Anglia, Ameryka;UsUk?; :3
To był kolejny piękny spokojny poranek w Londynie... a przynajmniej miał taki być. Arthur spokojnie spał i nic nie wskazywało na to, że ten dzień będzie inny od poprzednich. No może po za paroma zmianami na świecie, które zaszły właśnie tej nocy. Anglia przeciągnął się i powoli otworzył oczy
- AAAAAA! - wrzasnął i natychmiast odsunął od krawędzi łóżka, kiedy zobaczył nad sobą swojego dawnego podopiecznego. Wkurzonego dawnego podopiecznego.
- Alfred, co ty tu do cholery robisz?!
- Co robie? Ty sie pytasz, co robie?! To robie! - rzucił w niego jakimś materiałem, który barwą wyglądał naprawdę znajomo...
- Moja flaga? To jest powód, dla którego tu jesteś? Moja flaga?! - blondyn nic z tego nie rozumiał. Niby dlaczego Ameryka miałby tu być z powodu jego flagi?...
- Twoja flaga? Twoja?! - okularnik chwycił starego opiekuna za koszule nocną i wyciągnął go z łóżka mimo protestów. Zaciągnął go do łazienki i puścił dopiero przed umywalką.
- Po co żeś mnie tu zaciągnął?!
- Po to! - Alfred odkręcił kran i wyrwał Arthurowi ponoć jego flage, by włożyć ją pod wodę. Ciecz zaczęła zmieniać barwe, a sam materiał zmianiał wzór.
- Co do... chwila. Przyleciałeś tu tylko po to, żebt pokazać mi, że przefarbowałeś swoją własną flage w moje barwy?!
- Nie ja, durniu! Wiesz co to jest za flaga?! To flaga prosto z Białego Domu! Rozumiesz?! Twoja flaga wisiała na siedzibie mojego szefa! Powinieneś się cieszyć, że pierwszy to zauważyłem, bo inaczej miałbyś przerąbane as fuck! - warknął.
- Dobra, dobra. Ciesze sie, ale w takim razie mogłeś zadzwonić... zresztą ja nic nawet o tym nie wiem!
- Co? - Alfreda ta wiadomość totalnie zbiła z tropu. Jeśli nie on zainicjował to, to w takim razie...
- No, to nie... - Anglia nie skończył swojej wypowiedzi, bo dawny podopieczny przymknął go swoją dłonią
- Jeśli to nie była twoja inicjatywa, a ty nic nie wiesz o tym co się aktualnie dzieje łącznie z twoim podwórkiem...
- O czym ty... - Arthur spróbował się odezwać, ale Jones znowu go uciszył
- Tak, to wyjaśnia wierze Eiffla i tą flage... już wiem! Może to nie byłeś ty, ale należało ci sie! Przynajmniej ode mnie! - Artie spojrzał na niego oburzonym wzrokiem. Należało mu sie? Niby za co? Za to, że jakiś śmieszek zakradł się z farbą pod Biały Dom? I o co mu chodziło z tą wieżą u Francji?...
- Dobra, może mi wyjaśnij teraz co takiego rozmyślasz, co?
- Po co mam ci mówić, przecież równie dobrze możesz poczytać gazete czy wyjrzeć za okno! - blondyn machnął ręką i skierował się do wyjścia z łazienki
- What?! Alfred! Wracaj no tu! Chce wyjaśnień! - w tym momencie przypomniało mu się, że Ameryka zostawił swoją flage - Alfie, flaga!
- Alfie? - w momencie, kiedy okularnik wyjrzał zza ściany dostał materiałem w twarz, co go porządnie zaskoczyło. Ściągnął go z siebie wraz z okularami i przetarł okolice oczu. Spojrzał na dumnego z siebie Anglię. No dobra. Chce drugiej wojny o niepodległość? Nich będzie! I w tym momencie rzucił flage w odwwecie w chichoczącego Artiego, który dostał tym razem troche niżej, przez co miał mokrą koszule
- A ty co?! - wrzasnął oburzony
- Domagasz się drugiej wojny o niepodległość!
- Przecież ty i tak jesteś niepodległy! - wielkim brwiom te słowa przeszły z trudem, choć nie dał po sobie poznać. Tak bardzo żałował, że nie jest już jego kolonią. Tamte czasy zawsze wspominał mile i ciepło.
- Ale moge być jeszcze bardziej! - Anglia westchnął i zwyczajnie w świecie wyminął Ameryke wręczając mu swoją "broń" po czym skierował się do swego pokoju
- Daj mi się przebrać i pogadamy na spokojnie. - oznajmił i zamknął drzwi do sypialni. To zaskoczyło Jonesa do tego stopnia, że stał chwile w bezruchu z kapiącą flagą.
- Ach tak! Flaga! - oprzytomniał i wyzmął ją do umywalki przy okazji wreszcie zakręcając kran.
Anglia zastał Ameryke w salonie, gdzie to zajadał się kanapką jaką pewnie sobie zrobił w tym czasie.
- No więc proszę cię, wyjaśnił mi Sherlocku kto to zrobił. - poprosił Arthur siadając naprzeciw blondyna. Okularnik skończył swój posiłek i zabrał się za opowiadanie o swej dedukcji oraz jej skutkach
- Nie ma sprawy Watsonie! - Artie zrobił tylko lekko zniesmaczoną mine za to określenie - Widzisz, zaczniemy od spraw nam wielce bliskich, ponieważ dziwactwa zaczynają się u ciebie, a kończą na... tym czymś co Rosja chce od tej dziewczyny z dużymi...
- Ekhem. - Anglia zdawał sobie sprawe o kim mówił Jones, ale jako gentleman...
- Dużymi problemami, chciałem powiedzieć Artie. Wiesz ta żeńska Rosja, która nie jest Rosją. W każdym razie. U ciebie w całym Londynie są te niebieskie budki z tego twojego serialu...
- Co? Budek policyjnych już dawno nie ma!
- To wyjrzyj przez okno. - blondyn zrobił to. Na ulicy dostrzegł dwie takowe co bardzo go zaskoczyło i przez chwile wpatrywał się w ten aktualnie niecodzienny widok, który zaskakiwał i przechodniów.
- To ty tam sobie pacz, a ja będę kontynuował. - oznajmił Jones widząc, że troche minie za nim wielkie brwi odkeli się od okna -Ja znalazłem tą flage, a jacyś ludzie pozostałości po murze z Meksykiem... serio. - mina dawnego opiekuna rozbrajała okularnika, ale powstrzymał śmiech dla dobra szybkiego wyjaśnienia sprawy - Szef nie był szczęśliwy, że runął, bo ponoć stał jeszcze kilka godzin temu. Według facebooka, wieża Eiffla została pomalowana na kolory flag Polski i... tego obok, z którym tam jest.
- Litwa... przynajmniej pamiętasz imie sojusznika... - uzupełnił Anglia, siadając na fotelu z westchnięciem
- No i jak wcześniej mówiłem te tereny o które bije sie Rosja z...
- Ukrainą...
- No tak, Ukrainą należą teraz do Polski. Ponoć dokonała tego mała grupka osób... w tym jeden Rosjanin i tak oto doszliśmy do wniosku że stoi za tym kilka państw po imprezie! Mianowicie Polska, ten... jego chłopak, to głodne państwo i Rosja! - Ameryka zrobił zadowoloną mine. Anglia był... pod wrażeniem. Nie tylko przez fakt iż w czasie kilku godzin doszło do wielu zmian na skale światową, ale i, że Alfred doszedł do tego, kto jest temu wszystkiemu winny. I w sumie zgadzał się w nim, wiedząc jakie są te personifikacje
- God save the Queen... - wydusił wreszcie z siebie.
- Jestem bohaterem! Zresztą sam mnie tak nazwałeś, więc nie powinieneś wątpić w moje możliwości! - chwila. Nazwał go? Ale kiedy?... nagle w głowie coś mu zaświtało. No tak! Kiedy Jones był jeszcze małym państwem, Artie nazywał go bohaterem!... więc to dlatego ciągle to powtarza? Nie jest żadnym egoistą, tylko zwyczajnie dawał mu do zrozumienia, że tamte spędzone razem chwile były dla niego miłe? A on uświadamia to sobie dopiero teraz!
- A-ah! Musze wracać! Szef mnie zabije jak sie dowie, że zwiałem bez słowa na cały dzień... - Alfred spojrzał na zegarek - to ja lece! Musze zdążyć na samolot! - oświadczył wstając i kierując się do wyjścia co wyrwało Arthura z zamysłu. Poszedł za nim.
- Alfred. - zawołał go jeszcze na chwile w momencie, gdy ten otworzył drzwi. Blondyn nie zdąrzył nawet się spytać co chciał jeszcze Anglia, kiedy Artie ujął go w mocnym uścisku. To było naprawdę niespodziewane z jego strony.
- Artie? W-wszystko w porządku? - ten gest był wyjątkowo szokujący, więc okularnik pomyślał, że z dawnym opiekunem jest coś nie tak.
- Przepraszam... - mruknął Anglia. Ale za co niby? Skąd ta nagła zmiana nastroju? - Za to, że nie liczyłem się z tobą... wtedy. Za wszystko co złe ci wyrządziłem, wtedy... - to wyznanie... te przeprosiny były jeszcze bardziej zaskakujące. Przepraszał go?! ANGLIA?! Odsunął go wreszcie od siebie, choć Artie wciąż trzymał dłońmi jego kurtke.
- Dlaczego? - spytał Jones. Już wiedział o czym mówił i dlaczego. Dawny opiekun nie wiedział do czego mogło odnosić się to pytanie, czemu go przeprasza czy
- Dlaczego mam ci wybaczyć? - uzupełnił Alfred. Anglia otworzył szerzej oczy. Jego najgorszy koszmar się spełniał. Został zupełnie odrzucony. Po raz drugi i to przez tą samą osobę. A przecież chciał to tylko naprawić...
- Ja... rozumiem. - wyszeptał i odwrócił się - Zamknij za sobą...! - nie skończył, bo poczuł jak coś szybko zasłania mu usta, a za chwile i zatyka nos. Alfred! Co on wyprawia?! Arthur nie mógł oddychać i z każdą sekundą brakowało mu powietrza. Mimo prób wydostania się z tego śmiertelnego uścisku, nie potrafił się wyrwać aż zwyczajnie jego czas się skończył. Wreszcie martwe ciało opierało się tylko na okularniku, który bez ceregieli zrzucił je na ziemie i odszedł. Spojrzał na wciąż umorusaną farbą swoją flage.
- I tak oto krew brytysjka znalazła się na amerykańskich dłoniach... - mruknął sam do siebie i schował kawałek materiału do kieszeni.
-
Tadam! Spin-off do "Co dwie Polski to nie jedna". Chciałam napisać to już od dawna, ale dopiero teraz znalazłam czas i chęci.
Piękny koniec, nieprawdaż? Korciło mnie niemiłosiernie i oto jest. Styl duszenia podpatrzony na Sherlocku z 2009!
Kocham ten film. Mam do niego straszny sentyment przez sprawy prywatne.
Moim zdaniem jest lepszy od serialu.
- Alfie
Co mógł zrobić w tej sytuacji? Alfred również przytulił Arthura. Bez słowa. W reszcie po chwili stania w uścisku odsunął go od siebie i spojrzał na niego z uśmiechem. Spostrzegł, że w dłoni dalej trzyma swoją flagę, wciąż umorusaną farbą. Owinął ją wokół szyi Artiego i zawiązał koniuszkami.
- Serio musze lecieć! Do zobaczenia! - pomachał opiekunowi i pobiegł przed siebie w stronę lotniska. Nie potrafił zrobić niczego co by pokazało, że docenił to. Nie potrafił pokazać swoich uczuć, gdzieś tam w środku...
Anglia popatrzył za odbiegającym podopiecznym, a kiedy stracił go z oczu całkowicie spojrzał na flage, która teraz robiła za zadurzą apaszke. Chwycił ją palcami i uśmiechnął się. Czy mógł uznać to za wybaczenie?
-
Hell no! Przepraszam za ten fake ending, ale wiecie. To była pierwsza wersja, która wydała mi się nawet spoko, a i tak pewnie ktoś tam by chciał ten happy end, nie?
KESESESESESESESE~
Ciekawe jak długo potrwa ta moja "wena"...
- Jeszcze raz Alfred F. Jones przerzedły na Doitsuizm
