Zszokowany tą groźbą, Harry szybko ruszył za mężczyzną chcąc go dogonić, ale przez całą drogę do lochów zdawało się, że Severus jest ciągle o krok do przodu przed nim, a emocjonalnie o odległość kontynentu.

- Naprawdę mnie wyrzucasz? - zapytał Harry, idąc pustą ścieżką koło jeziora z powrotem do zamku. Jednak kochanek mu nie odpowiedział. Po prostu szedł dalej.

Ponieważ było sporo po północy, to nie spotkali nikogo wracając do domu. Mężczyzna z całą pewnością dałby jakiemuś nieszczęsnemu uczniowi szlaban do końca życia.

Taki nastrój trwał aż do czasu, gdy dotarli do sypialni i zaczęli się rozbierać. Harry co chwila zerkał na sztywną twarz kochanka mając nadzieję, że zmięknie, ale mężczyzna był zupełnie zamknięty.

Harry nie zapomniał, że to była noc karmienia, nawet jeśli Severus tak.

W końcu będąc nadzy, ułożyli się po przeciwnych stronach łóżka z czterema kolumienkami i zieloną pościelą. Po raz pierwszy jego towarzysz nie odwrócił się w jego kierunku. Harry wpatrywał się w wąskie, nagie plecy, celowo wystawione na jego widok i westchnął.

Wszystko z tym mężczyzną było tak skomplikowane. Poza seksem nic nie przychodziło im łatwo.

Harry czekał, aż stało się jasne, że Severus nie zrobi pierwszego ruchu. Nie mogąc już znieść tego dystansu między nimi, wyciągnął dłoń i położył ją na ciepłym ramieniu.

Mężczyzna drgnął, jakby uderzył go batem. Szczupła forma zdawała się kulić w sobie, choć Severus nie poruszył ani jednym mięśniem, by się od niego oddalić.

- Wiem, że to nie jest to, na co liczyłeś - powiedział Harry głaskając spięte ramię. - Przykro mi.

- Czy to znaczy, że zostawisz ten temat i nigdy więcej o tym nie wspomnisz? - zapytał Severus tonem pełnym nadziei, łamiącym mu serce.

- Nie. Po prostu mi przykro, że jesteś tak zdenerwowany. Wciąż chcę żebyśmy to zrobili - powiedział w kierunku napiętych pleców kochanka. - Naprawdę mnie wyrzucasz?

Severus przez dłuższą chwilę nic nie mówił, a potem gwałtownie się odwrócił. Twarz jego kochanka pełna była wściekłych linii, których Harry nie widział od czasów szkolnych, gdy ten powiedział:

- Jeśli mnie do tego zmusisz, to z nami koniec. Przez większość mojego dorosłego życia byłem pionkiem silniejszych czarodziejów. Nie stanę się także twoim. Nie będę żył z kimś, kto nie dba o moje pragnienia. Więc zastanów się nad tym dokładnie, Potter. Czy warto tracić to, co mamy? Bo jeśli zmusisz mnie do tego, to tak właśnie się stanie.

Choć Severus mówił już podobne rzeczy od chwili, gdy zdenerwował się nad jeziorem, to tym razem mocno to nim wstrząsnęło. Harry wiedział, że mężczyzna go kocha, i że ta groźba była wynikiem obawy o jego bezpieczeństwo, ale wiedział także, że jego towarzysz potrafił być najbardziej upartym człowiekiem na świecie. Ich miłość nigdy nie zostawiła wystawiona na próbę przeciwko dumie Severusa. Jeżeli stawiał takie ultimatum, to mógł postąpić zgodnie z nim, nieistotne czy lekarstwo zadziała czy nie.

Harry zdał sobie sprawę, że to jest ryzyko, które musi podjąć.

- Jeśli będziesz tego chciał, to zabiorę się stąd następnego ranka po tym, gdy zostaniesz wyleczony. Jednak nie odejdę zanim tego nie zrobimy.

- A mówią, że to Ślizgoni są aroganccy - powiedział Severus. - Jeśli będziesz nalegał w taki sposób, to zmienię osłony tak, że nie dostaniesz się już do tych komnat.

Harry spiorunował wzrokiem tę wściekłą, nieprzyjemną twarz, którą pokochał.

- W porządku. Poproszę Minervę o miejsce w Wieży Gryffindoru. Sam uwarzę ten cholerny eliksir i rzucę na ciebie Imperiusa, by ci go podać jeśli będę musiał, ale ty weźmiesz to lekarstwo.

- Naprawdę? - zapytał Severus groźnym tonem, który posłał dreszcz po kręgosłupie Harry'ego.

Nie chciał tego robić w ten sposób. Nie mógł się jednak wycofać. Od tego zależało życie mężczyzny.

- Tak. Nie doszliśmy tak daleko tylko po to, by się poddać. Zrobimy to. Wiem, że jesteś na mnie wściekły, ale kocham cię i cię nie stracę. Nie, gdy mogę zrobić coś, by temu zapobiec.

- Kochasz mnie? Nie wiesz co te słowa oznaczają - prychnął Severus.

Harry'emu udało się zdławić wściekłą ripostę. Zamiast tego, odpowiedział:

- Może masz rację. W końcu nie mam z tym zbyt wiele doświadczenia. Jesteś jedyną osobą, do której czułem coś takiego. Straciłem wszystkich, o których się troszczyłem, ale ciebie nie stracę.

- Nawet nie próbuj grać na moim współczuciu - odparł ze zjadliwym sarkazmem Severus.

- To nie miałoby sensu, prawda? Nie masz żadnego, gdy zachowujesz się w taki sposób – odparował Harry.

- No tak, bo grożenie mi Imperiusem, jeśli odmówię ugięcia się pod twoją wolą, jest takie Gryfońskie - stwierdził Severus.

Jego usta otworzyły się, by odparować kolejną kontrą, gdy słowa mężczyzny wreszcie do niego dotarły. Zagroził kochankowi Niewybaczalnym. I jeszcze się dziwił, że Severus był wściekły?

Harry wziął głęboki wdech i postarał się uspokoić własną furię.

- Przepraszam. Masz rację. Straciłem głowę. Nigdy nie powinienem był tego powiedzieć.

Czuł się tak, jakby miał do czynienia ze Snape'em z czasów dzieciństwa, małostkowym, wybuchowym człowiekiem, z którym nie wiedział jak postępować. Po oczach Severusa widział, że ten się nie poddaje; pozostały twarde jak niewyszlifowane diamenty. Jednak to był ten sam mężczyzna, obok którego obudził się tego ranka. Nieważne, jak zły był jego kochanek w tej chwili, Harry wiedział, że żaden argument nie sprawi, że ich uczucie zniknie w jedną chwilę. Severus mógł być tak wściekły, że najchętniej by go teraz zabił, ale pod tą złością wciąż go kochał. Sześć miesięcy ciężkiej pracy nie gasło tak szybko; po prostu nie było w stanie.

Przeszywające spojrzenie mężczyzny nie zmieniło się ani trochę.

- Czy te nieszczere przeprosiny mają sprawić, ze poczuję się lepiej? Jesteś zbyt potężnym czarodziejem, by wypowiadać takie groźby tylko dlatego, że nie dostajesz tego, czego chcesz. Powinieneś dorosnąć Potter, zanim popełnisz taką arogancką pomyłkę z nieodpowiednią osobą, która nauczy cię błędów w twoim postępowaniu.

- Tak jak ty? - sprowokował go Harry lekceważąco, nie cierpiąc złośliwości w tonie Severusa, którą ten torturował go przez cały jego pobyt w Hogwarcie.

Z całą pewnością wciąż mieli ten talent do krzywdzenia się. Walka przychodziła im zbyt łatwo. Harry nie mógł się powstrzymać, nie bardziej niż Severus. Zawsze doprowadzali się do ostateczności. Przez kilka ostatnich miesięcy to działało na ich korzyść, gdy się do siebie zbliżyli, ale zbyt łatwo było wpaść w stare nawyki. Dopiero po swoich słowach zdał sobie sprawę, że tym razem posunął się za daleko.

Na niemal kpiące pytanie Harry'ego, oczy mężczyzny błysnęły czymś błędnym i dzikim. Przez chwilę Severus tylko leżał, z furią płonącą w oczach, a jego magia trzeszczała groźnie dokoła. Harry zastanawiał się, czy mężczyzna straci kontrolę i uderzy w niego bezróżdżkową magią, gdy jego kochanek wyszeptał wściekle:

- Ty mały... - i zaatakował go fizycznie.

Zanim Harry zorientował się, co się właściwie dzieje, został przyciśnięty do łóżka. Poczuł się tak, jakby wylądował na nim Norweski smok Kolczasty - a może wampir, którym był Severus - gdy został przygnieciony przez wyższą, nienaturalnie potężną sylwetkę.

Mężczyzna w tym momencie zdawał się być szalony. Bezsilny gniew na twarzy Severusa był przerażający. Jednak gdy spojrzał głęboko w te nieczułe oczy, to dostrzegł w tym udręczonym wzroku strach, którego Harry nigdy tam nie widział.

Te dzikie emocje przeszywające jego kochanka złamały jego serce. Tym razem to uczynił. Popchnął tego kontrolującego się mężczyznę poza jego limit.

- Severusie? - zawołał.

Nie było odpowiedzi.

Zimny dreszcz przebiegł po nim, gdy zauważył te porcelanowobiałe czubki kłów wystające z ust mężczyzny. Poziom adrenaliny u jego kochanka musiał być bardzo wysoki, skoro to się stało.

- Severusie? Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Proszę... spróbuj się uspokoić... - Harry miał paskudne wrażenie, że mówi do dzikiego, wygłodniałego łowcy, który zmuszał mężczyznę do opuszczania ich łóżka kilka nocy w tygodniu, potwora, w którym Severus bał się zagubić.

Harry z opóźnieniem zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Nie umiał w porę zamknąć ust. Musiał go popchnąć. Nie mógł nie zastanawiać się, czy przypłaci za swoją głupotę życiem. W każdym razie liczył, że właśnie to się stanie, jeśli sytuacja skończy się źle. Było coś gorszego, co Severus mógł mu zrobić, niż wyssanie go do sucha.

Prawie oczekiwał, że mężczyzna rzuci mu się do gardła, ale tak się nie stało.

Zamiast tego, usta Severusa przykryły jego własne z siłą, która mogła go posiniaczyć.

Ostre krawędzie jednego z kłów przebiły jego puchnące wargi, gdy całowali się ostro, a Severus zaczął wysysać mała rankę.

Zupełnie spanikowany, Harry zastanawiał się, czy kochanek rozerwie jego usta, by się pożywić, ale gry krew przestała lecieć, mężczyzna nie starał się zdobyć jej więcej.

Wargi jego towarzysza przywarły do jego w brutalnej desperacji. Cała złość, gniew i zmartwienie, których doświadczał mężczyzna, przekształciły się w nagłą, oszalałą agresję. Te nieludzko silne dłonie złapały jego ramiona w karzącym uścisku. Severus całował go tak, jakby wysysał z niego życie, z większą złością niż Harry sobie wyobrażał.

Ta jego część, której zależało na przetrwaniu, dawno już przestała panikować i była na dobrej drodze ku przerażeniu. Zakpił z głodnego, wściekłego wampira, by się na nim pożywił. To nie była jego najmądrzejsza decyzja. Severus nigdy nie dotykał go inaczej niż z łagodnością podczas karmienia się. A to było straszne.

Stało się to tylko raz albo dwa w ciągu sześciu miesięcy odkąd byli razem, ale zwykle, gdy Severus wyczuł jego strach, natychmiast przestawał i czekał aż Harry się uspokoi. Jednak dziś nie przestał. Wręcz przeciwnie, całował go gwałtowniej, jakby strach go podniecał.

Harry gwałtownie łapał oddech, usiłując odzyskać kontrolę nad sytuacją, a jeśli to zawiedzie, to opanować własne przerażenie. Jednak Severus plądrował jego usta z brutalnością, która sprawiała, że czuł się gwałcony i nie mógł myśleć. Mógł tylko reagować.

Z mocno bijącym sercem, Harry usiłował złagodzić pocałunek, zwolnić ze względu na nich obu, ale mężczyzna tego nie chciał. Jego kochanek był zbyt wściekły na niego, by się powstrzymywać i nad sobą zapanować.

To zostawiało Harry'ego tylko z opcją walczenia albo poddania się. Mógł spetryfikować Severusa myślą, ale on wciąż potrzebował się pożywić. Pomimo całej furii, jaką wyczuwał w swoim zdenerwowanym kochanku, to mężczyzna nie zrobił nic, by go skrzywdzić tak naprawdę.

Harry w głębi serca wiedział, że gdyby użył magii, by zapanować nad zdenerwowanym towarzyszem, to Severus nigdy by sobie nie wybaczył, gdy już wróci mu rozsądek. Nie chciał zostać odepchnięty dla swojego własnego dobra. Byli tego już bardzo blisko, przez ich kłótnię, która doprowadziła mężczyznę do takiego stanu. Nie chciał dodawać kolejnych problemów do tego podstawowego, ale nie chciał też poddawać się przemocy.

Zdecydowany, by przetrwać sztorm i nie korzystać z magii, dopóki nie stanie się to konieczne, gdyby Severus próbował go naprawdę skrzywdzić albo wyssać całą krew, Harry wplątał palce w ciemne, nieumyte włosy i pocałował go z równą siłą.

Miał nadzieję, że jego udział zmiękczy Severusa, ale te wargi wciąż gniotły jego własne. Starając się złagodzić okrucieństwo, głaskał dłońmi szczupłe plecy w uspokajających okręgach, ale jego działania zdawały się być próżne.

Gdy mężczyzna złapał jego nadgarstki i przytrzymał je przy jego bokach, Harry miał dość. Mógł być o wiele niższy od Severusa, ale pracował jako Auror, a co tygodniowe mecze quidditcha sprawiły, że był sprawny i zaskakująco silny. Wykorzystując zaskoczenie i swoją pozycję, zrzucił z siebie mężczyznę.

Szybki jak uderzenie pioruna, Severus odwrócił się w jego stronę, oparty na dłoniach i kolanach, z napiętymi mięśniami, niczym długi, ciemny wąż gotowy do ataku.

Harry nie mógł nie zadrżeć, gdy zobaczył twarz kochanka. Kły były wyciągnięte. Jedyne słowo, które pasowało do wyrazu twarzy Severusa to "dziki". Mężczyzna nie do końca zasyczał, tak jak ten wampir w styczniu, ale jego zęby wyszczerzyły się groźnie i patrzył na niego niczym bestia, której odebrano jedzenie.

- Wystarczy! - jego własna złość rosła z każdą sekundą, gdy Harry siedział i piorunował wzrokiem mężczyznę. Z zaklęciem petryfikującym na ustach, czekał na następny ruch Severusa.

Ku jego wielkiej uldze, jego kochanek mrugnął, jak gdyby nie wiedział gdzie jest, rozluźnił swoją postawę tuż przed atakiem i usiadł.

- C-czy jesteś ranny? - wyszeptał Severus, orientując się, co się stało po wyrazie twarzy Harry'ego i ich pozycjach.

Zbyt wściekły, by ufać własnemu głosowi, spięty Harry potrząsnął przecząco głową. Gdy sądził, że może już mówić bez krzyczenia, wysyczał:

- Nie dzięki tobie. Co się właśnie kurwa stało?

Oczy mężczyzny się zacisnęły. Zęby Severusa wciąż były wyciągnięte, ale już nie wyglądał groźnie. Gdy Harry na niego patrzył, wargi kochanka usiłowały przykryć kły, jak gdyby chcąc je ukryć.

Zauważając obniżoną głowę i ciemne włosy zasłaniające twarz mężczyzny, Harry starał się uspokoić. Kolejna awantura nie była im potrzebna.

- Severusie? - zapytał mniej agresywnie.

- Powinieneś odejść - cichy, pusty szept uniósł włoski na jego karku. Brzmiał na pozbawiony życia i nadziei.

Zadowolony, że znów rozpoznawał mężczyznę, Harry wziął głęboki oddech i przeciągnął dłonią po splątanych włosach.

- Myślę, że jesteś mi winien wyjaśnienia. Nigdy cię takim nie widziałem. Co się stało?

Posępne spojrzenie Severusa napotkało jego oczy. Harry zobaczył, jak jabłko Adama jego kochanka podskakuje w głośnym przełknięciu śliny. Przyglądając się zobaczył, że Severus oddycha szybciej niż normalnie, prawie dyszy.

- Severusie? - Harry nie mógł się powstrzymać. Znał tego mężczyznę przez dwadzieścia lat i nigdy nie widział go tak zdenerwowanego. Przysunął się bliżej kochanka i położył ostrożnie rękę na jego ramieniu. - Co się dzieje? Powiedz mi co się z tobą stało?

Całe ciało Severusa zdawało się wibrować pod jego dłonią. Wzrok, który napotkał jego własny był bardzo zmartwiony. Czysta desperacja i nieszczęście w tych ciemnych oczach zabiła resztę jego złości. W czymkolwiek tkwił problem było widać, że Severus cierpi z tego powodu - bardzo cierpi.

Mężczyzna ponownie przełknął i powiedział chrapliwie:

- To... zbyt wiele. Nie mogę...

Harry wziął głęboki wdech i zadał pytanie, którego jak sądził, nigdy nie będzie musiał zadawać:

- Chcesz mnie skrzywdzić, ukarać? To o to chodzi?

Severus drgnął i potrząsnął głową.

- Nie, ale i tak powinieneś odejść. Proszę... nie mogę...

- Ciii - uspokajał Harry obejmując go ramionami. Dłuższe ramiona Severusa otoczyły go, prawie boleśnie ciasno, gdy mężczyzna schował głowę w zagłębieniu jego szyi. - Wszystko w porządku. - Czując dreszcze przeszywające długie ciało kochanka, zapytał łagodnie:

- Czekaliśmy zbyt długo? Czy to głód?

Harry zdał sobie sprawę, że mężczyzna zwykle karmił się na długo przed dziewiątą w noce żywienia się; teraz było już po pierwszej.

- Częściowo - Severus oddychał nierówno w jego szyję. - To jak... sztorm, który szaleje we mnie. Nie mogę kontrolować...

Wstyd zatrzymał dalsze słowa. Harry mógł go usłyszeć w ekspresyjnym głosie Severusa.

Przypuszczał, ze to wcale nie było tak dziwne, że kontrola mężczyzny dziś pękła. Oboje byli pod dużym stresem szukając lekarstwa Slytherina w skrzyni pełnej pergaminów. Od tygodni funkcjonowali na mniej niż pięciu godzinach snu dziennie. Po całej ich ciężkiej pracy, Severus w końcu odkrył antidotum tylko po to by dowiedzieć się, że było to coś tak moralnie odrażającego i to go załamało. Dodając do tego gorzkiego rozczarowania głód, który stale nękał mężczyznę, jego strach o bezpieczeństwo Harry'ego, gdyby usiłowali zastosować lekarstwo, a także gniew i adrenalinę spowodowane ich kłótnią, jedyną dziwną rzeczą było to, jak Severusowi udało się powstrzymać.

Harry głaskał gładkie plecy kochanka. Nie wiedział, czy jego dotyk i obecność pomagają, ale nie mógł tak po prostu wyjść, nawet jeśli tego chciał Severus. Nie wiedział do czego go to zaprowadzi, ale stojąc naprzeciw bólu mężczyzny, nie mógł się powstrzymywać.

- Przestań walczyć.

Severus wypuścił pełen szoku oddech.

- Nie mogę. Potrzebuję...

Wciąż utrzymując fizyczny kontakt ze swoim kochankiem, Harry popchnął Severusa tak, by mogli patrzeć sobie w oczy.

- Musisz się pożywić i obaj potrzebujemy się wyspać.

- Nie rozumiesz - wyszeptał mężczyzna. - Ja...

Patrząc w te udręczone, czarne oczy, Harry sięgnął wgłąb siebie i znalazł siłę, która utrzymywała go w najtrudniejszych chwilach jego życia. Cokolwiek działo się w głowie Severusa, denerwowało jego kochanka tak samo, jak jego. Wiedział, że podejmuje ryzyko, że mężczyzna mógł się zupełnie złamać pod ciągłą presją, pod którą był, ale w swoim sercu Harry wiedział, że jego towarzysz nigdy by go świadomie nie skrzywdził.

- Weź to, czego potrzebujesz. Po prostu... nie przyciskaj mnie ani nie zmuszaj tak jak wcześniej, dobrze? To było... przerażające.

Oczy Severusa rozszerzyły się w szoku.

- Nie możesz chcieć...

Harry uciął resztę protestów całując kochanka.

To zaskoczyło Severusa. Przez chwilę pozostał spięty w jego ramionach, a potem uchylił wargi, by oddać pocałunek.

Wszystkie zmartwienia Harry'ego osłabły, gdy zadziałał afrodyzjak w ślinie. Mógł poczuć desperację mężczyzny w tym, jak jego usta i dłonie poruszały się gwałtownie. Pomimo, że Severus wciąż był udręczony emocjonalnie, to bardzo starał się go nie skrzywdzić, a tylko to miało znaczenie. Mogli sobie poradzić ze wszystkim innym poza przemocą albo myślą, że kochanka podnieca jego strach i ból.

Pocałunek trwał o wiele dłużej niż zwykle, zapewne dłużej niż było to bezpieczne, ale Harry nie usiłował się odsuwać. Severus go nie krzywdził. Wrażenia były trochę dzikie, ale nie przerażające. Wręcz przeciwnie, długa ekspozycja na afrodyzjak szybko go podniecała.

Głowa Harry'ego pływała, tak jak zawsze po nieprzerwanym kontakcie ze śliną kochanka. Zwykle Severus już by się odsunął, ale wciąż go całował i zmysły Harry'ego zaczęły wirować w ogromnej potrzebie. Był bliski mdłości z powodu zawrotów głowy, gdy wargi mężczyzny wreszcie zsunęły się na jego gardło.

To niesamowite lizanie pod szczęką dopełniło to, co zaczęły pocałunki. Ciało Harry'ego rozpuściło się pod rozkoszą przepływająca przez niego. Był zupełnie zagubiony w odczuciach. Wyrywały się z niego niezrozumiałe dźwięki wynikające z potrzeby, gdy ten zdolny język na gardle rozbrajał go swoja bezlitosną zręcznością.

Jak zawsze, gdy mężczyzna się pożywił, jego postrzeganie przyjemności wzrastało niepomiernie, gdy wrażenia szalały w nim. Po początkowym, ostrym bólu wynikającym z przebicia delikatnej skóry kłami, to znane, chętnie witane, upojne ciepło, rozprzestrzeniało się pulsującymi wstrząsami od szyi prosto do członka, gdy Severus zaczął ssać.

Być może były to tylko enzymy wampira, ale było to najbardziej erotyczne z wrażeń, jakie można sobie wyobrazić, odczuwanie jak kochanek pożywia się w ten sposób. Harry nie usiłował walczyć ani nie starał się łagodzić tego, co się dzieje. Czegokolwiek Severus chciał, dostanie to, nieważne czy była to jego krew czy własne życie. Wszystko, czym był, otworzyło się i objęło mężczyznę. Jego ramiona zacisnęły się dokoła szczupłej piersi wampira, nogi wplątały się w te dłuższe kochanka. Leciał coraz wyżej i wyżej, pijany wrażeniami, naćpany miłością do tego skomplikowanego, wyczerpanego nerwowo człowieka.

Zbyt szybko ssanie ustało i Harry poczuł znane mu lizanie. Nienawidził samej myśli o utracie tego wspaniałego, pełnego erotyzmu, intymnego kontaktu, ale Severus wynagrodził mu rozczarowanie znów go całując.

Mężczyzna zwykle nie robił tego długo po karmieniu się. Zazwyczaj odwracał się, rozkładał nogi i zapraszał Harry'ego do wzięcia go. Jednak dziś nie było nic uległego w Severusie.

Harry'emu ulżyło, bo Severus nie wydawał się zrozpaczony ani zły na niego. Ręce błądzące po nim nie były brutalne, tylko zaborcze. Ta oszalała potrzeba, by go dotknąć, wciąż była w jego pieszczocie, ale jemu się to podobało.

Wciąż byli zamknięci w odurzającym pocałunku, a ich języki przesuwały się po sobie w śliskim tańcu, który wznosił Harry'ego wyżej i wyżej. Mógł wyczuć metaliczny posmak swojej własnej krwi pozostałej w ustach mężczyzny. Było to trochę obrzydliwe, ale także dziwnie podniecające.

Właściwie wszystko było podniecające w kontakcie z magiczną śliną. Severus nigdy nie całował go tak równomiernie. Pomiędzy własnym, bezsilnym podnieceniem i efektami afrodyzjaku, Harry był gotowy by dojść.

Lewa dłoń Severusa, wcześniej zaplątana w jego włosy, sięgnęła po coś. Ponieważ ich pocałunek znów się pogłębił, co sprawiło, że jego zmysły drżały w ekstazie, Harry mgliście zobaczył, że jego kochanek czegoś szuka. Cokolwiek to było, nie miało znaczenia. Liczył się tylko pocałunek.

Harry prawie doszedł, tylko od dotyku ich warg, gdy Severus uniósł się trochę. Palce głaskały miejsce pomiędzy jego udami. Harry natychmiast rozchylił nogi, by pozwolić tym zdolnym dawcom przyjemności na dostęp to tej jego części, która najbardziej potrzebowała uwagi.

Harry załkał, gdy Severus pogładził jego członka. Sekundy dzieliły go od orgazmu, a mężczyzna zdawał się to wyczuwać.

Lewa dłoń zostawiła penisa, by dotknąć go niżej, pieścić ściśnięte jądra, gdy druga z rąk wślizgnęła się pod jego lewe biodro i został uniesiony. Jego kolana zostały przyciśnięte do piersi, by odkryć tyłek, a palce mężczyzny gładziły miejsce pomiędzy pośladkami.

Wrażenia eksplodowały w nim. Mężczyzna nigdy go tam nie dotknął, nawet raz w ciągu sześciu miesięcy odkąd zostali kochankami. Harry zadrżał, jego ciało pragnęło czegoś, o co nigdy wcześniej nie dbało. Usta wciąż całowały jego własne, wampirza ślina sprawiała, że czuł się jak na haju, oszołomiony i uległy.

Harry zaszlochał w pocałunku, gdy te palce zostawiły go. Mężczyzna znów czegoś szukał, po czym palce powróciły, pokryte grubą warstwą kremu. Najdłuższy z nich, środkowy, krążył dokoła miejsca, które zastąpiło członek Harry'ego jako to najbardziej potrzebujące uwagi.

Nigdy wcześniej niczego nie był tak bardzo świadomy w swoim życiu, jak tego szczupłego palca wślizgującego się w niego. To było dziwne odczucie, ale nie nieprzyjemne. Harry zdał sobie sprawę, że nawet wiwisekcja nie byłaby nieprzyjemna, gdyby Severus tak go całował w trakcie.

Jego kochanek zdawał się wiedzieć, co robi. Po kilku chwilach rozluźniania mięśnia, który zacisnął się jak imadło na nieoczekiwanym gościu, Severus pchnął dalej. Czubkiem dotknął punktu głęboko w nim i fajerwerki wybuchy pod jego zamkniętymi powiekami.

Intensywny wybuch przyjemności rozpuścił go i nowe wrażenia przebiegły przez niego. To było jak orgazm, tylko silniejszy i bardziej skoncentrowany.

Harry jęknął w usta kochanka, gdy palec wyszedł z niego, ale niemal natychmiast powrócił z towarzyszem. Harry wciąż jęczał i sapał w ten niekończący się pocałunek, gdy palce rozciągały go ostrożnie. Co jakiś czas Severus gładził to magiczne miejsce w nim, które sprawiało, że latał.

Drżał od pocałunku, był na haju przez enzymy wampira i seks, gdy palce Severusa znów się wycofały.

Mężczyzna poruszył się, Harry poczuł główkę nieobrzezanego penisa naciskającą na mięsień, a wargi Severusa wciąż go całowały, spragnione.

Członek jego kochanka wydawał się wielki. Musiał się dość rozciągnąć by móc go przyjąć. Gdy wchodził w niego, poczuł lekki ból, ale język Severusa w jego ustach zapewnił mu dostatni zapas afrodyzjaka w ślinie, więc po chwili to nie miało już znaczenia.

Gdy ten gruby penis uderzył w jego prostatę, świat zmienił się na zawsze. Harry'emu wydawało się, że przez ostatnie sześć miesięcy poczuł każdą przyjemność, jaką mężczyzna może doświadczyć, ale okazało się, że był w błędzie. Niczego nie wiedział. Palce Severusa były słodkim wstępem do najbardziej niesamowitej rozkoszy, jaką mógł sobie wyobrazić.

Ekstaza rozrywała jego ciało, prawie zbyt silna, by mógł ją znieść. Doszedł na swój brzuch przy pierwszym trafieniu w prostatę. Każde kolejne otarcie sprawiało, że drgał i dochodził znów i znów. Gdy Severus zaczął w niego wchodzić miarowo, był stracony.

Śliski język naśladował ruch poniżej, wchodząc głęboko w usta Harry'ego za każdym razem, gdy penis Severusa wysyłał go w kolejną płaszczyznę istnienia. Z każdym ruchem języka, otrzymywał kolejne dawki śliny. Nigdy nie czuł się tak naćpany. To było tak, jakby umierał albo się rodził. Rozkosz była niezwykła.

Zdawało się to trwać wieki. Potem Severus zamarł w jego środku i Harry bardziej zrozumiał niż wyczuł orgazm kochanka.

Usta mężczyzny odsunęły się w zaskoczonym krzyku, który wypełnił wirujący pokój.

Ostatnią, na wpół świadomą myślą Harry'ego było to, że nie mógł uwierzyć, że Severus mógł wydać taki dźwięk. Znów ogarnęła go dobrze mu znana ciemność.