Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 8

Damon szybciej otrząsnął się ze wspomnień, które dopadły ich oboje. Zauważył, że Abbey wciąż spogląda nieobecnym wzrokiem, przeżywając na nowo wydarzenia z ich wspólnej przeszłości.

Nie wytrzymał długo i najpierw pomachał jej przed twarzą dłonią, a kiedy nie zareagowała, ryknął prosto do ucha:

- Haaalooo! Ziemia do Abbey! Czy jest tam kto?!

Odskoczyła od niego jak oparzona, ale także natychmiast oprzytomniała.

- Czy ciebie już całkiem pogięło?! – Znów była wściekła. I bardzo dobrze. Przynajmniej w tym momencie. Damon wyszczerzył zęby w uśmiechu i uniósł brwi, kiedy zauważył coś interesującego.

- Ślinka ci cieknie. Myślałaś o mnie, co? Może na przykład o… tamtym spaghetti, które ostatecznie wylądowało na podłodze w kuchni?... – To wspomnienie przez ostatnie dwadzieścia lat często go nawiedzało, szczególnie w snach.

Zamiast odpowiedzieć na pytanie, ręce Abbey opadły przy bokach w wyrazie bezsilności, oczy wzniosła do góry, jakby modliła się o cierpliwość, po czym przeszła na przeciwną stronę kuchni, rzucając:

- Ale z ciebie dupek!

Haha! Trafił w czuły punkt.

Stała naprzeciwko, obok wyspy kuchennej. Damon oparł się o blat po swojej stronie i oparł brodę na dłoniach, uśmiechając się od ucha do ucha.

- Och, ale… fajny dupek, co nie?

Gdyby wzrok Abbey mógł zabijać, zginąłby już pewnie z pięćdziesiąt razy w ciągu ostatniej minuty. Hmmm… Nowy rekord!

- Aha. I do tego mitoman, narcyz, megaloman i popapraniec.

Damon zdawał się upajać każdym jej słowem.

- Już oszczędź mi tych komplementów, bo się jeszcze zarumienię!

Z ogromną satysfakcją zobaczył, jak Abbey rzuca pod nosem całą mięsną wiązankę. Jeszcze więcej komplementów! W końcu jednak zdołała odetchnąć głęboko i, zakładając ręce na piersi, uśmiechnęła się słodko.

- Jeśli już tak bardzo chcesz wiedzieć, o czym wtedy pomyślałam, to bardzo proszę. Wspomniałam, jak bardzo smaczny był superprzystojniak, którego upolowałam sobie w sobotę i wciąż trzymam jako zapasowe źródło krwi. Nie dość, że gorącokrwisty, to jeszcze świetny w łóżku…


Abby z prawdziwą przyjemnością obserwowała, jak szeroko uśmiechniętą twarz Damona wykrzywia furia. Wiedziała, jak mu dopiec. Nigdy nie znała kogoś od niego bardziej zaborczego i pilnującego swojego terytorium. Kiedy „byli razem", bardzo często akcentował, że Abby jest „jego". Czasami wydawałoby się nawet, że „moja" było jego ulubionym epitetem w stosunku do niej. Przyjemnie było potwierdzić swoje przypuszczenie, że pod tym względem wszystko było po staremu. Teraz mogła nawet wykorzystać tę słabość jako swoją broń.

Z triumfalnym uśmieszkiem minęła go i podeszła do lodówki, by wyjąć produkty do obiadu. Nawet nie zdziwiła się, że – kiedy odwróciła się z naręczem najróżniejszych smakołyków – Damon stał tuż za nią z mordem w oczach.

Kiedyś, dawno temu, powiedziałaby mu prawdę. Prawdziwy obiekt jej westchnień przecież… w ogóle nie istniał. Tylko jego portret udało jej się naszkicować, lunatykując. Do tej pory jakoś przecież nie spotkała takiego cuda na żywo…

Natomiast ten cały „superprzystojniak" owszem, wyględny był, ale przy tym był zboczeńcem i gwałcicielem, który próbował ją napastować wieczorem na ulicy. Przypłacił to sporą utratą krwi, utratą części pamięci i… kastracją. Abby nigdy nie była litościwa dla takich typów.

W sumie, trudno było jej się dziwić. To banda pijanych żołnierzy konfederatów, a jednocześnie wampirów, pewnej burzowej nocy po prostu z nudów napadła jej rodzinę podczas snu, zamieniła ich wszystkich w wampiry i spaliła rodzinną rezydencję. Zostawili ich samych sobie, bezdomnych, bezbronnych, nieumiejących się zupełnie odnaleźć w nowej sytuacji. Potem przez jakiś czas rodzina Donovanów stała się nocnym postrachem okolicy i dopiero po interwencji Avy LaFayette oprzytomnieli i nauczyli się kontroli nad swoją żądzą krwi.

Abby nigdy nie opowiedziała Damonowi, jak stała się wampirem. Chociażby dlatego, że wspomnienia z tego okresu zdawały się szczególnie mgliste – prawdopodobnie z powodu długiego stanu upojenia krwią u nowonarodzonego wampira. Zmieniała temat, kiedy o to pytał, przede wszystkim pragnąc dowiedzieć się jak najwięcej o nim.

Bez słowa wepchnęła mu w ręce wszystko co wyjęła z lodówki i z wyzwaniem w oczach usiadła przy wyspie kuchennej na stołku barowym.

- No wyduś to z siebie, Salvatore, widzę, że musisz, że się nie powstrzymasz. Ależ proszę bardzo. Czekam. – Założyła ręce na piersi i czekała na jego reakcję.

Nie trwało to długo. Damon właściwie rzucił wszystko na blat i wzrokiem dusił ją, wbijał jej kołek w serce, ucinał głowę, ćwiartował na drobne kawałeczki i wszystko inne, co tylko mogłoby mu przyjść do głowy.

- Nazwisko. – Wysyczał.

Abby pozostała niewzruszona.

- Uważaj, mogłeś potłuc jajka. Albo butelkę z mlekiem…

Uderzył pięścią w marmurowy blat – na tyle silnie, że pojawiło się wgłębienie. Dobrze, że zamierzali zrobić remont.

- Powiedziałem: nazwisko!

Abby udała oburzoną, w duchu śmiejąc się na cały głos.

- Żebyś mnie pozbawił dostaw świeżej krwi?! Zapomnij! Nie mam zamiaru się dzielić!


Jak to było możliwe, że w środku wszystko się w nim gotowało na samą myśl o tym, że jakiś facet mógłby się do niej zbliżyć? Nie miał zamiaru się nad tym w ogóle zastanawiać. Przecież przyjechał po to, by się na niej mścić, a nie wiązać z nią ponownie.

- To ja nie dzielę się z nikim tym, co moje. – Odpowiedział, jednocześnie wyobrażając sobie wszelkie możliwe rodzaje tortur, jakimi uraczyłby kogokolwiek, kto by się do niej zbliżył. Jej postawa jeszcze dodatkowo wzmagała jego wszechogarniającą wściekłość.

- Tak się składa, Salvatore, że to działa akurat w dwie strony.

Przekręciła się na stołku i próbowała wyjść z kuchni, ale zdążył w mgnieniu oka złapać ją w pół, przygnieść do ściany i dopiero, kiedy ich twarze dzieliły milimetry i zdawało jej się, że ją pocałuje, odezwał się.

- A co to, do cholery ma niby znaczyć?!

Jej wzrok był twardy, przez chwilę wyglądała, jakby chciła za jego pomocą spalić go żywcem. Wiedział, że zawsze tak wyglądała, gdy była doprowadzona do największej wściekłości. Jej orzechowe oczy nie przestawały ciskać błyskawic, gdy wypowiedziała tylko jedno słowo.

- Katherine.


Soundtrack:

Taylor Swift – Picture to Burn


A/N: Nie ma to jak Katherine, żeby nabruździć :)

Do następnego rozdziału!

VeraDeDiamant