Następne dwadzieścia siedem dni było najtrudniejszymi w życiu Harry'ego. Godziny podczas których nie spał, wypełnione były skurczami żołądka, wymiotami i wypróżnianiem się, gdy eliksir zmieniał jego ciało po to, by wyleczyć jego kochanka. Severus snuł teorie, że enzymy w miksturze Slytherina działały na Harry'ego na poziomie molekularnym, czasowo zmieniając strukturę jego komórek krwi.

Przypuszczał, że miało to sens, skoro Severus został zainfekowany poprzez wypicie anormalnej krwi, by tylko inna, anormalna krew mogła zwalczyć zakażenie. Wiedział tylko, że transformacja w nim bolała bardziej niż cokolwiek, czego doświadczył.

Nie mógł pić wystarczająco dużo, by być odpowiednio nawodnionym, więc Severus nauczył się mugolskiej sztuki podawania mu płynów i pozostałych składników dożylnie. Jego oczy otworzyły się na świat mugolskiej medycyny. Mężczyzna chciał więc spróbować załagodzić najgorsze symptomy niemagicznymi sposobami, ale Harry nie pozwolił mu na to bojąc się, że zakażą krew i zrujnują całą ich ciężką pracę. Jedyną rzeczą, której był bardziej pewien niż miłości do kochanka było to, ze nie dałby rady przejść przez to drugi raz.

Choć wiedział, że poczucie winy u Severusa się nie zmieniło, to mężczyzna nauczył się ukrywać je lepiej w ciągu kolejnych czterech tygodni.

To był dziwny okres cierpienia i niesamowitego wiązania się ze sobą. Severus był przy nim każdej minuty, każdego dnia, pomagając mu, gdy szedł do toalety, trzymając go siedząc na brzegu wanny, gdy walczył z jękami z powodu skurczów, podawał mu kroplówkę, by go nawadniała, obejmował, by mógł odpocząć… fizycznie było to okropne doświadczenie, ale nigdy nie czuł się bardziej kochany i doceniany w swoim życiu.

Każdego dnia widział zmiany jakie przynosiły ich starania w Severusie. Początkowo różnica była ledwo zauważalna dla któregokolwiek z nich, ale po jakimś tygodniu kolory mężczyzny się zmieniły. Żółtawy odcień opuścił jego skórę. Jego kochanek twierdził także, że ciągła potrzeba picia krwi zmalała.

Te małe zwycięstwa pomagały Harry'emu się trzymać. Każdego dnia rano spoglądał na lekko zaróżowione policzki, gdy jego kochanek budził go o wschodzie słońca, a to dawało mu odwagę, by wypić wstrętny napar, który sprawiał, że skręcał się z bólu w łazience przez cały dzień.

To był ostatni poranek. Dwudziesty ósmy dzień, ten na który czekali. Teraz musiał tylko wziąć ostatni eliksir, pić krew Severusa przez dwie minuty, pozwolić ciału przetworzyć miksturę i krew wampira przez cały dzień, sprawić by mężczyzna wypił z niego po raz ostatni i wtedy jego kochanek będzie wyleczony.

To właśnie ta część o piciu krwi Severusa wciąż go martwiła, ale wszystko szło tak dobrze, że ciężko było sobie wyobrazić, że teraz się rozpadnie. Musiało zadziałać. Po prostu musiało.

Obudził się, gdy jego towarzysz opuścił ich łóżko na godzinę przed wschodem słońca. Już wrócił, z czarą pełną parującego, żółtego eliksiru w dłoniach. Nie podszedł prosto do niego, tak jak za każdym wcześniejszym razem, by podać mu miksturę. Jego kochanek stał przy szafce nocnej, a ]zmartwiony wzrok przenosił się pomiędzy naparem, a Harry'm.

- To ostatni – powiedział Harry, uśmiechając się do mężczyzny.

- To może być twój ostatni dzień jako człowiek – odpowiedział Severus.

- Wiedzieliśmy o tym, gdy zaczynaliśmy. Jednak tak się nie stanie – nalegał Harry, patrząc w ten udręczony, ciemny wzrok. - Lekarstwo działa tak, jak napisano w notatkach Slytherina. Poprawia ci się każdego dnia. Spójrz na siebie! Twoje policzki są bardziej zaróżowione niż moje.

- Poza faktem, że trułeś się, co sprawiło, że jesteś blady, to karmiłem się ludzką krwią każdego dnia przez miesiąc. Powiedziałem ci, że to zmieniłoby mój wygląd dramatycznie – przypomniał mu Severus. - Nie mamy dowodów, że antidotum odpowiada za to w jakikolwiek sposób.

- Nie piłeś wystarczająco dużo, by przeżyć – odpowiedział Harry. - I przestałeś brać eliksiry, które pomagały ci przetrwać bez krwi. Powinieneś być w kryzysie po kilku dniach, gdyby antidotum nie działało, ale tak nie było. Czujesz się dobrze, a jutro będziesz wyleczony.

- O ile finalny eliksir nie zawiedzie. Mogliśmy pomylić się w tłumaczeniu, albo mogłem zepsuć napar… możesz się obudzić zmieniony, o ile w ogóle się obudzisz. Składniki w ostatniej porcji byłyby wystarczające, by zabić.

- Tak się nie stanie – westchnął Harry. - Moja krew też się zmieniła, tak jak to przewidziały notatki. Tłumaczenie jest prawidłowe. Sprawdziliśmy je wielokrotnie. Jest idealne. Wiesz o tym. A jeśli mowa o popsuciu przez ciebie eliksiru – kiedy zdarzyło ci się to ostatni raz?

- Nie o to chodzi! - nalegał Severus. - Jeśli ta mikstura nie zadziała, skażę cię na na takie samo piekło, która ja znosiłem od trzydziestu lat...

- Severusie, już o tym rozmawialiśmy – przerwał miękko. - Jestem gotowy podjąć ryzyko. Cokolwiek się stanie będziemy razem.

- Jeśli to zawiedzie, to nie będziemy mogli być ze sobą tak, jak dotychczas. Gdy się zmienisz nie będę mógł się na tobie karmić. Obaj musielibyśmy szukać pożywienia gdzieś indziej. Oddalimy się od siebie i…

- Nie oddalimy się! Zadziała. Podejdź tu i daj mi ten cholerny eliksir - stwierdził Harry, tracąc cierpliwość do tej kłótni. Czy Severus naprawdę sądził, że zniósł ten miesiąc choroby, by wycofać się w ostatniej chwili?

Przez niechęć mężczyzny przy ostatniej fazie i jego powolne kroki, każdy by pomyślał, że to Severus jest ofiarą wampira, zmuszaną wbrew własnej woli do karmienia głodnego potwora, albo że był pod Imperiusem. Było jasne, że mężczyzna robił to wbrew własnemu rozsądkowi.

Jego kochanek przystanął dotykając brzegu łózka udami przykrytymi spodniami, ale nie podał mu czarki.

Harry wyciągnął rękę, by wziąć ornamentowane naczynie z zaciśniętych dłoni i przełknął obrzydliwy napar tak szybko, jak mógł. Jak zawsze, musiał się bardzo starać, by nie zwymiotować. Tego ranka, dawka smakowała bardziej gorzko niż zwykle.

Przesuwając się na środek łóżka, Harry poklepał ciepłą powierzchnię, którą właśnie opuścił.

- Chodź. Musimy się tym zająć zanim pojawią się skurcze.

Wszystkie kolory, które Severus odzyskał w ciągu kilku ostatnich tygodni teraz zniknęły. Mężczyzna wyglądał jakby zaraz miał zemdleć albo zacząć uciekać. Poczucie winy uderzyło w Harry'ego, gdy zauważył, że jego towarzysz drży.

- Wszystko będzie w porządku. Proszę, połóż się obok mnie?

W jego twarzy widoczna była obawa, jeśli nie przerażenie, gdy niechętnie opadł na łóżko.

Harry nie rozluźnił się, dopóki odziane w czarne buty stopy nie oparły się na brązowej pościeli.

- Accio nóż – szepnął Harry, przyzywając mały, bardzo ostry nóż z szafki nocnej. Gdy chłodna, koścista rączka dotknęła jego dłoni, odwrócił się do Severusa i zamarł. Nie zastanawiał się nad faktem, że będzie musiał przeciąć ciało, by dostać się do krwi. Strach w oczach kochanka sprawiał, że poczuł się okropnie. Usiłując go zignorować, przełknął ślinę i spytał:

- Gdzie mam…?

Patrząc mu w oczy, mężczyzna rozpiął sztywną, czarną kamizelę i białą koszulę, odsłaniając szyję. Długie, poplamione palce uniosły się, by wskazać miejsce na gardle tuż pod szczęką.

- Tutaj. Pamiętaj, tylko przez dwie minuty. Będę obserwował zegar.

Mężczyzna odwrócił głowę w kierunku szafki ze stojącym na niej mugolskim zegarem.

Nienawidząc tego, Harry ostrożnie przeciął skórę i żyłę. Severus nawet nie drgnął. Krew rozlała się po porcelanowobiałym ciele niczym na śniegu. Jego żołądek buntował się, gdy czekał na słowa kochanka.

- Zacznij na trzy. Raz, dwa…

Harry obniżył głowę i zaczął ssać, gdy zabrzmiało „trzy". Ohydny, metaliczny posmak wypełnił jego usta. Ledwo był w stanie przełykać. Był zbyt świadomy tego, że Severus mógł mieć rację, że to może być jego własna zguba, a nie ich ocalenie. Jednak nie mówił tego na głos. Nie mógł się już wycofać.

Przerażała go trochę ilość krwi spływającej do jego ust. Połykał i połykał modląc się, by nie zwymiotować, gdy tylko skończy. Jego obrzydzenie sprawiało, że dławił się przy każdym przełknięciu. Eliksir i krew leżały niczym worek ołowiu w jego pustym żołądku.

Gorszy był jednak wstręt Severusa z powodu tego, co robili. Mężczyzna był tak niechętny, że Harry czuł się jakby go gwałcił. Leżał sztywno jak zwłoki, ledwo oddychając, gdy Harry ssał z jego gardła. Dłonie jego kochanka były zaciśnięte na kołnierzyku nocnej koszuli Harry'ego jakby zmuszając się, by go z siebie nie zrzucić.

To wcale nie było gorące i seksowne jak wtedy, gdy Severus się na nim karmił. Wymusiła to ponura konieczność i obaj musieli po prostu to zrobić.

Te dwie minuty zdawały się trwać wieczność. Harry zmusił się, by pić z przecięcia, choć bardzo chciał wypluć dziwnie smakującą krew.

W końcu dłoń Severusa dotknęła jego głowy.

- Już czas.

Odsunął usta od szyi kochanka i wyciągnął rękę, by dotknąć głębokiego cięcia z boleśnie wyglądającymi śladami po ssaniu, a potem wyszeptał czar leczący. Instrukcje eliksiru nie mówiły nic o nieużywaniu magii na wampirze, tylko że dawca musi pozostać nieskalany magią. Slytherin tak precyzyjnie wszystko opisywał, że nie zapomniałby wspomnieć o czymś tak ważnym.

- To koniec – powiedział Harry, a jego głos był gruby i niewyraźny.

- Tak – odpowiedział Severus podobnym tonem, a jego przeszywający wzrok wpatrywał się w twarz Harry'ego.

- Gdy zostałeś zmieniony, to jak dużo czasu zajęło krwi wampira zabicie cię? - Harry zdał sobie sprawę, że takie pytanie powinien był zadać zanim zaczęli.

- Jakieś dziesięć minut – Severus zdawał się czuć jego strach, bo dodał łagodnie:

- Nie było żadnego bólu. Przeszyło mnie zimno i zasnąłem – obudziłem się trzy dni później.

- Obejmiesz mnie? - zapytał Harry cicho, wiedząc, że zmusił mężczyznę do tego i tak naprawdę nie miał prawa o to prosić.

Jednak ramiona Severusa natychmiast się na nim zamknęły, przyciągając go do piersi. Trzymał go prawie niewygodnie ciasno, gdy Harry przyciskał policzek do rozpiętej, sztywnej, wykrochmalonej koszuli i wdychał zapach kochanka.

- Harry?

Nawet teraz mężczyzna rzadko używał jego pierwszego imienia.

- Tak?

- Chcę tylko, żebyś wiedział, że cokolwiek się wydarzy… kocham cię. Nie będziesz sam.

Oczy Harry'ego zacisnęły się i objął mężczyznę ciaśniej.

- Wiem. Też cię kocham.

- Po tym wszystkim nie mógłbym mieć już żadnych wątpliwości – wyszeptał Severus głaskając jego włosy. Po minucie spytał:

- Gdy znów będziesz się dobrze czuł, a ja zostanę uleczony, czy chciałbyś świętować z jakiejś konkretnej okazji?

Harry nie sądził, by kiedykolwiek docenił jakieś słowa bardziej. Czuł napięcie w mięśniach i mógł powiedzieć, że jego towarzysz leżał i czekał aż umrze. To, że jego na co dzień pesymistyczny kochanek starał się go rozweselić, choć sam oczekiwał najgorszego, poruszył go głęboko.

- Chciałbym pojechać gdzieś, gdzie jest ciepło i słonecznie, gdzie moglibyśmy leżeć na plaży przez cały dzień i kochać się na piasku.

- Czy w ogóle leżałeś kiedyś na piasku? - zapytał Severus rozbawionym tonem, który często pojawiał się, gdy Harry zadał głupie pytanie.

Harry spojrzał w górę, by napotkać wzrok kochanka. Mężczyzna wpatrywał się w niego z taką intensywnością, że zdawał się go utrwalać w pamięci.

- Nigdy nie widziałem oceanu ani nie spacerowałem po żadnej plaży, poza tą przy jeziorze w Hogwarcie.

Żal pojawił się na tych zazwyczaj ostrych rysach.

- Nigdy?

Harry wzruszył ramionami.

- Gdy byłem w szkole, zawsze zagrażał mi Voldemort. A potem… po śmierci Rona i Hermiony, nie widziałem w tym żadnego sensu. Nigdy nawet nie byłem na wakacjach. Wolne brałem tylko wtedy, gdy zostałem ranny w czasie akcji i potrzebowałem odpoczynku.

- Teraz wszystko się zmieni. Mamy jeszcze miesiąc zanim szkoła się zacznie. Jutro poszukamy jakiejś plaży – obiecał mu Severus. Ramiona znów się na nim zacisnęły.

Usiłując nie myśleć o tym, co jutro może się dziać z jego ciałem, Harry leżał bez ruchu w objęciach kochanka i słuchał jego równego bicia serca.

- Jak się czujesz? - zapytał Severus jakiś czas później.

- Dobrze.

- Żadnego chłodu?

- Nie, ale trzymasz mnie pod pościelą – zauważył Harry. - Zawsze mi ciepło w twoich ramionach.

Rytm serca mężczyzny i jego oddech ukołysały go i wyciągnęły z niego napięcie. Przypominając sobie jak fizycznie wymagający był ostatni miesiąc, Harry zamknął oczy i pozwolił sobie odpłynąć.

- Harry?

Wybudził się. Jego serce zaczęło walić w panice. Nie wiedział jak długo spał, czy minęły trzy dni, czy trzy minuty.

Wciąż tkwił w objęciach Severusa, ale nie był pewien, czy jego kochanek nie spędziłby trzech dni u jego boku, czekając aż się obudzi.

- Minęła godzina. Jak się czujesz? - w głosie Severusa słychać było pierwsze ślady prawdziwego podniecenia. - Wypiłeś wystarczającą ilość mojej krwi, by cię zabiła. Gdybyś miał się zmienić, to już by się zaczęło.

- Ja, er, czuje się dobrze. Lepiej niż dobrze. Nawet eliksir jeszcze nie sprawia mdłości. Skurcze już powinny się pojawić, prawda? - zapytał Harry, zdziwiony.

- Tak było za poprzednimi razami – odparł Severus.

- To dobry znak, czyż nie?

- Nie mogę nie cieszyć się z czegoś, co zmniejsza twoje cierpienie – odpowiedział mężczyzna, pochylając się, by pocałować jego czoło.

- Czy chciałbyś poczytać mi dalej tę książkę z wczoraj, gdy będziemy czekać? - zapytał Harry. Severus czytał mu „The Holmes - Dracula File" Freda Saberhagena przez ostatnie dwa dni. Mężczyzna powiedział, że to jedna z niewielu powieści opisujących jego przypadłość, która mu się podobała. Podejrzewał, że miało to większy związek z Holmesem, niż z tą częścią o wampirach. Severus zdawał się być zaintrygowany fikcyjnym, wiktoriańskim detektywem.

Gdy skończą z antidotum, Harry chciał kupić kochankowi całą serię książek Conana Doyla. Potem wziąłby mugolski odtwarzacz i kupił wszystkie filmy o Sherlocku Holmesie, jakie mógł znaleźć. Tak wiele chciał dzielić z kochankiem, mieli tyle rzeczy, na które mogli czekać w przyszłości.

Przytulił się do boku mężczyzny, gdy jego towarzysz usiadł, by sięgnąć po powieść z szafki nocnej. Gdy głęboki, bogaty głos zaczął czytać tam, gdzie wczoraj skończył, Harry zamknął oczy i cieszył się zmysłowym tonem kulturalnego głosu.

Dzień minął szybko, o wiele szybciej niż poprzednie cztery tygodnie. Choć Harry był słaby i wyczerpany to fakt, że czuł się lepiej poprawiał jego nastrój. Mężczyzna też zdawał się być pocieszony. Zamiast po prostu popychać jedzenie na talerze podczas lunchu, Severus w końcu coś zjadł. Fakt, że Harry też był w stanie zjeść i utrzymać w sobie coś innego niż słabą zupę, zdawał się zachwycać mężczyznę, choć jego kochanek usiłował ukryć podekscytowanie.

Teraz, kilka godzin po zachodzie słońca, nadeszła chwila prawdy.

Harry siedział na łóżku w miejscu, w którym spędził większość czasu przez ostatni miesiąc, obserwując twarz Severusa, gdy jego towarzysz odczytywał ostatni rozdział powieści siedząc na krześle. Mężczyzna wyglądał o wiele zdrowiej i to było wspaniałe. Harry nie mógł się doczekać, aż sam poczuje się na tyle dobrze, by mogli świętować.

Gdy historia doszła do nieuniknionego zakończenia, Harry nie mógł nie czuć, że ich własne życie wyglądało podobnie dziwacznie. Nieważne co się dziś stanie, wszystko zmieni się dla nich na zawsze.

Jeśli wszystko potoczy się tak, jak tego oczekiwali, zmiana będzie fantastyczna. Harry nie chciał myśleć co się stanie, jeśli lekarstwo zawiedzie. Nie tylko znaczyłoby to, że jego cierpienie przez cały miesiąc poszło na marne; pozostawiłoby to Severusa bez nadziei na znalezienie antidotum. Nie miałby już po co już szukać zaginionej wiedzy w kolekcjach Mrocznych Artefaktów. Nie byłoby więcej szans na cuda. Severus zostałby skazany na taki los na dobre, chyba że sam stworzyłby lekarstwo.

Całym sercem modlił się, by antidotum Slytherina zadziałało. Harry wiedział, ze jeśli tak się nie stanie, to on będzie musiał ich przez to przeprowadzić. Nie wiedział jednak, czy ma wystarczającą siłę, by dać sobie radę z tak ogromnym rozczarowaniem po tak ciężkim miesiącu.

- Przypuszczam, że czekanie dłużej byłoby tylko zwlekaniem – zauważył Severus, odkładając powieść na szafkę.

- Tak.

- Jeśli to zawiedzie… - zaczął mężczyzna.

- Zadziała – nalegał Harry. Przesunął się na łóżku, by zrobić mu miejsce.

Patrzył, jak Severus zdejmuje szatę, kamizelkę, koszulę i buty, zanim nie położył się obok w samych spodniach i podkoszulku.

Mężczyzna wyglądał na tak spiętego, jak Harry się czuł. Obaj byli bardzo zdenerwowani.

Głaskając włosy Severusa wyznał cicho:

- Wiesz, będę za tym tęsknił. - Wzrok kochanka zdawał się poddawać w wątpliwość jego zdrowie psychiczne. - Oczywiście nie chcę żeby lekarstwo zawiodło, ale zawsze uwielbiałem, gdy się karmiłeś.

- Wciąż jesteś obłąkany – powiedział Severus łagodnie. - I bardzo możliwe, ze nie będziesz musiał za niczym tęsknić.

Harry potrząsnął głową.

- Nie, to będzie nasz ostatni raz. Zadziała. Czuję to… w mojej krwi. A mówiąc o tym, myślę, że powinniśmy zacząć.

Severus przytaknął i pocałował go. Nawet, jeśli ostatnio był zbyt chory, by się podniecić, zawsze uwielbiał całować mężczyznę. Otworzył usta przy pierwszym dotyku warg kochanka.

Pocałunek był mokry i długi. Harry czekał aż początkowe zawroty głowy uderzą w niego, ale chociaż obaj praktycznie wysysali z siebie płyny, pokój pozostał nieruchomy.

Severus odsunął się i spojrzał na niego.

- Moja ślina już na ciebie nie działa.

- Może to efekt napicia się twojej krwi. Notatki Slytherina mówiły, że gdy eliksir będzie działał w tobie, to twoje wampirze cechy się zmniejszą. Wyciągnięcie kłów zajmuje ci wieczność – przypomniał mu Harry.

- Tak, tym bardziej powinniśmy już zacząć – powiedział Severus i pochylił głowę, mając nadzieję, że to ostatni raz.

Harry zadrżał, gdy ciepły, wilgotny oddech dotknął jego skóry. Potem język mężczyzny zaczął lizać to dobrze mu znane miejsce. Choć to było cudowne, to zabrakło ekstatycznego ciepła rozchodzącego się z punktu karmienia. Do tej pory ślina Severusa powinna już przejść przez skórę i odrętwić ten obszar tak, by gdy kły się przebiją ból był mniejszy i by się podniecił. Jednak dziś wieczorem jego wrażliwość nie zmalała. Nie było żadnego seksualnego podniecenia od dnia, w którym Harry wypił pierwszy z eliksirów Slytherina. Czuł, jak język Severusa liże go przez bardzo długi czas. Zdając sobie sprawę, że nic go nie odczuli, Harry w końcu stwierdził:

- Po prostu się pożyw. Ślina dziś nie działa.

- Ja… nie mogę – odpowiedział mężczyzna.

- Severusie, to tylko mały ból. Zniosę go przez dwie minuty.

- Nie rozumiesz. Moje… zęby się nie wysunęły – stwierdził Severus. Jego zdenerwowany ton wyraźnie mówił, że jego kochanek nie wiedział, czy być zaalarmowanym czy może powinno mu ulżyć.

- Accio nóż – powiedział Harry, przywołując ostrze, którego używał wcześniej, by wypić krew Severusa. - Proszę. Użyj tego.

Mógł poczuć niechęć mężczyzny, gdy ten wziął ostrze do ręki, ale kochanek nic więcej nie powiedział. Po tym jak Severus wziął się w garść, ostrożnie przeciął skórę pod żyłą szyjną.

Bolało tak, jak zawsze bolała rana po nożu. Gdy popłynęła ciepła krew, Harry odwrócił głowę, by obserwować zegar, szykując się do powiedzenia mężczyźnie, kiedy ma zacząć się karmić. Gdy 21.26 zmieniła się na 21.27 Severus zaczął ssać ranę.

Harry nigdy nie wiedział, jak bardzo te ostre kły wkładane prosto w żyłę, które utrzymywały ją otwartą, pomagały zmniejszyć dyskomfort żywienia. Gdy mężczyzna wysysał krew przez otwarte cięcie, to cholernie bolało. Jednak nie poruszył się i pozwoli kochankowi pić.

Wskazówka na zegarze przemieściła się na 21.29. Otworzył usta, by poinformować o tym Severusa, ale ten podniósł głowę.

- Skończyłem – stwierdził łagodnie jego towarzysz.

- Jak się czujesz? - zapytał Harry.

- Dziwnie – odpowiedział Severus. - Pozwól mi to wyleczyć, skoro magia może być już używana…

Zanim mężczyzna zdążył wziąć różdżkę, jego oczy przewróciły się do tyłu i opadł na jego pierś.

- Severusie! - zawołał.

Zsunął z siebie wyższego towarzysza, kładąc go płasko na plecach. Gwałtownie szukał pulsu na gardle kochanka, przykładając mu głowę do piersi. Zarówno serce jak i puls były wyczuwalne. Szybkość, z jaką biło serce była przerażająca; ale biło, a tylko to miało znaczenie.

Pierś Severusa unosiła się wolniej niż zwykle, ale równomiernie. Nie wiedział, czy to zły znak, skoro jego serce tak prędko biło.

Kropla jasnoczerwonej krwi spadła na białą koszule mężczyzny. Przypomniało mu to o przeciętym gardle, więc Harry szybko rzucił czar leczący, by ją zamknąć. Nie było już powodów do nie korzystania z magii. Albo to zadziała, albo zawiedzie.

Wszystko, co mógł teraz zrobić to siedzieć i czekać.

Początkowo Severus spał spokojnie jak dziecko, ale potem jego rysy twarzy wykrzywił ból i zaczął wydawać ostre, przejmujące dźwięki, a jego ciało skuliło się.

Notatki Slytherina informowały, że wampir będzie spał przez godzinę, a potem obudzi się zdrowy. Jednak zapiski nic nie mówiły o tych płaczliwych odgłosach ani bólu. Choć Harry sądził, że tego drugiego należało oczekiwać.

Zmiany dziejące się w ciele mężczyzny były radykalne. Cały jego organizm przekształcał się dzięki eliksirowi, przeobrażał się z powrotem na ludzki. Harry nie miał zbyt wiele kontaktu z mugolską nauką, ale wiedział dość, by przypuszczać, że ciało Severusa zmieniało się na poziomie genetycznym, całe jego DNA tworzyło się na nowo. Nie zaskakiwało go, że taka transformacja musiała boleć niczym Cruciatus.

Każdy z tych udręczonych jęków przeszywał go. To był jego pomysł; zmusił mężczyznę, by to zrobił. To jego krew przysporzyła mu agonii.

Teraz, gdy był w tej samej pozycji co Severus przez cały miesiąc, musząc stać obok bezsilnie i patrzeć, jak jego kochanek cierpi, nie miał pojęcia jak mężczyzna radził sobie z tym tak długo. Wiedział, że to było trudne dla jego towarzysza, ale teraz, gdy był tu czując to samo, zdał sobie sprawę jak nieznośnie okrutne to było.

Życząc sobie, by mógł zabrać ból i przenieść go na siebie, wtulił się w skulonego mężczyznę i przytrzymał go ciasno, przykładając usta do spoconych włosów przy karku Severusa.

Czuł się jakby leżał tu od lat, przyciskając blisko pełne bólu ciało kochanka. W końcu Severus wydał ostatni, ostry krzyk, który brzmiał tak, jakby ktoś wyrwał jego jądra. Potem całe napięcie opuściły go i mężczyzna przestał się poruszać.

Jednak wciąż oddychał, Harry czuł jak szczupłe plecy, o które opierał się piersią, opadały i wznosiły się w równym rytmie.

Po paru minutach, mężczyzna zaczął się wybudzać.

- Harry?

Ledwo mogąc w to uwierzyć, skinął głową i wychrypiał:

- Jestem tu. Jak się czujesz?

- Potrzebuje iść do toalety. Szybko.

Wypuszczając Severusa poderwał się szybko i pomógł kochankowi zejść z łóżka.

Mężczyzna zaczął się gwałtownie chwiać, gdy się wyprostował.

Harry chwycił go i pomógł utrzymać się na nogach. Obejmując ramieniem pas Severusa odprowadził go do toalety, w ten sam sposób, w jaki on był prowadzony przez ostatnie tygodnie.

Gdy dotarli do małej łazienki, puścił kochanka. Nie czekając, aż zostanie poproszony, szybko ściągnął mu spodnie oraz bieliznę i posadził na toalecie.

Podszedł z powrotem do drzwi, gdy Severus korzystał z ubikacji. Nie chciał zakłócać prywatności towarzysza, ale był zbyt zmartwiony, by się wycofać.

- Masz skurcze? - zapytał współczując mężczyźnie, gdy ten wypróżniał się, a zapach ekskrementów wypełnił małe pomieszczenie. Zwykle to była jego wina.

- Nie, po prostu…

Uśmiechnął się rozumiejąc, gdy policzki Severusa uroczo się zaróżowiły.

- Wiem. To było najgorsze. Wymiotowanie nie jest przyjemne, ale to…

- Dokładnie tak – odpowiedział Severus spięty. - Nie musisz tu stać.

- Ty mnie nie zostawiałeś – przypomniał.

- Tak, ale…

- Myślę, że się umyję, gdy ty jesteś… zajęty.

- Masz na to siłę? - zapytał Severus, jego własna wstydliwość zdawała się znikać, gdy zdał sobie sprawę jak Harry chwiał się ostatnio.

- Czuje się wspaniale. Jestem trochę słaby, ale… to nic, czego kilka posiłków i sen nie załatwią.

Odwracając się do zlewu, przyzwał flanelową szmatkę z wanny, napuścił ciepłej wody do umywalki i zaczął myć twarz. Umył tak całe ciało, zmienił koszulę nocną i był w trakcie mycia zębów, gdy usłyszał odgłos spuszczanej w toalecie wody.

Severus podszedł do niego, by umyć ręce.

Przesuwając się znów zaczął szczotkować zęby, gdy zauważył coś, co sprawiło, że zamarł.

Ze względu na przypadłość Severusa, jedynym lustrem w kwaterach było małe zwierciadło na szafce z lekami, naprzeciw którego właśnie stali. Mężczyzna w ciągu lat nauczył się nie patrzeć w jego kierunku. Brak odbicia wciąż musiał mu przeszkadzać.

Stali tak bok przy boku każdego dnia, myjąc zęby obok siebie przez ostatni miesiąc. Zawsze w małym, kwadratowym lustrze było tylko jego własne odbicie, chyba że Severus celowo rzucał glamour. Jednak dziś… dziś Severus był przy nim wyraźnie widoczny.

Szczoteczka wypadła mu z dłoni z szoku. Odbiła się od namydlonych dłoni mężczyzny i spadła na białe kafelki.

- O mój boże.

- Wszystko w porządku? - zapytał Severus wycierając pastę, którą Harry splunął na jego policzek.

- Spójrz.

- Na co?

- Na siebie – w lustrze. Spójrz! Zadziałało. Mój boże, zadziałało. Jesteś wyleczony! - powiedział, wydając pełen triumfu wycie, gdy Severus w szoku wpatrywał się w maleńkie zwierciadło, którego normalnie unikał.

Jego ręce zostawiały mydlane bańki, gdy mężczyzna pochylił się, by na siebie spojrzeć i ogarnął go dziwny spokój. Severus uniósł namydloną dłoń, by dotknąć własnego policzka, jak gdyby chcąc zweryfikować to, że jest solidny.

- Merlinie, jestem paskudnym draniem, czyż nie? - powiedział Severus z szerokim, szczęśliwym uśmiechem, którego Harry wcześniej nie widział. Zmienił on całą jego twarz, ujmując mu lat.

Potem obaj śmiali się, głośno i niekontrolowanie. Jeśli był w tym histeryczny ton, to żaden z nich o to nie dbał.

Szczęśliwy, objął Severusa. Te długie palce złapały jego ramię, przyciągając go do radosnego uścisku.

Powoli ich śmiech się uspokoił, ale choć przestali chichotać, to Severus wciąż drżał.

Chwile zajęło mu zrozumienie, że to już nie wesołość sprawia, że jego kochanek się trzęsie. Gdy mężczyzna ukrył twarz w zagłębieniu jego szyi, Harry poczuł gorącą wilgoć spływającą na jego świeżą koszulę nocną, ale to właśnie się działo. Po cierpieniu przez ponad trzy dekady, przypuszczał, że wysoce emocjonalna reakcja Severusa była zrozumiała. Jak mogłoby być inaczej? Znał ten problem dopiero od sześciu miesięcy, a jego własne oczy zaczęły piec. Jak musiał się czuć jego kochanek, gdy wreszcie horror zniknął?

Zaciskając ramiona, odwrócił twarz w nieumyte włosy Severusa i pocałował pasmo najbliżej siebie.

- Jesteś wolny kochanie. Wolny. Dokonaliśmy tego.

Severus uniósł głowę, by spojrzeć na niego mokrymi, czerwonymi oczami.

- To ty tego dokonałeś. Gdyby nie ty… - zgrubiały głos drżał z emocji.

Wyczuwając, że dla jego kochanka zbyt wiele się działo, przesunął ramiona na jego pas i wyprowadził go z łazienki z powrotem do sypialni.

Harry czuł się lepiej. Nie miał problemu z transfigurowaniem ubrań Severusa w długą, czarną koszulę nocną.

Położył mężczyznę na łóżku i sam wsunął się obok. Przykrywając ich pościelą ułożył się na plecach i przysunął do siebie kochanka. Gładził te szczupłe, kościste ramiona długo po tym, gdy drżenie ustało, a Severus zamarł.

Transformacja wiele kosztowała mężczyznę. Nie było więc niczym zaskakującym, że znów zasnął. Po fizycznych efektach eliksiru i emocjonalnej reakcji na lekarstwo Severus musiał być wykończony.

Sam czuł się zmęczony, zamknął więc oczy i podążył za kochankiem w głęboki sen.