Podszedł do ozdobnych umywalek, a Severus podążył za nim. Nie zajęło mu dużo czasu odnalezienie właściwego kranu, na którym znajdował się wąż.

Nad każdym ze zlewów były lustra. Gdy Harry stanął przed właściwym, mógł poczuć mężczyznę stojącego za nim, nawet jeśli nie widział jego odbicia.

To był pierwszy raz odkąd tak się stało. Poza malutkim lusterkiem w łazience, w komnatach Severusa nie było ani jednego zwierciadła.

Harry przez chwilę wpatrywał się w przyciemniony obraz siebie, potem obejrzał się przez ramię na mężczyznę za nim i spytał:

- Dlaczego wampirów nie widać w lustrze? Czytałem te bzdury o nie posiadaniu duszy, ale to zupełny bezsens. Masz większą duszę, niż ktokolwiek inny, kogo znam.

- Dziękuję - odpowiedział Severus, spoglądając przez ramię Harry'ego na groźnie wyglądające, puste zwierciadło. - Naukowe podstawy tego fenomenu nigdy nie zostały do końca wyjaśnione. Istnieją spekulacje, że anatomia wampira inaczej odbija światło. Inni z kolei sądzą, że wampiryzm jest rezultatem starożytnej klątwy, która została wypaczona, a że jej źródło to magia, to efekty nie mogą być potwierdzone w sposób naukowy ani logiczny. Nic nie zostało udowodnione.

- Wiesz, nigdy nie rozumiałem, dlaczego Ministerstwo wynalazło takie wydumane czujniki, by zidentyfikować wampira. Czy nie mogli po prostu zamontować luster, tak jak mugole kiedyś łapali wampiry? - zapytał Harry. Może i to nie był odpowiedni czas na takie dyskusje, ale to była pierwsza okazja na wyjaśnienie pewnych spraw, jaką dostał. Zawsze czuł się niepewnie pytając Severusa o szczegóły jego przypadłości. Zbyt ciężko starał się przekonać mężczyznę, że nie jest okropnym potworem, by spędzać teraz czas skupiając się na różnicach pomiędzy nimi, ale po prostu chciał pewne rzeczy zrozumieć.

Severus nie wydawał się zdenerwowany tym opóźnieniem. Zamiast tego wyraz jego twarzy zmienił się na niemal łobuzerski, gdy odpowiedział:

- Pokażę ci, dlaczego nie mogą wykorzystywać luster, by nas wykryć. Spójrz jeszcze raz.

Harry odwrócił się do zwierciadła i wciągnął oddech, gdy zobaczył odbicie Severusa w miejscu, gdzie ten powinien się znajdować.

- Jak?

- Prosty glamour. Muszę go świadomie rzucić, ale gdybym podejrzewał, że mogę przechodzić koło luster, to jest to prosta rzecz do zrobienia. Mogę nawet tak wykorzystać zaklęcie, że pojawi się ono automatycznie, gdy w pobliżu znajdzie się jakaś odbijająca wizerunek powierzchnia. Jednak, jeśli przyjrzysz się z bliska to zobaczysz, że ta podobizna nie jest idealna. Minęło trzydzieści lat odkąd ostatnio widziałem własną twarz.

Harry przypatrzył się, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo niepodobne były pewne rysy twarzy mężczyzny ze zwierciadła do jego ciemnowłosego kochanka.

- Masz rację. Z bliska wcale nie przypomina ciebie, ale wystarczyłoby, by na pierwszy rzut oka kogoś oszukać.

- Tak – powiedział Severus. Jego ukochany stracił zainteresowanie lustrem, a jego wzrok skierował się ku umywalce naprzeciw której stali.

Harry starał się nie być zaalarmowany, gdy obraz Severusa zniknął ze zwierciadła, ponieważ mężczyzna przestał koncentrować się na zaklęciu.

- Czy to wejście? - zapytał Severus.

- Tak. Pokaże ci, jak się otwiera. Odsuń się dobrze? - Wpatrując się w malutkiego, wygrawerowanego węża, Harry powiedział coś, co w jego myślach było słowami „otwórz się", a co w rzeczywistości zabrzmiało jak „ Shurrresssssh hasssssaaaa".

Tak jak siedemnaście lat temu, gdy stał w tym miejscu i wypowiedział te same słowa, rozległ się mechaniczny szum, a po nim głośny zgrzyt i umywalki odsunęły się, odsłaniając wejście do Komnaty Tajemnic.

Obaj wpatrywali się w zupełnie ciemny szyb.

- Ostatnim razem po prostu skoczyliśmy – powiedział Harry, kręcąc głową na myśl o brawurze młodości. Obserwując odbarwione kamienne ściany tunelu, milcząc transfigurował rosnące na niej porosty w żelazną drabinę. - To powinno pomóc.

- Wygląda jak brama do piekieł – stwierdził Severus ponuro.

- Nie wiesz nawet połowy. Przynajmniej nie ma już bazyliszka – powiedział Harry, wyciągając różdżkę z kieszeni zielonych szat.

- Wcześniej, gdy mówiłeś w Wężomowie, co powiedziałeś? - zapytał go mężczyzna.

- Er, chyba „otwórz się" - odpowiedział.

- Czy mogę spytać, jak sprawiasz, że słowa wychodzą jako Wężomowa? Voldemort jej używał, ale był bardzo tajemniczy co do takich rzeczy. Nie ma zbyt wiele informacji o tej umiejętności poza tym, że z tym talentem trzeba się urodzić i że nie da się go nauczyć, no i że jest jedną z najrzadszych zdolności – powiedział Severus.

- Voldemort pewnie nie mógł tego nikomu wyjaśnić – odpowiedział Harry. - Nie bardziej niż ja. Ja, er, nie mam nad tym kontroli. W większości przypadków nie wiem nawet, że jej używam. Po prostu patrzę na węża, albo tak jak w tym przypadku jego podobiznę i kieruję to, co mówię do niego. Wydaje mi się, że używam angielskiego, ale słowa wychodzą w Wężomowie. Gdy wąż odzywa się do mnie, to to też brzmi jak angielski. Bardzo dziwne uczucie.

- Tak – zgodził się Severus, trochę rozczarowany.

- A więc idziemy? - zapytał Harry, wskazując na ciemną dziurę przed sobą. - Muszę cię jednak ostrzec. Ostatnim razem było tam rumowisko, które blokowało główne wejście do Komnaty Tajemnic. Być może będziemy musieli przeszukać kilka tuneli, zanim znajdziemy ten właściwy, prowadzący do komnaty.

Severus skinął głową, spoglądając na wejście niepewnie.

Harry poklepał ramię mężczyzny, a potem odwrócił się, by znaleźć szczeble drabiny. Do dołu było tak daleko jak pamiętał; ale tym razem trochę łatwiej było się tam dostać. Potknął się na ostatnim stopniu, zeskoczył na trzeszczącą ziemię i odnalazł równowagę na nierównym gruncie. Było tu tak zimno i wilgotno, że lochy przy tym miejscu zdawały się być prawie ciepłe.

Wyciągając różdżkę z kieszeni, Harry rozświetlił ten obszar prostym zaklęciem lumos. Złotawe światło świeciło niczym reflektor, rozjaśniając rumowisko prowadzące do komnaty. Paskudna ziemia dokoła niego była pokryta dużymi kawałkami ściany i kamieniami, które były wyższe niż on. Rzucały groźne cienie po kanale, będącym kiedyś legowiskiem potwora.

Harry przypuszczał, że kamienie były lepsze niż to, co jest pod spodem. Nikt tu nie był odkąd zabił bazyliszka. Wciąż były tu setki, jeśli nie tysiące szkieletów gryzoni i innych małych zwierząt. Suche kości trzeszczały i chrzęściły przy każdym kroku.

Spojrzał w górę szybu i zobaczył ciemne szaty Severusa falujące niczym peleryna wampira, gdy jego kochanek schodził po drabinie.

Gdy mężczyzna dołączył do niego po chwili, druga różdżka rozjaśniła przestrzeń. Ciemne oczy przeszukiwały teren.

- Jak uroczo. - Severus poszedł kilka jardów dalej w ciemność i uklęknął na podłodze. - Czy to skóra bazyliszka?

Harry dołączył do niego i zerknął na ogromną wylinkę, którą pamiętał sprzed siedemnastu lat. Suche, żółtawe łuski wyglądały tak samo.

- Tak. To miejsce musiało być nieźle zapieczętowane, bo nic się nie zmieniło, odkąd byłem tu z Ronem i ją znalazłem w wieku dwunastu lat.

- Ma prawie sześćdziesiąt stóp długości – wyszeptał Severus.

- Tak. Sam bazyliszek był nawet dłuższy.

- Nie mogę sobie wyobrazić, że przyszedłeś tu w tak młodym wieku, zwłaszcza wiedząc, że stworzenie, które pozostawiło tą skórę było żywe – powiedział miękko mężczyzna.

- Tu była Ginny – powiedział Harry, jakby to wyjaśniało wszystko. Przypuszczał, że dla innego Gryfona tak by było. Nienawidził stereotypów domowych, zwłaszcza tych twierdzących, że Gryfoni mieli więcej odwagi niż rozsądku, ale musiał przyznać, że to często była prawda.

- Dlaczego się śmiejesz? - zapytał Severus.

- Właśnie myślałem o tym, jak Gryfońska była to odpowiedź – przyznał.

- Tylko ktoś z tego domu miałby wystarczającą, umm, odwagę, - Harry wiedział, że nie było to słowo, którego chciał użyć Severus, ale docenił jego dyplomację, – by wejść do takiego miejsca.

- Ty tu jesteś – zauważył Harry.

- Jestem tu niemal dwadzieścia lat po śmierci bazyliszka, gdy niczego tu nie ma, a towarzyszy mi najpotężniejszy z czarodziejów tego tysiąclecia. Ciężko porównywać te okoliczności – odpowiedział Severus.

- Taką mamy nadzieję – powiedział Harry, sprawdzając wejścia do ciemnych i ponurych tuneli dokoła. Główne wejście było wciąż zasypane, ale wiedział, że inne drogi też musiały do niego prowadzić. W środku Komnaty, gdzie znalazł nieprzytomne ciało Ginny, niematerialne Toma Riddla i to aż nazbyt materialne, należące do bazyliszka, dostrzegł dziesiątki wejść.

- Co to niby ma znaczyć? - zapytał go mężczyzna.

- Nie wiem jak ty, ale ja zupełnie nie znam się na rozmnażaniu się bazyliszków. W Zakazanym Lesie może żyć wszystko. To coś biegało sobie wolno przez kilka miesięcy. Mogło się z czymś parzyć. Niewykluczone, że trafimy prosto w gniazdo pełne młodych – powiedział Harry.

- O tym nie pomyślałem – stwierdził Severus.

- Ja też nie, aż do teraz.

- Nie musimy tam iść – powiedział mężczyzna.

Spojrzał w oczy Severusa.

- Właśnie, że tak. Jeżeli rozwiązanie naszych problemów istnieje, to z pewnością znajduje się właśnie tu. To jedyna nadzieja, jaka nam została.

- Została nam? - powtórzył za nim mężczyzna.

- Tak, nam – upierał się Harry, kładąc dłoń na plecach kochanka. - Żaden z nas nie jest już sam. Jeśli coś dotyczy jednego z nas, to dotyka także drugiego. A może się mylę?

Nagle Harry stracił swoją pewność. Może to, że wprowadził się do Severusa wcale nie znaczyło tego, co mu się wydawało?

Dwa silne, wampirze ramiona złapały jego własne. Wzrok, który się w niego wpatrywał był poważny i otwarty, jakby zaskoczony.

- Wybacz mi. Nie jestem przyzwyczajony do…

- … do tego, że ktoś cię kocha? - dokończył Harry z nieśmiałym uśmiechem. - Wiem. Czuję to samo.

To nie było odpowiednie miejsce na takie rzeczy, ale ich usta znalazły się bez udziału świadomej woli.

Dłuższą chwilę później, Severus odsunął się. Zdając się być tak rozgrzany i przejęty jak Harry, mężczyzna przeciągnął dłonią po świeżo umytych włosach i rozejrzał się po otaczających ich mrocznych ruinach.

- Jak prawdopodobne jest według ciebie, że to stworzenie się rozmnożyło?

Biorąc głęboki wdech i starając się uspokoić pewną część swojej anatomii, starał się skoncentrować na pytaniu Severusa. Gdy jego mózg w końcu się włączył, odezwał się:

- Nie wiem. Myślę jednak, że powinniśmy transfigurować coś w małe lusterka, tak na wszelki wypadek.

- Mądry środek ostrożności – przytaknął Severus. - Chciałem ci powiedzieć, że to jest zupełnie nie-Gryfońskie zachowanie. Sądziłem, że zawsze porywacie się z motyką na słońce.

- I co to o tobie mówi? – zażartował. - Poszedłeś tu za mną.

- Być może nie jest to najlepszy moment, by dyskutować o moich defektach umysłowych – odparł Severus. - Fakt, że poszedłbym za tobą wszędzie nie świadczy dobrze o naszych szansach na przetrwanie.

- Pochlebiaj mi tak dalej, a skończymy robiąc to na górce starych kości.

Wzrok mężczyzny rozejrzał się po obrzydliwej podłodze.

- Jeśli ci to nie przeszkadza, to wołałbym jednak darować sobie to doświadczenie.

Uścisnął ramię Severusa i odsunął się. Przyjrzał się ciemnym ruinom, usiłując zorientować się w terenie.

- Sądzę, że powinniśmy iść na północ, czyli w tamtym kierunku.

Wskazał na kanał prowadzący w mniej więcej tym samym kierunku, co ten blokujący główne wejście.

- Dobrze. - Severus przystanął przed mrocznym wejściem. Chwilę później podał Harry'emu małe lusterko, dość podobne do tego, które Hermiona trzymała, gdy została spetryfikowana lata temu. W lewej ręce mężczyzny znajdowało się takie samo zwierciadło. Prawa dłoń Severusa zacisnęła się w pięść dokoła różdżki. - Chyba powinienem pójść pierwszy.

- Nie – automatycznie zaprotestował Harry.

- Nasze szanse na przetrwanie zmaleją drastycznie, jeśli silniejszy z czarodziei zostanie spetryfikowany przy pierwszym spotkaniu z tym stworzeniem – argumentował jego kochanek. - Jeśli to ja zostałbym spetryfikowany, to masz o wiele większe możliwości na wydostanie nas stąd żywych. Wiesz, że to co mówię ma sens.

Harry niechętnie skinął głową.

- Nie podoba mi się to.

Severus przytaknął w odpowiedzi.

- Doceniam to. Jeśli natkniemy się na bazyliszka w tych tunelach, to proponuję stworzenie ściany odgradzającej nas od bestii, zamiast wymijania jej czy bronienia się.

- Na to bym nie wpadł – zaśmiał się Harry.

- To jest zapewne podstawowa różnica pomiędzy naszymi Domami. Gryfoni preferują rzucenie się na wrogów głową wprzód, w heroicznym pędzie. Ślizgoni wolą uporać się problemem z jak najmniejszymi dodatkowymi szkodami.

- I właśnie dlatego wymieniałeś się zaklęciami z szeregami Voldemorta w pierwszej linii podczas bitwy, chcąc uniknąć tych dodatkowych szkód – zauważył czule Harry.

Severus pochwycił jego spojrzenie, a iskry rozbawienia tańczyły w jego oczach.

- Nigdy nie mówiłem, że jestem dobrym Ślizgonem. Idziemy?

Przełykając swój instynktowny protest, co do Severusa wystawiającego się jako pierwszy na niebezpieczeństwo, poszedł za kochankiem w kierunku tunelu, który wskazał. Mężczyzna przystanął przy wejściu i rozświetlił różdżką ciemny kanał. Potem uniósł lustro i spojrzał w jego powierzchnię nim ruszył. Harry stąpał za nim, tak cierpliwie jak mógł.

Tunele nie wyglądały lepiej po siedemnastu latach. Wciąż były ponure i klaustrofobicznie wąskie. W niektórych miejscach znajdowała się woda. W innych było tak sucho jak w egipskim grobowcu.

Harry był pod wrażeniem, jak umiejętnie Severus radził sobie z niewygodnymi obserwowaniem drogi w lustrze. Szli niewiele wolniej, niż gdyby robili to bez pomocy zwierciadeł.

Gdy minęły ponad trzy godziny i nie dostrzegli ani śladu bazyliszka ani nawet szczura, Harry zaczął myśleć, że potwór strzegący Slytherina zmarł bez rozmnażania się. Zaczął się też martwić, że zgubią się tu na dole i że sama Komnata zapadła się przez te lata. Wiedział, że dłużej zajmie dostanie się do środka bocznymi korytarzami, z których korzystał bazyliszek, ale nie sądził, że będzie to trwało aż tyle.

Harry właśnie miał zasugerować, by skończyli na dziś i kontynuowali poszukiwania jutro – o ile oczywiście znajdą wyjście – gdy Severus zamarł naprzeciw niego i wydał zaskoczone westchnięcie.

- Co? - zapytał zmartwiony Harry, obawiając się, że mężczyzna napotkał jedno z dzieci bazyliszka i jego lustro upadnie w następnej chwili.

- Chodź i sam zobacz – powiedział Severus.

Harry podszedł cicho do kochanka i wyciągnął lusterko.

- Wydaje się być bezpiecznie – stwierdził mężczyzna wyciągając różdżkę trochę dalej. - Zakładam, że to tego szukaliśmy?

Obniżając zwierciadło, Harry rozglądał się po przepastnej, podobnej do katedry komnacie. Głowy węży wielkości dorosłego mężczyzny, o wysadzanych kamieniami szlachetnymi oczach, otaczały wejście do Komnaty i lśniły groźnie. Królewsko wyglądająca, wysoka na dwieście stóp posągowa głowa, na której zabił bazyliszka, wciąż zdawała się rozglądać się po sali. Pod posągiem znajdowała się czarna, oślizgła plama i długi na siedemdziesiąt stóp szkielet, czyli wszystko, co pozostało z potwora po siedemnastu latach rozkładu.

Basen, obok którego znalazł leżącą Ginny i poznał szesnastoletnią, widmową manifestację Toma Riddle'a, błyszczał w świetle ich różdżek. Na ornamentowych fasadach ścian bocznych znajdował się motyw ze splecionych węży, elegancki w swojej zawiłości. W swoich najlepszych latach to musiała być bardzo imponująca kryjówka.

Jednak Komnata wciąż sprawiała wrażenie nieprzyjaznej Harry'emu, tak jak wtedy, gdy miał dwanaście lat i był przerażony. Nawet kamienie pod ich stopami zdawały się pulsować starożytną magią. Płaskie oczy statuy obserwowały ich nieufnie, gdy szli pod wysokim sklepieniem. Wspaniałość sali sprawiła, że obaj poczuli się mali i nic nie znaczący, bo Severus zdawał się odczuwać te same emocje co on, sądząc po wyrazie twarzy.

- Tu jest nadzwyczajnie – powiedział jego towarzysz, oglądając skomplikowaną architekturę Komnaty.

- Tak. Nigdy nie widziałem niczego podobnego.

- Gdzie Salazar mógł ukryć swoje skarby? - zapytał mężczyzna. Chociaż wielka komnata była bardzo imponująca, to znajdowało się w niej niewiele, a już na pewno nie było miejsca, by ukryć jakikolwiek zapiski.

Harry spojrzał w dół na centralne przejście i w górę na posąg twarzy brodatego człowieka, pełniącego rolę strażnika nad Komnatą od ponad tysiąclecia.

- Gdy byłem tu ostatnio, to bazyliszek wyszedł z ust statuy. Może jest tam jakiś tajemny pokój.

Spojrzenia, które wymienili, zdawały się komunikować ich obawy bardziej wyraźnie niż słowa.

- Jest tylko jeden sposób, by to sprawdzić, prawda? - powiedział Severus i podszedł do okrągłego, ciemnego wejścia w ustach posągu.

Dziura wyglądała nawet mniej zachęcająco niż kanały. Harry nie mógł nie myśleć o tym, że jeśli bazyliszek miał jakieś młode, to chowałyby się one tam, gdzie ich matka miała gniazdo przez te wszystkie wieki.

Ich kroki odbijały się echem w przepastnej sali.

Korzystając z lusterka i różdżki, Severus sprawdził mroczne wejście, a potem przez nie przeszedł.

Harry poszedł tuż za nim, jego nerwy były naciągnięte tak mocno, że pewnie spaliłby pierwszą rzecz, która by się poruszyła. Ich oddechy wydawały się grzmieć w podobnym do jaskini otoczeniu.

Początkowo tunel zdawał się być mały i wąski. Sufit był tak blisko, że Severus musiał się pochylać, gdy przeszli przez próg.

Po dwóch minutach doszli do dużego pokoju pełnego kości małych zwierząt, jak i kilku ludzkich czaszek. Pomimo, że prawdopodobnie minęły lata odkąd ktoś tu był, pokój wciąż pachniał rozkładem.

Ich światło pokazało kolejny, podobny tunel z tyłu, wychodzący z tego, co z całą pewnością było gniazdem bazyliszka.

Trzeszcząc, przeszli przez szkielety do następnego korytarza. Ten różnił się od pozostałych. Dziesiątki węży zostały wygrawerowane w szarym bazalcie okrągłego wejścia.

On i Severus zamarli w tej samej chwili, gdy surowa i przerażająco silna magia przeszła przez nich.

Osłony – pomyślał Harry. Mogli podejść kilka stóp do wejścia, ale nie bliżej. Osłony sprawiały wrażenie niewidzialnych pól moc, które Harry zawsze widział w mugolskich filmach science fiction, nie było jedynie dramatycznych efektów wizualnych. Nic się nie iskrzyło ani nie jarzyło, gdy usiłowali przejść. Po prostu nie byli w stanie przedostać się dalej.

- To tarcza – wyszeptał Harry. Wypuścił własną moc, by zbadać zaklęcie. Obok siebie poczuł, jak Severus robi to samo.

- Nie sądzę, że jestem w stanie ją pokonać bez zapadnięcia się nam na głowy tych tuneli, a może nawet całej Komnaty – powiedział Harry.

Severus przytaknął.

- Być może wcale nie musisz się przez nią przebijać. Czujesz moc przepływającą przez nas?

Harry skinął głową.

- Może powinieneś odezwać się do węży na ścianie. Spróbuj im powiedzieć, że potomek Salazara Slytherina wrócił i że chcesz, by pozwoliły ci przejść – zasugerował Severus.

- W porządku.

Harry podszedł jak najbliżej do wygrawerowanych węży, jak się dało ze względu na odpychające go osłony i powiedział:

- Jestem spadkobiercą Salazara Slytherina. Podnieście osłony i pozwólcie nam przejść.

Tym razem mógł prawie usłyszeć syczące słowa magicznej, świszczącej Wężomowy.

Najpierw nic się nie stało. Nagle poczuł całą moc magicznych osłon, które opadły. Harry był tak blisko zaklęcia, że zatoczył się, gdy przestało działać.

- Super! - wykrzyknął.

- Niby co? Oh – stwierdził Severus, widząc go stojącego o stopę od wejścia bliżej, niż on sam się znajdował. - Zdaje się, że tarcza wpuściła tylko potomka Slytherina.

- Cholera.

- Lucjusz Malfoy miał podobną, potężną, starożytną osłonę w swoim dworze. Bez zaproszenia mogli przejść tylko spadkobiercy krwi. W ten sposób żaden z dziedziców nie mógł zostać zmuszony do przyjęcia wroga w dworze. Następca mógł przejść przez nie bezpiecznie, ale obcy zostawał zatrzymany przy bramie, dokładnie w taki sposób. Spróbuj mnie zaprosić – zasugerował Severus.

- Severus Snape, głowa domu Slytherina, może wejść – powiedział Harry, kierując komendę zarówno do kamiennych węży jak i swojego towarzysza z krwi i kości. Po raz kolejny jego słowa wyszły z ust jako sycząca Wężomowa.

Severus zachwiał się, a potem przeszedł.

- Dobrze – pochwalił go mężczyzna.

- To był twój pomysł – przypomniał, ściskając na powitanie łokieć kochanka.

Spojrzeli na siebie.

Choć ciężko było coś wyczytać z twarzy Severusa, Harry mógł zobaczyć jak zdenerwowany był mężczyzna. Trzydzieści lat nadziei miało właśnie zostać kompletnie zrujnowane lub bądź wynagrodzone. Albo znajdą prywatne zapiski Salazara Slytherina w tym pokoju, albo Severus powróci do bezowocnych poszukiwań lekarstwa, które zapewne zaginęło bezpowrotnie wieki temu w kolekcjach Mrocznych Artefaktów.

Harry wiedział, jak czuł się jego kochanek. Jego żołądek był ciasno ściśnięty ze zmartwienia.

To znaczyło dla nich tak wiele.

Severus dobrze to ukrywał, ale Harry wiedział, że cierpiał w swojej wstrzemięźliwości każdego dnia. W ciągu kilku ostatnich miesięcy, przez które spędzał z mężczyzną całe weekendy, nie mógł zliczyć razów, w które budził się nad ranem w te dni, gdy Severus się nie karmił i znajdował kochanka wpatrzonego w sufit, lub niepokojąco wgapionego w niego z głodem i potrzebą tak silną, że prawie mógł ich dotknąć. Gdy Severus przyłapywał go na patrzeniu na siebie, wstawał z łóżka bez słowa i opuszczał pokój. Czasem wychodził nawet z komnat.

Choć Harry bardzo chciał pomóc, to od ich rozmowy nad jeziorem, gdy to stało się pierwszy raz, nauczył się nie oferować swojej krwi w momentach słabości Severusa. Pomimo tego, że jego własna ciężko zdobyta dyskrecja i powściągliwość zbliżyła ich do siebie, to wciąż nie mógł patrzeć na cierpienie kochanka.

Poza ciągłym dyskomfortem Severusa, on sam żył w ciągłym strachu o bezpieczeństwo mężczyzny za każdym razem, gdy ten opuszczał szkołę z jakiegokolwiek powodu. Styczniowa panika w związku z tamtym wampirem mogła minąć cztery miesiące temu, ale tamte morderstwa zmobilizowały Ministerstwo do zajęcia się problemem wampirów w sposób, w jaki nic innego nie mogło. Te nowe czujniki wciąż były bardzo drogie; jednak technologia poprawiała się i cena kiedyś spadnie. W ciągu najbliższych kilku lat Severus mógł zostać ograniczony do przebywania tylko na terenie szkoły. O ile Rada Nadzorcza Hogwartu nie postanowi zainstalować jednego z takich urządzeń w placówce. Nie chciał nawet zastanawiać się, jak wyglądałoby życie Severusa, gdyby coś takiego się stało.

Jeśli to im nie wyjdzie, to Severus mógł równie dobrze żyć pod karą śmierci w Czarodziejskim Świecie.

- Jeżeli nic tu nie znajdziemy, to możemy przeszukać kanały. Mogą być inne ukryte pokoje – powiedział Harry.

Mężczyzna przytaknął zgadzając się, ale jego oczy wyglądały tak samo posępnie jak Harry czuł się na myśl, że dziś zawiodą.

- Dobrze – powiedział Severus, prostując się w sposób charakterystyczny do przygotowania się, by przeciwstawić się się trudnej sytuacji.

- Jak się masz? - spytał łagodnie Harry, dotykając sztywnego ramienia Severusa. - Tylko szczerze.

- Szczerze? - spytał mężczyzna, patrząc jakby nie był pewien, czy jego kochanek naprawdę chce usłyszeć prawdę. Gdy Harry przytaknął, Severus przyznał cicho:

- Czuję się tak, jakby te ściany miały się nade mną zamknąć. Te czujniki na wampiry oznaczają koniec mojego gatunku. Mam wrażenie, że to… moja ostatnia szansa.

To wyznanie było bliżej wyrażenia strachu przez Severusa, niż jakiekolwiek inne. Harry nie był pewien, czy jego dumny kochanek przyjmie jego gest, ale nie mógł się powstrzymać. Podszedł i przytulił go mocno.

Być może była to wina atmosfery panującej w mającej kilka wieków, sekretnej komnacie, ale Severus spiął się w jego objęciach. Po chwili jednak rozluźnił się.

- Masz alternatywę – nalegał Harry, odsuwając się na tyle, by spojrzeć mężczyźnie w oczy. - Jeśli nie znajdziemy lekarstwa Slytherina zanim Ministerstwo nie przeforsuje tej kampanii przeciw wampirom, to przeniesiemy się do mugolskiego Londynu. Razem.

Wzrok Severusa rozgrzał się uczuciem do niego i nie tylko tym.

- Co niby robiłbym w mugolskim Londynie?

- Zostałbyś utrzymankiem bogatego, młodego kochanka? - powiedział Harry z szerokim uśmiechem.

Uśmiech Severusa był słaby i krótkotrwały, ale pojawił się, a tylko to się liczyło.

- Pomyślę nad tym.

- Pamiętaj po prostu, że masz alternatywę – powtórzył z powagą.

Severus przytaknął i podszedł do wejścia. Jak zawsze ostrożny, mężczyzna najpierw włożył różdżkę i lustro przez drzwi, by upewnić się, że nie ma tam bazyliszka, nawet jeśli byli już prawie pewni, że stworzenie zmarło nie pozostawiając żadnych jaj.

Po stwierdzeniu, że pokój jest pusty, przeszli do czegoś, co wydawało się być pracownią eliksirów. Półki pełne szklanych pojemników, rurek, fiolek i słoików z ingrediencjami zajmowały ściany, podobnie jak w pracowni Severusa. Kilka kociołków stało na blacie. Pokój był czysty, ale widocznie używany, zupełnie jak przestrzeń robocza jego kochanka.

Zadziwiające było zorientowanie się, że czary domowe mogły przetrwać ponad tysiąc lat, bo sekretna pracownia wyglądała tak, jakby jej właściciel wyszedł przed chwilą.

- To jest niesamowite – skomentował Severus z szacunkiem, oglądając słoiki na najbliższej z półek. - Te składniki są idealnie zachowane. Spójrz na te oczy traszki!

- Wolałbym nie, jeśli nie masz nic przeciwko. Mam bardzo żywe wspomnienia oczu traszki i serc ropuch ze szlabanów.

Severus zdawał się go nie słyszeć; był tak oczarowany tym, co znajdowało się w słoikach. Żaden z nich nie był podpisany, co było wielką różnicą między słojami Severusa a Slytherina. Wszystkie składniki jego kochanka były oznaczone w widocznym miejscu.

Gdy mężczyzna przeszukiwał pojemniki, Harry ruszył w głąb pokoju. Na samym końcu znalazł antyczną, drewnianą skrzynię, w której trzymano rolki pergaminów. Skrzynia była tak wielka, że przypominała rozmiarem trumnę.

- Severusie? - musiał zawołać imię kochanka dwa razy, nim ten odsunął się od nieoznakowanych zapasów Slytherina. - Chyba coś znaleźliśmy.

Mężczyzna podszedł do niego i obaj zajęli się cedrową skrzynią. Była wypolerowana i miała wygrawerowane ornamentowe węże na brzegach wieka i herb Slytherina na górze z przodu. Nie było żadnego widocznego zamka, a gdy Severus spróbował otworzyć wieko, ono ani drgnęło, pomimo sił wampira.

- Zaczekaj chwilę – poradził mu Harry. Skupiając się na najbliższym wężu, kazał się otworzyć skrzyni. Słowa znów zabrzmiały jak: "shurrresssssh hasssssaaaa".

- Dobrze myślisz – pochwalił Severus, gdy wieko odskoczyło przy pierwszej próbie Harry'ego.

Obaj wciągnęli oddech, gdy ujrzeli zawartość. W środku znajdowały się dosłownie tysiące pergaminów. Wyglądało na to, że każdy kawałek kartki, jaki zapisał Salazar Slytherin przez dziewięćdziesiąt lat swojego życia, został tu schowany.

- To zajmie nam dłuższy czas – Harry powiedział to, co było oczywiste.

- Tak - zgodził się mężczyzna, ale nie brzmiał na zmartwionego tą możliwością. - Jednak… to jest bardzo obiecujące.

Zachwycony podekscytowaniem, którego Severus nie był w stanie ukryć, zapytał łagodnie:

- Chcesz, żebym to zmniejszył i zabrał z nami do twoich komnat? To ponad trzy godziny na nogach. Powinniśmy już iść.

Gdy mężczyzna skinął głową, zmniejszył skrzynię i ostrożnie włożył ją do kieszeni szaty.

- Czy chcesz zabrać stąd coś jeszcze? - spytał Harry, modląc się, by Severus nie chciał żadnego z tych obrzydliwych słojów z nieokreśloną zawartością, składającą się z kawałków żyjących kiedyś stworzeń, pływających w mętnym, żółtym płynie.

- Nie, ale chciałbym tu wrócić – odpowiedział mężczyzna, a jego wzrok ochoczo błądził po pokoju.

- Skąd wiedziałem, że to powiesz? - uśmiechnął się.

Ramię przy ramieniu, ruszyli w długą drogę powrotną do łazienki Jęczącej Marty.