- Cześć – zawołał Harry dwa tygodnie później, wychodząc z kominka w salonie Snape'a.
Jak Harry już wiedział, mężczyzna siedział w swoim ulubionym fotelu, sprawdzając testy. Harry nie mógł nie skrzywić się, gdy zobaczył ilość czerwonego atramentu na, jak przypuszczał, niefortunnej kartce Gryfona.
Usiłował zignorować to podniecenie, które prześlizgnęło się przez niego na widok srogiej twarzy. Ale spędził ostatnie dwa tygodnie marząc o rzeczach, które on i Snape robili ostatnim razem. Bicie jego serca przyspieszyło na pierwszy widok mężczyzny i powietrze w pokoju nagle zdało się być gorące i trudne do złapania.
Snape spoglądał na niego, gdy chwiał się wychodząc z kominka kilka stóp od niego. Nawet jeśli mężczyzna usiłował to ukryć, to mógł wyraźnie zobaczyć jego zaskoczenie na swój widok.
Myśląc o tym, Harry zdał sobie sprawę, że powinien był wysłać sowę rano, by potwierdzić, czy jest oczekiwany. Gdy wychodził po pierwszej nocy odkąd zawarli umowę, powiedział, że zobaczą się za dwa tygodnie, ale nie mógł nie dostrzec szoku Snape'a, nawet jeśli ten szybko go ukrył.
- Er, mówiłem, że wrócę za dwa tygodnie – przypomniał Harry, czując się niezręcznie. - Chyba powinienem był wysłać ci sowę, by się upewnić. Wybacz… miałeś jakieś wątpliwości?
Snape w końcu się odezwał:
- Nie, żadnych wątpliwości.
- A więc czemu wyglądasz na tak zaskoczonego? - spytał, nie wchodząc dalej do pokoju. Było dość prawdopodobne, że Snape miał nadzieję, że już nie wróci. Ich ostatnie spotkanie było bardziej intensywne niż którykolwiek z nich podejrzewał.
- Myślałem, że mogłeś zmienić zdanie – powiedział Snape. - Jest już po dziewiątej.
- Późno kogoś aresztowałem i straciłem poczucie czasu przesłuchując go. Nie mogłem wyjść, by wysłać sowę ani zafiukać – stwierdził. Ta wymówka brzmiała kiepsko nawet dla niego samego. - Przyszedłem prosto z pracy. Przepraszam, że jestem tak późno.
Spokój Snape'a zrobił na nim wrażenie. Harry nie wiedział, czy on sam siedziałby tak spokojnie i oceniał testy, gdyby Snape spóźnił się więcej niż pół godziny na pierwszy prawdziwy sprawdzian ich układu. Pomyślałby, ze został wystawiony.
Snape, którego znał w dzieciństwie byłby wściekły, że nie dostał sowy ani nie został powiadomiony przez fiuu, ale ten obcy, noszący znaną mu, ostrą twarz mężczyzna naprzeciw niego powiedział tylko miękko:
- To nieważne. Jesteś tu teraz.
- Nie mogę uwierzyć, że nie jesteś na mnie zły – stwierdził. - Myślałem, że będziesz wściekły. Miałbyś do tego prawo. Powinienem był dać ci znać. Dlaczego nie jesteś zły?
Nie chciał przeciągać struny, ale to powstrzymywanie się zdawało się być tak obce charakterowi Snape'a, że chciał poznać jego źródło. Mężczyzna, którego pamiętał, szalałby ze złości.
Snape spojrzał na niego i odpowiedział:
- Jeśli nauczysz się oczekiwać rozczarowań, to wydarzenia rzadko cię zaskakują.
- Myślałeś, że wycofam się z naszego układu? - zapytał Harry, starając się zrozumieć.
- Mogłeś odzyskać rozsądek w ciągu ostatnich dwóch tygodni i zmienić zdanie. Nikt nie byłby w stanie winić cię za chęć doświadczenia czegoś bardziej standardowego – powiedział Snape.
Harry zastanawiał się, czy takie rzeczy przydarzały się mężczyźnie regularnie. Ich umowa dotycząca żywienia była wyjątkowa w doświadczeniach Snape'a, więc to nie mogło zaszczepić w nim zachowania typu „oczekuj rozczarowania". Myślał, że przypadłość mężczyzny miała wiele wspólnego z jego niechętnym ludziom działaniom, ale Harry podejrzewał, że wampiryzm Snape'a nie był jedynym powodem jego anty-socjalnego postępowania.
Snape powiedział mu, że – jak to ujął? - nie wyglądał ani trochę korzystniej, gdy był młodszy. Ludzie uważali go za brzydkiego i niemiłego w obyciu. Było całkiem prawdopodobne, że musiał znosić bardzo wiele bezmyślności i odrzucenia w swoim życiu.
- Dam ci znać jeśli coś się zmieni – powiedział Harry, patrząc w te ciemne oczy, by Snape mógł wyczytać w nich prawdę. - Nie zachowałabym się w taki sposób, że po prostu bym się nie pokazał.
Snape skinął głową, miękko mówiąc:
- Tak, oczywiście.
Chociaż mężczyzna zgodził się z nim, to widział, że nie jest do końca przekonany. Nie było nic, co mógł powiedzieć, by to zmienić. Jedynym, co mogło zmienić oczekiwanie Snape'a na rozczarowanie, był czas.
To zdawało się wyczerpać temat do rozmowy. Było boleśnie oczywiste, że żaden z nich nie wiedział, jak się zachować względem drugiego.
Więc wpatrywali się w siebie w niezręcznej ciszy, która rosła pomiędzy nimi.
Harry myślał o tym, że doszedł w tym mężczyźnie dwa tygodnie wcześniej, a jego wzrok przeszukiwał te naturalnie ostre rysy. Odkąd się rozstali nie było godziny, by nie myślał o tamtym wspaniałym, erotycznym doświadczeniu. Chcąc użyć bardziej eleganckiego tonu, kochał się z Severusem Snape'em. Nie mógł nie zastanawiać się, czy mężczyzna także myślał o tym tak często, jak on.
Zdawało się, że to znaczyło coś dla Snape'a, że było czymś więcej niż wampirem pozwalającym człowiekowi, który uratował mu życie, pieprzyć go jako zapłatę za krew, którą wziął. Jednak teraz, gdy zobaczył mężczyznę siedzącego w swojej zwyczajowej czarnej szacie, kamizelce i spodniach, całego zapiętego i bardzo odległego, nie mógł nie zwątpić w wiarygodność swoich wspomnień. Prawie miał wrażenie, że to się nie zdarzyło, że to był tylko jakiś gorączkowy sen.
Usłyszał, jak Snape głośno przełknął ślinę i spytał:
- Jadłeś coś?
Zaskoczony tym przyziemnym pytaniem, odparł:
- Tak. Sam i ja pożarliśmy kilka kanapek podczas przesłuchania, ale to było kilka godzin temu.
- Sam? - spytał Snape z tak idealną obojętnością, że musiała być udawana.
- Sam Edgeware. Jest obrońcą w mojej drużynie quddicha. Pracujemy razem od lat. - Nie wiedział, dlaczego rozmowa o Samie sprawiała, że czuł się niekomfortowo, ale tak było, dodał więc:
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi.
Może to sposób, w jaki Snape na niego patrzył sprawiał, że czuł się zakłopotany. Jego instynkty mówiły mu, że rysy twarzy mężczyzny były zbyt wzburzone jak na zwyczajne wspomnienie o jego współpracowniku, ale mężczyzna nie zdradził tego ani w minie, ani w tonie, gdy odezwał się:
- Nie musisz mi niczego wyjaśniać.
- Wiem – powiedział Harry. - Po prostu chciałem, żebyś wiedział.
- Oh. - To rozbroiło mężczyznę. Snape nie odzywał się przez dłuższą chwilę, a następnie zapytał prawie nerwowo:
- Chciałbyś zjeść coś słodkiego?
- Er, tak. Dzięki – odpowiedział.
- Usiądź proszę. - Snape wskazał na lewo. Harry był zaskoczony, gdy zobaczył mały stół zastawiony dla dwojga, stojący obok kominka. Był tak skupiony na swoim niepokoju związanym ze spóźnieniem i na fizycznym szoku zobaczenia Snape'a znowu, że nawet nie zauważył tego dodatku w wystroju pokoju.
Czekające na małym, okrągłym stoliczku, stały tam zestaw do herbaty i trzy talerze.
Harry wślizgnął się na dalsze krzesło, zostawiając to bliższe Snape'owi. Nie był pewien, jak formalnie powinien się zachowywać, ale patrząc na to, co ostatnio robili, gdy byli razem, miał nadzieję, że Snape nie będzie zły, jeśli sam naleję sobie trochę herbaty, gdy mężczyzna zajmował miejsce. Wiedział, że Snape nie lubił, gdy się w niego wpatrywano. Herbata i poczęstunek zaskoczyły go tak bardzo, że wiedział, że gapiłby się na mężczyznę, gdyby nie znalazł czegoś innego do zajęcia uwagi.
Więc nalał im obu po filiżance herbaty i wlewał mleko do tej dla Snape'a, aż przybrała ten sam jasnobrązowy kolor, który pamiętał z ostatniej wizyty.
Gdy ręka Snape'a poruszyła się w kierunku najbliższej z tac, by podnieść jej przykrywkę, Harry nie mógł nie zastanawiać się jaki rodzaj deserów lubił mężczyzna. Nie pamiętał, by kiedykolwiek widział Snape'a jedzącego słodycze, ale w końcu jak wiele czasu spędził patrząc na niego, pomijając ostatni okres? Gdy był w szkole robił wszystko, by unikać tego mężczyzny.
Ku jego szokowi, czekoladowe ciasto, które zawsze było jego ulubionym, wyłoniło się, gdy Snape podniósł przykrywkę srebrnego talerza. Druga z przykrywek ujawniła tartę owocową, którą Ron i on się zajadali, a trzecia zawierała kremową mieszankę, którą uwielbiała Hermiona.
Wspomnienia sprawiły mu kujący ból, przypominając o tym co było, a już nigdy się nie zdarzy, ale udało mu się otrząsnąć z cierpienia. Snape nie zaserwował mu tego, by sprawić mu ból.
- Skąd wiedziałeś? - spytał Harry, oszołomiony tym rozważnym gestem. Nie miał pojęcia skąd mężczyzna dowiedział się, jakie desery on i jego przyjaciele lubili. Z pewnością nie obserwował go aż tak blisko przez te wszystkie lata?
- Zapytałem skrzata domowego, który należał do Malfoy'ów, tego, dla którego byłeś taki przyjazny – powiedział Snape, zdając się być nerwowy.
- Zgredka? - jąkał się Harry. Snape powiedział Zgredkowi, że składał wizytę? Zdawało mu się, że mężczyzna będzie chciał utrzymać fakt, że nawiązują stosunki towarzyskie jako głęboki, ciemny sekret.
Snape przytaknął.
- Mam nadzieję, że moje działania nie były nieodpowiednie ani nietaktowne?
Choć głos mężczyzny był odpowiednio modulowany, to Harry miał wrażenie, że Snape oczekiwał na jego reakcję z niepokojem, jak gdyby wierzył, że chciałby zachować to, co robili, w sekrecie, a może nawet wstydził się tego, że się spotykają.
- Nie, wszystko w porządku. To… bardzo miło z twojej strony. Dziękuję – powiedział, równie wzruszony co zaskoczony.
Skoro Snape wciąż zdawał się tak zażenowany, to sam wyciągnął dłoń, podniósł nóż i uciął spory kawałek ciasta. Po zrzuceniu go na swój talerz, przypomniał sobie o manierach i zapytał:
- Chciałbyś kawałek?
Snape potrząsnął głową.
- Nie, dziękuje.
- To może tarty owocowej? - spytał.
Ponownie, mężczyzna potrząsnął głową i grzecznie odmówił.
- No nie mów mi, że chcesz tą kremową potworność? Jest słodsza od ciasta! - powiedział.
- Nie jadam deserów – odparł Snape.
Tak więc te trzy tace ze słodyczami były tylko dla niego? Usiłując ukryć swój szok, Harry ugryzł ciasto. Było dokładnie tak pyszne jak pamiętał.
- Jest fantastyczne! Dziękuję – powiedział mając prawie puste usta.
- Nie ma za co – odpowiedział Snape. Pewna sztywność zniknęła z jego spiętej postawy.
Harry próbował nie czuć się zażenowany, gdy Snape obserwował jak je ciasto. Gdy ostatni kawałek zniknął, wyciągnął dłoń i wziął trójkąt malinowej tarty z kolejnej tacy. Był dość pełny, ale nie chciał, by Snape zdał sobie sprawę jak przesadny był jego gest. Znaczyło dla niego wiele, że ten samotnik na co dzień, narobił sobie takiego kłopotu by dowiedzieć się, co on lubi i spróbować go zadowolić.
Fakt, że Snape w ogóle chce go zadowalać był szokujący. Znając charakter mężczyzny nie byłby zaskoczony, gdyby Snape nalegał, by wymiana krwi następowała w chwili, gdy przybywał, a seks odbywał się tak szybko, jak to możliwe, z tak małą ilością kontaktu fizycznego i interakcji społecznych jak tylko się dało. To był taki bezosobowy scenariusz, który sobie wyobrażał, gdy proponował ich układ Snape'owi, ale to było… miłe, o wiele lepsze niż chłodna umowa biznesowa, jakiej oczekiwał.
Pamiętając, że powinien przełknąć jedzenie najpierw, Harry spytał:
- Mogę zadać ci osobiste pytanie?
Gdy Snape przytaknął, Harry kontynuował:
- Jeśli oczekiwałeś zawodu, to dlaczego przygotowałeś dla mnie te desery?
- Zawsze istniała możliwość, że się pomylę. W końcu jesteś Gryfonem.
- Nie wiem czy zostałem skomplementowany czy obrażony – powiedział ze śmiechem.
Rozbawienie błysnęło w tych ciemnych oczach.
- Podejrzewam, że musisz zastanowić się nad źródłem i wydać osąd biorąc to pod uwagę.
- No nie wiem. Nigdy nie byłeś nieśmiały, jeśli chodzi o obrażanie mnie prosto w twarz – zwrócił mu uwagę Hary. - Myślę, że to musiał być komplement.
- Jak mówiłem, zupełny Gryfon – powiedział Snape tonem tak suchym i sarkastycznym, że Harry aż pochylił się ze śmiechu.
Gdy znów mógł oddychać, napił się łyka herbaty i zapytał:
- Jak się masz od naszego ostatniego spotkania? Co dzieję się w szkole w tym roku?
Snape nie do końca mrugnął w zdziwieniu, ale to pytanie zdawało się go zaskoczyć.
Ta ukryta reakcja sprawiła, że zastanowił się, jak wiele osób naprawdę starało się odbywać zwyczajne rozmowy ze Snape'em. Charakter mężczyzny nie zdawał się zachęcać do takich normalnych, banalnych rozmów, które były podstawą większości relacji.
- Mam się… dobrze, dziękuję, że pytasz – odpowiedział zbyt formalnie Snape, ale jego oczy zdawały się być niemal ciepłe, gdy powiedział:
- Jeśli chodzi o szkołę, to ten rok przyciągnął, zdaje się, całą rzeszę tępaków, która jest dość męcząca.
- Jak to? - spytał, obserwując krem na tacy i zastanawiając się czy naprawdę musi zjeść kawałek, by być grzecznym.
- Może nie uwierzysz, ale para piątoklasistów zdołała przytwierdzić swoje twarze do zamarzniętego teleskopu na Wieży Astronomicznej w ostatnią sobotnią noc. Przez te wszystkie lata od kiedy tu jestem, to pierwszy raz.
- Że co? Utknęli przez zaklęcie?
Snape potrząsnął głową.
- Najwyraźniej zajmowali się tam romantycznymi czynnościami i oparli się o teleskop. Ślina na ich policzkach przylgnęła do zamarzniętego metalu.
- Au! - powiedział Harry. - Musiałeś ich tak przerazić, że stracili z dziesięć lat życia, gdy ich złapałeś.
- Tak niewiarygodne jak może ci się zdawać, to dość im ulżyło, gdy się na nich natknąłęm. Najwyraźniej tkwili tam przez ponad dwie godziny - powiedział Snape i lekko zgromił go spojrzeniem, gdy Harry nie mógł się powstrzymać od roześmiania. - To nie jest żart. Obaj idioci mieli ciężkie odmrożenia na twarzy i rękach. Krzyczeli o pomoc, ale nikt nie mógł ich usłyszeć przez wiatr.
- Przepraszam. Po prostu… nie mogę sobie wyobrazić jakichkolwiek zbłąkanych uczniów szczęśliwych, że ich złapałeś. Nas straszyłeś na śmierć.
- Poza tobą.
- Po prostu kryłem to lepiej. Wtedy byłeś zmorą mojego życia - stwierdził Harry.
- Naprawdę? Dziękuję – odparł Snape.
- Tak na wszelki wypadek, gdybyś czuł się zdezorientowany, to nie miał być komplement – powiedział, uśmiechając się szeroko, bo mógł zobaczyć jak zadowolony był Snape z tego wyznania.
- Jestem pewien, że uszczęśliwi cię wiadomość, że byłeś dla mnie bardziej denerwujący niż Czarny Pan – odpowiedział mężczyzna.
Jego uśmiech zgasł.
- Nie chciałem być. Zdaje mi się, że od samego początku nie rozumieliśmy się i nie ufaliśmy sobie. Ja, er, mam nadzieję, że to się teraz zmieni.
- Być może już się zmieniło – odparł Snape niepewnie. Przez chwil zdawał się zmuszać do patrzenia Harry'emu w oczy, zanim nie zniżył ich na herbatę.
Zdając sobie sprawę, jak trudne było dla Snape'a wyciągnięcie do niego przyjaznej ręki na jakimkolwiek poziomie, Harry położył dłoń na czarnej wełnie rękawa mężczyzny. To był pierwszy raz, gdy dotknął go tej nocy. Materiał pod jego palcami mógł być szorstki i ciężki, ale ciepło, które poczuł pod spodem sprawiało, że jego oddech przyspieszył, a serce zaczęło walić.
Kontakt sprawił, że wzrok Snape znów odnalazł jego oczy. Zanim Harry zdał sobie sprawę co robi, już pochylał się wzdłuż małego stolika, by pocałować mężczyznę. Złapał za szczupłe ramiona by oprzeć się i nie zgnieść ciasta.
To było oczywiście niemożliwe, ale usta Snape'a naprawdę smakowały bardziej słodko niż czekoladowe ciasto. Mężczyzna zdawał się zamrożony w zaskoczeniu, tak jak przy poprzednich kilku razach, gdy Harry inicjował podobną czynność. Jednak po chwili cienkie wargi pod jego własnymi uchyliły się, a dłoń Snape'a uniosła się, by wplątać się we włosy z tyłu jego głowy. Ich języki dotknęły się niepewnie, a ich usta zaczęły gnieść się wzajemnie w pragnieniu.
Nawet opierając się o Snape'a, zaczął się chwiać. Chwilę zajęło mu zorientowanie się, że jego partner także się przechyla, gdy ich ciała przysuwały się do siebie, niczym księżyc grawitujący w kierunku planety, wokół której orbitował. Choć zdecydowanie kto był księżycem, a kto planetą było dość trudne do ustalenia. Obaj zdawali się być dość owładnięci pocałunkami.
Gdy zbytnio zbliżył się do ciasta, Harry zmusił się do odsunięcia się od rozkosznych ust Snape'a. Fakt, że efekt śliny mężczyzny sprawiał, że pokój wirował, z całą pewnością nie pomagał mu w utrzymaniu równowagi.
Łapiąc oddech, spojrzał na Snape'a. Gorąco w tych ciemnych oczach zaskoczyło go równie mocno, co zadowoliło. Wciąż nie mógł uwierzyć, że mężczyzna chce go dotknąć, że pragnie więcej niż tylko jego krwi.
Harry usiłował nie przypominać sobie, że Snape by tak dobrym aktorem, że zdołał oszukać paranoicznego Voldemorta przez więcej niż osiem lat. Mógł mu po prostu pobłażać, ale Harry pragnął go tak bardzo, że był zdecydowany mu na to pozwolić.
Kierując się impulsem, opadł na kolana przed Snape'em. Jego szaty były jak zwykle rozpięte, ukazując schludnie zapiętą kamizelę, a pod nią wykrochmaloną, białą koszulę z wysokim kołnierzykiem.
Harry położył dłonie na kolanach Snape'a i podniósł wzrok by przeszukać jego twarz.
Mężczyzna nie wyglądał jakby udawał. Snape obserwował go z tym samym niedowierzaniem, które znajdowało się na jego twarzy za każdy razem, gdy Harry dotykał go z własnej woli.
Harry pozwolił, by jego kciuki gładziły szwy spodni mężczyzny, muskając wrażliwą, wewnętrzną część ud. Mógł powiedzieć, jak ciężko Snape walczył ze sobą, by utrzymać kontrolę, ale nawet delikatna pieszczota wywołała syczący oddech.
- Podoba ci się? - wyszeptał Harry, wytyczając ścieżkę po wewnętrznej stronie ud, ku członkowi Snape'a. Nie patrzył na to, co robiły jego ręce. Utrzymywał wzrok na twarzy mężczyzny, usiłując coś z niej wyczytać.
Widział, jak szybko Snape oddychał. Mężczyzna, którego zaczynał postrzegać jako swojego kochanka, wyglądał jakby walczył ze sobą.
Po kolejnej minucie, gdy palce Harry'ego wciąż bawiły się w ten sposób, Snape przełknął z trudem i odparł:
- Tak, bardzo.
Z wyrazu jego twarzy wynikało jasno, że mężczyzna obawia się, że dalsza stymulacja ustanie, gdy tylko przyzna się, jak bardzo go ona zadowala.
Im dłużej był z tym mężczyzną, tym bardziej zdawał sobie sprawę, że nie posiadanie żadnej przeszłości było lepsze, niż posiadanie tak popieprzonej, która sprawiała, że miałeś wątpliwości co do każdego dotyku i aktu życzliwości. Widząc, że Snape ciągle oczekiwał zdrady, nie mógł nie docenić jak wiele odwagi wymagało zorganizowanie dla niego tych deserów wcześniej.
Wciąż patrząc mu w oczy, skierował dłonie wyżej.
Snape sapnął, gdy nacisnął na imponującą wypukłość pod zamkiem błyskawicznym. Przytrzymał pasek mężczyzny i odpiął guzik, a potem ostrożnie rozsunął rozporek.
Szczelina znajdująca się naprzeciw bielizny Snape'a rozszerzyła się i ten czerwony jak wino penis wyślizgnął się. Harry wziął w dłoń wilgotny członek. Dopiero wtedy opuścił wzrok, zniżył głowę, otworzył usta szeroko i wziął go całego do środka.
Gdy to zrobił, zdał sobie sprawę, że będzie musiał się bardzo postarać, by przestać myśleć o mężczyźnie jako o „Snape'ie", zwłaszcza gdy robili coś… intymnego.
Zduszony dźwięk, który zabrzmiał nad nim był tak słodki i erotyczny, jak smaki, które przepływały przez niego. Snape – nie, poprawił się w duchu – Severus, smakował słono, czymś gorzkim i tą nieoczekiwaną słodyczą, która zdawała się wypalać ścieżkę przyjemności prosto do penisa Harry'ego.
Gdy Harry zaczął ssać pięknego członka, Severus wyciągnął rękę by dotknąć jego wciągniętego policzka, a jego palce głaskały miejsce, gdzie usta Harry'ego go otaczały. Nawet dłonie Severusa w jakiś sposób wyrażały zdumienie, że to się dzieje naprawdę.
Harry nie mógł winić mężczyzny za jego odczucia. On też nie był w stanie uwierzyć, że robił to z Severusem Snape'em. Nawet więcej, nie mógł uwierzyć jak bardzo podobało mu się to, co robił.
Harry tym razem był lepszy w fizycznych aspektach robienia loda. Nie czuł, że się dławi, gdy objętość Severusa wypełniła jego gardło. Ledwie possał cztery razy, gdy mężczyzna wydał głośny jęk i eksplodował w jego ustach.
Zdał sobie sprawę, że Severus musiał być podniecony już od jakiegoś czasu, jeszcze zanim zaczęli się całować, skoro doszedł tak szybko. Zadowolony ze swego odkrycia, Harry oparł policzek na okrytym spodniami udzie, gdy mężczyzna usiłował wyrównać oddech. Dłoń Severusa wślizgnęła się w jego włosy i zaczęła przebierać palcami przez nieporządną, czarną plątaninę.
- Wybacz mi – wyszeptał Severus.
Tego się nie spodziewał. Uniósł głowę i spytał:
- Co miałby ci wybaczyć?
- To było… bardzo szybkie – powiedział Severus, a jego niezdrowe policzki pokryły się czerwienią.
- A jednak smakowało świetnie – odpowiedział uśmiechając się szeroko w kierunku tej zażenowanej twarzy.
Zakłopotana linia zmarszczyła środek czoła Severusa, pomiędzy czarnymi skrzydłami jego włosów.
- Nawet cię nie dotknąłem.
- Noc jest ciągle młoda – stwierdził Harry.
- To prawda – zgodził się mężczyzna, a jego palce rozczesywały włosy Harry'ego, jak gdyby nie mógł się powstrzymać od dotykania ich. - Czy chciałbyś przenieść się do sypialni?
Wstał przytakując.
Tym razem rozbieranie się nie było tak stresującym doświadczeniem dla Severusa, jak ostatnim razem, gdy to robili. Ponownie, Harry skończył zanim mężczyzna rozpiął guziki kamizelki. Harry siedział na łóżku, patrzył i czekał. Severus nie odwrócił się od niego, ani się nie chował. Przeciwnie, mężczyzna nie odrywał od niego oczu, gdy się rozbierał, poza chwilą gdy przekręcił się, by odwiesić ubrania do szafy.
Pościel miała barwę ślizgońskiej zieleni, zamiast brązu sprzed dwóch tygodni.
- Zmieniłeś pościel. Podoba mi się ten kolor – powiedział Harry.
- Pasuje do twoich oczu – odparł Snape podchodząc do łózka.
- Naprawdę? - spojrzał w dół, a potem z powrotem na mężczyznę.
Zatrzymując się tam, gdzie Harry siedział na rogu łóżka z czterema kolumienkami, Severus przytaknął dziwnie poważnie i powiedział:
- Twoje oczy zmieniły barwę na dziwnie głęboki, żywy kolor, gdy doszedłeś we mnie ostatnio.
Harry był zaskoczony, że Severus zastanawiał się nad czymś takim, a tym bardziej, że mu o tym powiedział. Rozważał, czy Snape myślał o nim, gdy nie byli razem; sądził, że to była odpowiedź na jego pytanie. To był takie inne od tego, jak sobie wyobrażał, że ich umowa będzie wyglądać, że nie wiedział jak powinien się zachować. Mógł poczuć, jak jego policzki się czerwienią, gdy spojrzał na pościel, która według Severusa miała kolor jego oczu, gdy dochodził.
- Sprawiłem, że poczułeś się niekomfortowo. Wybacz mi – powiedział Severus sztywno.
Harry znów na niego spojrzał.
- Nie, to było całkiem miłe.
- I dlatego właśnie zdajesz się być taki zamroczony – głos Severusa był pełen ironii, gdy siadł koło Harry'ego na brzegu łóżka, wystarczająco blisko, by Harry mógł poczuć bijącego od niego ciepło, ale bez żadnego kontaktu między ich nagimi ciałami.
- Ja… nie wiem co powinienem robić, Potter. Moje interakcje towarzyskie przez ostatnie trzydzieści lat związane były z pracą albo ograniczone do negocjacji z prostytutkami. Nie wiem gdzie są granice – co jest, a co nie jest odpowiednie w naszej… umowie. Będziesz musiał mi powiedzieć, gdy będę je przekraczał.
- Nie przekroczyłeś żadnych granic - zapewnił go Harry. - Po prostu…
- Tak? - Normalnie takie pytanie od Snape'a byłoby pełne irytacji, ale dziś jego głos brzmiał tylko zachęcająco, jak gdyby mężczyzna naprawdę starał się zrozumieć, czego Harry od niego chciał.
To, że Snape w ogóle próbował, było niesamowite.
Biorąc głęboki wdech, Harry starał się wyjaśnić:
- Wydaje mi się, że oczekiwałem czegoś innego.
- Czego? - Ostrożność pojawiła się w głosie Severusa.
- Wyobrażałem sobie, że skoro za sobą nie przepadamy, to po prostu się pożywisz i tę część z seksem odbębnisz jak najszybciej się da – powiedział.
- Rozumiem. - Przezorność Severusa zmieniła się w odtrącony dystans. Harry mógł zobaczyć te niewidzialne osłony, które pojawiły się pomiędzy nimi, tak grube, jak ściany Hogwartu.
- Nie, nie miałem tego na myśli. Oczekiwałem, że to tak będzie wyglądało, ale to nie jest tak... wyrachowane. Jest… zabawnie.
- Oh – odpowiedział mężczyzna miękko, a jego dystans zastąpiło zmieszanie.
- Po prostu mnie zdumiałeś – przyznał Harry. Przełykając ślinę, zmusił się do uśmiechu i powiedział:
- Pewnie cię nie zdziwi, gdy przyznam się, że nie do końca to przemyślałem.
- Jedynym wielkim zaskoczeniem jest to, że wróciłeś dzisiejszej nocy - odpowiedział Severus.
Harry przełknął, coś w środku niego zacisnęło się, jak gdyby pięść dokoła serca. Okoliczności zrobiły się trudniejsze, bardziej intensywne, niż te, które mógł sobie wyobrazić.
Wziął głęboki wdech na myśl, jak bardzo się mylił. Jak mógł być tak głupi i uwierzyć, że zaproponowanie przekazywania krwi zdesperowanemu wampirowi, który nie znał niczego innego niż pogarda przez całe swoje życie, za seks bez zobowiązań, jest dobrym pomysłem? Czy on w ogóle miał jakiś mózg?
- Czy powiedziałem zbyt wiele? - spytał Severus w ciszy.
- Nie – szybo zapewnił go Harry. Może i był zbyt głupi by żyć, jeśli chodzi o ocenianie emocjonalnych pułapek, ale nie był aż takim idiotą, by narażać to, co miał z Severusem.
- Jeśli pragniesz mniej interakcji towarzyskich, to… - zaczął z posępną miną mężczyzna, zanim świadomie nie ukrył tego pod obojętnym wyrazem twarzy.
- Nie – uciął Severus'owi. - Chcę cię lepiej poznać.
Zanim mężczyzna mógł powiedzieć cokolwiek więcej, co zaboli jego serce, Harry wziął go w ramiona i pocałował głęboko.
Dłoń Severusa złapała jego ramiona, gdy starszy mężczyzna położył się na plecach na łóżku i przesunął go na siebie, wciąż zatopiony w pocałunku. To było wspaniałe, choć Harry sądził, że najpierw powinni zając się karmieniem, zanim zupełnie nie utonie w doznaniach. Więc przeniósł się na bok, odwrócony przodem do Severusa.
Mężczyzna wydawał się wiedzieć, jaki efekt miała jego ślina na partnerze, bo odsunął się, gdy tylko Harry poczuł, jak jego zmysły wirują.
Uśmiechnął się do Severusa, przyciągnął głowę mężczyzny do swojej szyi i wyszeptał cicho:
- Pożyw się teraz.
Severus nie musiał być proszony drugi raz.
Harry był pod wielkim wrażeniem kontroli swojego towarzysza. Wiedział, że Severus musiał cierpieć z głodu przez cały czas, gdy byli razem, ale mężczyzna nigdy nie pokazywał swojej potrzeby słowami ani czynami. Za każdym razem z tych trzech, gdy byli ze sobą, nawet za pierwszym, który Severus opisał jako kryzys, zachowywał się powściągliwie i czekał, aż Harry zaprosi go do karmienia.
Zrozumiałby to w pełni, gdyby Severus pytał lub nakłaniał go, by jak najszybciej mieć żywienie za sobą, gdy tylko przybył, ale on nigdy tego nie zrobił. Harry nie mógł go nie podziwiać. Tak jak i nie mógł nie odpowiedzieć na język liżący żyłę na jego szyi.
Przyjemność była nie do opisania. Przemieszczała się w dół jako wielkie ciepło, które sprawiało, że stawał się zarówno ospały jak i pełen energii. Kontrast tych przeciwnych sobie odczuć był podniecający. Gdy ciepło uderzyło w jego genitalia, zmieniło się w niewypowiedzianą rozkosz. To było jak niezwykła chwila orgazmu, która została zamrożona w czasie i powtarzała się cały czas, gdy Severus się żywił. Te dzikie i niesamowicie intensywne odczucia przechodziły przez niego cały czas, gdy mężczyzna wysysał jego krew. W chwili, gdy uzdolniony język Snape'a lizał część jego szyi, by odczulić przebite dziurki, Harry był bezmyślny z potrzeby.
Severus przewrócił się na brzuch i rozłożył nogi. Dysząc, Harry wpatrywał się w te apetyczne, lekko zaokrąglone pośladki i prawie nieskończony obszar bladej skóry zaoferowanej mu i robił wszystko, by nie dojść tylko od tego prowokacyjnego widoku.
Mimo, że bardzo chciał po prostu oprzeć się o plecy Severusa i wziąć to, co było mu ofiarowywane, jego sumienie mu nie pozwalało.
- Ty... nie musisz tego robić – powiedział chrapliwie. W jego głowie wciąż wirowało od działania wampirzej śliny Severusa. Prawie nie mógł myśleć, nie wspominając o mówieniu.
- Myślę, że zrobimy to inaczej.
Może popatrzymy jak eksplodujesz bez żadnego dotyku – podpowiedział mu nieprzytomny umysł. Jeśli coś szybko nie da mu ulgi, to umrze z pragnienia. Jego penis pulsował tak mocno, że było to bolesne.
Severus przesunął się na bok, w bardziej komfortową pozycję do rozmowy. Jego dłoń wsunęła się pod poduszkę by wyciągnąć brązowy słoiczek z lubrykantem, który Harry pamiętał z ostatniej wizyty.
- Myślałem, że ostatnio ci się podobało – powiedział Severus, wyciągając słoik ku niemu.
- Tak było, ale… nie musisz…
Severus wyciągnął wolną rękę, by pogłaskać palcami policzek Harry'ego.
Nawet ta delikatna stymulacja wystarczyła, by jego ciało podskoczyło z nadziei i wyrwało z niego sapnięcie.
- Wiem, że nie muszę – powiedział Snape tonem tak miękkim jak wyraz jego twarzy. - Chcę.
- Naprawdę? - Zastanawiał się czy brzmi na takiego idiotę, jak mu się wydawało.
Severus zdawał się słyszeć to niewypowiedziane „dlaczego", bo odpowiedział:
- Penetracja nie dawała mi przyjemności od tak dawna, że zapomniałem, że może być inaczej. To, co ze mną zrobiłeś ostatnio było… naprawdę wspaniałe.
To nie było sprawiedliwe, że nawet, gdy jego mózg rozpuścił się z pragnienia, ten mężczyzna wciąż mógł sprawiać ból jego sercu bez żadnych starań.
- Proszę, pozwól mi to znów poczuć – poprosił cicho Snape.
Harry nie czuł, że się porusza, ale nagle popychał Severusa na plecy i całował go głęboko i długo.
- Ostrożnie – te słowa były mu już dobrze znane i zabrzmiały w chwili, gdy pokój przechylił się ostro w prawo, a potem w lewo z równie wielką siłą.
Severus odepchnął go i włożył słoik w jego dłoń. Potem podciągnął kolana do ramion, by jego tyłek został odsłonięty.
Prawie oszołomiony, Harry ściągnął pokrywkę, wylał połowę na prawą rękę i włożył śliski palec pomiędzy jego pośladki. Severus wyglądał tam tak pięknie… tak niesamowicie ciasny i gorący, gdy jego palce wślizgnęły się w głąb dobrze ukrytego otworu.
Pracując na autopilocie, pchnął do środka, aż znalazł zaokrągloną wypustkę. Jęk Severusa potwierdził, że dotknął właściwego miejsca. Kilka następnych minut było ciemną plamą, pełną bezsilnych okrzyków przyjemności Severusa i jego własnych, pełnych bólu charczeń, gdy pracował, dopóki nie rozciągnął tego niesamowicie ciasnego wejścia wystarczająco, by mogło go przyjąć.
W końcu Severus wydawał się wystarczająco rozluźniony. Znów chwycił słoik, wylał większość tego, co zostało na swojego penisa, ustawił się naprzeciw małego wejścia i pchnął. Wchodzenie w mężczyznę było jak powrót do prawdziwego domu, znalezionego po długim czasie.
Ustawił się i pchnął tak, by uderzyć w ten specjalny punkt. Ochrypły okrzyk jego towarzysza powiedział mu, że trafił. Znów i znów ocierał się o to miejsce, aż świat eksplodował w rozsadzającej mózg przyjemności, gdy dochodził, dochodził, dochodził w głębi Severusa. W tej chwili nie było na świecie niczego, tylko Severus i nie chciał, by to się kiedykolwiek zmieniło.
Życie nie mogło być lepsze od tego, co teraz czuł. Nigdy nie był tak połączony z niczym, jak z Severusem Snapem w tej chwili. Nie chciał, by to się kiedykolwiek skończyło i przez moment wydawało się, że tak będzie, że rozkosz będzie trwać wieki.
Harry był tylko półświadomy, gdy Severus oblał jego twarz i pierś swoim własnym lepkim darem i w ogóle nieświadomy, że zemdlał sekundy po orgazmie.
