Mad!Polska, Litwa; jak sie uprzecie to i LietPola w tym znajdziecie; Przemoc

Litwa otworzył drzwi swojego mieszkania. Było już strasznie późno, a on musiał odrobić nadgodziny w pracy za czas pobytu na konferencji światowej, tylko dlatego, że powiedział szefowej, iż to spotkanie nic nie wniosło poza kolejnymi powodami, by Ameryka z Anglią dalej się kłócili w towarzystwie z Francją oraz drącego się Niemcy... mógł skłamać. Zamknął zamek, postawił teczkę z dokumentami na podłodze i zdjął wyjściowy płaszcz z butami. Nawet nie chciało mu się zapalać światła. I tak było widno wystarczająco, by widzieć co ma przed sobą, a zawdzięczał to jak zwykle osdłoniętym, dużym oknom i tego jak wspaniale oświetlano jego stolice.
- Wreszcie w domu. - westchnął zadowolony. Teraz tylko zjeść jakąś kolację i oddać się błogiemu snu, którego tak wyczekiwał
- Ciężki dzień w pracy? - Toris miał zamiar odpowiedzieć, ale szybko uświadomił sobie, że przecież mieszka sam. A drzwi były zamknięte... czy ze zmęczenia ma halucynacje? Obrócił się w stronę, gdzie usłyszał głos i natychmiast zamarł.
- A ty co? Ducha zobaczyłeś? - przed nim we własnej osobie stał Polska, z którym nie widział się od tak dawna. Zaciekawiony spoglądał na niego, trzymając ręce za plecami. Jego mundur był podniszczony i połatany, przy pasku miał pistolet, włosy potargane, a wokół szyi owinięty czerwony szalik. Dlaczego w tych czasach dalej nosi ten strój? Toris był zaskoczony jego obecnością. Był wytworem wyobraźni czy może jednak jego umiejętności włamywacza pozostały niezmienne?
- Ale ty się mało rozmowny zrobiłeś od ostatniego spotkania... - mruknął - Pamiętasz mnie w ogóle?
- Oczywiście! Ale... - wydusił wreszcie z siebie. Minęło ponad trzysta lat od kąd się widzieli twarzą w twarz. Nigdy nie było czasu, ni okazji, aby się spotkać. Wysłali sobie na wzajem tylko pare listów...
- Ale?
- Co ty tu robisz? Nie powinieneś odbudowywać kraju? - spytał. Ledwo wyrwał się z komuny i zamiast pracować nad powrotem świetności państwa, ten postanowił go odwiedzić
- Powinienem, ale przyszedłem się z tobą przywitać. W końcu jesteś moim przyjacielem, prawda? Powinienem dać znać, że żyje. Powinienem pokazać, że mi na was zależy. Że o was pamiętam. Czy może lepiej nie? Czy ja w ogóle mam jeszcze przyjaciół? Ale ty mnie pamiętasz, prawda? - Rzeczpospolita zrobił kilka kroków w przód, mówiąc tak, jakby toczył monolog albo wszystkie te pytania były tylko retoryczne. Laurinaitis miał wrażenie, że coś jest z blondynem nie tak.
- Dlaczego nie miałbym? - no dobra, było kilka powodów, za które powiniem go nienawidzić, ale znał Polske za dobrze. Nawet jeśli wśród wszystkich uchodził za zapatrzonego w siebie, wyzyskującego innych i przechwalającego się dupka, tak naprawdę potrafił być zupełnie inną, o wiele wspanialszą osobą niż zazwyczaj - Spędziliśmy razem kilka wieków i...
- No tak. Czas. - powiedział Łukasiewicz zupełnie olewając dalszą część wypowiedź bruneta i wyjął z kieszeni złoty zegarek kieszonkowy, na który chwile popatrzył - Zepsuty... czternasta dziesięć, widzisz? - pokazał mu tarcze ze wskazówkami - Jedna z moich ulubionych dat. - westchnął i schował przedmiot z powrotem - Pewnie myślisz, że jestem zwyczajnym wspomnieniem. Pewnie chcesz się mnie pozbyć po tym wszystkim? - spojrzał na niego z żalem, jakby chciał mu przekazać, że to zaboli go bardziej niż wszystkie rozbiory razem wzięte. Teraz Litwa mógł się mu bliżej przyjrzeć. Na twarzy miał dwie paskudne blizny. Jedna na jego policzku, a druga o wiele większa w okolicach oka. Skąd one? Dlaczego Polska nie był w stanie o nich zapomnieć, by zniknęły?
- Feliks czy ty... - Laurinaitis chciał spytać czy dobrze się czuje, ale przyjaciel mu znów przerwał
- Feliks? Feliks? - mówił jakby nie był pewien o kogo chodzi - Feliks. Ładne imię, nie sądzisz? - stwierdził obracając się na pięcie. Toris zauważył, że za sobą trzyma miecz. Nie miał zielonego pojęcia po co mu był i skąd go wziął, ale to, że nie zauważył go wcześniej, trochę przeraziło personifikacje. Czego jeszcze nie dojrzał? - Ponoć oznacza "szczęśliwy"... i wiesz co? Jestem! Jestem cholernie szczęśliwy samotnie! - oświadczył z wymuszoną radością - Bez sojuszników, bez przyjaciół, rodzeństwa... ale jestem wolny, prawda? - obejrzał się na "przyjaciela" z przerażającym uśmiechem
- Feliks, wszystko w porządku? - spytał brunet ponownie zatroskanym tonem. Martwił się. To nie był ten Polska, którego pamiętał. Tamten ciągle dobrze się trzymał. Znajdował powody do szczęścia i kpił z wrogów. Gdzie ten wiecznie radosny i zdrowy Feliks?
- W porządku... - zastanowił się blondyn - nie. To nie jest w porządku. Dlaczego ja mam być murem pomiędzy wschodem i zachodem? - zaczął zupełnie inny temat - Wiesz ile przez to wycierpiałem? Wiesz jak to boli? Wiesz jakie to uczucie, kiedy masz wrażenie, jakby ciebie rozrywano? Wiesz jakie to uczucie, kiedy się dusisz? - pytał blondyn, zbliżając się po każdym zdaniu - Wiesz jak to jest, kiedy czujesz ból twoich ludzi?... Twoje sny to ich oczy? Wiesz? Znasz uczucie jakby twoje serce krwawiło, kiedy niszczą twoją stolice? Wiesz jak to jest być martwym?! WIESZ ILE CHOLERNEGO BÓLU CZUŁEM?! - wykrzyknął Łukasiewicz, łapiąc się jedną ręką za materiał munduru w okolicach serca. Laurinaitis widział, że dłoń mu drży i w sumie nie tylko jemu. Był przerażony zachowaniem starego przyjaciela. Te wojny... one go zniszczyły. Samotnego... a Litwa nie mógł przy nim być. Nie mógł go wesprzeć, choć pewnie z jego bliską obecnością role by się odwróciły.
- N-nie wiem... - wyjąkał. Nie chciał pokazywać mu strachu, ale ten był silniejszy od jego woli. Nie chciał pokazać, że boi się własnego starego przyjaciela, ale nie mógł.
- Nie wiesz... - mruknął Rzeczpospolita - No jasne... - westchnął - Boisz się mnie, racja? - spojrzał na niego przygnębionym wzrokiem. Litwa nie odpowiedział. Strach odebrał mu mowe - Więc może pokażę ci jak to jest... wtedy wyzbędziesz się strachu i to nie tylko przed śmiercią?! - warknął, łapiąc bruneta za koszule i przypierając go do ściany. Toris czuł jak puls mu przyśpiesza. Był tak przerażony, że nie wiedział co ma zrobić. Nie miał pojęcia czego jeszcze może się spodziewać po Łukasiewiczu
- Pamiętasz jak to było? Staliśmy obok siebie i dumnie patrzyliśmy na przegrane państwa... to było piękne, czyż nie? Wiesz, że nigdy się nie bałem?... - opowiadał - Moim jedynym lękiem było zniknięcie. Całkowita śmierć. Taka jaka mnie spotkała, gdy zupełnie zniknąłem na stodwadzieściatrzy lata... Ale żyję... ja chcę, żebyś mi dorównał. Stał się silny jak ja... zawsze tego chciałem, wiesz? Powiedz, że się cieszysz... - wyszeptał, opierając głowę o ramie Laurinaitisa. Ten nie miał pojęcia co powinien zrobić. Był przerażony... nie. Nie miał słowa, by określić jak wielki strach czuł. Po prostu stał, próbując się uspokoić. Ale to nie było możliwe. Feliks nie miał się najlepiej z głową i był blisko. Za blisko. Blondyn zmienił punkt oparcia na jego klatke piersiową
- Dlaczego nie jestem w stanie uszczęśliwić innych? Czy moje imię jest szczęściem tylko dla mnie? Liet, dlaczego nie chcesz mi pomóc? Dlaczego się mnie boisz... - mamrotał, słuchając przyśpieszonego rytmu serca bruneta. Litwa musiał coś zrobić. Cokolwiek. Nie chciał się narażać. Powoli podniósł drżącą rękę i niepewnie położył ją na plecach Łukasiewicza, który mocniej się w niego wtulił na ten gest - Jesteś moim przyjacielem... - powiedział cichutko - więc się cieszysz... - dodał. Nie, nie, nie, nie! Nie rozum tego tak!
- Feliks... - nagle odzyskał głos na piśnięcie imienia, ale było za późno. Polska odsunął się i pociągnął Laurinaitisa, rzucając nim na podłogę. Co nie było wcale bezbolesmym spotkaniem
- Wiesz jaki jestem szczęśliwy? Wreszcie mi się udało! - zawołał Polska uradowany - Wreszcie kogoś uszczęśliwiłem! Ha.. Hah.. hahaha. Hahahahahahhahaha! - Feliks odchylił głowę w tył i wplótł swoje palce prawej dłoni w swoje włosy, mocno je chwytając. Śmiał się. Ten śmiech był tak przerażający. Pełen szaleństwa. Toros powoli zaczął się cofać. Dla Rzeczpospolitej był już za późno. To wszystko co go spotkało wreszcie wykończyło jego psychikę? Ten niezłomny kraj stracił rozum?! Uważnie mu się przyglądał, oddalając po mału, by nie zauważył rozsnącej odległości pomiędzy nimi. Śmiech Łukasiewicza przerodził się w kaszel. Zasłonił usta dłonią i zgiął się wpół. W jego oczach pojawiły się łzy. Wziął parę głębszych oddechów i spojrzał, przymrużając oczy, na rękawiczkę na swojej ręce. Wydawał się przygnębiony tym co tam widział. Czy tam była krew? Czy cierpiał? Nagle szybko przerzucił wzrok na bruneta.
- Tak... umieram. - oświadczył z lekkim uśmiechem, odpowiadając na niezadane pytanie - Powoli i boleśnie... wreszcie. Może to mój czas?... W końcu każde imperium upada! - zawołał robiąc kilka kroków w przód - Spójrz Liet, mam symbole potęg... - powiedział mile, odsłaniając część swojego płaszcza. Na jego lewym ramieniu miał opaskę z połączonym znakiem nazistów i sowieckiej Rosji - One upadły...
- Feliks... - szepnął wystraszony brunet. Dlaczego on je nosił?!
- Ach tak! Uszczęśliwianie! Przepraszam Toris za zwłoke... - Rzeczpospolita podszedł bliżej i butem naparł na pierś Litwy, przypierając go do podłogi. On mógł teraz tylko wpatrywać się przerażonym wzrokiem w przyjaciela, który mieczem wymierzył prosto w niego. "Feliks, błagam, nie rób tego... nie jestem tobą! Nie jestem feniksem! Ja się już nie odrodzę!" To chciał powiedzieć Litwa. Ale nie mógł. Znowu odebrało mu mowe. W jego oczach pojawiły się łzy - Nie płacz! Widzimy się za jakiś czas, Liet! - oznajmił z wesołym uśmiechem Polska, wbijając ostrze prosto w serce bruneta, który wydobył z siebie niemy krzyk bólu i już po chwili bezwładnie tylko leżał.
- A może drugie życie jest dane tylko mi? A może teraz pokutuje powolną śmiercią za powrót? - Feliksa wzięło angle na przemyślenia. Ale było już po fakcie. Popatrzył ciekawsko na martwe ciało przyjaciela i wyjął z niego swój miecz. Przykucnął obok i przyjrzał na zakrwawioną broń. Przejechał po niej palcami. Spojrzał na krew.
- Wiesz Liet, zawsze cię kochałem. - wyszeptał, malując serduszko na podłodze, przy pomocy czerwonej cieczy. Zwrócił wzrok na twarz Litwy i pochylił się nad nim składając na jego ustach delikatny pocałunek - Dobranoc kochany. - powiedział wstając i ocierając jego twarz z łez.

_
A tera zaskok. Tu fabularnie nie ma LietPolu. Feluś zwyczajnie nie jest stabilny psychicznie, łagodnie mówiąc. Ogółem taka postać Polski powstała podczas robienia na szybko rysunku z okazji mojego udziału w Inktoberze. Lizzie stwierdziła, że by czytała shota z tą wersją Felka, więc jest.

Jak chcecie dalszy ciąg mordu Mad!Polski to napiszcie. Pomysły też w sumie jakieś moge przyjąć, bo aktualnie nie mam żadnego ;-;
Nawet tytuł wymyślała Lizzie, bo ja nie miałam żadnej ideii.
A jak wy byście go nazwali?

Rosję niech odwiedzi! ~Lizzie

-Alfie