Dziękuję wszystkim za komentarze :)


Gdy Harry się obudził, wyczuł, że jest już rano. Miał wrażenie, że jego głowa stoczy się z ramion, jeśli tylko poruszy się zbyt gwałtownie, a w jego żołądku coś przelewało się alarmująco.

Pierwszą rzeczą, jaką zobaczył, był Severus w zielonym szlafroku, siedzący sztywno z boku łóżka, patrzący na niego. Właściwie to wyglądało tak, jakby tylko głowa mężczyzny tam była, a jego blada twarz latała przed nim, bo strój kochanka zmieszał się kolorem z zasłonami.

Gdy oczy Harry'ego otworzyły się, Severus przytrzymał i uniósł jego głowę co sprawiło mu ogromny ból. Nie protestował jednak, bo poczuł znajomy zapach eliksiru wzmacniającego, który dawał mu mężczyzna po karmieniu się. Połknął gorzki płyn z westchnieniem, gdy przytknięto mu fiolkę do ust. Potem Severus ostrożnie ułożył jego głowę z powrotem na poduszce.

- Dzień dobry - powiedział Harry, gdy sądził, że może już zaryzykować i nic strasznego nie stanie z głową albo żołądkiem. Jego mózg wciąż jeszcze nie zaczął działać, bo zapytał:

- Hej, co się dzieje? - zanim przypomniał sobie ich kłótnię, gwałtowny seks i groźbę Severusa o zakończeniu ich związku, jeśli Harry będzie nalegał na użycie lekarstwa Slytherina.

- Poza tym, że zmusiłem cię do kontaktu z moją narkotyczną śliną przez prawie pół godziny, a potem odebrałem ci niewinność, zupełnie nic. - Severus nie odwrócił wzroku. Jego oczy były zmartwione. Wyglądał na chorego, co nie powinno się zdarzyć po nocy żywienia.

Mózg Harry'ego chwytał powoli. Nie wiedział, jak powinien się zachować. Z trudem zdołali nie uciec się do przemocy. Ich początkowa interakcja seksualna nie była co prawda gwałtem, ale była tego bardzo bliska. Gdyby był trochę bardziej przestraszony albo Severus jeszcze bardzie zły i nie był w stanie się powstrzymać, ta noc mogłaby się skończyć katastrofalnie.

Ze strasznym uczuciem zdał sobie sprawę, że nic nie zostało ustalone. Byli w tym samym miejscu co wczoraj, zanim nie poszli do łóżka - gdy mężczyzna zagroził, że go wyrzuci, jeśli uprze się, by wykorzystać antidotum. Niestety, ostatnia noc tylko upewniła go w przekonaniu, że desperacko potrzebują wypróbować eliksir Slytherina.

- To nie była tylko twoja wina. Obaj byliśmy wściekli - powiedział Harry siadając, by byli na tym samym poziomie. Wpatrując się w bladą twarz Severusa, dodał:

- Jestem zaskoczony widząc cię tutaj. Myślałem, że znikniesz, by mnie przekonać do swojego zdania.

- Rozważałem to - odpowiedział łagodnie jego kochanek.

- Więc dlaczego tego nie zrobiłeś?

- Co by z nas zostało, gdyby mnie tu nie było po ostatniej nocy? - zapytał mężczyzna, spoglądając na niego tak, jakby serce mu krwawiło. To, że Severus wciąż chciał, by między nimi coś pozostało, było bardzo zachęcające. - Nie mam żadnych wymówek na to co zrobiłem...

- Nie skrzywdziłeś mnie - uciął Harry, zanim mężczyzna kontynuował. - I przestałeś...

- Gdy zrzuciłeś mnie z siebie jak dzikie zwierzę, którym zresztą byłem - przerwał mu Severus. Jego wzrok wypełniony był pogardą do samego siebie, tak że Harry ledwo mógł spojrzeć mu w oczy.

- Powiedziałem ci, że możesz wziąć to, czego potrzebujesz i tak zrobiłeś. Nie słyszałeś bym narzekał, prawda? - zapytał.

- Nie narzekałeś. To jest właśnie cel feromonów - sprawić, by ofiara wampira była tak uległa i nie potrafiąca się przeciwstawić, jak tylko się da. Wykorzystałem cię jak zwierzynę - obrzydzenie do samego siebie było prawie namacalne w głosie mężczyzny.

- Nie, wcale nie. Może zaczęło się w ten sposób, ale wszystko się zmieniło. Severusie... nie skrzywdziłeś mnie...

- Tylko dlatego, że... współczułeś mi i zaoferowałeś pomoc. Gdyby nie ty...

Nienawidząc tego, jak cała ta sytuacja wymknęła się spod kontroli, Harry zaprotestował:

- To nie była litość. Co boli ciebie, boli także mnie.

Nie mógł przebić się do mężczyzny. Twarz Severusa była prawie szara z obrzydzenia do siebie, gdy powiedział cichym, oszołomionym głosem:

- Ja... ja nigdy wcześniej nie straciłem w taki sposób kontroli.

- Hej, żaden z nas nie jest bez winy. Tak, straciłeś kontrolę, ale ja też. Ty była noc karmienia. Wiedziałem jak zdenerwowany i głodny jesteś, a i tak na ciebie naciskałem. Każdy z nas wie, co powiedzieć drugiemu, by jak najbardziej zabolało - powiedział Harry.

- To nie jest usprawiedliwienie. Mogłeś umrzeć - albo gorzej. - Ta myśl sprawiła, że Severus wyglądał jakby miał zwymiotować. - Czułem twój strach i to sprawiało tylko, że wpadałem w coraz większą dzikość.

Harry wziął głęboki oddech.

- Słuchaj, ja nie sądzę, że naprawdę byś mnie skrzywdził, ale... przestraszyłeś mnie wczoraj. Nasz związek zawsze był pełen pasji i wzburzeń. Będziemy ze sobą walczyć o pewne sprawy; to część życia, ale nie możemy ryzykować, że utracisz kontrolę za każdym razem, gdy będziemy się kłócić. Wcześniej czy później któryś z nas na tym ucierpi.

Severus zdawał się bardzo upokorzony i przytaknął tylko sztywno. Był bardziej przestraszony, niż Harry czuł się ostatniej nocy. Harry nie mógł wiedzieć, jak to jest mieć takiego potwora w środku, z którym trzeba walczyć każdej minuty, każdego dnia i nocy o kontrolę.

- Jest tylko jeden sposób, by upewnić się, że więcej do tego nie dojdzie - powiedział łagodnie Harry.

Severus spojrzał w dół i zasugerował spięty:

- Powinieneś odejść?

Ostatniej nocy mężczyzna groził, że go wyrzuci i zmieni osłony, by go więcej nie wpuściły. Dopiero teraz zdał sobie sprawę ile kosztowało Severusa postawienie mu takiego ultimatum.

Przytrzymał zimną dłoń kochanka co sprawiło, że jego wzrok z powrotem powrócił do twarzy Harry'ego w zaskoczeniu.

- Nie. Nawet gdybym odszedł, to nie ma gwarancji, że coś podobnego nie stanie się z kimś innym. Jedynym sposobem, by się upewnić, że więcej nie stracisz kontroli jest wyeliminowanie problemu. Powinniśmy spróbować lekarstwa Slytherina. Wiesz, że mam rację.

Instynktowny protest, który pojawił się w oczach mężczyzny, nie został wypowiedziany. Po długiej, nienaturalnej ciszy, Severus powiedział:

- Istnieje alternatywa. Sam mógłbym oddać się w ręce władz.

Jeśli nauczył się czegoś po ostatniej nocy, to z pewnością było to nie naciskanie na mężczyznę, gdy rzucał takimi szalonymi groźbami. Ściskając jego dłoń, Harry spytał cicho:

- Czy wiesz jak bardzo by mnie to zraniło?

- Podejrzewam, że byłoby to podobne doświadczenie, do tego, które jak bym przeżył, gdybym cię zmienił - odparł Severus. - Zdaje się, że znowu mamy pat.

Szybko myśląc, Harry potrząsnął głową.

- Może nie. Słuchaj... myślę, że masz rację z paroma rzeczami.

- Takimi jak? - podejrzliwie spytał mężczyzna.

- Eliksir może być pułapką. To idiotyzm tak się spieszyć. Nadal uważam, że powinniśmy to zrobić, ale ostrożnie. Leczenie potrwa 28 dni. Aż do ostatniego dnia nie muszę pić twojej krwi. Powinniśmy podążać za wskazówkami Slytherina aż do ostatniego dnia i zobaczyć, co będzie się działo. Notatki mówią, że wraz z upływem czasu twoje wampirze cechy powinny zacząć zanikać. Jeśli zobaczymy, że tak się dzieje, to zrobimy dokładnie to, co jest w zapiskach. Jednak, jeśli nie będzie żadnych zmian, to zrezygnujemy z tego pomysłu i nigdy więcej o tym nie wspomnę.

Severus milczał dłuższą chwilę. W końcu stwierdził:

- Jeśli to zrobimy - a nie twierdzę, że tak - to jeżeli nic się nie zmieni we mnie, to trułbyś się przez tygodnie bez żadnego powodu.

- Chcę zaryzykować. Zrobisz to? - spytał Harry.

- Dajesz mi wybór? - zapytał Severus, a wyraz jego twarzy był intensywny i ostrożny.

Pamiętając, że to groźba użycia Imperiusa i przymusu spowodowała, że mężczyzna stracił kontrolę ostatniej nocy, Harry zdusił w sobie chęć nacisku.

- Tak. Jeśli tego nie chcesz, to cię nie zmuszę. Będziemy kontynuować tak jak dotychczas i liczyć na to, ze nie będziemy się zbyt wiele kłócić.

Ukryte przypomnienie tego, co stało się po ich awanturze wczoraj, było dobrze dobrane. Oczy Severusa odwróciły się, jego twarz się napięła, jakby w bólu. Harry nie lubił denerwować kochanka w taki sposób, ale chciał, by Severus przyznał, ze istnieje poważne zagrożenie, jeśli odmówi wzięcia antidotum Slytherina.

- Touché - stwierdził Severus. - Spróbujemy. Jeśli w moim organizmie nie zajdzie żadna transformacja, to nie będziemy kontynuować ostatniej fazy, zgoda?

Harry wydał pełne ulgi westchnienie, przytaknął i powiedział delikatnie:

- Dziękuję. - Pochylił się, by pocałować kochanka.

Początkowy opór zniknął, gdy zmartwiony mężczyzna rozluźnił się i opadł na niego, chowając twarz w zagłębieniu szyi, gdy przerwali pocałunek. Przywarli do siebie w bezsilnej potrzebie, zbyt przestraszeni, by puścić. W końcu Severus odsunął się, wyglądając już bardziej jak on sam.

- Powinieneś coś zjeść - stwierdził mężczyzna zmartwiony jego fizycznym stanem.

- W porządku - zgodził się Harry wstając.

Gdy ich kłótnia się zakończyła, Severus podał mu niebieski szlafrok i przeszli do salonu.

Mężczyzna musiał poprosić skrzaty domowe o postawieniu tu małego stolika i dwóch krzeseł naprzeciw paleniska. Srebrne tace z rzuconym na nie zaklęciem ogrzewającym pachniały bekonem, kiełbaskami i jajkami.

- Jeśli mamy to zrobić, to muszę się zapoznać z tym eliksirem - powiedział Severus podchodząc do krzesła.

Nie mogąc uwierzyć, że kochanek nie kazał mu gorzko zapłacić za zwycięstwo, Harry szybko przywołał tłumaczenie lekarstwa na wampiryzm Slytherina, które przepisał.

- Wczoraj sprawdziłem ten tekst dwa razy, ale powinniśmy się dziś upewnić jeszcze raz.

Harry podniósł pokrywki z tac i położył je na najbliższym stoliku. Napełniając talerz pięknie pachnącym jedzeniem, usiadł i zaczął szybko jeść. Spoglądając na mężczyznę zdał sobie sprawę, że powinien był poczekać, aż jego kochanek skończy jeść, bo długi nos zanurzony był w pergaminie, a Severus zupełnie ignorował pusty talerz.

Wyciągnął rękę i nałożył mu sporą porcję jajek, kiełbasek i tostów z masłem. Severus nawet nie zauważył; tak zajęło go tłumaczenie.

W końcu obniżył zwój, ale nie zaczął jeść.

- Ten eliksir będzie bardzo brutalny dla twojego organizmu.

- Tak, zrozumiałem to tłumacząc tekst - przyznał Harry. - Skurcze, wymioty, biegunka, osłabienie... brzmi jak miesiąc zatrucia pokarmowego. Jednak Slytherin zapewnił, że to nie zabije żadnego człowieka w dobrym zdrowiu.

- Nie, sprawi tylko że będziesz marzył o śmierci - odparł Severus, a jego twarz znów zrobiła się ponura i zmartwiona. - Instrukcje ostrzegały, że żaden inny eliksir o właściwościach magicznych nie może być użyty, gdy będziesz przyjmował lekarstwo. Nie będę w stanie podać ci niczego, co ma choćby działanie uspokajające.

- Utrzymanie czystości mojej krwi podczas brania antidotum musi być ważne. Jest sporo rzeczy, których nie będę mógł jeść ani pić. Twoja własna także musi być nieskażona. Nie wolno ci pić żadnej innej krwi przez miesiąc. Czyli nie możesz brać krwi zwierząt ani eliksirów, które przedłużały twoje okresy karmienia się - powiedział Harry.

- Nigdy nie musiałem obchodzić się bez tych eliksirów - stwierdził mężczyzna, zmartwiony.

- Wiem, ze to brzmi straszne, ale wszystko będzie w porządku, Severusie.

- Nie sądzę, że zdajesz sobie sprawę, jak źle będziesz się czuł przez tą mieszankę - powiedział mężczyzna. - Im więcej o tym czytam, tym mniej jestem pewien * co do całej tej procedury.

Choć sam pomysł tak bardzo przerażał jego kochanka, Harry'emu nie było trudno w to uwierzyć i nie był zaskoczony.

- Celem całej tej procedury jest uczynienie cię bardziej krwistym * - stwierdził Harry. Po morderczym wzroku, który otrzymał po swoich słowach, odparł:

- Wiem. Będzie ciężko, ale przejdziemy przez to.

- Czy zdejmiesz wreszcie te różowe okulary i poszukasz głosu rozsądku? To nie sprawi, że poczujesz się trochę źle. Nie będzie przypominało grypy. Znam efekty wszystkich z tych składników. Osobno sprawiłyby, że kiepsko się poczujesz. Razem... to będzie jak branie silnej trucizny każdego dnia.

- Ale mnie nie zabiję - argumentował. - A co najważniejsze, wyleczy cię. Na tym obaj musimy się skoncentrować. Na celu, nie procesie.

Severus wydawał się być zupełnie nieprzekonany.

- Jeśli to zrobimy, to będziesz zupełnie niesprawny przez dwadzieścia osiem dni. Nie będziesz mógł chodzić do pracy. Będziesz miał szczęście, jeśli dasz radę dostać się do toalety.

- Więc będziesz musiał się mną zająć, prawda? - odpowiedział wpatrując się w niego. Wzrok Severusa się zniżył.

- Nie w tym rzecz.

- Wiem, że będzie ciężko. Sporo o tym myślałem - Harry zignorował parsknięcie, które usłyszał po swoich słowach, - gdy poszedłem cię wczoraj znaleźć. Musze cię o coś spytać i chcę, żebyś był zupełnie szczery.

Uniesiona brew Severusa była wystarczającym komentarzem.

Złośliwy wyraz twarzy jego kochanka był już prawie normalny jak na niego. Sprawił, że Harry poczuł się lepiej, ale po tych groźbach o zmianie osłon i wyrzuceniu go nie był pewien, jak jego pomysł zostanie odebrany.

- W świetle kłótni, którą mieliśmy, być może to nie jest najlepszy moment, by o to pytać, ale... rozważam złożenie wymówienia szefowi w poniedziałek i powiedzenia Minervie, że akceptuję propozycję zostania nauczycielem OPCM-u we wrześniu. Muszę jednak wiedzieć, czy chcesz być ze mną tak często? Teraz jesteśmy rozdzieleni przez jakieś dwanaście godzin. Jednak, jeśli wezmę tą pracę, to stale będziemy blisko siebie. Wiem, że cenisz sobie swoją samotność. Nie chcę zniszczyć tego, co mamy, przez dawanie ci zbyt wiele siebie. Co o tym myślisz?

Wstrzymał oddech. Wiedział, ze ma szczęście, że wciąż tu jest. Ich ostatnia kłótnia mogła ich zniszczyć. Jednak chociaż Severus nie zmusił go do odejścia, to wciąż była to wielka zmiana. Nie chciał usłyszeć, że mężczyzna nie chcę go w pobliżu przez tak dużo czasu, ale musiał dać swojemu introwertycznemu kochankowi wybór.

- Myślę, że powinieneś wziąć tą pracę - odpowiedział Severus, a w jego głosie nie było ani śladu wahania.

Wypuszczając ze świtem powietrze, Harry uśmiechnął się i upewnił:

- To, że będę z tobą tak często, nie sprawi, że oszalejesz?

- W ciągu ostatnich kilku miesięcy moje zdrowie psychiczne to kwestia sporna. Dam sobie radę - powiedział Severus swoim zwykłym, formalnym tonem, ale Harry mógł zobaczyć zadowolenie kochanka ze swojej decyzji.

Harry wyszczerzył się w uśmiechu.

- W takim razie w porządku. Zrezygnuję w poniedziałek. To da nam dwa tygodnie na przygotowania. Pierwszy dzień cyklu eliksirów to nów, czyli za dwa tygodnie od dziś. Czy zdążysz uwarzyć eliksir?

Severus zajrzał w pergamin.

- Mógłbym go zrobić na dziś, gdybym musiał. Sam eliksir nie jest trudny. To zmiany w organizmie mnie martwią.

Przypominając sobie słowa Severusa, że różnica pomiędzy ich dwoma domami polega na tym, że Ślizgoni zawsze próbują zminimalizować straty w każdej sytuacji, a Gryfoni po prostu prą do przodu na ślepo, stwierdził:

- Już sześć tygodni temu ustaliliśmy, że nie jesteś zbyt dobrym Ślizgonem, więc po prostu zachowujmy się jak Gryfoni i nie martwmy się zmniejszaniem strat.

- Ponieważ to ty ucierpisz, to nie mogę się nie martwić – odparł mężczyzna, a jego obawy wciąż były widoczne.

- Wiem, ale to mój wybór. A nawet więcej, moja przyjemność.

- Zobaczymy co o tym powiesz za dwa tygodnie, dobrze? - powiedział Severus, w końcu odkładając tłumaczenie, by zając się śniadaniem.


Wieczorem dwa tygodnie później, Harry leżał w łóżku po wzięciu pierwszej dawki lekarstwa na wampiryzm i musiał niestety przyznać Severusowi rację. To nie była przyjemność; tak naprawdę, to doświadczenie było tak odległe od przyjemności, że nie mógł sobie przypomnieć jak to jest czuć się dobrze, a to było dopiero szesnaście pierwszych godzin procesu.

Gdy Harry o wschodzie słońca, w nów księżyca, wypił pierwszy łyk parującego, żółtego, obrzydliwego naparu, cały ranek spędził siedząc na toalecie z powodu biegunki, a popołudnie wymiotując do wiaderka. Był więcej niż nieszczęśliwy, marząc, by istniał jakikolwiek inny sposób by to zrobić.

Dowodziło to uporu Gryfona, że ani razu nie pomyślał o wycofaniu się ze swojego pomysłu, choć Severus groził, że nie uwarzy kolejnej dawki. Wygrał tą kłótnię. A tak mu się w każdym razie zdawało. Trudno było uważać za zwycięstwo coś, co sprawiało, że czuł się tak źle.

Nawet gorszy niż to, co niezdrowy eliksir robił z jego ciałem, był efekt jaki to doświadczenie wywierało na Severusie, który patrzył jak cierpi. Wina zjadała mężczyznę żywcem, a to był dopiero pierwszy dzień. Jego kochanek z trudem patrzył mu w oczy.

Severus krążył przed otwartymi drzwiami łazienki przez cały dzień, usiłując nie zakłócać mu prywatności, ale być na tyle blisko, by go złapać, gdyby zemdlał - co wciąż było prawdopodobne.

Teraz, gdy skurcze, wypróżnianie i wymioty wreszcie ustały, Harry był oparty o stos poduszek na łóżku i starał się odpocząć.

Severus siedział na krześle u jego boku. Jego twarz wyglądała jak wyryta w kamieniu; pełna była sztywnych i pełnych bólu linii.

Mężczyzna trzymał na kolanach miseczkę z delikatnym, warzywnym bulionem. Spoglądał w niego tak, jakby ukrywał wszystkie tajemnice wszechświata w swoich mętnych głębiach. Jego półdługie, czarne włosy osłaniały twarz, bo jego głowa była pochylona.

Harry nie sądził, by kiedykolwiek widział kochanka tak pokonanego.

Jakby wyczuwając jego wzrok, Severus zerknął na niego.

- Chciałbyś spróbować wypić kolejny łyk zupy?

Harry'emu nie udało się utrzymać ostatniej z porcji w sobie.

- Tak, poproszę - powiedział, choć zrobił to głównie po to, by Severus się do niego zbliżył.

Mężczyzna przysiadł na brzegu łóżka. Włożył delikatnie dłoń pod jego głowę, podniósł go i przytrzymał miskę drugą ręką przy jego ustach.

Harry wziął łyk chudego, słonego bulionu i wyszeptał podziękowania. Ten łyk zdawał się chcieć pozostać tam, gdzie dotarł.

- Jeszcze?

- Nie, dzięki. - Harry położył rękę na ramieniu Severusa i powiedział:

- Nie musisz na to patrzeć. Poppy może się mną zająć, jeśli jej powiemy, co robimy.

Pani Pomfrey, Minerva, Hagrid i Severus byli jedynym pracownikami, którzy pozostali w zamku na wakacje.

- Czy wolałbyś być z nią? Wiem... że nie jestem zbyt współczującym opiekunem - odpowiedział mężczyzna sztywno, znów uciekając wzrokiem.

W tej chwili Harry zrobiłby wszystko, by zobaczyć drwinę skierowaną na siebie.

To widmo pełne poczucia winy, było dla niego boleśniejsze niż skurcze spowodowane eliksirem.

- Nie to miałem na myśli - szybko poprawił go Harry. - Po prostu wiem, że to dla ciebie tortura.

Wyciągnął drżącą dłoń, by dotknąć policzka kochanka.

Oczy Severusa zacisnęły się, gdy odwrócił twarz, by wtulić policzek w jego spoconą dłoń, a jego prawa ręka uniosła się i przytrzymała jego własną.

- To ja powinienem to znosić.

- I tak jest. Obaj to znosimy.

Przycisnął rękę do twarzy Severusa, przyciągając go do swojej piersi. Przez sekundę lub dwie, mężczyzna się wzbraniał, ale potem podciągnął długie nogi i skulił się przy nim na małej przestrzeni na brzegu łóżka. Jego głowa spoczywała obok głowy Harry'ego na rogu poduszki. Ciemno odziane ramię ułożyło się na jego piersi, a Severus wydał dźwięk brzmiący niemal jak łkanie.

Harry przycisnął mocniej do siebie to ramię. Nie spojrzał na dumną twarz kochanka, bo wiedział jak ciężko było Severusowi utrzymać kontrolę.

- Czuję się lepiej - powiedział Harry, jak gdyby nic nie usłyszał. Był zaskoczony, że jego słowa okazały się być prawdą. Był tak słaby, jak przysłowiowy kociak, ale przynajmniej nie było już więcej skurczów ani problemów trawiennych.

- Obejmowanie cię pomaga.

Uświadamiając sobie, co robił przez cały dzień i fakt, że jego kochanek ma bardzo wrażliwe zmysły, Harry stwierdził:

- Z pewnością nie pachnę teraz za dobrze.

Ręka Severusa zacisnęła się. Harry poczuł wargi mężczyzny przyciskające się do jego czoła, a jego towarzysz odpowiedział:

- Pachniesz jakbyś był żywy. To wszystko na czym mi zależy.

Utulony w chroniącym go cieple, zasnął.

Harry nie wiedział, jak długo spał, ale gdy otworzył oczy odkrył, że ogień w kominku prawie się wypalił. Severus wciąż go obejmował i zdawało się, że nie poruszył się przez kilka godzin.

Harry wciąż czuł się słabo, ale nie potrzebował toalety ani wiadra. Odwracając się, napotkał ciemne, obserwujące go oczy.

- To już chyba czas, byś się pożywił.

Severus spiął się na to zaspane oświadczenie. Ten pełen winy wzrok wciąż się w niego wpatrywał, bez słów błagając go, by nie musiał tego robić.

- Cały koncept opiera się na filtrowaniu lekarstwa przez moją krew - powiedział Harry, a jego głos był zgrubiały z powodu snu. - Jeśli jej nie wypijesz, to to wszystko pójdzie na marne.

Harry ułożył dłoń na karku Severusa i przyciągnął głowę kochanka do swojego gardła. Mężczyzna mu na to pozwolił.

Harry zadrżał, gdy poczuł wilgotny oddech na wrażliwej skórze szyi. Nawet czując się jak na pół martwy, to perspektywa żywienie się przez mężczyznę podnieciła go.

Harry czekał. Minęła minuta, potem następna, a język wciąż go nie dotknął.

- Severusie?

Długie palce zacisnęły się ma bawełnianej koszuli nocnej, którą nosił Harry. Severus uniósł głowę i spojrzał na Harry'ego. Wyraz jego twarzy pełen był emocji, których nigdy wcześniej na niej nie widział.

- Nie mogę tego zrobić. Jesteś zbyt chory. To wyczerpie cię za bardzo. Proszę... nigdy nie czułem się jak potwór będąc z tobą. Nie rób mi tego. Nie, gdy tak źle się czujesz.

Jego żołądek zacisnął się i powodem tego nie były skurcze. Severus nigdy go o nic nie prosił. Nie w łóżku ani nie poza nim.

Harry głaskał tłuste włosy, odsuwając je z niespokojnej twarzy kochanka. Od chwili, gdy poczuł się fatalnie tego ranka wiedział, że to będzie najtrudniejsza część. Choć Severus nigdy go nie rozpieszczał, to był w stosunku do niego bardzo opiekuńczy. Wiedział, że myśl o karmieniu się na nim po takim dniu zabijała mężczyznę.

Harry przełknął ślinę suchymi ustami.

- Wiem, że nie chcesz tego robić. Nie mogę sobie wyobrazić co czułeś, patrząc na mnie w takim stanie przez cały dzień, ale... musimy to zrobić. To nasza jedyna szansa. To będzie miesiąc z piekła rodem, ale pozostanie nam cała reszta życia. Tak bardzo tego pragnę. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale proszę, pożyw się? To tylko dwie minuty. To nawet nie w przybliżeniu tyle, ile to trwa zwykle. Wszystko będzie w porządku. Przyrzekam.

Gdyby wiaderko stało w pobliżu, to chyba podałby je Severusowi. Jego kochanek wyglądał na fizycznie chorego w związku z tym, czego od niego wymagał. Jednak mężczyzny nie można było nie nazwać odważnym. Po długim, drżącym oddechu skinął głową. Ponura determinacja sprawiła, że te ostre rysy nabrały stalowego charakteru i Severus po raz kolejny pochylił głowę do gardła Harry'ego.

Tym razem nie musiał czekać długo, by ten zdolny język go dotknął. Eliksir musiał go naprawdę wyczerpać, bo chociaż poczuł takie samo ciepło jak zawsze, gdy enzymy wniknęły przez jego skórę, by ją odczulić, to nie podniecił się seksualnie.

Harry zastanawiał się, czy eliksir już działał i jego brak reakcji był związany z antidotum Slytherina, czy może chorobą.

Odwrócił głowę na bok, tak by widzieć zegar, który postawił na nocnej szafce. To był zegar na mugolskie baterie, z wielkimi cyferblatem, który mógł odczytać bez okularów.

Ból płynący z kłów Severusa przebijających skórę był tak ostry jak zawsze, ale zmniejszył się szybko.

Severus zdawał się wiedzieć, kiedy minuta się zmieniła. Zaczął ssać dokładnie o 23:37.

Dziwnie i rozczarowująco było nie czuć, jak jego ciało lata z rozkoszy, gdy Severus się żywił, ale była to także ulga. Gdyby stał się zbyt podniecony, to nie byłby w stanie pilnować czasu, a instrukcje Slytherina były bardzo jasne co do tego, że wampir nie mógł wypić zbyt wiele zmienionej krwi dawcy przy jednym karmieniu.

Gdy ostatni numer zmienił się na 9, Harry dotknął pleców mężczyzny i szepnął:

- Już.

Severus natychmiast wycofał kły i polizał obszar, aż cały ból zniknął.

Gdy mężczyzna uniósł głowę, jego pełen winy wzrok odwrócił się. Nie potrzeba było dużych umiejętności obserwacyjnych, nawet będąc zmęczonym, by dostrzec w oczach mistrza eliksirów nienawiść do samego siebie.

Harry objął dłonią gładki policzek kochanka i znów na niego spojrzał. Mężczyzna wciąż miał wystające kły.

- Dziękuję.

Oczy Severusa zamknęły się, by za moment znów się otworzyć i odpowiedzieć słowami pełnymi udręki:

- Znosisz to dla mnie. To ja powinienem dziękować tobie.

Harry patrzył z fascynacją, jak czubki kłów zmniejszają się. Zwykle mdlał już z rozkoszy i nie widział jak to się działo.

- Nigdy byś tego nie zrobił, gdyby cię nie zmusił - odparł Harry zgrzytliwie.

Palce mężczyzny dotknęły miejsca, w którym się pożywiał.

- Nie mogę nawet uleczyć twoje gardła. Instrukcje nie pozwalają używać na tobie żadnej magii.

- W porządku. To nie boli.

Spoglądając na Severusa, spytał:

- Czujesz jakieś zmiany związane z moją krwią?

Mężczyzna wolno potrząsnął głową.

- Nie. Czuje się tak samo. Tyle, że...

- Tak? - zachęcił go Harry.

- Dwie minuty normalnie nie byłby wystarczające, by mnie nasycić a... nie czuję teraz głodu.

- To świetnie - uśmiechnął się. Wydarzenia z tego dnia nałożyły się na siebie i Harry wymamrotał:

- Jestem zmęczony. Możesz mnie obejmować jeszcze przez jakiś czas?

Severus szybko rzucił zaklęcie transfigurujące, by zmienić swoje ubranie w szarą koszulę. Potem bez słowa przesunął ich tak, by mógł leżeć płasko na plecach i ułożył Harry'ego na sobie.

- Tak lepiej - stwierdził Harry. - Obudzisz mnie o wschodzie słońca?

- Tak.

- Czy następna dawka eliksiru jest gotowa? - upewnił się.

Severus ponuro odpowiedział:

- Tak.

- Kocham cię.

Harry nie mówił tych słów zbyt często, bo wiedział jak niekomfortowo czuł się Severus słysząc je, ale uważał, że powinien je powiedzieć dziś.

Mężczyzna w ogóle nie ruszał się pod jego policzkiem, prawie zdawał się nie oddychać. Po dłuższej przerwie, usłyszał szept:

- Po dzisiejszym dniu nie mógłbym mieć co do tego żadnych wątpliwości. Mam nadzieję, że ty też znasz moje... uczucia.

Wiedząc, że nie powinien robić zamieszania słysząc taką deklarację, uśmiechnął się i śpiący powiedział:

- Więc wszystko w porządku, prawda?

Jego ostatnim świadomym odczuciem była dłoń Severusa głaszcząca jego plecy, gdy zasypiał.

* Słówko "sanguine" oznacza zarówno optymistyczny jak i krwisty.