Rozdział 1 część 2 Teatr Szekspira i legendy Arturiańskie
Popołudniowe spotkanie w Drama Centre na King's Cross zorganizowali chłopcy. Jak dziewczyny przyszły w sali znajdowała się ich piątka oraz dwie dodatkowe osoby. Szybko się okazało, że niewiele starsza od nich kobieta, Margaret Bloom zajmuje się reżyserią, zaś obcy chłopak to kandydat do roli Merlina. Martin Duff był szczupły, średniego wzrostu, miał pociągłą, bladą twarz i sięgające ramion jasno blond włosy. Znał się z pozostałymi chłopcami jedynie z widzenia. Dokooptowała go do ekipy reżyserka.
Margaret bez chwili przerwy prowadziła próby. Po dwóch godzinach intensywnej pracy zebrała grupę.
- Na początek chciałabym rzucić kilka słów na temat nie znanych mi wcześniej osób. – Skinęła głową w kierunku blondynki – Katiu. Podoba mi się, jak zachowujesz się na scenie. Grasz całą osobą, dobra mimika, nawiązujesz interakcje.
Chłopcy klaskali, a Katia wykonała pełen godności skłon.
- Teraz przejdźmy do naszej Morgany. – skierowała słowa do stojącej obok blondynki Poli – Masz bardzo dobre warunki. Głęboki, przykuwający uwagę głos, z tego co zauważyłam bardzo szybko zapamiętujesz tekst. Ale musisz wyrzucać z siebie więcej emocji. Szczególnie, że będzie ci partnerować Martinem. Proszę byś została na chwilę po spotkaniu.
Szatynka kiwnęła głową na zgodę. A reżyserka kontynuowała
- Odnośnie przedstawienia. Mam wstępną koncepcję. – po sali rozległy się wiwaty – Wystawimy cztery akty, głównym wątkiem będzie historia miłosna Artura i Ginevry. – chrząknęła, by uciszyć rozmawiających - Pomiędzy aktami opracujemy przerywniki, mające przyciągnąć nowych widzów. – przerwała na oddech - W końcu ma to być sztuka uliczna! Wypełnicie je parami: Shaun i Katia - blondynka posłała mu uśmiech–Colin i Eoin oraz Santiago i Arnold. Natomiast Martin i Pola – reżyserka zaczerpnęła powietrza – chciałabym, byście pełnili rolę narratorów. Pytania?
- Na czym mają polegać przerywniki? – przebił się głos Katiuszy
Nastała chwila ciszy.
- Liczę na waszą inwencję. – odezwała się Margaret – Może być wciągnięcie widzów w interakcje, pokaz nietypowych zdolności, żonglerka, akrobacje
- Rycerze mogliby walczyć – Głos Santiago
- My z bratem potrafimy pluć ogniem – odezwał się Colin
- Ćwiczyłam kilka lat balet – dodała Katiusza
- Również ćwiczyłem taniec – dopowiedział Santiago
- O, widzicie! Mamy punkty zaczepienia. Plucie ogniem może być ciekawe – podchwyciła Pani Bloom – Ile osób ćwiczyło taniec?
Rękę podniosła jedynie Pola i Santiago.
- W takim razie spróbujemy Santiago i Arnolda zamienić rolami: Ty Santiago grasz Lancelota, natomiast Mordredem staje się Arnold. Lancelot uwodzi Ginevrę w tańcu. I otrzymujemy fajną koncepcję na walkę Artura i Mordreda przed ostatnim aktem. – Margaret sprawdziła w notatkach – Widzę chłopcy, że oboje chodziliście na fechtunek. Świetnie. Czy są jeszcze jakieś pytania?
Głos zabrała znów blondynka.
- Kiedy będziemy mieć próby?
- Codziennie. Mamy mało czasu. Więc opracuję jedynie ogólny scenariusz, a nad szczegółami będziemy pracować wspólnie. Jutro proszę, by wszyscy przyszli, w kolejne dni możemy umawiać się grupowo. Poza tym ćwiczycie wszyscy w czasie wolnym. Jasne?
- Tak. – odezwali się chórem.
Z Sali wyszli wszyscy poza dziewczynami oraz Martinem i Arnoldem.
- Zdaje się , że prosiłam o pozostanie jedynie pannę Nostromo?
Odezwała się dość ostro reżyserka.
- Mieszkamy razem – odpowiedziała Katiusza
- Obiecałem odprowadzić dziewczyny do pensjonatu. – Arnold.
- Mam uwagę do stroju Morgany. – ostatni był Martin
- Jaką? – skierowała te słowa do ostatniego z nich
- Jest zbyt dworski. Nie pasuje do koncepcji, jaką mam w głowie.
- Nie mamy czasu na zmiany.
- Mogę porozmawiać z moją mamą. Coś wymyśli.
Reżyserka potrzebowała chwilę na przemyślenie.
- Jeśli obędzie się bez dodatkowych kosztów, a stojąca tu Morgana wyrazi zgodę, to ja nie widzę przeszkód. - I zwróciła się do całej trójki: - A teraz proszę poczekać na zewnątrz.
Jak wyszli obróciła się w stronę dziewczyny.
- Panno Nostromo. Zwróciłam uwagę na to, że dostajesz drugo- i trzecioplanowe role.
Pola zaczerwieniła się. Wiedziała, czego się spodziewać po dalszym ciągu.
- Musisz się bardziej otworzyć. Wczuć się w rolę.
- Wiem, mówiono mi to wcześniej. – odpowiedziała Pola
- Chcę byś wiedziała, że jeśli sobie nie poradzisz z tą rolą, to nic się nie stanie. Ale jeśli masz problem z odnalezieniem się na scenie, to radzę ci przemyśleć jeszcze raz wybór studiów. Tak jak mówiłam, masz warunki, ale obawiam się, że brakuje ci umiejętności sprzedania siebie na scenie. A strata roku, to nie tragedia. Większą będzie do końca życia granie ogonów.
- Ma pani rację – westchnęła dziewczyna
- Wykorzystaj to jako szansę na sprawdzenie. Będą cię oceniali nie profesorowie, ale przypadkowi ludzie, od ciebie zależy ilu zostanie, by obejrzeć ciąg dalszy. – reżyserka uśmiechnęła się do dziewczyny.
- Postaram się – Pola oddała uśmiech i skierował się do wyjścia
- Panno Nostromo, jeszcze jedno : – zawołała na odchodnym Margaret – Obserwuj Martina. Jest świetny w nawiązywaniu kontaktu z publicznością.
Na korytarzu Katia chciała koniecznie wiedzieć, o co chodziło, ale uprzedził ją Martin.
- Poszłabyś ze mną do domu? Moja mama ma tam pracownię, jest kostiumografem, powinna mieć coś odpowiedniego.
- Arnold ma odprowadzić mnie i Katię do mieszkania. Nie znam Londynu. – Zaprotestowała szatynka
- Przecież ja cię mogę odprowadzić – no, chyba że macie inne plany na wieczór?
Jedynie zakupy spożywcze – pomyślała Pola – Jak Katia pójdzie sama, to będzie zbyt zmęczona, by wypytywać, co chciała Margaret.
- Katiusza, pójdziecie sami? – zapytała przyjaciółkę, a stojący przy blondynce Arnold zdążył potwierdzić, zanim ta zareagowała. Wydawał się być zdesperowany, by wygrać 'współzawodnictwo o Katię'.
-.-
Mieszkanie Sophie Duff mieściło się przy Camden Street, jakieś dwadzieścia minut od uczelni. Zajmowało połowę powierzchni poddasza jednego ze starych budynków. Niedoszły Merlin całą drogę opowiadał jej o niezwykłości Camden Town, pracy swojej mamy, nieznośnej siostrze, Beatrice, sąsiadach – artystach ulicznych oraz awangardowej fryzjerce a także o niesamowitych nocnych koncertach, które powinna koniecznie zobaczyć. Był niekwestionowaną gadułą.
Martin wchodząc zawołał od progu:
- Mamo, jestem w domu.
- Jestem w pracowni – odpowiedział głos
- Przyprowadziłem koleżankę. Możemy wejść? – zapukał do pierwszych drzwi
- Proszę – odezwał się ponownie głos
Szatynka weszła za kolegą, rozglądając się. Przy wejściu stało kilka wieszaków na kółkach, w głębi widać było kilkanaście wypełnionych tkaninami regałów. W pomieszczeniu panował kontrolowany chaos. Młodo wyglądająca kobieta z dwukolorowymi włosami podeszła do niej z uśmiechem.
- Witaj. Jestem Sophie, mama Martina.
Pola się zdążyła jedynie uśmiechnąć, zanim Martin odpowiedział za nią.
- Mamo to Pola. Studentka z wymiany, z Wiednia. Potrzebuję dla niej kreację Morgany na przedstawienie uliczne. – blondyn nie mógł przestać nawijać – Jeszcze dziś chciałbym poprowadzić pierwszą próbę, więc…
- Synu, przynieś coś do picia. – weszła mu pani Duff w słowo - A ja się przywitam z twoją uroczą przyjaciółką.
Jak tylko wyszedł, kobieta roześmiała się przyjaźnie.
- Widzę, że jesteś trochę onieśmielona. Martina trzeba ukracać, bo inaczej nadawałby cały czas.
Pola uśmiechnęła się.
- Podoba mi się pani pracownia. A z suknią nie chce sprawiać kłopotu.
- Żaden kłopot. – kobieta zmrużyła oczy – w jakim to ma być stylu?
- Morgana żyła w V-VI w. – Wyrecytowała Pola - Była wysoko urodzona, dysponowała magią, częściej przebywała wśród druidów niż możnych. Bardzo blisko związana z naturą, czciła pogańskich bogów. Według przekazów piękna i szlachetna, a w gniewie zacięta…
- wow – krzyknął z progu Martin – zdążyłaś już zebrać informacje o swojej postaci!
Nie, ale zawsze fascynowała mnie historia magii – Pomyślała Pola
- A Co ty wiesz o Merlinie? – zapytała z zaciekawieniem dla odwrócenia uwagi.
- Że był magiem króla Artura, pomógł mu wydostać miecz, excalibur. I niewiele ponad.
A mówisz o najpotężniejszym z kiedykolwiek żyjących czarodziejów. – czarownica westchnęła i uzupełniła:
- Wychował się wśród druidów. Był doradcą Artura, a wcześniej jego ojca, Uthera Pendragona. Po śmierci ojca ukrył przyszłego Króla Artura, do czasu, gdy ruszył po władzę na Camelot. Był przebiegłym i bardzo mądrym człowiekiem – magiem – miał istotny wpływ na politykę. Wedle niektórych wersji był nauczycielem Morgany, jednak ostatecznie zabija ją za spiskowanie przeciwko królowi.
- Hohoho. Będziemy mogli dodać dynamizmu naszym postaciom poprzez zmianę stosunku od nauczyciel-uczennica…
- Niewyobrażalne synu, byś nic nie wiedział na temat tych legend! Wstyd! – wtrąciła się pani Duff – A teraz niech ci Beatrice pomoże z kanapkami a ja zajmę się naszym gościem.
Wyjęła centymetr krawiecki i notatnik. Pola podeszła bliżej, a wtedy padła prośba:
- Opowiedz mi o Wiedniu. Wiem, że jest piękny. Często chodzisz do tej słynnej opery?
- Dość często. Rodzice mojej przyjaciółki są w zespole baletowym, często załatwiają nam wejściówki. A Wiedeń…. Spodobałby się pani. Jest bardziej artystyczny niż Londyn. To znaczy na ile się zdążyłam do tej pory zorientować
Pani Duff roześmiała się.
- Martin może ci pokazać miasto, o ile oczywiście nie zamęczy cię wczesniej gadaniem. – uśmiechnęła się ciepło – spytam Beatrice, czy nie chciałaby wam towarzyszyć. Zwiedzanie z nią będzie przyjemniejsze.
Pola chciał zaprotestować. Za dużo trudu sobie zadają. Ale zabrakło jej odwagi. Zupełnie jak mówiła Vola: poddaję się losowi, zamiast nim kierować. A Mama Martina mówiła dalej
- Mam prototyp sukni z programu o pogańskim powitaniu wiosny. Dopasuję ją, ufarbuję i powinna być idealna.
I wyjęła z regału beżową kostkę, która po rozłożeniu była prostą, długą suknią. Z grubo tkanej bawełny w kolorze naturalnym. Szatynka ją założyła, a artystka przystąpiła do pracy. Poprawiła szerokość, upięcie rękawów oraz dołożyła na dole plisę przedłużając suknię. Odeszła od swojego dzieła, spoglądając na całość z perspektywy. Na twarzy pojawił się uśmiech
- Na wierzch narzucimy haftowany gorset albo pas. Będziesz też potrzebowała coś w rodzaju cienkiej kurtki. Daj mi suknię, kochana.
-.-
Pola wracała z Martinem bardzo zadowolona. Będzie miała prostą, szafirową suknię ze złoto – jasnozielonym gorsetem oraz (w razie chłodu) granatowo-szarym kubrakiem. Jej partner, choć gaduła, był niesamowicie zabawny. Miał przemiłą mamę i trochę dziwną siostrę. Z dziwniejszą fryzurą niż pani Duff. A Martin okazał się urodzonym, bardzo intuicyjnym aktorem. Ćwiczyli tego wieczoru jej kwestię Margaret z 'wiele hałasu o nic'. I udzielił jej kilka, naprawdę ciekawych wskazówek. A w ciągu najbliższych dni mieli (poza próbami) spacerować po camden i obserwować ulicznych artystów. Jeśli się zdecyduje to może asystować Martinowi i jego sąsiadowi, Bernardowi w jednym z performansów.
-.-
Hippolita ziewnęła szeroko przed wejściem do pracowni dekoracji teatralnych. W środku miał być umówiony z nią człowiek. Na pukanie odezwał się stłumiony głos, Pola uznała to za zaproszenie. Weszła. Pokój był duży, ale niesamowiciezagracony. Na końcu pomieszczenia siedział zgarbiony nad stołem mężczyzna.
- Przepraszam, szukam osoby na którą mówią 'Hypo'.
- Hyperion Aleksander Carrow, do usług.
Powinnam się przedstawić, pomyślała z niechęcią.
- Hippolita Lyra Nostromo
Mężczyzna sztywno obrócił się w jej stronę. Nieprzyjaźnie zawołał:
- Słucham?
- Przysłała mnie szefowa garderobianych, Pani Hopper – mężczyzna wciąż był spięty – Mam zagrać Morganę, potrzebuję odpowiedniego wisiora, wspomniała, że pan może temu zaradzić.
Nastała chwila ciszy, po której mężczyzna się odezwał
- Masz coś konkretnego na myśli?
Polę zaczęło tremować nieprzyjazne zachowanie mężczyzny.
- Narysowałam kilka wzorów – zaczęła nieśmiało – Ale, jeśli nie ma pan czasu, to zrozumiem.
I podała mu kartkę z odręcznymi rysunkami.
Rzemieślnik utkwił wzrok w rysunku.
- A co cię naprawdę sprowadza, czarodziejko? Czy się mylę?
Szatynka zesztywniała, nie wiedząc, co powiedzieć, w międzyczasie Hypo wyrecytował:
.
Some glory in their birth, some in their skill,
Some in their wealth, some in their bodies' force,
Some in their garments, though new-fangled ill,
Some in their hawks and hounds, some in their horse;
And every humour hath his adjunct pleasure,
Wherein it finds a joy above the rest:
But these particulars are not my measure;
All these I better in one general best.
Thy love is better than high birth to me,
Richer than wealth, prouder than garments' cost,
Of more delight than hawks or horses be;
And having thee, of all men's pride I boast:
Wretched in this alone, that thou mayst take
All this away and me most wretched make.[1]
.
- Kolejny raz od przyjazdu słyszę Szekspira. – mimowolnie uśmiechnęła się Pola
- Jesteś charłakiem?
- Nie. A pan? – Pola miała szczerze dość tej rozmowy.
Mężczyzna wstał i podszedł do niej. A ona miała okazję dokładniej mu się przyjrzeć. Był na oko 3-5 lat starszy od niej. Miał ciemne, falujące włosy, ciemne oczy i niewielką bródkę.
- Ostatni raz pytam, co tu robisz?
- Najwyraźniej wychodzę. - dziewczyna była na poważnie zdenerwowana jego nieuprzejmością - Przepraszam, że zabrałam Panu czas.
- Nie tak szybko. – zatrzymał ją przytrzymując za ramię – Z takim nazwiskiem musisz pochodzić z magicznej rodziny. Wskazuje na to również znajomość run.
- To prawda. Domyślam się, że ty również – szatynka zrezygnowała z oficjalnego zwrotu
- Jak twierdzisz, nie jesteś charłakiem. Co tu, w takim razie robisz?
- Jestem studentką aktorstwa z wymiany. – mężczyzna wyraźnie czekał na więcej informacji – moja mama zdecydowała się zatrzymać bękarta, czyli mnie i została wydziedziczona z rodziny.
- Kochana rodzinka. Chętniej by przyjęli do rodziny nieposłuszną córkę, niż dziecko nieznanego ojca. – prychnął – Ale uczyłaś się magii? – dalej sondował rozmówczynię.
- Tak. W trybie weekendowym. Skoro już wiesz, czemu żyję wśród mugoli, to może mnie puścisz?
Zrobił to, ale zanim zdążyła opuścić pomieszczenie, zawołał do niej:
- Ja jestem wtórnym charłakiem – dziewczyna przyjrzała mu się z zaciekawieniem, nie spotkała się, bowiem wcześniej z takim określeniem – jako dziecko zakradłem się do domowego sejfu. Jeden z cennych artefaktów pozbawił mnie magii.
- Dlaczego przywitałeś mnie tak nieprzyjaźnie? – odważyła się zapytać
- Wiesz, że w magicznym świecie panuje wojna? - odpowiedział już spokojniej.
- Nie. – mruknęła - Rok temu zdałam ostatnie egzaminy, a magiczną prasę przestałam czytać dużo wcześniej.
- Odrodził się Czarny Pan – brwi szatynki wrażały znak zapytania, które on zinterpretował jako kompletną ignorację – Prawie piętnaście lat temu pewien czarnoksiężnik zginął podczas próby zabicia dziecka, Harrego Pottera…
- Niemożliwe – szatynka weszła mu w słowo – Znam temat. Historia Magii była drugim z moich ulubionych przedmiotów. Ten człowiek to szaleniec!
- Owszem. I nie znosi charłaków na równi z mugolami
- Och.
- Co było pierwszym z twoich ulubionych przedmiotów? – zaciekawił się Hyperion Aleksander
- Numerologia i runy. Zaraz po historii było wróżbiarstwo i astrologia. Kiepsko mi szła transmutacja i transformacje, nie najgorzej ziołolecznictwo i eliksiry…
- Mówisz o magii z pasją, dlaczego ją porzuciłaś?
Hippolita ze zniecierpliwienia cmoknęła.
- Wiesz, szkoły weekendowe mają program minimum. Idą tam, bez obrazy, prawie charłaki oraz niektórzy czarodzieje mugolskiego pochodzenia.
- Nie rozumiem, co to ma wspólnego z odejściem z magicznego świata.
- Od urodzenia żyje pomiędzy mugolami, moje najbliższe przyjaciółki są niemagiczne, ja nie odeszłam z magicznego świata. Nigdy nie byłam jego częścią.
Hypo zamyślił się na chwilę.
- Rodzice wysłali mnie do mugolskiego ośrodka przysposobienia zawodowego. To taka szkoła dla opóźnionych w rozwoju. Nie stało się najgorzej, bo pokochałem stolarstwo. Ale w głębi ducha… czasem robię figurki i resztkę mojej magii wykorzystuję na ich obróbkę. Potem świecą, niekiedy są w kolorach tęczy, a najczęściej… przewracają z irytacją oczami.
Pola roześmiała się. Gdy zamierzała otworzyć drzwi dobiegły są słowa:
- Nie odrzucaj magii, tylko dlatego, że twoja magiczna rodzina cię odrzuciła. – mruknął (może bardziej do siebie) Hypo.
.
[1]William Shakespeare, sonet 91 (tł. Jan Kasprowicz)
Ten dumny z rodu, ten z kiesy bogatej,
Ten z swych zdolności, ten znów z krzepkiej dłoni,
Ten z nowomodnej, choć niezgrabnej szaty,
Ten ze sokoła i charta, ten z koni,
Każdy swe własne ma umiłowania,
W których znajduje rozkosz nad rozkosze!
Mnie te szczegóły kochać jedno wzbrania:
W wszystko, co dobre, rzecz najlepszą wnoszę:
Twa miłość lepsza od rodu, bogatsza
Od wszystkich skarbów, od sukien pyszniejsza,
Milsza niż sokół i koń! W niej najrzadsza
Duma jest dla mnie, której nic nie zmniejsza.
Jeno że możesz wziąć mi to co prędzej,
To mnie pogrąża dziś w najgorszej nędzy.
