Tales from Angels Sky...


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
B
ohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"

Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 13

Abby bardzo powoli powracała do świadomości. Nie miała na to najmniejszej ochoty, ale uporczywe wibracje telefonu, które oznaczały, że dostała nową wiadomość, nie pozwoliły jej ponownie zapaść w sen. W takich momentach przeklinała swój nadzwyczajny słuch.

Z ociąganiem uniosła się na łokciach i sięgnęła po telefon, który był w kieszeni jej dżinsów (a leżały one pomięte na podłodze przy łóżku). Nie było to zadanie łatwe, bo próbowała robić to po omacku, a zaraz po obudzeniu nie była przytomna aż do wypicia pierwszych dwóch filiżanek espresso.

W końcu poszukiwania zakończyły się sukcesem. Wiadomość była od Sabine.

Nagły wypadek. Przyjeżdżaj natychmiast.

Skupienie panny Donovan znów było na najwyższych obrotach. Kiedy jednak chciała podnieść się, by szybko się ubrać i jechać na pomoc przyjaciółce, w talii przytrzymało ją silne męskie ramię.

– Gdzie ci się wydaje, że idziesz? – Usłyszała przy uchu seksowny, głęboki męski głos, jeszcze na dodatek chrapliwy po obudzeniu.

Wydarzenia z minionego dnia nagle stanęły jej przed oczami. Kiedy przypomniała sobie wszystko, stało się jasne, kto znajduje się razem z nią w łóżku. Znieruchomiała z wrażenia, bo właściwie miała ochotę walnąć się z całej siły w głowę i wyzwać się od największych idiotek i kretynek. Z drugiej strony, chciała odwzajemnić uścisk, namiętnie pocałować Damona i znów być z nim tak blisko, jak jest to możliwe.

Ani jedno, ani drugie nie wchodziło w grę. Nie było na to czasu.

Wiedziała, że przepadłaby z kretesem, gdyby spojrzała mu w tym momencie w oczy. Dlatego zamknęła swoje i wycisnęła na jego ustach szybki pocałunek, po czym prawie bezbarwnym głosem odpowiedziała:

– Bee mnie potrzebuje… – Wykorzystując całą siłę woli, gładko wysunęła się z jego objęć, wyskoczyła z łóżka i, owinięta tylko w cienkie prześcieradło, na bosaka wymaszerowała z oranżerii. Kiedy przeszła już do domu, użyła wampirzej prędkości, żeby znaleźć się w swojej obszernej garderobie obok sypialni. W ekspresowym tempie znalazła to, czego potrzebowała, ale zatrzymał ją jego głos. Damon stanął w drzwiach łączących oba pomieszczenia, mając na sobie jedynie swoje czarne jeansy.

– Całkiem niezła ta wymówka, Abbey. Uważaj, jeszcze trochę i ci może uwierzę.

Tym razem spojrzała na niego i widziała, jak bardzo był wściekły. Postanowiła się tym jednak nie przejmować. Nie mogła pozwolić sobie na kłótnię z nim w tym momencie. Szybko zaczęła się ubierać.

– Niedługo wrócę. Tym razem nie uciekam. Naprawdę. Porozmawiamy później. – Już ubrana w czarne obcisłe spodnie i równie obcisłą, skórzaną kurtkę w tym samym kolorze, próbowała wyjść z garderoby, ale zatrzymało ją jego ramię.

– W takim jadę z tobą. – Damon i ta jego zazdrość! Po co pakowała się w to ponownie?!

Abby pokręciła szybko głową, na moment przyciągnęła go do siebie i pocałowała namiętnie, po czym, zanim zdążył się zorientować, już stała w wyjściowych drzwiach swojej sypialni.

– Nie tym razem.

Nie obejrzała się za siebie, bo było to zbyt niebezpieczne. W ułamku sekundy była w garażu i przygotowała swój środek transportu do podróży.


Damon był wściekły. Jak mógł być takim idiotą?! A co ciekawsze: jak ona mogła w ogóle pomyśleć, że ponowne zostawienie go ujdzie jej płazem? To on miał ją zostawiać, a nie pozwalać na to, żeby ona znów zostawiła jego!

Kipiał ze złości. Błyskawicznie się ubrał i zamierzał ją dogonić. A potem dać jej nauczkę. Kiedy jednak wybiegł przed Angels Sky, obok niego śmignęło czarno-czerwone Ducati Diavel. Kiedy zorientował się, kto jako jedyny mógł wyjechać nim z Angels Sky, przez chwilę był w tak głębokim szoku, że nie był w stanie wykonać najmniejszego ruchu.

– To chyba jakieś żarty!

Spodziewał się, że Abbey wyjedzie z garażu eleganckim samochodem albo po prostu pobiegnie na miejsce spotkania. W życiu jednak nie przyszłoby mu do głowy, że będzie jeździć motocyklem! A już na pewno nie, że takim!


Abby zatrzymała motocykl pod nowoczesną i doskonale wyposażoną kliniką weterynaryjną, którą założyła i prowadziła Sabine. Wampirzyca zdjęła kask i jej naturalnie skręcone włosy rozpłynęły się po jej ramionach – w pośpiechu zapomniała ich spleść, a w ciągu nocy z ich pracochłonnego prostowania oczywiście nic już nie zostało.

Przyjaciółka czekała na nią przy tylnym wejściu. Właściwie nie było widać, że skończyła niedawno czterdzieści lat. Wciąż była piękną, młodo wyglądającą kobietą. Kiedy jednak zobaczyła Abby, jak zwykle pokręciła przez moment głową, w geście niedowierzania.

– Wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić…

Panna Donovan podeszła do niej i ucałowała ją w policzek.

– Co to za nagły wypadek? I do czego nie możesz się przyzwyczaić?

Bee objęła ją krótko i wprowadziła do środka do kliniki, jednocześnie wyjaśniając sytuację.

– Ulubiona klacz córki burmistrza. To nosacizna. Przecież ostatni jej przypadek zarejestrowaliśmy pół wieku temu…

Abby nie trzeba było więcej tłumaczyć. Choroba była silnie zakaźna, niebezpieczna także dla ludzi. Konie w takich przypadkach trzeba było uśpić, by nie roznosiły więcej zarazków. Panna Donovan przypomniała sobie, jak musiała po raz pierwszy pożegnać jednego z własnych koni i łzy napłynęły jej do oczu. Powstrzymała je jednak i wzięła się w garść.

– Prowadź.


Kiedy Damon już otrząsnął się z szoku, doszedł do wniosku, że nie ma po co tracić czasu. Wsiadł do swojego ulubionego niebieskiego Camaro i ruszył w stronę centrum Blue Creek. Pomyślał, że jedną z pierwszych osób, które mogłyby wiedzieć, co się stało, byłaby przyjaciółka Abbey i dobrze mu znana sprzed dwudziestu lat czarownica, Sabine LaFayette. W końcu użyła jej jako wymówki…


Po dziesięciu minutach Abby wyszła z sali, w której teoretycznie miano uśpić klacz. Uśmiechnięta Bee, po zbadaniu zwierzęcia, była zaraz za nią.

– Dlaczego mi nie powiedziałaś, że zapas awaryjny już się skończył? Wiesz przecież, że to nie jest żaden problem… – Abby założyła ręce na piersi i karcąco popatrzyła na przyjaciółkę. Ta zaś zaprowadziła ją do swojego gabinetu, gdzie sekretarka przyniosła im obu kawę. Dopiero, kiedy wyszła, Sabine odezwała się.

– Nie potrzebowałam wampirzej krwi ostatnimi czasy. Nie było w okolicy tak poważnych przypadków, a nasz specjalistyczny sprzęt potrafił poradzić sobie ze wszystkimi innymi. Dzisiaj zorientowałam się, że zużyłam cały zapas.

Abby pokręciła głową i wzniosła oczy ku niebu, jakby modliła się o cierpliwość. Jednocześnie zdjęła kurtkę i odsłoniła rękę tak, by przyjaciółka mogła pobrać od niej krew. Kiedy już skończyła, niewielka ranka na ciele wampirzycy zniknęła moment później.

– Najważniejsze, że klacz jest już zdrowa i otoczeniu też już nic nie grozi. – Westchnęła panna Donovan. – Może w takim razie teraz wytłumaczysz mi, o co chodziło z tym, że nie możesz się do czegoś przyzwyczaić.

Sabine uśmiechnęła się pod nosem i zanim odpowiedziała, celebrowała swój kolejny łyk kawy.

– Wiesz, można by cię wziąć za rówieśnicę Sereny…

Abby roześmiała się na te słowa.

– Wiesz, to miło, kiedy ktoś odejmuje mi wieku. Już dawno nie wzięto mnie za licealistkę. Nawet przed przemianą byłam już chyba na to za stara. – Miała na myśli szesnastoletnią córkę Bee – Serenę LaFayette. Od osiemnastu lat przyjaciółka Abby była szczęśliwie zamężna, ale wedle tradycji rodzinnej zachowała nazwisko panieńskie. Szczególnie, że Serena – wierna kopia matki pod względem wyglądu – odziedziczyła także zdolności magiczne po swoich przodkach.


Damon musiał przyznać: był pod wrażeniem tego, jak z niewielkiej lecznicy dla zwierząt Sabine była w stanie stworzyć najlepszą klinikę weterynaryjną stanu Montana, a możliwe, że nawet całego okręgu. Przemiła, śliczna recepcjonistka, która prawie śliniła się na jego widok, natychmiast wskazała mu drogę do gabinetu doktor LaFayette. Już miał wejść do środka, kiedy usłyszał za drzwiami rozmowę…


Czarownica na słowa Abby parsknęła śmiechem.

– Nie w tej chwili. Wyglądasz jak koszmar każdego rodzica: zbuntowana nastolatka, która jeździ motorem i spotyka się z niewłaściwymi chłopakami…

Abby nagle oświeciło, do czego zmierzała przyjaciółka.

– Widzę, że ktoś nie potrafił trzymać języka za zębami… Jane się za to dostanie, kiedy wróci z Seattle.

Sabine odstawiła na spodek już pustą filiżankę po kawie.

– Nie możesz jej winić za to, że się martwi. Wszyscy się martwimy. Naprawdę uważam, że to nie był najlepszy pomysł, by wzywać Salvatore'a…

Abby przekrzywiła głowę i obserwowała przyjaciółkę bardzo uważnie spod zmrużonych powiek.

– Wiesz, fajna jesteś, kiedy jesteś taka… „mamusiowata"… Ale obie dobrze wiemy, że poradzę sobie z Damonem. Tylko trzymaj z daleka od niego Serenę – jeszcze mu się spodoba i będziemy ją musiały ratować…

– Nie zmieniaj tematu! Miałaś zadzwonić po wyjściu Damona do Jane i powiedzieć, jak było, a ty nic!

Na te słowa Abby usiadła głębiej w fotelu. Naprawdę zaczęła przypominać nastolatkę, która właśnie zrobiła coś, za co mogłaby dostać miesięczny szlaban. Sabine w tym momencie zrozumiała, w czym tkwił problem.

– On wciąż jest w Angels Sky, czyż nie? – Abby niechętnie, ale kiwnęła głową. – Ale to dlatego, że rozmawialiście, tak? Wyjaśnił ci, dlaczego to zrobił? – Bee chyba próbowała oszukiwać sama siebie, ale, kiedy wampirzyca zawahała się z odpowiedzią, oczy czarownicy zrobiły się wielkie jak spodki. – Nie wierzę! Znów poszłaś z nim do łóżka!

– Oj, nie musisz robić z tego od razu afery! – Abby uciszyła ją machnięciem ręką. – Stało się to za obopólnym porozumieniem i to nic nie znaczyło. Nie będzie powtórki sprzed dwudziestu lat. – Próbowała kłamać w żywe oczy i jej to nie wychodziło. Powątpiewające spojrzenie przyjaciółki mówiło samo za siebie. – Obiecuję! Chcę od niego tylko wyjaśnień. Seks okazał się dodatkowym, oczywiście, jak zwykle genialnym bonusem. Dawno skończyłam z tymi idiotycznymi marzeniami typu „żyli długo i szczęśliwie"…


Soundtrack:

Nickelback – If Today Was Your Last Day


A/N: Cóż, dowiadujemy się
nowych ciekawych rzeczy na temat Abby :)

Aby zobaczyć jej motocykl,
wystarczy wygooglować jego nazwę – Ducati Diavel :)

Do kolejnego rozdziału! :)

VeraDeDiamant