Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 11

- To Damon?! Pozdrów go ode mnie! – Abby aż na chwilę odsunęła głowę od telefonu i wpatrywała się w niego, zszokowana.

- Och, ciebie też miło słyszeć, Jane! – Damon, jakby nigdy nic, odpowiedział, bo zdawał sobie sprawę z tego, że dotrze to do niej bez problemu.

Abby zerknęła w jego stronę i po prostu nie wierzyła w to, co się dzieje. Najbardziej denerwujące było, że ona musiała się ze wszystkich sił starać, by nie dyszeć do słuchawki jakby właśnie przebiegła maraton. Głos faceta, który był odpowiedzialny za jej aktualny stan, brzmiał absolutnie normalnie, jakby prowadził pogawędkę przy herbatce. To było takie niesprawiedliwe!

- Skoro już wymieniliście uprzejmości, to może przejdźmy do rzeczy, co? – Prawie warknęła do słuchawki.

Okazało się, że ani rodzice Abby i Jane, ani sama Jane nie wzięli ze sobą spisanych danych na temat wymiarów, jakie miały mieć szafki kuchenne po remoncie. Panna Donovan musiała je znaleźć, bo były potrzebne natychmiast.

Damon oczywiście zdematerializował się szybko, więc nie mogła na niego liczyć. Kiedy znalazła i podała potrzebne informacje siostrze, wyruszyła na jego poszukiwania. Oczywiście, wcześniej poprawiła ubranie, bo strasznie ją irytowało, że lada chwila wszystko może z niej się zlecieć.

Wydawało jej się, że przeszukała całą rezydencję, ale jego nie było. Oczywiście, nie odpowiadał na wołania. Jakże typowo dla niego. Wtedy stanęła przed otwartymi drzwiami prowadzącymi do oranżerii na tyłach domu. Przysięgłaby, że ostatnim razem je zamknęła.

BINGO!

Czuła jednak wewnętrzny opór przed wejściem do wiecznie parnej oranżerii, przypominającej klimatem otoczenie ich plantacji w Alabamie. Wiązały się z nią bardzo określone wspomnienia. Po co więc przypominać sobie własną skończoną głupotę? Z drugiej strony – dlaczego niby miała teraz tak wielką ochotę, by to wszystko powtórzyć?

Wzięła głęboki oddech i powoli zeszła po kilku schodkach i przeszła przeszklonym korytarzem do głównej sali. Kiedy tam dotarła, zobaczyła Damona, który wygodnie rozsiadł się na bardzo starej, wiklinowej kanapie. Oparł głowę na pięści i znów obdarzył ją jednym ze swoich standardowych, irytujących uśmieszków.

- Tak się właśnie zastanawiałem, ile czasu ci zajmie, żeby się domyślić, że tu będę. No i ile czasu będziesz potrzebować, by odważyć się tu wejść.

Abby znów była raczej wściekła niż podniecona. Założyła ręce na piersi i oparła się o barierkę schodów.

- A niby dlaczego miałabym bać się tu przyjść?

Uniósł brwi w wyrazie zadowolenia.

- No wiesz… – Użył wolnej ręki, żeby wskazać na swoje otoczenie.

Wiedziała. Wspomnienia znów ją dopadły i nie chciały zostawić jej w spokoju…


Wspomnienia Abby

Ten pocałunek był dla niej jak trzęsienie ziemi. Nie miała pojęcia, czy na niego odpowiedzieć, czy raczej go odepchnąć. Rozum podpowiadał, by uciekała gdzie pieprz rośnie. Serce już ją bolało, przewidując, że Damon przyniesie jej później ból i smutek. Jednak przemożne pragnienie, która dręczyło ją przez długie lata, zagłuszyła pozostałe głosy w jej głowie. Wiedziała, że właśnie tego jej brakowało. Zastanawiała się, jak mogła sobie pozwolić, by przez tak długi czas nie doświadczyć czegoś tak nadzwyczajnego.

Czuła się trochę tak jak wtedy, gdy, w trakcie swej krótkiej kariery muzycznej, podczas arii bezbłędnie osiągała najwyższe tony, a potem dostawała owacje na stojąco. To chyba jednak było o wiele lepsze.

Instynktownie przylgnęła do niego całym ciałem, oddając mu siebie w posiadanie. Mógłby zrobić z nią co tylko by zechciał, a ona i tak by mu na to pozwoliła. Kiedy jednak odsunął się od niej zaledwie na moment, wróciła jej świadomość.

Co jej w ogóle strzeliło do głowy?! Całować się z nieznajomym? Zaraz tworzyć sobie jakieś nierealne wizje o tym, że będą „żyli długo i szczęśliwie"?

Przecież to morderca! To potwór, którego razem z Bee chciały zniszczyć, a już na pewno pozbyć się ze swojego terenu. On zagrażał ich ludziom, ich przyjaciołom!

Zanim zdążyła się nad tym zastanowić, uderzyła go w twarz. Była tym chyba tak samo zszokowana jak on.


Wspomnienia Damona

Nie pamiętał już, jak mu się udało namówić ją, by udzieliła mu gościny w Angels Sky. Chyba po prostu zaszantażował ją, że ujawni przed lokalną społecznością, kim ona jest. Poskutkowało. Z niechęcią, ale udostępniła mu jedną z sypialni, ale tylko i wyłącznie pod warunkiem, że podczas pobytu będzie się żywił jedynie krwią z torebek.

Trudno mu było samemu sobie wytłumaczyć, dlaczego w ogóle chciał zostać w tej dziurze. Chyba jedynie ta tajemnicza dziewczyna mogła zaintrygować go na tyle, by na moment zrezygnował z podążania za swoim bratem i z uprzykrzania mu życia. Dreszczyk emocji, jaki odczuwał w jej obecności, był o wiele silniejszy niż przy jakiejkolwiek innej kobiecie, którą poznał.

Chyba coś mu się stało w głowę, bo na ten krótki czas zapomniał o Stefanie, zapomniał o Katherine, zapomniał o zemście. Rezerwa, z jaką po tamtym pierwszym pocałunku traktowała go Abbey, spowodowała, że poczuł się tak, jakby wrócił do życia.

Nie naciskał, nie napierał. Przez jakiś czas po prostu czekał. Pogoń za króliczkiem była o wiele ciekawsza niż samo jego złapanie. Drażnił się z nią, rzucał dwuznaczne teksty, co raz to, niby niechcący, ocierał się o nią albo obdarzał ją długimi, wiele mówiącymi spojrzeniami.

Także za każdym razem, kiedy widział, że próbuje znów nosić te absurdalne okulary, wyrzucał je za okno albo łamał kolejną parę na jej oczach. Już małą tradycją stało się, że co rano, kiedy przychodziła do kuchni w kolejnym koszmarnym zestawie „pensjonarki z piekła rodem", żartobliwie marudził, że obraża wampirzą rasę swoim wyglądem. Z przyjemnością także niespodziewanie pojawiał się w jej sypialni, kiedy się przebierała, dzięki czemu zorientował się, że pod obrzydliwym strojem ukrywała świetną figurę: wąską talię, kształtny biust i długie, zgrabne nogi. Prawie niezauważalnie poznawał jej gusta i zwyczaje, zamierzając tę wiedzę wykorzystać później dla swoich celów.

Najbardziej go cieszyło, kiedy jej odpowiedzią na to drażnienie się i żarty, było jednoczesne oburzenie, ale także coraz większe podniecenie. Częściej się uśmiechała pod nosem, kiedy rzucał kąśliwe uwagi i komentarze i wydawała się ostatecznie godzić na jego obecność.

To wszystko trwało kilka tygodni. Przełomowy moment nastąpił, kiedy, z czystej ciekawości, zajrzał do oranżerii, której drzwi były otwarte po raz pierwszy od momentu, kiedy pojawił się w Angels Sky…


- Widzę, że też pamiętasz, co się stało ostatnim razem, kiedy się tu znaleźliśmy… - Damon uśmiechnął się krzywo i obserwował gamę emocji, która przemknęła przez twarz Abbey w tak krótkim czasie.

Dziewczyna szybko wróciła do rzeczywistości i przechyliła głowę, przypominając uważnie obserwującego go kota. Wyraźnie starała się wyrzucić z pamięci pewien epizod, bo doskonale udawała dystans i obojętność…

- Powiedziałeś, że wolę ukrywać się tutaj, żyć pod kloszem, rozpamiętując przeszłość, zamiast ruszyć do przodu, zamiast przyjąć z otwartymi ramionami to, kim się stałam...

W mgnieniu oka był tuż przy niej, zakrywając jej usta dłonią. Ten grymas samozadowolenia nie schodził mu ani na moment z piekielnie przystojnej twarzy. Diabelski błysk w spojrzeniu nadawał mu jeszcze bardziej wygląd upadłego anioła.

- Wiem, co wtedy powiedziałem. Bardziej mnie interesuje to, co zrobiliśmy później, kiedy ci udowodniłem, jak przyjemne jest poddanie się swoim pragnieniom…

Jej oczy były wielkie jak spodki, także dlatego, że wyraźnie miała ochotę coś powiedzieć, a on nie dał jej do tego możliwości. Bardzo powoli odsunął dłoń z jej ust, a kiedy i tak chciała zabrać głos, pocałował ją – dokładnie tak, jak wtedy.

Spodziewał się, że zareaguje podobnie jak w przeszłości – wahaniem, niepewnością, złością, które zostaną powstrzymane przez dręczące ją pragnienie. Pomylił się jednak. Abbey, jakby stawiając wszystko na jedną kartę, natychmiast przylgnęła do niego i przyjęła go całą sobą. Wydawało się, że wszystkie jej zahamowania i wątpliwości poszły w niepamięć. Taki obrót spraw działał wyraźnie na jego korzyść.

Czekał na to od bardzo dawna…


Soundtrack:

Pink – Please Don't Leave Me


A/N: I jeszcze trochę wspomnień sprzed dwudziestu lat... ;)

Do następnego rozdziału!

VeraDeDiamant