Tales from Angels Sky...
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 4
Mając twarz Abbey tak blisko swojej, Damon widział, jak jej źrenice rozszerzają się i jak znów zaczyna ciężko oddychać, w oczekiwaniu na to, co nastąpi. Mogła sobie mówić, że miała lepszych od niego, ale on zamierzał wymazać ich wszystkich z jej pamięci. Należała do niego i powinna o tym zawsze pamiętać.
Z natury był zazdrosny, ale tak silną zazdrość zdarzało mu się kiedyś czuć chyba tylko jeszcze wobec Katherine i Eleny. Musiał mieć z tym związek fakt, że w trakcie stu siedemdziesięciu lat jego życia to ona była właściwie jedyną, dla której podobno był pierwszym kochankiem. Między innymi dlatego był tak bardzo wściekły, kiedy go zostawiła bez słowa wyjaśnienia. Przecież zaledwie parę dni wcześniej zapewniała go o tym, że dla niej liczy się jedynie on!
Niedawno - właściwie w momencie, w którym zdecydował się odstąpić jakiekolwiek prawa do Eleny swemu bratu – zdał sobie sprawę z tego, że chyba tylko z Abbey udało mu się krótkotrwale być po prostu szczęśliwym. Gdyby nie była taką idiotką i nie porzuciła go dla własnego widzimisię, możliwe, że przestałby wtedy w ogóle szukać możliwości odnalezienia Katherine i dałby sobie spokój na wieść, że jego brat zakochał się w jej sobowtórze, Elenie.
Tchórzostwo Abbey odsunęło na dalszy plan wszelkie ciepłe uczucia, jakie wobec niej miał, może poza jednym – pożądaniem. Tego zwalczyć nie mógł i nawet nie miał takiego zamiaru. Dlatego między innymi jej – nawet udawane – odtrącenie cholernie go zirytowało. Był jednak przecież mistrzem w ukrywaniu uczuć i w celowej zmianie tematu rozmowy. Zdecydowanie nadeszła na to pora. Najlepiej było uśpić jej czujność.
- Ja zrobię obiad, a ty mi opowiesz, co się z tobą działo przez ostatnie dwadzieścia lat…
Odroczenie kary, jaka i tak ją czekała, było warte tego, by zobaczyć na jej twarzy wyraz zaskoczenia pomieszanego z przerażeniem. Z trudem powstrzymywał się, by nie parsknąć śmiechem, widząc jej wysoko uniesione brwi i oczy wielkie jak spodki.
Abby nie mogła uwierzyć własnym uszom. Szczęka opadła jej na moment z wrażenia. O co mu, do diabła, chodziło?! Dlaczego niby miała mu się spowiadać z tego, co robiła przez ostatnie dwie dekady? Tylko dlatego, że jego przeżycia zostały dokładnie przedstawione w tym cholernym serialu?!
Weź się w garść! Nie rób z siebie skończonej idiotki! Jakiś głos krzyczał jej w głowie. Jak na razie przegrywasz! Bądź nonszalancka, silna, lekceważąca! Przecież potrafisz!
W umyśle Abby przewróciła oczami z irytacji. Łatwo powiedzieć – trudniej wykonać!
Wdech, wydech, wdech, wydech…
Nie trać czasu, tylko się zgódź! – Głos w głowie nabierał coraz bardziej zirytowanego tonu. – Co z Twoim wielkim planem wyciągnięcia z niego informacji, przespania się z nim i wykopania za drzwi?
Abby zaklęła ostro w duchu. Jak widać, nie wszystko idzie po mojej myśli…
Nie wszystko?! Co za uroczy eufemizm na określenie totalnej katastrofy!
Dziewczyna czym prędzej zakończyła ten wewnętrzny monolog, aby nie dać rozsądniejszej części swojej osobowości szansy na większą krytykę jej działania.
Wreszcie, po dłuższej chwili milczenia, kiedy już zdążyła zauważyć, że Damon przygląda jej się z coraz mniej skrywanym rozbawieniem, wzruszyła ramionami i całą energię włożyła w to, by jej głos zabrzmiał lekceważąco.
– Czemu nie? To całkiem niezły pomysł, biorąc pod uwagę, że co jak co, ale gotować to ty umiesz…
Damon najpierw w środku zaśmiewał się w głos, widząc, jak trudną walkę z samą sobą toczyła Abbey. Dobrze jej tak. Niech szuka ukrytych motywów, niech próbuje się wykręcać. Już on dopilnuje, by ich za cholerę nie odkryła.
Niespodziewany komplement miał prawdopodobnie zwalić go z nóg, ale się to nie udało.
Damon przybrał na twarz jeden ze swoich najbardziej irytujących uśmieszków, ukłonił się w pas przed dziewczyną i kpiąco-nabożnym tonem powiedział:
- Za tobą, pani.
Nie potrzebował jej jako przewodnika. Ostatnim razem zdążył poznać Angels Sky nadzwyczaj dogłębnie i wtedy ogromnie mu się to podobało.
Nie, nie potrzebował jej pomocy w dotarciu do kuchni. Potrzebował jej w łóżku lub gdziekolwiek indziej. Na wszystko jednak był czas i miejsce, a ta część jego planu zemsty mogła poczekać…
Dlaczego on zawsze musiał błaznować, kiedy była na niego wściekła? Doskonale wiedział, że to ją rozbraja i cała złość zaczynała z niej powoli ulatywać. Nie zdołała się powstrzymać by parsknąć śmiechem i przewróciła oczami, kiedy odsuwała się od niego i skierowała się w stronę kuchni. Nie musiałaby wcale używać swoich nadzwyczaj wyczulonych zmysłów, żeby prawie namacalnie czuć, jak Damon idzie za nią. Każda komórka jej ciała wręcz krzyczała o tym.
Abby, zadowolona, że nie widzi jej twarzy, bo mogła swobodnie wyrzucać z siebie potok bezgłośnych przekleństw. Chociaż szedł przynajmniej metr za nią, miała wrażenie, że ją dotyka, rozbiera, wręcz pożera wzrokiem. To było jednocześnie cholernie ekscytujące i wkurzające.
Zanim dotarli do kuchni, która znajdowała się po drugiej stronie rezydencji, Abby zdołała się w pełni uspokoić. Rozsądniejsza część osobowości przypomniała o tym, że chociaż jej przez dwadzieścia lat doskwierał celibat, mogła mieć pewność, że Damon nawet nie znał znaczenia tego słowa.
Spodziewała się, że przez ten krótki czas usłyszy za sobą jakieś złośliwe komentarze Damona, jednak w zadziwiający sposób oboje zachowali milczenie. Kiedy dotarli do przestronnej, pełnej światła kuchni, wreszcie odwróciła się do niego. Zrobiła to także dlatego, że nie miała ochoty co chwilę zerkać na pamiętny stół, który stał na samym środku pomieszczenia. Obrazy w pamięci, które z nim związane, były przerażająco plastyczne i z tego powodu także bardzo niebezpieczne…
Przez całą drogę do kuchni Damon nie spuszczał oka z Abbey. Podziwiał grację, z jaką się poruszała i próbował jednocześnie odsunąć od siebie jakąkolwiek myśl o swoim libido. Przy tej dziewczynie wydawało się to niewykonalne. Zrozumiał, że może nawet Katherine nigdy na niego aż tak nie działała. A przecież były siebie warte. Żadna z nich nigdy nie pragnęła go naprawdę.
Zastanawiał się, czy zawsze był takim masochistą. Najpierw dał się całkowicie oczarować samolubnej suce, która kochała tylko i wyłącznie siebie. Potem jej – niewinnej, naiwnej, zahukanej pensjonarce, która „kochała go" tak bardzo, że uciekła gdzie pieprz rośnie kiedy tylko się odwrócił na moment. Powinien był już dawno zmądrzeć. W ogóle nie poruszał tematu Eleny nawet w swoich rozmyślaniach. Stała się dla niego nietykalna, kiedy sam z niej zrezygnował na korzyść brata. Jak to się mogło stać, że zostawił ją – która, po wszystkim, co zrobił jej i innym, jednak go kochała – by znaleźć Abbey?
Kiedy znaleźli się w kuchni i odwróciła się do niego twarzą, dotarło do niego wreszcie, dlaczego. Miał wreszcie okazję odpłacić jej za ostatnie porzucenie. Miał wszelki zamiar ponownie ją uwieść, właściwie rozkochać, a potem zostawić – tak, jak ona zostawiła kiedyś jego.
Soundtrack:
Glee Cast - You Get What You Give
A/N: No i co dalej?
Dowiemy się jutro, wraz z nowym rozdziałem! :)
Tymczasem dodałam kolejny rozdział swojej własnej, ukochanej, autorskiej historii, Sandglass of Dreams :)
Jej adres to sandglass-of-dreams . blogspot . com (oczywiście bez spacji :)
VeraDeDiamant
