Tales from Angels Sky...
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Oto jeden z pierwszych NAJBARDZIEJ zmodyfikowanych rozdziałów:)
Przenosimy się 20 lat wstecz :)
Rozdział 5
Dwadzieścia lat wcześniej…
Wspomnienia Abbey
Wtedy w Angels Sky panowało nadzwyczaj upalne lato. Po raz pierwszy spędzała tu wakacje prawie przez cały czas sama. Rodzice mieli przyjechać dopiero pod koniec sierpnia, po zakończeniu swojej corocznej podróży dookoła świata. Jane dzwoniła codziennie, ale ponieważ z sukcesem próbowała swoich sił jako modelka i miała ważny kontrakt w Paryżu, nie miała możliwości ruchu.
Abby skończyła wtedy college już chyba po raz setny. Tym razem Yale, specjalizację z literatury angielskiej, która nigdy jej się nie nudziła. Postanowiła wykorzystać samotnie spędzany czas w domu, aby zdecydować, co robić dalej. Najchętniej wróciłaby do śpiewu. Tęskniła za muzyką, za sceną, za tym uczuciem, które ją przepełniało, kiedy wydawała z siebie głos połączony z muzyką… Niestety, ostatnim razem, kiedy występowała publicznie w latach dwudziestych, z tego powodu wystawiła swoją rodzinę na zbyt duże niebezpieczeństwo. Nie mogła pozwolić sobie na to po raz kolejny…
Po tamtych wydarzeniach zaczęła ubierać się nadzwyczaj konserwatywnie, a nieposłuszne, ciemne, kręcone włosy zawsze splatała w dobierany warkocz. Znikneły piękne, efektowne kreacje zgodne z najnowszą modą. Robiła co mogła, by wtopić się w tło – do tego stopnia, że na zajęciach nosiła absolutnie zbędne okulary zerówki w grubej oprawie, chociaż, jak na wampirzycę przystało, wzrok miała sokoli.
Od momentu przyjazdu do Angels Sky miała jeden, powtarzający się sen. Za każdym razem pamiętała z niego coraz więcej szczegółów. Rankiem, zamiast budzić się w swoim własnym łóżku, leżała na podłodze strychu. Nie działo się tak bez powodu. Zaczęła lunatykować! Na dodatek, na pustej, pomalowanej na kremowy odcień ścianie na strychu, która dokładnie oddzielała skrzydło wschodnie od zachodniego, co rano miała przed sobą coraz bardziej szczegółowy szkic. Szybko zrozumiała, że musiała co noc niezależnie od siebie wstawać z łóżka, wchodzić na strych i szkicować na tej ścianie.
Po tygodniu miała już przed sobą sylwetkę człowieka. Można już było także zauważyć, że był to wysoki, szczupły, ale atletycznie zbudowany mężczyzna. Po dwóch tygodniach dostrzegała już jego rysy. Potrafiła spędzać godziny, zafascynowana wytworem własnej wyobraźni, który materializował się w postaci obrazu na ścianie.
Gdy minął czerwiec, dosyć dokładnie widziała już nadzwyczaj przystojnego faceta o ciemnych włosach, kpiącym uśmiechu i przeszywającym spojrzeniu oczu przynoszących na myśl ciemną czekoladę. Oczarowana, często wtedy przez całe dnie marzyła o tym, by spotkać tajemniczego mężczyznę ze swych snów.
Była w tamtych czasach jakby oderwana zupełnie od rzeczywistości, pogrążona w przeszłości, którą już dawno temu zaczęła wspominać tylko jak przez mgłę, jakby brakowało jej najważniejszych fragmentów układanki.
Tamten dzień spędzała w kuchni, ponieważ wpadła na pomysł, by przepisać stare przepisy babek i prababek. Długi i szeroki stół, który co dwie dekady służył jej rodzinie do codziennych posiłków, przysłonięty był w całości zapiskami i notatkami.
W pewnym momencie do środka wbiegła zdyszana Sabine LaFayette, jej przyjaciółka. Była także potomkinią potężnego rodu czarownic, właściwie jednego z najsilniejszych w dziewiętnastym wieku w Nowym Orleanie. Do momentu przemiany rodziny Donovanów prababka Sabine – Ava LaFayette – była ich gospodynią. Z tego, co pamiętała Abby, potem chciała ich wszystkich zabić, ale nie zdobyła się na to, ponieważ od zawsze była do nich bardzo przywiązana. Zamiast tego stworzyła dla całej czwórki amulety z lapis-lazuli, dzięki którym mogli bez problemu poruszać się w świetle dnia.
Wdzięczna rodzina opiekowała się kolejnymi pokoleniami jej rodziny. Zaledwie dwudziestoletnia Sabine na początku lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku należała do najmłodszego pokolenia swego rodu. Założyła niedaleko Angels Sky lecznicę dla zwierząt i tam spędzała najwięcej czasu. Miała ciemną karnację i oryginalną, egzotyczną urodę, która wyróżniała ją spośród rówieśnic. Między innymi dlatego to najczęściej mężczyźni przyprowadzali do niej na leczenie swoje psy, koty, kanarki i cokolwiek też innego przyszłoby im do głowy.
Sabine przede wszystkim odznaczała się silnym charakterem. Były bardzo blisko związane z Abby, ale nigdy nie obawiała się krytykować postępowania naturalnego dla wampirów. Nigdy nie pozwoliłaby nikomu z Donovanów na pożywianie się mieszkańcami Blue Creek, Ennis i ich okolic.
Czarownica pojawiła się w kuchni Angels Sky i, bardzo wzburzona, zaczęła wyrzucać z siebie informacje, które spowodowały, że w Abby obudziły się wszelkie mordercze instynkty.
Obcy wampir polował na ludzi w okolicznych lasach, a przede wszystkim – w znajdującym się niedaleko parku Yellowstone. Głównymi ofiarami byli turyści, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie.
Tego samego dnia Abby i Sabine rozpoczęły poszukiwania intruza. Stosunkowo szybko stworzyły wąskie grono podejrzanych. Każdy nowoprzybyły mógł stanowić zagrożenie. Okazało się jednak, że od jakiegoś czasu nie odwiedzano tych okolic, więc po krótkim czasie pozostał tylko jeden kandydat – nieznany Damon Salvatore.
Wynajął na dwa tygodnie najbardziej luksusową rezydencję w Ennis. Abby czuła przez skórę, że to musiał być on. Problem polegał tylko na tym, że był wiecznie nieobecny i nikt do tej pory nie widział go na oczy.
Abby spędziła dwa dni kręcąc się w pobliżu. Drugiego wieczora wreszcie ktoś się tam pojawił. Z bardzo daleka słyszała głosy, śmiechy i głośną muzykę. Czym prędzej, razem z Sabine, znalazła się przed wejściem rezydencji. Miały tylko jeden problem - jej właścicielka żyła i nie zapowiadało się, by mogło być inaczej. Abby nie mogła wtargnąć do środka, ponieważ nigdy wcześniej nie została tam zaproszona. Nie pozostawało im nic innego, jak w jakiś sposób wykurzyć podejrzanego ze środka. Ale przecież mogły zacząć od zwykłego zadzwonienia do drzwi. Dopiero po dłuższej chwili usłyszały, jak ktoś podchodzi do głównego wejścia, a zaraz potem drzwi otworzyły się szeroko...
Wspomnienia Damona
Właściwie trudno by mu było powiedzieć, co robił w tamtym czasie. Przenosił się z miejsca na miejsce, dając upust swoim żądzom, zachciankom i wszystkiemu, na co przyszłaby mu ochota. Oczywiście, nieustannie także pałał żądzą zemsty na swym młodszym bracie i szukał coraz ciekawszych sposobów na to, by uprzykrzyć mu życie. Jednak, przede wszystkim, ostro imprezował. Po drodze z Chicago do San Francisco coś mu się odmieniło i wpadł na pomysł, by wpaść do Montany i tym razem popolować trochę na turystów odwiedzających Yellowstone. Uznał, że dwa tygodnie wystarczą, by przeszła mu ochota by kontynuować realizację tego idiotycznego pomysłu.
Na zakończenie pobytu sprowadził do wynajętej rezydencji kilka panienek na małą orgietkę. Uznał, że to dobrze, że już wyjeżdża, bo zaczynała go poważnie nudzić łatwość, z jaką interesował sobą wiejskie dziewoje. Zatęsknił za jakimś wyzwaniem. Potrzebował odmiany. Potrzebował znów wielkiego miasta…
Po kolejnej rundzie tańców, podczas których przynajmniej raz ugryzł każdą z obecnych, nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Wściekły, że ktoś przerywa mu kolację, poszedł jednak do głównych drzwi, mając zamiar zauroczyć intruzów: albo, żeby spadali, albo – jeśli byłyby to jakieś laski – żeby weszły do środka i przyłączyły się do zabawy. Jednak zupełnie nie spodziewał się, kogo rzeczywiście może zobaczyć za drzwiami…
Soundtrack:
Emmy Rossum – Sentimental Journey
A/N: Jak widać, mieliśmy okazję zerknąć w przeszłość Abby...
Wygląda też na to, że mężczyzna, którego szkicowała po nocach to jednak NIE Damon.
W takim razie kto? ;)
Do kolejnego rozdziału;)
VeraDeDiamant
