Tales from Angels Sky...
Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.
Rozdział 14
Damon nie tracił czasu. Już wystarczająco się nasłuchał, przez co w środku wręcz gotował się z wściekłości. Moment później bez pukania wszedł do gabinetu. Cały swój urok osobisty oraz uwagę skierował w stronę czarownicy.
– Kogoż to moje piękne oczy widzą! Piękna jak zawsze, Sabine LaFayette! Jak dawno się nie widzeliśmy! – Bezceremonialnie przeszedł obok jej biurka i pochylił się, by ucałować jej dłoń na powitanie. Nie było z tym problemu, bo była w takim samym szoku, jak jej towarzyszka. Ta sama towarzyszka, której miał największą ochotę ukręcić ten śliczny kark, udusić ją, przypalać na wolnym ogniu, albo po prostu zabrać ją jak najprędzej do domu i kochać się z nią tak długo, aż odszczeka to, co właśnie powiedziała przyjaciółce.
Czarownica w końcu doszła do siebie i obdarzyła go krzywym uśmiechem.
– Damon Salvatore! Jak zawsze: Casanova, dupek, drań i zło wcielone! Ciebie też miło widzeć. – Założyła ręce na piersi i patrzyła to na niego, to na Abbey.
Damon udał święte oburzenie.
– Ranisz mnie, moja droga. To ja usycham z tęsknoty za tobą przez ostatnie dwadzieścia lat, a ty tak mnie witasz! Przy okazji, naprawdę jestem pod wrażeniem tego, jak rozwinęłaś swoją małą lecznicę dla zwierząt w tym czasie…
Wiedział, który klawisz przycisnąć. Widać było, że ten komplement trafił w dziesiątkę, że doktor LaFayette jest dumna z tego, co udało jej się osiągnąć.
– Dziękuję Salvatore, naprawdę. Niczyje zdanie tak się dla mnie nie liczy, jak twoje. – Sabine szybko obróciła w żart zaistniałą sytuację. Oparła się wygodniej w swoim fotelu i zmrużywszy oczy obserwowała intruza uważnie. – Jednak wróciłeś… Miałeś za nic moje groźby… Chcesz znowu złamać serce tej tutaj? – Wskazała na Abbey, która do tego momentu, oszołomiona wpatrywała się prawie że bezmyślnie w to, co się działo. Nie wiedziała o tym, jak wyglądało ostatnie spotkanie Damona i Bee, już po tym, jak uciekła do Anglii.
Damon wolałby, żeby się nigdy nie dowiedziała. Próbował wtedy wtargnąć do domu Sabine – co mu się, oczywiście, nie udało, bo nigdy nie zaprosiła go do środka. Żądał, by ujawniła mu miejsce pobytu Abbey. Skończyło się tym, że on wrzeszczał, a czarownica szybko użyła swojej mocy, by powalić go na ziemię i sprawić mu niewyobrażalny wręcz fizyczny ból. Zagroziła, że jeśli znów będzie chciał zranić jej przyjaciółkę, zabije go w możliwie najbardziej bolesny sposób. A była w stanie to zrobić.
Aby zaznaczyć, że teraz Abbey znów była po jego stronie, położył rękę na jej ramieniu, chociaż wciąż przeszywał wzrokiem czarownicę.
– Oboje wiemy, że ostatnim razem to nie mnie przypadł zaszczyt łamania komuś serca, co nie?
Abby ocknęła się z odrętwienia i szoku. Zacisnęła zęby, strzepnęła dłoń Damona ze swego ramienia, po czym zgrabnie wstała z krzesła i podeszła do przyjaciółki, by pocałować ją w policzek.
– Na mnie już czas. Mam ważniejsze rzeczy do zrobienia niż obserwowanie, jak skaczecie sobie do gardeł. – Odwróciła się i zderzyła z Damonem, który uśmiechnął się w najbardziej wkurzający sposób i objął ją w talii tak, że właściwie wyglądało to tak, jakby kleiła się do niego. Spojrzenie, jakie mu rzuciła, powinno było go zabić. Niestety, był już martwy. Dlatego, zamiast z nim walczyć, wycisnęła na jego ustach mocny pocałunek by znów go rozproszyć i w ułamek sekundy była przy drzwiach. Starała się ignorować zszokowany wyraz twarzy przyjaciółki. – Do zobaczenia później, Salvatore. – Posłała mu całusa i wybiegła z kliniki tylnym wyjściem, by odjechać swoim Ducati. Kiedy jednak znalazła się na parkingu, Damon już opierał się o jej motor z rękoma założonymi na piersi i pobłażliwym uśmieszkiem.
– Nie myśl Słońce, że twój trick udałby ci się dwa razy. – Czuła, jak jego wzrok przesuwał się powoli po całej jej postaci. Mimowolnie zadrżała z podniecenia zanim nie zebrała się w sobie by stanąć w pewnej siebie pozie, opierając ręce na biodrach. Spodnie i kurtka tak ją opinały, że wyglądały jak ciasny kombinezon i uwypuklały wszystkie zgrabne krągłości oraz podkreślały najlepsze cechy jej sylwetki. Mrugnęła, a wtedy Damon stał już tuż przed nią, pożerając ją wzrokiem. – Dlaczego mi po prostu nie powiedziałaś…? Od razu przyjechałbym tu z tobą i Sabine miałaby podwójny zapas wampirzej krwi na czarną godzinę. – Posłał Abby badawcze spojrzenie.
– Ponieważ… – Abbey przysunęła twarz do jego ucha i zaczęła mówić niższym, jeszcze seksowniejszym głosem. – Wyobraź sobie… Że świat… Nie kręci się… Wokół Ciebie, Salvatore. – Pocałowała go w policzek i próbowała szybko przemknąć do swojego motoru, ale złapał ją za ramię. Kiedy znów spojrzała mu w twarz, uniosła brwi, udając zaskoczenie. – Nie jesteś moim ochroniarzem ani niańką i naprawdę, wiesz, ja MAM jeszcze życie poza tym, co jest między nami. Najpierw sto czterdzieści pięć, a potem jeszcze dwadzieścia lat radziłam sobie świetnie bez ciebie i mam zamiar na tym poprzestać. – Wyszarpnęła ramię z jego uścisku i podeszła do Ducati, po czym zajęła na nim miejsce. Znów z wampirzą prędkością był tuż obok niej, nie było wątpliwości, jak bardzo był wściekły.
– A od kiedy ty w ogóle jeździsz na motorze? Z tego, co pamiętam, uważałaś to za jeden z najgłupszych środków lokomocji. W ogóle, dwadzieścia lat temu bałaś się prawie wszystkiego.
Teraz to ona posłała mu irytujący uśmieszek.
– Powiedzmy, że od tamtego czasu zdążyłam trochę zmądrzeć. – Założyła kask i włączyła zapłon. – Do zobaczenia w Angels Sky, bo z chęcią będę kontynuować naszą rozmowę, by wreszcie wydusić z ciebie, dlaczego to zrobiłeś i potem z największą przyjemnością zamknąć ci drzwi przed nosem! – Odjechała z rykiem silnika.
– Wiesz, że mnie kochasz, Abbey! – Zawołał jeszcze za nią, po czym jak najszybciej odjechał Camaro sprzed kliniki w stronę rezydencji na wzgórzu.
Zatrzymał się tuż przed frontowym wejściem i leniwie wkroczył do środka. Zobaczył Abbey stojącą w salonie, odwróconą do niego plecami. Doskoczył do niej i zaczął powoli przesuwać dłońmi po jej boku i już chciał szepnąć jej coś do ucha, gdy zobaczył kogoś naprzeciwko nich obojga, siedzącego sobie spokojnie na kanapie, z domyślnym uśmieszkiem na twarzy.
– Damon, nie śpiesz się tak. Naprawdę, dam wam jeszcze na to czas, ale później… Teraz lepiej przywitaj się ze mną, jak należy! – Jane Donovan, uśmiechnięta od ucha do ucha, doskoczyła do niego i rzuciła mu się na szyję. – Bardzo miło cię znów widzieć!
– Ciebie też dobrze widzieć, J. – Pocałował ją w policzek i z ogromną satysfakcją obserwował szok, w jakim znalazła się Abbey, kiedy obserwowała ich przywitanie. Jane zaraz i do niej doskoczyła i dała jej buziaka.
– Rodzice musieli zostać w Seattle i to chyba jeszcze przynajmniej z tydzień potrwa. Duuuży problem z wyposażeniem łazienek… – Zwróciła się znów do Damona. – Cieszę się, że poczekałeś na mój przyjazd, bo bałam się, że znów znikniesz na strasznie długo. – Młodsza siostra Abbey aż podskoczyła z radości. – Musimy to uczcić! – Nalała bourbona do trzech kryształowych szklanek i podała każdemu.
Abby miała już serdecznie dosyć tego ciągłego zaskakiwania. Obdarzyła siostrę podejrzliwym spojrzeniem.
– Jane, zapomniałam cię o to spytać przez telefon, ale… Skąd wy się znacie? Ostatnim razem nie przedstawiałam was sobie…
Młodsza panna Donovan obdarzyła ich oboje promiennym uśmiechem.
– Może po prostu usiądziemy sobie tutaj we trójkę i ci wszystko opowiemy?
Abby spoglądała to na jedno, to na drugie. Damon założył ręce na piersi i z kpiącym uśmiechem obserwował jej zdezorientowanie. Jane natomiast zdawała się być przeszczęśliwa, jak zawsze, kiedy jej plan się powiódł. Abby pomyślała, że to był sygnał, że już powinna zacząć coś podejrzewać. Zamiast tego jednak uśmiechnęła się słabo i odpowiedziała jej:
– Jasne, to świetny pomysł. Będziecie mieli szansę mi wyjaśnić, o co w tym wszystkim, do diabła, chodzi!
Próbowała być straszna, ale jej nie wyszło. Roześmieli się głośno. Wznieśli szklanki z bourbonem w toaście i skierowali się do jadalni, gdzie usiedli przy stole i Abby czekała, aż ta dwójka przyzna się do wszystkiego.
Soundtrack:
Natasha Bedingfield – Unwritten
A/N: I wróciła Jane! I na razie jeszcze czas jakiś zostanie:)
Do kolejnego rozdziału!
VeraDeDiamant
