Rozdział trzeci. Bierzemy stery we własne ręce.
.
Asturia Marianna Carrow, szacowna babcia Hyperiona spoglądała na Hippolitę Lyrę z uwagą.
- Jesteś niewątpliwie Blacówną.
- Noszę nazwisko Nostomo, proszę pani.
- Dziecko, wiem wszystko – tu spojrzała znacząco na wnuka – Masz oczy stalowe Blacków. Ciemne, bardzo gęste włosy oraz charakterystyczną dla nich smukłą sylwetkę.
- Mój ojciec się nigdy do mnie przyznał.
- Pytaniem jest, czy ty chcesz się przyznać do swojego ojca?
Hippolitę zamroziło.
Starsza pani upiła herbatę, poprawiła żabot koszuli i dopiero wtedy odpowiedziała.
- To nie są czasy, moja droga, na spotkania rodzinne. W wielu szacownych rodzinach – przerwała na moment – są zwolennicy sami-wiesz-kogo.
Siedzący obok Poli Hypo prychnął.
- Powiedz to, babciu wprost, że są również w naszej rodzinie.
Starsza Pani pominęła stwierdzenie wnuka pomimo uszu i przeszła do konkretów:
- Obawiam się, że człowiek najprawdopodobniej będący twoim ojcem – Syriusz Black – dwa lata temu zbiegł z Azkabanu, gdzie osadzili go za bycie zwolennikiem sami-wiesz-kogo. Tak dobrze się ukrył, że nie odnaleziono go do tej pory. Przykro mi kochanie, ale najlepiej będzie, jeśli nie będziesz go szukać. Jest bardzo groźny.
Na te słowa Hyperion zerwał się z siedzenia i przytulił oszołomioną Polę.
- Naprawdę, babciu! Po pierwsze nie wiesz, czy na pewno TEN Black jest ojcem, a po drugie nawet gdyby, to nie powinnaś straszyć biednej dziewczyny.
- Właśnie, że powinnam! Uważam, że dla własnego bezpieczeństwa najlepiej będzie jak najszybciej wyjedzie, najlepiej zabierając ciebie ze sobą!
Na te słowa Hypo zrobił się jeszcze bardziej czerwony i oburzony.
- Babciu! Ile razy mówiłem ci, że nie zamierzam wyjeżdżać!
- W takim razie wychowałam kretyna! Grozi ci śmierć w takich katuszach, że będziesz błagał o nią. Obu wam grozi!
- Proszę was.. – odezwała się słabym głosem Hippolita i podniosła się z fotela. – Dziękuję pani za pyszny obiad. – wstrzymała oddech i po chwili dodała – oraz za ostrzeżenie. Muszę już iść, przemyśleć sobie to wszystko.
Uśmiechnęła się słabo i skierowała do wyjścia. Przytrzymał ją głos właścicielki mieszkania.
- Przepraszam moja droga za ton mojej wypowiedzi. – Pola się na te słowa obróciła – To przez to, że codziennie budzę się targana strachem o moje dzieci i wnuki. Wszystko, co powiedziałam jest prawdą. W obecnych czasach Anglia to niebezpieczny czas. Karty od dłuższego czasu wskazują, że mój wnuk powinien wyjechać.
Rzeczony wnuk przewrócił oczami, ale dziewczyna się zatrzymała.
- Wierzę we wróżby. Moja przyjaciółka, co prawda mugolka, ale pochodzi z rodu wróżek.
Starsza pani skinęła z aprobatą głową.
- Skoro tak, to czy mogę cię prosić do saloniku?
-.-
Trzy godziny później w czerwonej budce telefonicznej Hippolita modliła się, by Viola odebrała telefon. Ilość informacji, jakie miała do przekazania dosłownie rozsadzały jej głowę.
Na szczęście przyjaciółka była w domu. Dość szybko przebrnęła przez wstęp i zakomunikowała jej to, co ustaliły ze starszą panią Carrow. Hyperion miał kolejnego dnia z rana wylecieć do Wiednia, nie podając nikomu nowego miejsca swojego pobytu. Natomiast Viola powinna jak najszybciej przylecieć do Londynu, bo najwyraźniej doszło już do spotkania Katiuszy z czarnym kotem. Jedynie rodzinne sprawy Hippolity nie zostały jednoznacznie określone, karty nie wskazywały, by groziło jej bezpośrednie niebezpieczeństwo. Pani Carrow chciała przeprowadzić seans do którego potrzebowała jeszcze jednej zdolnej wróżki. Viola obiecała pozamykać sprawy we Wiedniu w dwa dni, w tym pomóc w ulokowaniu Hypo w bezpiecznym miejscu, a następnie wsiąść w samolot od Londynu. Obie podróże oraz inne wydatki miały leżeć po stronie babci Hyperiona, która nalegała na pośpiech i przyznała Poli w sekrecie, że dopiero się w spokoju wyśpi, jak jej wnuk będzie w bezpiecznym miejscu.
-.-
.
Two loves I have of comfort and despair,
Which like two spirits do suggest me still:
The better angel is a man right fair,
The worser spirit a woman colour'd ill.
To win me soon to hell, my female evil
Tempteth my better angel from my side,
And would corrupt my saint to be a devil,
Wooing his purity with her foul pride.
And whether that my angel be turn'd fiend
Suspect I may, but not directly tell;
But being both from me, both to each friend,
I guess one angel in another's hell:
Yet this shall I ne'er know, but live in doubt,
Till my bad angel fire my good one out.[1]
.
I stało się. Hypolita dość szybko odkryła, gdzie mogła Katia spotkać Czarnego Kota. Właściwie to było do przewidzenia, skoro Bernard Ramos był sławnym reżyserem, u którego zaszczytem było wystąpić. I ja przepuściłam taką okazję, zaśmiała się w duchu. Ambitna Katiusza w swoim skromnym wolnym czasie, chodziła na próby wszystkich ważniejszych przedstawień. Trochę by podpatrzyć, jak pracują inni reżyserowie, a w głębi ducha z nadzieją, że wpadnie jednemu z nich w oko.
Dzień, w którym Panna Nostomo postanowiła chodzić jak cień za przyjaciółką, zaliczyła już kilka prób, w tym tą z sonetami Szekspira. Katiusza szeptem poinformowała ją, że zamierzeniem reżysera jest stworzenie historii z dwunastu sonetów, każdy miała zatańczyć inna grupa osób. Blondynka była wyraźnie zafascynowana tym konceptem.
Natomiast mistrz-reżyser, (czyli: Czarny Kot) miotał się po scenie, wyzywał i przeklinał. Zdenerwowanie udzieliło się wszystkim aktorom-tancerzom. I w wyniku zdenerwowania ci gubili się coraz bardziej, a reżyser coraz głośniej przeklinał. Miałam rację nie decydując się na przesłuchanie, pomyślała. I kątem oka wychwyciła jego ruch głową w ich stronę. Co Polę zaskoczyło, odruchowo na zagrożenie zareagowała magią. Bardzo rzadko jej używała, a teraz najnaturalniej w świecie wyczarowała iluzję, skrywającą ją i blondynkę. Jednocześnie miała świadomość, że jej przyjaciółka posłała w tym samym czasie najpiękniejszy z uśmiechów. A on go nie mógł zauważyć.
Czarownica połowę uwagi poświęciła próbom, w połowie pochłonęły ją rozważania. Jakie to dziwne, pomyślała, dla bezpieczeństwa spakowałam różdżkę, ale leży ona nieruszana, ukryta w specjalnej przegródce na dnie bagażu. A jednak w sytuacji zagrożenia reaguję właśnie magią. Musiała w duchu przyznać, że nawet we Wiedniu nie nadużywała różdżki, ot brała ją na weekendowe zajęcia, szczególnie pomocna była przy zaawansowanych zaklęciach. Na co dzień, hmmm czarowała tak po prostu od kiedy pamięta, machanie patykiem tylko sprawiało, że sobie przypominała o zasadzie konspiracji przed mugolami. Uch, jako dziecko nigdy o tym nie pamiętała. Jak wtedy, gdy się dowiedziały dziewczyny…
Niestety, pełny uśmiech Poli nie uszedł uwadze Katiuszy.
- Chyba się zakochałaś. Przyznam, że reżyser też mi się podoba, ta pasja mrrrr – zakończyła mrukiem blondynka
- Co ty! – starała się odpowiedzieć na tyle cicho, by nie usłyszeli postronni – Kompletnie odpłynęłam myślami, przypomniało mi się coś z dzieciństwa.
- Co takiego? – Katia również szeptała
- Nasze początki w tańcu – odrobinę skłamała Pola – musiałyśmy zabawnie wyglądać. – a w myślach dopowiedziała: jak dwukrotnie w jednym tańcu nadepnęłaś mi na nogę, a ja tobie splątałam czarem włosy tak, że musiałaś ściąć za ucho .
- Tak – dziewczyna się rozmarzyła – jaki to był beztroski czas. Ostatnio przeszło mi przez myśl, że już nigdy tak nie będzie, jak skończymy studia, to pomimo przyjaźni, będziemy walczyć o te same role. Jest tyle zazdrości wśród aktorów. Wystarczy spojrzeć na chłopców – oni są zżyci, ale Martina ledwo tolerują.
- Rozmawiałam z nim o tym. Nie jest zbyt popularny wśród studentów. Dostał specjalne stypendium od burmistrza Londynu, po tym jak wygrał ogólnokrajowy konkurs interpretacji wybranej sceny. Mógł przebierać w uczelniach.
- Och
- Nie bez znaczenia są też znajomości jego mamy, ponadto jest rok niżej od nich, a ma większe doświadczenie. Wiesz, występuje z Bernardem od dziesiątego roku życia?
- Nie i jestem pod wrażeniem. Miałam go za gadułę i lekkoducha.
- On jest taki naprawdę. Bardzo naturalny. Co więcej, jego spontaniczny sposób bycia ułatwia mu wydobycie z postaci emocji.
- Jak mówiła nasza nauczycielka panna Pernice: w życiu każdy musi sam znaleźć swoją drogę. Jeśli Martin ma duży talent, to nie powinien tego ukrywać. Skoro chłopcy są zawistni, to ich problem.
Pola znów się zamyśliła: ciebie Katiusza trapi to samo. Rodzice nauczyli być ambitnym, więc szlifujesz swój talent, nawet porzuciłaś ukochany taniec, by mieć więcej czasu na aktorstwo. Ciężko pracujesz, gdy przychodzi uznanie w pakiecie doświadczasz zazdrości. Dłuższy czas milczały obie.
Czarownica jeszcze kilkukrotnie użyła zasłony, do czasu, gdy przypomniała przyjaciółce, o wieczornych zobowiązaniach. Jak na ponadroczną przerwę w czarowaniu, była bardzo zadowolona z siebie. Szczęśliwie Katiusza była nie zrażona brakiem zainteresowania ze strony reżysera, z nową energią i głową pełną własnych kwestii szybkim krokiem zmierzała w kierunku Drama Centre. W końcu pierwsze uliczne przedstawienie miało się odbyć już tego wieczora.
-.-
Nasza czarnowłosa Morgana posłała uśmiech w kierunku zgromadzonych osób. Musiała przyznać, że Martin był niesamowity. Jego Merlin był groźny, z elementami humorystycznymi, ale nie groteskowy, hipnotyzował publiczność. Gdy nadeszła jej kolej nabrała oddech i swym pełnym głosem wyśpiewała inwokację. Pomysł na śpiewanie wyszedł od Margaret na jednej z prób, po informacji, że dziewczęta w kółku teatralnym ćwiczyły go. Zgodnie z przewidywaniem reżyserki z każdą chwilą ilość gapiów wzrastała.
Pierwszy akt opowiadał o romantycznej miłości Artura(Shaun) i Ginevry (Katiusza). Był ich aktorskim popisem z niewielkimi wtrąceniami zazdrosnymi o uwagę rycerzami. Na jego zakończeniu spomiędzy ludzi odezwał się Merlin na szczudłach głośno krytykujący króla, który przedkłada własne szczęście nad dbanie o poddanych, odpowiedziała mu stojąca z tyłu sceny, ale na podwyższeniu Morgana, rozpowiadając o mocy miłości. W międzyczasie ze sceny zeszli aktorzy poza Irlandczykami, którzy rozpoczęli swój pokaz. Aktorzy – czarodzieje dalej prawili o mocy miłości, a rycerze-kuglarze tak ustawili pokaz, by przy słowach Poli: …każdy wie, że najważniejszą kwestia w życiu jest MIŁOŚĆ' wybuchły najwspanialsze ognie. Martin sarcząc wsunął się pomiędzy ludzi, zaś czarnowłosa czarownica tańczyła jak opętana pomiędzy Colinem i Eoinem. Pokaz przerwał huk z tyłu sceny, na dźwięk którego rycerze się rozeszli w panice, a uważny widz mógłby dostrzec smukłą sylwetkę Merlina z kierunku, w którym rozległ się dźwięk.
Kolejny akt mówił o bohaterstwie walki, po którym nastąpił przerywnik z Ginevrą (Katią) i Lancelotem (Santiago), którzy tańczyli w wyimaginowanym ogrodzie, zaś nasi narratorzy przechadzali się przed ludźmi i głośno komentowali samotność królowej oraz zauroczenie młodego rycerza. Morgana trzymała stronę królowej, zaś Merlin króla.
W trzecim z kolei akcie nastąpił powrót króla oraz wzrost jego podejrzeń w kierunku żony, pod koniec, tego król został sam na scenie. Wtedy Pola i Martin wrócili do roli narratorów, a za ich plecami przebiegł cień , z którym król nawiązał walkę. Dość nierówną, gdyż król był stary i zmęczony a jego przeciwnik młody i zażarty. Podczas gdy magowie wciąż toczyli dysputę o zdradzie żony i męża, król z tyłu sceny umierał. A Mordred (Arnold) odsłonił swoją twarz w geście zwycięstwa.
Rozległy się, imitujące kościelne, dzwony i rozpoczął się finalny, najkrótszy akt, w którym wszyscy po kolei, kończąc na płaczącej Ginewrze wyznawali co zawdzięczają Królowi Arturowi i dlaczego go zawiedli. Wtedy na scenę weszli narratorzy trzymając za ręce zmarłego króla i w kilku słowach podsumowując historię oraz dziękując za audiencję.
Posypały się szczere brawa, Irlandczycy zdjęli hełmy i ruszyli z nimi pomiędzy ludzi zbierać drobne monety, dziewczęta posyłały buziaki, zaś chłopcy przybijali dłonie. Z ostateczną oceną mieli poczekać na słowa reżyserki oraz przejrzenie zapisu przedstawienia na kamerze, ale już teraz ogromne zainteresowanie ich rozradowało.
Hippolita była bardziej niż zadowolona ze swojego wystąpienia, uśmiechała się do obcych ludzi, przechadzała po scenie, czekając aż emocje z jej opadną. W pewnym momencie poczuła za sobą intensywny ruch, obróciła się. Stał za nią obcy, głupkowato uśmiechający się człowiek.
- Czy piękna czarodziejka zajmuje się również wróżbami ? – przesłodzony głos wydobył się z jego krtani, jego powieka zadrgała, by nieudolnie puścić oczko.
- Powiem w imieniu całej grupy: cieszymy się, że Pan się zatrzymał, by obejrzeć nasze przedstawienie – zaczęła mówić Pola, ale obcy mężczyzna zdawał się tego nie słyszeć, tylko przysuwał się bliżej. Jednocześnie ona oddalała. Kątem oka szukała chłopców, ale na złość nie było żadnego z nich widać. Nabrała oddechu, by odezwać się bardziej stanowczo, jednocześnie pomiędzy jej palcami zawibrowała magia zaklęcia paraliżującego mięśnie – Przepraszam Pana, ale mam obowiązki.
Obcy mężczyzna poruszał się wolniej, ale nie wydawał się tracić zainteresowania. Hippolita cofnęła się jeszcze o krok, gdy została objęta przez czyjeś ramię. Jednocześnie ponad jej głową odezwał się, na szczęście Eoin :
- Ta Pani jest ze mną – warknął, a serce Poli prawie eksplodowało z ulgi – Odniosłem wrażenie, że pan ją nagabywał wbrew jej woli.
Mężczyzna chciał coś odpowiedzieć, ale być może z zaskoczenia, a być może przez czary wychylił się niebezpiecznie do przodu. Irlandczyk doskoczył do niego, chwycił obiema rękoma za poły szaty. Bijatyka wydawała się nieunikniona.
Rozwój sytuacji zmusił czarodziejkę do działania. Mimo iż gest chłopaka wywołał u niej ciepłe uczucia, musiała mu przerwać.
- Eoin! Zostaw go! Narobisz sobie i nam problemów! – i cała siłę włożyła w odciągnięcie chłopaka od obcego. Tamten przecież nie mógł pójść za nimi, przynajmniej nie dopóki trwało zaklęcie. – Chcesz, by straż miejska zabroniła nam dalszych występów, do czasu wyjaśnienia sprawy?
Eoin uległ, a ona odchodząc pozwoliła sobie na ukradkowe spojrzenie wstecz. Mężczyzna był wyraźnie zaskoczony stanem w jakim się znajdował. Pochylił się i masował rękami uda. A ludzie wkoło przechodzili, jakby nie działo się nic niezwykłego.
Pola przeniosła uwagę na towarzysza, na pół żartobliwie pomasowała umięśnione ramię chłopaka
- Od dziś jesteś moim bohaterem, rycerzu!
- Jeśli dasz mi pani wstążkę, będę ją nosił z honorem. – odpowiedział w podobnym tonie i skinął głową puszczając przy tym oczko.
- Będę miał na ciebie oko – powiedział już poważnie – ten dziwak szedł za tobą jakiś czas, wydawał się być mocno napalony. Może próbować przy kolejnym przedstawieniu.
Hippolita musiała mieć mocno przerażoną minę, bo po chwili uśmiechnął się do niej ciepło. Aż jej urosło serce.
- Nie obawiaj się, nie pozwolę cię skrzywdzić. Opowiem o wszystkim reszcie, razem będziemy mieć baczenie. – posłał jej jeszcze jeden, tym razem delikatniejszy uśmiech – Pięknie dziś wyglądasz, nie dziw się, że mężczyźni tracą dla ciebie rozum.
-.-
Violetta prawie wyskoczyła ze strefy dla przyjezdnych, by uściskać przyjaciółkę. Już na pierwszy rzut oka dostrzegła w Poli zmianę. Zyskała więcej gracji, świadomej kobiecości. Albo się zakochała albo podziałała na nią sztuka, pomyślała drobna Romka.
- Ledwo półtora tygodnia tu jesteśmy, a tyle się wydarzyło! – zaczęła z pasją Pola.
Hoho! Tylu emocji na raz nigdy u niej nie widziałam! Uśmiechnęła się w duchu Viola. I zaczęła jak zwykle, konstruktywnie:
- Najpierw powiedz, ile mamy czasu i gdzie zgubiłaś Naszą Złotowłosą?
- Katiusza poszła z Beatrice na zakupy poza Camden, przed wieczorną próbą pewnie nie wrócą.
- Nie domyśliła się niczego?
- Wątpię. Była zbyt przejęta ostatnimi wydarzeniami. Od momentu przyjazdu zdaje się oddychać innym powietrzem, ciągle się zachowuje jakby była na haju.
- Dobrze. – uśmiechnęła się Romka.
Przez chwilę szły w ciszy, aż Viola zapytała:
- Zdaje się, że chcesz coś powiedzieć?
- Jeśli zgodzisz się wtajemniczyć w sytuację Martina, to byś mogła zobaczyć naszą wczorajszą uliczną premierę. Jego siostra nagrała całość. – odpowiedziała Pola z uśmiechem.
A niższej z dziewcząt po głowie przeszła prawdopodobna przyczyna odmiany przyjaciółki. Czyli jednak Martin! Bo o teatrze nigdy z taką pasją się nie wypowiadała. Muszę go poznać. W głębi duszy miała jednak nadzieję, że jak się przyjaciółka się z kimś zwiąże, to będzie nim mag. Ale czyż nie słyszała, jaki ten Martin jest niesamowity wcześniej? Może jest magiem od duszy?
- Oczywiście. Wprost umieram z ciekawości jak wam poszło. – nie pozostaje nic, jak się przekonać na miejscu, pomyślała.
Tego dnia panna Nostromo nie mogła poświęcić zbyt wiele czasu przyjaciółce. Zgodnie z rozpiską Margaret jedyny wolny dzień pomiędzy premierą a kolejnymi przedstawieniami młodzi aktorzy mieli poświęcić na przeanalizowanie nagrania oraz przećwiczenie w parach swoich kwestii. Zabrała więc Violę do mieszkania pani Duff, gdzie młoda Romka z zaskoczeniem stwierdziła, że miała okazję poznać Martina wcześniej. Mianowicie był jednym z gości jej 'pałacu przeznaczenia', jak nazwała swoje stoisko w Awinion. Również w kwestii odczuć musiała zrewidować swoje przypuszczenia. Pomiędzy Hippolitą a Martinem nie było miłosnej chemii, natomiast była wyczuwalna ..więź artystyczna? Blondyn ze swoją androgeniczną sylwetką nie pasował do preferowanych przez jej przyjaciółkę bardzo męskich typów, natomiast jego otwarty sposób bycia pozytywnie oddziaływał na czarownicę. Violetta musiała w duchu przyznać, że dawno nie widziała jej takiej radosnej.
Drobna brunetka obejrzała video z przyjemnością. Martin był prawdziwym, aktorem - magiem. Swojej postaci nadał wielkowymiarowość, która porywała. Pola była jak zawsze cieniem innych postaci, ale miała kilka swoich momentów: typu piękny śpiew na początku, czy wykrzyczana miłość w otoczeniu ognia. Ponadto jej Morgana swoim wycofaniem była odbiciem Merlina, można było odebrać magów jak ogień i wodę. Nawet, jeśli to nie był efekt zamierzony, to działał. Bez zaskoczenia odebrała również fakt, że każdorazowe pojawienie się Katiuszy na scenie kierowało całą uwagę na nią. Kręcący się wokół chłopcy byli jedynie dodatkiem.
- Katia zawładnęła sceną. – Powiedziała zgodnie ze swoim odczuciem po zakończeniu projekcji. – Jest urodzoną aktorką, zawsze to wiedziałyśmy.
- Dokładnie to samo powiedziała Margaret, nasza reżyserka – powiedziała wciąż roześmiana Pola – po czym pochwaliła nas - wskazała siebie i Martina – za 'perfekcyjną interakcję'
Głośny śmiech Poli przeszedł po pokoju.
- Strasznie się bałam, że mnie skarci za ubogą grę. Lekko zgubiłam głos pod koniec drugiej zwrotki. Oraz przez cały czas nie mogłam oderwać wzroku od Merlina. – skinęła głową w kierunku chłopaka – Byłeś jeszcze lepszy niż na próbach
- A ja uważam, że poszło ci naprawdę dobrze. – odpowiedział jej - Miałaś niezły pomysł na odegranie postaci. Trochę mniej tremy i rozwiniesz skrzydła.
Viola zgodziła się z jego słowami.
- Wiesz, że zawsze podziwiałam Katiuszę na scenie, w dalszym ciągu uważam, że jest niesamowita. Ale ty pokazałaś, że nie zawsze trzeba sprzedać duszę, by być intrygującą. Podobało mi się to co pokazałaś. Masz w sobie naturalną grację, wiem, że często zarzucają ci małą emocjonalność, ja kupiłam twoją Morganę. Pomimo prostego stroju zachowywałaś się jak dama i czarownica jednocześnie – dystyngowana, pozornie spokojna a z podskórnym zadziorem.
- Dziękuję - kolejny raz roześmiała się panna Nostomo.
-.-
Violetta zadomowiła się u Pani Carrow. Już pierwszego wieczora porównały obserwacje i przemyślenia. Gdy kolejnego dnia, Hippolita przyszła w porze obiadowej zaskoczyła ją widoczna myśl porozumienia oraz jednomyślny plan wróżek. Starsza z nich oświadczyła, że skoro do spotkania Katiuszy i Czarnego Kota doszło, to nie można już odwlec przeznaczenia. Natomiast można je przyśpieszyć.
- To znaczy? – zapytała słabo
- To proste – zaczęła wyjaśniać Viola – wyślemy mu zaproszenie na wasze przedstawienie. W imieniu Katii oczywiście.
Jedzenie utkwiło w gardle Poli, która z wrażenia zapomniała przełykać. Uratowała ją szybka reakcja Pani Carrow, która błyskawicznie wyciągnęła różdżkę z rękawa.
- Już dobrze, kochanie – spokojnie chowała magiczny przedmiot na swoje miejsce – dobrze to przemyślałyśmy. Jeśli wasza przyjaciółka jest na tyle ambitna i zdeterminowana na sukces, jak opowiadacie, to będzie w stanie pojechać za nim. Zrobi wszystko, by pracować z wymarzonym reżyserem.
- To prawda – potwierdziła Viola
- Karty to pokazały? – chciała koniecznie wiedzieć Pola
- Arytmetyka i doświadczenie. – ucięła starsza kobieta – Uznałyśmy, że w chwili obecnej mamy wszystkie atuty, by wygrać tą rozgrywkę. – w tle czarnowłosa jęknęła – My, we dwie możemy dokonać dokładnych kalkulacji ryzyka, natomiast ty dysponujesz mocą i masz możliwości, by deptać po piętach naszej dwójce.
Starsza pani najwyraźniej była w swoim żywiole. Natomiast Viola właśnie odbierała ogromną lekcję praktyczną. Jestem w potrzasku, pomyślała Pola.
- Więc jaki jest plan? Wiem tyle, że ma się pojawić na naszym przedstawieniu, którym? – dodała z paniką
- Szekspirowskim, w końcu, to w nim gra główną rolę. – odpowiedziała młodsza z wróżek
Uff, pomyślała Pola, a na głos dodała: - a co potem?
- Podasz Katiuszy eliksir rozjaśniający myśli, a jemu serum prawdy.
- ooooo! Taki plan, to ja też potrafię wymyślić. Jak mam to zrobić?
- Używając swoich zdolności, kochanie – wtrąciła słodko pani Carrow
[1]William Shakespeare, sonet 144 przełożył Jerzy S. Sito
Dwie znam miłości, rozpacz i odwagę;
Jak dwa anioły kroków moich strzegą,
Jasny - to chłopiec nie skażony grzechem,
Ciemny jest panią koloru ciemnego.
Ona mnie zwodzi w piekielne otchłanie,
Ona mi chłopca ciałem swoim woła
I czystość jego niecną dumą plami;
Psowa i w diabła chce zmienić anioła.
Czy anioł stanie się duchem przeklętym,
Orzec nie umiem, domyślać się boję;
Skoro przyjaźnią się szatan ze świętym,
W piekle, być może przestają oboje.
Lecz się nie dowiem; żył będę dla niego,
Póki zły anioł nie spali dobrego.
