Atmosfera w domu Taigi była coraz mniej napięta. Z każdym dniem chłopak bardziej przekonywał się do Kuroko i przyzwyczajał do jego znikania. Doszło nawet do tego, że zaczęli przesiadywać razem na kanapie, pijąc herbatę i rozmawiając. Cień opowiadał o wydarzeniach z przeszłości najdokładniej jak umiał, próbując podać jakiś szczegół, który mógłby przywrócić Kagamiemu pamięć. Niestety na próżno, choć bawili się świetnie, śmiejąc się z różnych sytuacji. I mimo, że całkiem miło spędzali czas, czujnemu oku Tetsuyi nie umknął jeden fakt: Ten Kagami-kun był inny. Bardziej bezpośredni, mniej się wstydził i rumienił. Nie była to wielka zmiana, ale niebieskowłosy tęsknił za swoim starym przyjacielem bardziej, niż chciałby przyznać.

Siódmego dnia, ostatniego, w którym Kuroko miał przebywać w domu poszkodowanego, nic nie wskazywało na poprawę. Jutro wraz z drużyną mieli zaprowadzić go do lekarza, bo przedłużający się zanik pamięci mógł spowodować trwałe zmiany w mózgu pacjenta. Martwili się, i choć nikt nie powiedział tego na głos, każdy zastanawiał się, co będzie, jeśli Taiga nie wyzdrowieje. Jeśli pozostanie z wielką dziurą we wspomnieniach. I nie chodziło tu nawet o losy ich zespołu na zawodach. Wszyscy, nawet Riko, niepokoili się o niego jak o przyjaciela.

Tetsuya, robiąc dobrą minę do złej gry, nie pokazywał swoich emocji. Jak zwykle zresztą. Zachowując pokerową twarz, rozsmarowywał masło na czerstwym chlebie. Nikt nie pofatygował się, by kupić świeży. Musiał wykonywać wszelkie kuchenne czynnością, bo jego partner stał się prawdziwym kucharzem-pokraką. Śmieszne i smutne zarazem.

W milczeniu postawił talerz z jedzeniem na stole i dosiadł się do Taigi, który z obojętnością wpatrywał się w telewizor. Za szklanym ekranem rozgrywał się mecz koszykówki. Czerwonowłosy obrzucił spojrzeniem kolegę.

- Byłaby z ciebie świetna żona, Tetsuya - stwierdził tonem zupełnie niewzbudzającym podejrzeń.

- Słucham?! Przecież ten chleb jest stary i... - nie dokończył, czując, że poliki mu pąsowieją. Jak on może tak po prostu powiedzieć coś takiego? I od kiedy nazywa go pierwszym imieniem?!

- A mimo wszystko zrobiłeś to dla mnie - drążył Kagami.

- Jesteś chory i...- prawie pisnął jego towarzysz.

- Ale z głodu bym nie umarł - ciągnął.

Po tym, co usłyszał, Kuroko jakoś nie mógł nawiązać rozmowy. Siedzieli tak w nienaturalnej ciszy, wlepiając spojrzenie w odbiornik. Drobniejszy chłopak czuł, że mu gorąco i nie wytrzyma presji, której drugi chyba w ogóle nie czuł. Mruknął coś, sygnalizując, że idzie do łazienki i czym prędzej się ulotnił.

Szybko przekręcił zamek w drzwiach i oparł się o nie. "Hej, przecież nic się nie stało!" próbował przywołać się do porządku, ale serce wciąż mu waliło, a oddech nie chciał się uspokoić. "Naprawdę nic" przekonywał się. Zobaczył swoje odbicie w lustrze. Miał zaróżowione policzki i błyszczące oczy. Zupełnie inne od swojego zwykłego braku wyrazu twarzy. Najgorsze było to, że zdawał sobie sprawę z przyczyny swoich reakcji. Nie był jedną z tych osób, które okłamują same siebie. Jasno i klarownie widział, co się dzieje, chociaż wcale tego nie chciał. Rozebrał się i odkręcił zimną wodę, w nadziei, że pomoże mu zebrać myśli.


Pół godziny marnowania zimnej wody później wyszedł z łazienki. Okryty tylko niebieskim ręcznikiem zwisającym mu na kościstych biodrach. Ze stresu zapomniał zabrać do łazienki piżamy. Kiedy wszedł do pokoju szukając swojej zguby, poczuł na sobie spojrzenie kolegi.

- Oh my goodness...- westchnął chłopak po angielsku, co często zdarzało mi się od czasu wypadku. W tym momencie w tym nowym, nieznanym Kagamim, miarka się przebrała.

Pchnął Tetsuyę delikatnie, acz stanowczo na łóżko i zawisł nad nim.

- Kagami-kun... - przerażony Kuroko zdołał wydusić tylko tyle.

- O co chodzi? Nie chcesz tego? - zapytał. - Przecież to widać.

- Ty nie...

- Nie jestem Kagami? To chcesz powiedzieć? Więc kim jestem?

- On... On by tego nie robił...

- Daj spokój. Ja pokochałem cię w tydzień. To oczywiste, że on też cię kocha.

Kiedy drobny chłopak usłyszał to szczerze, proste i ujmujące wyznanie, coś w nim pękło. Zobaczył, że może ten nowy przyjaciel nie jest tak zły, jak się mogło wydawać. Zmianę nastawienia było widać na pierwszy rzut oka i as Seirin wykorzystał sytuację należycie. Pochylił się i złączył ich usta. A dalej była już tylko kotłująca się pościel, głośne pojękiwanie i dwa wymęczone ciała padające na łóżko.