Polska, Litwa, Węgry;LietPol; Romantyzm Feliksa XD

- Toris! Czemuż ty jesteś Lietuva!
Wyrzecz się swego rodu, rzuć totalnie tę nazwę!
- Feliks...
- Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazną, boś ty w istocie nie Litwa dla mnie. O! weź inną nazwę! - Litwa zrobił facepalma. Rozumiał, że Feliks aktualnie miał wysoką gorączkę i nie kontaktował wybitnie, ale żeby zacząć cytować romanse?... Brunet westchnął. Przyjechał wczoraj wieczorem, kiedy to choroba Polski dopiero się zaczynała, a z tego co sie dowiedział blondyn cierpiał na bezsenność, więc zaczął czytać co sprawi, że się pożądnie zanudzi. Wyglądało na to, iż coś poszło nie tak i teraz bardzo przypadło mu do gustu cytowanie tych poezji.
- Lenkija, ja naprawdę rozumiem, że chcesz pokazać mi jak baaaardzo mnie kochasz, ale nie musisz. Ja doskonale o tym wiem. - Toris poklepał blondyna na ramieniu. Aktualnie znajdował się w jego uścisku, z którego z chęcią by się uwolnił. W końcu jeśli sam zachoruje, to szefowa go zamorduje. I to podwójnie jak sie dowie z jakiego powodu.
- Dlaczego nie doceniasz mojego romantyzmu? - Polska zrobił smutną minę, wpatrując się w Lieta oczami przepełnionymi żalem. Gdyby był kotem w tym momencie Toris pewnie wyjąłby saszetke ze smakołykami.
- Boże, aleś ty słodki... - wymamrotał brunet zapatrzony w oczy partnera
- Gdy w twoich ustach z nieukojem, szukam twojego serca woni i ściskam twe najsłodsze ciało...
- Aaaaaa, dobra. Starczy tego, ide ci zrobić herbate. - Litwa nawet nie zauważył, kiedy Feliks zaczął się zbliżać, ale gdy uświadomił sobie co się dzieje, wstał natychmiast wyswobodzając się w objęć państwa z rumieńcem. Toris wyszedł jak szybko tylko mógł
- Boże czego on się naczytał! - oparł się o ściane, chowając twarz w dłoniach. Modlił się, aby ta gorączka jak najszybciej spadła, bo jak tak dalej pójdzie to nie skończy się to za dobrze pod każdym względem. Wziął głęboki oddech i poszedł w stronę kuchni. W sumie to mógł zrobić kakao, Feliks się z pewnością ucieszy i da sobie spokój z romantyzmem na jakiś czas. Przyszykował sobie wszystko co było potrzeba. Podczas podgrzewania mleka, spojrzał za okno. Lał deszcz i wszędzie walały się opadłe liście. Ach jesień... W sumie to lubił, kiedy to na dworzu, stukało w szyby, a on i Polska pogrywali sobie, jeżeli grą można było to nazwać, w szachy albo w coś na konsoli. Oczywiście blondyn miał każde dzieło autorstwa swoich rodaków. Dajmy na to taki Wiedźmin. Za każdym razem, gdy Liet gra, Feliks wspomina czasy pogaństwa i opowiada mu jakieś historyjki.
Ostatnio przez sytuacje polityczną i nastawienie narodu do niej, spowodowała, że jego partner stał się bardziej podatny na wszelakie choróbstwa. Zastanawiał się czy zacznie to ignorować z czasem tak jak relacje ludu obu ich narodów. Przez to kiedyś ich stosunek do siebie się zmienił, ale powoli zaczęli tłumić to w sobie. Nagle przypomniał sobie, że tak jakby coś postawił na ogniu. Szczęście nie zamyślił się na zbyt długo i mleko nie zdąrzyło wykipieć. Przelał je do kubka i kiedy miał go wziąść, zadzwonił jego telefon. Wyjął urządzenie z kieszeni i przeszedł go dreszcz kiedy zobaczył kto chce się do niego dobić.
- Halo? - odezwał się z lekkim lękiem w głosie
~ Hejka Toris! Jak się miewa połowa mojego ulubionego związku? - usłyszał głos nikogo innego jak Węgier
- Dobrze, dlaczego dzwonisz? Coś się stało?
~ Och, no wiesz. To wcale nie tak, że Felek właśnie mi się wyrzalił jaki to nieczuły jesteś i w ogóle...
- C-co?! To nie prawda! - Polska właśnie nasłał na niego Lizzie. No wspaniale! Jednak może go czekać coś o wiele gorszego - Feliks ma gorączke i zaczął mi cytować poezje romantyczne! Lizzie? Halo? - przez moment nie słyszał żadnego dźwięku po drugiej stronie
~ Dlaczego nie doceniasz jego romantyzmu!? - Toris właśnie odniósł wrażenie, że ma deja vu i, że chyba doznał uszkodzenia ucha, dlatego na wszelki wypadek przełożył telefon na drugą stronę głowy
- Nie mam nic przeciwko jego romantyzmowi! Problem polega na tym, że tak jakby... ta pozeja przybiera złą forme. Ty nie wiesz co on mi recytował godzinę temu! I jeszcze trzymał mnie tak mocno... - niedokończył, bo usłyszał pisk Elizabety. No błagam, chyba sobie nie pomyślała, że...
~ Z chęcią usłyszę więcej szczegółów! - brunet wziął głęboki wdech
- Lizzie, to nie tak jak myślisz... racja, spaliśmy w jednym łóżku, ale... - Torisa znowu doszedł słuch czegoś co chyba było chihotem albo próbą powstrzymania go.
- Ale TYLKO spaliśmy. - dokończył i wziął kubek po czym skierował się stronę pokoju, w którym leżał Feliks.
- Zrobiłem ci kakao. - powiedział, ale Polska zrobił focha i zagrzebał się pod pierzyną. Litwa westchnął odstawiając napój na stolik.
~ Wcale się nie zdziwie jeśli Felek zrobił focha! Powinnam pójść w jego ślady!
- Czasami się zastanawiam, dlaczego wy zwyczajnie nie jesteście bliźniakami... - Liet usiadł na brzegu kanapy, na której to leżał też obrażony i opatulony Polska.
~ Dobra, dobra. Wracając, jestem zawiedziona twoją postawą!
- Zawiedziona?! Lizzie, błagam... - opadł głową na oparcie i wpatrywał się w sufit, prosząc Boga by zakończył już to wszystko
~ Nie błagaj! Nie daruje ci jak mi zniszczysz moje dzieło, nad którym tak ciężko pracowałam!
- No dobrze... przepraszam. Tylko nie szykuj patelni, dobra? Nie pozwole, aby twoje wspaniałe dzieło legło w gruzach po tylu stuleciach świetnościiiiIK! - Toris drgnął, kiedy poczuł jak coś go chwyta i pociąga. Blondyn objął go w pasie, mocno tuląc
- Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie. Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie... - no pięknie... w sumie tego brakowało w tych wszystkich wierszach.
~ Toris?
- Ach! Lizzie! N-nic się nie stało! To tylko Feliks...
~ To ja wam nie będę przeszkadzać! Do usłyszenia i licze na ciekawe szczegóły!
- Czekaj, co?! - zanim zdąrzył przyswoić co takiego powiedziała Węgry i zaprotestować, rozłączyła się. Teraz czekała go kolejna próba wydostania się z polskich sideł.
- Nie uciekaj przede mną, chłopcze urodziwy! - zaśmiał się blondyn.
- Feliks, błagam!... - tym razem Polska nie dał mu się wyrwać. Pociągnął go w swoją stronę, powodując, że musiał oprzeć się na łokciach, by całkowiecie się nie położyć, ale i tym zająła się Rzeczpospolita. Po chwili obydwoje leżeli, a Polska wtulał się w partnera, wciąż trzymając gi w silnym uścisku. Liet toalnie uświadomił sobie, że teraz choroba go nie omienie...

- Jestem zawiedziona! Wyjaśnij mi jak to się stało! - szefowa Litwy wpatrywała się w personifikacje swojego kraju z wściekłością. Lorinaitis wziął sobie trzy dni wolnego i wrócił chory! No pięknie!
- To przez pogode... - wymamrotał brunet po czym kaszlną kilka razy
- Przez pogodę, huh? Przez te trzy dni nie było cie w domu i chyba wiem jak ta pogoda ma na imie! Jak możesz puszczać się z tym... z tym!...
- Z nikim się nie puszczam! Fel... Polska był cho-ory i musiałem się nim zająć, a że przez mój pobyt padało...
- Dość! Masz mi się szybko wykurować, a potem odpracujesz te wszystkie dni swojego nierobstwa!
- T-tak jest... - ten wypad miał swoje plusy. Poznał wiele bardzo ciekawych poezji...

-
Fragmenty paru wierszy... tak. Lekko przycięte...

Porada: nie piszcie w czasie choroby. Wasze ukryte hobby wyjdą na jaw :')

-Alfie