Tales from Angels Sky...
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 10
- Wiesz, że ta szklanka już nie może być czystsza, co nie? – Głos Damona wyrwał ją zamyślenia. Kiedy się odwróciła, stał w drzwiach, opierając się o ich futrynę i uśmiechając się krzywo - tak, jak miał w zwyczaju.
Abby odłożyła szklankę do szafki. Na szczęście to było już ostatnie naczynie do sprzątnięcia. W tym momencie poczuła, że coś się zmieniło.
- Dlaczego tu jest tak ciepło? – Ogrzewanie musiało być mocno podkręcone. Nagle wydawało się, jakby w środku zimy w Angels Sky było gorąco jak w upalny letni dzień. Albo jakby Angles Sky przeniosło się w magiczny sposób do Alabamy w tym czasie w roku, w miejsce swojej poprzedniczki. Szybko ściągnęła przez głowę sweter i pozostała w cienkim golfie, pod którym miała tylko koronkowy stanik. Damon natomiast przyglądał się z dziwną satysfakcją temu, co robiła i oczywiście nie zamierzał odpowiadać na pytanie.
- Wiesz, w sumie mogłabyś pominąć tę część z aluzjami i niby przypadkowym zdejmowaniem ubrań. Nie sądzisz, że ten etap mamy już dawno za sobą? Jeśli chcesz seksu, po prostu powiedz.
Jej biedne, przez lata niezaspokojone w pełni libido wręcz krzyczało, by się zgodzić, jednak zaraz wróciła na ziemię i natychmiast uciszyła te wredne głosy. Szlag by to trafił. Nie mogła sobie przecież pozwolić na taką komplikację. Nie, jeśli zamierzała wyciągnąć od Damona informacje i wykopać go za drzwi. Z drugiej strony… może wtedy szybciej puściłby farbę… Upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu…
NIE! Za diabła nie!
W środku wciąż pełna sprzecznych emocji, Abby zdołała zmrozić Damona wzrokiem i, wykorzystując prawie cały zapas umiejętności aktorskich, przemówiła chłodno.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
W mgnieniu oka był przy niej – tak blisko, że aż zakręciło jej się w głowie.
- Ależ odpowiedziałem.
Prawda. Ale ani jej się śniło przyznawać do tego, dlatego wojowniczo pokręciła głową w zaprzeczeniu. Odsunęła się od Damona, odrzuciła sweter na jedno z krzeseł kuchennych i bez słowa wyszła z kuchni
Od razu też poznała przyczynę tego, że w domu było tak gorąco.
Kominek w salonie buchał żywym ogniem, chociaż wcale nie było takiej potrzeby. Okna były zasłonięte, więc w pokoju panował półmrok. Na podłodze rozłożono gruby koc i położono kilka poduszek z sofy. Obok stał chłodzący się w kubełku z lodem szampan i dwa kryształowe kieliszki. Z umieszczonych w kilku miejscach głośników grała cicho muzyka ze stacji, w której włączony był jej iPod. W dodatku została na nim włączona playlista, na której były same pościelowy. Czy to dlatego, że czasami po prostu lubiła się trochę katować, kiedy nawiedzało ją zbyt dużo intensywnych pragnień i wspomnień? Damon jakby od zawsze wyczuwał, jak podatna była na działanie muzyki...
Nietrudno było się domyślić, kto za tym wszystkim stał. Abby oparła dłonie na biodrach i gwizdnęła cicho.
- Nie traciłeś czasu…
- Owszem, miałem go całkiem sporo. Strasznie opornie ci szło to wycieranie naczyń. – Niezrażony jej nędznymi próbami uporu, Damon stanął tuż za Abbey i szepnął jej to do ucha. Kiedy odwróciła się gwałtownie, by zaserwować mu jakąś ciętą ripostę, wyprzedził ją. – Hej, mówię, jak było!
Jej oczy rzucały błyskawice, ale zbyt dobrze ją znał, by się tym przejąć.
Tak, oboje mieli chwilę czasu, by sobie spokojnie wszystko przemyśleć. Jego konkluzja była prosta i jedyna właściwa: nie wytrzymają zbyt długo tego napięcia, niezależnie od tego, jak bardzo będą się kłócić. Lepiej od razu przejść do rzeczy, potem i tak będą mieli dużo czasu, żeby rzucać się sobie do gardeł.
- Chciałaś, żebym ci wyjaśnił, dlaczego opowiedziałem swoją historię tej pisarce. Dlaczego nie miałoby się to odbyć w nieco przyjemniejszych warunkach? – Powiedział to tak niewinnym tonem, że nawet w jego uszach zabrzmiało to jak prawda i tylko prawda.
Abbey nie dała się tak łatwo zwieść. Jej podejrzliwy wzrok wciąż lustrował całą jego postać.
- Opowiesz mi o tym? Tak po prostu?
Uśmiechnął się nadzwyczaj przekonująco i przytaknął.
- Słowo harcerza.
Błąd. Parsknęła śmiechem i w tym momencie już w ogóle mu nie wierzyła.
- Nigdy nie należałeś do harcerstwa.
Ale zdarzyło mu się parę razy być z byłymi harcerkami. To już się powinno liczyć! Takie wytłumaczenie chyba by jednak do niej nie przemówiło. Zamiast gadać, należało działać. Zamierzał wkrótce zakończyć pierwszy etap swojego planu...
Damon pocałował Abbey zanim zdążyła się odsunąć czy uderzyć go w twarz. Pocałował ją tak, jak należało od samego początku: wkładając w to całe swoje doświadczenie, kunszt i maestrię. Chociaż nawet nie potrafił się sam sobie do tego przyznać – w ten sposób, bardzo powoli, zaczął ponownie oddawać jej także swoje serce. Zaczął bardzo delikatnie, dając jej ostatni raz możliwość, by się wycofać. Zorientował się, że początkowo się opierała i próbowała nie reagować, ale wreszcie się poddała i w odpowiedzi na jego pocałunek przylgnęła do niego całym ciałem. Nie zamierzał tracić czasu. Wziął, co dawała, a sam oddał jej jeszcze więcej.
Damon zdążył ściągnąć jej golf przez głowę i usłyszała jego pomruk zadowolenia, kiedy zauważył jej piękny stanik z czarnej koronki. Przecież zawsze jej powtarzał, żeby nosiła ładną bieliznę nie tylko dla pokazania (chociaż, to też było bardzo ważne), ale też dla samej siebie.
Abby rozpięła i zdjęła mu koszulę, a jej dłonie, jakby niezależnie od niej, aż rwały się, by go dotykać. Zawsze tak było. Na chwilę przestała toczyć sama ze sobą dyskusje na temat tego, czy to było właściwe, mądre czy potrzebne. To nie miało w tym momencie już najmniejszego znaczenia. Liczyło się to, że znowu był przy niej, chociaż przez chwilę.
Damon opuścił ramiączka jej stanika i właśnie miał go z tyłu rozpiąć, kiedy…
Och, jakże to typowe. Jak cholernie przewidywalne! I jak piekielnie wkurzające!
Zadzwonił jej telefon. I nie był to cichy, krótki dzwonek, który można by było zignorować. Nie! Głośnik jej komórki wydał z siebie melodię refrenu „Fearless" Taylor Swift tak głośno, jak tylko potrafił.
To był jeden z tych momentów, w których wolałby być przygłuchy – co dla wampira było z góry niemożliwe. Jeszcze lepiej, gdyby Abbey nie dosłyszała dzwonka.
Niestety. Kiedy po około minucie telefon nie przestał dzwonić, Abbey, ku obopólnemu rozczarowaniu, wysunęła się z jego ramion i pobiegła do kuchni, ponieważ zostawiła komórkę na stole.
Damon właściwie modlił się, żeby to była pomyłka. Nie była. Dzwoniła druga panna Donovan – Jane. Ale i tak najgorsze miało dopiero nadejść. Dokładnie słyszał, jak na jej pytanie, czy przypadkiem w czymś nie przeszkadza, półnaga Abbey (stanik przytrzymywała już sobie tylko z przodu, a rozpięte dżinsy zaczynały się zsuwać), odpowiedziała:
- Nie, coś ty. Opowiadaj, o co chodzi.
Głośno zaklął i wcale nie przejął się tym, że Jane z pewnością to także usłyszy.
Owszem, usłyszała.
Soundtrack:
Taylor Swift – Fearless
A/N: Na scenę ponownie wkracza Jane i mogę zapewnić,
że jej postać również jest ważna dla całej historii ;)
Do kolejnego rozdziału! :)
VeraDeDiamant
