Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 1

Abby wręcz pochłaniała kolejne informacje. Zanim zdążyła się zorientować, była w połowie oglądania pierwszego sezonu serialu. Przez cały czas zarzucała sobie, że ignorowała skłonność siostry do historii o wampirach. Tak bardzo była zajęta nauką i zdobywaniem kolejnego dyplomu akademickiego, że odmawiała sobie absolutnie wiedzy o świecie, szczególnie o kulturze popularnej. To już trwało w ten sposób od dwudziestu lat. Od momentu kiedy…

Westchnęła ciężko i starając się odciąć całkowicie od rzeczywistości, oglądała dalej. Ignorowała próby rodziny, by wyciągnąć ją z pokoju, nie jadła, a Jane jedynie wymieniała kolejne torebki z krwią, które Gail odkładała na bok, by się pożywić.

Rodzice dziewcząt starali się nie okazywać swojego zmartwienia. Oboje doskonale pamiętali, jak skończyło się ich wtrącanie sprzed dwóch dekad… I ojciec, i matka sądzili, że nagłe szaleństwo ich córki niedługo się skończy – a przynajmniej mieli taką nadzieję. Specjalnie z tego powodu nigdy między nimi nie padło „to" imię. Oczywiście, głośno komentowali sytuację, na tyle, by Gail doskonale ich słyszała. Niestety, to też nie skutkowało. To musiało po prostu przejść, innej rady nie było.

Tymczasem, Abby skończyła oglądać drugi sezon serialu i miała już serdecznie dość. Wściekłość, która ogarniała ją od momentu ujrzenia tamtej strony internetowej, nie tylko nie przeszła, ale wzbierała na sile. Co mu do głowy strzeliło, żeby ujawniać tak dużo szczegółów dotyczących ich gatunku? Jak on śmiał?!

W końcu nie wytrzymała. Wyciągnęła swój telefon komórkowy i gorączkowo przeszukiwała wiadomości w poszukiwaniu tej jednej, która była jej w tym momencie niezbędna. W końcu ją znalazła. Tak, dokładnie rok wcześniej wysłał jej SMSa z nowym numerem, wyrażając przy tym nadzieję, że łaskawie w końcu się do niego odezwie. Nie zrobiła tego wtedy, ale zdecydowanie miała zamiar zrobić to teraz.

Odetchnęła głęboko i czekała, kiedy sygnał połączenia powtarzał się w słuchawce.

Kiedy w końcu usłyszała jego głos, odruchowo próbowała się wyłączyć. Zatrzymał ją jednak:

- Nie Abbey, nawet nie próbuj. Wiem, że tam jesteś…

Zamknęła oczy i przez dłuższą chwilę milczała. Tylko on zwracał się do niej, używając tego zdrobnienia. Minęło dwadzieścia lat, a wciąż działało ono na nią tak samo... W końcu udało jej się zebrać w sobie, przełknęła głośno i odpowiedziała.

- Damon, myślę, że musimy porozmawiać.

Usłyszała z słuchawce jego śmiech.

- Cóż, wydaje mi się, że właśnie rozmawiamy. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że kiedykolwiek zadzwonisz.

Kłamał, to było oczywiste. Mogła się założyć, że oczekiwał tego od momentu, kiedy spełnił swoją groźbę. Gdyby nie była tak bardzo zajęta – a raczej, gdyby nie próbowała zajmować sobie każdej chwili przez ten czas – wszystko, aby o nim nie myśleć – pewnie ta rozmowa miałaby miejsce już bardzo dawno temu.

- Doskonale wiesz, że musimy spotkać się osobiście. Założę się, że w tej chwili bawisz się wprost doskonale, dlatego, oczywiście, nie mam najmniejszej ochoty odciągać cię od twoich rozrywek, ale…

- Wystarczy. – Uciszył ją w końcu. – Gdzie jesteście tym razem?

Abby chciała jeszcze coś dorzucić od siebie, wszystko, byleby dalej zgrywać twardą i silną. Na próżno.

- Wróciliśmy do Angels Sky.

Wiedziała, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jakie obrazy przewijały się w tym momencie w jego głowie. Zdumiewające było jednak to, że po chwili odezwał się absolutnie spokojnym głosem.

- Będę u was jutro rano. I nie próbuj uciekać, jak ostatnim razem. Tym razem to ty zażyczyłaś sobie tego spotkania.

Abby rozłączyła się, nie odpowiadając mu. Nie mogła się na to zdobyć. To przez wspomnienia, które próbowała ze wszech miar od siebie odsunąć, ale i tak nagle wróciły ze zdwojoną siłą.


- Rozłączyła się. – Damon odłożył telefon i roześmiał się na myśl o niej.

- Mam cię więc zastąpić jutro na planie? – Usłyszał za sobą głos, który brzmiał dokładnie tak samo, jak jego. Odwrócił się do swojego rozmówcy i stanął twarzą w twarz ze swoim praprapraprawnukiem.

- Wiesz Ian, robimy jak zwykle, tylko tym razem przez jakiś czas grasz mnie. Przy okazji spędzisz trochę więcej czasu z Niną…

Ian Somerhalder w odpowiedzi wyszczerzył zęby w uśmiechu.

- Na pewno żadne z nas nie będzie miało nic przeciwko temu…

- Założę się, że nie. – Odpowiedział Damon i zaczął zakładać swoją czarną skórzaną kurtkę. – Wiesz co robić. A gdyby dzwoniła Elena czy Stefan – nie ma mnie i nie wiesz, gdzie jestem.

- Nie ma sprawy. – Ian odpowiedział, a Damon już był przy drzwiach. – Pozdrów ją ode mnie.

Jego przodek w odpowiedzi podobnie jak on wyszczerzył zęby w uśmiechu i w mgnieniu oka już go nie było.

Damon nie mógł się doczekać rozmowy z Abbey. Chwile z nią spędzone wydawały się być bardzo odległym wspomnieniem. To było jeszcze zanim poznał Elenę. Z drugiej strony także – zanim przeszło mu szaleństwo związane z Katherine… Zanim zrozumiał, co wtedy stracił.

Odgrywanie samego siebie jakiś czas temu już zaczynało go nudzić. Chyba w momencie, kiedy scenarzystom w trzecim sezonie przyszło do głowy robić z niego coraz większe ciepłe kluchy. Nawet zmuszenie ich do zmiany zdania przestawało działać, bo wpadli na pomysł, by pić herbatę z werbeną.

Mógł znów wrócić do bycia samym sobą. Co nie znaczyło, że nie miał zamiaru zemścić się na Abbey za to, że wtedy stchórzyła…


Soundtrack:

Avril Lavigne – What The Hell


A/N: No i mamy za sobą rozdział pierwszy.
Również niewiele pojawiło się zmian w związku z poprzednią wersją, ale...
Już niedługo zacznie się dziać!:)

Do kolejnego rozdziału!

VeraDeDiamant