Polska, Nyo!Polska, 2p!Polska; Headcanon

Dziewczyna zapukała rytmicznie w drzwi pokoju niczym w "Krainie Lodu"
- Franciiiiszeeeeek! - zawołała - Nie chciałbyś wybrać się do sklepu i...
- Nie! - usłyszała głos sprzeciwu z zamkniętego pomieszczenia
- No weź! Wiesz, że nam nie dadzą, a dowodów nie mamy! A nawet jakby były to by nas wyśmiali z datą urodzenia...
- Powiedziałem "nie"! Spieprzaj! - blondynka zrobiła zamyśloną minę i po chwili szeroko się uśmiechnęła
- A jak przez najbliższy tydzień damy ci spokój i dopilnujemy byś go w ogóle miał?
- Nie.
- Półtorej? - nie dawała za wybraną
- I zbijecie wszelkie lustra?
- Tak, nawet nowych nie kupimy. - w sumie musieli by kupić tylko dwa, ale i tak był to niezły wydatek biorąc pod uwagę jak często to robili. No cóż, czas spędzić z nimi ich ostatnie minuty. Po chwili usłyszała kroki i otwieranie zamku. Drzwi otworzyły się i stanął w nich blondyn o potarganych włosach, wyglądający jak siedem nieszczęść.
- Dawaj hajs. - mruknął. Dziewczyna podała mu czerwony portfel i zrobiła zadowoloną minę. Chłopak owinął się mocniej swoim szkarłatnym szalikiem i skierował do wyjścia
- Ekhem! - usłyszał za sobą znaczące chrząknięcie. Obrócił się nieco do tyłu - Czapka. - powiedziała. Franciszek odwrócił się z powrotem, zdejmując ciemną czapkę z przypinką orła bez korony i rzucił za siebie w stronę blondynki, która zręcznie ją złapała. Blondyn wyszedł z mieszkania i zszedł po schodach na dół. Mieszkał w nim wraz z Felicją i Feliksem, zupełnymi przeciwieństwami 2p!Polski. Kamienica, w której mieszkali była już całkiem stara, ale dalej jakoś się trzymała i zachowała w pewnym sensie swoje piękno. Choć nie tylko żywot ich miejsca zamieszkania się kończył. Lato również. Godzina była jeszcze wczesna, a i tak słońce powoli kierowało się ku zachodowi. Szczęście, że ludzi za specjalnie się dookoła nie kręciło. Plus dla Felicji za czas. Mijający go przechodnie rzucali mu nieprzyjemne spojrzenia. Ci, którzy znali ich trójkę z widzenia na pewno zawsze myśleli, mijając go, iż to nieszczęście spotkało żeńską i prawdziwą personifikacje tego kraju. Żeby ktoś taki jak on się nimi opiekował! Raz prawie mieli mieć na łbie kuratora. Szlag by Feliksa i jego picie na ulicy.
Wreszcie jego oczom ukazał się tutejszy monopolowy. Westchnął i popchnął drzwi. Nie miał ochoty widzieć znowu tej baby na oczy. Pewnie znowu będzie mu pitolić o pierdołach, albo w ogóle mu nic nie sprzeda...

- Felicjo, co się stało z... - Polska wszedł do salonu, gdzie przebywała jego żeńska wersja. Aktualnie poszukiwał zaginionego lustra z łazienki, ale zamilkł, kiedy zobaczył, że owy przedmiot trzyma blondynka - Czy ty znowu obiecałaś Franciszkowi, że zbijemy lustra?
- Och... em... tak jakby? - uśmiechnęła się nerwowo. Feliks westchnął. To nie był pierwszy raz, kiedy to zrobiła.
- Czego to się nie zrobi dla wódki. - mruknął - Wiesz, że nie kupimy nowych.
- Wiem. To też mu obiecałam.
- No to teraz totalnie nie mamy argumentów, by wyciągać go z domu. - blondyn usiadł na fotelu
- Daj spokój, nie wątp w mój geniusz! - Felicja wyraźnie była przekonana o swojej wyższości pod względem pomysłów. Odstawiła ostrożnie lustro na dywan, opierając je o szafkę - Chcesz jakąś książkę? - spytała przyglądając się jednej z półek. Jej szary kolor ewidentnie oznajmiał, że czas wytrzeć kurze.
- Możesz. - po chwili Polska prawie dostał w twarz obszernym dziełem pisarskim, gdyby w porę nie zareagował - "Pan Tadeusz"? Proszę cie czy to jest jakaś aluzja?
- Nie. Akurat wybrałam pierwszą lepszą. Aleeee chyba masz problem z Litwą, skoro uznałeś to za aluzje... - mruknęła blondynka, siadając na fotelu na przeciw Feliksa. Założyła noge na noge i spojrzała na niego wzrokiem "typowego" psychologa
- Więc mów mi wszystko! Poradnia Polska chętnie zajmie się twoją przypadłością, a tym bardziej ci pomożemy, bo jestem tobą tylko w żeńskiej wersji! - zaśmiała się
- Czyli cie totalnie nie okłamie?
- Tak. Totalnie mnie nie okłamiesz.
- Ehh... no dobra, może będzie mi lepiej. Czemu miałbym ukrywać coś przed samym sobą?... - westchnął - Więc ja i Liet... - nie zdąrzył za specjalnie się wypowiedzieć, gdyż obydwoje usłyszeli porządny huk otwieranych drzwi. Felicja wychyliła się z fotela, żeby zobaczyć co spowodowało ten hałas, przez co prawie przewaliła fotel.
- Franciszek! Zaraz, czemu wyglądasz bardziej obskurnie niż wcześniej? Au! - oberwała "Panem Tadeuszem" w głowe za tę uwagę. Feliks chyba serio miał problem z Torisem skoro potraktował w ten sposób książkę. KSIĄŻKĘ! Introwertyczna Polska zamknął drzwi z trzaskiem, wcale nie przejmując się tym co pomyślą sąsiedzi słysząc to wszystko. Wyglądał tak, jakby odbył szarpanine, w której skończył z zadrapaniem na policzku co i tak było dobrym wynikiem. Zdjął swoją czapke z wieszaka, przeszedł obok swoich wersji i postawił na stole torbe, która zagrzechotała przez swoją zawartość. Wziął jedną butelke wódki bez słowa i wrócił do siebie, zamykając drzwi do pokoju.
- Wow... nieźle się wkurzył... - mrukła blondynka, podnosząc biedne dzieło Mickiewicza i kładąc je obok siebie.
- Weź mu zaniesz apteczke, bo nie wierze, że skończył tylko w ten sposób. - polecił Polska, biorąc jeden z zakupów.
- Dlacze... a dobra. Nie zaczynaj beze mnie! - oznajmiła, wstając i wychodząc, ale za chwile wróciła by wziąść butelke. Niech ma jeszcze jedną za poświęcenie. Wygrzebała apteczke z szafki w łazience i zapukała do Franciszka.
- Przyniosłam ci apteczke tak na wszelki wypadek! - odpowiedziała jej cisza - I jeszcze jedną butelke! - dalej brak reakcji - To ja to położe z boku i sobie weźmiesz! - powiedziała odkładając rzeczy na podłoge i wracając do Feliksa. Chwile później usłyszała skrzypienie drzwi.
Tak mijały dni i tygodnie ich trójce. Franciszek miał spokój od reszty przeciwnych wersji państ, a Feliks i Felicja wspólne parapetówki. No i sąsiedzi, którzy wcale się nie zmieniali. To był piękny czas, który zakończył się pierwszego września i nigdy więcej nie powrócił jako czyn, ale jako ciepłe wspomnienie...

~~~~~~~
Idea zaczerpnięta z headcanonów autorstwa Sandrialla
Uwielbiam je. Czekam na następne!

-Alfie