Kilka następnych dni było czasem cichego leczenia dla nich obu. Gdy jego siły powróciły, Harry zdołał nakłonić Severusa do wychodzenia z Hogwartu na kilka godzin każdego popołudnia. To był pierwszy raz odkąd pamiętał, gdy jego kochanek nie skręcał się w niewygodzie z powodu promieni słońca.
Powrócili do jedzenia posiłków przy stole nauczycielskim w Wielkiej Sali, trzy dni po wyleczeniu mężczyzny; choć byli tam tylko Minerva, Poppy, Hagrid i oni. Nauczyciele byli zebrani w małej grupce przy krańcu stołu, gdy on i Severus weszli na śniadanie po ponad miesiącu, od kiedy zniknęli.
Minerva rzuciła na niego jedno spojrzenie i zmarszczyła brwi.
- Harry, co się stało? Jesteś blady jak śmierć.
Jej oskarżycielskie, niebieskie oczy spiorunowały wzrokiem Severusa.
Harry rozumiał, dlaczego była podejrzliwa. Policzki mężczyzny miały zdrową, różową barwę. Żółtawy odcień zniknął z twarzy i dłoni. Świeżo umyte włosy lśniły, a jego ciało wyglądało tak, jak zawsze tuż po karmieniu się. Dla kogoś z zewnątrz Severus wyglądał jak dobrze odżywiony wampir.
Widząc to samo oskarżenie odbijające się na wszystkich trzech twarzach, zatrzymali się kilka kroków od stołu. Było jasne, ze ich przyjaciele podejrzewali, że mężczyzna znęcał się nad nim podczas żywienia się.
Tej sytuacji żaden z nich nie oczekiwał. Byli tak odizolowani w kwaterach Severusa w ciągu ostatniego miesiąca, że zapomnieli o innych ludziach świadomych przypadłości mężczyzny, osobach, które zauważą dramatyczne zmiany w wyglądzie, których jego kochanek starał się uniknąć i przez które cierpiał trzy dekady.
Minerva, Poppy i Hagrid zachowali się wspaniale i zaakceptowali ich związek. Żadne z nich nie skomentowało jego wprowadzenia się do lochu poza tym, że dobrze będzie mieć Harry'ego w pobliżu. Jasne było, że cała trójka ich przyjaciół właśnie zastanawiała się nad swoją akceptacją tego niezwykłego związku.
W każdym razie, twarze Minervy i Poppy wyrażały sztywną dezaprobatę. Otwarta, brodata twarz Hagrida pokazywała jego furię. Pół olbrzym piorunował Severusa wzrokiem, jakby chciał wykorzystać nogę od stołu, by zatłuc nią wampira.
- Proszę, nie patrzcie tak na niego – stwierdził Harry siadając na tym, co zwykle krześle, dwa siedzenia na prawo od McGonagall. - Nie zrobił nic złego. Tak naprawdę, to zrobił dokładnie to, co powinien. Jest wyleczony.
- Zbyt wielkie pobłażanie sobie nie wyleczy tego, na co cierpi – zganiła go Poppy, prostując się w swoich wykrochmalonych, białych szatach. - Jestem zszokowana Severusie. Nigdy wcześniej nie byłeś tak… niedbały. Spójrz na chłopaka! Stracił z 6 kilogramów i jest bledszy niż ty.
- Nie jestem chłopcem! - przypomniał im gwałtownie tonem, który przeczył temu twierdzeniu.
Głęboki, rozsądny głos przeciął zaczynającą się histerię.
- Madame, nie rozumie pani. Potter nie mówił o leczeniu mojego głodu, tylko o mojej przypadłości.
- Twojej… - usta Poppy otworzyły się, a Minerva obok wykrzyknęła:
- Niemożliwe.
Hagrid, który zawsze była najbardziej łatwowierny z grupy, wpatrywał się w nich zdziwiony i wymamrotał:
- Kurde.
Pod pełnymi niedowierzania spojrzeniami, Severus wolno wsunął się na krzesło pomiędzy Harry'm, a dyrektorką.
- Zapewniam cię, że to prawda – nalegał mężczyzna, sięgając po talerz pełen jajecznicy.
Harry uśmiechnął się do kochanka, który nałożył mu jajka na talerz, zanim nie obsłużył siebie. Nie było to już konieczne, bo czuł się o wiele zdrowiej, ale i tak sprawiło to, że czuł się wyjątkowy, gdy Severus robił dla niego te małe rzeczy, zwłaszcza wśród ludzi. Zawsze zarachowując się z rezerwą, Severus nigdy nie był niedyskretny, jednak od pierwszego dnia, podczas którego Harry towarzyszył mu przy stole nauczycielskim, mężczyzna nigdy nie próbował ukrywać ani zaprzeczać temu, co ich łączyło.
- Jak? - zażądała odpowiedzi Minerva, wciąż nieprzekonana. - Nie ma lekarstwa na wampiryzm.
- Kiedyś istniało – przypomniał im Severus.
- To tylko plotki – odpowiedziała Dyrektorka.
- Jak znalazłbyś takie antidotum, nawet gdyby istniało? - zapytała Poppy.
- Nawet gdyby co wciąż istniało? - zapytał Hagrid zmieszany.
Poppy zwróciła się do wielkiego mężczyzny u swego boku i wyjaśniła:
- Salazar Slytherin zdobył sławę tysiąc lat temu, lecząc swoją młodą żonę z wampiryzmu. To jedyny udokumentowany przypadek i ma tysiąc jedenaście lat.
- Slytherin zazdrośnie strzegł swojego lekarstwa, gdy żył. Zaginęło po jego śmierci – dodała Minerva i odwróciła się, by spytać:
- Gdzie odnalazłeś antidotum Salazara po tylu latach?
- W prywatnym, ukrytym laboratorium Slytherina – odpowiedział Severus.
- Jego czym? - zapytała Minerva.
- Slytherin miał pracownię w Komnacie Tajemnic – wyjaśnił Harry.
- W… - jej twarz wyrażała to samo zaskoczenie, które poczuł Harry, gdy ten pomysł przyszedł mu do głowy.
- Tak Minervo. Przez trzydzieści lat przeszukiwałem każdą kolekcje Mrocznych Artefaktów na świecie, tropiąc lekarstwo Slytherina, a dosłownie na nim siedziałem – powiedział Severus tonem pełnym ironii. - Gdy Potter dowiedział się czego poszukuję, zajęło mu jakieś dwie sekundy, by rozpracować tajemnicę, że jeśli Slytherin ukrył swoją pracę, to zrobił to z pewnością w Komacie Tajemnic.
- Poszliście tam? - zapytała Minerva.
- Tak – odparł Severus.
- Znaleźliśmy laboratorium Salazara i całą skrzynię jego notatek – odpowiedział podekscytowany Harry, usiłując przełykać jajka tak, by nie dać nikomu poznać, że mówi z pełnymi ustami. Przez ostatnie trzy dni nadrabiał stracone posiłki.
- Slytherin zakodował teksty w Wężomowie, więc Potter musiał je dla mnie przetłumaczyć – dodał Severus.
- W Wężomowie? - znów odezwał się Hagrid. - Język węży, co? Nie wiedziałem, że istnieje też w formie pisanej.
- Ja też nie – odparł Severus. - Pismo na notatkach wyglądało dla mnie jak identyczne linijki pełne węży, ale Potter widział w tym słowa.
- To niesamowite – powiedziała Minerva.
- Nieprawdaż? - Harry się rozjaśnił. - Severus ma się teraz dobrze.
- Nie sądzę, by dyrektorka to właśnie miała na myśli – mężczyzna wyjaśnił mu łagodnie.
Harry zaczerwienił się, gdy uśmiech na twarzy Minervy powiedział mu, że jego kochanek ma rację. Kobieta mówiła o ich znalezisku i tłumaczeniu.
- Jednak to też jest niesamowite – stwierdziła Minerva, tak jakby miał sześć lat i potrzebował takiego zapewnienia.
- Lekarstwo było zaklęciem czy eliksirem, Severusie? - zapytała Poppy.
- To był eliksir, którego bazę stanowiła psianka. Na szczęście pozostałe składniki neutralizowały jej halucynogenne działanie – odpowiedział mężczyzna i zaczął wymieniać ingrediencje, gdy madame Pomfrey o nie spytała. - To był delikatny balans trucizn.
- Musiałeś wziąć wszystkie naraz? Z takim składem, lekarstwo musiało mieć bardzo nieprzyjemne efekty uboczne – stwierdziła Poppy.
- Eliksir musiał być wypijany przez dawcę krwi każdego dnia o wschodzie słońca przez pełen cykl księżycowy i przefiltrowywany przez jego organizm. Otrzymywałem go poprzez żywienie się – odpowiedział Severus.
- Mówisz, że… - zaczął Hagrid i urwał, wpatrując się w Harry'ego z przerażaniem w oczach.
- Musiałem je brać – potwierdził Harry. - Dlatego straciłem tyle na wadze. Nie byłem w stanie utrzymać w sobie niczego przez ostatni miesiąc. Severus nie chciał bym to robił, ale nalegałem – dodał szybko, by uniknąć nieporozumień.
- Musisz naprawdę troszczyć się o profesora – zauważył Hagrid.
Spojrzał w lewo na Severusa, który zrobił się niemal szkarłatny na twarzy. Położył dłoń a ramieniu kochanka i cicho powiedział:
- To coś o wiele więcej niż troszczenie się.
Zdając sobie sprawę, że pozostali mogą nie potrzebować tak szczegółowych informacji, poczuł jak jego własne policzki robią się ciepłe i spojrzał w dół na stół, ale cała trójka ich przyjaciół uśmiechała się
- To cudownie Harry – entuzjazmował się pół olbrzym. – Ty i profesor byliście samotni zbyt długo.
Obie, Minerva i Poppy, potwierdziły swoją aprobatę.
Po chwili madame Pomfrey powiedziała:
- Harry, chciałabym cię obejrzeć po śniadaniu, jeśli nie masz nic przeciwko.
- Niczego innego nie oczekiwałem – odpowiedział.
- Więc brałeś eliksir przez miesiąc, a Severus otrzymywał go poprzez karmienie się. Co za wyjątkowy pomysł – skomentowała dyrektorka.
- Nigdy nie rozważałem takiego rozwiązania – zgodził się mistrz eliksirów. - Jednak notatki Slytherina mówiły jasno, że napar nie może dostać się do organizmu wampira inaczej, niż poprzez ludzką krew. Ostatnia faza była najtrudniejszą i najbardziej szaloną z rzeczy, na jakie się natknąłem.
- Dlaczego? - Poppy, która poza Severusem, przy tym stole miała najlepszą znajomość eliksirów, zapytała:
- Ostatni etap wymagał, by dawca wypił krew wampira wraz z ostatnią dawką mikstury. To tek krok spowodował, że rozpoczęła się moja transformacja w człowieka – wyjaśnił mężczyzna.
Hagrid zaczął mówić:
- Masz na myśli, że Harry... – jednak urwał w zszokowanej ciszy.
- To było spore ryzyko – odezwała się madame Pomfrey, ganiąc wzrokiem Severusa.
- Nie chciał tego robić, ale go zmusiłem – powiedział Harry. - To była nasza jedyna szansa na normalne życie.
- Nie ma się więc co dziwić, że zrobiono to tylko raz w historii – powiedziała Dyrektorka, wciąż roztrzęsiona. - Nawet nie chcę wiedzieć, co by się stało, gdyby coś poszło nie tak.
- Jednak wszystko się udało – odpowiedział Harry uśmiechając się. - Było ciężko i przerażająco, ale dokonaliśmy tego, a teraz Severus jest wolny.
- Dzięki Merlinowi – odparła Minerva, a Hagrid i Poppy potwierdzili.
- To odkrycie, oczywiście, musi poznać świat – stwierdziła Poppy. - Istnieją tysiące nieszczęsnych dusz, którym można dzięki temu pomóc.
- Powinienem skończyć moją rozprawę na temat lekarstwa Slytherina dziś po południu – odpowiedział Severus. Przez cały czas, gdy przez ostatnie dni Harry leżał w ogrodzie różanym i pławił się w promieniach słonecznych, Severus siedział przy nim zerkając do notatek i spisując wszystko na długim na trzy stopy pergaminie. - Wyślę sowę do Miesięcznika Eliksirów i Kwartalnika Uzdrowicieli zanim jutro wyjedziemy.
- Wyjeżdżacie? - spytał Hagrid.
- Wybieramy się na plażę – stwierdził Harry, żałując, że nie może ukryć swojego podekscytowanego niczym u sześciolatka głosu. Nawet on mógł usłyszeć, jak absurdalnie podniecony był swoimi pierwszymi wakacjami.
- Na plażę? - zaskoczony wzrok Minervy skierował się na Severusa, podobnie jak zrobiła to Poppy i Hagrid.
Harry mógł zrozumieć ich zdumienie. Jego żyjący w lochach kochanek był niesławny z nienawiści do jasnego światła. Część z tej niechęci wyjaśniała jego przypadłość, ale poza tym była to także naturalna preferencja mężczyzny.
- Wynająłem willę na Santorini na następny miesiąc – powiedział mężczyzna, a jego głos pełen był ironii.
- Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała – wykrzyknęła Poppy lekkim, droczącym się tonem. - Romantyczne miejsce ucieczki na śródziemnomorskiej plaży przez miesiąc!
Oczywiste było, że wypowiadała myśli całej trójki.
Harry spiął się, oczekując, że Severus zacznie się wyśmiewać. Jednak mężczyzna czuł się przy tej trójce komfortowo. Ku jego zaskoczeniu, po prostu wyjaśnił:
- Potter nigdy wcześniej nie widział plaży. - Potem dodał, rozbawiony:
- Uwierz mi, to łatwa opcja. Po części oczekiwałem, że skończę na safari w Afryce. To w końcu młody Gryfon.
Spoglądając w oczy Minervy, Harry mrugnął do swojej byłej głowy domu i odwracając się do kochanka, powiedział szczerze:
- Właściwie, to miałem nadzieję, że uda nam się pojechać do Nairobi w czasie przerwy wiosennej.
Harry wiedział, że naciskał na Severusa, który bez wątpienia zacznie rzucać sarkastycznymi uwagami, odmawiając tej niedorzecznej sugestii, jednak nie mógł odmówić sobie drażnienia się z nim przez moment.
Harry obserwował, jak zadowolony z siebie uśmiech mężczyzny znika z jego mocnych rysów. Ku jego zdumieniu, gdy zdziwienie zniknęło z jego twarzy, jego kochanek stwierdził po prostu:
- To pozwoli mi na zebranie bardziej egzotycznych składników samemu, o ile nie zostanę zjedzony przez faunę.
Jeśli kiedykolwiek potrzebował dowodu na to, jak bardzo Severus Snape go kochał, to właśnie go otrzymał. Zszokowany siedział cicho, patrząc na pozostałych, wpatrujących się w niego z uśmiechem.
Po raz pierwszy odkąd pochował Rona i Hermionę poczuł się tak, jakby miał prawdziwą rodzinę.
Nawet jeśli Minerva, Poppy i Hagrid go nie kochali, to był szczęśliwy będąc tutaj tylko ze względu na to, że akceptowali Severusa. Gdy był młodszy, lojalność Albusa i pozostałych „dorosłych" w stosunku do Snape'a dezorientowały go i frustrowały. Jednak teraz, gdy widział jak ten niechętny ludziom mistrz eliksirów komunikował się ze swoimi przyjaciółmi, zaczynał rozumieć. Może i był wampirem i byłym Śmierciożercą, jednak mężczyzna wciąż należał do rodziny Hogwartu. Zszokowało go, gdy zrozumiał, że Minerva i pozostali przywitali go z otwartymi ramionami, gdy się wprowadził do kochanka, zarówno ze względu na niego, jak i Severusa.
- Wczoraj w Proroku pojawił się artykuł o twoim odejściu od Aurorów – powiedział Hagrid. - Widziałeś go?
- Masz na myśli tekst „Chłopiec, Który Przeżył, Gaśnie w Mroku", czy może „Co zrobi Czarodziejski Świat bez Niego"? - lekko zaśmiał się Harry.
- Chyba oba – odarł Hagrid.
- Jak mógłbym je przegapić? - zapytał.
- Twój szef brzmiał na smutnego, że musi się z tobą rozstać – powiedział pół olbrzym. - Wydaje się być dobrym mężczyzną.
- Jest jednym z najlepszych – natychmiast zapewnił go Harry, nie wspominając o przenikliwości Parkera, która była jednym z powodów dla których odszedł.
- Nie mogę powiedzieć, że go za to winię – stwierdziła Poppy. - Strata Aurora, ale nasz zysk.
- Tak, wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni, że tu jesteś, Harry – dodała Dyrektorka. - Mam nadzieję, że uczenie Obrony Przed Czarną Magią nie sprawi, że zgaśniesz w mroku.
Śmiejąc się spojrzał na kochanka i powiedział kpiąco:
- Jestem pewien, że te wszystkie korzyści pomogą mi uniknąć zupełnego zniknięcia.
Gdy śmiech zamarł, konwersacja przeniosła się na bardziej osobiste tematy. Harry całą uwagę skierował na śniadanie. Już zaczynał się czuć tak, jakby tu przynależał. Wdzięczny za to nowe życie, które rozpościerało się przed nim i Severusem, uśmiechnął się i zaczął jeść.
Severus poszedł do swojego prywatnego pokoju badań zaraz po śniadaniu, by skończyć rozprawę na temat lekarstwa Slytherina. Nie żeby Harry miał szansę za nim zatęsknić. Poppy zajęła go badaniami przez następnych kilka godzin. W końcu stwierdziła, że jest zdrowy, akurat na czas lunchu, który jego kochanek opuścił.
Byli już spakowani na podróż, spędził więc popołudnie czytając w fotelu, który transfigurował w ogrodzie różanym, nie chcąc tracić tak pięknej pogody. Cztery dni ciągłego słońca były chyba rekordem na tym obszarze.
Severus pojawił się na moment na obiedzie, ale wrócił z powrotem do pokoju zanim podano deser. Nie wychodził z niego aż do teraz.
Gdy zegar w salonie wybił północ, a dłoń wskazująca Severusa wciąż tkwiła na napisie „W pracy", zamknął powieść ze zmęczonym westchnięciem. Wciąż jeszcze nie wydobrzał na tyle, by siedzieć do późna.
Wstając z fotela zanim na nim przysnął, poszedł do łazienki, by się umyć. Gdy wszedł do sypialni w szlafroku, wycierając mokre włosy, zaskoczony zobaczył, że Severus już tu jest.
Jego kochanek był w trakcie rozbierania się. W szafie wisiały już szata i kamizelka, był w trakcie zdejmowania spinek w mankiecie, gdy Harry wszedł.
- Cześć. Nie sądziłem, że wrócisz – powiedział uśmiechając się.
- Wybacz mi. Straciłem poczucie czasu. Nie chciałem cię dziś zaniedbywać – odpowiedział Severus przechodząc przez pokój, by go objąć.
Przytulając się, spojrzał w oczy towarzysza:
- Wiem, że spieszyłeś się, by ukończyć tę rozprawę zanim wyjedziemy. Nie masz za co przepraszać. Skończyłeś?
- Tak. Wysłałem sowy do redaktorów parę minut temu.
- To dobrze – powiedział.
- Kopia znajduję się na szafce nocnej, jeśli chcesz ją przejrzeć – stwierdził Severus.
Nie będąc pewnym, czy zrozumie cokolwiek z monografii z zakresu eliksirów, podszedł do szafki. Przenosząc mokry ręcznik i przewieszając go przez łokieć, podniósł pergamin. Zerknął na pierwszą stronę i poczuł jak jego szczęka opada, gdy przeczytał pierwszy linijki: „Rozprawa o Lekarstwie na Wampiryzm Salazara Slytherina, napisana przez Severusa Snape'a, Mistrza Eliksirów, Magiczna Szkoła Nauki Oxford oraz Harry'ego Jamesa Pottera, profesora OPCM-u, Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Umieściłeś na niej moje imię.
- Nie dokonałbym tego bez twojej pomocy – powiedział Severus.
Tak, jak się obawiał, gruby dokument był zbyt specjalistyczny dla kogoś, kto nie uwarzył eliksiru od dwunastu lat.
- Er, to jest dość skomplikowane. Nie rozumiem połowy. Jak wyszło?
Severus wzruszył ramionami.
- Ciężko było mi unikać odniesień do mojego własnego doświadczenia z tym lekarstwem.
- Dlaczego nie mogłeś pisać o tym, co zrobiliśmy? - zapytał ziewając, odłożył pergamin i przelewitował mokry ręcznik do łazienki.
- Bycie wampirem automatycznie oznacza wyrok śmierci. Nie wiedziałem jakie są konsekwencje bycia byłym wampirem – dla mnie, albo dla ciebie i pozostałych, bo pomagaliście mi przez te wszystkie lata. Nie chciałem zostać wyleczony tylko po to, by spędzić moje pozostałe dni w Azkabanie za ukrywanie mojej przypadłości przez trzydzieści lat.
- Nigdy o tym nie myślałem – powiedział. - Cholera. Wszyscy tutaj byliby w niebezpieczeństwie, bo oferowanie pomocy albo żywienie wampira jest nielegalne.
- Zaprezentowanie zebranych danych w taki sposób, by nie oskarżyć siebie, było bardzo frustrujące.
- Jak to zrobiłeś? - spytał wiedząc, że Severus znalazł jakieś wyjście.
- Skończyło się na tym, że dodałem to, czego nauczyliśmy się z opisu Slytherina przez dowiedzenie, ze tak naprawdę istniały dwa przypadki wyleczonego wampiryzmu tysiąc lat temu. Nie powiedziałem wprost, że ten drugi był współcześniejszy niż pierwszy, a tylko to zasugerowałem.
- Mądry Ślizgon – pochwalił go Harry.
Severus odwrócił się, by odpiąć koszulę.
- Wciąż popełniłem naukowe oszustwo. Nie czuje się z tym dobrze, ale to był jedyny sposób, by bezpiecznie przekazać informacje.
- Może twoje odkrycie zmieni te prawa, sprawi, że staną się bardziej ludzkie – powiedział, patrząc jak Severus zdejmuje koszulę i podkoszulek. Jego serce zaczęło bić szybciej, gdy zobaczył gładką, nagą skórę. Minął już ponad miesiąc odkąd po raz ostatni poczuł, jak jego ciało reaguje na coś seksualnym podnieceniem.
- Można tylko mieć nadzieję. Niestety, niewielu zarażonych wampirów będzie w stanie skorzystać z lekarstwa Slytherina – powiedział Severus spiętym głosem, bo właśnie pochylił się, by zdjąć buty.
- Dlaczego? - zapytał Harry, usiłując nie być zbyt rozproszony widokiem dobrze umięśnionego tyłu. Choć Severus krył swoje ciało, jakby było czymś czego musi się wstydzić, to spodnie pasowały na niego bardzo dobrze. Czarny materiał był naciągnięty na tyłku, pokazując każdy ruch mięśni. Ten prowokacyjny widok posłał gorąco prosto do jego członka.
Severus wyprostował się, jego półdługie włosy kołysały się lekko. Wiedział, że jego powściągliwy kochanek nigdy by tak o sobie nie pomyślał, ale wyglądał w tej chwili groźnie i zmysłowo, jedynie w spodniach, o nagiej piersi i stopach.
Zupełnie nieświadomy efektu jaki na nim wywierał, Severus kontynuował:
- Większość wampirów żyje na granicy społeczeństwa, na którym się pożywia i ma do czynienia z niewielką ilością interakcji społecznych. Strzeliłbym, że jakiś jeden na tysiąc z wampirów ma kochanka, który byłby chętny dzielić z nim swoją krew regularnie, tak jak ty, nie mówiąc już o cierpieniu i wyniszczeniu, które powoduje lekarstwo.
- Być może antidotum zachęci ich, by być mniej drapieżnymi w swoich kontaktach z ludźmi – powiedział, a jego wzrok przeniósł się na dłonie kochanka, który rozpinał spodnie.
- W jaki sposób? - zapytał Severus, odpinając guzik i zamek błyskawiczny.
Jego temperatura zdawała się rosnąć wraz z obniżaniem się rozporka.
- Jeśli potrzebują dawcy, może będą bardziej chętni, by zrobić coś poza polowaniem na ludzi. Może stworzą związek, tak jak my.
- A może po prostu kogoś porwą i zmuszą do wzięcia antidotum – odpowiedział mężczyzna.
- Potrzebowaliby codziennie warzyć eliksir – stwierdził. - Żaden mistrz eliksirów celowo nie pomoże wampirowi, który zmusza kogoś do wzięcia lekarstwa, prawda?
- Antidotum nie jest tak trudno uwarzyć. Większość czwartorocznych dałaby sobie radę – odpowiedział Severus.
- Jednak czy ktoś, kto wyszedł ze szkoły lata temu, myślałby o zaryzykowaniu swojego życia? Ja bym tego nie zrobił.
- Byłbyś zaskoczony jak wiele może osiągnąć ktoś, nawet tak bardzo ułomny w warzeniu jak ty, kto ma wystarczającą zachętę.
Spodnie i bielizna ześlizgnęły się z długich nóg Severusa. Jego wzrok skupił się na imponującym członku i ciężkich jądrach, które się ukazały. Przez ostatni miesiąc przynajmniej raz w ciągu dnia widział kochanka nago, ale to był pierwszy razy, gdy wreszcie mógł docenić widoki.
Obserwował mężczyznę podchodzącego do szafy po koszule nocną.
Poruszając się szybko, złapał Severusa zanim ten zdążył choćby otworzyć drzwiczki.
- Er, czy musisz to dziś zakładać?
- Zakładać co? - spytał Severus zmieszany.
Czując się jak idiota, wyjaśnił:
- Wkładać koszulę. Miałem nadzieję, że może zrobilibyśmy to, na co przez ostatni miesiąc nie czułem się wystarczająco dobrze.
- Oh.
Wyraz twarzy Severusa nie był zachęcający. Mężczyzna zdawał się niemal zaskoczony, a może zmartwiony. W każdym razie, to nie była odpowiedź, na jaką liczył.
Aż do tej chwili nie przyszło mu do głowy, by zastanawiać się, czy Severus wciąż będzie go pragnął, skoro początkowo ich związek motywowany był potrzebą krwi. Ta potrzeba już zniknęła. Nie miał wątpliwości, że mężczyzna jest mu zupełnie oddany, jednak to nie znaczyło, że go pożądał fizycznie.
Czując się zraniony, powiedział szybko:
- Nie musimy tego robić, jeśli nie chcesz. Tak tylko sobie pomyślałem.
- Wciąż zdrowiejesz po eliksirach. Sądziłem, że będziesz zbyt zmęczony.
Ta słaba wymówka potwierdziła jego największe obawy. Mógł dostrzec kłamstwo w oczach Severusa.
