- Auuuu – jęczał Harry, gdy rozrywały go fale czystej agonii.

- Harry? Harry? - znany mu, zmartwiony głos, wołał go jakby z dużej odległości.

Zmusił swoje zaropiałe oczy do otworzenia się. Pierwszy, rozmazany obraz, jaki zobaczył stanowiły rude włosy i piegi.

- R… Ron?

Czy umarł? Wiedział, że Ron nie mógł tu być, więc to on musiał być martwy, ale nie sądził, że śmierć będzie taka bolesna. Miał wrażenie, że jego ciało płonie, spala się od wewnątrz.

- Nie Harry. Sam – głos poprawił go łagodnie.

Sam? Jego umysł przekopał się przez listę braci Weasley'ów, ale nie mógł znaleźć żadnego Sama. Więc spytał:

- Sam?

A w każdym razie wydawało mu się, że zapytał. Brzmiało to bardziej jak skrzek.

- Sam Edgeware – odpowiedział głos, a potem wydawało się, że mówi do kogoś innego. - Co jest nie tak z jego pamięcią? Myślałem, że klątwa trafiła w jego udo?

- To środki przeciwbólowe. Ciesz się. Już niedługo zupełnie przestaną działać – powiedział nadgorliwy męski głos, płynący jakby z daleka.

Harry nie mógł skoncentrować się wystarczająco, by się skupić. Tak, jak powiedział ten ostatni z głosów; ból go rozpraszał.

- Harry, tak mi przykro… tak bardzo mi przykro – powiedział ten pierwszy, znajomy mu głos. Brzmiało to tak, jakby Ron… nie, jakby Sam, płakał. - To wszystko moja wina!

- C...cooo? - Nawet wypowiedzenie tej pojedynczej sylaby, wymagało od niego dużo silnej woli, by zabrzmiała ona spójnie.

- Panie Edgeware, jeśli ma pan zamiar niepokoić mojego pacjenta, to muszę prosić by pan wyszedł – zganił ten oficjalny, obcy głos.

Pacjenta? Harry niejasno zdał sobie sprawę, że to musi być szpital.

Sam tu był, więc cokolwiek sprawiło, że się tutaj znalazł, musiało być związane z pracą. Zmuszając się do myślenia, usiłował sobie przypomnieć co się stało. Zajmowali się sprawą. Czarodziejem, który rzucał Imperisua na mugolskie uczennice. Sam i on mieli sprowadzić tego bydlaka i wtedy wszystko poszło źle. Pamiętał zielone światło Klątwy Zabijającej, zmierzające w kierunku Sama. Pamiętał, jak odepchnął Sama z drogi, bo wiedział, że jego osłony były wystarczająco silne, by odbić nawet Avadę Kedavrę z powrotem do rzucającego zaklęcie, ale Sam zostałby pokonany. Jednak zanim ten drań padł, rzucił klątwę. Harry tylko o niej czytał w książkach do OPCM, a była to klątwa, której nawet szeregi Voldemorta nie śmiały użyć, bo istniała spora szansa, że zostanie odbita z powrotem do tego, od kogo wyszła. Harry był zbyt zajęty Niewybaczalnym, więc druga z klątw uderzyła w jego udo z całą mocą… i teraz było ono powoli pożerane przez jedno z najgroźniejszych zaklęć znanych Czarodziejskiemu Światu.

Ostatnim razem, gdy Harry oglądał swoje udo, miał tam krwawy pęcherz z czarnym środkiem wielkości knuta, idealnie pomiędzy kolanem, a genitaliami. Czarny środek był kiedyś fragmentem uda, ale teraz stanowił płynną, trującą miazgę, która wolno pochłaniała pozostałe ciało. Ten proces wykraczał poza agonię, a Harry nie chciał myśleć, jak szybko pnąca się zaraza dotrze do pachwiny. Nie było lekarstwa. Ta cholerna klątwa karmiła się magią, więc im silniejszy czarodziej, tym szybciej się rozprzestrzeniała. Był tak skończony, że to nie było nawet zabawne.

Uzdrowiciele powiedzieli mu, że mogą panować nad bólem na początku, ale eliksiry nie będą działały zbyt długo. Klątwa Orbita Acidus, bardziej znana jako Acid Wheeler, * była jedną z najniegodziwszych w Świecie Czarodziejów.

- Jak się masz Harry? - głos Sama przerwał jego rozmyślań.

Zmuszając się do skupienia uwagi na niewyraźnej, pełnej łez twarzy, wyrzęził:

- Nie twoja wina.

Z jakiegoś powodu to spowodowało, że łzy Sama zaczęły płynąć mocniej.

Skoro jego przyjaciel nic nie mówił, zorientował się, że znów odpływa przez środki przeciwbólowe. Przez dłuższą chwilę czuł się niemal w porządku w jakiś pełen dystansu sposób, ale wtedy pulsujący ból w udzie zaczął rwać czerwonym gorącem i wybudził się z dławiącym łkaniem.

- Harry?

To był głos Sama, ale nie był tym, którego pragnął.

- Sev'rus? - zawołał, gdy ból znów się zwiększył.

-Sev'rus? Kim jest Sev'rus? - spytał zmieszany Sam.

Głos tego dziwnego lekarza podpowiedział:

- Jedyny Sev'rus o jakim słyszałem, to Severus Snape, mistrz eliksirów w Hogwarcie. Ale z całą pewnością to nie jego musi wzywać pan Potter.

- Dlaczego nie? - Sam znów brzmiał, jak gdyby oddalał się coraz bardziej z każdą minutą.

- Sev'rus? - zawołał znów, gdy kolejna fala bólu rozbłysła w nim. Poczuł dłoń zaciskającą się na jego własnej, ale te palce nie były wystarczająco długie ani chłodne, by należeć do Severusa.

- Byliśmy w innych domach, przyszedłem do Hogwartu dwa lata po Potterze. Ich pełne krzyków awantury były legendarne. Zakładaliśmy się o to, czy Potter przetrwa lekcje Snape'a wystarczająco długo, by Voldemort zdążył go dopaść – wyjaśnił uzdrowiciel.

- Harry – zawołał Sam. - Czy pytasz o Severusa Snape'a?

- Sev'rus… potrzebuję Sev'rusa – było wszystkim, co zdołał powiedzieć.

- Jest naćpany, panie Edgeware. Nie zastanawiałbym się zbytnio nad tym, co mówi – poradził mu czarodziej.

- Er… jak długo…? - Sam spytał drżącym głosem.

- Dwa dni, może trzy, jeśli będzie miał wyjątkowego pecha – lekarz odpowiedział miękko.

- Cholera, czy nic nie możecie dla niego zrobić? Podobno jesteście najlepsi – domagał się Sam, brzmiąc zarówno na wściekłego, jak i przerażonego.

- To prawda, ale niektórych rzeczy nie da się wyleczyć, panie Edgeware. Jakakolwiek zaklęcie rzucone na tą klątwę tylko przyspieszy jej działanie i zwiększy ból. Jest tak śmiertelna jak Avada Kadavra, ale nie tak bezbolesna.

Po tym ponurym oświadczeniu zapadła cisza i pozostała tylko ciągle wzrastająca agonia i spocona dłoń Sama ściskająca jego rękę. Harry starał się znaleźć coś, nad czym mógłby się zastanawiać, a co pomogłoby mu odciąć się od bólu i jego myśli znów powróciły do Severusa. Miał okropne wrażenie, że skamlał imię Severusa raz za razem, jak mantrę przeciw cierpieniu palącym jego ciało.

Jakiś czas później zabrzmiał dzwon i ręka Sama zacisnęła się.

Piskliwy, kobiecy głos, należący bez wątpienia do uzdrowicielki, powiedział:

- Przykro mi panie Edgeware, godziny odwiedzin się skończyły. Muszę poprosić pana, by pan wyszedł.

- Nie mógłbym z nim zostać? Uzdrowiciel powiedział, że nie zostało mu już zbyt wiele czasu – prosił Sam.

- Bardzo mi przykro, ale nawet w tej sytuacji musimy mu pozwolić na jak największy spokój i odpoczynek – stwierdziła kobieta miłym tonem.

- O której w takim razie mogę wrócić? - spytał Sam, brzmiąc na przerażonego.

- Jutro rano o dziesiątej – odpowiedziała.

- Wrócę, Harry. Przyrzekam. Trzymaj się kumplu – powiedział Sam.

Otworzył oczy akurat w chwili, gdy ładna brunetka w białych szatach uzdrowiciela wzięła Sama pod ramię i wyprowadziła go przez drzwi.

Wróciła chwilę później, podniosła koc z jego kolan i zdjęła bandaże z jego uda. Jej pulchna, ładna twarz wykrzywiła się z niesmaku, gdy zmieniała opatrunek. Po przykryciu go kocami, wyjęła małą, czarną fiolkę z kieszeni szat, otworzyła ją i podniosła jego głowę, by przelać zawartość do jego otwartych ust.

Smakowało obrzydliwie, ale ogień pożerający jego ciało trochę zmalał, gdy eliksir dotarł do jego pustego żołądka.

- Dzięki – wyszeptał.

- Niech się pan postara odpocząć, panie Potter. Zajrzę do pana wkrótce.

Zostawiła go samego z tym bólem w pokoju. Środki przeciwbólowe w końcu zadziałały i odpłynął na kolejną chwilę.

Gdy znowu otworzył oczy, Ron i Hermiona stali przy jego łóżku, patrząc na niego. Nosili mundurki i szaty szkolne. Wyglądali dokładnie tak, jakby wciąż byli na szóstym czy siódmym roku.

Jego oczy napawały się widokiem dawno utraconych przyjaciół. Zapomniał, jak rażący był czerwony kolor włosów Rona i jak uroczy był zadarty nos Hermiony.

Zastanawiając się czy przyszli, by zabrać go ze sobą, wyciągnął dłoń by ich dosięgnąć, ale zdawali się stawać bardziej mgliści i ciemnieć, gdy jego ręką zbliżała się do nich, a potem zniknęli zupełnie.

- Nie… wróćcie… - błagał, ale pokój w szpitalu był pusty. Był tu tylko on i cienie.

Następnym razem, gdy zdołał odzyskać przytomność, widmowy Severus stał w miejscu, gdzie wcześniej znajdowali się Ron z Hermioną. Wiedział, że nie ma sensu wyciągać ręki, by nie sprawić, że mężczyzna też zniknie.

- Przyszedłem, jak tylko się dowiedziałem - powiedział duch przyciszonym głosem.

- Sev'rus? - szepnął.

W przeciwieństwie do jego wyobrażonych gości, Severus dotknął jego policzka. Jego chłodna dłoń wydawała się prawdziwa.

- Twój współpracownik powiedział, że uderzyła w ciebie Orbita Acidus – powiedział mężczyzna niskim tonem, a w jego oczach była dzikość, której nigdy wcześniej w nich nie widział.

Wyciągnął rękę, by dotknąć miękkiej wełny na rękawie mężczyzny i skinął głową.

- Uzdrowiciel powiedział, że zostały mi dni.

- Jakie środki przeciwbólowe bierzesz? - zapytał mężczyzna, gdy jego dłoń uniosła powieki Harry'ego, by mógł zajrzeć do jego oczu.

- Nie wiem. Karta w nogach łóżka - wychrypiał i spytał:

- Jesteś prawdziwy?

Severus już czytał jego kartę, przeglądając notatki medyczne, ale spojrzał na niego i zapytał:

- Słucham?

- Hermiona i Ron byli tu wcześniej – wyjaśnił Harry.

Severus milczał przez chwilę, zanim nie odpowiedział dziwnie łagodnie:

- Dostajesz mugolskie opiaty, by zmniejszyć dopływ magii. Halucynacje to normalny efekt uboczny i nie musisz się tym martwić.

- Nie martwiłem się – odpowiedział. - Dobrze było ich zobaczyć. Wyglądali na szczęśliwych. Nie chcieli mnie ze sobą zabrać.

- Jeszcze nie czas na ciebie – Severus powiedział tym samym, czułym tonem, powracając do boku łóżka.

- Uzdrowiciel powiedział, że będzie bardzo źle… zostaniesz ze mną? - starał się nie brzmieć żałośnie, ale naprawdę nie chciał być sam.

- To się nie zdarzy – powiedział stanowczo Severus głosem głowy domu, który nie tolerował żadnych argumentów. - Mogę cię zbadać?

- Pewnie – przytaknął Harry.

Severus musiał dowiedzieć się z karty, gdzie został zraniony, bo podniósł błękitny koc i białe prześcieradło, a potem ostrożnie ściągnął opatrunek, którym uzdrowicielka wcześniej owinęła lewe udo.

- Dzięki Merlinowi – westchnął Severus. - Wciąż jest zakażone.

Harry zagapił się na czerwoną kulę ropy. Już nie miała wielkości knuta. Pęcherz krwi z cuchnącym czarnym środkiem, był teraz tak wielki, jak pół funta, które ciotka Petunia i wuj Vernon dali mu jako prezent świąteczny któregoś roku.

- Skąd się dowiedziałeś? - spytał Harry, spoglądając w górę na twarz Severusa, gdy mężczyzna pochylił się bliżej jego gnijącej rany. - Znowu napisali o mnie w Proroku?

Snape pokręcił głową. - Twój przyjaciel Sam zafiukał do mnie piętnaście minut temu, by spytać, czy jesteśmy znajomymi. Powiedział mi co się stało i że o mnie pytałeś. Przyszedłem tak szybko jak mogłem.

- Dzięki. Ja, er… chciałem cię zobaczyć zanim… zanim zrobi się bardzo źle. Chciałem ci powiedzieć…

- Potter, możesz mi powiedzieć co tylko zechcesz, ale teraz musimy się zająć tą raną zanim nie zrobi się zbyt duża – przerwał mu Severus.

- Na Acid Wheelers nie ma lekarstwa – przypomniał mu, przygryzając wargę, gdy ból znów zaczął się zwiększać.

- Ufasz mi? - zapytał mężczyzna z dziwną intensywnością.

Nawet odurzony i na pół nieświadomy z bólu, Harry wciąż uważał to pytanie za absurdalne, skoro przez ostatnie dwa miesiące oferował temu mężczyźnie swoje gardło co dwa tygodnie.

- Oczywiście.

- Pozwolisz mi się wyleczyć? Muszę cię ostrzec, że to będzie bardzo bolesne przez krótki czas. Ale kiedy skończę powinieneś odzyskać pełnię sił – powiedział Severus.

- Czy mówisz o przemienieniu mnie? - To była jedyna rzecz, jaka przychodziła mu do głowy, która ocaliłaby go od śmierci – przemienienie w wampira.

Szok Severusa był widoczny, nawet dla kogoś naćpanego morfiną.

- Nigdy. Sam bym cię zabił, zanim bym przekazał tę klątwę na ciebie.

Harry nie sądził, że Severus mógłby to zrobić, ale musiał się upewnić.

- W takim razie proszę bardzo – powiedział.

To bardzo zaskoczyło mężczyznę.

- Nie chcesz wiedzieć co będę robił?

Potrząsnął głową.

- Nieważne. Ufam ci.

Mężczyzna wyjął różdżkę z kieszeni, rzucił zaklęcie wyciszające na pokój i otoczył osłonami zamknięte drzwi.

- Pozwoliłem sobie na zasugerowanie twojej uzdrowicielce, że już wykonała wszystkie obowiązki z tobą związane, więc nie powinna nam przeszkadzać. Czy bardzo cierpisz?

- Dość. Nie jest tak źle – zaprzeczył.

- Co oznacza, że pewnie doświadczasz bólu podobnego do Cruciatusa – przetłumaczył Severus cierpko.

Snape zajął miejsce tuż przy jego prawym łokciu, a potem pochylił się nad nim.

Zaskoczony zdał sobie sprawę, że Severus chce go pocałować. Wycieńczony i naćpany, mógł tylko unieść głowę. Palce Severusa objęły jego policzek, gdy się całowali, przytrzymały go i ostrożnie pociągnęły w dół, by wargi Harry'ego były tak otwarte, jak tylko się dało.

Severus nie całował go tak po prostu. Język celowo przenosił ślinę z jego ust do ust Harry'ego. Zwykle coś takiego spowodowałoby u niego odruch wymiotny, ale był tak nieprzytomny, że po prostu przełykał ślinę mężczyzny tak szybko, jak ją dostawał.

W chwili, gdy wampirza ślina dostała się poza jego wargi, niewyraźny świat Harry'ego zaczął wirować. Pulsowanie w udzie zdawało się znacznie osłabnąć, gdy ciepłe mrowienie rozprzestrzeniło się po nim.

Sporo czasu minęło nim Severus się odsunął. Gdy skończył z jego wargami, mężczyzna wszedł na łózko i pochylił się nad dolną połową ciała Harry'ego, jak gdyby chciał mu zrobić loda. Ale zamiast ssać jego penisa, język Severusa zaczął ostrożnie lizać obszar, w którym był pęcherz Acid Wheeler, pokrywając czerwono-czarną ranę dużymi ilościami śliny.

Jego język sprawiał mu cholerny ból, gdy poruszał się delikatnie po pokrytej pęcherzem powierzchni. Harry przygryzł dolną wargę, nie chcąc pozwolić na to, by jego jęk wydostał się na zewnątrz. Jednak po kilku chwilach ślina weszła w tkankę i przestało tak bardzo boleć. W każdym razie do momentu, gdy siekacze nie przebiły opuchniętego, umęczonego ciała.

Harry nie mógł stłumić krzyku. To było jak sól dodana do kwasu rany. To ssanie było jak czysta agonia.

Nie mógł nic na to poradzić; jego ręka wplątała się do we włosy Severusa i ciągnęła z całej siły, by odciągnąć mężczyznę od rany, ale jego towarzysz przycisnął jego biodra ze swoją wampirzą siłą, trzymał się i kontynuował ssanie.

Harry krzyczał, aż jego gardło zupełnie ochrypło, ale nikt nie przyszedł – pokój był pod zaklęciem wyciszającym. I wciąż Severus kontynuował to straszliwe ssanie. Miał wrażenie, że to trwa godziny.

Długo po tym, gdy krzyki Harry'ego ucichły do łkającego kwilenia, Severus w końcu uniósł głowę. Pozostawił po sobie krwawy kłębek długich, czarnych włosów, ściśnięty pomiędzy palcami obu pięści Harry'ego.

Przerażony tym, co zobaczył, Harry wpatrywał się w pęcherz po Acid Wheeler. Nie była to już wielka, pękata masa. Pęcherz zupełnie osiadł. Czarny środek, który miał urosnąć i pochłonąć całe jego ciało zniknął, podobnie jak otaczający go płyn koloru krwi.

Uświadomił sobie oszołomiony, że Severus wyssał z niego truciznę z klątwy. Żaden człowiek ani czarodziej nie byłby w stanie tego zrobić nie umierając od płynów Acid Wheeler, jednak wampir byłby w stanie to przetrwać.

Zobaczył, że Severus rozgląda się szybko dookoła z dziwnym wyrazem twarzy. Mężczyzna zerwał się w kierunku stołu i złapał basen. Przyciągnął go do siebie i natychmiast zwymiotował do lśniącego, metalowego pojemnika. Zaczarowany basen usunął wymiociny, gdy tylko w niego uderzyły.

Gdy Severus skończył, wziął drżący oddech, sięgnął po dzbanek z wodą dla Harry'ego, wypłukał usta i wypluł z powrotem do pojemnika.

Dysząc z bólu, Harry obserwował szeroko otwartymi oczami, jak Severus wyciągnął skalpel z szat.

Nawet nie próbował błagać, gdy nóż ruszył w kierunku jego uda. Nagle uderzyło w niego mrożące krew w żyłach zrozumienie, jak bardzo skutecznym Śmierciożercą musiał być mężczyzna, gdy jego kochanek spokojnie wydłubał ze skóry pusty już pęcherz.

Gdy skończył, Harry cały drżał. Wystarczająco wiele razy został ranny w swoim życiu, by rozpoznać, że jest w szoku. Ledwo miał siłę by zakwilić, gdy głowa Snape'a znów się zniżyła.

Język powrócił do rany, obmywając ją znów śliną. Bolało prawie tak mocno, jak za pierwszym razem; tylko, że gdy Severus kontynuował, ból zdawał się zmniejszać. Znane mu uczucie ciepła powoli rozprzestrzeniało się po ciele, łagodząc agonię i usuwając drżenie.

Severus zdawał się lizać ranę przez godziny, a z każdym pociągnięciem języka po skatowanej nodze, Harry czuł się lepiej.

Drzemał, gdy Severus podniósł się znad jego uda i usiadł.

Nie miał pojęcia gdzie są jego okulary. Mrugając w kierunku niewyraźnego obrazu, jakim był mężczyzna, obserwował jak ten zmienia mu bandaże i przykrywa go kocami.

Nie mógł nic zobaczyć na tyle wyraźnie, by być pewnym, ale zdawało mu się, że Severus unika jego wzroku. Harry wyciągnął rękę by ująć dłoń, która wygładzała jego koce i odkrył, że mężczyzna drżał tak bardzo, jak on sam, gdy Severus skończył usuwanie trucizny z pęcherza.

Nie był już naćpany mugolskimi narkotykami ani śliną wampira, ale wciąż był tak wykończony stresującym uzdrawianiem, że ledwo mógł myśleć. Mimo to zdał sobie sprawę, jak straszne musiało być dla Severusa to, co zrobił.

Zrozumiał też, jak cholernie duże ryzyko podjął mężczyzna, by go tu odwiedzić. Nie mogli wiedzieć, czy nowe czujniki na wampiry nie były wykorzystywane w Świętym Mungu. Severus mógł zostać ujęty, gdy tylko przybył. Jego kochanek musiał o tym wiedzieć – a mimo to przyszedł. Po to, by zrobić coś, co mogło spowodować, że Harry go znienawidzi, choć uratował mu życie.

Nie było więc co się dziwić, że mężczyzna drżał.

- Dziękuję – wyszeptał, ściskając dłoń Severusa.

Te ciemne oczy z wahaniem napotkały jego wzrok.

- Nie było szans, by zrobić to bez zadania ci bólu – wyjaśnił Severus głosem szorstkim i chropawym, który brzmiał tak, jak gdyby to on krzyczał przez ostatnią godzinę.

Harry pociągnął dłoń mężczyzny i ku jego zaskoczeniu, Severus pozwolił mu na przesunięcie się na łóżko, tak że leżał obok niego. Jego kochanek zwinął się dokoła niego na brzegu łóżka, jednym z ramion obejmując jego pierś. Po chwili ta ciemna głowa także ułożyła się na piersi Harry'ego.

Severus nic nie powiedział. Wydawało się, że po prostu leży i wdycha zapach Harry'ego.

Czując się silniejszy z minuty na minutę, gdy oddech za oddechem przemijał bez pojawienia się pulsowania w udzie, Harry spytał:

- Skąd wiedziałeś, że trucizna Acid Wheeler cię nie zabije?

Może i Severus był wampirem, ale wciąż był śmiertelny. Po prostu trudniej było go zabić niż większość czarodziejów.

- Nie wiedziałem – odparł. - To było jedyne rozwiązanie na jakie wpadłem. Jak się czujesz?

Jak się czuł? Ten mężczyzna właśnie wyssał z niego truciznę, która zapewniłaby mu straszliwą śmierć, gdyby się pomylił w swoim założeniu. Ale wiedział, że nie powinien o tym wspominać. Severus czułby się zażenowany, gdyby to powiedział. Usiłując utrzymać otwarte powieki, które same opadały, Harry uśmiechnął się i odparł:

- Lepiej. A ty?

Severus uniósł głowę i zdawał się badać twarz Harry'ego przez dłuższą chwilę, zanim nie udzielił odpowiedzi:

- Też już lepiej. Powinienem za moment pójść. Zaczarowałem uzdrowicielkę, ale któryś z uzdrowicieli może wrócić.

- Severusie? - zawołał nieprzytomnie, gdy mężczyzna wstawał z łóżka.

- Tak? - jego kochanek zamarł oparty na łokciu, w trakcie wstawania.

Harry wyciągnął dłoń i schwycił tył głowy mężczyzny, by przyciągnąć go do pocałunku. Trwało to dłużej niż obaj oczekiwali. Jego zmysły wirowały jak pijane, gdy mężczyzna się odsunął.

- Dziękuję – powiedział Harry.

- Nie masz za co, Harry Potterze – odparł Severus. - Nie używaj magii na tej ranie dzisiejszej nocy. Jeśli zaproponują ci więcej morfiny to ją weź.

Harry przytaknął.

- Dobrze.

- Jutro rano spróbuj lekkiego czaru leczącego na tym obszarze. Powinieneś się wykurować już przed południem – powiedział mu Severus.

- W porządku. Prawdopodobnie zatrzymają mnie tu trochę, chcąc zbadać mój przypadek. Powinienem nie żyć. – Harry uśmiechnął się szeroko.

- Jestem przekonany, że tak będzie. Zachowuj się tak irytująco jak zwykle, a z pewnością do jutra już cię tu nie będzie – zażartował Severus. Jego usta się nie uśmiechały, ale ciemne oczy zdawały się mieć mniej szalony wyraz, niż wcześniej.

- W każdym razie, będę wolny do piątku. Wtedy się zobaczymy.

- Tylko, jeśli będziesz chciał.

- Chciałbym teraz – stwierdził uśmiechając się, choć jego ogromne ziewnięcie przeczyło temu stwierdzeniu.

- Beznadziejny Gryfon – powiedział Severus potrząsając głową. Potem zaskoczył go pochylając się, by skraść kolejny pocałunek, który z pewnością trwał dłużej, niż mężczyzna planował.

W końcu Severus odsunął się i zszedł z łóżka, ze zdecydowanie brzmiącym:

- Dobrej nocy Potter.

Severus poszedł w kierunku drzwi zdeterminowany, jak gdyby mężczyzna nie ufał sobie, że nie będzie się dłużej ociągał.

Dziwne ciepło rozpostarło się w nim, gdy wyszeptał do pleców Severusa, który wyślizgnął się na korytarz:

- Dobranoc.

Harry zdał sobie sprawę, że osłony wyciszające i zabezpieczające wciąż są na miejscu. Potrząsając głową usunął je myślą, a potem upadł z powrotem na łóżko. Wstrzymał oddech czekając na to, czy użycie magii spowoduje ponowne pulsowanie w udzie, ale poza lekkim bólem w miejscu, w którym Severus wyciął skórę, czuł się w porządku. Obracając się lekko na bok, by dotknąć ciepłego miejsca, gdzie mężczyzna leżał jeszcze moment temu, zasnął zanim zdał sobie sprawę, że jego oczy się zamknęły.


Prawie wyleczona rana Harry'ego została ujawniona następnego ranka, gdy uzdrowicielka przyszła zmienić opatrunki, a jego ozdrowienie zostało uznane za cud. Zdawało się, że cały szpital przyszedł by się na niego pogapić.

Sam pokazał się w samym środku zbiegowiska medyków, co sprawiło, że nie było to tak bardzo stresujące. Całe to zamieszanie było warte, by zobaczyć wyraz radości na zmęczonej twarzy przyjaciela. Krótką chwilę później odwiedzili go Minerva i Hagrid, przynosząc czekoladowe żaby i domowe, niejadalne ciasteczka Hagrida. Prorok Codzienny wołał w nagłówkach: Chłopiec, Który Przeżył, Przeżył Znów! Przez cały dzień przyjmował odwiedziny wyczerpującej ilości swoich współpracowników i znajomych, którzy przyszli by mu pogratulować cudownego ozdrowienia. Niestety, ta jedna twarz, którą tak bardzo chciał zobaczyć, nie pojawiła się.

Tak naprawdę nie oczekiwał, że Severus zaryzykuje powrót, ale liczył na to.

To z pewnością sprawiłoby, że wizyty takie jak ta, byłyby łatwiejsze. Zmęczony tak dużą liczbą rozmów, jakie musiał dziś odbyć, Harry zmusił się do uśmiechu i starał się skoncentrować na tym, co mówił jego szef.

- …nie mogę nawet powiedzieć, jak bardzo się cieszę, że wyzdrowiałeś – mówił Szef Parker. Miał na sobie oficjalne, czerwone szaty Aurora ze srebrnymi epoletami przełożonego i wyglądał bardzo nie na miejscu w pełnym kwiatów i bombonierek pokoju szpitalnym.

- Dziękuję panu – odpowiedział. Harry. Zawsze uważał, że pełen godności wysoki i siwowłosy Parker, był idealnym wyborem na szefa Jednostki Obrony Przed Ciemnymi Mocami. Mężczyzna był silny jak kamień i zwiększał pewność siebie samym wyglądem.

- Wiem, że jeszcze nie do końca czujesz się dobrze, ale zastanawiałem się, czy mógłbyś mi wyjaśnić kilka rzeczy Harry? - spytał Parker.

- Jeśli tylko jestem w stanie – odpowiedział, zmieniając pozycję na łóżku.

- Czytałem raport Sama o tym, jak zostałeś ranny – powiedział Parker.

- Tak?

- Edgeware przysięga, że żaden z was nie użył Niewybaczalnego, ale Kryminalni powiedzieli mi, że mężczyzna, którego badali, niejaki Filby Dorance, zmarł przez Klątwę Uśmiercającą.

- Sam mówił prawdę. Nie rzuciliśmy tego zaklęcia. Dorance rzucił Avadę Kedavrę na Sama. Odepchnąłem go i zablokowałem zaklęcie. Facet rzucił Acid Wheeler, gdy odbiłem Klątwę Zabijającą. Został więc trafiony własnym zaklęciem, odpartym moimi osłonami.

- Twierdzisz, że możesz zablokować Avadę Kedavrę? - spytał Parker, a jego sceptycyzm był zrozumiały, bo każdy nie dowierzałby, gdyby pracownik powiedział mu, że może przetrwać klątwę, która w normalnych warunkach była w 100% śmiertelna.

- Tak proszę pana. Musiałem się nauczyć jak poradzić sobie z wieloma intensywnymi atakami, gdy ćwiczyłem, by pokonać Voldemorta.

Następne słowa Parkera przypomniały mu, dlaczego mężczyzna wziął tą pracę. Jego intelekt był tak ostry, jak brzytwa, którą Severus użył na nim ostatniej nocy.

- Powodem, dla którego ta klątwa nazywana jest Niewybaczalną jest fakt, że nie da się jej zablokować – przypomniał mu Parker.

- Wiem. Ale cóż mogę powiedzieć? Przetrwałem Klątwę Zabijającą jak dziecko i zawsze byłem w stanie ją zatrzymać, gdy była na mnie rzucana – powiedział Harry. Nienawidził myśli, że jego szef sądzi, że kłamie o tym, jak podejrzany zmarł.

- Tak jak Voldemort. To dlatego ten drań był tak trudny do zabicia. Nie dało się go powstrzymać zwykłymi sposobami – powiedział Parker. - A teraz zdaje się, że jesteś też odporny na Orbita Acidus.

- Co pan sugeruje? - spytał Harry, a zimno przebiegło po jego kręgosłupie, gdy zorientował się w jakim kierunku biegną myśli Parkera. Nie mógł poprawić szefa, co do nieporozumienia o jego odporności na Acid Wheeler bez pogrążania Severusa. Cały dzień twierdził, że nie ma pojęcia jak wyzdrowiał ze śmiertelnej klątwy. A że był Chłopcem, Który Przeżył, to nikt nie zastanawiał się zbytnio nad tym cudem. Większość ludzi zdawała się oczekiwać niemożliwego od Harry'ego Pottera. Ale Colin Parker nie był „większością ludzi". On był mężczyzną odpowiedzialnym za bezpieczeństwo świata przed nadużywaniem Ciemnych Mocy. Harry rozumiał, że ktoś, kto był tak niepodatny na najbardziej znane śmiertelne klątwy, może być przedmiotem zainteresowania kogoś takiego jak Parker. Może i była to tylko mugolska sentencja, ale większość czarodziei wierzyła, że władza absolutna demoralizuje absolutnie. Wszystko, co było niepowstrzymane stanowiło zagrożenie dla społeczeństwa.

- To po prostu dziwne; to wszystko – powiedział Parker, a jego szczere niebieskie oczy przeszukiwały twarz Harry'ego.

- Nic nie mogę poradzić na moc, z którą się urodziłem. Nie jestem żadnym czarnym lordem, proszę pana. Nie interesuje mnie rządzenie światem – zapewnił.

Ku jego wielkiej uldze, wzrok Parkera złagodniał.

- Wiem, Harry. Nie zamierzałem insynuować nic takiego. Po prostu muszę wyjaśnić moim przełożonym, jak podejrzany skończył zabity Niewybaczalnym, którego żaden z moich podwładnych nie rzucił. Będą pytali, a ja muszę wcześniej wiedzieć, co mam im odpowiedzieć.

- Tak, oczywiście – powiedział Harry.

- Czy potrzebujesz czegoś? - troskliwie spytał Parker, usiłując zmienić niewygodny temat.

- Tak. Sam przyniósł mi połowę zawartości Miodowego Królestwa, a moi pozostali goście donieśli resztę – zażartował.

- Nie wygląda też, by zostawili gdzieś choć jeden kwiatek – powiedział Parker, rozglądając się po wazonach, wiązankach i roślinach doniczkowych, zajmujących każdą wolną przestrzeń w małym pokoiku szpitalnym.

- Prawdopodobnie ma pan rację – odparł Harry.

- Wyglądasz jakby przydał ci się odpoczynek. Widzimy się w następny poniedziałek, jeśli tylko będziesz miał siłę – stwierdził Parker wstając. - Dbaj o siebie Harry.

- Dziękuję panu – odpowiedział, obserwując jak jego szef opuszcza pokój.

Wszystko skończyło się dobrze, ale Harry nie mógł nie martwić się pytaniami Parkera. Przetrwał tak długo, bo ukrywał swoje zdolności przed innymi. Wiedział, że Colin Parker jest dobrym mężczyzną; ale jego szef już nigdy nie spojrzy na niego tak samo. Od tej pory będzie baczniej obserwowany. Był ostrożny, ale jego praca ciągle stawiała go w sytuacjach, gdzie musiał ujawniać skalę swoich mocy, by się bronić. W końcu jego prawdziwe zdolności zostaną ujawnione publicznie. Uważał, że już teraz rozgłos Chłopca, Który Przeżył był wielki, ale wiedział, że to nic w porównaniu z piekłem, którym stanie się jego życiem, gdy społeczeństwo naprawdę zacznie się go obawiać. O ile w ogóle pozwolą mu żyć – jeśli chodzi o magiczny świat, to nigdy nie było pewności.

Wyciągając rękę po jedną z czekoladowych żab od Minervy, Harry zastanawiał się, czy ma jeszcze czas, by przyjąć od niej ofertę pracy.


* Acid to kwas, a wheeler – kołodziej. Nie znalazłam sensownego odpowiednika, więc nazwę pozostawiam w oryginale.