Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 9

Odsunął się od niej, ale tylko odrobinę. Wiedziała, że trafiła w dziesiątkę. Zauważyła, zaledwie przez ułamek sekundy, że Damon nie bardzo wiedział, co mógłby jej powiedzieć. Ale przecież najlepszą obroną jest atak.

- Co ma do tego Katherine?! – Zapytał, a jego głos wypełniała wciąż wściekłość.

Żeby rozproszyć jego uwagę, tym razem to ona przybliżyła się do niego i jej usta prawie muskały jego wargi.

- A jak myślisz? – Zdołała odepchnąć go mocno i oparła dłonie na biodrach w wojowniczej pozie. – Jakoś dwadzieścia lat temu zapomniałeś wspomnieć mi o tym, że ona jednak przeżyła tamten pożar i że szukasz sposobu, by ją odzyskać… Ten jeden, drobny, maleńki szczególik jakoś nigdy nie przeszedł ci przez gardło! – Stopniowo podnosiła głos, by w końcu krzyczeć na całe gardło.


Jeśli chodzi o krzyki, to spotkała równego sobie.

- To nie miało związku z tobą!

Nie miała zamiaru dawać za wygraną.

- Oczywiście, że miało! Mówisz o „własności" i „niedzieleniu się z innymi", a właściwie byłam dla ciebie tylko chwilową rozrywką przed odnalezieniem Katherine!

Była tak wściekła, że Damon bez problemu, zanim zdążyła się zorientować, znów przygwoździł ją całym swoim ciałem do ściany. Oboje byli jednakowo wściekli, ich serca tuż obok siebie biły w tym samym rytmie, ich oddechy się mieszały, a ich oczy nawzajem rzucały w siebie gromy i przyciągały ich do siebie. Z rękoma po obu stronach jej głowy nie dawał jej możliwości ucieczki.

- Nigdy. Nie. Byłaś. Tylko. Chwilową. Rozrywką. – Zaakcentował każde słowo, dając jej czas, by do niej dotarło.


Abby czuła, że łzy powoli napływają jej do oczu. Powstrzymywała je z coraz większym wysiłkiem. Przecież już dość się przez niego napłakała…

Owszem odeszła przecież wtedy od niego z powodu pojawienia się Katherine. Jej świadomość wolała taką wersję wydarzeń. Jej podświadomość, a raczej po prostu sumienie, przypominały jednak, że nie była to jedyna przyczyna jej nagłego wyjazdu do Anglii dwadzieścia lat temu.

Równie ważny, a może nawet ważniejszy, był fakt, że którejś nocy obudziła się gwałtownie, całkowicie świadoma, że śniła znów o NIM. Tym razem nie uśmiechał się już do niej kpiąco, tylko z jakiegoś powodu wręcz rozsadzała go wściekłość. Poczuła się tak, jakby to, co było między nią i Damonem w jakiś sposób stanowiło zdradę wobec NIEGO – tego wytworu wyobraźni, który tak długo już ją prześladował.

Ponieważ nie miała najmniejszego zamiaru przyznawać się do tego chaosu, jaki panował wtedy w jej sferze uczuciowej, uznała, że najlepszą obroną będzie atak.

- Nie?! W takim razie czym BYŁAM?! – Robiła co mogła, by głos jej się nie załamał. Dlatego to zabrzmiało jak warknięcie.

Długa, naprawdę długa cisza. Widziała w oczach Damona, jak kolejne trybiki przekręcają się w jego głowie. Albo kombinował, jak się wykręcić od odpowiedzi, albo zastanawiał się, jakim kłamstwem ją uraczyć.


Wiedział, co chciała usłyszeć. Wiedział także, że kiedy ostatnimi czasy powiedział to kobiecie, to zawsze kończyło się katastrofą. Nawet, gdyby był pewien swoich uczuć wobec Abbey – a nie był, ponieważ wciąż przede wszystkim był na nią wściekły – nie mogłoby mu to przejść przez gardło.

Co chciałby jej odpowiedzieć? „Byłaś Moją Nadzieją." – Wtedy może i tak, ale nie w tym momencie. Nie po tym, co mu zrobiła. Poza tym, to brzmiało koszmarnie. Płytko. Łzawie. Jak z jakiegoś słabego romansu. Miał od razu odruch wymiotny.

Zdał sobie sprawę z tego, jak najboleśniej mógłby ją w tym momencie zranić – jak naprawdę się zemścić za tamto porzucenie. Czemu by nie powiedzieć po prostu, że ją kocha i chce z nią być, a potem ją zostawić? Wzdrygnął się na samą myśl o tym. Zemsta zemstą, ale nie w ten sposób. Chciał, żeby cierpiała, ale to by chyba i jemu złamało serce.

W skupieniu obserwował jej delikatne rysy, jej usta, które nieustannie zapraszały do pocałunku, jej orzechowe oczy, w których zauważył ledwo powstrzymywane łzy.

Zdecydował już, jak wybrnąć z tej sytuacji. Ujął jej twarz w dłonie – tak, by nie była w stanie odwrócić wzroku. Uśmiechnął się krzywo i wreszcie się odezwał:

- Byłaś Nieodpartą Pokusą… - Zrobił przy tym tak zabawną minę, że nie mogła się nie roześmiać. A przy okazji powiedział przecież prawdę – a przynajmniej jedną z jej bardzo ważnych części.


Była w stanie przyjąć taką odpowiedź. Przynajmniej nie opowiedział jej bajeczki o Wiecznej Miłości. W to na pewno nie byłaby w stanie uwierzyć. Ale w Pokusę? Czemu nie?

Pomijając fakt, że jej wygląd w tamtym czasie nie miał w sobie absolutnie nic kuszącego, z czego zdawała sobie w pełni sprawę i z czego w sumie była nawet dumna.

A jednak, była nawet w stanie przyznać, że jak najbardziej odwzajemniała to uczucie. To było jednak trochę za mało, by uleczyć rany na jej sercu, które nie zdołały się zagoić przez dwie dekady. Ujęła jego dłonie w swoje i odsunęła je od twarzy.

W mgnieniu oka była po drugiej stronie kuchni i rzucała mu wyzwanie samym już spojrzeniem. Należało zmienić temat, natychmiast!

- Jak dla mnie nieodpartą pokusą zawsze były twoje potrawy…

Ucieszyła się prawie jak małe dziecko, kiedy Damon westchnął ciężko i w końcu zabrał się za przygotowywanie jedzenia.


Jakimś cudem byli w stanie nawet zgodnie wspólnie przygotować posiłek, a później w cywilizowany sposób wspólnie go zjeść. Damon nie miał zielonego pojęcia, jak to się im w ogóle udało. Chyba zawdzięczali to unikaniu wszelkich drażliwych tematów. Zamiast tego, przypomniał sobie o kolejnej rzeczy, którą bardzo lubił w Abbey – umiała się śmiać. Kiedyś nie rozumiała czasami jego specyficznego poczucia humoru i drażniło ją to. Teraz sama rzucała dowcipnymi uwagami i komentarzami, a na każdą zabawną historię, którą jej opowiedział, była w stanie przypomnieć sobie inną, która podobnie doprowadzała ich do śmiechu do łez. Zręcznie także wybrnęła z sytuacji, kiedy rzucał dwuznaczne uwagi i czekał na jej reakcję. Napięcie seksualne pomiędzy nimi nie zelżało nawet o odrobinę, ale musiało chwilę poczekać. Wspólnie umyli także naczynia, opowiadając sobie przy tym dowcipy.


Podczas wspólnego posiłku i wszelkich związanych z nim aktywności, Abby poczuła, że przez ten krótki czas miała znów przed sobą faceta, którego poznała dwie dekady wcześniej. Faceta, który tak bardzo ją wtedy oczarował…

Już od bardzo dawna nikt nie był w stanie w tak krótkim czasie doprowadzić ją do śmiechu. Kiedy już umyli naczynia, zgłosiła się, by sama mogła je wycierać. Damon upierał się, by jej pomóc, ale oboje potrzebowali chyba chwili samotności, by przemyśleć to wszystko.

Dopiero po jakimś czasie zorientowała się, że od pięciu minut wyciera tę samą szklankę. Kiedy spojrzała na nią przez światło, niechciane wspomnienia znów zaczęły ją prześladować. Ten irytujący głosik, to wyzywające spojrzenie… Te przerażające słowa:

- Tak mi cię żal, biedna, naiwna biedulko. Wmówiłaś sobie, że on cię kocha, co? To dlaczego od ponad stu lat szuka sposobu, by uratować Katherine? Jak tylko ją uwolni, zostawi cię i zniknie na zawsze…


Soundtrack:

Avril Lavigne – Complicated


A/N: Nie ma to jak Katherine, żeby zepsuć nastrój ;)
Do następnego rozdziału!

VeraDeDiamant