"Wie Warszawa Und Vilnius Während Des Deutschen Besuchs Das Schicksal Von LietPola Änderten" bo ma ograniczenie znaków ;-;
Polska, Litwa, Węgry, Niemcy, Prusy, Warszawa, Wilno; LietPol, ewentualnie Warno/Wiszawa, zaliczmy i PrusNyo!Pol; humor
Na dworze lało. Zresztą jak zwykle w okresie jesiennym był to ten czas, kiedy to padało przez kilka dni, by potem sobie odpuścić. I wrócić. I tak do zimy, no chyba, że mamy do czynienia z tak zwanymi "zielonymi" świętami, ale to inna sprawa. Węgry właśnie zaparzała sobie herbaty. Nareszcie mogła na chwilę odetchnąć. Przebywała w domu Polski i według telegazety za jakiś czas miał lecieć kabaret. Dawno nie oglądała, więc stwierdziła, że z chęcią sobie obejrzy coś na poprawę humoru. Właśnie miała udać się do salonu, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Przeklnęła w duchu ten dźwięk. Szybko odstawiła swój kubek i udała się wejścia, by sprawdzić kto chce się dobić do Felka... albo kto szuka Litwy, bo tak się składało, że też tu był. Ku jej zaskoczeniu nie była to żadna z osób, których się spodziewała. Co do jasnej anielki robił tu Niemcy z Gilbertem?! No nie mówcie, że chcą znowu o imigrantach gadać... Otworzyła wreszcie te drzwi próbując nie pokazywać zniechęcenia.
- Guten Tag, Elizabeto. Jest Polska? - spytał blondyn.
- Tak, jest. Wejdźcie, tylko się nie drzyjcie, bo uciął sobie drzemkę. - powiedziała Lizzie, wpuszczając ich dwójke do środka. Ludwig poczuł uraze tą uwagą o głośnym mówieniu
- Jeszcze nie wyleczył kaca? Kesesesesese! - albinos zaśmiał się za co oberwał w łeb od brunetki
- Prosiłam o coś! - upomniała go
- Węgry ma racje Gilbert. Przyszliśmy tu pogadać przy miłej atmosferze, której nawet nie waż się zepsuć!
- A o czym to przyszliście pogadać? - spytała Elizabeta, choć doskonale wiedziała jaki jest ich cel. Blondyn zdjął kurtkę i powiesił ją na wieszaku
- Chcemy dokończyć rozmowę o imigrantach, której to mój brat nie zdołał odbyć przez znane okoliczności. - wyjaśnił
- Wybaczcie, ale nie obudzę teraz Feliksa nawet z tak bardzo ważnego powodu. Dlatego pozwólcie, że na chwilę obecną przejdziemy do kuchni, zgoda? - poprosiła dziewczyna z nutą sarkazmu i ironii. Spodziewała się, iż z nią też przeprowadzą tą "istotną rozmowę" skoro i tak tu jest. Im to było jak najbardziej na rękę. Na szybko wskoczyła do salonu i zabrała stamtąd swój kubek. Musiała niestety pożegnać się z kabaretem na chwilę obecną. Weszła ponownie do kuchni, gdzie to bracia zajęli miejsca przy stole. Prusy jak zwykle rozwalił się na krześle, kiedy Niemcy zwyczajnie oparł się rękami o stół. Dosiadła się.
- I teraz wybaczcie, że nic wam nie zaproponuje do picia, ale skończyła się herbata... razem z kawą. - dodała spoglądając na swój napój, który kolorem przypominał jej właśnie ten ożywiający napój - I wódka. Więc w sumie możecie dostać tylko wodę ostatecznie.
- Podziękujemy...
- Dlaczego wypowiadasz się za mnie? - oburzył się albinos
- Bo poprzednim razem jak dałem ci wolną rękę to wróciłeś pijany bez żadnych pozytywnych skutków. - wolał już nie wspominać o godzinnym wykładzie "Bruder, ale ich naprawdę była dwójka!"
- Wyglądasz na niewyspaną... - zaczął blondyn
- Co? Ah, tak. Trzy dni tu siedze i tylko myślę o rozwiązaniu...
- Tego państwa? - zażartował Gilbert, za co dostał kopniaka pod stołem
- Nie, kryzysu w związku Feliksa i Torisa... przyjechałam akurat w momencie jak Litwa chciał wyjść i teraz tylko naprawiam swoje najwspanialsze dzieło...
- Od trzech dni? - spytał Ludwig z niedowierzaniem. Lizzie pokiwała głową - Więc Litwa też tu jest...
- Zgadza się... i teraz obaj śpią, a ja z tego korzystam, bo przez cały czas musiałam ich pilnować, żeby przypadkiem mi nie zwiali. A Warszawa chciała im w tym pomóc, więc naprawdę się nie wyspałam... - właśnie robiła łyk herbaty, kiedy z drugiego pokoju dobiegł ich wszystkich krzyk wspomnianych nacji.
- LITWA! CO TY DO CHOLERY WYPRAWIASZ?!
- ZOSTAW MNIE! LIZZIE, ON CHCE MNIE MORDOWAĆ!
- ZBOCZENIEC!
- O CO TY MNIE OSKARŻASZ?!
- O TO CO ZAWSZE ROBISZ! CZYLI NAPASTOWANIE!
- ŻE JAK?! - cokolwiek tam się działo, zaniepokoiło całą trójkę... no może z wyjątkiem Prus, który zaczął się śmiać. W końcu dwójka personifikacji, których nienawidził wreszcie się wykończy. Elizabeta zerwała się z krzesła i pobiegła do salonu, a za nią Niemcy. Gilbert na spokojnie podążył za nimi, zastając ich podczas rozdzielania skłóconych państw.
- Lizzie, ja się boję. - zaszlochał Toris, przytulając się do brunetki.
- I powinieneś! - zagroził mu Feliks, próbując się wyrwać Ludwigowi.
- Feliks! Zostaw Litwę! Nie wolno! Zły Felek! - wydarła się jego przyjaciółka
- Ale to on zaczął!
- Mam użyć patelni?! - blondyn natychmiast się uspokoił, zaciskając ręce na rękawie swetra Ludwiga.
- Kesesesesesese! Baby się boisz, Polen? - Polska spojrzał zdziwiony na Prusaka, a potem przyjrzał się jego bratu. Przez chwile próbował ogarnąć kto stoi w jego salonie.
- Niemcy? Co ty tu robisz?! I po co masz ze sobą tego d... gościa?! - spytał wielce zaskoczony ich obecnością.
- Przylecieliśmy dokończyć rozmowę, której mój brat nawet zapewne nie zaczął...
- Jak możesz tak źle o mnie mówić West?! Zacząłem! - sprzeciwił się Gilbert.
- Oczywiście... w każdym razie skoro się obudziłeś to możemy o tym pogadać, racja? - Ludwig zwrócił się ponownie do Feliksa, który początkowo zamrugał kilka razy oczami, potem wyplątał się z rąk swoje sąsiada i cofnął kilka kroków do tyłu, nawet się nie odwracając. Litwa mocniej objął Węgry, uważnie obserwując każdy krok byłego partnera.
- Sądzę, że moja opinia oraz opinia mojego szefostwa wcale się nie zmienia w tym temacie... nie chcemy mieć takiej ilości "incydentów" co wy. Miejsca w gazetach nam nie starczy na opisywanie kolejnego dnia z życia PiSu, a w radiach na piosenki... - powiedział blondyn.
- Polen, możemy usiąść i na spokojnie pogadać na ten temat? - zapytał Niemcy z nadzieją. Łukasiewicz uznał, że przyda mu się odpoczynek od terapii małżeńskiej według Węgier, a nad tym nie będzie musiał się wysilać umysłowo
- Niech ci będzie, ale zdania nie zmienię... - westchnął i usiadł na kanapie razem z Ludwigiem. Elizabeta zajęła miejsce w fotelu z wciąż uczepionym Torisem, a Prusy opierał się o ściane, zajmując nie wiadomo czym.
-Posłuchaj, należysz do Unii, a to oznacza, że musisz ich przyjąć.
- Nie, nie muszę! Jestem wolnym państwem! A zresztą wystarczy mi problemów. Już i tak cierpie na brak apetytu przez moją aktualną władzę, a boję się co by było z NIMI i ich incydentami... pewnie w ogóle bym przestał jeść...
- Es ist deine Pflicht*, Polen! - odezwał się Prusy
- Nie wierzę, że to mówię, ale mój brat ma racje w tej kwestii. - westchnął Niemcy. W między czasie Węgry prowadziła konwersacje z Litwą, który żalił jej się, że nie daje z Polską rady i to dla niego zbyt duży wysiłek psychiczny, próbując przekonać ją, iż ten związek nie ma już sensu.
- Lizzie, błagam ja już nie chce! On mnie terroryzuje! - zawodził Toris, starając się nie przeszkadzać pozostałej trójce personifikacji.
- Wytrzymałeś z nim całe wieki! I to jakby nie patrzeć ty zarządzasz tym związkiem!
- Niby w jakiej kwestii?! To on mną dyryguje!
- Kwestii łóżkowej. - szepnęła brunetka unosząc znacząco brwi. Liet natychmiast się zaczerwienił na tę uwagę i zrobił przerażoną minę, odsuwając się nieco od swojej drogiej znajomej, chowając twarz w dłoniach.
- Węgry byłabyś tak miła i pomogła nam go przekonać? - Ludwig zwrócił się do niej, co wyrwało ją z powstrzymywania chichotu na reakcje Laurinaitisa.
- Ja? Ale ja mam to samo zdanie na ten temat! Jedyne co mogę zrobić to go bardziej odwlekać od tego pomysłu. - wyjaśniła robiąc z powrotem poważną minę.
- Szkoda, że nie robisz tego przy moim byłym związku... - mruknął Feliks przez zęby.
- Coś mówiłeś? Bo patelnia stoi na wierzchu w kuchni...
- Ja? Ja coś mówiłem? Pf! No daj spokój! Ja tu tylko powtarzam jedno słowo w kółko! Nic po za tym!
- I co West? Myślisz, że moja rozmowa zakończyła się aż tak źle jak twierdziłeś? - zachód posłał bratu wnerwione spojrzenie, na co Gilbert tylko się złośliwie uśmiechnął. Naprawdę nie żałował, że to się tak skończyło, nie inaczej. Napił się, zabalował, popatrzył na kobitki. Było pięknie, no może z wyjątkiem tego sklonowania Rzeczpospolitej... i tak dostanie namiary na tą drugą! Jest o wiele fajniejsza od oryginału pod względem fizycznym, a może i nawet mentalnym, wtedy będzie lepsza od Węgier, nawet jeśli z wyglądu będzie mu przypominać tą zakałe wśród państw.
- Myślę, że nie zmienił się pod względem bycia upartym... - powiedział blondyn
- Bruder, jaką ty jesteś niedojdą lekko mówiąc... - albinos pokręcił głową i usiadł obok niego - Ty to sobie nigdy z nim nie potrafiłeś poradzić, gdybyś był prawie tak zagilbisty jak ja, sądzę, że spokojnie byś dał radę. Popatrz na mnie, ile ja to razy mu nie dokopałem? Wieki się ze mną męczył! Musiał zawrzeć unię z tym tu! - wskałam skinięciem w stronę Litwy - A ty? A ty to żeś dwa razy go próbował się ostatecznie pozbyć i co? Słabeusz z ciebie West... - Niemcy powstrzymywał się od przywalenia mu, a ręka go świerzbiła niemiłosiernie.
- Jak chcesz dać upust rączce w jakiś sposób to polecam zdjęcia makaroniarza. Kesesesese. - zaśmiał się starszy i wyszedł z salonu. Ludwig nieco się zarumienił. Chyba będzie musiał przeprowadzić poważną rozmowę ze wschodem po powrocie...
- O! Widzisz Ludwig? Powinieneś brać przykład ze starszego brata i dać sobie spokój! Nerwy zachowaj na te wszystkie incydenty. - podsumował Feliks, odrywając się od rozmowy z byłym "mężem" i przyjaciółką.
- Nie przerywaj jak do ciebie mówię! - warknęła Lizzie - Bo będziesz tu siedział jeszcze dłużej niż do tej pory! Pomyśl o Torisie! On też z chęcią by to zakończył, a ty to utrudniasz!
- Dlatego się z nim rozwiodłem!
- Niby kiedy?! Lepiej żebyś wrócił do poprzedniego stanu tego związku, bo ci przyrzekam, że stąd nie wyjdę póki tego nie zrobisz! - wycedziła Elizabeta, chwytając Felka za sweter i przyciągając do siebie bliżej. Niemcy przyglądając się sytuacji stwierdził, że w sumie gdyby do rozłamu doszło jeszcze za czasów, gdy byli jednym państwem, to by się wcale nie obraził... szybko się skarcił za tą myśl. Nie powinien tak uwarzać! Mają XXI wiek! To średniowiecze. To przeszłość, teraz powinni myśleć dla dobra Europy i Unii.
- West. Hej, West! - poczuł jak coś szturcha go w ramię. Obrócił się i zobaczył stającego nad sobą Gilberta z jedną kanapką w dłoni wyciągniętą w jego stronę oraz drugą, którą sam zajadał.
- Czy ty mu się panoszyłeś do kuchni? - spytał blondyn wraz drugim, z wyjątkiem zmienienia "mu" na "mi", kiedy ten spostrzegł powrót personyfikacji nieistniejącego państwa.
- Moja zagilbistoś mi na to pozwala. - odpowiedział Prusy, rozwalając się na kanapie - To chcesz tą kanapke West?
- Twoja zagilbistość nie jest w połowie tak zajebista jak moja zafelistość. - obwieścił Polska, robiąc poważną minę
- Ta, jasne! To, jak już, można powiedzieć o tym twoim żeńskim klonie, a nie o tobie! - prychnął albinos.
- Od kiedy tak się nią, a może raczej mną, interesujesz?
- Nie samym tobą, a żeńską tobą. Może i jest klonem, ale z pewnością jest bardziej zajebista niż ty.
- Jest mną! Jest równie zajebista jak ja! - Gilbert wybuchł śmiechem na te słowa
- Równie? Stary, równy to jest ty, a ona przynajmniej ma... - nie zdąrzył powiedzieć, bo młodszy brat wetknął mu swoją kanapkę do ust.
- Przepraszam za niego... - westchnął Niemcy
- Nie przepraszaj. To my wszyscy totalnie powinniśmy się leczyć na schizofrenie... - Prusy chyba poczuł się urażony tą wypowiedzią Felka, bo na jego twarzy zagościł niezły wkurw, a Ludwig puścił ją mimo woli, bo sam wiedział, że wschód czasem jest irytujący...
- Chyba zostaniecie tutaj, aż nie skończy się deszcz. - powiedziała jedyna żeńska personifikacja w gronie, spoglądając w stronę okna. Lało jeszcze gorzej niż przedtem - Samoloty nie wylecą i tak w taką pogodę...
- Na to wygląda... - mruknął Deutchland.
- Kto w taką pogodę wychodzi na spacer?... - spytała Elizabeta
- Co?
- No jakaś parka tam se łazi. Bodajże dziewczyna właśnie wyrwała ci kwiatka zza płotu...
- Co?! - Łukasiewicz wstał i podszedł do okna. Nikt nie będzie mu bezcześcił ogródka i jego pięknych bratków! Pole widzenia było trochę ograniczone, ale po jakimś czasie przyglądania się aż go zamurowało.
- Toris! Chodź no tu!
- Nie ma mowy. - zaprotestował brunet, na co Węgierka siedząca obok, wykopała go ze swojego miejsca. Litwa posłał jej przerażone spojrzenie, a ta tylko gestem kazała mu podejść.
- Albo cierpię na jeszcze poważniejszą schizofrenie, albo serio widzę to co widzę. - Polska objął ramieniem bruneta, z czego nie był specjalnie zadowolony, ale spojrzał na wskazane dwie postacie, które wyglądały jakoś znajomo...
- O MÓJ BOŻE. - wydarł się Litwa
- Liet, coś mi się zdaje, że będziemy mieć wnuki...
- Coś mi się zdaje, że oboje cierpimy na schizofrenie w bardzo poważnym stopniu... - Lizzie z ciekawości aż dołączyła do nich i popatrzyła chwile. Jakaś dziewczyna bawiła się zerwanym bratkiem, prawdopodobnie rozmawiając z ekscytacją ze swoim chłopakiem, który trzymał nad nią parasol, a sam mókł. Chociaż czy te osoby nie były przypadkiem...
- Chwila. Czy ja dobrze myślę, że to oni? Razem? Obok siebie? W zgodzie? - spytała brunetka. Ich sąsiednie rodzeństwo popatrzyło po sobie. Niemcy również się przyłączył, zostawiając brata.
- Mogę spytać kim oni są? - osóbki oddalały się. Wyglądały na szczęśliwe. Może nawet zakochane
- To była Warszawa...
- Z Wilnem... - powiedziały dawne państwa Rzeczpospolitej Obojga Narodów.
- Liet, nie wiem jak ty, ale ja idę pisać testament...
- Testament? Ja preferuje zapisać się do psychiatry...
- Ale nam już nic nie pomoże. Jak coś będę wisiał w schowku... umrę z przeszłością. - powiedział Polska i skierował się do wyjśca z salonu, ale Toris szybko ogarnął, że blondyn wcale nie mówił tego żartobliwie i popędził za nim, łapiąc go nim opuści pomieszczenie. Elizabeta chyba była wniebowzięta tym gestem, bo wzięła wdech i ze szczęściem i łzami w oczach przyglądała się tej scenie. Niemcy postanowił po prostu się przyglądać, a Prusy... Prusy grał na telefonie i jadł kanapke mając na to wyrąbane.
- Nie, nie, nie. Nigdzie nie będziesz wisiał.
- Liet, ale ja nie dam rady udawać...
- A ja nie dam rady żyć bez ciebie.
- Ale dożyjesz może i naszych wnuków...
- Nie dożyję bez ciebie.
- Liet, wiesz, że właśnie przekreśliliśmy ich związek? - Polska spojrzał w górę na Litwę, który powoli go objął.
- Tak, wiem, ale oni i tak by się kłócili... zwłaszcza jakby mieli dzieci...
- Elizabeto, możesz wyjaśnić mi...
- Sh! Potem! Nie przerywaj mi tej pięknej chwili! - uciszyła szybko Niemcy. Ludwig nigdy wcześniej nie widział aż takiej ekscytacji u niej... czy ona ma krwotok z nosa?
- Liet, przepraszam...
- Nie, to ja cię przepraszam. Moja wina. Nie umiem trzymać pod kontrolą naszego związku gdzie indziej niż w sypialni. - Feliksa aż zamurowało jak to usłyszał. Nawet Elizabeta znieruchomiała.
- Czy ty właśnie... sam... sam z siebie... boże Liet, nie, daj mi jednak spisać ten testament. - powiedział blondyn próbując się wyplątać z rąk partnera
- Nic nie będziesz pisać!
- Lizzie! Pomocy! To nie jest Litwa! - zawołał Łukasiewicz
- Gdzie ty go ciągniesz? - spytała Węgry, przyglądając się jak brunet ciągnął za sobą zawodzącego Felka
- Na górę! Mam zamiar pozbyć się wszystkich długopisów z jego pokoju! I wywalić wszystko czym może zrobić sobie krzywdę! - wyjaśnił
- Lizzie, on znowu chce mnie zgwałcić!
- Feliks, błagam cię!
- Nieeee! - przez jakiś czas słyszeli jeszcze biednego Polskę, które próbował wyrwać się Torisowi.
Niemcy nie miał bladego pojęcia co się przed chwilą wydarzyło. Nawet Prusy miał dziwną minę.
- Więc... wyjaśnisz mi wre...
- Poczekaj! Zaraz wróce! Muszę tylko coś ogarnąć przy laptopie! - Elizabeta popędziła na górę. Była tak szczęśliwa, że nawet nie zwracała uwagi no to, że się poplamiła już własną krwią. Ludwig stał tak chwile aż wreszcie zwrócił się do brata
- Wiesz... miałeś racje. Twoja wizyta tutaj zakończyła się lepiej...
- Patrząc na to, masz całkowitą racje... choć i bez... - szukał odpowiedniego słowa na określenie sytuacji - tego, twierdziłem, że dobrze się zakończyło...
- Jestem! - zawołała uradowana Lizzie, trzymając sobie chusteczkę przy nosie.
- Czyli teraz wreszcie mi powiesz o co... może co tu się w ogóle wydarzyło?
- Oczywiście! - zapiszczała brunetka, siadając na starym miejscu w fotelu - Moja misja została zakończona sukcesem!
- Cieszymy się z tobą... ale o co chodzi z ich stolicami?... - wymamrotał zachód z westchnieniem opierając się o oparcie kanapy.
- A, no tak. Stolice to tak jakby serca personifikacji, więc naturalne, że jak się ją podbije to ma się i całe państwo. Wygląda na to, że z miłością jest podobnie!
- Yhym, ale dlaczego tak zareagowaliście na to, że byli tutaj razem?
- No tak! Przecież ty ich nie znasz prawie. Bo chodzi o to, że Wilno nienawidzi Felka za to, że zawarł unie z Torisem i stracił miano stolicy, a Wawa go broni i tak się żrą od czasu ich spotkania jako stolic... - blondyn pokiwał tylko głową ze zrozumieniem. Ten dzień był wyjątkowo dziwny...
- Ej, Ela... - zaczał Gilbert
- Lizzie jak już...
- Masz namiary na tą seksowniejszą wersje tego kraju? - Ludwig nie wierzył, że brat zaczyna znwu ten temat
- Mam, ale ci nie podam.
- Dlaczego?!
- Bo ona też ma Litwę...
- Scheiße! Ten gość zaczyna mnie wkurwiać! - warknął albinos. Węgry nie miała większego pojęcia jeszcze o relacji jaka łączyła Felicje z Tatjaną, ale nawet jeśli to była tylko przyjaźń, to nie zamierzała dawać Prusom szansy. W końcu to bardzo przyjemne zajęcia uprzykszanie mu życia.
_
* - to twój obowiązek!
Powiedzmy, że to sequel "Co dwie Polski to nie jedna"
Kocham ten tytuł XD
Zmieściłam się w 79 znakach z 80 XD
Nie wierzę nawet, że ten rozdział wyszedł taki długi... to mój najdłuższy rozdział w życiu jak do tej pory. No i pisałam go od jakoś wpół do szóstej do siódmej czterdzieści XD
- Alfie
Świerzbią mnie łapki, żeby rąbnąć Alfie. Czy naprawdę tak trudno użyć litery "ę"?! Poprawiam to chyba czwarty raz, a wciąż znajduję braki tej litery!
~Lizzie
