Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 12

Pomiędzy kolejnymi pocałunkami przenieśli się na szerokie łóżko, stojące w odosobnionej części oranżerii. To było to samo łoże, na którym kiedyś czasem leżała, przez przeszklony dach wpatrując się w rozgwieżdżone niebo, tęskniąc do czasów, kiedy była jeszcze człowiekiem, kiedy w letnie noce zdarzało jej się sypiać na tarasie swego domu, jeszcze w Alabamie. To było to samo łoże, na którym doszło między nią a Damonem do pierwszego zbliżenia dwadzieścia lat wcześniej.

Tym razem nie było w niej niepewności czy wstydu. Wiedziała, czego może od niego oczekiwać. Przyrzekła sama sobie, że to będzie tylko ten jeden raz, że tylko pozbędzie się tego przeklętego napięcia i frustracji, która dokuczała jej od lat. To miało być dla zabawy, której od dawna potrzebowała i dla pragnienia, które trawiło ich oboje.

Nie padło między nimi już ani jedno słowo – żeby nie zepsuć momentu jakimś zbędnym słowem, które przywróciłoby nieprzyjemne wspomnienia. Abby była Damonowi za to wdzięczna.

Wydawałoby się, że poznają się nawzajem na nowo. Jakby nie pamiętała każdego najdrobniejszego szczegółu w zachowaniu i wyglądzie Damona. W końcu te wspomnienia prześladowały ją szczególnie dokuczliwie podczas tych dwudziestu lat, które spędziła w samotności. Objęła go na wysokości bioder nogami i pocałowała głęboko. Przesuwała z przyjemnością dłońmi po linii jego pleców i bioder. Wiedziała, że niedługo nie będzie się w stanie powstrzymać i wbije w nie swoje paznokcie.

To tylko seks. Obiecała to sobie. Da mi wytchnienie, którego mi tak długo brakowało i będę wreszcie w stanie wrócić do normalności.

Nie mogło być inaczej. Obawiała się, że gdyby było, w końcu postradałaby zmysły i ten przeklęty wytwór jej wyobraźni, którego portret wymalowała na strychu, już nigdy nie dałby jej spokoju…


Zamiast rozmawiać, Damon, absolutnie celowo, właściwie powtarzał każdy ruch, który wykonał wtedy, podczas ich pierwszego razu. Przynajmniej pod tym względem zamierzał wymazać z jej pamięci wspomnienia o jakimkolwiek innym mężczyźnie.

Wreszcie zdjął z niej ostatnią sztukę garderoby! Abbey wydała mu się jeszcze piękniejsza, niż to zapamiętał. Tym razem rozpuszczone włosy miała w nieładzie, a z jej oczu biła pewność siebie i świadomość swojej urody. To dobrze. Wolał ją taką. Nawet, jeśli używała tego jako tarczy – czego łatwo było się domyślić. Wiedziała, czego chciała i nie wahała się żądać tego od niego. To także mu odpowiadało.

Kilka razy zauważył, że próbowała przejąć kontrolę nad sytuacją, może przyśpieszyć tempo, może wyłączyć emocje. Na szczęście w porę udawało mu się temu za pobiec. Wtedy żartobliwie, kręcąc głową w zaprzeczeniu, karcił ją jak małe dziecko gestem, który mówił: „A, a, a, - nie tym razem!". Oczywiście także przypieczętowywał to pocałunkiem, żeby wytrącić ją z równowagi. Wtedy też przez myśl mu przeszło, że chyba tęsknił trochę za tym przez ostatnie dwadzieścia lat. Nie miał najmniejszego zamiaru odpuszczać tego teraz.

Kto wie, może jeszcze zmieni strategię swojej zemsty na Abby? Kto powiedział, że już teraz, zaraz ma ją odtrącać? Mógł przyznać, że trochę za nią tęsknił. Trochę brakowało mu jej pełnych ekspresji oczu i tych ust, które aż prosiły się o pocałunki. W sumie, to nawet kłótnie z nią były bardziej interesujące, niż seks z niektórymi jego partnerkami...


Abby bardzo się pilnowała, żeby sił nie mieszać swych uczuć w to, co się działo między nimi. Miała być twarda, silna i niezależna. Odporna na nieodparty urok Damona. A seks miał być tylko wyrazem ich potrzeb i czystą rozrywką, której jej od dawna brakowało. Zapomnieniem, chwilą rozluźnienia, na którą sobie nie pozwoliła przez dwie ostatnie dekady.

Przez długi czas nie zdawała sobie z tego sprawy, ale wyłączyła swoje emocje na bardzo długo. Nie zrobiła tego jak inni – mordując i bez opamiętania wysysając ludzi do cna. Zamiast tego zamknęła się w hermetycznym świecie nauki, który miał ją chronić przed uczuciami. To nawet działało. Przez jakiś czas. Ale na dłuższą metę nie miało sensu. W końcu – była tylko człowiekiem. I jako człowiek – miała też potrzeby. I to nie tylko fizyczne.

Dwadzieścia late wcześniej była bliska zakochania się w nim. Przyrzekła sobie, że to się już nie powtórzy. Miała tylko w tym momencie nadzieję, że będzie w stanie wytrwać w tym postanowieniu. Już raz przecież z nim próbowała i skończyło się to katastrofą.

Może jednak z jego pomocą znów mogłaby choć przez moment być szczęśliwa. Tego uczucia brakowało jej najbardziej przez minione lata – ani kolejne tytuły naukowe, ani najwspanialsze i najbardziej ekstrawaganckie zakupy, na jakie sobie pozwalała, nie pomagały wypełnić tej dziwnej pustki, jaką miała w sobie, odkąd przestała śpiewać prawie sto lat wcześniej. Zdawało się, że z tym ostatnim występem zatraciła jakąś część siebie – bardzo ważną część siebie. Teraz natomiast, bliskość drugiego człowieka, bliskość właśnie Damona – pomagała jej chociaż na chwilę wypełnić te brakujące elementy układanki.

Zaraz potem Abby przestała myśleć i zatraciła się w ogromie doznań, jakich sobie dostarczali. Każdą pieszczotę czuła wiele razy silniej, każde dotknięcie, każdy pocałunek, każdy wspólny śmiech i intensywne spojrzenia.

Kiedy wreszcie pozwolił im obojgu sięgnąć szczytu, na moment znowu umarła. Po tak długim okresie abstynencji, zdawało jej się, że odczuła swój orgazm tysiąc razy mocniej niż kiedykolwiek przedtem. Nie wiedziała, czy to kwestia długiego postu, czy też umiejętności Damona, ale w tym momencie absolutnie jej to nie obchodziło. A przecież z nim zawsze widziała fajerwerki. Dopiero po jakimś czasie razem wrócili na ziemię, by złączyć się jeszcze w pocałunku i zasnąć w swoich objęciach.

Cóż… przynajmniej wydawało jej się, że Damon zasnął. Objął ją przy tym tak mocno, że nie była w stanie w ogóle się ruszyć. To było tak, jakby za nic nie chciał dać jej odejść. A ona znów czuła się dziwnie – jednocześnie pobudzona i przyjemnie rozleniwiona. Zawsze tak było.

Po dłuższej chwili miała dosyć bezczynności. Najpierw patrzyła w przeszklony sufit – na zewnątrz musiało być bardzo mroźno, ponieważ gwiazdy błyszczały na granatowym niebie jaśniej, niż zwykle. Zastanawiała się, co zrobić, by jednak może odpłynąć. Spróbowała się trochę wygodniej ułożyć, ale i tak nie poskutkowało.

Po kilku nieudanych próbach w ogóle zrezygnowała z prób zapadnięcia w sen. Zamiast tego skupiła swoją uwagę na śpiącym Damonie. Zaczęła od tego, że delikatnie gładziła obejmujące ją ramię, bo wciąż nie bardzo docierało do niej, że to nie jest tylko jeden z tych dręczących ją snów, po których budziła się zziębnięta, samotna i nieszczęśliwa w swojej londyńskiej sypialni. Podziwiała jego rysy, zarys szczęki, wykrój seksownych ust, które nawet podczas snu potrafiły się układać w krzywy, arogancki uś ła dłonie na jego ramiona, by sięgnąć dalej i może nawet zacząć go łaskotać, jako karę za to, że jemu udało się zasnąć, a jej nie. Wtedy jednak usłyszała tuż przy uchu:

- Nawet nie próbuj.

Śmiejąc się bezgłośnie, kontynuowała swoje działania. Zanim jednak osiągnęła swój cel, Damon z wampirzą prędkością znalazł się znów na niej, z twarzą tuż przy jej twarzy i niebezpiecznym błyskiem w srebrnobłękitnych oczach.

- Dobrze wiesz, jaka kara cię za to czeka…

W odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko, uniosła szybko brwi w wyrazie podekscytowania i przyciągnęła go do siebie. Poczuła jeszcze, jak Damon przykrywa ich oboje prześcieradłem, a potem z ogromną przyjemnością poddała się magii jego uroku, umiejętności, dotyku, pocałunków... Szybko jednak z własną wampirzą siłą przewróciła go na plecy i pocałowała namiętnie i gwałtownie. Jeśli chodzi o chęć dominacji, często odkrywała u siebie, że jest ona tak samo silna u niej, jak u niego. Tym razem ona była górą.


Soundtrack:

Katy Perry – Firework


A/N: Hmm... Spodziewaliście się tego?
Zapewniam, idylla nie potrwa długo... ;)
Wciąż przecież jeszcze nie pojawił się na horyzoncie... Kol. ;)

Do kolejnego rozdziału!

VeraDeDiamant