Gdy powrócili do kwater Severua - a raczej do ich kwater, poprawił się w myślach Harry - mężczyzna zniknął w swoim pokoju badań i nie wyszedł aż do późnych godzin nocnych.

Harry siedział w swoim ulubionym, szarym fotelu naprzeciw buzującego ognia, usiłując rozgrzać się po przebywaniu w lodowato zimnych tunelach.

Ostatni numer miesięcznika Quidditcha leżał otwarty na jego kolanach. Czytał ze smutkiem o gasnącej karierze Viktora Kruma popijając gorącą herbatę z filiżanki, gdy przygnębiony Severus dołączył do niego.

Harry obserwował jak jego kochanek opada na fotel obok bez słowa. Twarz mężczyzny pełna była gniewu i rozczarowania. W prawej dłoni trzymał dwa z znalezionych pergaminów.

Harry spojrzał na kartkę i na pierwszy rzut oka zobaczył na niej coś wyglądającego na linijki pełne małych, zielonych węży.

- Zdaje się, że mamy poważny problem - powiedział Severus.

Przypominając sobie co mężczyzna powiedział mu o starożytnych metodach ochrony swoich odkryć przez mistrzów eliksirów, zapytał:

- Co się stało? Nie możesz rozszyfrować kodów Slytherina?

- Rozszyfrować? Nie mogę tego nawet przeczytać - westchnął jego towarzysz.

- Co masz na myśli?

- Spójrz na to. Jest kompletnie niezrozumiałe.

Severus podał mu pergamin. Odkładając magazyn o quidditchu wziął zwój i przyciągnął do siebie. Popychając okulary głębiej na nos, Harry wpatrywał się w pożółkłą stronę.

Wtedy stała się rzecz dziwna. Na początku widział tylko linijki pełne miniaturowych węży, ale gdy przybliżył pergamin na taką odległość, by móc go odczytać, zobaczył że węże to tak naprawdę litery. Charakter pisma był mu nieznany, ale łatwy do odczytania.

- Żywokost na choroby w piersi, w szantach jest najlepszy. Dodaj do reszty, mieszaj od południa na wschód...

- Co ty robisz? - zapytał Severus prostując się w fotelu.

- Czytam. Nie ma to zbyt wiele sensu, ale...

- Widzisz tam słowa? Po angielsku? - zapytał ostro jego towarzysz.

- Er, tak. Ty nie? - wyjąkał Harry.

- Nie, ja do cholery zupełnie nic tam nie widzę. To tylko linia za linią z tymi samymi obrazkami węży. Nie ma tam nic, co da się odczytać. Co tam jest napisane?

- Przecież właśnie ci powiedziałem...

- Nie - poprawił go mężczyzna. - Mówiłeś w Wężomowie.

- Naprawdę? - zapytał Harry niemądrze.

Severus przytaknął i powiedział po chwili:

- Mężczyzna, który zaczarował te pergaminy był prawdziwym geniuszem i zapewne był tak potężny magicznie jak ty. Salazar nie tylko użył zaklęcia, by pozwolić na wejście do Komnaty tylko swojego spadkobiercy używającego Wężomowy, ale także sprawił, że jego notatki odczyta tylko właściwy potomek. Nigdy nie widziałem niczego podobnego. Czy wyczuwasz na tym jakieś zaklęcie?

Harry zamknął oczy i skoncentrował się na papierze. Poza silnym czarem ochronnym, zwój był zupełnie zwyczajny. Mimo tego, w dokumencie pozostał słaby ślad pulsującej mocy, jak bicie serca umierającego człowieka.

- Na tym pergaminie znajduje się tylko zaklęcie ochronne. Czar szyfrujący pochodzi z atramentu - powiedział Harry. Otwierając oczy, wpatrzył się w stronę. Słowa wciąż wyglądały dla niego zwyczajnie. - To naprawdę nie jest angielski, gdy na to patrzysz?

Severus potrząsnął głową.

Harry zobaczył ulgę w jego spiętym wyrazie twarzy.

- To utrudnienie, ale nie koniec- wymamrotał mężczyzna do siebie. Po chwili patrzenia w trzeszczący ogień, Severus spytał łagodnie:

- Potter?

Wiedząc, co nadchodzi, wymruczał senne:

- Mmmm?

Cisza, która nastąpiła była długa i dziwnie napięta. W końcu Severus zdawał się zmusić do zadania pytania tonem, który prawdopodobnie miał być rozbawiony, a brzmiał na przerażony, co było bez wątpienia tym, co czuł jego kochanek, pytając o coś takiego:

- Jak bardzo mnie kochasz?

To były pierwsze słowa odnosząca się do deklaracji Harry'ego. W te ostatnie cztery dni, w czasie których mieszkał u Severusa, wszystkie uczucia jego towarzysza były pokazywane czynami, a nie słowami. Wiedząc, jak trudno było mężczyźnie powiedzieć coś takiego, Harry odezwał się:

- Wystarczająco, by przetłumaczyć dla ciebie cała skrzynię pełną pergaminów w Wężomowie, jeśli to masz na myśli.

- Tak - odpowiedział mężczyzna z małym, nieśmiałym uśmiechem, który czasami unosił kąciki jego ust. - Dziękuję.

- To w końcu nasz wspólny problem, prawda? - przypomniał mu Harry i zapytał:

- Chcesz zacząć już teraz? Ten pergamin w twoich rękach wygląda, jakby zawierał eliksir na zmniejszenie zatoru płucnego. Nie sądzę, że tego właśnie szukamy.

Severus odłożył zwój na stolik ze zmęczonym westchnięciem.

- To może zając bardzo dużo czasu.

- Na szczęście masz swojego własnego, mieszkającego z tobą tłumacza - zażartował Harry. - Więc powinniśmy zacząć to rozszyfrowywać?

- Jeśli masz na to siłę - odpowiedział jego kochanek.

To był długi dzień i obaj byli wyczerpani, ale Harry mógł zobaczyć podniecenie Severusa na myśl o posiadaniu lekarstwa na wyciągnięcie ręki.

- Oczywiście, że tak. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej je znajdziemy.

- Szybko to chyba niezbyt adekwatny termin. Widziałeś ile jest zwojów w tamtej skrzyni? - zapytał mężczyzna.

- Pesymista. No chodź. Możesz robić notatki z tego, co czytam, tak na wszelki wypadek, gdybyś chciał wypróbować jakiś eliksir, który nie jest antidotum na twoją przypadłość - powiedział Harry, wiedząc jak zachęcić Severusa.

Mężczyzna rzucił mu długie spojrzenie, po czym zapytał niewinnie:

- Masz na myśli, że mogę notować twoje syczenie na kartce?

- O tym zapomniałem - przyznał Harry.

- Tak właśnie pomyślałem.

- Więc uważasz, że będę musiał to wszystko zapisywać? - spytał Harry, usiłując nie wpadać w panikę na myśl o ogromie zadania stojącego przed nim.

- Jeśli będziesz w stanie - odparł Severus.

- Co masz na myśli?

- Nie mamy pojęcia, czy zaklęcie w atramencie pozwoli ci na przetłumaczenie tych notatek na angielski. Istnieje możliwość, że skończysz pisząc w Wężomowie.

- Czyż to nie jest zachęcająca myśl? No dobrze, nie twórz nam więcej problemów niż już mamy. Zobaczmy co mogę zrobić, a resztą zajmiemy się później, dobrze?

Z ponurym skinięciem głową, Severus zaprowadził go do pokoju pełnego papierów. Aż do teraz, Harry widział tylko fragmenty tego wszystkiego, gdy jego kochanek wchodził lub wychodził ze środka.

Rozświetlony kinkietem pokój dosłownie wibrował mocą z wielu mrocznych artefaktów tu zgromadzonych. Harry rozejrzał się po pudłach i półkach pełnych książek i magicznych sprzętów, blokujących ponad 80% dużego pokoju. Pozostałe miejsce zajmował mały blat do warzenia eliksirów, dzielący teraz swoją niewielką przestrzeń z otwartą skrzynią Slytherina.

Długi blat zapełniony był pergaminami wypełnionymi linijkami węży, ale otwarta skrzynia nie wyglądała, jakby cokolwiek z niej wyjęto.

Severus miał rację. To zajmie im długa chwilę.


Sześć tygodni później koniec szkoły zbliżał się, a oni ledwo naruszyli zawartość skrzyni. Każdej nocy Harry wracał do domu z pracy, jadł szybko posiłek w ich komnatach i czekał aż Severus skończy nadzorowanie szlabanów. Gdy mężczyzna wracał, wchodzili do pokoju badań i spędzali kolejne trzy czy cztery godziny przedzierając się przez pergaminy Slytherina.

Obawy mężczyzny okazały się być uzasadnione. Harry nie był w stanie zapisywać tego, co przeczytał. Musiał przeczytać to w Wężomowie, odwrócić się od dokumentów i powiedzieć Severusowi po angielsku o tym, czego się dowiedział, a jego kochanek zapisywał to i robił notatki, albo rzucali zaklęcie na pióro, by pisało to, co jest dyktowane. To był żmudny proces i wystawiał na próbę ich charaktery. Jednak jakoś udało im się wzajemnie nie pozabijać.

- Wiesz - powiedział chrapliwie w pewien piątkowy wieczór, po czterech godzinach tłumaczenia, spoglądając na Severusa siedzącego na równie niewygodnym stołku przy blacie obok niego, - w takim tempie, w jakim nam to idzie, zdążymy umrzeć z naturalnych przyczyn na długo przed tym, nim znajdziemy lekarstwo w tym bałaganie.

- Albo nienaturalnych - odparł Severus rozdrażniony. - Czy ostatnie słowo nie powinno brzmieć "kozieradka", zamiast "koza Radka"? *

Harry spojrzał na pergamin, sprawdził i westchnął.

- Wybacz.

- Jeśli nie będziesz uważał na to, co czytasz, rzeczywiście będziemy tu przez wieczność - skarcił go Severus.

- Mam pewien pomysł, który mógłby to ułatwić - powiedział.

- Twoja ostatnia sugestia, mająca wszystko ułatwić sprawiła, że pomieszaliśmy dwa tygodnie pracy z nieprzetłumaczonym materiałem - powiedział mężczyzna, nawet na niego nie spoglądając znad długiego zwoju, do którego dodawał ostatnie tłumaczenia. To był złośliwy głos Severusa, który wykorzystywał na szlabanach, ten, który wciąż był w stanie go zdenerwować.

Bardzo się starając, by nie zareagować na ten ton, Harry wziął głęboki wdech i powiedział:

- Tak, pamiętam. Myślę jednak, że wiem, co zrobiliśmy źle.

- Poza próbami przyśpieszania magią czegoś, co może zostać osiągnięte powolną pracą badawczą?

- Chcesz usłyszeć mój pomysł, czy może spędzić dwadzieścia następnych lat kłócąc się o rzeczy typu "kozia rada"?

- To zioło nazywa się kozieradka i nie - odpowiedział Severus.

Zupełnie zagubiony, Harry westchnął i zapytał:

- Czego dotyczy to "nie"?

- Nie, nie chcę spędzić następnego wieku słuchając jak masakrujesz nazwy ziół, które znajdowały się teście dla pierwszego roku. Jaki jest ten twój genialny pomysł?

- Jeszcze jeden sarkastyczny komentarz i kończymy na dziś - ostrzegł go Harry. - Już przekroczyłeś dzisiejszą normę.

- Nie wiedziałam, że jakąś mam - odpowiedział Severus łagodniejszym, rozbawionym głosem.

- Cztery godziny złośliwości to mój limit. - Spojrzał na jego hardą twarz.

Severus odłożył pióro i zmęczony potarł nos.

- Minęło już prawie pięć godzin. I masz rację, wyżywałem swoje frustracje na tobie.

To nie do końca były przeprosiny, ale Severus rzadko przepraszał. Wyczerpany wygląd twarzy mężczyzny pozwolił mu na wspaniałomyślność.

- Nie martw się. Możesz mi to wynagrodzić w łóżku. Więc chcesz usłyszeć o moim pomyśle, czy nie?

- Czekam ze wstrzymanym oddechem - odpowiedział mężczyzna, prostując się na krzesełku z dobrze słyszalnym trzeszczeniem w kręgosłupie.

- To był sarkazm - powiedział Harry, składając ramiona na piersi i piorunując kochanka wzrokiem.

- Oh, no na... Potter, po prostu powiedz mi na co wpadłeś, bez tych Gryfońskich dramatyzmów proszę? - stracił nad sobą panowanie Severus.

Musiał się na to uśmiechnąć.

- Gryfońskie dramatyzmy? I to mówi mężczyzna, który nie opuszcza pokoju bez miotania się jak przestraszony kruk? W każdym razie sądzę, że ostatnio podeszliśmy do tego źle, gdy usiłowałem przywołać lekarstwo.

- To oczywiste.

- Chcesz mnie wysłuchać czy nie? - Gdy szyderczy wyraz twarzy Severusa zmienił się w obojętność, kontynuował:

- Ostatnim razem próbowałem wezwać jakikolwiek dokument zawierający słowo "wampir". Powinno było zadziałać. Jednak Slytherin musiał rzucić czar na zawartość skrzyni, by zapobiec zrobieniu tego, co my próbowaliśmy osiągnąć. Zamiast przywołać antidotum, moje próby sprawiły, że wszystkie pergaminy wróciły do skrzyni i się wymieszały.

- Moja pamięć nie zawodzi, ale za to moja cierpliwość tak - powiedział Severus. - Byłem tu. Wiem, co się działo. Wciąż staramy się to naprawić.

- Myślę, że to się stało, bo zapomniałem o podstawowym elemencie, z którym mamy do czynienia we wszystkim w spuściźnie po Slytherinie - powiedział Harry.

- Czyli? - spytał mężczyzna.

- Usiłowałem przywołać lekarstwo po angielsku, a nie w Wężomowie. To był błąd. Cała praca Slytherina jest zakodowana i reaguje tylko na ten język. Myślę, że zaklęcie zadziała, jeśli użyjemy mowy wężów. Co o tym myślisz?

- Myślę, że jestem idiotą. Powinienem był pomyśleć o tym tygodnie temu - przyznał Severus łagodnie, odsuwając włosy z twarzy niecierpliwym gestem.

Harry wyciągnął dłoń w kierunku mężczyzny siedzącego obok niego na stołku i przeciągnął palcami po jego nieumytych włosach. Może i nie były zbyt czyste, ale z pewnością bardzo miękkie.

- Miałeś inne sprawy na głowie. A ja mogę się mylić.

Pochylił się, by scałować zirytowany wyraz na zaciśniętych ustach Severusa.

Te zdolne, długie palce pogłaskały jego plecy sprawiając, że zadrżał.

- Nie mówiłem ci tego ostatnio, ale doceniam czas, jaki poświęcasz na ten projekt - powiedział jego kochanek, gdy się rozdzielili, bo stołek Harry'ego zachwiał się, gdy przechylił się w stronę mężczyzny. - Wiem, że są inne rzeczy, które robiłbyś z większą ochotą.

Pogładził włosy i czoło Severusa.

- To nasz problem, prawda? Myślisz, że powinniśmy spróbować w Wężomowie? Jeśli się mylę, to sześć tygodni pracy znowu zmiesza się z resztą.

Ochronne zaklęcie Slytherina, które ten rzucił na pergaminy było tak silne, że starożytne zwoje odpychały nowy atrament. Nie mogli nawet oznaczyć tych dokumentów, które już przetłumaczyli. Jak do tej pory, ponownie trafili na zaledwie trzy z tych, którymi już się zajmowali w początkowych dwóch tygodniach. Dla niego to wszystko to były jakieś bzdury. Nawet Severusowi zajmowało zwykle kilka minut, by rozpoznać powtórkę. Gdyby stracili sześć tygodni pracy, to kosztowałoby ich to sporo czasu.

Wyraz twarzy mężczyzny był bardzo miękki, gdy odpowiedział:

- Warto spróbować.

- Teraz? - zapytał Harry zdenerwowany. Naprawdę nie chciał zobaczyć całej ich pracy wracającej do skrzyni, tak jak ostatnim razem.

Severus przytaknął.

- W ten czy inny sposób, skończymy na dziś. No dalej. Spróbuj.

- Ja, er, potrzebuje węża albo jakiegoś odpowiednika, by na niego spojrzeć.

Severus wyciągnął różdżkę i wymruczał szybkie zaklęcie. Chwile późnej kałamarz na blacie zmienił się w piękny pierścień z wężem.

Harry przez chwilę podziwiał gładkie, czarne ciało i lśniącą czerwoną obrączkę. Patrząc na płaskie, błyszczące, czarne oczy gada, powiedział coś, co w jego głowie brzmiało jak "Accio pergaminy zawierające słowo wampir oraz jego synonimy". Słowa, który wyszły z jego ust przypomniały bardziej "Sssssh sharrr haasshsharssssh shesharra shesssssssh".

Harry wstrzymał oddech.

Początkowo wydawało się, że nic się nie stało, a potem usłyszał jak zwoje w otwartym kufrze po ich prawej stronie poruszyły się, tak jak wtedy, gdy wszystko powróciło do jej środka. Jednak tym razem spory stos pergaminów po lewej stronie Severusa ani drgnął.

Harry patrzył, jak prace Slytherina uniosły się formując tunel powietrzny, który wirował w koło w kufrze. Po jakiejś minucie pięć dokumentów oddzieliło się od reszty i podleciało do Harry'ego. Prawie nie mogąc w to uwierzyć wyciągnął ręce, by złapać je w powietrzu.

Harry szybko przeszukał wzrokiem pierwszą ze stron.

- To jest lekarstwo na brodawki, które wymienia... pająka wampirzego?

Severus przytaknął.

Harry wyciągnął następny ze zwojów.

- Ten zdaje się dotyczyć środka owadobójczego, wykorzystującego...

- Wino wampirze - zgadł Severus.

- Tak. - Harry zerknął na trzeci z pergaminów w dłoni i zamarł, gdy przeczytał pierwsze linijki. - To jest to.

- Co to jest - zaklęcie czy eliksir? - zapytał mężczyzna.

- Eliksir - odpowiedział powoli, sprawdzając pozostałe dwa arkusze. - Właściwie, to wszystkie trzy dotyczą lekarstwa.

- Lekarstwo to eliksir, którego instrukcje wynoszą sześć stóp pergaminu? - Severus brzmiał na zszokowanego.

- Nie, to jest kilka eliksirów. Cały cykl księżycowy. Mikstura na każdy z dni - Harry odpowiedział w roztargnieniu, gdy jego uwaga skupiona była na czymś, co był pewien, że źle odczytuje.

- Muszę brać eliksir przez dwadzieścia osiem dni, by zostać wyleczony? - zapytał mężczyzna wyglądając zarówno na chętnego jak i zdenerwowanego.

- Er, nie. Wygląda na to, że ja muszę je brać - odpowiedział Harry miękko, gdy był już pewien co czyta.

- Słucham? - ciemne brwi Severusa wygięły się do góry.

- Zgodnie z tekstem, by antidotum zadziałało, musi zostać przefiltrowane przez krew dawcy.

Szybko czytając, Harry wyjaśnił:

- Napisano tu, że dawca wypija eliksir każdego dnia o wschodzie słońca, a potem wampir karmi się każdej nocy. Na wszystkie fazy księżyca są inne mikstury, ale wydają się mieć podobną bazę. Ostatniej nocy... - przerwał Harry, musząc jeszcze raz przeczytać dwie ostatnie części. Boże, ten etap był przerażający. Biorąc się w garść, kontynuował:

- Ostatniego dnia o wschodzie słońca, wypiję eliksir tak jak zawsze, tylko, że... zaraz po tym muszę wypić twoją krew. Slytherin pisze, że zmiany, które spowoduje żywienie się na mnie codziennie po tych eliksirach, zmienią drastycznie skład twojej krwi i nie zostanę zmieniony. Musimy poczekać do zachodu słońca aby mój system przefiltrował miksturę i twoją krew. Potem się pożywisz i będziesz wyleczony.

Nastała kompletna cisza.

Harry był zbyt zajęty przetwarzaniem tego, co należało zrobić, by myśleć o reakcji kochanka. Jeśli chciał, by Severus został wyzdrowiał, musiał wypić krew wampira. Jakoś nigdy nie wyobrażał sobie tego w ten sposób, gdy mężczyzna powiedział mu o zaginionym lekarstwie.

Najwyraźniej jego towarzysz też nie, bo miał przerażoną minę.

Po dłuższej chwili, mężczyzna powiedział:

- Absolutnie nie.

- Severusie...

- Nigdy nikogo nie zmieniłem. Nie zrobię tego tobie. Jeśli ten eliksir nie zadziała albo popełnię błąd przy warzeniu, zostaniesz przeklęty, tak jak ja. - Twarz jego kochanka była napięta i blada.

- Chcę zaryzykować - łagodnie nalegał Harry, a niechęć Severusa dawała mu siłę, by wznieść się ponad własne lęki. Mógł to zrobić - dla Severusa. Jeśli lekarstwo nie zadziała... nie chciał o tym myśleć. Musiało zadziałać. Nie było innej opcji.

- A ja nie - powiedział mężczyzna, wstając i wychodząc z pokoju.

- Severusie! Severusie!

Harry usłyszał jak zewnętrzne drzwi do komnat się zamykają.

Wzdychając, wrócił do pierwszej strony opisu eliksiru i zaczął żmudne zadanie, dyktując tekst zaczarowanemu pióru.


Dwie godziny później, mężczyzna wciąż nie wrócił.

Wreszcie kończąc tłumaczenie, Harry ostrożnie odłożył notatki i zamknął drzwi do pokoju badań.

Pracował przez cały dzień i spędził ostatnie siedem godzin nad tymi pergaminami. Był wyczerpany. Spojrzał tęsknie na sypialnię, ale wyszedł przez drzwi wyjściowe w salonie i poszedł szukać swojego kochanka.

Późna czerwcowa noc była ciepła i jasna. Zmniejszył swoje szaty i włożył je do kieszeni spodni. Jego niebieski mugolski T-shirt był o wiele odpowiedniejszy na ten wczesnoletni wieczór.

Wiedząc, gdzie powinien szukać, Harry poszedł w dół ścieżką oświetlaną księżycem. Zdawało się ze od bardzo długiego czasu nie czuł nocnego powietrza na swojej skórze. Lekka bryza dmuchała na jego twarz i ramiona. Niosła ze sobą mokry, żywy zapach lasu z jego prawej strony i czysty, świeży zapach wody. Z jakiegoś powodu ten zapach przypomniał mu o Severusie.

Jego umysł pełen był planów i możliwości dotyczących lekarstwa. Przetłumaczony opis antidotum uświadomił mu jasno, ze nie jest to coś, w co powinien pakować się bez zastanowienia. Poza szansą, że krew Severusa zmieni go w wampira, pozostawał fakt, że codziennie wypijane eliksiry sprawią, że będzie chory za każdym razem, gdy je weźmie, a musiał to robić przez dwadzieścia osiem dni.

Wzdychając, wpatrywał się w wodę. Jezioro było gładkie i lśniło czarno, co przypominało mu kolor oczu Severusa. Pełny księżyc odbijał się w wodzie i towarzyszył mu, gdy szedł błotnistą drogą, a łagodny wiatr bawił się trzciną rosnącą przy brzegu jeziora.

Spacer do miejsca, w którym znalazł mężczyznę ostatnim razem, gdy jego kochanek ukrył się w ten sposób, zajmował pół godziny. Zgodnie ze swoimi przyzwyczajeniami, Severus tam był. Nawet ze sporej odległości mógł zobaczyć półdługie włosy i szaty trzepoczące łagodnie na kojącym wietrze.

Coś w nim się rozluźniło, gdy zobaczył tą szczupłą sylwetkę.

Harry wszedł na płaski kamień i stanął w bliskiej odległości.

- Miło tu. Powinniśmy tu częściej przychodzić.

Nie dostał odpowiedzi. Twarz mężczyzny pełna była napiętych linii, a jej wyraz wyglądał na burzliwy i groźny.

- Wiedzieliśmy, że nie będzie łatwo - powiedział Harry po chwili. - Musiał istnieć powód, dla którego zrobiono to tylko raz w historii.

- Nie zaryzykuję ciebie - odparł w końcu Severus, wciąż na niego nie patrząc.

- A ja nie chce ryzykować straty ciebie, a dzieje się tak za każdym razem, gdy wychodzisz z zamku. To się musi skończyć. Znaleźliśmy lekarstwo. Kilka godzin temu byłeś gotowy poświęcić wszystko, by wyzdrowieć - przypomniał mu.

- Tak było, ale tylko ja płaciłbym tą cenę. Gdybym się otruł albo zabił jakimś durnym antidotum, to to byłoby tego warte. Ale nie mogę cię w to mieszać.

- Już jestem w to zamieszany. Nie rozumiesz? Kocham cię!

- Jaka byłaby nasza miłość, gdybyś pozwolił się przekląć ze względu na nią? - odpowiedział zmęczony Severus.

Chwilę zajęło mu zrozumienie, co mężczyzna powiedział. Cichym głosem stwierdził:

- To pierwszy raz, gdy przyznałeś, że mnie kochasz.

Severus odwrócił się tak gwałtownie, że Harry instynktownie się odsunął. Te ciemne oczy błyszczały, gdy spoglądał na niego, wypełnione miłością i desperacją, tak ciemne i lśniące jak jezioro za nimi.

- Przyznałem, że cię kocham? Jesteś jedyną radością, jaką poznałem w życiu. Umarłbym dla ciebie.

- Czy ja nie mogę czuć się w ten sam sposób? Nie zrobiłbyś tego samego, by mi pomóc? - pytał Harry, przytrzymując ramiona mężczyzny. Severus wybierał śmierć - przez wzgląd na niego. - Tak naprawdę to już to dla mnie zrobiłeś, pamiętasz? Gdy wyssałeś truciznę z Acid Wheeler.

- Okoliczności były zupełnie inne. Byłeś w śmiertelnym zagrożeniu - argumentował Severus.

- Tak samo jak ty. Za każdym razem, gdy opuszczasz szkołę. Cierpisz przez cały czas. Zrobiłbym wszystko, by to się skończyło. Chcę, żebyśmy obaj żyli. Razem. To nasza szansa na normalne życie. Proszę, Severusie? - błagał, wyciągając dłoń, by pogłaskać jego policzek.

- A jeśli eliksir zawiedzie i się zmienisz? Jakie byłoby to życie? Co wtedy zrobisz?

Usiłując pozostać tak spokojnym, jak tylko mógł, Harry odpowiedział pewnie:

- Będę spacerować z tobą nocami, tak długo, jak będziemy mogli. Jednak to się nie stanie. Jesteś największym mistrzem eliksirów tego wieku. Tak jak Salazar w swoim. Nie popełnisz błędu. Zadziała.

- Zadziała tylko wtedy, jeśli te notatki są dokładne - poprawił go miękko Severus. - Mistrzowie eliksirów byli tak zazdrośni o swoje odkrycia, że często sabotowali swoje zapiski przez opuszczanie ważnych kroków albo umieszczanie substytutów składników, które mogą spowodować katastrofę w rękach ignoranta.

- O tym nie pomyślałem - przyznał Harry. - Ale gdyby Slytherin tak zrobił, to czy strzegłby antidotum tak ostrożnie? Pomyśl o tym. Ktoś, kto znalazł ten opis musiałby pokonać bazyliszka, być potomkiem Salazara i mówić Wężomową. Dlaczego miałby robić coś, co naraziłoby jego własną krew po takich wysiłkach, by zachować dla niego swoja pracę?

- Złośliwość? - zasugerował Severus. - Zazdrość o tych, którzy wciąż żyją, podczas gdy on zmarł? Skąd mogę wiedzieć? Wszystko, co wiem, to...

- To że się boisz - powiedział łagodnie Harry. - Ja też. Nie jestem głupcem. Wiem, że to szaleństwo i że jest bardzo niebezpieczne, ale... chcę żyć normalnie. Ciągle cierpisz. To nie w porządku.

- Dawałem sobie radę przez trzydzieści lat. Dam radę kolejne trzydzieści, jeśli muszę.

- Może ty dasz, ale co ze mną? - łagodnie spytał.

- Z tobą? - bezmyślnie powtórzył mężczyzna.

- Nie możemy nawet wyjść na obiad do miasta bez ryzykowania, że jeden z tych cholernych czujników na wampiry nie jest testowany. Martwię się o ciebie przez cały czas Severusie i... istnieje sposób powstrzymania tego strachu.

- Który może cię zabić albo nawet gorzej - odpowiedział mężczyzna.

- Być może, ale nie sądzę, by Salazar to zrobił, nie po tych wszystkich problemach, na które musiał się narazić, by być pewnym, że tylko spadkobierca dostanie się do jego pracy. Proszę, daj nam szansę na normalne życie?

- Nie mógłbym żyć ze sobą, gdybym coś ci się stało przeze mnie - odpowiedział Severus. Te słowa nie były przesadą. Harry wiedział, że gdyby lekarstwo Slytherina sprawiło, że umrze albo odebrało mu człowieczeństwo, to zabiłoby to Severusa.

- Więc będziemy razem, żywi albo martwi - stwierdził Harry. - Czy to naprawdę takie straszne?

Oczy jego kochanka były tak ciemne jak noc dokoła nich.

- Nie rozumiesz mnie. Nie chcę być powodem twojej śmierci. Nie powinieneś nawet być ze mną. Powinieneś być z kimś młodszym, bardziej ludzkim, który...

Położył dłoń na ustach Severusa, by zatrzymać te słowa.

- Kocham cię - tylko ciebie. To się nigdy nie zmieni. Proszę, zrób to dla mnie?

Harry uniósł dłoń z zaciśniętych ust mężczyzny.

- To nie fair, że o to pytasz - powiedział Severus.

- Wiem. Jednak i tak o to proszę. Jeśli mnie kochasz, to to udowodnij. Zrób to dla mnie. Zrób to dla nas.

- Nie będę udowadniał mojego uczucia przez skazywanie cię na taki los! - krzyknął Severus. - Absolutnie nie!

- W takim razie sam uwarzę ten cholerny eliksir i go wezmę. Jeśli będę musiał to rzucę na ciebie Imperiusa i wmuszę antidotum w twoje gardło - piorunował wzrokiem zupełnie nieszczęśliwe oczy Severusa.

- Nie porzucisz tego szalonego pomysłu, prawda? - zapytał mężczyzna zupełnie pokonany.

- Nie. To nasza jedyna szansa. Musimy spróbować - nalegał Harry.

- Nie ma dla ciebie znaczenia, że prędzej bym umarł, niż był dla ciebie zagrożeniem. Nie dbasz o to, ze nie chce tego robić - ani trochę. Moje pragnienia nic dla ciebie nie znaczą?

- Znaczą - wyszeptał Harry, - ale...

- Ale i tak mnie zmusisz - skończył Severus. - Nawet jeśli to zabije jednego z nas albo obu, a może nawet uczucie, które do siebie żywimy?

- Jeżeli muszę - odpowiedział Harry, gdy pojawiła się w nim znana mu, ponura determinacja. On tez potrafił być uparty, gdy musiał.

Prostując się, Severus spiorunował go wzrokiem.

- W ogóle się nie zmieniłeś, prawda? Wciąż jesteś rozpuszczonym dzieciakiem, który musi dostać to, czego chce. Zrozum, nie zrobię tego. Jeśli będziesz nalegał i próbował mnie zmusić, to możesz zebrać swoje rzeczy i wynieść się stąd do jutra.

Potem Severus odwrócił się bez słowa i poszedł z powrotem do zamku.


* nieprzetłumaczalna gra słów - fenugreek = from the greek ;)