Kagami rozejrzał się ciekawie po swoim mieszkaniu. To śmieszne, nie poznawać własnego domu. Był duży i przestronny. Światło wlewało się przez spore okna i kładło na prostych, czystych meblach. Wszystko urządzone było w stylu typowo amerykańskim, bez żadnych niepotrzebnych japońskich akcentów. Jako, że nastolatek mieszkał sam, ktoś mógłby spodziewać się bałaganu. Nic bardziej mylnego. Wszędzie panował ład i porządek, a jedyne ślady obecności Taigi stanowiły porozwieszane plakaty z koszykarzami i piłka leżąca smętnie w kącie.

- Uwo... Więc to tak mieszkam... - westchnął chłopak. Podobało mu się tutaj. Widać, że musi mieć dobry gust. Zabawne, zaczął traktować siebie przed utratą pamięci jak obcą osobę. Chciał się podzielić tym spostrzeżeniem ze swoim niższym kolegą, którego w końcu przestał nazywać "małym chuchrem", ale ten gdzieś zniknął.

- Kuroko? Gdzie jesteś? - zapytał podniesionym głosem. Podskoczył przerażony, kiedy usłyszał cichy, spokojny głos obok siebie.

- Przecież cały czas tu stoję. - Widząc dezorientację czerwonowłosego uśmiechnął się delikatnie. Reakcje ludzi na jego nagłe pojawianie się niezmiennie go bawiły.

- Co...? Ty mały diable, to niemożliwe! Musiałeś dopiero co przyjść! - To zabrzmiało jak ich dawne przekomarzania, ale niestety nimi nie było. Kagami, tak jak na początku ich znajomości, był zły na chłopaka, który stosował swoje sztuczki. Co więcej, to, że przestał patrzeć na niego pogardliwie, wcale nie znaczyło, że go polubił. To raczej Riko zmusiła go do zakopania wojennego topora, jako, że mieli zamieszkać ze sobą na jakiś czas. Na dodatek, kiedy próbował nawiązać przyjazną pogawędkę, jego towarzysz gdzieś się ulatniał. Jednak nie ma dobrego gustu. Jak takie małe, słabe, małomówne coś mogło zostać jego przyjacielem? I do tego ponoć bardzo bliskim...


Żyli sobie razem w względnym pokoju przez cały dzień. Bo poza znikaniem Kuroko i wrzaskami Taigi tak naprawdę nic się nie działo. Dopiero wieczorem pojawiły się pewne komplikacje. Kiedy zbierali się do spania, dotarło do nich, że nigdzie nie ma drugiego kompletu pościeli. Choć przetrząsnęli cały dom, to bez pamięci Kagamiego nie mieli szans. W końcu stanęli bezradnie na środku pokoju.

- Będę spać na kanapie pod kocem - zaoferował się Tetsuya.

- Nie wygłupiaj się, w nocy jest już bardzo zimno - mruknął czerwonowłosy. Nie chciał zostawiać tego drobnego chłopaka drżącego w salonie, kiedy on będzie się grzał pod kołdrą. Z drugiej strony, jemu też nie uśmiechało się pewne przeziębienie.

- Och. Chyba będziemy musieli... spać razem - niechętnie zaproponował. Kiedy tylko to powiedział, na twarzy Kuroko wykwitły różowe rumieńce, które próbował nieudolnie zasłonić poprawiając czuprynę. Widząc to, Taiga sam poczerwieniał. Sterczeli tak zawstydzeni, nie wiedząc, co mają powiedzieć.

- No... dobrze - przerwał ciszę Kuroko. Pokonując zażenowanie, wpakowali się jakoś do łóżka, odwróceni do siebie plecami, możliwie jak najdalej. - Możesz mi powiedzieć, czemu masz dwuosobowe łóżko? - zapytał jeszcze.

- Dobre pytanie - usłyszał w odpowiedzi. Chwilę później rozległo się delikatne pochrapywanie. Słysząc to, chłopak sam usnął, uśpiony miarowym oddechem swojego towarzysza.


Kagami, mimo, że teraz o tym nie wiedział, zawsze był rannym ptaszkiem. Z tego też powodu, z samego rana zaczął się powoli rozbudzać. Kiedy mniej więcej wróciła mu świadomość, poczuł na sobie jakiś ciężar. Otworzył oczy i poczuł rękę chłopaka na jego torsie. Chciał ją strząsnąć, ale jego wzrok zatrzymał się na twarzy Tetsuyi. Delikatne rysy, blada skóra i potargane włosy. Do tego zamknął te swoje wielkie, prześwietlające na wylot oczy. W ogóle nie przypominał siebie za dnia. Może jednak nie jest taki zły? Był taki bezbronny i niewinny. Ktoś mógłby pokusić się nawet o stwierdzenie, że to najbardziej uroczy obrazek na świecie. Ale na pewno nie Taiga. Przecież on nie znosi tego małego, wrednego, słodkiego diabła. Co...?

Potrząsając głową, zdjął z siebie jego dłoń i poszedł do kuchni. Postanowił zrobić coś na śniadanie. W lodówce było dużo jajek. Może by tak jajecznicę? Tylko jak to...


- Kagami-kun? Gotujesz coś? - zapytał rozespany Tetsuya wchodząc do kuchni. Bardzo lubił jedzenie Taigi. W domu nikt nigdy nie miał czasu, więc zawsze odgrzewał gotowe dania z supermarketów. Natomiast kiedy odwiedzał swoje światło, zwykle mógł liczyć na jakiś posiłek. Co prawda smakowało po amerykańsku, ale chłopak nie mógł narzekać. Teraz zaglądał ciekawie do patelni. To co zobaczył trochę go zaniepokoiło. Nie miał czasu zapytać o to, bo "jajecznica" wylądowała na talerzu.

- Stwierdziłem, że zrobię śniadanie... Bo i tak musisz to siedzieć, to chociaż dam ci jeść... - stwierdził, drapiąc się w tył głowy.

- Och... - Kuroko nie słuchał go, dziobiąc zawartość talerza widelcem. Uniósł sztuciec do góry, patrząc na nabitą na niego niedużą kulkę. - Czy to... winogrono? - zapytał. Grzebiąc dalej odnalazł między innymi kawałek brzoskwini i banana.

- Nie byłem pewien, jak to zrobić, ale coś mi świtało... - przyznał zażenowany kucharz.

- Widać, że "coś" ci na pewno świtało - stwierdził z rozbawieniem chłopak, wskazując na owoce leżące na brzegu talerza. - Szkoda tylko, że to była sałatka owocowa. - Biedny zawstydzony Kagami nie wiedział, gdzie oczy podziać.

- No nic. Siedź i się nie ruszaj, ja zrobię kanapki. - zarządził Tetsuya. - I pamiętaj, owoców nie dodaje się do jajecznicy. - Chciało mu się śmiać, ale jednocześnie rozczulał go widok tak nieporadnego chłopaka.


Taiga oczywiście nie musiał chodzić do szkoły, bez problemu dostał zwolnienie lekarskie. Gorzej było z jego "cieniem". Chłopak i tak stwierdził, że zostaje z przyjacielem, coby ten nie zrobił sobie krzywdy. Nauczyciele i tak często go nie zauważali. Może kilka dni prawdziwej nieobecności pomoże im go później dostrzec? Na razie uzgodnili z drużyną jego tygodniowy pobyt w domu Kagamiego, ale co dalej? Musiał się szybko w jakiś sposób przywrócić mu pamięć. To musi być silny bodziec, taki który zelektryzuje chłopaka i pomoże wrócić jego wspomnieniom. Tylko jak?