Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 6

Wspomnienia Damona

Miał przed sobą Piękną i Bestię. To było jego pierwsze skojarzenie, kiedy ujrzał dwie młode dziewczyny na ganku. Nigdy wcześniej nie widział dwóch tak bardzo różniących się od siebie kobiet. Piękna była niska i drobna – wręcz filigranowa. Skóra o odcieniu orzecha włoskiego błyszczała zdrowiem, zdumiewająco jasne, jakby kocie oczy obserwowały go ze skupieniem i jednoczesnym lekceważeniem. Tylko serce, którego przyśpieszone bicie doskonale słyszał, wskazywało na to, że może być zdziwiona tym, kogo widzi. A raczej – kogo nie widzi. Spodobała mu się natychmiast i naszła ochota, by jednak zaprosić ją do środka.

Jej towarzyszkę by jednak raczej sobie odpuścił. Już na pierwszy rzut oka zapowiadała się nieciekawie. Wyglądała jakby w jakiś magiczny sposób przeskoczyła tam z lat pięćdziesiątych, albo jeszcze wcześniej. Bezkształtne, workowate ubranie o szaroburym odcieniu zakrywało ją od stóp do głów, więc, nawet, gdyby miała bardzo interesującą figurę, nie było tego widać. Pomyślał, że musiała uczęszczać do jakiejś przerażającej, nadzwyczaj konserwatywnej szkoły prowadzonej przez zakonnice. Albo była biblioterką, w dodatku – wcale nie seksowną.

Kiedy jednak przeniósł wzrok z koszmarnego stroju na jej twarz, zmienił zdanie. Chociaż splatała włosy w ciasny warkocz, od którego musiała ją boleć głowa, a na nosie miała wielkie okulary w grubych oprawkach, to delikatne, regularne rysy mogły wskazywać, że może być nawet ładna. Uroku dodawały jej usta o przepięknym wykroju i niezwykłe, niewinne orzechowe oczy w których odbijała się cała gama emocji, które przeżywała. Czuł ogromną chęć zdarcia jej z nosa tych okropnych patrzałek, rozpuszczenia włosów i całowania jej do utraty tchu. Emocje i uczucia, które już dawno po prostu wyłączył, zaczęły w tym momencie budzić się z głębokiego snu. Nie potrafił tego zrozumieć, ale na jej widok po raz pierwszy od bardzo długiego czasu znów… czuł.


Wspomnienia Abby

Żeby Abby przestała gapić się bezmyślnie na przystojniaka przed sobą, Sabine musiała dać jej kuksańca w bok. Dziewczyna przerwała kontakt wzrokowy z mężczyzną, od którego po całym jej ciele przeszedł dreszcz. Przemówiła sobie do rozumu i przybrała na twarz uprzejmy uśmiech i udało jej się nie podskoczyć, kiedy usłyszała głęboki, nadzwyczaj przyjemnie brzmiący głos obcego.

- Dzień dobry, drogie panie. Czy mogę w czymś pomóc?

Na szczęście nie musiała odpowiadać. Bee doskonale wiedziała, dlaczego Abby zareagowała tak na nieznajomego – w końcu, chociaż była od niej ponad sto pięćdziesiąt lat starsza, przez cały ten czas trzymała się z dala od facetów…

- Dzień dobry. Szukamy pani Garrison… - Już wcześniej ustaliły, że najbezpieczniej będzie spytać po prostu o właścicielkę domu.

Damon przybrał na twarz olśniewający uśmiech, który spowodował, że Abby wstrzymała na chwilę oddech, a nawet negatywnie nastawiona do niego Sabine poczuła się przez moment oczarowana.

- Niestety, Fanny, to znaczy, mojej przesympatycznej gospodyni, nie ma w domu. Może zechciałybyście poczekać na jej powrót w środku?

Jednak odporna na jego wdzięki Bee pokręciła głową.

- Wolimy zostać tutaj. Tak pięknie świeci słońce, chętnie przejdziemy się z powrotem do domu…

- Ależ nalegam…

Abby zdążyła dojść do siebie i przypomnieć sobie wreszcie, dlaczego się tam znalazły. Odczekała zaledwie ułamek sekundy po tym, jak wychylił się za próg – prawdopodobnie po to, by znów zaprosić je do środka, kiedy wykorzystała moment jego nieuwagi, złapała go za koszulę i całą swą wampirzą siłą przygwoździła go do ściany budynku. Bee w tym momencie wstrzyknęła mu sporą dawkę werbeny.

Dopiero po dłuższej chwili Abby zdołała się uspokoić by ukryć krew, która nabiegła jej do oczu, żyły, które je otoczyły oraz swe ostre, wampirze kły. Kiedy wróciła do swojego normalnego stanu, zdała sobie sprawę z tego, że w jego oczach przed utratą przytomności zauważyła zdumienie pomieszane z zaciekawieniem oraz, że jego twarz też na chwilę nabrała wampirzych cech.

Abby odetchnęła głęboko, stojąc nad nieprzytomnym Damonem. Spojrzała na przyjaciółkę i pokiwała głową.

- To on, na pewno. Mamy go.


Wspomnienia Damona

Obudził się. W końcu. Nie, żeby jego sytuacja była choć odrobinę lepsza. Wnętrzności paliły go żywym ogniem, a kiedy oprzytomniał, zorientował się, że jest przywiązany do fotela sznurami mocno nasiąkniętymi werbeną. Świetnie. Tylko tego brakowało. Zapamiętać na przyszłość: za diabła nie wybierać jako miejsca na wakacje jakichś zapadłych wsi! Trzeba było się trzymać dużych miast.

Kiedy się ocknął i uniósł głowę, zobaczył, że znajduje się w jakiejś przeklętej szopie a nad nim stały tamte dwie dziewczyny. Na widok pensjonarki z piekła rodem jego wszystkie mięśnie spięły się, gotowe do ataku. Niestety, sznury z werbeną skutecznie hamowały jakikolwiek ruch. Gdyby jego spojrzenie mogło zabijać, dziewczyna byłaby już martwa.

- Co to ma znaczyć, do cholery?! – Nie odwracał ani na moment nienawistnego wzroku od dziewczyny. – Czego chcecie?

- Miło, że pytasz. – Egzotyczny drobiażdżek, który ośmielił się wstrzyknąć mu końską dawkę werbeny, stał z jego drugiej strony z rękoma założonymi na piersi. – Tak się składa, że mógłbyś coś dla nas zrobić…

Pierwsze skojarzenie nasunęło mu się samo i nie miał na to wpływu. Szybko jednak uwolnił się od tych, jakże zachęcających, myśli i przypomniał sobie o jednym ważnym szczególe. Zaatakowały go werbeną. Przybrał na twarz najskuteczniejszy ze swoich uśmiechów i jednocześnie obserwował reakcje obu kobiet.

- Wnioskując z tego, że potraktowałyście mnie werbeną, założę się, że ma to coś wspólnego z tym, że jestem wampirem. Aż dziwię się, że jeszcze nie użyłyście kołka.

Piekielna pensjonarka parsknęła śmiechem, nachyliła się ku niemu, opierając dłoń o oparcie jego fotela. Ich twarze dzieliły centymetry, więc z łatwością widział w jej tęczówkach złote refleksy otoczone jasnozieloną obwódką. Po wcześniejszym oszołomieniu dziewczyny nie pozostał nawet ślad. Teraz była po prostu wściekła i prawie udało jej się to przed nim ukryć.

- Jeszcze nie. Ale nie martw się, już na ciebie czeka.

W tym momencie przypomniał sobie, co zobaczył tuż przed utratą świadomości. Jej oczy, kły… Och, poczuł się znacznie pewniej. Na wszelki wypadek zrobił skruszoną minę i nie spuszczał wzroku z dziewczyny. Celowo też mówił prawie że prosto w jej usta:

- Och, wybacz, jeśli naruszyłem twój teren… Nie wiedziałem, że to… urocze miasto jest już przez kogoś zajęte…

Niestety, nie straciła rezonu. Uniosła jeden kącik ust w kpiącym uśmiechu i odsunęła się. Razem z tą drugą stanęły przed nim ramię w ramię, przypominając pluton egzekucyjny.

- Słuchaj, Salvatore. Mamy dla Ciebie następujący deal: przestajesz polować na naszych ludzi i wyjeżdżasz z miasta, jesteś cały i zdrowy; zostajesz – dorwiemy cię i ten ślicznie zdobiony kołek – wskazała na mordercze narzędzie w rękach egzotycznej piękności – zyska nowego przyjaciela. Więc jak będzie?

Wybór był oczywisty. Jednak spojrzał na nie spod przymkniętych powiek i zacisnął zęby, udając że się zastanawia. Znów przełączył swój urok osobisty na tryb turbo.

- To wielce korzystna oferta, drogie panie. Byłoby o wiele sympatyczniej, gdybyście się przedstawiły. Wiecie kim jestem. Czemu nie odwdzięczycie się tym samym?

Dziewczyny wymieniły spojrzenia i zaraz odpowiedziały.

- To, kim jesteśmy, nie ma znaczenia. Wchodzisz w to, czy nie?

Westchnął ciężko, w głowie opracowując plan. Może wydawało im się, że są dobre w tej grze, ale on był lepszy. Dla niepoznaki, skinął głową na znak zgody.

- Jasne, że wchodzę.


Soundtrack:

Carrie Underwood – Cowboy Casanova


A/N: Haha! :) Nie ma to, jak dwie silne kobiety!:)
Ciąg dalszy już jutro! :)

VeraDeDiamant