ponownie, Harry ujrzał uroczy widok pochylonego tyłu; tyle, że tym razem był on nagi i zupełnie wspaniały.
Skoro sam był bez ubrania, to nie mógł ukryć reakcji na widok nagiego ciała Snape'a. Jego penis podniósł się, stojąc twardy przy jego płaskim brzuchu. Mężczyzna nie był w stanie tego zobaczyć. Wciąż stał tyłem do niego.
Snape wyprostował się i powiesił spodnie. Gdy skończył, wpatrywał się w szafę naprzeciw siebie przez długą chwilę, zanim jego plecy się napięły i wyprostowały, gdy powoli się odwrócił.
Największe wrażanie na Harry'm zrobiła ta porcelanowa, perfekcyjna skóra. Zdawała się ciągnąć i ciągnąć. Jedyną przerwę w tej bieli stanowiły różowe sutki Snape'a, ciemny trójkąt na genitaliach, mało widoczny ciemne włosy pod pachami i wyblakły Mroczny Znak na lewym przedramieniu, którego fragment Harry ujrzał, gdy Snape się odwracał.
Otwarcie wpatrywał się w penis Severusa. Tak jak jego własny, czerwony jak wino członek był nieobrzezany. Ale, co go nie zaskoczyło, ze względu na ich różnicę we wzroście, Snape'a był o wiele dłuższy, choć cieńszy niż jego własny.
Spojrzał na resztę ciała mężczyzny, prawie jakby po namyśle, bo nie mógł oderwać wzroku od twardniejącego penisa na zbyt długo. Pas, klatka piersiowa i ramiona Snape'a były bardzo wąskie. Mężczyzna był zbyt chudy. Mógł policzyć jego żebra. Snape wydawał się prawie zagłodzony, co miało sens, skoro wiedział, że mężczyzna odmawiał sobie krwi, dopóki nie miał już wyboru i musiał się pożywić.
Rumieniec koloru pojawił się na policzkach Snape'a, gdy Harry wreszcie zdołał unieść wzrok do twarzy swojego towarzysza. Zmieszało go napięcie i surowość na jego twardo wyrzeźbionym obliczu. Zdał sobie sprawę, że Snape wygląda, jakby zaraz miał umrzeć z zażenowania. W pierwszej chwili nie zrozumiał dlaczego, ale wtedy przypomniał sobie wszystkie niemiłe rzeczy, które sam mówił lub słyszał jak mówili inni o wyglądzie mężczyzny w ciągu lat. Odsłonienie się w ten sposób musiało być kompletnie wykańczające nerwowo dla tego mężczyzny.
Doceniał nerwowość Snape'a, bo to był również jego pierwszy raz, gdy pokazał się nagi przed oczami kochanka.
Myśląc, że jeden z nich musi szybko coś powiedzieć, szukał jakiegokolwiek tematu.
- Twoja skóra wygląda jak połać świeżo spadłego śniegu – powiedział, chcąc zlikwidować tę niepewność. - Bardzo mi się to podoba.
Przełknięcie śliny przez Snape'a było widoczne nawet z drugiej połowy pokoju. Te ciemne oczy przesunęły się po Harry'm. Snape zmusił się do powiedzenia:
- Wolę wzór, który tworzą twoje włosy.
Te niepewne słowa nie powinny wywołać takiego efektu, ale Harry czuł jak się rozjaśnia niczym drzewko świąteczne, z przyjemności na ten komplement. Spojrzał na własne ciemne włosy na piersi, absurdalnie szczęśliwy, że podobają się Snape'owi.
- Pasują, nie sądzisz? - spytał.
Snape przytaknął. Mężczyzna zdawał się być zadowolony po prostu tam stojąc i patrząc na niego.
- Chcesz do mnie dołączyć, czy ja mam podejść do ciebie? - zapytał Harry, gdy ich spojrzenia zaczynały robić się niezręczne.
Snape podszedł do niego z tą samą gracją, którą zauważył wcześniej. Choć tym razem mógł zobaczyć jak ciężkie, różowe jądra Snape'a obijały się, gdy szedł.
Mężczyzna stanął przed nim, jak gdyby niepewny co do protokołu dołączenia do niego we własnym łóżku.
Pokusa tej nieoszpeconej niczym skóry była zbyt wielka, by mógł się jej oprzeć. Harry sięgnął i położył dłoń na środku piersi Snape'a. Poczuł zszokowany oddech, który mężczyzna wypuścił.
Czując się bardzo odważny, pochylił się, objął Snape'a ramionami w pasie i oparł policzek o wyraźnie zaznaczone żebra. Jego skóra była chłodna i miękka jak aksamit. Ten cudowny, słodki zapach, roztapiał jego zmysły znajomym podnieceniem sprawiając, że czuł się jak w domu.
Coś w Harry'm się rozluźniło się, gdy ramiona Snape'a otoczyły jego ramiona, obejmując go. Przez długi czas po prostu siedzieli w objęciach.
Potem ręce Snape'a chwyciły jego głowę i uniosły jego twarz. Patrząc mu w oczy, Snape zniżył się, by pocałować go w usta.
Harry zaczął go gwałtownie całować. Język Snape'a spotkał go gdzieś w połowie drogi. Grali w zmysłową grę, berka, gonienie się i popychanie języków z ust jednego do drugiego.
Gdy to oszołomione odczucie kołysania znów przez niego przeszło, niechętnie odsunął się i wdychał mokre, pachnące Snape'em powietrze. Nie pomogło to oczyścić jego umysłu.
Mężczyzna położył go na chłodną kołdrę, schylając się by znów go pocałować. Zastanawiając się, czy ślina wampira jest uzależniająca i nie mogąc odmówić, oddał pocałunek. To niesamowite, pobudzone uczucie omdlenie, które pamiętał z ostatniego spotkania, przepływało przez niego, gdy ślina Snape'a zaczęła działać.
Jęknął, gdy mężczyzna ostrożnie położył swoje kościste ciało na nim. Ich penisy spotkały się razem w eksplozji przyjemności. Położył dłonie na długich, chudych plecach, niespokojnie wędrując, gdy Snape całował go, aż był bardziej niż oszołomiony.
Snape w końcu podniósł głowę i pozwolił mu zaczerpnąć powietrza.
Każda komórka w jego ciele podskoczyła w podnieceniu, gdy mężczyzna pocałował jego szczękę, schodząc niżej do jego szyi, aż sięgnął do żyły szyjnej. Jego ciało pamiętało, jak Snape mógł sprawić, że się poczuje, a Harry dyszał w łkających oddechach, gdy fala po fali, czysta przyjemność rozrywała go, a ten gładki język lizał jego skórę.
Tym razem sądził, że rzeczywiście może poczuć ślinę penetrującą naskórek i ogrzewającą krew. Był oszołomiony, odurzony i tak podniecony, że myślał, że dojdzie od samego języka poruszającego się po jego gardle. Delikatna tortura zdawała się trwać całą wieczność, zanim w końcu poczuł początkowy, ostry ból, gdy kły jego towarzysza przebiły skórę.
Te kły przeszywające jego ciało były bardzo dziwnym odczuciem, ale wtedy zęby wycofały się, a Snape zaczął ssać. Jego wszechświat pulsował z potrzeby. Każdą z dawek, którą Snape wyciągał przez te dwie małe dziurki, odczuwał prawie jak małe orgazmy. W swoim bezmyślnym stanie zachwytu, Harry mógł tylko podziwiać, jak bardzo zagubiony był w tym uczuciu. Jezu, jeśli kiedykolwiek wydałoby się jakie to jest wspaniałe, to ludzie zaczęli by się ustawiać w kolejce przed drzwiami Snape'a w tych lochach, by oddać mu krew dobrowolnie.
Tylko, że nie zamierzał się dzielić. Ten cud był jego i planował trzymać się go tak długo, jak tylko Snape mu pozwoli.
Leciał tak wysoko, że nie mógł być pewny, czy nie zemdlał. Rozkosz była tak intensywna i przytłaczająca, że nie zdołał się od niej odciąć emocjonalnie. Wszystko, co potrafił, to czuć i jęczeć. Lecz w końcu zdał sobie sprawę, że Snape skończył ssać. Ten uzdolniony język lizał miejsce, w którym Snape się żywił, odczulając skórę z każdym pociągnięciem tego aksamitnego, brutalnego mięśnia.
Snape uniósł twarz znad szyi Harry'ego i spoglądał na niego. Tak jak ostatnim razem, zmiana, jaką spowodowało karmienie się w organizmie wampira, była zadziwiająca. Żółte zabarwienie opuściło twarz mężczyzny. Na wątłych policzkach pozostał zdrowy, spowodowany podnieceniem rumieniec.
Gdy uśmiechnął się do Snape'a, usta jego towarzysza także odpowiedziały w małym, bezsilnym uśmiechu. Po raz pierwszy zobaczył wyraźnie kły mężczyzny. Siekacze mistrza eliksirów powiększyły się dwa razy, a ich zakończenia wyglądały groźnie. Gdyby nie czuły wyraz twarzy, zmiękczający jego oblicze, to jego zmienione zęby wyglądałyby przerażająco, ale zbyt wiele łagodności na jego mocnej twarzy sprawiło, że Harry nie mógł czuć nic innego niż szczęście.
Zaciekawiony, sięgnął by dotknąć przemienionych zębów.
Usta Snape'a zacisnęły się.
- Pozwól mi? - wyszeptał, gładząc szczelni zamknięte wargi czubkami palców.
Jak gdyby Snape nie mógł mu niczego odmówić, jego usta otworzyły się niechętnie.
- Jak one rosną? - zapytał Harry, w tej chwili ciekawość przezwyciężyła nawet pożądanie. - Nie były takie, gdy się wcześniej całowaliśmy.
Wiedział, że tak było, bo prześledził dokładnie każdy z zębów mężczyzny.
- Wysuwają się i chowają. Wyłaniają się, gdy moje hormony podnoszą się do pewnego poziomu, gdy zaczynam się żywić. Ukrywają się gdy ten poziom spada – wyjaśnił Snape. Z jego wyrazu twarzy było jasne, że nie czuł się do końca komfortowo omawiając szczegóły swojej przypadłości.
- U tego gościa, którego zabiłem w uliczce, zęby były długie, mimo że skończył się żywić.
Widział, jak zaniepokojony czuł się Snape, ale wciąż patrzył mu w oczy, jak gdyby zdeterminowany by powiedzieć mu całą prawdę.
- Był na łowach. Adrenalina może mieć… dramatyczny efekt dla fizjologii wampira, gdy jest już... podniecony.
- Podobają mi się twoje zęby. - Uśmiechnął się szeroko. - Mogę ich dotknąć?
Otumaniony Snape kiwnął głową i znieruchomiał.
Harry wyciągnął palec wskazujący i dotknął zmienionego siekacza. Choć poruszał się bardzo ostrożnie, ostry jak brzytwa koniec przebił skórę.
Jego zaskoczone sapnięcie zmieniło się w jęk przyjemności, gdy Snape wyssał krew z ranki w palcu. To ssanie szybko doszło do jego penisa, który wciąż był twardy jak kamień i dawał mu znać jak nieszczęśliwy był, że musi czekać.
Harry nigdy nie widział czegoś takiego, jak światło błyszczące w tych bezdennych czarnych oczach, które wpatrywały się w niego.
- Jesteś niesamowity – wyszeptał Harry. Jego biodra instynktownie pchnęły pulsującą erekcję, ocierając ją o biodro Snape'a.
- A ty potrzebujesz dojść – odparł Snape. - Jak chciałbyś to zrobić?
- Ja… ja nie wiem. Wszystko jest takie wspaniałe; ciężko mi myśleć – powiedział, wędrując dłonią w górę i dół po krzyżu Snape'a.
- To efekt mojej śliny pozostającej w twojej krwi – odpowiedział mężczyzna, gdy zacisnął ręce na ramionach Harry'ego.
Sapnął, gdy Snape odwrócił się na plecy i zmienił ich pozycje tak, że Harry był teraz na górze. Nawet jeśli było wspaniale mieć nad sobą ciepłą wagę zakrywającą go, to było jeszcze lepiej mieć Snape'a pod sobą. Nie mógł nie zacząć ocierać się o jego krocze.
Ku jego zdumieniu, Snape był tylko półtwardy pod nim. Ale to wciąż było cudowne, tarcie o tego imponującego penisa.
- Spokojnie – ostrzegł go mężczyzna głosem miękkim i tak zmienionym, że ledwo rozpoznawał go, jako ten należący do Snape'a. - Szybko skończysz jeśli będziesz tak kontynuował. - Prawa dłoń mężczyzny delikatnie gładziła włosy Harry'ego. - Co normalnie robisz ze swoimi kochankami?
- Ja nie… mam na myśli… - jąkał się, zbyt rozkojarzony, by choć spróbować wyjaśnić, że Snape jest jego pierwszym prawdziwym kochankiem i że nie ma pojęcia co lubi. - A co ty lubisz najbardziej?
Snape znów pocałował go w usta. To było jak kolejna dawka potężnego narkotyku, bo pokój znów zawirował. Gdy zdyszany Snape odsunął usta chwilę później, wyszeptał prawie w wargi Harry'ego:
- Chcę cię, Harry Potterze, jak tylko masz ochotę.
Nogi, na których leżał, rozłożyły się. Harry chrząknął zszokowany, wpadł pomiędzy jego uda i poczuł jak mocno się na nim zacisnęły. Stopa Snape'a pocierała tył jego zarośniętej łydki sprawiając, ze zadrżał.
- Twoje ciało wie czego chce – powiedział Snape głębokim, hipnotycznym tonem, który przeszedł przez niego. Snape znów poruszył się pod nim, unosząc kolana w górę tak, że spragniony fiut Harry'ego wślizgnął się pomiędzy jego pośladki. Mógł poczuć ciasne wejście. - Chętnie poznam cię w taki sposób.
Jego wnętrze zadrżało z potrzeby, gdy poczuł gorąco w miejscu, w które jego penis był wtulony. Snape miał rację. Jego ciało tego pragnęło. Nie mógł oddychać. Nie mógł myśleć. Wszystko, czego pragnął to pchać i dojść. Był tak blisko. Tylko, że…
Tylko, że Snape nie był w pełni podniecony ani nawilżony. Harry mógł być nowy w robieniu tego, ale znał się na teorii. Jeśliby wszedł w suche ciało Snape'a z niczym poza preejakulatem na czubku penisa, to to będzie boleć, a może nawet zrani jego towarzysza. Nie był jedną z anonimowych prostytutek. Znał tego mężczyznę. On… dbał o… przyjemność Snape'a i nie zamierzał go skrzywdzić. Ale jego ciało płonęło, żądając satysfakcji, a Snape był tak uczynny.
Wciągnięcie powietrza, w którym były słodkie feromony mężczyzny, spowodowało tylko wzrost zdesperowanej mgły pożądania. Spojrzał w te bezdenne oczy i wykrztusił:
- Nie bez lubrykantu.
Wyraz twarzy Snape'a stał się bardzo miękki. Sięgnął po niego i znów pocałowali się w głęboko.
Harry zauważył, że kły się zmniejszyły. Gdy penetrował głęboko te usta, wsadzał i wyjmował język w sposób, w jaki jego penis chciał to robić.
Mógł poczuć, jak jego wola słabnie z powodu enzymów w ślinie. Myślenie stało się prawie niemożliwe. Została jedynie drżąca potrzeba.
Zastanawiał się, czy Snape wykorzystywał pocałunek i hormony by go przekonać. Ale gdy mężczyzna w końcu się odwrócił, wyszeptał:
- Jak sobie życzysz. Accio lubrykant.
Chwilę później brązowy słoik przyleciał do łóżka z otwartych drzwi łazienki. Snape złapał słoiczek w powietrzu i podał mu.
Harry odsunął się trochę od mężczyzny, odwrócił głowę, by nie być bezpośrednio naprzeciw feromonów i wciągnął trochę świeżego powietrza. Chwilę zajęło mu uspokojenie się na tyle, by dopuścić do siebie jakiekolwiek myśli, ale w końcu jego mózg zaczął działać.
Lubrykant był dobrym początkiem, ale wszystkie książki, które czytał mówiły o tym, że byłoby przyjemniej dla mężczyzny, gdyby był zrelaksowany i podniecony. W tej chwili ciało pod nim nie było zbyt spięte, ale Harry wciąż był świadomy faktu, że piękny penis Snape'a był tylko półtwardy.
Odkładając słoik na brązową kołdrę za sobą, wyciągnął obie dłonie do sutków mężczyzny. Chwycił małe, różowe pączki i lekko ścisnął.
Zadowolił go syk Snape'a i jego zaskoczony wdech. Przypominając sobie, jak wrażliwa na całowanie i ssanie była szyja mężczyzny, pochylił się i zaczął pieścić piękne, długie gardło, podczas gdy jego palce wciąż rytmicznie się zaciskały.
Gdy oddech Snape'a stał się niemal tak przyspieszony jak jego własny, zaczął zniżać się ustami do tych delikatnych pączków ciała i ssać je. Jęk, który to wywołało, był słodki i długi.
Działając instynktownie, wargami stworzył ścieżkę w dół wklęsłego brzucha mężczyzny, aż doszedł do gęstych, czarnych włosów łonowych. Ulżyło mu, gdy zobaczył, że ten cudowny członek stoi w pełnej gotowości.
Wziął twardniejącego penisa w prawą dłoń i ścisnął.
Snape załkał. Harry poczuł jak kolana mężczyzny ściskają mocno jego boki, a jego ciało wygięło się.
Potrzebując spróbować tego soczystego członka, przesunął się na łóżko. Biorąc głęboki wdech, który był pełen słodkiego, piżmowego zapachu Snape'a, otworzył usta i possał czubek twardego penisa, poruszając językiem pod napletkiem.
Snape jęknął, a jego dłoń zanurzyła się głęboko w niesforne, czarne włosy Harry'ego i przytrzymała je palcami.
Snape smakował słono, gorzkim preejakulatem i czymś nieokreślonym, co jak przypuszczał, miało związek z wampirzą naturą jego towarzysza. Ten smak przeszył go prawie w ten sam druzgocący sposób, co ślina Snape'a.
Następne kilka minut było szybkim kursem fellatio.
Robił to tylko raz, z Ronem, i to była zupełna katastrofa. Oczy Rona były zamknięte cały czas, a gdy doszedł, jęknął imię Hermiony. Nawet teraz Harry mógł poczuć tą samą zimną zgrozę rozchodzącą się po nim, gdy został zmuszony, by przyznać się przed sobą, że nigdy nie będzie niczym więcej niż tylko ustami w ciemności dla jedynej osoby, którą kochał w swoim życiu.
Miał jednak wrażenie, że nic takiego nie zdarzy się ze dzisiejszej nocy ze Snape'em. Po pierwsze, ledwo się tolerowali. Żaden z nich nie będzie zrozpaczony, jeśli drugi będzie myślał o kimś innym. Obaj byli tu z własnych, samolubnych powodów, a te powody nie miały nic wspólnego z czymś, co mogło ich skrzywdzić.
Spojrzał w górę, gdy ssał główkę tego wspaniałego penisa i zobaczył ciemne, lśniące, szeroko otwarte oczy, skupione na jego twarzy.
Nie oczekiwał zszokowanego podziwu na twarzy Snape'a, który zmiękczały jego oblicze i sprawiał, że wyglądał młodziej i nadzwyczaj wrażliwie. Zdawało się, że mężczyzna dosłownie nie może uwierzyć w to, co się dzieje.
Harry usiłował to zignorować, ale nikt nigdy nie patrzył na niego w taki sposób, jakby był najbardziej niesamowitą rzeczą, jaką ktoś zobaczył. A on był tutaj, usiłując nie udławić się grubością Snape'a i nie zrobić z siebie zupełnego idioty.
Starając się sprawić mężczyźnie jak największą przyjemność, podczas gdy uczył się w trakcie jak to robić, Harry brał do ust więcej i więcej wielkiego penisa. To wymagało trochę wysiłku, ale w końcu nauczył się, jak oddychać wokół tej natarczywej objętości, starając się otworzyć gardło, by wziąć do środka tak wiele Snape'a, jak tylko mógł.
Gdy zdawało się, że jego towarzysz jest tak blisko jak on, Harry podniósł głowę znad swojego zadania i spojrzał w dół, na jego twarz. Powieki z ciemnymi rzęsami były zamknięte. Wąskie usta miał otwarte w niemym, pełnym zachwytu „oh".
Po raz pierwszy w życiu, Snape nie wyglądał ostro, złośliwie ani brzydko. Harry był niemal oszołomiony tym, co zrobił temu mężczyźnie. Nie miał wątpliwości, że Snape nie zawoła żadnego innego imienia poza jego własnym, gdy dojdzie. To była dziecinna i mało ważna myśl, niewarta wspomnienia jego najlepszego przyjaciela, ale to stwierdzenie sprawiło, że poczuł się silny w sposób, w jaki nigdy wcześniej się nie czuł.
Nie trzeba było być Aurorem, by zorientować się, że to był najlepszy moment Snape'a. To było wypisane na jego dziwnie otwartej twarzy.
Mężczyzna jakby poczuł, że jest obserwowany i jego powieki się otworzyły. Ich oczy się spotkały. Czuł się tak, jakby wpadał w te ciemne głębie; było w nich tyle emocji. Głód, potrzeba, szok płonęły we wzroku Snape'a, ale było w nich coś delikatniejszego pod tymi emocjami, coś, czego nie mógł odczytać, coś co sprawiło, że jego żołądek zatrzepotał.
Ta chwila została przerwana, gdy Snape przyciągnął kolana do piersi i podciągnął tyłek aż znalazł się on w linii wzroku Harry'ego.
Nie było już mowy o opóźnianiu, Harry zaczął szukać słoiczka z lubrykantem, który zniknął gdzieś w kołdrze tego samego koloru. Zdjął wieczko i włożył palce w śliską, białą maź. Krem miał miły, świeży zapach, niezbyt słodki ani mocny.
Harry nabrał sporą ilość na drżące palce i przeniósł go tam, gdzie go potrzebował, co okazało się być trudniejsze niż sobie wyobrażał, bo wejście Snape'a nie znajdowało się w miejscu, w którym go oczekiwał, gdy włożył rękę pomiędzy szczupłe pośladki.
Snape zdawał się być zagubiony we wrażeniach i nie zauważył jego niezręcznego ruchu.
W końcu Harry znalazł swój cel. Krąg mięśni był ciasny. Okrążył je swoim śliskim środkowym palcem, a potem wsunął go przez napięty mięsień. Gdy ostrożnie pchnął w wąski kanał, czubek jego palca zahaczył o zaokrągloną wypustkę, znajdującą się na gładkiej ściance ciała.
Snape wydał zszokowane chrząkniecie.
Zdając sobie sprawę czego dotknął, nacisnął na grudkę ponownie. Tym razem jego wysiłki nagrodzone zostały zdesperowanym jękiem.
Grał erotyczną symfonię przyjemności dzięki temu ukrytemu pączkowi, zachwycony każdym dźwiękiem i jękiem, które tworzył. Gdy poczuł, że kanał wokół jego palca się rozluźnia, Harry wyjął palec i włożył dwa kolejne.
W tej chwili obaj byli już dość bezmyślni. Pracował spocony dysząc, rozciągał go jak tylko mógł.
Wiedząc, że nie wytrzyma już ani minuty dłużej, wyjął palce, zanurzył je w otwartym słoiku i pokrył swojego powiększonego członka chłodnym, białym lubrykantem. Przytrzymał te alabastrowe pośladki i powoli je rozdzielił.
To był pierwszy raz, gdy zobaczył wejście, w którym były jego palce. Ciemne, błyszczące, wydawało się być zbyt małe, by choć myśleć o penetrowaniu go nabrzmiałym członkiem, ale nie mógł się już zatrzymać. Ustawił się naprzeciw przerażająco ciasnego otworu i pchnął.
Ku jego zaskoczeniu i uldze, prawie nie napotkał oporu. Elastyczny mięsień strzegący najbardziej prywatnego miejsca Snape'a pozwoli mu na wejście z użyciem minimum siły. Harry czuł jak ciasny kanał rozciąga się by pomieścić jego objętość.
Obaj dyszeli i byli zlani potem, gdy jego penis otarł się o wypustkę, która tak mu się spodobała. Jęk Snape'a świadczył o czystej, zwierzęcej przyjemności.
Pomimo tego, że był w tym nowy, Harry szybko się uczył. Kołysał biodrami i ponawiał ten kontakt z podobnymi rezultatami. Za każdym razem, gdy uderzał w ten punkt, Snape wydawał identyczny, gorący dźwięk. To było więcej niż erotyczne. Harry był tak podniecony, że myślał, że się rozpuści.
Wytrzymał kilka zdesperowanych minut, wystarczająco długo by znaleźć rytm, który im pasował.
Dość nagle, Snape sapnął ochryple i wydał zduszony okrzyk:
- Potter! - Pokrył ich obu lepkim nasieniem.
Nawet, gdy mięśnie Snape'a kurczyły się konwulsyjnie w orgazmie, Harry kontynuował uderzanie w prostatę mężczyzny, przedłużając jego słodką przyjemność na tyle, na ile mógł, zanim sam nie doszedł.
Każda komórka jaką posiadał eksplodowała rozkoszą, gdy wytrysnął głęboko w ciele Snape'a. Jego własny okrzyk zdawał się wstrząsnąć ścianami lochów, gdy ekstaza przeszła przez niego w palącej rozkoszy.
Dochodził dochodził i dochodził… i wtedy rozpadł się niczym fala uderzająca w kamienie. Jego członek wysunął się ze Snape'a, gdy stracił równowagę i przewrócił się na swojego towarzysza.
Mężczyzna złapał go. Silne ramiona przesunęły go na łózko, aż znalazł się pod kołdrą, używając Snape'a niczym poduszki.
Jego przedłużony kontakt ze stymulującymi hormonami wampira dał mu się we znaki, tak jak poprzednim razem. Zdawało się, że cała energia z niego wyciekła.
Harry walczyło o oddech, gdy jego policzek odpoczywał oparty o gładką, ciepłą pierś. Mógł poczuć dłoń Snape'a głaskającą jego plecy w uspokajających okręgach.
Wtedy ciemność zabrała go ponownie i przyjemność była wszystkim, co pozostało.
